Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Tamaryzm był błogosławieństwem dla wszystkich zaangażowanych.
Darem w postaci natychmiastowej sławy.
Tony Genil potrafił wykorzystać to lepiej niż inni.
I wiedział najlepiej, jak ulotna potrafi być sława.
Dla niektórych Tony Genil wciąż jest reliktem tamtych lat,
kolejnym oportunistą chcącym wykorzystać sukces Tamary,
choćby uciekając się do obelg i kłamstw.
Ale jest też kimś więcej.
Podobno kiedyś spotkał Michaela Jacksona
i przygotował dla niego makaron z sosem pomidorowym.
Jeśli spotkacie go nocą,
która będzie dość nawiedzana,
powie wam prawdę.
Całą prawdę.
MAGAZYN TELEWIZYJNY NETFLIX
WE WSPÓŁPRACY Z FIRMĄ FILMOWO-EVENTOWĄ SUMA CONTENT
DLA: SIECI LOKALNYCH TELEWIZJI W POŁUDNIOWYM MADRYCIE
TELEWIZJI LOCALSUR TV
POD PATRONATEM: PRZEKĄSEK SOLDEVILLA, DROBIU PIÑEIRO
SKLEPU Z MATERACAMI WDOWY PO PABLO MORILLASIE
CZAS MARÍI
PREZENTUJE
WRAZ Z:
ORAZ…
Daj spokój, Paco. Szatan? Pewnie miał atak katalepsji.
- Przesadzasz. - To oszczerstwo.
- Był sztywny jak deska… - Jasne. I co?
Czego oczekujesz, Paco? Myślisz, że poszedł na drinka?
- Nie o tym rozmawialiśmy. - Miałem atak jako dziecko.
Prawie utonąłem z bratankiem Maríi José Cantudo.
Próbujesz sabotować mój wywiad?
Opowiedz mu swoją zabawną historię z Michaelem Jacksonem.
- Nie. - Jak przygotowałeś mu makaron.
Nie będziemy o tym rozmawiać. Rubén, włącz muzykę.
- Kiedy zaśpiewam? - Mów.
Nie rozumiem, Tony.
Opowiadasz tę historię każdemu, kogo napotkasz. A teraz nie chcesz?
- Co się stało? - Ja powiem.
Według niego Jackson 5 przyjechali do Madrytu,
a on niańczył Michaela. Zrobił mu makaron z sosem pomidorowym.
- I tuńczykiem. - Co? Co za historia.
Ty jesteś niby lepszy? Zawsze nawijasz o tym samym.
Jak cię porwano w Altei…
To prawda. Przykre, że przyjaciele mi nie wierzą…
Szkoda, że ciągle o tym gadamy. Są ważniejsze sprawy.
- Nie żartuj. - Okradają nas na potęgę.
O kim mówisz? O politykach?
Właśnie.
Jeśli zaczniemy ten temat, to trochę tu spędzimy.
Nie wątpię. Ci oszuści od dawna kradną.
Kradli już za czasów Aznara.
- Nie! Inni też to robili. - Żeby było jasne, lubiłam Aznara.
A co z Manuelą Carmeną?
- A Pablo Iglesias? - To nie złodzieje.
- Jeszcze jacy. - Nieprawda.
Żeby było jasne, nie jestem fanem Podemos. Jestem socjaldemokratą.
Proszę cię! Dość tego, komunisto.
- Nie. - Żyjesz jak król.
To obrzydliwie bogata kapitalistyczna prawica.
Daj spokój. A co z radykalną lewicą?
Lalkarzami opowiadającymi dzieciom o ETA?
- Co ty na to? - Biedactwa.
Obrzydliwe sukinsyny.
Chwileczkę. Twój ojciec był lalkarzem.
- Nie zaczynaj. - Widziałem, jak występowałeś z rodzicami.
Nie zaczynaj.
Ani się waż, bo przerwę program i wylecisz na kopach.
- Sam wyjdę. - Dość.
- Był lalkarzem czy nie? - Tak, ale nie popierał ETA.
- Nigdy. - Dość o ETA.
Nie mogę się doczekać, aż Podemos wyrzuci wszystkich was złodziei.
Hiszpania to coś więcej niż region geograficzny!
- Paco Porras jest… - Dość!
