All language subtitles for Krucjata.S01E02

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
nl Dutch
en English Download
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian Download
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

Przyjdę jak płomień.

Należałoby się przyjrzeć treści układu pokarmowego sprawcy, nie ofiary.

Sprawca jest kanibalem.

Stój! Policja!

Morderca! Morderca! Morderca! Morderca!

Podkomisarz Maria Darska. Szukam gabinetu inspektora…

Dwa pokoje dalej, przez sekretariat.

Dzięki.

- Co? - Nic. Fajna.

Przepraszam cię, Mandżaro, to koniec.

- Dlaczego? - Nie budujesz więzi.

- Nie. Wszystko w porządku. - Najważniejsze, że masz to za sobą.

Rozkładała tu nogi? Nie tylko przed tobą.

Ludwik!

Jest pan zatrzymany do dyspozycji sądu pod zarzutem usiłowania zabójstwa.

Komisarzu Bończyk,

proszę nałożyć kajdanki.

Nie, nie pamiętam.

Nagle ogarnęła mnie ciemność.

Potem upadłem na podłogę.

Yyy… Musiałem…

uderzać głową o podłogę.

Komisarz Góra pochylił się nade mną, chciał pomóc.

Ja już wcześniej miewałem te… takie ataki.

Komisarz Góra chciał pomóc?

Tak.

Nie… Nie wiem, czy miał do czynienia, yyy… z epileptykiem wcześniej.

Ja po tych atakach nie… nic nie pamiętam.

Panie chorąży, może pamiąteczkę taką?

Ach, mentoli nie wciągam.

- A pan? - Dziękuję.

- No to nie. Do widzenia się z panami. - Do widzenia.

- Autobusik to w tę stronę? - Uhm.

- Co? - Tam.

Nikt nie przyjechał?

Niestety.

Po najgorszą łajzę zawsze ktoś przyjedzie, a po policjanta…

…pies z kulawą nogą.

No.

Mogłem zostać, nie?

Do widzenia.

Komisarz Jan Góra?

Pan Mandżaro?

Pan Mandżaro, tak. Yyy…

- Znamy się? - Yyy…

Nadkomisarz Ludwik Bończyk kazał przeprosić,

że nie może się zjawić osobiście.

- Jesteś od Luizjany? - Uhm.

Przepraszam. Jest pani od komisarza Ludwika Bończyka?

Uhm.

Ale nie szkodzi, że to nie on.

Dokąd jedziemy?

Może do mnie?

Własny prysznic, własne łóżko, te sprawy.

Podkomisarz Maria Darska.

Jestem nowa w grupie.

- Waszej. Znaczy naszej. - Aha.

Yyy… Jan Góra.

Pojedziemy najpierw do mnie, jeżeli nie ma pani nic przeciwko.

Zasłużyłem.

Yyy… Zapraszam na miejsce pasażera.

- Mogę poprowadzić. - Mimo wszystko zapraszam.

Dobrze.

- Zakaz nagrywania. Zabierz ich stąd. - Halo, odejdźcie dalej.

Nie robimy zdjęć, nie filmujemy. Proszę, przesuńcie się.

Helvetia. Federacja.

Franki szwajcarskie.

Witold Kotarba.

Dyrektor departamentu restrukturyzacji kredytów i windykacji.

- Global Bank. - Bankster.

Kredyty we frankach.

Wiesz, ze wszystkimi kredytami jest tak samo.

- Łatwiej wziąć, trudniej spłacić. - Dokładnie.

Zabezpiecz ślad numer pięć.

Luizjana.

Druga kobieta w grupie pościgowej.

Będzie parytet.

Od sześciu lat jestem w zawodzie.

- Gdzie pani wcześniej pracowała? - W Doniecku, panie komisarzu.

Na Ukrainie? Pracowała pani tam, a teraz tutaj?

Tak, jestem Polką, ale z mniejszości narodowej na Ukrainie.

Moi dziadkowie mieli aptekę we Lwowie,

ale w 1940 roku ich wywieźli do kopalni w Donbasie.

Dobrze pani mówi po polsku.

No bo w domu mówiliśmy tylko w tym języku.

Dlaczego przeniosła się pani do Polski?

Bo nie lubię, jak się do mnie strzela z armat, panie komisarzu.

Przepraszam, głupie pytanie.

