Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Osz.. W mordę!
Co to za zjeb w kościół wjechał?
Kurwa... Chasz.
Gratuluję awansu.
- Dziadku... - Tak?
Czy ten, kto to zrobił...
Zapłaci za to. Dopadniemy go. Obiecuję ci.
Co się stało z towarem z płonącej ciężarówki,
która wjebała się w kościół jakiś czas temu?
Gdzie są pozostałe dwie tony?
To jest laboratorium i tu mamy próbki. Reszta jest zutylizowana.
O Boże...
Jestem przed szpitalem w Olsztynie, gdzie przed kilkoma godzinami
rozegrała się tragedia.
Uzbrojony osobnik wszedł do szpitala i zastrzelił cztery
najwyraźniej przypadkowe osoby.
W tym policjanta, który znalazł się na miejscu zbrodni
chcąc zapobiec tragedii.
Pozostałe ofiary to dwoje pracowników szpitala
i miejscowy biznesmen, który dwa dni wcześniej cudem wyszedł z wypadku,
gdy na jego rower wjechał quadem pijany polityk.
Spekuluje się, że mógł być to atak terrorystyczny
w proteście przeciw katastrofalnej sytuacji w służbie zdrowia.
Sprzed szpitala w Olsztynie Judyta Snujo, sprawy niewyjaśnione.
Siwy, orient.
Co tak ponuro? Urlopik, jeziorko...
Za taki urlop na koszt państwa wiele osób dałoby się zabić.
Dobre...
Głowa do góry. Na szczęście nikomu nic się nie stało.
Stało się. Jakby nie pomylił pokoi to byłoby po sprawie.
- Kajetan. - Mielibyśmy spokój.
Jeszcze trochę a będziemy musieli cię chronić przed własną rodziną,
bo któreś z tych słodziaków cię dojedzie.
Powinna pani dać zaprzyjaźnić się swoim wargom.
- Słucham? - No tak.
Cały czas są oddzielone, a powinna pani dać im się spotkać.
Wystarczy na chwilę zamknąć usta!
Wiecie co to?
To zaświadczenie, że jestem tutaj oficerem prowadzącym,
a wiesz co to znaczy?
Młody nie ciesz japy jak do ciebie mówię.
To znaczy, że ja decyduję tutaj o waszej ochronie.
Ja decyduję o waszym zakwaterowaniu, o tym co jecie, co czytacie,
czym się podcieracie jak również o tym,
czy nie złamaliście zasad statusu świadka koronnego,
więc jeden numer, jakikolwiek, jeden telefon o którym nie wiem,
albo niech mi któreś z was wejdzie
na stronę reklamującą proszki na wzdęcia bez mojej zgody,
albo z waszej dwójki niech mi któryś zejdzie z drogi do szkoły
żeby siknąć w krzakach bez konsultacji ze mną
natychmiast daję znak przełożonym
i kurwa kończymy ten cyrk.
I wtedy ten koleżka co tam pomylił pokoje naprawi swój błąd.
Zapewniam.
Dotarło?
No i dziękuję bardzo.
Po co my tu w ogóle wracamy? Przecież ta nora jest spalona.
No. Dopiero co dostaliśmy te groźby.
Słuchajcie. Fakt, że namierzyli nasze telefony nie znaczy,
że nas fizycznie zlokalizowali.
Mam rację?
Tak.
Poza tym teraz pilnują nas jeszcze bardziej.
Super.
Gdzie ty idziesz?
Boli mnie głowa. Położę się albo coś.
Jak nie będzie cię dłużej w pracy zrobi się podejrzane.
Kurwa... Chcesz żebym zawału dostał?
Taaak...
Coś się stało?
Nic, a czemu?
Dobra. Nie było pytania.
Która godzina?
Rano była ósma.
Miałam dziwny sen...
Jak na ciebie patrzę, to się dziwię, że się w ogóle z niego obudziłaś.
Oj, Rysiu ty się o mnie nie martw. Ja i ciebie przeżyję.
Zakład?
Nigdy się nie zakładam.
Gdzie ja trzymam czyste gacie?
Wyjdź.