Telewizor!
- Mam dość. - Rubén!
To koniec.
I przysięgam, że nigdy już nie odezwę się do Tony’ego Genila.
Z czterowymiarowej perspektywy…
Moi rodzice to świętość.
Puść piosenkę! Graj!
Moi rodzice mają więcej przyzwoitości niż jego.
To niedopuszczalne. Nie może drwić ze mnie w moim programie.
Niedopuszczalne. Zabieram też grzebień.
Hiszpania to coś więcej niż region geograficzny!
Hiszpania!
- Mój komputer. - Hiszpania!
- To też biorę. - Hiszpania!
Jeśli go tu zostawię, więcej go nie zobaczę.
Nigdy. Mówię ci.
- Hiszpania! - Hiszpania to coś więcej niż idea!
Z czterowymiarowej perspektywy
Hiszpania ma własną architekturę.
- My jesteśmy architektami! - Niech żyje Hiszpania!
Hiszpania!
Hiszpania! Zatańcz ze mną.
JESTEM GWIAZDĄ
ODCINEK 5
TONY GENIL I CIENIE BOHEMY
Tu poczta głosowa…
Paco Porrasa. Jeśli to ty, Tony, spadaj.
Nagraj wiadomość po sygnale.
Cześć.
Boże!
Dalej. Zjedz mnie.
Tylko nie sutek. Mam rankę. Byłem bardzo niegrzeczny.
Paco?
Tony?
Oby to był ostatni raz, kiedy ode mnie nie odbierasz.
Nie odbieram, bo nie mam ci nic do powiedzenia. Wyjdź.
- Już. - Ledwo przyszedłem i mnie wyrzucasz?
Wydzwaniam do ciebie, wszędzie cię szukam…
Idź już.
- Nie ty! - Pieprzyć to.
Co ty robisz?
Czemu nie odbierasz?
Bo gdy razem wychodzimy, zalewam się w trupa. Jestem już za stary.
- To nie moja wina. - Czyżby? A czyja?
Madrytu. Na każdym rogu są bary.
Tak jak muzea. I teatry. A może w Madrycie nie ma teatrów?
Teatry są dla starych krów. Cholera, co tak ciasno!
- Tony. - Co?
Już jesteśmy starymi krowami.
Mów za siebie. Ja jestem w kwiecie wieku.
Kiedy ostatni raz przeglądałeś się w lustrze?
Po co?
Widzę swoje odbicie w oczach mężczyzn, którzy mnie pragną.
- Skąd to wziąłeś? - Znikąd.
Sam wymyśliłem. Poza wyglądem mam też intelekt.
Nic nie poradzę, że jestem artystą!
Wyglądem? Proszę cię. Wyglądasz jak pulpet.
Pewnie dlatego wszyscy mnie kochają.
Czerwone czy białe?
Czerwone.
Niczym noc, czerwone niczym noc
- Paco… - Co?
Chciałem przeprosić.
Wiem, że nawaliłem. Nie powinienem był wspominać o twojej rodzinie.
To był cios poniżej pasa. Zabolało mnie to.
Wiem.
Dlatego od kilku dni cię szukałem. Chciałem przeprosić.
No to masz pecha, bo ci nie wybaczę.
Dwa kieliszki czerwonego niczym noc.
Dzięki.
- Dziesięć euro. - Na jego rachunek.
Daj spokój.
Płać i siedź cicho, sknero.
Patrz, kto tam jest.
Nadszedł czas, by zapytać o powód.
- Gdzie? - W telewizji.
Czemu wyeliminowaliście Yurenę?
Myślę, że to dlatego, że nie przestawała gadać o matce.
Pieprzona suka.
Możesz podgłośnić?
- Jasne. - Podgłośnij, proszę.
Wyeliminowaliście Yurenę z Supervivientes.
Dziękuję. Chciałam skorzystać z okazji,
by podziękować wszystkim, którzy wspierali mnie w domach.
Pora wracać do domu,
wsiąść do helikoptera
i wrócić do Madrytu, by dalej tworzyć muzykę.
Przesyłam też ucałowania mamie.
Chcę, żeby wiedziała, że bardzo za nią tęskniłam w programie.
I to by było tyle. Czas Yureny w Supervivientes dobiegł końca.