Ja jestem z Elbląga.

- Pewnie pani nie wie, gdzie to jest. - Wiem.

Miasto na górze mapy.

To tu.

Oho. Ładnie pan mieszka.

Niech pani zaczeka. Wezmę prysznic i pojedziemy.

Komisarz Bończyk mówił, że powinien pan dzisiaj odpocząć.

Ja najlepiej odpoczywam w pracy. Zapraszam.

Zostanę w aucie, zaczekam.

O, jest pan wreszcie. Dwa tygodnie pana nie było.

- Tak pan bez słowa wyjechał. - Taka praca.

- Papieroska? - Nie, rzuciłem.

- Rzucił pan? - Dzisiaj.

Ale jeśli chodzi o kobiety w pańskim życiu,

to wie pan: było dobrze, ale jest jeszcze lepiej.

- Z Niemiec ją pan przywiózł? - Z Niemiec?

Bo pan Ludwik mówił, że pan był odpocząć u rodziny czy coś tam.

A, tak, tak, ale nie z Niemiec.

Panie Kalina, czasem mam wrażenie, że mnie pan pilnuje.

A ja to myślę, że to pan mnie.

- Do widzenia. - Do widzenia.

Komisarz Bończyk przesyła zdjęcia.

O. Mogę się z nim zobaczyć?

Nie, zawieźli go teraz na obserwację do psychiatryka. Tam nie ma widzeń.

Chodzi o przesłuchanie, nie o widzenie.

Będę miał do pani prośbę.

Jak dojedziemy na komendę, proszę dać mi minutę z nimi. Sam na sam.

- Oczywiście, panie komisarzu. - Dziękuję.

- Kto to? - Właściciel domu.

Tylko dlaczego zdjął mu buty?

Dawniej złodziei puszczano w skarpetkach.

Cześć.

Cześć, Ula.

Przepraszam.

I dziękuję.

To się więcej nie powtórzy.

Czaruś. Przestań, wszystko w porządku.

Mogłem już tutaj nie wrócić.

No ale wróciłeś na szczęście. No, to co? Bierzemy się do roboty.

- Gdzie Maria? - Pani Mario.

Yyy… Wy bierzecie bank, a my jedziemy do rodziny.

Yyy… A poczekajcie, dajcie się ogarnąć. Eee… Protokoły, oględziny, sekcja zwłok?

Morderstwo było na myjni samochodowej, tak? W samym centrum miasta.

- No to tam jest mnóstwo kamer. Mamy to? - Mamy.

Protokoły masz na swojej skrzynce mejlowej, a zdjęcia – tu.

- Nagrania tu. - Okej.

- Weź mi to powiększ i wydrukuj. - Zrobione.

- Kradzież? Rabunek samochodu? - Nie sądzę.

Złodzieje samochodów nie mordują, a tym bardziej nie kładą monet na oczy.

Monet?

Aha.

Wiedział, kogo morduje. Musiał być przygotowany.

- Siedemdziesiąt siedem? - Ładny numer.

Dwie szczęśliwe siódemki.

- Jaka przyczyna zgonu? - „Przyczyna zgonu – trzy ciosy.

Dwa w brzuch, jeden w serce, zadany z wielką siłą.

Przebił mostek ofiary”.

Narzędzie zbrodni – nóż sprężynowy.

Brak odcisków.

Nie ma odcisków palców?

Jasne, szefie. Tak, już przekazuję.

- Mandżaro… …Matka cię wzywa. - Dobra, chwilę.

Poczekajcie, według mojej wiedzy, żeby przebić mostek,

no to atakuję na jamę brzuszną

i po reakcji odruchowego skłonu dopiero idziesz na mostek.

Jeżeli jednym ciosem przebił mostek i trafił w serce,

to moim zdaniem mamy do czynienia z zawodowcem.

- Dobra, idź do Matki. - No, a my się zbieramy.

Okej.

Jestem.

- Wziąłbyś sobie szklankę. - Nie trzeba, dzięki.

Zapis filmowy przesłuchania Kamila Czajewskiego,

Kanibala z Bielan, się nie zarejestrował.

Kamera się nie włączyła.

Przycisk się zepsuł, jak twierdzi komisarz Bończyk.

Cokolwiek mu zrobiłeś, poszkodowany twierdzi, że próbowałeś mu pomóc.

