All language subtitles for The.Young.Kieslowski.2014.polish

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic Download
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
nl Dutch
en English Download
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian Download
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal) Download
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian Download
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish Download
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

MŁODY KIEŚLOWSKI

Zaczynam być znowu głodny. Ile tematów nam zostało?

Jeden, dwa, trzy, cztery, pięć.

Wezmę jeszcze ciasta. Przynieść wam?

Ja dziękuję.

Omówiliśmy podróże.

Następna na liście jest "rozmowa o tym".

- O tym? - O seksie.

Nie rozmawialiśmy o nim jak należy.

To i owo dotarło do mnie przez lata.

O kondomach i chorobach też?

Następny punkt.

Jest jeszcze podpunkt.

"Szczodrość".

Gdy spotkasz dziewczynę, którą bardzo polubisz i będziecie razem

przez długi czas, zechcesz wejść z nią na kolejny poziom relacji.

Moja rada brzmi: bądź szczodry.

Myśl o tym, czego ona chce.

Dzięki temu sam poczujesz się dobrze.

Rozumiesz, o czym mówię?

Tak.

Na pewno?

Chodzi mi o seks oralny.

Nie chcę o tym mówić.

Nie będę się wymądrzać. To twój ojciec mnie otworzył.

Koniec rozmowy!

- Control, alt, delete! - Nie przerywaj mi.

Może opiszesz mi to w liście?

Który przeczytasz za rok, kiedy będę już gryźć ziemię.

Nie chcesz, to nie.

O czym mówicie?

O tym, jak spełniliśmy się w seksie, kiedy stałam się szczodrzejsza.

O tym się nie mówi.

Mam dość słuchania, o czym wolno

i nie wolno mi mówić.

Jestem chora na raka

i jeśli jest coś, czym chcę podzielić się z moim synem,

musicie zamilknąć i mnie wysłuchać.

Na czym skończyłam?

- Mieszka godzinę drogi stąd. - I co z tego?

Nie odzywa się.

Odwiedzam was.

Raz na pół roku.

- To przez te rozmowy. - Brian.

Będę przyjeżdżał.

Słowo.

Koniec rozmowy o seksie.

- Dzięki. - Seks, seks, seks.

To smutne, że mama doradza mi, jak zadowolić kobietę.

Czy mam wypisane na twarzy,

że jestem prawiczkiem?

A może mama daje mi przyzwolenie

na wykorzystanie jej choroby do podrywu?

"Moja mama ma raka.

Prześpisz się ze mną?"

Skuteczne, prawda?

Jestem straszny.

Idziesz na imprezę do Raviego?

Powinienem spędzać czas z mamę,

a chcę uciec od niej jak najdalej.

Jesteś straszny.

Ravi zawsze zaprasza dużo dziewczyn.

Spora szansa na podryw.

Muszę się leczyć.

Wiem, czego ci trzeba.

- Na pewno nie? - Zjadłem już w ciastku.

- Idziesz? - Po co?

Mogę się upić i frustrować seksualnie tutaj.

Czyli zostajesz?

Daj mi skończyć.

Ravi!

Właśnie zaczęliśmy grać w Osadników. Zapraszamy.

- Najpierw się rozejrzymy. - Chodźcie!

W przerwach gramy w logarytmy.

O rany! Uwielbiam je.

- 256, start! - Łatwizna.

Dwa do ósmej czyli osiem razy logarytm z dwóch.

2,408.

Niezły gość.

Pójdziemy po picie.

Zaraz wrócimy.

Coś tu musi być.

- Ravi jest niesamowity. - Chcesz się z nim chajtnąć?

Nie poprosiłem, żeby zajął nam miejsce.

- Czy możemy obczaić dziewczyny? - Pójdę tam na sekundę.

Stary!

Chodź ze mnę.

- Przyda mi się skrzydłowy. - Kto?

Jesteś świetny w tej roli.

Załatw mi dziewczynę!

Dobra.

Niech ci będzie.

Sporo tu atrakcyjnych kobiet.

- Ale czy łatwych? - To się okaże.

Alkohol.

Cześć.

Zauważyłam cię z naprzeciwka

i postanowiłam ci powiedzieć,

że masz biblijną fryzurę.

W tamtych czasach nie mieli nożyczek

do małych kosmyków.

Nieważne. Muszę usiąść.

Nie w roślinach. Chodźmy na ławkę.

Życie jest do kitu. Prawda?

Absolutna.

- Widziałaś jego dziewczynę? - O czym ty mówisz?

Twojego wzrostu, Azjatka.

- Na pewno śliczna. - To prawda.

Sprytne.

Życzę wam obojgu śmierci.

Co on powiedział?

Życzył nam śmierci.

Nigdy nie wypiłam tyle piwa.

Zagrajmy-

W zdradzanie sobie nawzajem sekretów.

Ja pierwsza. Gotowy?

Zbliż się.

Jestem dziewica!!!

Dziewicę.

Pozostanę nią do ślubu.

Złożyłam przysięgę Bogu.