Rano wyląduje na lotnisku Adolfo Suárez Madryt-Barajas.
Będzie tam nasza ekipa, by poprosić o komentarz.
Chodź tu.
Walić ją!
Pieprzyć ją!
A może zróbmy to po twojemu i obrzućmy ją jajkami?
Gdzie ich szukać? Na mrożonkach czy świeżych?
- Mrożone jaja? - Skąd mam wiedzieć?
- Mrożone jaja, Paco? - Nie mam pojęcia.
Gdy chodzę na zakupy, zawsze kupuję paczkowane produkty.
Bo gdy dotykam świeżych, widzę przyszłość.
To męczące. Nie zrozumiesz, bo nie masz mocy. Nie masz pojęcia.
Czy nie dzieje się tak, gdy dotykasz warzyw? Selera, porów…
Kury są roślinożerne, więc coś musi dostawać się do jaj.
Gdy ich dotykam, przyszłość widzę w czerni i bieli
i bardzo słabo ją słyszę.
- Ty wszystko zeżresz. - Zamknij się.
O co chodzi z tą flagą?
Nie mogę nosić flagi? Może zabierz mi też dowód.
Z flagą na lotnisku będziemy wyglądać, jakbyśmy coś demonstrowali.
- Co demonstrowali? - Coś.
Będzie tam pełno ludzi, wszędzie kamery.
- Co pomyślą? - Że chcemy coś zademonstrować.
- Jesteś hipokrytą. - Co?
Uwielbiasz śpiewać Kocham cię, Hiszpanio.
A koniec końców wychodzi „Gardzę tobą, Hiszpanio”.
- To czysta hipokryzja. - Nie wiesz, na kogo głosuję!
Sprzedajecie tu jaja?
Mają tylko żelki.
- Żelkowe jaja. Chcesz? - Nie.
Bez jaj flagi też nie chcę.
Tego też nie biorę.
Szkoda, że nie masz jaj.
Przykro mi.
Wiesz, kogo przypominasz?
- Kogo? - Kevina samego w domu.
- Co? - Zrób tak i krzyknij.
- Widzisz? - Spierdalaj.
Jesteś filmowym ignorantem.
Co, do diabła?
Tony! Cześć!
- Koniec z perukami! - Co tu robicie?
- Wygląda jak jądro. - Nie wrócił do rodzinnego miasta?
- Tony? - Leonardo, to ty?
- A niby kto inny? - Co tu robisz?
Przyjechałem na kilka dni załatwić parę spraw.
Weźcie mój melonik. Spadł mi.
- Jasne. - Już schodzę.
- Ile minęło? - Jakieś sześć, siedem lat.
Czas nie był dla niego łaskawy. Zmienił się.
- Cześć. - Cześć. No proszę…
Wciąż nijaki niczym szklanka ciepłej wody. Niektóre rzeczy się nie zmieniają.
Dawaj przytulasa.
- Dobra. - Chodź tu.
Tony.
- Paco, kopę lat. Co słychać? - Leonardo.
- Proszę. - Dzięki.
- Co robicie? - Byliśmy na kolacji z przyjaciółmi.
Na imprezie z kiełbasami.
Co w tym śmiesznego?
Chodź z nami!
Nie mogę. Muszę być jutro w Stowarzyszeniu Autorów.
- Co takiego? Daj spokój! - Nie mogę.
Muszę iść do drukarni.
- Leonardo! - To ważne.
Wyleciała z wyspy jako pierwsza.
Kto taki?
To absurd, Paco.
Jeśli to zrobimy, przejdziemy do historii.
Na mnie nie liczcie.
Poszedłeś na terapię czy wyleczyłeś traumę wiejskim powietrzem?
- Jaką traumę? - Daj spokój.
Znamy się całe życie. Kogo chcesz oszukać?
Nikogo. Ale przepracowałem pewne rzeczy
i wyjechałem z Madrytu, żeby od nich uciec.
Nie mów, że nie chowasz urazy.
Oczywiście. Dużo się wydarzyło. Ale darzę ją też sympatią.
Ona ciebie nie. Ani trochę.
Napisałeś jej największy hit. Piosenkę, na której zarobiła krocie.
To prawda.
Poprosiła, żebyś napisał kolejną?