- Poszkodowany tak twierdzi? - Twierdzi też, że jesteście kolegami.

Kamil Czajewski miał atak epilepsji, chwilową niepoczytalność.

W jego sytuacji procesowej to jest klucz do sukcesu. Jego sukcesu.

- Jak to? - Tak to.

Zabrali go na obserwację. Do szpitala. Obrona zrobi z niego wariata.

Cokolwiek zrobiłeś, bardzo mu pomogłeś, Mandżaro.

- Ja? - Tak, ty.

On to rozumie, postara ci się zrewanżować.

„Przysługa za przysługę”. Tak powiedział.

- Tak powiedział? - Tak powiedział.

Uczono nas, i każdy policjant to wie, nie ma ofiar ważnych i mniej ważnych.

- Tak jest. - I w pełni się z tym zgadzamy.

- Także prywatnie. - Tak jest, komendancie.

Każda ofiara zbrodni ma takie same prawa.

Menel zadźgany butelką przez konkubinę albo konkubenta konkubiny

jest tak samo ważny jak burmistrz, poseł czy dyrektor banku.

Rozumiem: dyrektor banku.

I dlatego złapiecie go szybko. Zabójcę Witolda Kotarby.

Dzięki.

Mandżaro, ja cię proszę, ty uważaj.

Nieustannie, komendancie.

Podkomisarz Maria Darska, komisarz Jan Góra.

Wydział zabójstw i terroru kryminalnego.

Jestem zastępcą Witolda.

Dziękuję, że poszliście nam państwo na rękę.

Na rękę?

Że przesłuchujecie naszych pracowników w banku.

Zapraszam.

Taki przystojny i miły.

Młody jeszcze człowiek. Żona zadbana.

Ona też kiedyś u nas pracowała

w obsłudze klienta VIP. Taki Very Important Person.

Ale nie wiem, czy tu się poznali,

bo ja byłam sekretarką, nie zwierzał mi się.

No a potem ta żona przestała tu pracować.

Przyjechał raz pierwszy mąż tej, yyy… żony pana dyrektora.

Jakiś taki typeczek, artysta z Ameryki.

No i się zrobiła awantura o kasę,

o to, że ona mu syna do Kanady czy do Ameryki nie chciała puścić.

No i pan dyrektor Kotarba wezwał nas i myśmy gościa…

odstawili do Śródmieścia.

Uhm…

Odstawili. A jakiś łomot był?

- Jaki łomot? - No niech pan powie. Wie pan: łomot.

Ja to nie wiem, ja w banku zostałem.

Jedno, co wiem, to po tej historii dyrektora Kotarby z panią Ewą

to młody, ten przysposobiony syn…

- Pasierb. - No, pasierb.

Nigdzie nie chciał z nim jeździć.

A historia z panią Ewą Szwarc, to ona…

- No bo ludzie różnie nam o tym mówią. - Czy romans się już zakończył?

Znaczy ja… Ja nic nie wiem. Znaczy… Dyrektor bardzo się martwił.

No ale młody mu potem wybaczył, jak to młody.

Koszty mojego kredytu podwoiły się w ciągu pięciu lat.

To jest niedorzeczne i niedopuszczalne.

Proszę mi wierzyć, że jako bank

naprawdę robimy wszystko, żeby państwu pomóc.

Tak samo jak państwo jesteśmy cały czas zaskakiwani decyzjami

Szwajcarskiego Banku Centralnego.

Jestem nauczycielem historii, zarabiam tyle, ile zarabiam.

A to nie wiem, może ma pan jakieś dodatkowe możliwości.

Nie wiem. Korepetycje?

Udzielanie płatnych korepetycji uważam za nieetyczne.

Osobiście nie widzę naprawdę nic złego w udzielaniu korepetycji.

Tak że… Tak samo pobieranie dodatkowych opłat

za dodatkową pracę przez nauczycieli jest według mnie naturalne.

A ja uważam, że jeżeli musimy albo chcemy

poświęcać młodym ludziom swój prywatny czas,

to nie może się to wiązać z korzyściami majątkowymi.

Dobrze, jak pan uważa, naprawdę, nie jest rolą banku

prowadzenie sporów światopoglądowych z klientami.

To jest kwestia zasad, nie sporów czy światopoglądu.

