All language subtitles for Krew.z.krwi.S01E01.1080p.NF.WEB-DL.AAC2.0.H.264-playWEB_track3_[pol]

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
nl Dutch
en English
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian Download
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian Download
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

Dawaj! Daj!

Chłopaki, przestańcie... Chłopaki!

Borys, Franek, przestańcie.

Co zrobiłeś z moimi gogosami? Mów!

Mamo?

Dałabyś mi stówę na farby?

- Stówę na farby? Aż tyle? - Frankowi dałaś.

Frankowi dałam na deskę.

Jak będziesz uprawiać jakiś sport, to też ci dam.

Nie, Marek! Jedzenie w biegu jest niezdrowe.

Kochanie, życie jest niezdrowe, wiesz?

Kawa jest na stole.

- Odwieziesz Borysa do szkoły? - Dzięki.

Tato, proszę, dasz mi stówę na farby?

Czy wy przestaniecie? Marek, nic nie powiesz?

Jasne, że powiem. Kopnij go w golenie, będziesz miał spokój.

Chłopaki, zwariowaliście? Nie, nie...

I ładnie do szkoły, mamy pięć minut.

Do widzenia.

Proszę, Borys, ty tak samo!

Buciki, bierzesz plecak i już do samochodu.

Szybciutko! Raz, raz!

No ruchy! Ruchy!

Proszę, już!

Natalia twoje śniadanie.

Skarbie, przepraszam, zmiana planu.

Nie mogę go odwieźć, muszę jechać do Stefana.

- Nie, Marek... - Muszę!

Ale ja się umówiłam o wpół do dziesiątej.

Myślałam, że zdążę wziąć prysznic...

Kochanie, taka piękna kobieta jak ty,

w ogóle nie musi brać prysznica.

W ogóle?

Fu...

Co fuj? Kasa z powrotem.

- Dałeś jej pieniądze? - W życiu! Jakie pieniądze?

Marek!

Minęła siódma trzydzieści...

Dobra już, do widzenia!

Leć już.

Życzę wszystkim słuchaczom miłego dnia i zostańcie z nami.

Radio Gdynia.

Wyskakuj, jednak mama cię odwiezie.

- Znowu? - Co znowu? No już.

Raz mama, raz tata odwozi. Co?

Pa, kochanie.

Cześć, mamo.

Ej, no co jest? Dasz radę.

Głowa do góry, będzie dobrze. Leć.

- Tak? - Przepraszam, szefie.

Potrzebny podpisik na te dwa tiry do Niemiec.

Dzięki.

Tego tira, co teraz przyszedł, to dać na czwórkę, czy na dwójkę?

- A skąd ja mam wiedzieć? - Dobra, sorry.

Co jest, kurwa?

Ja tego, kurwa, nie wytrzymam.

Ta gówniara mogłaby być jego wnuczką.

Co za wstyd przy wszystkich znajomych.

Wyperswadujcie mu to jakoś, proszę.

Mamo, ale wtedy tata i tak nie przyjdzie. Chcę, żebyście byli na moim weselu oboje.

Tam będzie tyle ludzi, że możliwe, że się w ogóle nie zobaczycie.

Bo ja będę siedziała obok kibla, tak?

A ta siksa z waszym tatulkiem na honorowym miejscu.

- Przestań... - Dziękuję bardzo.

Są ze sobą i nic na to nie poradzisz.

Zobaczymy, jak długo z nim wytrzyma.

Poczekajmy do następnego zawału.

- Pomóż mi! - Ale co ja mam jej powiedzieć?

Oczywiście, ja chcę przyjść,

ale w tej sytuacji to raczej nie będzie możliwe.

No weź, pogadaj z ojcem.

Ale sama pogadaj, twój ślub.

Ale ty jesteś córeczka tatusia.

- Nie wciągaj brzucha, mówię! - Nie wciągam!

- Wyglądasz, jakbyś wciągała... - Dajcie mi spokój...

Moje wesele, mój brzuch. Zaczynam się denerwować.

Cii...

No i tak to, kurwa, jest.

Kto zawsze ma pod górkę? Porządni ludzie.

- Cześć. - Cześć.

- Kawka? - Kawka, kawka.

Pani Dorotko, dwie kawki z ekspresu do mnie, czarne.

Gładkiego zwinęli.

- Co ty gadasz? - Co ja gadam?