- Nie. - No właśnie.
- Nie, Tony. - Wiesz czemu?
Bo tak bardzo cię nienawidzi, że wolałaby umrzeć w nędzy,
niż oglądać twoją gębę, pojemniku na spermę.
Szczerze mówiąc, nieźle sobie poradziła.
Bo to obrzydliwy pasożyt.
Wysysa życie z innych, żeby utrzymać się na powierzchni.
Jest sępem.
Idzie po trupach do celu.
I to my jesteśmy tymi trupami. Nie widzisz tego?
Daj mi spokój.
Drukarka się zepsuła i nic nie mogę zrobić.
Czemu masz taką obsesję na punkcie Tamary?
Chcesz mi powiedzieć, że zignorujesz
znaki od losu i magii?
Myślisz, że dzisiejszy dzień był zbiegiem okoliczności?
Nic z tego!
To za duży znak, że dziś na siebie wpadliśmy,
i to po tylu latach…
To kosmiczny znak!
Na śnieg.
Nasrałaby ci na twarz…
Czemu dotykasz tych kartek? Naprawdę musisz to robić?
Co teraz? Zapłacisz za to.
Nie myśl, że za coś będziemy płacić.
Pomóżcie mi chociaż posprzątać.
Chodźcie. Wychodzimy stąd.
Jeszcze chwila. Zostało mi parę piosenek do wydrukowania.
Myślisz, że obserwują nas przez te kamery?
- Może. - Cześć!
Jak szła ta piosenka…
Nadzy piłkarze
Wprawiają Bego w dobry humor
Jesteśmy za starzy na Nagich piłkarzy.
- Kto to pamięta? - Jak to szło?
Wprawiają Bego w dobry humor
- Guesemen! - Ale mnie wystraszyłeś!
Co ty tu robisz?
I dalej wykrzykuje ten swój szajs!
Ale się roztyłeś, stary.
Mówi to facet z rybim pyskiem!
- Skąd się tu wziąłeś? - Z ulicy.
Tony do ciebie zadzwonił?
Do nikogo nie dzwoniłem.
- Wyszedłem się przejść. - Nie cieszysz się, że mnie widzisz?
Leonardo, nie poznałem cię!
- Miguel! - Kopę lat!
- Zdecydowanie! - Nie poznałem cię.
Jak mógłbyś? Jestem łysy.
- Wreszcie. - Najwyższy czas.
To trochę żenujące, ale taka jest prawda.
Dalej piszesz piosenki?
Drukuję kilka, nad którymi pracowałem w Badajoz.
Wiesz co? Dobrze wyglądasz.
Przypominasz mi… Jak ona się nazywa? Wokalistka, która…
podarła zdjęcie papieża.
- Sinéad O’Connor! - Właśnie!
- Totalnie! - Myślałem o tym całą noc.
- Nie przypominam jej. - Tę, która śpiewa reggae!
- Widzę to. - Sinéad O’Connor śpiewała reggae?
I przeszła na islam.
- Islam? - Tak.
- Nie, Paco. To Janet Jackson. - Nie.
- Uważnie śledzę wokalistki. - Janet przeszła na islam?
Chyba tak.
Czemu na mnie patrzycie? Znam tę laskę czy co?
To ty jadłeś makaron z jej bratem.
Co za bzdura! Nigdy w to nie wierzyłem!
- Nikt nie wierzył. - Ja wierzyłem.
A jednak to prawda. Przeszła na islam.
- Janet Jackson? - Tak. Zaczęła nosić chustę.
- Chustę? - Tak.
Na cipce, żeby się nie przeziębić.
Daj spokój!
Nie żartuj sobie z Janet.
Jesteście obrzydliwi, ale zabawni.
Nie wierzę, że jesteśmy tu razem.
- To prawda. - Widzisz, Leonardo?
To jasne jak słońce.
To nie zbieg okoliczności.
Szczerze mówiąc, to niezwykły zbieg okoliczności, że spotkaliśmy się tu
w wieczór, gdy ją wyeliminowano.
Tamara z matką przyjechały tu spłukane.
Nie miały nic, Paco. Ani grosza.
Matka zobaczyła, jak śpiewa w barze w Santurtzi…
- Nie umiała śpiewać. - Ani jednej nuty.