A ty?

Nie musisz odpowiadać.

Wiedziałam!

Prawiczek. Widać.

Nie przejmuj się.

To powód do dumy.

Nie jestem nim z wzniosłych powodów.

Po prostu nie nakłoniłem jeszcze nikogo do seksu.

To zabawne.

I smutne.

Widzę cię na wylot.

W dobrym sensie.

Niedobrze mi.

Nieźle!

Spokojnie mógłbym ją zaliczyć.

Czy na pewno? Raczej nie.

Ale teoretycznie tak.

Gdyby ktoś powiedział:

"Frajerze, jest twoja i napalona",

czy przeszedłbym do czynów?

Raczej nie.

Wygodnie się leży na tobie.

Raczej tak.

- Gdzie twoi znajomi? - Porzucili mnie.

Chodź.

Powoli.

Wysiadka.

Koniec trasy.

Cudownie było cię poznać.

Nie idź.

Nie?

Okłamałam cię.

Jak to?

Znajomi mnie nie porzucili.

Nie mam znajomych.

Naprawdę? To słabo.

- Dlaczego? - Jestem wyniosłą sukę.

Dobry powód.

Gdy tylko wspomnę, że jestem chrześcijankę...

- Chrześcijankę? - Widzisz?

- Dzięki, że się mnę zaopiekowałeś. - Jesteś super laskę, więc...

Powiedzieliśmy sobie różne rzeczy.

Ja jej, że sprawia wrażenie trzpiotki.

Zaśmiała się i nazwała mnie narcystycznym mazgajem.

Ja piłem, a ona trzeźwiała.

Opowiedziała mi o ojcu, który płacił za wszystko,

o mamie, która urodziła ją w wieku 16 lat.

Ja powiedziałem o raku mojej mamy

i o uldze, które poczułem, gdy nie chciała, żebym sie nią opiekował.

I o tym, że codziennie myślę o śmierci.

Otwórz oczy.

Są bardzo ładne.

Zielono-niebieskie.

O 5:00 spytała, czy chcę zapalić i popatrzeć na wschód słońca.

Nie cierpię papierosów.

Dla niej wypaliłbym ich karton.

Co z nami będzie?

Jak to?

O czym myślisz?

Co przechodzi ci przez głowę?

- Naprawdę chcesz wiedzieć? - Tak.

Myślę, że więcej cię nie zobaczę.

Ty oprzytomniejesz albo ja stchórzę...

Jakoś się to spieprzy.

Bliskość, którą czuję z tobą teraz...

nie przetrwa.

I codziennie myślisz o śmierci.

Tak.

Zakładałem, że mój pierwszy raz potrwa 30 sekund.

Jednak mieszanka alkoholu i konopii

w mojej krwi zadziałała magicznie.

Uczyniła ze mnie kochanka z kioskowych romansów.

Przyłapani na granicy upojenia, daliśmy się ponieść fali.

Stop.

Mallard?

Wszystko w porządku?

Oto on.

Młody Kieślowski.

Nie zniknij.

Napij się.

Widziałeś?

- Chyba zrobiłeś jej krzywdę. - Przeżyje.

Jest całkiem niezła.

Wszystko gra?

Z dziewczynę?

Sporo stresu.

- Nie wiedziałem, że się kłócicie. - Nie kłócimy się.

Nigdy nie widziała mnie wkurzonego.

Takie emocje rozładowuję tutaj.

W kontrolowany sposób.

Bijąc dziewczyny.

Nie jestem złym człowiekiem.

Może trochę.

Mówisz tak, bo się w niej bujasz.

Nieprawda.

Mówię tak, bo nie lubię bicia kobiet.

Przemówił prawiczek.

Cóż...

Nauka przede wszystkim.

To prawda.

Czas się pouczyć.

- Nic nie było z tę pijaną laskę? - O czym mówisz?

Dobra, wiem.

Coś było.

Mam dwa wyjścia.

Gra powolna: wybieram dzień i czekam.

Żadnych telefonów. Milczenie stymuluje pragnienie.

A jeśli pozna kogoś, zanim ja się ogarnę?

Muszę się zdecydować.

Zwłoka to ryzyko.

Mam plan: zero planu.

Będę sobą.

Punkt pierwszy: dziś o siódmej wieczorem

wybiorę następujący numer.

Co?

Straciłem jej numer.

Byłeś u niej w domu.

Faktycznie.

Kryzys zażegnany.

Przejściowe trudność.

Nie ma powodu do paniki. Wystarczy przeczesać kampus.

Uczelnia ma pewnie koło 4000 studentów.

Jeśli zmienię plan zajęć i będę spacerował o różnych porach,

napotkam do 100 nowych osób tygodniowo.

To miało sens. Pogodzić się z niewiadomą i iść dalej.

Świat jest pełen dziewczyn czekających, bym je zdobył.

Co ja gadam?

Chciałem powiedzieć: to nie koniec.

To początek.

To początek, prawda?