„Policjanci z CBŚ zabezpieczyli pięć milionów sztuk papierosów

oraz 35 ton krajanki tytoniowej w magazynie na terenie Elbląga.

Wartość towaru...” Sobie przeczytaj.

Piętnaście milionów...

On siedzi, a my nie. Bo on jest hurtownikiem, a my nie.

Dlatego możemy sobie prowadzić dalej nasz mały biznes.

Chociaż pewnie mój szwagier jest innego zdania.

A właśnie, mój szwagier gdzie jest? Powinien już być?

- Dzwonił, że się spóźni. - Ile się spóźni?

- Nie odbiera, czekamy na niego? - Nie wiem.

Nie czekamy, zawołaj ich.

Dzień dobry.

Panowie, w namiocie mieszkacie?

No co jest?

- Ryszard... - Ryszard.

Ma kontakty.

W Szkocji, Anglii, Irlandii...

W Walii, Australii, Nowej Zelandii... Dalej, dalej...

Potrzebujemy 10 tysięcy kartonów Marlboro,

pięć tysięcy Lucky Strike'ów i sto kilogramów krajanki tygodniowo.

Nie da rady.

Nie mam tyle. Nie jestem hurtownikiem.

- Wiktor mówił, że się dogadamy... - Widzisz tu gdzieś Wiktora?

On tu nie jest szefem. Prowadzimy ten biznes we trzech.

A więc musi być trzy razy tak. A póki co jest jedno nie.

Przepraszam bardzo. Kawa.

- Proszę. - Dziękuję.

Panowie też się napiją?

Nie, panowie nie zdążą wypić.

- No dobra, to w takim razie... - W takim razie, słuchać.

Na początek tysiąc pak Marlboro, dwa tysiące Lucky Strike'ów,

dwadzieścia kilo krajanki.

No co, tak się zaczyna, nie?

Rozprowadzicie towar, będziemy gadać dalej.

I żadnych kredytów.

- W porząsiu, tylko gotówka. - Tylko gotówka.

Za trzy dni ktoś do was zadzwoni.

Jesteśmy w kontakcie?

Jesteśmy.

Dziękujemy panom.

Zaraz, zaraz.

Telefony, bo się do was nie dodzwonimy.

Do widzenia.

Do widzenia.

Oddaj mi moje gogosy.

- Zgubiłem je. - Oddawaj.

Idź stąd, kurde!

Chcę je z powrotem.

Dawaj.

Weź tę zabawkę.

To nie jest zabawka, to prawdziwy pistolet.

Chcecie się przekonać?

Przecież ci już mówiłem, że ich nie mam.

Dawaj mi, rudzielcu, moje gogosy.

Dawaj!

Naprawdę nie możemy uruchomić drugiej produkcji?

Nie możemy.

Chcesz skończyć jak Gładki?

Od lat robimy biznes i nikt się nie czepia.

Ile razy mam to, kurwa, tłumaczyć?

Dobra, kurwa, tylko spytałem.

Łatwo stać się wielkim, trudno pozostać małym.

O, szwagier.

No co jest?

Nic nie jest, mam coś dla was. Coś ekstra.

- Ale gdzie jesteś? - Coś dla nas trzech.

- Było nas trzech... - Dobra, konkretnie!

♪ W każdym z nas inna krew ♪ ♪ Ale jeden przyświecał nam cel ♪

Kurwa, fałszujesz.

- Czekam w szklarni. - Dobra.

Gdzie jest?

Powiedział, żebyśmy przyjechali do szklarni.

- Cześć, Luter. - Cześć, Mała.

Tata jest?

Jest.

- Wszytko dobrze? - Tak.

- Cześć, Carmen. - Cześć.

Jak tam moje wnuki? Dobre, nie?

Nie, po wódzie mi odpierdala.

- Cześć. - Cześć.

Daj spokój, dla starych kumpli niepodrabiana.

Po tym się nawet nie ma kaca.

Chcę pogadać.

No, chłopaki.

- Ech, karmelku! - Ech, wujek!

Ty też.

Klaudia, skocz po tę kieckę, co ją masz na wesele.

Dobra.

Mów.

Niech zgadnę, twoja matka...

Nie chce Klaudii na weselu. Jeżeli ona będzie, mama nie przyjdzie.

A kto płaci za imprezę?

Kto płaci, ten ustala reguły, tak?