I postanowiła zabrać ją do Madrytu.
- Mieszkały razem w pensjonacie. - Powinna była zostać w domu.
- Próbowała przeżyć. - Słuchajcie.
Jadały w małym barze pod domem Mari Trini.
Dzieliły się lunchem dnia.
Jedna zjadała zupę, druga klopsiki.
- Jednego dnia jedna… - Następnego się zamieniały.
- Jak to głodujący artyści. - Danie kosztowało 500 peset.
Dla dobra Margarity powinienem był trzymać ją z dala od telewizyjnych dramatów.
- Cóż… - Jak to? To ja wszystko zacząłem.
Chciałbyś, Paco.
Z kim mówiliśmy, że się spotyka?
Ze mną!
Ja odkryłem Tamarę.
Słucham? Wtedy nawet nie było cię w pobliżu.
Kto zaczął tę telenowelę? Chryste!
Ja zabrałem ją do telewizji. Była moją dziewczyną.
Wkurza mnie,
że ludzie wciąż pytają mnie o nią na ulicy.
- Bo chcą więcej. - Wciąż pytają o naszą paczkę.
Pamiętają, że byliśmy w każdym programie.
To prawda. Ciągle mnie pytają, kiedy wrócimy.
- Jesteśmy to winni Hiszpanii. - Hiszpanii i telewizji.
Z każdym dniem robi się nudniej.
Jeśli nam się uda, Paco,
trafimy na pierwsze strony gazet.
Bo nas zamkną, Tony.
I co z tego? Na dwa dni?
Nie mamy nic lepszego do roboty.
Chodźcie tu.
- Zróbmy fotkę. - Chodźcie. Nie.
- Nie, łysieję. - To nie zdjęcie.
- A co? - Do kogo dzwonisz?
Loly, spójrz z kim tu jestem.
Czemu dzwonisz tak późno? Nic ci nie jest?
Widziałaś wiadomości?
- Kto tam jest? - Francisco de Asís.
- Świetnie wyglądasz. - A ty nie. Czego chcecie?
Padniesz, jak to usłyszysz, Loly.
Już padłam na widok waszych durnych gęb. Czego chcecie?
Dowiedzieliśmy się, że Tamara wyleciała z Supervivientes.
Jako pierwsza.
Zaraz ląduje na Barajas.
I zamierzamy wskrzesić telenowelę.
Mówiłam wam, że z tym skończyłam.
Ale gwiazdy nam sprzyjają.
Gwiazdy zawsze były dla mnie wrzodem na tyłku.
Gwiazdy, Tamara i wasza głupia banda nieudaczników.
Ale…
Jej strata.
Idzie. Wyrzuć to z siebie.
Jezu, Tony. Jesteś obrzydliwy.
Czy Loly nie wyszła za jakiegoś milionera?
Nie. Odziedziczyła fortunę.
Ale jej się trafiło.
Czemu nie chciałeś się pokazać? Ciągle uciekałeś z kadru.
Nie chciałeś, żeby cię zobaczyła?
Sprawy między nami nie skończyły się zbyt dobrze.
Przez to, co zaszło w Cibeles?
- Ale to była ustawka. - Jasne.
-To było wieki temu. - Patrz, gdzie jesteśmy, Paco.
To prawdziwe serce Madrytu.
Dusza Hiszpanii!
Pięknie.
To zwykła ulica, Callejón del Gato.
- Zamknij się. - Wszystkie ulice są zwyczajne.
W tej jest coś wyjątkowego, bo…
Nie, zostańcie. Wiecie, że to miejsce było w Światłach cyganerii?
Najważniejszej sztuce w hiszpańskim teatrze.
Nie wiedzieliście? Te lustra zainspirowały Valle-Inclána
do stworzenia jego teorii esperpento.
- Prawda, Paco? - To prawda.
Przeczytajcie ją.
Poznajcie Hiszpanię, zamiast robić zakupy w El Corte Inglés czy iść do Warner Bros.
Przeczytajcie Światła cyganerii, do cholery. Nagrywaj.
- Panie i panowie! - Tony.
Gdyby europejska tragedia nie przyjęła się w Hiszpanii, jak mawiał Valle-Inclán,
to dlatego, że w Hiszpanii, w przeciwieństwie do Francji i Niemiec…
- I Austrii. - I Austrii!