Pięknie tu.
Weź nie udawaj.
Co?
Wszystko wiem.
Ja... Ja to wyjaśnię.
Ale nie musisz.
Tata, ja wiem, że uciekłeś, żeby ich od nas odciągnąć.
Wiem, że udajesz amnezję, żeby nie składać zeznań.
Nie wiem po co.
Ale wiem, że masz jakiś plan, tylko nie wiem, jaki.
Nic nie mów, proszę cię.
Bałam się...
Bałam się, że cię zastrzelili.
Ale cię nie pokonają. Nie dadzą rady. Nie ciebie byku.
Nic wam się nie stanie. Wyciągnę nas z tego, zobaczysz.
Wiem.
No. W końcu jesteś moim starym, tak?
No to pa.
Ale... Do flipera masz w tamtą stronę.
Aaa, no tak. Do flipera.
- Uważaj na siebie. - Ty też. Buta zawiąż.
Co eee?
Ja do pani Magdy.
Jakiej Magdy?
No pani Magdy psycholog.
- Widzisz tu jakąś? - Nie.
No właśnie.
Cześć.
Krzysio, co ty tu robisz? Szybciutko na górę,
przecież gabinet jest wyżej. Idź, ja zaraz przyjdę.
Cześć Rysiu!
Ja cię przepraszam, pewnie nie pierwszy raz tutaj pukają.
Ja jakąś powieszę plakietkę na drzwiach albo coś. Obiecuję.
Rysiu, a może byśmy się tak umówili
na tą obiecaną kawę, tak w ramach przeprosin.
Obiecaną?
No, tak się umawialiśmy. Jakoś nigdy nie mogłam cię złapać.
Widocznie byłem zajęty.
Jakbyś mógł...
Aaa, przepraszam.
To kiedyś byś mógł....
Może wieczorem.
To co Rysio, za mundurem panny sznurem?
Jedź.
Ja pierdolę! Kurwa, co tu się dzieje?
Co za burdel, kurwa jego mać!
A ty co? No co tak stoisz kurwa, rusz dupę.
Ja pierdolę.
Widziałeś, co się dzieje jak cię nie ma? Ja pierdolę...
Ja pierdolę, matko kochano...
To jest jednak niebezpieczna robota...
Bym się udusił normalnie.
Słuchaj...
- Palisz? - Nie, dziękuję.
Teraz to już poważnie. Nie możesz mi tak kurwa znikać.
I co, ni pół telefonu, kurwa, jak kamfora.
Był pracownik, nie ma pracownika.
Masz szczęście, że klientów nie ma zbyt wielu,
bo bym cię wyrzucił na zbity pysk.
A pro po. Tak właściwie, to co ci się stało, co?
Wypadek miałem. Samochodowy.
- Poważny? - No... Można tak powiedzieć.
To dobrze, że nic się nie stało, ja sam tej budy nie ogarnę.
Dobra. Koniec przerwy.
Pakuj dupę do firmy i zrób porządek z tym burdelem,
bo jak ludzie sraczki dostaną, to wszystko na ciebie zwalę.
Jakby co to kuchnia zamknięta do odwołania. Dostawę muszę zrobić.
Ja pierniczę...
Anka, po co tu sterczymy? Przecież nic się nie dzieje.
A ty chcesz do emerytury po jakichś zadupiach za kierowcę robić?
No nie.
Właśnie. Więc zamknij gębę i czekaj aż zacznie się coś dziać.
O, Ryszard. W czym mogę pomóc?
Komendant wyjaśni.
Dzień dobry! Kilka miesięcy temu komenda wojewódzka
przysłała tutaj transport z magazynu policyjnego.
A, tak, tak. To było jeszcze za poprzedniej dyrekcji... chyba.
- Chyba? - Pani Sylwiu?
W lutym to był jeszcze poprzedni, poprzedni dyrektor, zgadza się?
W lutym? Do 17 lutego... Wtedy wymienili.
No, i wszystko jasne. To było dwie dyrekcje temu.
Poprzedni dyrektor był tylko trzy miesiące.
Czyli nie zdążył sobie w waszej elektrociepłowni miejsca zagrzać!
