Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
- Witold Kotarba. Global Bank. - Bankster.
Pamiętacie o głowie ofiary kanibala? Rodzina czeka z pogrzebem.
Niestety nie mamy jak go przesłuchać. Wypuściłaś go na obserwację.
- Szukacie mnie. - Odsuń się.
- To ja przyszedłem do was! - Odsunąć się!
To początek wielkich czynów.
Nie wiem, dlaczego zamordował i się przyznał, ale to nie wariat.
Ich jest więcej. Powiedział, że jest rzecznikiem.
No?
A jak ci Poławiacze pereł? Złowiłeś coś?
Nie, słuchaj, lunch mi nie pasuje.
Mam ustawkę z kosmetyczką.
Tak, oczywiście, z twoją kosmetyczką, Franek,
ale teraz już moją też. No. Nie no,
słuchaj, a ty wiesz, ile się do niej czeka?
No właśnie.
No. Yyy… …wiesz co,
nie mam zasięgu, jestem w garażu.
Zadzwonię do ciebie później.
Mówię, że mi przerywa.
No.
Ej!
Co tym tam mażesz?
Co się tak patrzysz? Dzwonię po ochronę.
A ty zostań tam i nie ruszaj się.
„Powrócę ja, patrz, furia zła, przyjdę jak płomień gorący”.
- Co… Co ty mówisz? - To ja, Łukasz.
Łukasz? Co… Co ty tutaj robisz?
Selekcjoner panią pozdrawia, pani Gabrielo.
Jaki selekcjoner? Łukasz, co ty mówisz?
- No dobra. A jak będzie „koń”? - Mmm… „Horse”.
- Dobrze. A ja będzie „świnia”? - „Pig”.
- Dobrze. A na przykład, yyy, „słoń”? - „Elephant”.
„Elephant” – bardzo dobrze, proszę pana. Wsiadamy.
- Tata, po co ktoś zapisał to „R”? - Nie wiem.
Może to „R” jak rezerwacja dla nas.
Tak, myślę, że tak.
- Tata? - No.
Co to jest? Dlaczego ciocia tak leży?
Nie patrz tam, Roch.
Słyszysz? Nie patrz tam. Zostań w samochodzie.
- Cześć. - Hej.
Ty – dobra, ja – zły.
- Ta? A może na odwrót? - Mnie zło przychodzi naturalnie.
Zresztą, ty ze swoim wyglądem nie mogłabyś być zła.
- Dzień dobry, panie komisarzu. - Dzień dobry, panie oddziałowy.
Stęsknił się pan?
Ja – bardzo. Dzień dobry.
- Dzień dobry. - Dzień dobry. Ja tu czekam.
Obiad bym podała synkowi. Lemuel Van Hanegem.
Proszę pani, nie ma takiej możliwości. Musi mieć pani zezwolenie z sądu.
To może państwo wezmą, przekażą?
Proszę pani, to jest areszt śledczy.
Pani syn jest w śledztwie. Zobaczy go pani na rozprawie.
A żywią go dobrze, niech się pani nie martwi.
- Zapraszam. - Siła wyższa.
Proszę: przynajmniej to. To jego ulubione.
Dziękuję.
Lemuel Norbert Van Hanegem.
Zabójstwo dyrektora banku, przykładnego ojca rodziny,
usiłowanie zabójstwa dziennikarki.
Hm? Wszystko w swoim czasie.
Zróbcie wersję z napisami, proszę.
Filmik Jestem rzecznikiem, nastąpią wielkie czyny.
Ma dziewięć milionów wyświetleń!
Koty śpiewające kolędy mają więcej.
Słuchaj, dostaniesz 25 lat,
dożywocia nie dostaniesz, jesteś młody, niekarany.
Odsiedzisz 15, wszyscy o tobie zapomną.
Może oprócz mamy.
- Jeżeli dożyje. - Hm.
- Młodość spędzisz w więzieniu. - Nie spędzę.
- Obawiam się, że spędzisz. - Obawiam się, że nie spędzę.
- Jesteś rzecznikiem czyim? - „Jesteś rzecznikiem czyim”?
Niemoc rodzi przemoc.