Wiedzieliście, że nawet poprawnie użyty kondom

zabezpiecza przed ciążę tylko w 98%?

Ja nie wiedziałem.

Odezwał się do Niego Tomasz: "Panie, nie wiemy, dokąd idziesz.

Jak więc możemy znać drogę?"

Odpowiedział mu Jezus: “Ja jestem drogę i prawdę, i życiem.

Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze mnie...

Te słowa bardzo mi pomogły po śmierci babci.

Trzeba słuchać pastorów.

Oni wskażę nam drogę.

Tak.

Czy ktoś chce coś dodać?

Nie?

Kompletnie tego nie skumałaś.

Tomasz jako jedyny zachował zdrowa dawkę sceptycyzmu.

Drogi do Boga trzeba szukać przez Chrystusa,

a nie przypadkowego pośrednika.

Możemy porozmawiać?

- Nie teraz. - A kiedy?

- Przypomnij mi, jak się nazywasz. - Leslie Mallard.

Oczywiście.

Mam ciężki tydzień.

To kod do świetlicy. Są tam ludzie, bilard, telewizory...

Można siedzieć i napieprzać o Bogu.

Zachowaj kod dla siebie.

Jasne.

Jeszcze jedno.

Stwierdzamy ciążę, mierząc poziom hormonu beta hCG.

Mówi pani, że minęło sześć tygodni od poczęcia. Na pewno?

26 sierpnia.

Poziom hCG jest u pani...

trzykrotnie wyższy od przeciętnego.

Bardzo możliwe, że to ciąża bliźniacza.

Dom pana Mallarda.

Chwileczkę.

- Proszę pana? - Czego?

- Proszę pana... - Czego?!

Miałem jedną prośbę.

Żeby nie przeszkadzać mi, gdy jestem tutaj.

Moja praca wymaga wyjątkowego spokoju

i gdy raz zostanie zakłócony,

bardzo ciężko go odzyskać.

Tak więc tylko, gdy dom stoi w płomieniach

i to jedynie takich, które zagrażają jego konstrukcji,

wolno mi przeszkadzać.

- Chyba że to Leslie. - To Leslie.

- Kochanie? - Tatusiu?

- Co się stało? - Nie bądź zły.

- Co się stało? - Obiecaj, że nie będziesz zły.

Obiecuję.

Jestem w cięży.

Szlag, szlag, szlag, szlag, szlag...

obiecałeś!

Nie jestem zły! Bardzo cię kocham.

Przyjedź do domu. Omówimy wyjścia z sytuacji.

- Przyjadę. - Świetnie!

O ile nie będziesz mnie namawiał do aborcji.

Dobrze...

- Ale nie wykluczajmy jej jeszcze. - Już podjęłam decyzję.

- Pogadamy o niej. - Tato!

Jeśli nie chcesz usłyszeć, co myślę, nie musisz przyjeżdżać.

Jesteś dorosła i możesz sama o siebie zadbać.

Przyjadę.

Co to za chłopak?

Ma imię? Powiedz, że je znasz.

Znam. Ma na imię Brian.

I co Brian na to wszystko?

Kotku?

- Siedź na miejscu. Już jadę. - Nie. Przyjadę w ten weekend.

- Brian? - Tak.

- Mówi Leslie. - Kto?

Leslie Mallard. Pamiętasz mnie?

- Co u ciebie? - Obudziłam cię? Przepraszam.

Nie.

- Pamiętasz, gdzie mieszkam? - Przypomnisz mi?

Perry Lane 826, mieszkania 201.

Przyjdziesz teraz?

Jasne.

Do zobaczenia.

Kto to?

Ona.

Znalazła mnie.

Otwarte!

Cześć.

Co słychać? Fajnie, że Zadzwoniłeś.

- Sam chciałem to zrobić... - Jestem w cięży.

W Cięży?

Współczuję.

To straszne.

Jak mogę pomóc?

Wiesz, kto jest ojcem? Wiesz.

Powiedziałaś mu?

To prawdopodobnie bliźniaki.

Nie mam pojęcia,

co do mnie czujesz,

ale bardzo potrzebuję, żeby ktoś mnie teraz przytulił.

Wszystko będzie dobrze.

Słucham?

Co robisz?

Brian?

Każda akcja wywołuje reakcję.

Newton żył w nieskomplikowanym świecie,

w którym czas był stałą.

Ludzie...

Nienawidziłem ich.

Chciałem być jednym z nich.

Koniec młodości...

młodego Kieślowskiego.

Nie znikaj.

Nie znikaj.

Nie znikaj.

Mój ojciec jest przerażająco kumaty. Nauczył mnie wszystkiego.

Wysoko ustawił poprzeczkę. Ale dorwałem jego indeks.

Trzy z plusem z algebry liniowej.

Zmiana. Wreszcie przestał być idealny.

Przepraszam za spóźnienie.

Zaczekaj!

Mam pytać? Nie.

Cho, nie pytaj.

Co się stało?

Zaliczyłem wpadkę.

Niemożliwe.

Z tę pijaną z imprezy?

