Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Kilka miesięcy temu komenda wojewódzka przysłała tu transport...
Przerwa.
Decyzją komendy miejskiej policji boisko idzie do ten tego.
Ten tego?
No ten tego, no.
Jak zapewne wiecie, w więzieniu odbywa się remont.
Może ja się przydam?
- A na czym się znasz? - Przypierdolić potrafię.
Pani Grażynka się nie zgodzi. Porządek musi być.
Mam dla ciebie zadanie specjalne. Jak się dobrze spiszesz
wystąpię o skrócenie twojego wyroku.
Wiecie co to?
To znaczy, że ja decyduję o waszej ochronie.
I również o tym, czy nie złamaliście zasad statusu świadka koronnego.
Więc jeden numer, jakikolwiek,
natychmiast daję znak przełożonym i kurwa, kończymy ten cyrk.
Wiecie,
gdzie znajduje się geograficzny środek Europy?
Tu, właśnie tu,
na tej ziemi.
I zachodni geografowie
mogą sobie uważać inaczej.
Ale dla nas ten środek jest tu.
W naszym mieście.
Bo środek Europy jest w naszych sercach
a nasze serca oddaliśmy bez reszty
temu miastu. Naszej...
Panie Stefanie... Wszystko w porządku?
Można?
Bo ksiądz proboszcz już się niecierpliwi.
A gdzie mu się tak spieszy?
Nie wiem, no...
Ale jeżeli pan jest niegotowy, to nie wiem, no...może ja coś...
Ja? Niegotowy?
Kochani, powitajmy brawami naszego fundatora,
naszego ojca założyciela i darczyńcę,
pana Stefana Osińskiego. Brawo!
Wiecie, gdzie znajduje się
geograficzny środek Europy?
Tutaj, właśnie tutaj.
Proszę państwa, na terenie boiska
wykryto niewybuch o dużej sile rażenia.
Do czasu zakończenia działań przez saperów
proszę pozostać na swoich miejscach.
Powtarzam: Proszę pozostać na swoich miejscach.
Halo!
Polska! Biało - czerwoni!
Polska!
Aha, aha. A trochę więcej radości?
A jeszcze trochę? No.
I troszkę zębów. Odrobinkę.
Zależy nam na pozytywnym przekazie.
Chwileczkę.
Super.
I trochę mniej napięcia w twarzy.
Super! No coś mi tutaj...
Jeszcze mniej napięcia.
Mniej napięcia. Ja ci kurwa dam mniej napięcia!
No i zeszło zupełnie...
Banerów czterdzieści i cztery.
Ale tyle przestrzeni reklamowej w mieście nie ma.
To się każe wieszać na stodołach.
Ma być czterdzieści i cztery jak w Biblii napisano.
Koszulek pięć tysięcy.
- Na pewno? - Tak.
Ale za same koszulki ze 30 tysięcy będzie.
Pieniądze to tylko narzędzie, kiedy cel jest święty.
A, kubki...
Kubki, długopisy, balony. Wszystkiego 5 tysięcy.
- A chorągiewki? - Jakie chorągiewki?
No takie małe, do machania, dla dzieci.
A, dla dzieci. Dla dzieci wszystko.
A hasło?
Hasło...
Hasło nie wiem... Nie myślałem.
A nie, no, na spokojnie trzeba się zastanowić.
Młodzież i Pan Bóg.
Tak. Takie będzie hasło.
Ile ściągnęliście z tych bud z kebabem?
Dyszkę.
Co, w chuja sobie lecą? Czemu tak mało?
Sprawdzałem, no. Słaby obrót mieli.
Ludziom się znudziło to jedzenie dla kóz.
No i dobrze. Znaczy źle, dla nas źle.
Ale dla ojczyzny dobrze.
Ale zaraz! Czemu ta swołocz, Rysiek długów karcianych nie spłacił?
Płoszaj się za nim wstawił i wybłagał jeszcze tydzień.