A kiedy byłeś łaskawy wspomnieć o, eee, wielkich czynach,
które się wydarzą, to co miałeś na myśli?
Zobaczy pan. Pani też zobaczy.
A ja ci mówię, że nic się nie wydarzy.
Już się wydarzyło.
Bum. Wielkie szambo na Wiśle wywaliło.
Rura do oczyszczalni to też wasza sprawka?
No nie wiadomo, pani komisarz.
Tak?
Panie komisarzu, właśnie się wydarzyły.
Nie musieliście długo czekać. Musicie lecieć.
Dobrze, lecimy.
Musimy lecieć.
- Teraz? - Tak.
Panie oddziałowy!
Przyjdzie pismo z sądu, że ten tutaj to jest NK.
Ja? Niebezpieczny?
Panie komisarzu…
…potańczymy trochę, co?
- Słuchaj, gówniarzu… - Co?
Mandżaro.
Rączki do tyłu. Raz.
- Do tyłu. - Proszę bardzo, panie oddziałowy.
- I grzecznie. - Uhm.
Ty mu załatwiasz status niebezpiecznego?
Wiesz, że on to w Holandii przedstawi jako przykład represji ze strony Polski?
- A dlaczego w Holandii? - Ty nie widzisz, w co on gra?
Jako obywatel holenderski będzie odbywał karę w Holandii,
a tam się młodych morderców terapeutyzuje, a nie karze.
- No ale… - Wyjdzie za dwa lata.
- I dostanie odszkodowanie. - Jest Polakiem.
Zabił w Polsce, więc tutaj będzie siedział.
Uhm. Na pewno już zrezygnował z polskiego obywatelstwa.
- Myślisz? - Zobaczysz.
Za dwa lata będzie hulał po Amsterdamie na swoim rowerku,
który dostał w ramach resocjalizacji.
No dobra, ale jeżeli to oni wysadzili rurociąg,
no to to już jest otwarty terror.
Wysadzenie szamba to jest terror?
Dlaczego tego nie ogłosili, jeśli to oni?
Nie no, zasiali zamęt, to im na razie wystarczyło, jeśli to w ogóle oni.
Podłożyć bombę takiej mocy, skutecznie, tak żeby nikt nie zauważył…
- Uhm. Musieli mieć pirotechnika. - No.
- Chcesz? - Dziękuję.
Zwykłą. No… Nie była zwykłą sąsiadką.
Pracowała w sejmie, znałem ją z mediów.
Ale raczej „dzień dobry, dzień dobry” czy „cześć, cześć”?
Nie no, tutaj się wszyscy wszystkim kłaniają, tak że…
No ale to znał pan panią Gabrielę Pilch czy nie?
No znałem, no.
Znałem. Takie… Nie wiem, sąsiedzkie przysługi przy wprowadzaniu się.
Ona miała deficyt męskiej ręki.
Deficyt męskiej ręki.
No tak, no… Nie wiem, wbijanie gwoździ, przesuwanie pralki i te…
- Dzień dobry, pani prokurator. - Dzień dobry.
- Dzień dobry, panie doktorze. - Dzień dobry.
Jarek.
- Cześć. - Cześć.
Jak, doktorze?
Przypuszczalna godzina zgonu: 22-12 w nocy.
Dwudziesta druga?
Wpół do jedenastej ten świadek, Jarosław Konopka,
wrócił do domu i zaparkował samochód.
- Jaki świadek? - No ten, który znalazł zwłoki.
Znaczy… znalazł rano, jak cofnął samochód.
Ale o wpół do 11 nie było jeszcze żadnego ciała.
Złamanie kości gnykowej, liczne obrażenia skóry.
Wygląda na uduszenie garotą.
- Nigdy nie miałem z tym do czynienia. - A ja owszem.
Zabójstwo taksówkarza, '87, ostatni wykonany wyrok śmierci.
Zarzuca się od tyłu sznur,
kabel, strunę od fortepianu, a nawet żyłkę.
Szybko, cicho i bardzo boleśnie.
Więcej będę wiedział po sekcji.
Pani poseł nosiła panieńskie nazwisko Pilch.
Siedem lat temu rozwiodła się, wyszła za mąż w 2005.