- No i jak? Co, fajna? - Fajna.

Wiesz, ile kosztowała ta kiecka?

Fajna...

Zobacz, Andrzej ciągle mówi, że mi widać tyłek.

A nie mówiłam?

- Zobacz, jaki super materiał. - Halo? Słucham? Tak?

- Dobrze, zaraz będę. - Co jest?

Zadzwonię później.

♪ Za kilka lat mieć u stóp cały świat Wszystkiego w bród ♪

Coś tam wymyślił, szwagier?

Panowie, oto hasz.

Waży trzysta kilo.

Podoba się?

Marek?

Marek! Czekaj, nie rozumiesz.

Pan Hasz zaginął w akcji.

Cała dilerka siedzi, psy go nie znalazły, a Wiktorek dostał cynk.

Przecież żal go tutaj tak zostawić.

Powiedz coś.

To ja się pójdę odlać.

Kurwa, powiedział, co wiedział. Idź, idź!

Tylko wracaj szybko, bo pan Hasz czeka.

Szwagier...

Wyluzuj.

Wszystko będzie dobrze. Biorę to na siebie.

Mam kontakty w całej Polsce. Puścimy to w eter i będzie dobrze.

Tylko nie panikuj.

O jedno cię proszę. Pomóż mi to spakować.

♪ Za kilka lat mieć u stóp cały świat Wszystkiego w bród ♪

Zobaczysz, będzie jak kiedyś.

Kiedyś nam się pofarciło, teraz nie musi.

Cały czas jedziemy na farcie.

Wyluzuj! Lubisz kasę?

Lubisz, żona też lubi. Prawda?

Dzieciaki muszą coś jeść.

Pojedziemy na wakacje, opalimy się troszeczkę, będzie dobrze.

Ej! Co jest kurwa?

Marek, strzelaj!

Nie mam, kurwa, czym.

Co jest, kurwa, frajerze? Postrzelać ci się zachciało?

- Nie panowie... - Do kogo?

Zajeb go! No odstrzel mu ten łeb!

Mare...!

Spierdalamy.

Takie rzeczy nie mają prawa dziać się w szkole!

Podjęłam decyzję o zawieszeniu Borysa w prawach ucznia.

Na jak długo?

Najlepiej będzie, jeśli znajdzie mu pani nową szkołę.

Słucham?

Od jakiegoś czasu jesteśmy przekonani, że Borys tutaj nie pasuje.

Przecież do tej pory nie mieliście z nim żadnego problemu.

- Hmm... - Aha.

Dla pani wyjściem z sytuacji jest pozbycie się niewygodnego ucznia?

- Ze wszystkimi pani tak robi? - Nie wszyscy wymachują bronią.

Ale zachowanie pani syna to już nie jest moja sprawa.

To nie jest pani sprawa? Nie?

Przecież pani mówiłam, że dzieci dokuczają Borysowi.

Gdyby pani zareagowała w porę...

- Właśnie to robię. - Kosztem mojego syna?

To, co zrobił, nie jest dobre, ale usunięcie go ze szkoły jest...

Proszę pani!

Gdyby to nie była prywatna szkoła,

to już dawno zmuszona byłabym powiadomić odpowiednie władze,

a wtedy tłumaczyłaby się pani zupełnie gdzie indziej.

Hmm?

Mnie nie obchodzi, co się dzieje u państwa w domu,

ale nie pozwolę, żeby takie rzeczy działy się na terenie mojej szkoły.

Może pani sobie o nas myśleć, co pani chce.

Ale Borys jest tylko dzieckiem,

takim jak wszystkie.

Proszę to zabrać.

Do widzenia.

Nie martw się.

Może trzeba ci będzie znaleźć nową szkołę.

Mamo...

Przepraszam.

Borysku, obiecaj mi, że nigdy więcej nie będziesz robił takich głupot.

Dobrze.

- Tak? - Yhm.

Chodź.

Ruchy, ruchy! Jeszcze dzisiaj chcę to opić.

Rusz tyłek, sam mam to wszystko dźwigać?

- Zmieści się? - Tak.

Co to jest?

Co to jest za gówno? To jest haszysz?

Hasz to jest?

Hera.

Dwóch ludzi nie wróci do domu, rozumiesz?

To uczcij to minutą ciszy i bierz się do roboty.