Co?

- To prawda? - Bliźniaki.

To się da naprawić.

Mamy aborcję.

Stary...

Dwójka? To koniec gry.

Może pożegnać się z magisterium i przyzwoitą robotę.

W GPL zatrudniają z licencjatami.

Do niewolniczej roboty. Z gównianą pensję.

Słabo się czuję.

Oddychaj głęboko.

Dasz radę.

Nie mogę jej powiedzieć, żeby usunęła.

Możesz. To proste.

- Znienawidzi mnie. - Nadal ci się podoba?

Nie.

Tak. Nie wiem.

- Musisz zapomnieć o uczuciach. - Nie będę jej do niczego zmuszał.

- To jej decyzja- _ Jej decyzja...

- o aborcji. - Oby.

- To rozsądne wyjście. - Ale czy ona jest rozsądna?

To kobieta.

Kobieta naukowiec.

Tak.

Ale też chrześcijanka.

Niedobrze.

Uprawiała z tobą seks.

Wiesz, ku jakiemu rozwiązaniu się skłania?

Nie słuchałem jej. Wyszedłem.

Wyszedłeś?

Tak.

Zostawiłeś ją, gdy ci powiedziała?

Powinienem z nią pogadać.

Tak?

- Zastałem Mallard? - Leslie?

Nie, jej mamę.

Nie widziała się z nią od lat.

Pytam o Leslie. Muszę z nią pomówić.

Ma zajęcia.

- Kim jesteś? - Wiesz, jakie to zajęcia?

- Na którym wydziale? - Nie.

Nawet gdybym wiedziała, nie powiedziałabym ci.

Pilna sprawa!

Przepraszam! Ja w sprawie rodzinnej do Leslie Mallard.

- Gdzie ją znajdę? - W jakiej sprawie?

Ludzie toną. Gdzie ją znajdę?

Tak?

Przepraszam.

W Jakiej sprawie?

Przepraszam, że cię nie przytuliłem, gdy o to prosiłaś.

- Możemy już porozmawiać? - O czym?

Żartuję.

Co myślisz?

- O czym? - Przestań.

Mam burzę myśli, więc przydałoby się konkretniejsze pytanie.

Uważasz, że powinnam usunąć ciążę?

To twoje ciało.

Chcę wiedzieć, co naprawdę myślisz.

Powinnaś...

zrobić to, co uważasz za rozsądne.

Będę cię wspierał bez względu na to,

co postanowisz.

Na pewno?

Na pewno.

W takim razie zdecydowałam.

Masz wolny weekend?

Nie chcę jechać tam sama.

Cieszę się, że jesteśmy zgodni.

Muszę się trochę pouczyć,

ale znajdę czas w sobotę. Albo w niedzielę.

Możemy też pojechać dzisiaj.

Dobra. Choćby zaraz.

Nie chcesz przeczekać korków? Mój tata mieszka daleko.

Dokąd jedziemy?

Powiedziałam tacie przez telefon, że zamierzam urodzić,

ale nie zareagował tak dobrze jak ty.

Chce mi to wyperswadować,

ale gdy zobaczy nas razem...

Możemy też odwiedzić twoich rodziców.

Im wcześniej wszystkich powiadomimy, tym lepiej.

Nie odbieraj.

- A jeśli to szpital? - Nie chcę wiedzieć.

Tato?

Cześć, synu.

Daj mi go.

Tata, tata, tata.

To ja.

Chcę wpaść w ten weekend. W sobotę wieczorem.

Chce wpaść jutro i musiał powiedzieć nam o tym teraz.

- Niech przyjeżdża. - Mama mówi: "Przyjeżdżaj".

Daj mi go.

Chciałem ci coś powiedzieć, ale nie mogę sobie przypomnieć co.

Przywiozę gościa.

- Mogę 7 - Co możesz?

Przywieźć gościa.

Jasne. Tego kumpla z Korei?

Nie.

- Dziewczynę. - Dziewczynę!

- Chętnie ją poznamy. - Co to za dziewczyna?

- Po prostu dziewczyna. - Nie przejmuj się ojcem.

Możecie spać razem w twoim pokoju,

albo jedno z was zajmie pokój gościnny. Jak zechcesz.

- O rany... - Bobby!

Zmieniając temat: mam dużą nowinę.

A właściwie nie zmieniając tematu.

Tak?

Chciałem zapytać...

czy mam coś przywieźć.

Od kiedy pytasz o takie rzeczy?

Mleko, ciasto?

Nie ma potrzeby. Co zrobić na kolację?

Wracam do nauki.

Zadzwonię jutro.

Jestem nieudacznikiem.

Jeśli wychodzisz, weź śmieci.

Może nigdy im nie powiem.

Najpierw pojedziemy do jej ojca.

On chce ją namówić na usunięcie.

Powiedzmy, że mu się uda.

Chcesz tego?

Tak!

Czy jestem straszny?

Twój tata mieszka nad samym oceanem.

No więc?

Co się dzieje?

Panikuję.