No to wystarczy znaleźć tego męża, no. Może miał motyw.
Co? Po siedmiu latach?
Może jest pamiętliwy.
To co? Skończył pan oględziny, doktorze?
- Tak. - Dziękujemy.
To co, komisarzu? Ludzie czekają na odblokowanie garażu.
Tak, można zabrać ciało.
Czegoś nie rozumiem.
- Gdzie jest auto ofiary? - Tu, na dole.
- A gdzie ofiara wchodziła do klatki? - Cieć mówił, że tu.
To poczekaj: no to idę z auta do klatki.
No to dlaczego jej ciało znaleziono tam?
Przed samochodem Konopki.
Mieli romans.
Zachciało mi się.
Przecież państwo rozumiecie to.
Tak, tak, takie rzeczy się zdarzają.
Dziękujemy.
- Nie da ci ojciec, nie da ci matka… - Mandżaro.
Pan też ma uczucia.
Tak, mmm, oczywiście, przepraszam.
Dobrze…
Eee, to pani Gabriela mówiła coś panu o swoich, yyy, poprzednich związkach?
O mężu?
Z tego, co wiem, miała męża, ale niewiele o nim mówiła.
Jakiś nudny facet, nie wiem, nauczyciel czy urzędnik.
Stara sprawa sprzed lat.
No dobrze, a może mówiła też o innych kochankach?
Może miała jakichś przyjaciół, może wrogów?
- Myśmy się sobie nie zwierzali. - Nie?
Nie. Ja mam rodzinę.
Gabriela znała Mirkę, więc… Były koleżankami.
Uhm. To pana żona nie wiedziała o pana romansie?
Oczywiście, że nie.
- A dlaczego oczywiście? - A dzieci?
Dzieci nie miała?
Nic o tym nie wiem, żeby… żeby miała.
Bo to był chyba już taki ostatni moment, prawda?
Na… na dziecko, na poważny związek.
Słuchajcie, to był zwykły sąsiedzki romans między nami.
Nic poważnego.
Ja mam rodzinę.
Wynoś się! Państwo mogą kontynuować gdzie indziej.
Tak, my właściwie to już, yyy… skończyliśmy.
Gdyby się panu coś przypomniało, to… bylibyśmy wdzięczni.
- Yyy… Dziękujemy. - Do widzenia.
To nie on.
- Chcesz? - Dzięki.
- Dzień dobry. - Dobry.
- Dzień dobry. - Komisarz Jan Góra.
Podkomisarz Maria Darska, Wydział Zabójstw i Terroru Kryminalnego.
Marian Reis, kapitan w stanie spoczynku.
Od razu widać fachowca.
Proszę powiedzieć, mmm, o której wczoraj pani poseł wróciła do domu?
Yyy, reklamy były po wieczornym filmie.
23.14 do 16.
Aha. A ktoś obcy wchodził na teren?
Pan potrzyma.
Zmianę zacząłem o 20, było dwóch dostawców pizzy.
Ostatni opuścił teren po serialu: 21.50.
A pan cały czas był tutaj?
Moim obowiązkiem jest obserwacja terenu i monitoringu.
- Jest monitoring w garażu? - Nie ma.
Ale będzie w budżecie na następny rok.
Kamery pokazują tylko obraz ogrodzenia i wejść do budynku.
Czyli bez pana wiedzy na teren garażu
ktoś obcy może się dostać tylko samochodem jako pasażer?
- Tak. - Aha.
A kto wczoraj wieczorem wjeżdżał do garażu?
Od 20 do 21 wracają korporanci,
po 22 – sportowcy,
a potem przyjeżdża już tylko Franciszek Pokorski.
- A kto to jest pan Franciszek Pokorski? - Artysta.
Przyjaźnił się z denatką.
Chodzili wspólnie na koncerty, bardzo ją szanował.
A w którym mieszkaniu mieszka pan Franciszek?
Wszystkie struny fabryczne. Na oko nie było wymiany.
Okej.
Panie Franciszku, co pan robił wczoraj wieczorem?
Byłem w operze… …na Poławiaczach pereł.
Uhm. Sam pan był?
Gabrysia nie mogła.
- Poszła na jakąś kolację. - Kolację?