…nikogo nie obchodziła ciężka praca i wysiłek!
Wszyscy chcą tylko kraść i być oszustami.
- To prawda. - Nie idźcie.
- Sąsiedzi wyjdą. - Hej!
Patrzcie pod nogi! Hiszpania się rozpada!
- Tony, proszę. - Nie mów tak, Tony.
Nic na to nie poradzę. Sztukę mam we krwi!
- Ludzie śpią. - Cholerni turyści!
- Ludzie śpią. - Zabijmy czas w Clearance.
Świetny pomysł. Powspominamy sobie.
Sprawimy, że znów będzie modny, Miguelito?
Nie idę tam. Jesteśmy brudni i mamy na sobie obciachowe girlandy.
Zawsze umiałeś zepsuć zabawę, Leonardo.
Muszę złapać autobus, nie mogę…
Paco, jak kończy się teoria esperpento?
„Hiszpania to groteskowe zniekształcenie cywilizacji europejskiej”.
Nigdy nie pokłóciłem się z Rosą Benito.
Chcieliśmy ożywić show, bo zrobiło się nudno.
Plaża obumarła, więc udawaliśmy kłótnie przed kamerami.
- Mówiłeś mi o niej różne rzeczy… - Nic ci nie mówiłem.
Przepraszam.
Każą nam czekać w kolejce.
- Kto pilnuje drzwi? - Nie wiem.
- Luisito? - Jakaś laska.
Nie wpychamy się. Przepraszam.
- Przepraszam. Guesemen. - Nie wpychamy się.
- Znam właściciela. Przepraszam. - Cześć.
Już mówiłam. Nie ma was na liście, czekacie w kolejce.
Co to za lista? Niech Luisito wyjdzie.
Nie ma tu żadnego Luisito.
- Nie ma Luisito! - Jak to? Zadzwoń do Luisito.
- Wiesz, kim jestem? Tony Genil. - Nie będę powtarzać.
Śpiewałem jeden z największych przebojów 1975 roku, Kocham cię, Hiszpanio.
Na mistrzostwa świata ’82 nagrałem nową wersję.
- Pamiętasz maskotkę Naranjito? - Serio.
Niewiarygodne.
Zaraz zdziwisz się jeszcze bardziej. Bo w wieku 50 lat znów odniosłem sukces!
Pieniądze spadały nam z nieba i byliśmy we wszystkich programach.
- Prawda? - Zgadza się.
A to Paco Porras.
Wiesz w ogóle, co znaczyliśmy dla tego kraju?
- Wszystko. - Guesemen!
Dość! Po scenie, którą urządziliście, nie wejdziecie.
Chcesz zobaczyć scenę? Arlekin, zrób sztuczkę.
Ja ci pokażę scenę!
Rób sztuczkę. No już.
Uwaga, oto kartka papieru. Zjem ją.
Ale dziwacy.
- Co nie? - Nieźle.
Nie ma końca. Wyciąga go z brzucha.
Cholera. Brawo!
- Brawo! - Fernando, chodź tu.
Fernando, chodź podetrzeć sobie tym dupę.
Idzie twardziel Fernando! Uważaj!
Spokojnie!
Chryste.
Co za szaleństwo! Brawa dla wielkiego Tony’ego Genila!
Dziękuję!
Dzięki!
Jak tam, stary?
- Już się upiłeś? - Zakręciło mi się w głowie.
Nie ma jajek. Chińczyk kazał nam rzucać w Tamarę gównem,
które nam sprzeda, jeśli poczekamy pół godziny.
Pół kilo.
W domu masz na pewno gówna pod dostatkiem.
Gówno będzie idealne.
Nasze własne gówno.
Mogliśmy pomyśleć o tym wcześniej. Postawiłem dwa klocki u Valle-Inclána.
To gdzie się wysramy?
Do jakiegoś pojemnika?
Mam jakieś w domu.
Co to za korytarz? Przypomina labirynt.
Był tu kiedyś hostel. Zburzyłem ścianę i otworzyłem przestrzeń.
Pewnie porwałeś alfonsa i każesz mu obierać ziemniaki.
- Chciałby. - Zamknijcie się. Posłuchajcie.