- I ja się zgodziłem? - No tak, szefie.
Szkoda. Chętnie bym mu mordę na tatara przerobił.
Coś mi się widzi, że te sińce po tym ostatnim wpierdolu
już mu się dostatecznie wygoiły.
Możemy jechać poprawić.
Nie.
Daliśmy mu tydzień, ma tydzień. Jesteśmy ludźmi honoru.
Tak jest szefie. Wiadomo.
Dobra. Dosyć tych pierdów.
Masz tu jeszcze dychę...
Masz. Wpłać zaliczkę za te plakaty.
Zrobimy zmasowany atak.
Oplakatujemy całe miasto...
Rozgłosimy o Orlikach... Kurwa, muszą mnie wybrać, nie?
No...
- Co? Co tam buczysz? - Nie, nic.
Mów że, bo cię, kurwa, wyrzucę z samochodu i z roboty też.
Szefie, bo ja myślę, że powinniśmy przeprowadzić taki...
marketing bezpośredni.
Co mam, kurwa, do ludzi chodzić?
Nie, wystarczy do jednego.
Dobre.
Tak, chrześniak. Dobrze.
Co u was? A dzieciaki?
Kocham cię. Oddzwonię do ciebie.
Błagam. Powiedz mi, że nie dałeś służbowego numeru żonie.
Nie dałem.
Znaczy... jakby dałem, ale nie osobiście.
Zostawiłem jej w kopercie do odopieczętowania
w razie nagłej potrzeby.
Potrzeby czego?
Jak się coś ważnego stanie na przykład.
Czyli to, że pilnujemy faceta, który wie o miejscu pobytu
największego handlarza narkotyków w Europie wschodniej,
to nie jest ważna sprawa według ciebie, tak, Wituś?
Jest?
- Dawaj telefon. - Nie no, bez jaj.
Na wypadek, gdybyś chciał zameldować żonie gdzie jesteś.
Teraz nawet ty nie znasz swojego numeru, tylko ja go znam.
O z serkiem. Dzięki!
Myślałaś czasem o tym, że oprócz tej roboty,
jest jeszcze jakieś życie?
Myślałam.
I co?
Przestałam.
Mocne to?
Jakoś nigdy mnie nie ciągnęło.
Ale tego to bym może i spróbowała.
Zastanowię się.
Poczęstowałbym, ale niestety nie moje.
Wiem. To jest teraz własność policji.
A raczej prokuratury jako dowód w sprawie.
- W jakiej sprawie? - Ty mi powiedz.
Jaka tu jest sprawa, co?
Ja nic nie powiem bez adwokata.
Chłopak, ty się seriali za dużo naoglądałeś. Amerykańskich.
A my jesteśmy w Polsce.
I to północno - wschodniej.
To może mała rozgrzewka. Imię i nazwisko.
Bo Adam Kopciński i Tomasz Osiński
to chyba raczej pseudonimy artystyczne.
Fałszowanie paszportów to jest, chłopie, gruba sprawa.
- Ile lat? - Jakieś piętnaście, osiemnaście.
No chyba, że to nie ty, tylko twój kolega jest taki zręczny.
Czyja to robota? Jego?
Możesz tylko skinąć głową, później sobie porozmawiamy o szczegółach.
Adwokat.
A słuchaj, ile ty masz lat? Masz już osiemnastkę?
Prawie.
Bo wiesz, że można wystąpić, żeby sądzili cię jak dorosłego?
W wyjątkowych przypadkach...
a sfałszowane dokumenty i narkotyki, to jest kurwa, o Jezus...
Wiesz?
No dobra. Miałeś swoją szansę.
Teraz porozmawiam z twoim kolegą.
Może on będzie na twój temat bardziej wylewny.
Ale wtedy jesteś w czarnej dupie.
Szczęść Boże.
Bóg zapłać, panie Stefanie!