Fiński minister obrony, może norweski.
- Zwyczajowe obowiązki posłanki. - Uhm. Sam pan tutaj mieszka?
Sam.
I sam pan wrócił o 22.26, tuż przed zabójstwem?
Tak, a z kim?
Yyy…
- A… A skąd pan zna godzinę? - Znam.
A! A ja jeszcze państwu nawet kawy nie zaproponowałem.
Uhm. To ja bardzo chętnie. Poproszę.
- Co jest? - To on. Zawijamy go?
Jesteś pewna?
- Nie, ale brakuje struny… - No to nie.
Zobaczmy, co zrobi.
No?
Gdzie?
Jakie liceum?
No tak, to jest po drodze.
Uhm. Dobra, jedziemy.
- Dokąd jedziemy? - Do byłego męża ofiary.
Wiemy, gdzie pracuje.
Panie Franciszku, my już za tą kawę to podziękujemy.
Panie Franciszku?
Panie Pokorski?
Kurwa…
Dorota? Słuchaj, załatw mi list gończy. Franciszek Pokorski.
W mieszkaniu ma instrument z brakującą struną.
Może Pilch była u niego wieczorem. Pili wino, jarali zielsko.
- I co? - Zwiał.
No niewinni nie uciekają. Powiadomiłeś prokuraturę?
Tak.
- Cześć pracy. - Dobry. Możemy w czymś pomóc?
Major Wiktoria Dymińska, służba wywiadu. Kto ma klucze do mieszkania denatki?
A mogę prosić o jakąś legitymację służbową?
Stan wyższej konieczności. Wchodzimy pierwsi.
Nikt nie chce, żeby znowu coś się wydarzyło:
jakieś wybuchy w mediach, taśmy, papiery, komisja śledcza.
Nie przekonuje mnie to.
Panie Bończyk, bo pan jest komisarz Bończyk, prawda?
- Prawda. - Pan daje klucze.
A pan komisarz Góra…
Bo pan jest komisarz Góra?
No już dwa raz pani powiedziała prawdę.
Pan idzie ze mną jako świadek przesłuchania.
A pan wie, jak się kończy utrudnianie pracy służb, prawda?
Nie wiem. Jak?
Dobra, Luizjana, daj te klucze.
Ja z nią pójdę.
- I dopilnuj tego listu gończego. - A pani jest policjantką?
Idziemy?
Niby rewizja, a cukru nie mogłam znaleźć.
Nie szkodzi, nie słodzę.
My tutaj nie prowadzimy śledztwa w sprawie zabójstwa posłanki.
Nie wchodzimy w wasze kompetencje.
- Nie ma między nami konfliktu. - Oczywiście.
Ja tak prywatnie, myślę, że mogła być szantażowana.
- Szantażowana? - Uhm.
Możecie nas zostawić samych?
Posłanka Pilch była w komisji do spraw specsłużb.
Znała nasze tajemnice. Niektóre.
Żyła ponad stan. Trochę.
Może handlowała naszymi tajemnicami.
Może, i tutaj głośno myślę,
doszło do nieporozumień na tle, ja wiem? Rozliczeń.
Gdyby coś podobnego nasunęło się wam…
…bardzo proszę dać mi znać.
- Hmm? - Uhm.
To ja do pana dzwonię. Proszę zapisać ten numer.
Wiktoria Dymińska. Hm?
Pani wie, że ja nie mogę robić takich rzeczy?
Nie może pan? Naprawdę?
To ile by to kosztowało tak u pana?
To jest najlepszy moment, żeby… zakończyć nasze spotkanie.
Dziękuję.
- Czekam na pański telefon. - Proszę czekać.
- I co? - I nic.
Liczą, że odwalimy za nich całą robotę.
Pa, dzięki. List gończy będzie za cztery godziny.
- A jaki mógłby mieć motyw ten Pokorski? - Nie wiem.
Chodzili ze sobą do kina, do opery. Może kłótnia między kochankami?
Ale co? Miałaby mieć dwóch kochanków w jednym bloku?
- Luizjana, nie rozumiesz polityki. - Ale…
Wy jesteście pewni, że pan Pokorski jest zainteresowany kobietami?
Panie Marianie.