Gadaj, skąd to gówno jest?

Skąd to masz? Gadaj!

Skąd to jest?

Pytam się, skąd to jest?

Od... Antona.

Antona, kur...

- Gdybyś nie był rodziną, to ja bym... - Wiem, zabiłbyś mnie.

Już jest po nas, rozumiesz?

- Cześć, kochanie. - Cześć.

Późno wracasz, nie mogłeś zadzwonić?

Widocznie nie mogłem. Przepraszam cię.

- A nie zgubiłeś czegoś? - Co? Nie.

To?

- Cholera, ty go miałaś. - Nie ja, Borys!

Jak Borys?

Musimy mu znaleźć nową szkołę.

Dobra, pogadam z nim o tym jutro.

Myślałam, że już nie potrzebujesz broni.

Bo nie potrzebuję. Wiesz... na wszelki wypadek.

Wiesz, co się mogło dzisiaj zdarzyć?

Czy ty w ogóle wiesz? Czy ty masz wyobraźnię?

Twój najmłodszy syn nosi broń do szkoły!

Umówiliśmy się, że trzymamy dzieci jak najdalej od tych spraw!

Słuchaj, możemy o tym pogadać jutro? Proszę.

Nie, bo ja chcę rozmawiać teraz, właśnie teraz!

Ok.

Tylko akurat to, o co prosisz, jest niemożliwe.

Dlaczego nie?

Bo jest niemożliwe.

Ale dlaczego? Odpowiedz mi, dlaczego.

Ja nie mogę, rozumiesz? Nie mogę, tak po prostu, z tego wyjść.

Tu chodzi o pieniądze, duże pieniądze. Wiesz o tym.

I nie tylko o pieniądze.

Co mam zrobić? No powiedz!

Mam do nich pójść, powiedzieć: „sorry, wychodzę, życzę powodzenia”?

Tak?

Nie kupią tego.

Nikt tego nie kupi. Rozumiesz?

To teraz mnie posłuchaj.

Jeżeli się nie wycofasz, to ja to zrobię.

- Co? - Odejdę.

- Co? - Zostawię cię, Marek.

- Nie no, kur... - Rozwiedziemy się.

Proszę, ja...!

- Będę mu chyba musiała zmienić tę szkołę. - Po co robić takie rzeczy?

Nie może Marek pojechać normalnie z dyrektorką pogadać?

Nie, Sandra, oni już sobie wyobrażają Bóg wie co, więc jak...

O nie, nie.

Mogą sobie wyobrażać, co oni chcą.

Oni są szkołą i dziecko musi chodzić do szkoły.

Pamiętasz, jaka sytuacja była z naszym?

- Jak pobił tę małą? - Andżelikę.

Szturchnął ją, ja nie mówię, że nie.

Stefan pojechał, porozmawiał z panią dyrektorką, sytuacja...

Co zrobił? Co Stefan zrobił?

No Jezu... może za ostro trochę.

Kurwa, szkoła od tego jest. Dzieci muszą chodzić, to jest obowiązek.

No dobrze, muszą chodzić... Dobra, już tam.

Dobrze się uczy?

Czy pobije tam kogoś, czy szturchnie... Co to jest za sprawa w ogóle?

Co to w ogóle za problem? Że biegał po szkole z pistoletem?

Gdzie ma z tym pistoletem biegać? Po ulicy?

Magda...

I ci wytłumaczyła. No tak...

Bardzo dobrze mi Madzia wytłumaczyła. Oczywiście.

Będziesz teraz martwić, czy szkołę zmieniać...

Co zakładamy na wesele?

Cześć, Marlenko.

- Przywiozłam suknię. - Cześć, kochanie.

- Wszystko jest zrobione? - No tak.

Cześć, Janusz.

Cześć.

Ale nie ruszaj, Marlenka, nie ruszaj.

Masz brudne ręce od mąki, nie rób, proszę.

Ale zobaczyć chciałam.

Janusz nie mógłby pojechać pomóc. Wiesz, ile tam jest roboty?

Przecież cały czas pomaga. Robi dekorację na tę estradę.

- To jest dekoracja? - No tak!

To jest malarstwo abstrakcyjne. Co się śmiejesz?

Ty się nie znasz w ogóle.

Przestań, głupi taki jesteś!

Stary, a głupi cały czas! No co?

Nic, przewiało mnie.

