Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
A kiedy byłeś łaskawy wspomnieć o wielkich czynach,
które się wydarzą, to co miałeś na myśli?
Zobaczy pan.
Selekcjoner panią pozdrawia, pani Gabrielo.
Moim zdaniem te sprawy się łączą.
W obu przypadkach na miejscu zbrodni
sprawcy pozostawili litery w widocznym miejscu: „K” i „R”.
Facet jest poza podejrzeniem. Nauczyciel, twarde alibi.
Moim zdaniem też rozstali się kulturalnie.
To jest śmieszne, jak szybko zacząłeś tańczyć, panie komisarzu.
Ale dobrze, dobrze, będziesz krócej się męczył.
- Dzień dobry. - Dobry.
- Biorą? - Gówno biorą.
Taka pogoda.
Poznajesz, co?
Poznajesz?
Mów.
Poznajesz.
Stać! Policja!
Stój! Stój!
Wstawaj.
Przepraszam. Najmocniej przepraszam.
- Chyba księdza z kimś pomyliłem. - Chyba tak.
Przepraszam.
Szczęść Boże.
Wziąłeś sobie tą Ukrainkę?
- A po co ci to? - Bo to główny cisnął.
To jest Polka z Ukrainy. Ma obywatelstwo.
A to trzeba było ją zrobić rzecznikiem,
a tak masz, wiesz, ładną kobitkę w grupie pościgowej.
Chłopcy tracą koncentrację.
- Kiełbasi im się we łbach. - Mareczku.
- Mareczku, panie inspektorze… - Słuchaj.
Kobieta policjantka może być ładna, ale bez przesady, no.
Przepraszam cię.
Co jest?
Cześć.
Pogadamy następnym razem.
To właśnie teraz miał być ten następny raz.
- Cześć. - Cześć.
Michał, co się wygłupiasz?
- Co się dzieje? - Bijcie tak, żeby…
Jesteś rzecznikiem czyim? Grupy?
Oni są z tobą?
- To jakaś gra, komisarzu? - Dlaczego boisz się na nich spojrzeć?
To są twoi koledzy?
Wystąpiłem o ułaskawienie.
Rezygnuję z polskiego obywatelstwa, panie komisarzu.
To świetnie, Lemuel. To współpracuj, może wystawię ci rekomendację.
Ja nie potrzebuję pańskiej rekomendacji, panie komisarzu.
- Nie macie dowodów. - Przyznałeś się.
A może… A może wymusiliście te zeznania?
A może stosowaliście tortury?
A może nie przestrzegaliście praw człowieka?
A gdzie jest… Gdzie jest podkomisarz Maria?
I jak ci z nią idzie? Fajna dupka, co?
Lepsza niż pani Dorotka?
Te litery namalowaliście po zabiciu dyrektora Kotarby,
a te dwie narysowali twoi koledzy: tę po zamordowaniu Gabrieli Pilch,
a tę po tym, jak ktoś zupełnie inny zamordował Tommy'ego Gajewskiego.
- To jest jakiś plan? - Plan sprzątania świata.
- Jak wybieracie ofiary? - Losujemy.
Entliczek-pentliczek, na kogoś wypadnie bankier, na kogoś dyrygentka…
- Na kogoś… - Dyrygentka?
…inny błazen.
- Ofiara Kamila? - A co? Znaleźliście jej głowę?
Nic nie umiesz. Kogo wybierają do tej policji?
- Kanibal jest z wami. - Łatwo panem manipulować.
Bardzo łatwo panem manipulować. Jest pan jak dziecko. To jest żenujące.
Twoja mama mówi o tobie to samo, Lemuel: dziecko, zakompleksiony chłopiec,
który zrobi wszystko, żeby zaimponować kolegom.
- Pa. - Pa.
- Hej. - Cześć.
Kamil jest jednym z nich?
Hm. Kanibal w grupie przestępczej to, yyy… dosyć niespotykane.
Rozpatruję różne opcje.
Pokaż się, gnoju! Dzwonię po policję!
No o kanibalu z Bielan było głośno w mediach.
Nawet bardzo głośno.
Lemuel był wtedy na wolności,
więc wszystko o nim wie z mediów. Dziękuję.