Proszę powiedzieć. Ee, czy Pokorski ma żonę?
Panie komisarzu. Pan żartuje. Jaką żonę? Przykrywkę? Po co? W tych czasach?
Dziękujemy.
No, Mandżaro, nie masz gejradaru.
To dlaczego uciekł, jeśli to nie on?
wzdycha]
Pojedziemy do byłego męża ofiary.
Brzmi jak plan.
Hej, podaj! Plecy!
- Druga! - Szybko! Podaj, hej!
Pamiętam, że ona była w coś umoczona.
To była jakaś większa sprawa.
Umoczona?
Uważaj.
Dzięki.
Złapali ją. Brała łapówki przy prywatyzacji.
Wybronił ją immunitet.
- To może jest jakiś ślad? - Może.
Dobra.
Dziękuję.
Gabi?
Gabrysia?
To niemożliwe.
Przepraszam, czy ja mógłbym zobaczyć raz jeszcze pana…
państwa… legitymacje służbowe?
Jan Góra, komisarz, Komenda Stołeczna.
Numer…
Estetyczne.
- Uhm. - Dziękuję.
Myśmy się już spotkali.
W banku.
A, tak, rzeczywiście.
Przypominam sobie.
Jestem klientem banku. Kredyt.
Niestety.
Przepraszam.
To dla mnie trudna sytuacja.
Nigdy nie zamordowano mi nikogo bliskiego.
Spokojnie.
Mamy dużo czasu.
Dziękuję.
Ja nawet nigdy kryminałów nie czytałem.
- Państwo byli dawno po rozwodzie? - Sześć, przepraszam, siedem lat.
Dzieci nie mieliśmy.
A czym zajmowała się żona, zanim została posłanką?
Była wicekuratorem rejonowym. Praca z trudną młodzieżą.
Rozumiem, dzieci ulicy.
Nie, nie rozumie pan. Raczej dzieci z dobrych domów.
Przestępczość młodocianych, pozbawionych idei.
A rozwód?
Nie, ja nie chowam urazy.
Zdrady, konflikty?
Coś musi pan pamiętać.
Byliśmy z Gabrysią w koleżeńskich stosunkach.
- Na granicy zaprzyjaźnienia się. - Na granicy?
Tak.
Gdzie był pan wczoraj pomiędzy 22 a 24?
Byłem w domu. U siebie. Grałem w brydża.
- A ktoś to może potwierdzić? - Tak.
Brydż to gra towarzyska, potrzeba czterech osób.
- Imiona i nazwiska. - Oczywiście.
Facet jest poza podejrzeniem: nauczyciel, twarde alibi.
Moim zdaniem też rozstali się kulturalnie.
Ktoś mi kiedyś powiedział, że nie ma kulturalnych rozwodów.
Sprawdź to jego twarde alibi.
- Okej? - Tak.
Wiesz, kto jest nauczycielem?
- Kto? - Ten, kto sam nie umie.
- Czego nie umie? - Sam nie umie, to innych uczy.
Co to jest za bzdura? To jest jakaś filozofia z Elbląga?
Nie, olśniło mnie w szkółce policyjnej.
Słuchajcie. Uczono nas, i dogłębnie się z tym zgadzamy…
…że nie ma śledztw ważnych i ważniejszych, ofiar drugorzędnych, tak.
Właśnie. Dlatego cała wasza grupa została przydzielona
do sprawy zabójstwa pani poseł Pilich.
- Co wiemy? - Że pani poseł nazywa się Pilch?
A, przepraszam – Pilch. Co wiemy?
Wiemy, że potrzebujemy pana podpisu pod nakazem przeszukania.
A ten, yyy… Franciszek, yyy… Pokorski to jest…
Sąsiad. Ten, co mi zwiał.
Musimy jeszcze wyobracać tego rzecznika.
- Jakiego rzecznika? - No Lemuela Van Hanegem.
- On wie więcej, niż nam mówi. - Mandżaro, proszę cię, daj żyć.
Przecież… On jest podejrzany w innej sprawie. W sprawie tego…
Ale moim zdaniem te sprawy się łączą.
Jak się łączą?
W obu przypadkach na miejscu zbrodni
sprawcy pozostawili litery w widocznym miejscu: „K” i „R”.