Właśnie apropo pana Boga.
Bóg widzi wszystko...
A widzi, że ja w kampanii mam hasło Młodzież i Pan Bóg?
Samo hasło, to mało.
Małecki ma hasło: "Nie lękajcie się".
Kurwa! Przepraszam.
Przepraszam.
Nie. Teraz ludziom... nie wystarczą słowa. Są czyny.
A o jakich konkretnie czynach my tu mówimy?
Dach przecieka w naszym Domu Bożym.
To po tym wypadku za szybko naprawiali.
Teraz trzeba zrobić porządnie. Na zawsze.
Milion?
Słucham?
Półtora miliona przeznaczę na ten szczytny cel.
W ramach czynów nie słów.
Jestem pewny, że siedem tysięcy naszych parafian
to doceni.
Inaczej być nie może.
Nie może, nie może. Szczęść Boże!
Dzwoń do Płoszaja, ma tu być za 10 minut,
bo jak nie to go uszkodzę trwale.
Dzwoniłem. Nie odbiera.
Jak on nie odbiera, to wy obierzecie jego.
Dobra, weź mi wytłumacz, bo się pogubiłam.
To jest twój kumpel, nie?
Razem z tym kumplem zastraszacie rodzinę tego kumpla tym...
co to kurwa jest, filmikiem.
I w tym samym czasie wyrabiacie lewe papiery,
Coś pominęłam?
Czyli co?
Chcieliście wyciągnąć pieniądze od jego rodziny, czy co?
Od jego ojca?
Wiesz, że twój przyjaciel pięknie mi tu zeznał,
że narkotyki i lewe papiery są twoje?
Nie zaprzeczasz, czyli potwierdzasz, tak?
- Nie. - Co nie?
Nie potwierdzam.
Słuchaj... Jak będziesz tu niegrzeczny, to jak cię...
Pan wybaczy.
Oni chcą zabrać tego drugiego małolata.
Przejmujemy go.
A jakieś "dzień dobry", czy coś?
Mogłaby pani trochę odsunąć, bo jestem dalekowidzem.
- To nasz człowiek. - Nic nie wspominał.
Zabieramy go.
Sio.
A magiczne słowo?
- Co? - Magiczne słowo.
Proszę.
Nie można było tak od razu?
Pomóż pani. Skoro tak pięknie prosi.
Ale drugi gościu zostaje.
Na wszelki wypadek zabieramy obu.
Na wszelki wypadek to ja mam kilkanaście kilo marichuany
zarekwirowanej u niego. Ktoś musi za to beknąć.
Bierzecie młodego, a drugi zostaje, żeby mi się w papierach zgadzało.
Jest wina, to musi być winny.
Tak to, zdaje się, działa sprawiedliwość.
- Wyprowadzić? - Jeszcze nie.
Całą dokumentację byśmy poprosili.
Aby obliczyć szanse musisz wiedzieć ile masz outów,
czyli ile kart może poprawić twój układ.
Mając na przykład cztery karty do koloru
droujesz do koloru po flopie w Teksas holdem.
W tali zostało dziewięć kart tego samego koloru,
które mogą ci dać zwycięski układ.
W talii są 52 karty, pięć z nich widziałeś.
Z pozostałych 47-miu - 9 to out, a 38 nie.
38 przez 9 równa się? 4, 22 setne.
I to jest obecnie twoja szansa na kolor wtórnie.
- Nadążasz? - Ja nadążam.
- To co, panowie? Rewanżyk? - No, a jak? Oczywiście.
Dobrze, że jesteś. Chodź, też się czegoś nauczysz.
- To ty chodź ze mną. - Nie mogę. Dopiero się rozkręcamy.
Przepraszam bardzo. Czy ja mogę prosić?
A o co?
- Na stronę. - Oj, nie wiem. Mogę?
- Ale to szybko. - Zaraz wracam.
- Ledwo przyszła, a już poleciał. - A u ciebie to inaczej?