No i co? I wiedział też to, że ofiara była dyrygentką?
Wszędzie o tym pisali.
Zresztą, rodzina ofiary wszystko powiedziała mediom.
Nawet to, że nie mamy jej głowy.
O! A jeżeli Dorota chce głowę,
no to niech napisze do sądu o zgodę na przesłuchanie Kamila w szpitalu,
a ty wtedy go popytasz o tego kolegę z Holandii.
Dorota nie napisze, zwłaszcza jak ją o to poproszę.
Napisze. Matka ją przekona.
Matka? Czemu Matka?
Bo jest inspektorem, zastępcą komendanta wojewódzkiego.
Już szarża nie działa na kobiety?
Co jest?
Jasny gwint! Kurczę!
Szlag to!
Stój…
Przejeżdżał obok samochód.
Nie zachował odpowiedniej ostrożności kierowca, no i co? Mamy trupa na miejscu.
Dobra, Ludwik, ale to jest zdarzenie drogowe, a nie zabójstwo.
- Po co ty mnie ciągasz po nocy? - No tak, ale koło było uszkodzone celowo.
No i jeszcze dzwonił Sachoń.
- Kto to jest Sachoń? - Inspektor Sachoń.
Szef inspektoratu policji na Mazowsze.
- Aha. - Znamy się. Gruba ryba.
I on właśnie poprosił, żebyśmy to my zajęli się tą sprawą. Ja i ty.
Skąd ty go znasz?
Przesłuchiwał mnie.
Prowadził moją sprawę.
Praca pod wpływem.
- Uhm. - No. Chodź, pokażę ci.
To jest, yyy… świadek, który wezwał policję.
Akurat wyszedłem z psem na spacer…
- Uhm. - No i widziałem, jak ten samochód jechał
i tutaj się zatrzymał, bo złapał kapcia.
No a tamten drugi tak też jechał wolno i jak ten za… zaczął zmieniać koło,
to przypieprzył całym pędem i zabił tego człowieka.
- Uhm. - A widział pan, co to za samochód?
Nie no, wie pan, ciemno było. Czarny jakiś, taki ciemny.
Teraz wszystkie samochody jednakowe.
Bardzo nam pan pomógł. Dziękujemy.
Ale panowie, to nie wszystko.
Jak ten przypakował jemu, prawda,
to jeszcze raz na wstecznym biegu ponownie po nim przejechał.
Po tym zabitym. No a potem wysiadł z samochodu,
wyciągnął komórkę, chyba robił zdjęcia, bo widziałem flesz.
- Zdjęcia? - Tak, tak, no. Widziałem, wiesz, błysk.
Dobra, dziękujemy bardzo. Dobrej nocy.
- Dobrej nocy. - Do widzenia.
Do widzenia.
- Kim jest ofiara? - Stefaniak Włodzimierz, lat 56, yyy…
Zamieszkały: Warszawa, Kinowa.
Ale miał przy sobie kartę emerytowanego policjanta.
Chyba jakiś, yyy… mmm… sierżant.
- Kolega po fachu? - Uhm.
- Sprawdziłeś telefon, kontakty? - No tak, a w tych kontaktach kto?
- Sachoń? - Uhm.
Czyli co, przysłał nas, żebyśmy sprawdzili sprawę kolegi?
Tak, ale cztery dni temu dzwonił do niego.
- Kto do kogo? - No Sachoń do Stefaniaka.
A co chciał inspektor od emerytowanego sierżanta?
Nie mam pojęcia.
Może kontynuowali znajomość z pracy, czego my nigdy nie zrobimy.
No tak, nam to nie grozi.
Na razie.
Dziękuję za pomoc.
Wszystko w porządku?
Tak. Dzięki. Do widzenia.
Samochód zwrócimy po zakończeniu czynności.
To właściciel auta, Wiktor Zbrowski.
Lekarz z Banacha, zgłosił kradzież auta.
- O której? - 23.40.
- No to już po zabójstwie policjanta? - Godzinę po.
Aha.
Miał dyżur pod telefonem.
- Ktoś to może oczywiście potwierdzić? - No, niestety: doktor mieszka sam.
No i co?