Zanim przejdziemy dalej, musicie coś obiecać.
To tajemnica.
- Jaka tajemnica? - Mam ją od dawna.
Przysięgnijcie, że jej dochowacie.
Jeśli chcesz zachować tajemnicę, nie zdradzaj jej tej pani.
- Czemu? I tak nikt mi nie wierzy. - Jest tutaj. Zaraz go poznacie.
Żal mi go, siedzi tu zamknięty cały dzień, bez światła dziennego…
Ale tego chce. Kim jest Tony Genil, żeby odmawiać…
królowi popu?
Spokojnie. To moi przyjaciele.
Tak, ale…
Ten tam to Paco Porras.
A ten obok niego to Miguel.
Jak ty! Jak ty, Miguel. Ale nazywamy go Arlekinem.
- Harlequin? - Harlequin. Podoba ci się?
Harlequin jest jak…
Oni są jak klauni,
tylko zawsze się smucą.
Jak ty.
To smutne.
Odstaw ten makaron i wstań. No już.
Cześć.
Jestem Michael Jackson.
Miło was poznać.
Trochę mówię po hiszpańsku.
Makaron z pomidoromi.
Pomidorami.
Michael Jackson?
Michael Jackson.
Jeśli to Michael Jackson, to ja jestem Purple rain.
- Jackson? Daj spokój. - Mówię wam, to on.
- Ma pomalowaną twarz. - Cholera. To Michael Jackson!
- Naprawdę nie widzisz, że to nie on? - To Michael Jackson!
O ile codziennie gotuję mu garnek makaronu,
jest zadowolony. Mam rację?
Nie bądź sukinsynem, Tony.
- Podoba mu się. - Muszę przyznać, że ma talent.
Wykorzystuje mnie do gotowania makaronu.
Tak, skarbie.
Nazwał mnie skarbem.
Robi tak, gdy jest szczęśliwy.
Tak. Wygląda na zachwyconego. Spójrz na tę szczęśliwą minę.
Co dziś robiliście, Tony?
- Co dziś robiliśmy? - Ty…
Głupoty.
Nie pytaj czemu, ale chyba rozumie od samego przebywania ze mną.
Ja rozumiem jego, a on mnie, prawda?
Jasne, skarbie.
- Widzisz? Znów nazwał mnie skarbem. - Tony, muszę cię przeprosić.
Przez tyle lat mówiłem, że kłamiesz na temat historii z makaronem.
Widzisz?
Jak to się stało? Zadzwonił do ciebie? Jak się skontaktowaliście?
To bardzo proste…
tak jak on sam.
Któregoś dnia zapukał do drzwi. Otworzyłem, a on powiedział, ot tak,
że upozorował swoją śmierć.
Że ma dość życia, które prowadził, i chce odwiedzić miejsca,
w których był szczęśliwy.
Najwyraźniej jedną z najszczęśliwszych chwil
było dla niego popołudnie w moim domu z makaronem.
Schrupałbym te twoje czarne jaja.
Masz na twarzy zaschniętą białą maź.
Może zabierzemy go na lotnisko?
Nie.
Odkąd postawił stopę w tym domu, nie wychodził na zewnątrz,
i to się dziś nie zmieni.
Byłoby wspaniale, gdybyśmy przyszli na lotnisko z Michaelem Jacksonem.
Nie! Michael Jackson nie idzie na Barajas!
Nie mów, że nie byłoby niesamowicie.
Nie ma mowy. Nie wyściubi nawet nosa.
Michael Jackson nie jedzie na Barajas, do cholery!
Chcesz pojechać z nami na lotnisko i obrzucić Tamarę gównem?
Zamkniesz w końcu japę?
Kłamiesz więcej niż srasz, a masz biegunkę.
Zamknij ryj!
- Nie taki mamy plan? - Zamknij się.
Jak się mówi „gówno” po angielsku?
Shit.
Tym właśnie obrzucimy Tamarę. Mnóstwem gówna.
Bo jest zdzirą, żmiją i potworem.
Dostaniemy wyłączność!
- Tamarę? - Tak.
- Yurenę? - Właśnie.
Podłą Tamarę. Wredną jędzę.
Co ty pieprzysz?
Tony, co wy pieprzycie?