Dobra, u mnie jest inaczej.
- Co? - Kajtek jest na komisariacie.
- Po co on tam poszedł? - Aresztowali go.
- Za co? - Ty powinieneś wiedzieć najlepiej,
za co się aresztuje ludzi w naszej rodzinie.
- I co ja mam zrobić? - Musimy zadzwonić do agentów.
Ale po co od razu robić zamieszanie?
To ja pójdę do domu po mamę i telefon
a ty pojedziesz na komisariat. Z moim kolegą.
- Z jakim kolegą? - Z moim kolegą.
A, cześć.
Dzień dobry.
- Co to jest? - Ty mi powiedz.
Zmieniacie nam tożsamość?
Nie. Twój synuś podrobił paszporty.
I to on wam wysłał filmik z pogróżkami.
- Z pogróżkami? - Zależy ci na nim?
I będziesz współpracować?
I skończysz z tą szopką i amnezją?
Ja nie kłamię.
Gówno mnie obchodzą twoje zeznania.
No to czego chcesz?
Adresu.
- Czyjego? - Twojego szefa.
Inaczej chłopak zostaje na policji
a potem trafia na parę lat do sanatorium.
On ma 16 lat. Ty zdaje się też pierwszy raz w tym wieku siedziałeś,
to wiesz, co w pace robią takim pięknym chłopcom.
Czy w tej kwestii też masz amnezję?
Dobrze. Zdobędę dla was ten adres.
Tylko bez wygłupów.
A teraz idź po niego. Niech widzi, że się starasz.
- Co się dzieje? - Już nic.
- Dlaczego go aresztowali? - To już nie ważne.
Słuchaj.
Wiesz, że nikt już nie jest po twojej stronie, tylko ja?
Więc mów ze mną jak z człowiekiem, bo zostaniesz z tym sam.
Wyciągnąłem go. Wszystko ci powiem. Chodź.
Co się pan tutaj tak wziął i rozsiada.
Panie, tu się kurwa, pracuje.
Że co?
Dzień dobry. Mam jedno pytanie.
Co potrzeba?
Szukam rozbitego samochodu przywiezionego przez policję.
Proszę pani.
Tu zazwyczaj policja przywozi te auta.
Czy przywieźli jakieś w tym tygodniu?
Ehe.
Pokaż mi.
Posterunkowy, rozkuć tego... Escobara, kurwa jego mać.
Możemy iść.
Chyba, że ci się spodobało za kratkami.
Przepraszam.
Za co?
Za co przepraszasz? Za to, że powoli idziesz w ślady ojca?
Czy za to, że w jednej chwili mogłeś zmarnować sobie życie?
Nas chciałem chronić.
Wyrobił wszystkim fałszywe paszporty.
- Chciał ratować rodzinę. - Nie wszystkim.
Tobie paszportu nie wyrobiłem.
A dlaczego?
Bo to ciebie ścigają, nie nas, a my nie jesteśmy temu winni.
Myślałem, że jak zobaczysz te pogróżki, to...
może będziesz chciał nas jakoś ochronić, że pozwolisz nam odejść.
A ty... co?
No... ty uciekłeś.
Zostawiłeś nas.
Przepraszam mamo.
Chodźmy do domu.
Do widzenia.
O, ten.
Proszę się stąd nie ruszać.
O rajt!
Co? Ani dzień dobry ani spierdalaj?
Dzień dobry.
I od razu lepiej.
Słuchaj, Stefan, pieniądze będą. Ja o wszystko zadbam.
Ale kto tu, kto tu mówi o pieniądzach.
Wiesz, Mirku,
jak się ma przyjaciół, to trzeba im poświęcać czas.
Ponieważ ja traktuję naszą przyjaźń poważnie...
chciałem cię zobaczyć i zapytać jak się czujesz.
No, dobrze się czuję. Dziękuję. Dobrze.