Ktoś mu ukradł auto, zabił policjanta, a potem niby uderzył w drzewo?
- Nie trzeba było go zatrzymać? - Przecież to jest kardiolog z Banacha.
O 23.40 wezwany do szpitala.
Po stwierdzeniu braku, yyy… auta
wezwał o 23.44 taksówkę z korporacji Meteor Taxi,
która przybyła o 23.51.
A w międzyczasie zadzwonił na policję, żeby zgłosić kradzież auta.
Trochę to podejrzane.
Może tak, no, ale podaj mi jeden powód,
dla którego lekarz miałby zabijać byłego policjanta.
Omaktozyna. Masz rację.
Słuchaj. Dopilnujesz tutaj wszystkiego? Ja muszę lecieć.
- A motyle w brzuchu? - No.
- Leć. - Dzięki.
Masz dług.
Zapraszam serdecznie. Może świeże warzywka pan kupi?
Zapraszam do mojego warzywniaka. Może marchewkę?
- Nie, nie. Dziękuję. - Kartofelki bardzo dobre mam.
- Nie, ja tylko czekam na… - Na moją sąsiadkę.
- Koleżanka z pracy, tak? - Skąd pan wie? Aż tak widać?
Policja bezmundurowa to dla mnie nie istnieje.
Wystarczy mi taki jeden jedyny rzut oka i po prostu
tajniak przestaje być tajniakiem.
- Masakra. - Jaka masakra?
- Ja Masakra – taka ksywa. - A.
Zapraszam serdecznie.
Proszę bardzo. Jakby co, to mam marcheweczki, tutaj są,
kartofelki prosto z Maroko.
Wszystko 100% polskie.
- Z gotowaniem mam na bakier. - Okej.
No mam różne inne takie wynalazki. Może jarmuż przyniosę?
Nie, dziękuję. Mandżaro.
Jak? Mandżaro?
- No nic, spoko, to ja nie zatrzymuję już. - Jasne.
- Hej. - Hej.
- Idziemy? - Uhm, zapraszam.
Dawno się tak nie czułam.
Jak?
No. Na początku było tak, że chłopak patrzył na to, co robię.
Mmm, czekał, co powiem.
Znaczy w naszym zawodzie,
yyy… kilka lat różnicy w doświadczeniu to jest przepaść.
No a teraz już nie czeka, sam działa.
Ja myślę, że tak powinno być.
Tak… Tak powinno być.
Tyle u mnie.
Dziękuję. No to co? Pożegnajmy się modlitwą.
Boże…
…użycz mi pogody ducha, abym godził się z tym,
czego nie mogę zmienić,
odwagi, abym zmieniał to, co mogę zmienić,
i mądrości, abym odróżniał jedno od drugiego.
Dziękuję.
- Jak mnie znalazłeś? - Normalnie.
- Mówiłem ci, że jestem w AA? - Tak, parę lat temu sam mi powiedziałeś.
- A to dziwne. O co chodzi? - Sprawa jest. Chodźmy.
Omaktozyna…
Ekologia…
Coś się stało?
Matka. Muszę jechać.
- Śpij. - Uhm.
Jest.
- Cześć. - Cześć.
No widzisz? Mandżaro nie pyta, skąd wiedzieliśmy, gdzie go szukać.
Skąd wiedzieliście, gdzie mnie szukać?
To nie jest pytanie na poziomie.
To jest pytanie w pionie.
To jest inspektor Sachoń z inspektoratu policji.
Wysłuchajcie uważnie.
Prawie wszyscy się znamy, no.
Cześć, kolegę znam.
Komisarza nie znam, ale słyszałem dużo dobrego: młody, obiecujący.
Polej, Mateusz.
Yyy… Ja prowadzę, a, yyy… chłopaki też nie piją.
Giną emerytowani policjanci.
Włodzimierz Stefaniak to trzecia ofiara.
Jak to? Przecież to jest jedyne zabójstwo, o którym wiemy.
Przed nim był Michał Lach.
Zawał serca na działce.
Nie zrobili sekcji. Jeszcze wcześniej był Ostrowski.
Utonął w Wiśle. Łowił ryby.
Dobra, ale dlaczego mamy łączyć te sprawy?