Nie dam rady. Nie jestem gotowa na to spotkanie.

Co powiedzieli twoi rodzice?

Boże.

Nienawidzę mnie. Zniszczyłam ci życie!

Nieprawda. Kochają cię.

Polubię cię bardziej niż mnie.

Przepraszam, ale musimy wracać.

- Co z twoim tatę? - Nie wie, że tu jestem.

Wie tylko, że mam przyjechać w weekend.

Przejechaliśmy sto mil.

Twój dom jest po drodze. Możemy zanocować tam.

Bez sensu wracać do Pasadeny.

Możesz też wysiąść i nie będzie trzeba nigdzie jeździć.

Mówię ci, że trzęsę się na sarnę myśl

o konfrontacji z moim ojcem.

To jeden z dziewczyńskich odpałów,

kiedy musisz zgodzić się na wszystko.

- Proszę. - Dobrze!

Moi rodzice pewnie śpię.

Wejdziemy po cichu.

Kocham cię.

Nie wiem, dlaczego to powiedziałam.

Nie słuchaj mnie.

Brian?

Miałeś przyjechać jutro.

Dobry wieczór.

- Przepraszamy za najście. - Nie szkodzi.

- Jestem łysa. - Tylko przenocujemy.

Chcecie herbaty? Chyba mamy też ciasto.

Za głośno tu.

- Witajcie. - Dobry wieczór.

- Jestem Leslie. - Chodźcie.

- Podaję herbatę i ciasto! - Ciasto?

Dobre?

Bardzo.

Mam do was pytanie.

Kiedy nauczycie się planować inaczej niż na ostatnia chwilę?

- Zostaw ich. - Żartuję sobie.

Przepraszamy.

Naprawdę żartuję. Cieszymy się, że jesteście.

Ciasto w nocy!

Nie wiem, czy chcę państwo rozmawiać o tym teraz,

ale mam plan.

W przyszłym semestrze zostanę mi tylko dwa seminaria.

Znajdę dobra pracę i będę utrzymywać cała nasza czwórkę,

póki Brian nie skończy studiów.

Możesz wyjść ze mnę na chwilę?

- Naszą czwórkę? - Co to znaczy?

Nie mówiłem im o cięży. Myślę, że przedstawiam im dziewczynę.

Dlaczego?

Nie wiem. Mama ma raka.

Co to oznacza?

Nie chcę im nigdy o tym mówić. Pogadajmy później.

- Co to było? - Robbie.

Brian zastanawia się, jak najlepiej wam o czymś powiedzieć.

Nie wiem, o czym mówisz.

Jestem w cięży. Bliźniaczej.

Chcę urodzić. Brian nie wie, czego chce.

Jaja sobie robisz?

Pytam, czy robisz sobie jaja.

Co ja im teraz powiem? Przecież nie prawdę.

Wyobraźmy to sobie.

Mamo, wiem, że niedługo umrzesz,

bo masz czwarte stadium raka płuc.

Moje dzieci nadałyby twoim ostatnim dniom specjalne znaczenie,

ale przykro mi, bardzo ich nie chcę.

Zapomniałem, że tu jesteś.

Już wyjaśniam.

Moje dotychczasowe wsparcie było bujdą motywowaną

lękiem przed byciem złym człowiekiem.

Ale przede wszystkim i za to należą mi się punkty,

lękiem przed utratę ciebie.

Bardzo mi się podobasz.

A ja tobie, prawda?

No właśnie.

Boję się.

Dlatego wam nie powiedziałem.

Przepraszam. Powinienem im powiedzieć.

Nic nie jest dla mnie ważniejsze od Mallard, a ona chce urodzić.

Im dłużej o tym myślę,

tym jaśniejsze się staje, że ja też tego pragnę.

Tylko ostatnie zdanie było wierutnym kłamstwem.

Posłuchaj...

To oczywiście bardzo ważny moment...

Twoja matka i ja...

Musicie to dobrze przemyśleć.

Nie mam gotowej odpowiedzi,

ale jestem twoim ojcem. Pamiętaj o tym.

Co zrobiłaby pani na moim miejscu?

W twoim wieku?

Ale jakąkolwiek podejmiesz decyzję,

będę cię wspierać w stu procentach.

Brian...

mówi to samo,

a jednak...

o niczym wam nie powiedział.

Taki już jest.

Bobby?

Załóżmy, że zdecyduję się na dzieci.

Nie zdążę ich zobaczyć.

Kochanie...

Przywozi dziewczynę.

Zaczyna nowe życie,

a ja nie będę w nim uczestniczyć.

Uczestniczysz teraz.

- Będzie ci tu dobrze? - Chyba tak.

Dobranoc.

Nie idź.

Nie uważasz, że to niedorzeczne spać w osobnych pokojach?

Jestem już w cięży.

Co?

Dlaczego chcesz je urodzić?

Czuję, że już istnieję.

Z chrześcijańskiego punktu widzenia?

Z mojego.

- Będzie w domu? - Nie wychodzi z niego.