Cokolwiek pani przez to rozumie.

Dobrze, w pana przypadku uzasadnione byłoby sprolongowanie.

Rozłożenie spłat.

- Proszę. - Dobry.

Wiem, co to znaczy prolongata, rozumiem znaczenie słowa.

Dziękujemy panu bardzo.

- My do pani Ewy. - Jesteśmy umówieni.

Ja też. Jestem umówiony. Jestem klientem, to jest mój czas.

Naprawdę już podziękujemy.

Bardzo pana przepraszam. Wydarzyło się coś bardzo złego.

Proszę przyjąć moje przeprosiny.

Rozumiem.

Dobrze, poczekam.

Mam czas.

Dużo czasu nie zajmiemy. Do widzenia.

Do widzenia.

Wyjeżdżaliście razem na wakacje?

Tu widzę: mąż z synem, sam mąż.

Pani nie ma na żadnym zdjęciu.

Niewiele rzeczy robiliśmy razem.

Jacek jest moim synem, dla Witolda był pasierbem.

- A gdzie jego biologiczny ojciec? - Henryk, mój pierwszy mąż.

Rozwiodłam się z nim, kiedy Jacek miał cztery lata.

- A gdzie mieszka ten Henryk? - Płaci nawet alimenty. Najniższe.

Rozumiem, ale nie o to pytałem. Gdzie mieszka?

Z tego, co wiem, przeprowadzili się z Toronto do Hamilton, to w Kanadzie jest.

- A w Polsce bywa? - Nic mi o tym nie wiadomo.

Witold na swój sposób kochał Jacka.

Przynajmniej starał się stworzyć ojcowsko-synowską więź.

Tutaj nic nie ma.

Żadnych pogróżek, żadnych śladów szantażu.

Jest pani pewna, że mąż miał jedno konto pocztowe?

Ale skąd ja mogę to wiedzieć?

Przecież nie przeglądam jego komputera, nie czytam jego esemesów.

Wyciągów nie widziałam.

Cześć! Co na obiad?

- A ty nie masz wolontariatu? - Nie, teraz mam w piątki.

- Dzień dobry. - Dzień dobry.

Policja.

Dzień dobry, nadkomisarz Ludwik Bończyk, podkomisarz Urszula Lubańska.

- Coś… Coś się stało? - Jakaś niezła jazda?

Jacek, Witold nie żyje.

Nie…

Nie.

Jak można coś takiego zrobić?

Ja przyjadę na komendę i wszystko powiem, ale…

proszę nas zostawić teraz samych, dobrze?

Jasne.

Trafimy do wyjścia.

- Do widzenia. - Do widzenia.

Dwie szczęśliwe siódemki.

Taką samą bluzę miał zabójca.

Albo podobną.

Jak dla mnie to ten młody.

Słuchaj, zwijamy go.

- Dziesięć sekund i się przyzna. - Czekaj. Jeśli to nie on?

Tak naprawdę nic na niego nie znaleźliśmy.

Ani DNA, ani odcisków palców sprawcy.

Motyw? Czemu miałby to robić?

Zazdrość o matkę.

Trzy czwarte zabójstw to sprawy wewnątrz rodziny.

Uhm. Chyba we Włoszech.

Pani Ewo, jak by to powiedzieć,

wiemy już wszystko o pani i panu dyrektorze.

To wszystko to… to oznacza co?

To znaczy, że potrzebujemy kalendarzy,

listy spotkań dyrektora Kotarby.

- Billingi już mamy. - Często do siebie dzwoniliście.

Wieczorami, po nocy.

Obiecał, że się rozwiedzie?

Oficjalne spotkania ma sekretarka w terminarzu.

Uhm. A nieoficjalne?

Był bardzo uporządkowany.

Wszystko według stałego planu. Ten sam sklep, ta sama restauracja.

Nie lubił zmian.

- Ta sama myjnia samochodowa? - Tak, tak, na pewno tak.

Samochód to było jego oczko w głowie.

- Czy to jest jego kalendarz? - Chyba tak?

Proszę się zdecydować. Jego czy nie jego?

Tak, jego.

Pani Ewo, czy ktoś może mu groził?

Awanturował się? Nachodził? Wydzwaniał?

Wie pani, taki typ „namolny klient”.

Nie, nie, nie przypominam sobie podobnych incydentów.