Oni wszyscy pracowali pode mną.
Duże śledztwa aferowe. FOZZ.
- Czyli co? Seryjny samobójca? - Tak, panowie.
Ofiary seryjnego samobójcy
to sierżanci Ostrowski, Stefaniak i Lach.
- Starszy aspirant Michał Lach. - Co to jest?
Zabójca wysyła takie zdjęcia do różnych osób tuż po.
No co wy, kurwa, dopiero teraz nam o tym mówicie?
Przecież to jest główny dowód w sprawie. Wie pan, co jest za ukrywanie dowodów?
- Mandżaro… - Raport z wpisaniem do akt, inspektorze.
Mandżaro, chłopcze, co ty wiesz o ukrywaniu dowodów, co?
- Znajdźcie zabójcę policjantów! - To musimy wiedzieć więcej.
- Skąd znasz ofiarę? - Komisarzu Góra!
- Co to za pytania, co? - Skąd wiedział o zabójstwie Stefaniaka?
- A co to za pytania, co? - Skąd wiedziałeś o zabójstwie Stefaniaka?
Dlaczego komisarz Bończyk dostał informację o jego śmierci
przed tym, jak dostaliśmy zawiadomienie z drogówki?
Żona zadzwoniła do pana inspektora, że jej mąż miał wypadek.
On jej przekazał, że jakby co, to ma dzwonić do jego dawnego dowódcy.
Tak. Emerytowani policjanci tak robią, nie?
Tak. Byliśmy bardzo zżyci.
Mam taksówkę.
Złapcie zabójcę policjantów. Wszystkim się to opłaci.
Koniec rozmowy.
Zapraszam na przesłuchanie, panie inspektorze.
Wiesz, Parada, on nawet mi się wbrew pozorom podoba.
Też byłem takim wyszczekanym szczawikiem.
Słuchajcie: ten Sachoń jak dla mnie ściemnia.
Tam się nic z niczym nie klei.
Sachoń histeryzuje, a ty go do tego ostro wkurzyłeś, Mandżaro.
Macie jakiegoś podejrzanego do tego wypadku?
Nie wiem, może ten lekarz z Banacha.
- Ten, co zgłosił kradzież auta. - No, to bardzo dobrze.
Jutro to rzucę Sachoniowi. Na chwilę będzie z głowy.
- Dobra, cześć. - Spadaj.
Cześć.
Prezent?
Zaległy, na urodziny.
Jak byłem mały, tata był bosmanem. Wciąż lubi marynarskie gadżety.
To w Elblągu jest port?
No jest, i to morski.
Nigdy tam nie byłam.
Dom właściwie nie jest w Elblągu, tylko pod Elblągiem.
Spodoba ci się. Mama dba o wszystko.
A ty wszystkie dziewczyny tam zabierasz?
Nie, tylko te fajne.
Mamy akurat wolną niedzielę, pracujemy razem, więc…
- Proszę, pani Mario. - A, dziękuję.
Zaręczyliście się?
- Nie, nie, nie. - Przepraszam.
- Nie powinnam pytać, nie moja sprawa. - W porządku.
Wiesz co? Mów mi „Zosiu”.
- Maria. - Przecież wiem.
- Wszystkie są pani… twoje? - Uhm, dwadzieścioro dziewięcioro.
- Musisz mieć ogromne serce. - O… O wszystkich dbamy tak samo.
O, tutaj.
Masz swojego Janka.
Stać! Policja!
„Stać! Policja!”.
Dobra, panowie, selekcjoner dał nam proste zadanie:
celujemy w naszego znajomego.
To co, Luty, ty pierwszy?
Sylwek sprawdził. W żadnej telewizji nie ukazał się
reportaż o naszej rodzinie, w internecie też nic.
To nie wiem. Może im po prostu ten reportaż nie wyszedł.
Może, ale i tak mam do siebie żal, że gadałem z tymi dziennikarzami.
- Ile możesz mieć z tego nieprzyjemności… - Daj spokój, nie przejmuj się.
Nie będę miał żadnych nieprzyjemności.
No dosyć tego, dosyć, nie przyjechałeś tu tutaj, Mandżaro,
żeby drzewo rąbać.