Spierdalajcie.
Jest wściekły.
Pieprzeni…
Szlag by to.
Patrz, co narobiłeś.
Michael! Michaelu Jacksonie!
Michael!
Michaelu Jacksonie!
Co jest, Michael?
Nie lubisz moich przyjaciół?
Nie w tym rzecz.
Hej,
te pojemniki nadadzą się na gówno?
A gdzie Leonardo? Dawno go nie widziałem.
Miguel. Wystarczy tego.
Tony przyjął pod dach Katalończyka, który na nim żeruje.
Bawi cię, że wykorzystuje zniedołężniałego starca,
ale ja nie będę tego tolerować.
- To Michael Jackson. - Gówno prawda.
Nie słyszałeś jego akcentu? To Katalończyk. Wygląda jak Serrat.
Jesteś pewien, Tony?
Naprawdę?
Posłuchaj.
Wszyscy robią złe rzeczy.
Spójrz na mnie.
Wszyscy wiedzą…
że nie jestem niewinny.
Wszyscy wiedzą, że ukradłem piosenkę Thriller Luixy’emu Toledo.
Nigdy go nie przeprosiłem.
Przepraszam, Luixy.
Bardzo mi przykro.
Wiesz czemu?
Do przeprosin potrzeba…
odwagi i pokory.
Ja jestem tylko arogancki
i przerażony.
Boję się, Tony.
Myślisz, że dlaczego tu jestem?
Martwy w środku.
Jem makaron w twoim domu.
Nie rozumiem.
Skąd ci się to wzięło?
Tamara…
potrzebuje…
przeprosin.
A nie gówna prosto w twarz.
Wiesz?
PENSJONAT PARADAI’S
PRZYLOTY
Nie powinno się tu roić od kamer?
Tony.
Tony!
Na pewno przylatuje dzisiaj?
Która godzina?
Dziesiąta.
Niemożliwe. Na dworze jest ciemno.
Tak pokazują wszystkie zegary.
Tu też jest 10.00 rano.
Słońce powinno było wzejść co najmniej dwie godziny temu,
ale niebo wciąż jest czarne jak smoła.
Co się dzieje?
Nie wiem.
Samolot powinien był już wylądować.
Nie.
Nikt już tu nie dotrze.
To koniec.
Mieliśmy swoją szansę
i ją zmarnowaliśmy.
Jaką szansę? O czym ty mówisz?
Szansę pokazać temu krajowi,
że nie jesteśmy bandą bezwstydnych oszustów.
Że możemy być przyzwoitymi ludźmi.
Ludźmi zdolnymi do działania ze szczodrością
i szlachetnością.
Ale zamiast szczodrości,
wybraliśmy urazę.
Jeśli…
Jeśli wpadliśmy dziś na siebie przez przypadek,
to nie dlatego, że sprzyjały nam gwiazdy,
albo dlatego, że los chciał, żebyśmy przyszli tu obrzucić Tamarę gównem
i się zemścili.
Jeśli wpadliśmy dziś na siebie przypadkiem…
to dlatego, że mieliśmy przeprosić.
Ale skoro nigdy tego nie zrobimy,
nawet gdyby przywiązali nas za jaja do auta i ciągnęli po ulicy…
jesteśmy tu uwięzieni.
Tak.
Na zawsze uwięzieni w tej niekończącej się nocy.
Z gitarą i kapeluszem
Przemierzam świat, śpiewając o Hiszpanii
A z mojego gardła wydobywają się nuty
Przepełnione tęsknotą za zabawami i słońcem
Widzę podróżnych zmierzających do Hiszpanii
Turystów spragnionych dobrej zabawy
W krainie słońca i wina O której mogę tylko pomarzyć
Hiszpanii!
Cześć, jestem Luixy Toledo.
Panie i panowie, walczyłem o to od 1985 roku.
W międzynarodowym procesie stwierdzono, że piosenka brzmi podobnie,
ale Michael Jackson mnie nie zna.
Oto listy od jego prawników. Nie zmyślam.
Luixy Toledo. Powinniście być dumni,
bo prawdziwy autor piosenki z najlepiej sprzedającego się albumu w historii…
jest Hiszpanem, jak wy.
Napisy: Agnieszka Komorowska
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.