- Jest pisarzem. - Serio?

Pracuje na dachu.

Teraz pewnie też.

Pisze książki?

Wojskowe historie.

Walter Mallard.

Nie znasz go?

Nie.

Sprzedał miliony egzemplarzy.

Pierwsze słyszę.

Tato!

Cześć.

Wejdź.

- Pracujesz na dole? - Tak.

Ostatnio gorzej mi idzie.

Przecież nie wierzysz w odpływ weny.

Owszem.

Podejdź.

Martwiłem się o ciebie.

Coś ty za jeden? Brian?

- To on? - Tak.

- Brian? - Tak jest.

No cóż...

Głodni?

Lubisz pizzę, Jeff?

Brian studiuje fizykę.

- I co z nią zrobi? - Nie wiem.

Zostanę fizykiem.

Przejdźmy do rzeczy. Wciąż jesteś w ciąży.

- Ocknęłaś się? - Możemy porozmawiać jak ludzie?

Jesteś jak twoja matka. Aż strach.

Nienawidzę, gdy mnie do niej porównujesz.

Też działała impulsywnie. Do wszystkiego słomiany zapał.

Nie jestem taka!

Nie chciałaś iść na studia.

Planowałaś sprzątać plaże Alaski.

I ta zajawka religijna...

- Jesteś buddystkę? - Wiesz, że chrześcijankę.

Ty też wierzysz w tę bajkę?

- Ja w nic nie wierzę. - Więc o co ci chodzi?

Co zamierzasz?

- Wspierać ją w jej decyzjach. - Co to za odpowiedź?!

Brian gra w mojej drużynie.

Chcesz być ojcem? Dwójki dzieci?

Czujesz powołanie?

Tak.

Twoje zaangażowanie religijne to tylko faza w życiu.

Minie jak wszystkie inne fazy.

Może i tak.

- Ale to nie religia mnę kieruje. - Więc w czym problem?

Odeprzesz wszystko, co powiem.

Zobaczysz, że nie.

Serce mówi mi, że to słuszna droga.

Która cię uszczęśliwi?

To też.

Moje doświadczenie mówi,

że dzieci nie są gwarancją szczęścia.

Co to znaczy?

Gdybyś urodziła się trochę później,

wszystko byłoby o wiele łatwiejsze.

- Żałujesz, że się pojawiłam. - Tego nie mówię.

Gdybyście mieli mnie trochę później, nie mielibyście mnie wcale.

- Mielibyśmy cię później! - Byłabym kim innym!

Duch byłby ten sam.

Nie wygrasz tego sporu udowadniając mi, że cię nie kocham.

Mówię to, co mówię z miłości.

Nienawidzę cię.

Rodzicielstwo to nie zabawa.

Nie można sprawdzić, czy ci pasuje.

Dzieci staję się twoim życiem!

Co się z tobą stało?

Wygłosiłeś wspaniałą mowę do swoich rodziców, a teraz...

Mówiłam ci, jak trudno mi z nim rozmawiać.

Zwłaszcza gdy ma trochę racji.

Ma trochę racji.

Właśnie to powiedziałam. Miałeś mnie wspierać!

Przepraszam.

Czułem się nie na miejscu.

Idę spać.

- Co ze mnę? - Poczytaj książkę.

Rozdział pierwszy.

Ostre światło dnia wlało się...

Pieprzę to.

Gratulacje, spryciarzu.

Zaczyna się wahać. Jeśli dobrze pójdzie,

jutro tran do kliniki.

Nie uważasz, że prawdziwy mężczyzna powiedziałby, co myśli?

Zamiast zostawiać brudna robotę jej ojcu?

Nie uwierzę.

Kochasz go?

Tak.

Nie spodoba ci się, co powiem.

Brian kłamie.

- Udaje zaangażowanie. - Dlaczego?

Jest za słaby, żeby powiedzieć ci prawdę.

Chce być porządny.

Nie ma pojęcia, w co się pakuje.

Podobnie jak ty.

Jutro pojedziemy do lekarza.

- Tatusiu? - Tak, skarbie?

Co się stanie, jeśli nie pójdę do niego jutro?

To będzie znaczyć,

że mi nie ufasz.

I nie chcesz mnie w swoim życiu.

Nie wiem, jak opłacisz studia bez mojej pomocy.

Przykro mi, ale musisz mi zaufać.

Jutro jedziemy do lekarza.

Gotowa?

Les?

Nie pojadę z tobą.

Chcesz tego, prawda?

Już mi ich brakuje.

Czyli nie chcesz?

Mallard?

Oczywiście, że nie chcę.

Więc dlaczego to robisz?

- Ze względu na niego? - Nie.

Po prostu sama nie podołam.

Minąłeś wjazd.

- Dokąd jedziesz? - Do pięknej Pasadeny.

Co z naszymi rzeczami?

Obejdziemy się bez nich.

- Możemy tak zrobić? - Jak widać.

Bardzo cię teraz kocham!

Serio. Nikt nigdy nie pokocha cię bardziej niż ja.