Ja rozumiem. Chodziło mi o to, że może ktoś poczuł się oszukany,

okradziony przez bank.

Proszę pani, my jesteśmy bankiem, my, my…

my nie okradamy, my, my… nie oszukujemy.

Nam nie chodzi o to, co wy robicie jako bank,

ale o subiektywne odczucia waszych klientów.

Wy naprawdę uważacie, że Witka zabił któryś z klientów?

- Rozważamy różne opcje. - Znajdźcie go.

Tacy ludzi jak Witek nie giną,

to znaczy nie mogą ginąć po prostu w ten sposób.

- Pani się boi? - Oczywiście, że się boję.

Cała branża się boi.

Po tym, co się stało w Grecji, we Francji? Podpalanie banków?

No tak, ale chyba w Polsce na razie jest spokojnie, prawda?

Kurwa. No, na razie.

Pani Ewo, znajdziemy go.

Obiecuję to pani.

Proszę.

Lubiła go. Można powiedzieć, że nawet bardzo.

- No a ktoś go nie lubił? - No chociażby jej pierwszy mąż.

Ten, na którego Kotarba nasłał ochroniarzy.

- Zaczekał. - Kto?

Klient.

- Hm. - Cierpliwie.

Pasierb Kotarby nosi kurtkę identyczną z ubraniem sprawcy.

Sylwetka też pasuje.

Dużo przesłanek wskazuje na tego pasierba.

Uhm.

Miał motyw: ojczym zdradzał jego matkę.

No ale pani Ewa też miała motyw.

Była kochanka, może odtrącona.

Panie komisarzu, z całym szacunkiem,

ale na nagraniu widać, że Kotarbę zabił mężczyzna.

No tak, ale może czuła się oszukana,

nie chciał spełnić jej żądań, nie chciał się rozwieść

i kogoś wynajęła albo namówiła.

Ona była naprawdę przejęta. To nie ona.

Może.

Proszę.

Przepraszam, chyba zostawiłem u pani telefon.

Nie… Nie wiem, nie widziałam nigdzie.

Tak te spodnie teraz szyją,

że wystarczy chwila nieuwagi i… o – wypada.

A pan chciał jeszcze ze mną o czymś porozmawiać?

Nie, myślę, że wyczerpaliśmy temat. Do widzenia.

Wygląda na to, że zamordowany bardziej był związany

z pasierbem niż z własną żoną.

I co z tego wynika?

Młody przejął się śmiercią ojczyma, żona jakoś tak niespecjalnie.

Młody jeździł na wakacje z ojczymem, a nie z matką.

- Dziwne. - Kochana.

Nikt nie zabija z zazdrości o relacje z dzieckiem.

Sam przed chwilą mówiłeś, że większość zbrodni dokonuje się w rodzinie.

Zresztą, może to nie była taka czysto ojcowsko-synowska relacja?

Za dużo siedzisz w internecie, a za mało praktyki.

Praktyka teorię zawsze wali w ryj.

Moim zdaniem zabił młody, kurtka się zgadza…

No i tego się trzymajmy.

- Proszę. - Dziękuję.

To mamy te wersje śledcze?

Mam.

Cześć.

Myślałem, że w tym więzieniu cię zarąbią,

ale dobrze wyszło, będę mógł teraz to zrobić osobiście.

Ryzykowałeś dla mnie z tą kamerą.

Mogłeś stracić pracę.

Nie powinieneś tego robić. Masz rodzinę.

Mandżaro, kurwa, ty jesteś głupszy niż kilo gwoździ.

- Stawaj. - No.

Nie ma za co.

Co jest, kurwa? Tak się bawicie w więzieniu?

Nie ćwiczyłeś.

Nic nie ćwiczyłeś, miałeś ćwiczyć.

A co z tą Dorotą?

Czy może bardziej podoba ci się ta nowa?

Teraz już się takich statystyk nie prowadzi,

ale według mojego kumpla, a on ma dwa sklepy z odzieżą freestyle'ową,

takich bluz sprzedaje się w Warszawie setki.

Z siódemkami w różnych kolorach.

- No więc to nam niestety nic nie pomoże. - Dzięki.

Znaleźli auto ofiary.

Spało w nim dwóch bezdomnych na Siekierkach.