- Trzymaj, siostra, torty. - O, dzięki.

Cześć.

To na to wydaję te dotacje z unii?

Sam tak malowałem, jak miałem trzy lata.

Co?

Nic, nic.

Co ona w nim widzi?

Jest zakochana.

- Czyli uczucie? - Yhm.

- Widziałaś gdzieś Marka? - Przy łodzi jest.

To nara.

- Wiktor... - Co?

A nic.

Mnie możesz powiedzieć.

Mama nie przyjdzie na wesele przez Klaudię.

Czyli że ojciec z Klaudią to na poważnie?

Uczucie...

O Jezu!

Jeszcze miesiąc temu chodziła pod tym bokserem.

Co?

No była z bokserem. Maciej Woch, Devil Fist.

Siedemnaście walk, zero porażek.

Powalił Kubańczyka w ostatniej walce.

Mówią, że zakochany do szaleństwa.

- Tylko że lał ją. - Tak?

- Mówisz o tej Klaudii? - No a o kim?

Mówią też, że Klaudia zostawiła u niego swoje rzeczy

i boi się po nie wrócić...

Oj nasz Wiktorek...

Wszystkie plotki zna, wszystko wie, jak zwykle.

Czyta się szmatławce?

- Cześć. - Ale nie ma „cześć”!

Nie absolutnie, ale musisz pomóc!

Ty mi nie tłumacz. Wiktor!

Cześć, kapitanie.

- Cześć. - Cześć.

Pogadamy?

- Nudzisz się tu ze starym, co? - Trochę.

- Wujek cię kiedyś zabierze do kina. - Ale kiedy?

Zdzwonimy się.

Pozamiataj pokład.

- No ale... - Już!

Luther?

Luther, Luther.

Powiedziałeś mu coś?

Zwariowałeś.

Jeśli on coś wie, to stary się dowie i będzie wściekły.

Na ciebie, co?

Przecież to ja zawsze biorę w dupę za ciebie i przez ciebie.

A nie przesadzaj.

Mam kupca.

- Naprawdę chcesz iść do piachu? - Co?

Wpuść to gówno na rynek, zobaczysz, co się będzie działo.

Przecież Anton wie, że to nie jest nasz biznes.

Masz lepszy plan?

- Mam. - Jaki?

Wywalić to, wyrzucić.

Wyrzucić? Trzysta kilo hery?

Na łeb upadłeś?

Załatwimy go, a potem sprzedamy towar.

Kurwa, tobie naprawdę odbiło.

Nie rozumiesz.

Tak się obłowimy, że się będziemy mogli wycofać.

Wiemy, gdzie siedzi Anton.

Wymknę się w czasie wesela.

Będzie, że się nigdzie nie ruszałem. Taki plan.

Patrz, mały pirat.

Też się tak uczyłem.

Stary mnie wypuszczał na otwartą wodę.

Wcale się nie pytał, czy mam ochotę, czy wiem, jak wrócić.

Musiałem dawać radę.

Albo żeglujesz, albo się topisz, nie?

On i tak się dowie i nas załatwi...

wszystkich.

Dlatego my musimy być pierwsi.

Ahoj, kapitanie!

- Cześć. - Cała naprzód ku nowej przygodzie.

Ale ty ładnie piszesz.

To się nazywa kaligrafia, kiedyś tego uczyli w szkole.

Mnie to w szkole zupełnie niczego nie nauczyli, nawet pisać.

To napisz tutaj, spróbuj. Naprawdę to jest proste.

- Napisz trzynastkę. - Maciej Woch.

Maciej... jak?

Maciej Woch, Devil Fist.

To on też będzie?

Jasne, że tak, to jest nasz honorowy gość.

To mi się podoba, wreszcie piszecie coś razem.

Ja przepraszam, ja muszę do toalety.

A tej co?

- Co wy się tak śmiejecie? - Ja się nie śmieję w ogóle.

Śmiejcie się, śmiejcie... do czasu.

Głupie.

W kolejnej wielotysięcznej manifestacji

spłonęło kilkadziesiąt samochodów.

A teraz przechodzimy do wiadomości lokalnych.

W jednej z trójmiejskich szklarni znaleziono ciała dwóch osób,

zastrzelonych z broni palnej.

To 25-letni mieszkaniec Gdańska i 30-letni obywatel...

Tato, nie ruszaj się!