No i tyle chciałem usłyszeć.
A ty?
Co?
Nie chcesz wiedzieć, jak ja się czuję?
Jak się czujesz?
Nieźle.
To dobrze.
Ale czułbym się o wiele lepiej, jakbyś odbierał ode mnie telefon.
Bo jak nie odbierasz, to martwię się o swojego przyjaciela
i jest mi źle.
Więc odbieraj telefon,
żebym nie musiał się martwić.
A teraz... spierdalaj.
To ja już...
Mam prezent dla ciebie.
Nie, no ale chłopaki, nie wygłupiajmy się, ja...
To było kompletnie niepotrzebne.
Dzień dobry. Dostaliśmy zgłoszenie o włamaniu.
- To pan zgłaszał? - Ja, bo ten pan tu...
Co ten pan tu? Co pan tu robi?
Wyjmij ręce z kieszeni.
Odłóż to.
Odłóż.
Lornetka.
Policja.
Dziwne.
- Dziwne. - Co robimy?
Na pewno usuwamy się w cień.
Powtórz plan.
Przenikam na teren wroga, lokalizuję obiekt, fotografuję go,
przeprowadzam rekonesans wewnętrzny.
A jak kogoś spotkasz?
Oddaje dwa strzały. W klatkę i w głowę dla pewności.
- Co? - Żart.
Łyżka do Rosołu. Zgłoś się.
Tu Rosół. Zgłaszam się.
Tu Łyżka. Obiekt zlokalizowany.
- Jak teren? - Czysto.
- Upewnij się i sprawdź auto. - Tak jest. Bez odbioru.
Bingo.
Rosół do łyżki. Zgłoś się.
Rosół do łyżki. Zgłoś się.
Rosół do łyżki. Zgł..
Łyżka. zgłoś się.
Dlaczego wyłączyłaś radio?
Dla bezpieczeństwa.
Chodź, spadamy stąd. Chodź, chodź.
- O co chodzi? - My do komendanta.
Na służbie.
Nie chciałbym pani trapić, ale wiem, że pan komendant skończył służbę.
A mi mówił, że jest w pracy. Że jakąś akcję mają, czy coś.
Jak wróci, to niech mu pani powie, że jego przyjaciel, pan Stefan
chce się z nim spotkać i porozmawiać o finansach.
Najlepiej jutro z rana po uroczystym otwarciu Orlika.
Panią również zapraszamy.
Obecność obowiązkowa.
Pan Stefan nie lubi napraszać się po kilka razy.
Dobranoc.
Dziękuję.
Dzwoniłem do szpitala, jak pan kazał.
No i?
Pani Grażynka ma kilka pękniętych żeber
połamaną nogę i obrzęk mózgu.
Czyli poważnie.
A kiedy się możemy spodziewać powrotu naszej Grażynki?
Lekarz powiedział, że wyjdzie z tego za kilka tygodni.
- Doskonale. - Słucham?
Że nie później.
Co to? Trufle?
A co to taka ciekawość? Wypierdalaj.
Dziękuję.
Co jest?
- Jezu, aleś mnie przestraszył. - Co cię znowu uwiera?
No ten niewybuch.
Jaśniej.
To jest jednak duża sprawa. Jak mam wezwać saperów
i wóz opancerzony z wojewódzkiej, muszę mieć poważny powód.
Masz papiery, masz wszystko.
Ale ten niewybuch by się przydał.
Ty się zajmij organizacją ekipy a nie saperką.
Poważnie mówię. Ludzie tam będą.
Jak się ktoś dowie, że to fałszywka?
Mnie na taczce z miasta wywiozą. Dlatego tak sobie pomyślałem...
- Naprawdę? No co ty? - Plan mam taki.
Tak? No to zaskocz mnie.
Dyrektor ośrodka garnizonowego jest mi winien przysługę.
Jechał kiedyś nadziabany, wiesz, dwa promile, ale go puściłem i...