Oczywiście nic nie pamiętają.

Ewa Szwarc tylko 15?

- Kotarbowa 20? Chyba na odwrót. - Jacek – 50.

To jest dla nas główny podejrzany.

Ale sam pan mówił, że to jest robota zawodowca.

Ojczym zdradza matkę. Młody się o tym dowiedział.

Skąd miałby się dowiedzieć?

Podsłuchał rodziców?

Dobra. Słuchajcie. Wszyscy w trójkę wiedzieli dokładnie,

na której myjni Kotarba regularnie myje auto.

- Ludwik? - Ja już mówiłem. Dla mnie to ten młody.

Jak tylko wszedł, zobaczył, że jest policja, to od razu

spojrzał na plecak.

- Dlaczego? - Bo jest dilerem.

W plecaku nosi dragi, ale to wszystko.

No i to, że jest dilerem, nie znaczy, że zabił.

Ale nie znaczy, że nie zabił.

Ojczym przyłapał go na ćpaniu albo na dilerce,

młody się wkręcił i się go pozbył.

No dobra, słuchajcie, ale to się nadal nie sumuje.

Brakuje 15%.

No tak. Trzeba być otwartym na inne opcje.

Matka wzywa, zwołał konferencję.

- Idziemy. - Przepraszam, panie komendancie, mogę?

Proszę. No.

- Dziękuję bardzo. Dzień dobry. - Dzień dobry.

- Mandżaro. - Pani prokurator.

Pamiętacie o głowie ofiary kanibala? Rodzina czeka z pogrzebem.

Niestety nie mamy jak go przesłuchać.

- Wypuściłaś go na obserwację. - A miałam wyjście?

Są inne metody śledcze niż przesłuchanie. Wykaż się.

- Cześć. - Nie idziesz z nami?

Nie. Nie mam kominiarki.

I nie lubię świecić oczami za bezradną policję. Pa.

Pa.

Wiadomo, kto zabił dyr. Kotarbę?

Nie ma żadnych podstaw, żeby łączyć

śmierć dyrektora Global Banku z jego pracą.

Tyle mogę powiedzieć na dzisiaj.

Oczywiście o postępach naszej pracy

będziemy informowali opinię publiczną na bieżąco,

o ile będzie to możliwe bez naruszania tajemnicy śledztwa.

Paulina Klejna. Telewizja Max. Wiadomo, kto zabił dyrektora Kotarbę?

Niestety nie mogę podać państwu szczegółów śledztwa.

Dzisiaj mogę powiedzieć tylko tyle, że poszukiwany mężczyzna ma około 30 lat.

Ubrany był w czarną kurtkę z numerem 77.

Miał około 180 centymetrów wzrostu.

Podejrzany miał ciemne okulary i chustę.

Osoby, które widziały lub rozpoznają tego mężczyznę,

proszone są o kontakt z policją…

Szukacie mnie.

Odsuń się!

To ja przyszedłem do was!

- Ręce! - Rzuć to!

- Jestem! - Rzuć nóż!

- Zróbcie coś! - Liczę do trzech!

- Jestem! - Pani Paulino…

- Wyłącz kamery. - Pani Paulino, spokojnie.

Liczę do trzech!

To ja przyszedłem do was!

- Raz! - Jestem!

- Dwa! - Jestem!

To początek wielkich czynów.

- Jestem rzecznikiem! - Wyłączyć kamery!

Nastąpią wielkie czyny!

- Jestem rzecznikiem! - Ta, jasne.

To początek wielkich czynów.

Nagrałeś to?

To wszystko to… to oznacza co?

To znaczy, że potrzebujemy kalendarzy,

list spotkań dyrektora Kotarby.

Billingi już mamy.

Często do siebie dzwoniliście.

Wieczorami, po nocy. Obiecał, że się rozwiedzie?

Bękart.

Oficjalne spotkania ma sekretarka w sekretarzu.

- Dzień dobry. - A nieoficjalne?

Dzień dobry, pani Barbaro.

Yyy… Panie Piotrze, czy byłby pan tak miły

i pomógł mi uprzątnąć te wszystkie znicze z grobu mojego męża?

Oczywiście.

- Chodźmy. - Dziękuję.

Dobry z pana człowiek.

Pani Mario, gratuluję.