Jestem matkę twoich dzieci!

Powinniśmy się pobrać.

Prawda?

Prawda.

Skonstruowaliśmy liczbę

w postaci x plus jeden,

która nie jest podzielna przez żadną liczbę pierwszą,

ale x plus jeden jest większe niż Pe En.

A założyliśmy, że Pe En jest największą liczbę pierwszą.

Sprzeczność! A zatem nie istnieje największa liczba pierwsza!

Dajcie mi chwilę.

Już.

Jest upał.

Przepraszam.

Znamy się.

Ciasno tu.

Ale masz lodówkę!

Mallard...

Nie rozmawiałem z nim jeszcze. I to nie moja lodówka.

Co jest?

Ojciec zakręcił kurek z forsę.

Leslie musi podnajęć swoje mieszkanie.

I gdzieś zamieszkać.

- Wiem, przerąbane... - Nie.

Tylko dajcie synowi moje imię.

Han Yule Cho.

- Mówisz serio? - To moja cena.

Dzięki!

Będę niewidzialna. Jak duch.

Duch, który gotuje makaron i inne rzeczy.

Przyjedziesz po mnie o ósmej?

Wezmę tylko parę rzeczy.

Tak.

Nie chcę szukać wymówek,

ale to moje najlepsze wytłumaczenie.

Ciało zbuntowało się przeciw głowie.

Przeciw życiu, jakie mnie czekało.

Tu wiadomość. Zostaw Briana.

Nie mówię o tym, że zapomniałem odebrać Mallard.

Ani o tym, że chciałem sprać tę biedną dziewczynę.

Mówię o tym, co nastąpiło później.

Wychodzisz?

Mogę zostać jeszcze chwilę.

Co chcesz potrenować?

Wszystko jedno.

- Randori? - Co?

- Randori? - Tak.

Odsłoniłeś się.

Wiem.

To było miłe.

Jak masz na imię?

- Co z tobą? - Byliśmy umówieni o ósmej.

Przepraszam.

Pamiętasz, że mówiliśmy o ślubie?

Tak.

W jakim stopniu powiedziałaś to dlatego,

że mnie kochasz, a w jakim z powodu cięży?

Jak wyglądają proporcje?

Nie wiem. 80 do 20.

Poznałem dziś kogoś.

Nie żeby mi się podobała.

Ale spotkaliśmy się.

Czy nie byłoby lepiej, gdybyśmy najpierw się poznali?

Potem pobrali, a potem mieli dzieci?

- Zapędziliśmy się w kozi róg. - Dałam ci wybór na samym początku.

Wiem.

A gdybym powiedział, że chcę, żebyś usunęła ciążę?

Nie uczestniczyłbyś w ich życiu.

A gdybym chciał uczestniczyć w twoim?

- Mam wybór: wszystko albo nic. - Wybrałabym dzieci. O to pytasz?

Nie!

Więc o co?

Przepraszam.

Przespałem się z nią.

Zrobiłem to.

Mallard.

Zaczekaj.

Gdzie się podziejesz?

Mam bogatego ojca. Nie zostawi mnie na ulicy.

Gdzie byłaś przez weekend? Miałyśmy sprzątać.

Skąd te wszystkie pudła?

Dobrze się czujesz?

Wszystko się posypało między nami.

Podobno pogodziła się z ojcem.

Znów była nadziana.

Boże! Przestraszyłeś mnie.

Nie mów ojcu.

Co tu robisz?

Nie wiem.

Nie chciała mnie znać.

Trudno ją winić.

W końcu...

poddałem się.

Mijały tygodnie.

Miesiące.

Czasem...

miałem wrażenie, że nic się nie wydarzyło.

Aż wydarzyło się to.

Wszystko w porządku?

Tato!

Tato!!!

- A jeśli to koniec? - To nie koniec.

A jeśli jednak?

"Jeżeli się to stanie teraz, nie stanie się później,

jeżeli się później nie stanie, stanie się teraz...

wszystko polega na tym, żeby być w pogotowiu...

Co to? Brednie z Tory?

Nie.

- Wszystko będzie dobrze. - Nieprawda!

Mama może już nie żyć, a ty zgrywasz mnicha.

Myślisz,

czy Mallard i ja jesteśmy sobie pisani?

Moim zdaniem...

gnębi cię myśl,

że będąc z nią czujesz się

pozbawiony wyboru.

Ale masz wybór.

Śmierć mamy była nieuchronna od dawna,

ale teraz po raz pierwszy spojrzałem prawdzie w oczy.

Czas, który mogłem z nią spędzić

i który zmarnowałem...

Czas, który poświęciłem na lęk i dzielenie włosa na czworo...

Najmniejszy podmuch może zabrać wszystko.

"Jeżeli się to stanie teraz, nie stanie się później..."

Brian!

Chodź!

Na co czekasz?

Ty?

- Zastałem Mallard? - Jest w pracy.

Czyli gdzie?

W bibliotece Montgomery.

Rzuciła studia w zeszłym semestrze!