- No i? - Pojedziemy do niego do jednostki
i wypożyczymy z wystawy historycznej pocisk...
i zakopiemy go pod murawą.
Tylko jakaś torba by się przydała albo coś takiego...
Żeby tak z tym po mieście na widoku nie latać.
Ale co? Torba na pocisk?
No. Albo jakiś koc chociaż...
Ja pierdolę...
Dobra, dawaj do mnie.
No co? Nie obchodzi cię, że umarłam?
Torby, kurwa, szukam.
Nie klnij!
No co?
Ja segreguję.
Cześć.
Ojej, przepraszam... Cieszę się, że jesteś.
Zasnęłam, jak czekałam na ciebie.
Napijesz się?
Torbę chciałem pożyczyć.
Torbę?
Dzięki.
A nie moglibyśmy zatrzymać się gdzieś
bliżej tej smażalni i tam spędzić noc?
Ale to kawał jest, już późno. Zobacz, ognisko.
Dobry wieczór. Możemy się dołączyć?
Razem raźniej.
Nie mówię w waszym języku.
Ciasteczko?
Gdzie on, kurwa jest?
No... i właśnie, nasz człowiek... jest.
Czołem żołnierze.
Panie dyrektorze, dalej pan jeździ pod wpływem?
Ja? Nigdy!
To jest sytuacja nadzwyczajnej gotowości bojowej.
Bierzmy, co mamy brać, kurwa.
Właśnie. To jak byliśmy umówieni.
Chcielibyśmy tę część muzealną zwiedzić.
Tak jest!
Panowie pozwolą, że ich oprowadzę i opowiem o naszych eksponatach.
O, ten na przykład, to jest pocisk przeciwpancerny
do czołgów niemieckich typu panzerkampfwagen VI.
Znakomity pocisk, który doskonale się sprawdzał...
To co? Który bierzemy?
Może ten?
Że ten?
Nie, taki to moje chłopaki z posterunku sami wykopali.
To musi być coś groźniejszego.
Ten będzie w sam raz.
No. To bierz go.
Dawaj.
Panowie, co jest grane?
Pociskujemy.
Nie wolno dotykać eksponatów.
Pożyczamy na chwilę, żeby dzieciom w szkole prezentację zrobić.
Miało być zwiedzanie a nie pożyczanie.
I oprowadzanie a nie najebanie.
Przesuń się pan.
Tak, go tutaj zostawimy?
Niech śpi, kurwa.
A jak się rano obudzi i zorientuje, że bomby nie ma, to będzie dym.
Trzymaj.
Baczność! Spocznij. Wymaszerować.
Raz, raz, raz, raz, raz, raz!
Ale zdyscyplinowane bydle.
Spokojnie, Ami. Jeszcze raz.
Spust naciskasz oddechem, a nie palcem.
Strzał powinien cię zaskoczyć. Oddychaj.
Dobrze.
Ma talent dziewczyna.
Dziękuję.
Tak sobie pomyślałem, że może...
Może moglibyśmy pracować razem.
Jako para barmanów?
Mógłbym wtedy spędzać więcej czasu z wami.
Znaczy... Z tobą.
Dobra, tutaj.
To co? Kopiemy dziurę?
Nie, trawa jest w rolkach.
Wytniemy kawałek, a potem wykopiemy.
- Odłóż delikatnie. - Co ty nie powiesz?
Widziałeś? Gówniarzowi jakiemuś zarekwirowałem.
Wiedziałem, że kiedyś się przyda.
Płonie ognisko w lesie.
wiatr smętną piosnkę niesie.
Przy ogniu zaś drużyna
gawędę rozpoczyna.
Czuj, czuj, czuwaj, czuj, czuj, czuwaj.
Rozlega się dookoła.
Czuj, czuj, czuwaj, czuj, czuj, czuwaj.
Radosne echo woła.
Teraz ty.
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.