Mamy sprawcę, mamy narzędzie, mamy przyznanie się,

mamy film z monitoringu

no i mamy atak sprawcy na oczach czterech kamer i 20 świadków.

No, tylko nie mamy jednej rzeczy.

Jestem rzecznikiem! To początek wielkich czynów!

Lemuel Norbert Van Hangen.

Urodzony w Rotterdamie, narodowość polska. Obywatelstwo podwójne.

- Nie znał swojej ofiary. - No i co z tego?

- Nie miał nawet konta w banku. - Znaczy miał, ale w innym.

No słuchajcie, ten chłopak nie ma motywu.

Psychopaci są wśród nas.

Nie no, słuchajcie, chłopak 22 lata, w dorosłym życiu nigdy niekarany

idzie piechotą do myjni samochodowej, wchodzi za nieznanym sobie kolesiem,

wbija mu nóż w serce, po czym wsiada w jego auto, odjeżdża

i zostawia auto na ulicy.

Zostawia auto cztery kilometry od miejsca zabójstwa

i niczego nie kradnie.

Po czym pojawia się na naszej konferencji prasowej.

- Słuchasz mnie? - Tak.

Pojawia się na naszej konferencji prasowej, atakuje znaną dziennikarkę,

po czym poddaje się, przyznaje się do winy i mówi, że jest rzecznikiem.

- No, i bredzi coś o wielkich czynach. - No, bredzi, nie bredzi, tego nie wiemy.

Do czego zmierzasz?

Słuchaj, załóżmy, że to on zabił Kotarbę.

Dlaczego się przyznał? Przecież my byśmy go w życiu nie znaleźli.

- No mów za siebie. - Tak? No to jak byś go znalazł?

Znajdź mi chociaż jedną nić łączącą go z zabójstwem.

- Przecież my szliśmy w ślepe uliczki. - Przyznał się.

Ty udajesz czy naprawdę nie rozumiesz pytania?

Gdyby się nie przyznał i nie przyszedł do nas, jak byś go znalazł?

Zamykamy sprawę, przekazujemy prokuraturze.

To na dziś wszystko. Dziękuję.

Mandżaro, zjedz kanapkę. Mam jeszcze z szynką.

Lubisz?

Zawiezie mnie pani w jeszcze jedno miejsce?

Dziękuję.

- Dziękuję. - Proszę.

Wszystkich nowych pracowników pan zabiera na rurki z kremem?

Tylko tych zdolnych.

Niezła pani jest.

Jak dla mnie, to skończyła już pani staż.

Możemy przejść na „ty”.

Możemy. Maria.

Mandżaro. Janek.

- Mandżaro? - Uhm.

To od jedzenia po włosku?

Yyy… Nie… …to taki chłopaczek, postać ze starego serialu.

Ulubiony serial mojego taty.

Wszystkich nas nazwał: Mandżaro, Perełka, Paragon, Królewicz. Dziecinada.

Fajnie jest mieć tylu braci?

Fajnie, tylko trzeba się dzielić.

No ja jestem jedynaczką,

więc z nikim niczym nie musiałam się dzielić,

ale też nie miałam na kogo zrzucać winy.

Coś musieliśmy przegapić, bo od czterech lat jestem w zabójcach,

a pierwszy raz nie było mnie na miejscu zbrodni.

- Dobry wieczór. - Dobry.

Policja. My na chwilę.

Dziękujemy.

O, proszę. Jak wysprzątali.

Chyba pan powinien zainwestować w jakąś tablicę pamiątkową.

Tutaj był jeden but.

A tam był drugi.

A tutaj leżał Kotarba.

No i te monety na oczach.

Grecy umieszczali monety w ustach zmarłych dla Charona, ale…

Tak, ale w ustach miał banknot, a na oczach – monety.

Rozumiesz tę symbolikę?

No co ty. Przecież ja się dopiero uczę.

Stać! Policja!

Namalował to, jak byliśmy w środku.

No, miał sprej, to namalował. I co z tego?

Mandżaro, mamy już sprawcę.

Słuchaj, patrzyłem mu w oczy. Temu Lemuelowi.

To nie jest wariat. Nie wiem, dlaczego zamordował

i dlaczego się przyznał, ale to nie jest wariat.

Ich jest więcej.

Powiedział, że jest rzecznikiem.

„To początek wielkich czynów”.

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.