- No ale to też może być przypadek. - Ale to nie jest przypadek.
Mamy w ciupie jednego, który przyznał się do winy.
No ale to co, przeniknął przez ściany więzienia, a potem zabił panią poseł?
No nie, ale moim zdaniem te sprawy się łączą.
I to jest działanie zorganizowane.
Lemuel też twierdzi,
że rurociąg do oczyszczalni to również ich sprawka.
No to akurat jest zamknięta sprawa.
Stwierdzono raz na zawsze, że to był wypadek.
Pani poseł Pilch była kuratorem młodocianych przestępców.
Może jakiś podopieczny sobie o niej przypomniał,
że go kiedyś źle potraktowała?
Zrozumcie, ludzie mordują się dla pieniędzy, władzy i z miłości.
Znajdziecie motyw, będziemy mieli sprawcę.
I to wam zawsze powtarzam.
Proszę.
Tak?
Dzień dobry, nazywam się Marek Jamroży.
Mój klient chce złożyć dobrowolne oświadczenie.
Jaki klient?
Ymm… Dostałem podwójne zaproszenie do opery.
Yyy… Gabrysia nie mogła pójść, miała…
No, wypadła jej kolacja z Finami.
Yyy, i wtedy pod, yyy… operą poznałem chłopaka.
Dobrze ubrany, no ale uroda taka dość pospolita. W sam raz na…
Poławiaczy pereł.
Mmm, no i po operze czekał na niego ten drugi.
No to wiadomo było, że pójdziemy razem do mnie.
- Nie bał się pan z dwoma? - No risk, no fun.
Jasne. I co się potem wydarzyło?
No a co się miało wydarzyć? No po prostu impreza, mała impreza.
Drinki, wie pan.
Pamięta pan, jak mieli na imię?
Tak, ten pierwszy miał na imię, yyy… Oskar,
a ten drugi, yyy – Kacper.
Kacper i Oskar.
A potem zadzwonił do Oskara telefon i powiedział,
że babcia miała wypadek, że się połamała.
To co było robić, no?
- Uhm. - Zamówiliśmy taksówkę i… i poszli.
I nie widział pan, jak zabrali narzędzie zbrodni?
Yyy… Wie pan, ja wtedy grałem na fortepianie
i Oskar wyszedł do toalety, żeby się wysikać.
I chyba wtedy prawdopodobnie podprowadził mi, no, ukradł tę… tę strunę.
A taksówka? Widział pan, jak do niej wsiadali?
Ale tam nie było żadnej taksówki.
Ja zobaczyłem, yyy, yyy, yyy, samochód Gabrysi
i zadzwoniłem do niej spontanicznie, żeby się umówić z nią na lunch,
ale Gabrysia mi wtedy odmówiła. Powiedziała, że ona idzie…
…do kosmetyczki. Kosmetyczki.
To jest bardzo dobra kosmetyczka, do której się jest ciężko dostać.
Tam są… te, no… duże kolejki.
Pod ziemią jest po prostu bardzo marny zasięg i…
właśnie w ten sposób stałem się wspólnikiem w zabójstwie…
w zbrodni mojej kochanej, najmilszej Gabrysi.
Wierzysz w tę jego bajeczkę?
Nie wiem, ale zastanawia mnie jedno:
jeśli wjechali tam z nim, to musieli jakoś wyjść.
- Zrobisz mi też? - Jasne.
- Czarna czy zielona? - Czarna.
- Okej. - Dzięki.
Luz.
Słuchajcie, to chyba oni.
Tak, tato?
Yyy, tak, tylko brwi trochę bardziej… grubsze.
Uhm, o, tak, dokładnie.
I łuki mocniejsze.
Uhm, no, tak. No.
No i całkiem podobny. Uhm.
Jeden siedzi, dwóch zamordowało posłankę. Jeszcze ktoś do nich dzwonił.
Ktoś, kto dokładnie śledził ruchy posłanki. Wiedział, kiedy wraca do domu.
Łącznie z tym, który siedzi, jest ich co najmniej czterech.
Noszą kurtki z numerem 77 i twierdzą, że wysadzili rurociąg.