Nie pogodziła się z ojcem. Nie spłaciła kredytu w terminie.

Mieszka w moim pokoju.

Powinna była mi powiedzieć.

Nie chciała, żebyś pomagał z poczucia winy.

Według mnie jesteś skończonym dupkiem, ale masz prawo wiedzieć.

Choćby po to, żeby zrozumieć, jakim jesteś dupkiem.

To chłopiec i dziewczynka.

"Kochanie, nie wiem, jak cię przepraszać.

Na swoją obronę mam tyle,

że wolałem,

żebyś mnie nienawidziła niż zaprzepaszczała swoją przyszłość.

Rozumiem teraz...

Uciekaj.

Jak najdalej.

Nie chciałeś dzieci. To był jej wybór.

Nie musisz być tym gościem.

Idź stąd.

Przymknij się na chwilę.

Daj mi pomyśleć.

Przepraszam.

Nie ma sprawy. Popraw się.

Ile kosztowałyby dwa seminaria plus opłaty wakacyjne?

- Które seminaria? - Wszystko jedno.

Chcę wiedzieć w przybliżeniu.

Jakiś tysiąc za godzinę. Sześć godzin plus opłaty. Osiem tysięcy?

Chciałbym wpłacić pewną sumę na konto studentki.

Nazwisko Mallard.

Chce pan opłacić czesne innej osoby?

Trzeba wypełnić ten formularz.

Ona musi go podpisać i przyjść tu z panem.

Nie rozumiem. Czemu to ma służyć?

Ludzie nie lubię, żeby za nich płacić?

- Trudno jej będzie tu dotrzeć? - Nie.

Po prostu nie chciałaby, żebym za nią płacił.

Cześć.

Twoja koleżanka powiedziała mi o twojej sytuacji.

Mam oszczędności.

I formularz.

Wypełnij go i pójdź ze mnę do dziekanatu.

Pozwolę mi zapłacić twoje czesne.

To nie fair.

- Zjawiasz się bez uprzedzenia... - Wiem.

- Czy możemy nie mieszać tych spraw? - Nie.

Nie odzywałeś się przez sześć miesięcy, a teraz

na dwa tygodnie przed terminem chcesz się wkupić w moje życie?

- Chcę ci pomóc. - Nie chcę twojej pomocy!

Miałam dużo czasu na przemyślenia.

Wszystko, co mówiłeś, było kłamstwem.

Powiedziałeś, że chcesz mieć dzieci.

I że ci się podobam. Kłamałeś w żywe oczy!

Kłamałem, że chcę mieć dzieci, bo mi się podobałaś.

Nieprawda.

Zakochałem się w tobie pierwszej nocy.

Zrozumiałem to dopiero tuż przed zemdleniem nad tę fontannę.

Zrozumiałem, że bardzo cię kocham.

Teraz wiem, że chcę być twoim mężczyznę.

- Co robisz? - Słucham cię, ale...

Jestem mokra.

Nie dam rady! Już wychodzę!

Nie, jest jeszcze czas.

Ciśnienie ci skoczyło. Oddychaj głęboko.

- Dlaczego stajemy? - Czerwone światło.

- Siadaj. - Karetka nie musi się zatrzymywać!

Dlaczego nie włączyliście syreny?

Czyżbym o niej zapomniał?

Nie! Jazda na sygnale wiąże się z ryzykiem.

W tym przypadku nie warto go ponosić.

Mogę coś zrobić?

- Zadzwonić po pastora? - Po co?

Żeby wsparł cię przedstawiciel kościoła.

- Odeszłam od religii. - Co?

Możemy zadzwonić do twojej mamy? Przyjedzie?

Oczywiście.

- A twój tata? Zadzwonić do niego? - Nie!

Nie dzwoni do mnie od pół roku.

Może dobrze by było, żeby wiedział.

Nie.

Tu Walter Mallard. Zostaw wiadomość.

Dzień dobry.

Tu Brian Kieślowski.

Wiem, że nasza znajomość dziwnie się potoczyła,

ale pańska córka bardzo pana teraz potrzebuje.

Zaczyna rodzić.

Jestem w szpitalu. Leslie zaraz urodzi.

Potrzebuje pana.

Za bardzo się pogrążyłem.

Nie widzę wyjścia.

Proszę wsiąść do samochodu i jechać.

Walter?

Jeszcze raz.

Ostatni!

Szukam kogoś. Właśnie rodzi. Leslie Mallard.

Przez dwa "I"?

- Pan z rodziny? - Jestem jej ojcem.

Gratulacje!

Bliźniaki. To nie zdarza się co dzień.

Tylko co dwa dni.

Zapomniałem, jak małe się rodzą.

Cześć.

Cześć, tato.

Przepraszam cię.

Mam wyjść?

Powiedz coś.

Nie wiem, co powiedzieć.

Dobrze, że jesteś.

Co z imionami?

Mnie podoba się Han Yule.

Dziewczynka musi być Barbarę.

To imię starszej pani.

Ja je lubię.

Co?

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.