...to porachunki mafijne.

Tato, zaraz będzie dobry film, włącz to z powrotem.

Marek, Wiktor cię szukał. Znalazł cię?

Tak, znalazł.

- Oglądamy film? - Wiesz co... ja idę spać chyba.

No co ty?

Tak, zmęczony jestem. Lecę z nóg, wiesz?

Ale ja jeszcze nie skończyłam.

Jutro skończymy, dobra?

Trzymajcie się, dobranoc.

- Pa. - Pa.

Też chcę herbaty.

Franek ci zrobi.

- No zrób siostrze. - Na pewno.

Ja ci ostatnio zrobiłam kanapki.

Natalka pochowaj, dobra?

- Mamo? - Tak?

Ile miałaś lat, kiedy dziadek i babcia się rozstali?

Co to za pytanie?

Po prostu chciałabym wiedzieć.

Już ci odpowiadałam to.

Miałam... czekaj, trzynaście lat miałam.

No i co, dlaczego tak naprawdę wzięli rozwód?

Bo się strasznie kłócili. Nie pasowali do siebie.

A ty jak reagowałaś? Płakałaś?

Trochę płakałam.

- Było mi przykro. - Ale co robiłaś?

Co robiłam? Nic nie robiłam.

Żyłam dalej, było mi przykro, nie chciałam, żeby się rozwodzili.

Ale czemu pytasz?

Po prostu tak... myślę sobie, że dla Franka i Borysa

to nie byłaby za dobra sytuacja, gdybyście się...

rozstali z tatą.

A dla ciebie?

No i dla mnie też.

Nie zostawię taty.

Zginąłby śmiercią głodową.

Przecież on nie potrafi ugotować sobie nawet jajka na twardo.

Natalia...

Pochowaj.

♪ Już mi niosą suknię z welonem ♪

♪ Już Cyganie czekają z muzyką ♪

Nie rób tego, nie rób!

♪ Koń do taktu zamiata ogonem ♪

♪ Mendelsonem stukają kopyta ♪

Sto lat, sto lat!

♪ Jeszcze ryżem sypną na szczęście ♪

♪ Gości tłum coś fałszywie zaśpiewa ♪

Gorzko, gorzko!

Witaj, mężu Andrzeju.

- Unikasz mnie? - Nie.

Ha!

Nie zabrałeś swojego pudelka?

Jest chora.

Szanowni państwo, witam bardzo serdecznie wszystkich zgromadzonych.

Moja piękna panno młoda,

kiedy zadzwonił do mnie twój ojciec i poprosił, żebym w tym wspaniałym dniu

zaśpiewał dla ciebie, od razu i natychmiast odwołałem koncert,

w który miałem zaplanowany na dzisiaj w Operze Leśnej.

Ale drodzy państwo, któż ośmieliłby się odmówić Andrzejowi.

I tak sobie pomyślałem, że tę jedną, jedyną piosenkę,

oddam do zaśpiewania komuś, kto zrobi to bez wątpienia...

najlepiej na świecie.

Szanowni państwo, Marlenko, przed wami...

Andrzej Rota! Zapraszam na scenę!

Andrzej, Andrzej!

Kochanie, dla ciebie.

♪ Siedem dziewcząt z Albatrosa Tyś jedyna ♪

♪ Dziś pozostał mi po tobie smutek, żal ♪

♪ Miałaś wtedy Siedemnaście lat, dziewczyno ♪

♪ W Augustowie pierwszy raz ujrzałem cię ♪

♪ A na imię miałaś właśnie Beata ♪

♪ Piękne imię, musisz przyznać, miła ma ♪

♪ Zabierałem ją co dzień na fregatę ♪

Tylko sobie jaj nie odstrzel. Masz godzinę.

♪ Jestem, Beatko, zakochany ♪

♪ Pragnę z tobą jeszcze ♪

♪ Spotkać się ♪

Kurwa mać!

Fuck!

Ok, ok już!

Jest broń!

Ale co? Nudzisz się, tak?

Franek... proszę!

A dokąd pojechał Wiktor?

Nie wiem, może przestawia samochód.

To twój brat, nie mój. Skąd mam wiedzieć?

- Może coś dla pana? - A masz piwo?

A ma pan 18 lat?

No, powiedzmy.

Proszę cię, wyłącz ten telefon, no już.

Już, już wyłączam.