- Ja mogę rąbać, ja lubię rąbać. - Dobra, dosyć już tego.
Rąbanie jest bardzo męskie.
O wszystko mnie pytali:
o twoich rodziców, czy znasz swoich rodziców.
No, tych rodzonych.
A co to kogo interesuje?
Musisz zawsze paplać w cały świat, naprawdę.
Ale ty też im przynosiłaś z pięć razy herbatkę.
- Żeby w kamerze ładnie wyglądało. - Bo byli mili. Fajni chłopcy, jak nasi.
Dobra, już tyle jesteśmy, a nic się o chłopaków nie pytam.
- Jak u braci? - Jak u braci…
No widzisz, jak u braci: wszystko w porządku.
- Bo braci… - …się nie traci.
Nie celuj we mnie. Nie celuj we mnie!
Ale w niego mogę.
Nigdy więcej się ze mnie nie śmiej.
- Nie śmiałem się z ciebie. - Klękaj.
Klękaj i odłóż to.
Atak może przyjść z najmniej spodziewanego kierunku.
Tak mówi selekcjoner.
Ale nieźle, Luty. Przez chwilę myślałem, że to nie są ćwiczenia.
Powrócę ja, patrz, furia zła!
Przyjdę jak płomień gorący!
W rzeki się rzucę, w krew je obrócę,
w domy zlęknione powpływam!
Powrócę ja, patrz, furia zła!
Przyjdę jak płomień gorący!
W rzeki się rzucę, w krew je obrócę,
w domy zlęknione powpływam!
Moja biologiczna matka była bardzo młoda, jak mnie urodziła.
Miała 19 lat, jak oddała mnie do domu dziecka.
Urodziłem się w Warszawie, a w książeczce zdrowia
pierwsze pieczątki z Elbląga są, jak mam 1,5 roku.
To… może chciała cię zatrzymać.
Ale nie zatrzymała i zrzekła się.
- A nosisz jej nazwisko? - Nie wiem. Może.
- A ojciec? - Ojca nie znam.
Ale jestem z kwietnia, więc…
…pewnie jestem owocem wakacyjnej przygody.
Naprawdę cię to nie interesuje?
Oni nie interesują się mną, to czemu ja mam się nimi interesować?
Zresztą wiesz: mam mamę i tatę.
A teraz mam jeszcze dwadzieścioro siedmioro rodzeństwa.
Dwadzieścioro ośmioro.
O proszę, jesteś lepiej zorientowana ode mnie.
A ty zaprosiłbyś ich wszystkich na swoje wesele?
- Na wesele? - No. Swoje kiedyś.
- Z kimś. - Czemu nie.
Na drogę się patrz.
Nie, nie, panie, dziś tu nie parkujemy.
- Jutro pan staniesz. - No. A co się dzieje?
Tablica dla upamiętnienia zabitego studenta
ze stanu wojennego czy kiedyś tam.
Tam można?
Tam.
- O, dzień dobry. - Dzień dobry.
Pan do nas? Coś sobie pan przypomniał w sprawie samochodu?
Nie, nie w sprawie samochodu.
A, rozumiem. To do widzenia.
- Cześć. - Hej.
Cześć.
Zrobiłam wszystko, co mogłam, ale…
nie mamy zgody na przesłuchanie Kamila Czajewskiego.
No, można było się tego spodziewać.
„Pacjent Kamil Czajewski przebywa obecnie na oddziale zamkniętym
Instytutu Psychiatrii i Neurologii w ścisłej izolacji.
Jest poddawany obserwacji psychiatrycznej
mającej na celu określenie stopnia poczytalności
w czasie popełnienia czynu zabronionego”.
Tak pan profesor napisał.
- No to trudno. - Zaczekamy.
Zresztą, teoretycznie sprawa jest zamknięta.
Z naszego punktu widzenia.
Ale tylko Kamil wie, gdzie ukrył głowę.
Czasami ludzie nie chcą pójść na rękę, chociaż mogliby.
No właśnie.
Chociaż mogliby.
Uhm.
Break, break, break.
Słuchaj,
sprawdziłem: policja nie prowadziła śledztwa w sprawie FOZZ-u.
- Więc? - Sachoń kłamie.