Mandżaro, ja… ja odpadam. Mmm… Jadę do domu.
Chcę spędzić chociaż jedną noc z żoną.
Też jedź, odpocznij.
Obserwują ofiarę. Akcję dokładnie zaplanowali.
Nie mogę wyjechać.
Rodzina przyjeżdża.
- Rodzina? - Uhm.
Jak będziesz miał jakiś problem z noclegiem,
to możesz kilku do mnie podrzucić.
Dzięki, dam sobie radę. Jakoś się pomieścimy.
- Ta. Na razie. - Cześć.
- Maria? - No?
- Jedziesz do domu? - Uhm.
- Podwieźć cię? - Poradzę sobie.
Cześć.
Dawaj, dawaj! Szybko!
Jeszcze raz! Dawaj, dawaj, dawaj!
Narada!
Ach!
- I co? Mam hattricka. - No brawo.
Dobra, chłopaki, narada!
Słuchajcie, chłopaki, gramy pressingiem, wszyscy do przodu.
Ale jak się cofamy, to też wracamy na pozycje.
A ty, Królewicz, jak kryjesz Paragona, to go kryj, dobra?
Ty to zawsze lubisz się mądrzyć, nie?
Jeny! Ustaliliśmy, że jestem grającym trenerem, no to się mądrzę.
Tata zawsze mówi, że lubisz się mądrzyć.
No, a ty, widzę, że jesteś moim godnym następcą.
Dobra, chłopaki, i do przodu. Do przodu, do przodu!
Uważajcie! Wracać, wracać, wracać na pozycje!
- Tył! - Dobra! I do przodu, do przodu.
Podaj! Podaj. Dobrze!
Dobra.
O, super.
Okej.
Wszystko?
- Dobra, wszystko. - Jeszcze to.
No, idziemy.
Wie pan, ja to nawet panu zazdroszczę.
Ja się w ogóle nie dziwię, że nie szukał pan prawdziwych rodziców.
Nie prawdziwych, tylko biologicznych.
Nie no, nic specjalnie się nie dzieje.
O, Mandżaro do twoich nóg pada.
Mamo, daj nam spokojnie porozmawiać, no.
No dobra, dobra, sam ci o tym powie. No to pa, do jutra.
Wystawa na zamku ciekawa, później w Narodowym.
No to wziąłem chłopaków i przywiozłem.
To musicie jeszcze iść do Zachęty i do MSN-u.
A, ale na Polonię też idziemy.
Tata, przecież to jest III liga.
Trudno, na Ekstraklasę mnie nie stać.
Stawiam cię za wzór dla chłopaków.
- Mnie? - Uhm.
- No to chyba nie jest najlepszy pomysł. - Ocenę pozostaw mnie.
Wszyscy chcą zostać policjantami.
Nawet jak ta telewizja była, to mówiłem o tobie.
Robili reportaż o rodzinach zastępczych.
Pojechali aż do Elbląga.
Tata, tyle razy ci mówiłem, że nie możesz mówić, gdzie pracuję.
Spokojnie. Żadnych tajemnic nie zdradziliśmy.
Zresztą, mama głównie mówiła.
- Następnym razem nie mów, dobra? - Dobra.
- Co to za telewizja? - A bo ja wiem.
Ten reportaż się ukazał?
No właśnie nie, chociaż dawno to było.
Spokojnie, pewnie jeszcze się ukaże.
Ale może lepiej, żeby się nie ukazał, jak masz mieć nieprzyjemności.
Kanapka!
Nie, nie, nie, nie, nie! Nie, nie, nie, nie, nie!
Nie musieliście długo czekać.
To początek wielkich czynów!
- Cześć. - Hej.
Tak. Uhm.
- Idziesz? - Uhm.
Znasz ich?
To twoi koledzy?
Oczywiście, że ich znam.
Kim oni są?
To jest Michał, a to jest Robert.
Jaki Michał, jaki Robert?
Michał Pazdan i Robert Lewandowski.
- Bardzo śmieszne. - No właśnie to jest śmieszne.
To jest śmieszne, jak szybko zacząłeś tańczyć, panie komisarzu.
No ale dobrze, dobrze, będziesz krócej się męczył.
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.