Co?

Klaudii nie ma?

- Nie ma... - A dlaczego?

Bo... ktoś o to zadbał.

- Przestań... jak? - Jakoś...

Powiedz.

- Powiedz... - Nie.

- Chodź, powiesz mi na uszko. - Nie...

Dzięki.

Hej...

- To twoja rodzina? - Tak jakby.

Halo?

Halo?

Jak masz na imię?

- Jola. - Ładnie.

Nalej mi! Kurwa, nalej mi!

- Chodź zajarać. - Zaraz.

Dobra, idź.

No co jest?

- Co jest? - No co jest?

Zwinęli Wiktora.

- Kto? - Kto, kto? Gliny.

- Wsypałeś go. - Pojebało cię?

- Prujesz się, co? - Po co miałbym to robić, pomyśl.

Mnie też wsypałeś? Zajebię cię!

Daj spokój. Idź do domu, wytrzeźwiej. Dobra.

- Zajebię cię, rozumiesz? - Dobra.

- Zajebię cię! - Jasne.

- Kurwa, nie żyjesz już. - Idź do domu, wytrzeźwiej.

- Zajebię cię! - Idź wytrzeźwiej.

Idź do domu. Idź do domu... Nie żyjesz, kurwa!

Nie żyjesz!

Zajebię cię!

Marek!

Koniec!

- Kurwa, już! - Dobra, już, już!

No idioci.

Już spokój, już! Bawmy się!

Marek!

Bawimy się, prawda?

Chodź, Carmen, chodź.

- Zajebię cię! - Już! Powiedziałam!

Chodźcie, kochani...

Dobra...

Dobra.

Za to, że jesteś taki fajny.

No i za ten cały ślub. Wszyscy się tak dobrze bawią.

Wszyscy się dobrze bawią...

Zenon G.,

Konrad B.,

Michał J.

O co ci chodzi?

Po prostu w tej rodzinie rzadko kto ma nazwisko.

Tak? Nie zauważyłam, ja mam nazwisko.

- Tak? A jakie? - Całkiem nowe: Wieczorek.

No już, karmelku, nie gniewaj się, proszę.

Już się nie gniewam.

Jest gorsza sprawa, Wiktora zgarnęli.

Co?

- Skąd wiesz? - Cynk dostałem.

Ale za co?

Nie wiem. Broń miał przy sobie, zdaje się.

Słuchaj...

Przemyślałem to...

Zrobię tak, jak chcesz. Skończę z tym.

- Ale jak? - Normalnie.

Uciekniemy stąd. Po prostu wyjedziemy, Zabierzemy dzieci.

Wyjedziemy za granicę.

Znikniemy wszystkim.

Zostawimy wszystko, zostawimy twoją rodzinę.

Tylko że nigdy nie będziemy mogli tu wrócić, rozumiesz?

Rozumiem.

Chcesz?

Chcę.

- Cześć. - Cześć, kochanie.

- O jejku... - Zmęczona?

I jak było?

Super.

Bardzo super, czy trochę super?

Bardzo.

Wiesz co?

Podobasz mi się.

- Poważnie. - Cały czas?

Cały czas, cały...

- Drzwi... - Co?

Drzwi...

- Borys, a soczku chcesz? - Nie.

Natalia, zawołaj Franka.

Franek!

- Czy ty się musisz tak drzeć? - Idź po niego, a nie krzyczysz...

Franeeek...

Przecież on i tak nie śpi, bo go rano obudziliście.

Dobra, zbieramy się Borys, idziemy.

Znowu będę szlifował łódkę?

Takie jest życie. Życie, rozumiesz? Już, już!

- Ale przecież jest sobota. - Dobra, w porządku.

Masz coś lepszego do roboty?

Nie masz. Zbieramy się, idziemy. Proste.

- Zrobić wam kanapki? - Nie zrobić, dzięki.

- Obiad o drugiej. - Dobra.

- To po co ja robiłam te kanapki? - Franke zje.

Borysku...

Franek! Masz kanapki na dole.

Jakbyś był głodny, to powiedz tacie. To coś tam zjecie.

Pa.

Borys, pospiesz się.

No ruchy, ruchy!

Franek!

Kurwa! Borys uciekaj!

Tato?

Tato?

Tato...

Tato?

Tato.

Tato.

Tato.

Marek?

Natalia!

Natalia!

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.