Boi się tego, kto zabija jego kumpli.
- Nie mówi prawdy. - Dlaczego?
Nie wiem. Może trzeba mu powiedzieć, że prawda go wyzwoli.
Może za bardzo palnąłem cię w łeb.
Ty leszczu, w ogóle mnie nie trafiłeś.
Chodź. No stawaj.
- Czujesz? - Czuję.
- Strach. - Zapach twojej porażki.
Poczekaj. Poczekaj, poczekaj. Break!
W imieniu władz miasta stołecznego Warszawy
proszę o odsłonięcie tablicy poświęconej pamięci Włodzimierza Zbrowskiego.
Proszę pana wiceprezydenta miasta stołecznego Warszawy
Włodzimierza Drężka, panią burmistrz dzielnicy Śródmieście Luizę Sowińską
oraz brata zabitego studenta
pana doktora Wiktora Zbrowskiego.
Dziękuję bardzo.
Jak wszyscy wiemy, tych, którzy zakatowali mojego brata,
nigdy nie postawiono przed sądem.
Dziś prawie wszyscy sprawcy tego brutalnego mordu nie żyją.
Sprawiedliwość została im wymierzona.
Przyszła pora na tego, który wypowiedział słowa:
„Bijcie tak, aby nie było śladów”. Marek Sachoń.
Uwaga!
- Dobra. - Ręka! Dawaj rękę!
- Hej. Odwróć go. - Co jest?
Odwróć.
Zmarł w karetce.
Trzy zabójstwa policjantów, jedno usiłowanie.
Sam sobie wymierzył sprawiedliwość.
A co się pan tak patrzy, panie komisarzu?
Dzisiaj strzelali do mnie, jutro będą strzelać do pana.
- Hołota. - Do mnie nie będą strzelać.
Do dobrych glin nie strzelają.
Już wszystko zaplanował i prawie mu się udało.
Wszyscy poza jednym.
Dla siebie przygotował ampułkę z trucizną jak jakiś AK-owiec.
Ale co to było za życie? Co on, 30 lat planował zemstę?
- Przecież inni zapomnieli, wybaczyli. - Nie można wybaczyć takiej krzywdy.
Jak się dzieje coś takiego, to po prostu chcesz się odpłacić.
- I wszystko temu poświęcasz. - No i co? I poświęcasz temu życie?
Jak nie ma sprawiedliwości, jak nie ma sądów,
kary, no to po prostu bierzesz sprawiedliwość w swoje ręce.
Nie możemy się godzić na samosądy.
Ula, sporządź notatkę z zajścia. Tam były kamery.
Zresztą, przebieg zdarzenia jest jasny.
Dziękuję wszystkim.
- Cześć, Mandżaro. - Cześć, Masakra.
Może czosneczek? Dobry, polski.
- Nie jakieś tam chińskie dziadostwo. - Nie, dzięki.
- A mandarynki? Sąsiadka lubi. - Co, też polskie?
- Szklarniowe, wiadomo. - Dzięki, nie dziś.
- Cześć. - Hej.
- Znajomy? - Nie.
- Jeszcze nie. - Tak pan się schował na jego widok, nie?
Nie.
Te są bardzo dobre. To są polskie, prawdziwe.
Twarde. Nie jakieś tam egipskie, arabskie dziadostwo.
- Twarde? - No twarde jak kamień, jak skała.
O. No ten akurat miękki.
No jak miękki? To porządny polski ziemniak jest przecież.
Telefon mi daj.
Telefon, już.
Wstań, nie rób scen. Ludzie patrzą.
Przychodzi ten koleżka, dzwonisz na ten numer i mi mówisz,
czym przyjechał, jak był ubrany.
Wychodzi, dzwonisz i mówisz,
czy wyszedł z nią, czy sam, o czym gadali.
Dlaczego ja mam to robić?
Pójdziesz na policję, znajdę cię i zabiję.
Jeżeli ktoś dowie się o naszej znajomości, znajdę się i zabiję.
Nigdy nie będziesz wiedział, czy cię nie obserwujemy.
Mów prawdę. Zawsze.
A, Masakra, jak będziesz na Pogórskiej 6, pozdrów matkę.
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.