Jak ja mogę pomóc w takiej sprawie?
Musimy odzyskać ten ładunek na potrzeby śledztwa.
Nie ma takiej możliwości.
Cały ładunek poszedł z dymem.
Może jeszcze trochę popiołu na hałdzie zostało. Tyle.
Gdzie ta hałda?
Pani Sylwiu, proszę panów zaprowadzić.
Zapraszam.
No i co? Tak po grudkach będziemy wybierać?
Jak będzie trzeba to jak Kopciuszek będziesz zapierdalał.
Znalazła się dobra wróżka.
To wszystko z tego transportu?
Nie wiem, to za poprzedniej dyrekcji.
A gdzie oni to wywożą?
Pod place zabaw dosypią, pod orliki, pod bieżnie.
A żużel z tej hałdy gdzie wywieźli konkretnie?
Rysiek, kurwa to jest jakiś absurd.
Przecież to jest zmielone, kurwa z żużlem, gówno bez wartości.
Ma w ogóle jakiegoś kopa?
Masz zapalniczkę?
O Maryjko, Jezusie Nazareński!
Ja myślałem, Rysio, że ci goryle Stefana tak ci wpierdolili,
że ci się coś pod deklem odkręciło.
No bo tak, mierzyłeś do mnie z broni,
w ogóle ta twoja zjebana mina ważniaka na twarzy,
ale teraz już wszystko kumam, wszystko mi się poukładało.
Ten towar czyni cię zajebistym, co?
Jak długo palisz? Przyznaj się.
Zajebistym to trzeba się urodzić. Frajerem też.
Pierdol, pierdol, Rysiu. Będzie wiosna, będzie trawka lepiej rosła.
Ty wierzysz tej lasce, że to jest pod Orlikami?
- Jeszcze nie skończyłem. - Jedziemy.
Tu się coś jarało? Halo?
Halo, Mareczku, daj no jedno. To ja.
Piwko bym dziabną. Bo mnie stara zdenerwowała.
No co ty, fachu zapomniałeś?
Dobra... daj to. Weź wyjdź.
Bez piany, człowieku, regulacja, optymalizacja,
po ściance. Pach, pach, pach, babkę w piach.
Ja tu powinienem pracować.
O, czekaj.
Kontrola małżeńska.
Nauczyłem się opróżniać szklankę w takim samym czasie,
w jakim mojej starej nie znudzi się dzwonienie do mnie.
Daj jeszcze jedno.
Trzeba trochę los odmienić.
Dajcie żetony...
Gdybyś tak naprawdę mógł odmienić.
No właśnie mam zamiar naprawdę się do tego zabrać.
Janek, gdybyś tak naprawdę dostał drugą szansę?
Ale co, od szefa z góry? Przecież zesłał mi moją starą
to nie sądzę, żeby on mnie jakoś tam naprawdę lubił.
A gdybyś nie był już sobą
i nagle obudził się w innym życiu.
A co, z nową, taką zajebistą i taką miłą starą?
I z dzieciakami co są super?
Z lepszą chatą i z dala od tych wszystkich problemów.
No.
Ale to wszystko zamiast kaski?
To ja wolę kaskę. Poproszę piwko tutaj.
O, trzy cytryny. Co za dziadówa.
- Zaraz wrócę. - Dobra.
Witamy w zakładzie karnym w Wielkim Gniewie.
Jeśli chcesz się umówić na widzenie, wybierz jeden,
sprawy administracyjne, wybierz dwa, sekretariat wybierz trzy.
Sekretariat dyrektora zakładu karnego w Wielkim Gniewie.
- Amadeusz? - Tak. Szefie, to pan.
To ja. Słuchaj, skup się, to ważne.
Czy wszystko jest w porządku?
Właściwie szefie...
Z kim rozmawiasz?
Rozmawiam?
Wiem ile osób jest w tym przybytku i pytam się z kim rozmawiasz?
Sam ze sobą.
Zdarza mi się od czasu tego wypadku.
Mareczku, jesteś tam jeszcze?
Marek, jesteś tam jeszcze, czy sam stoję na placu boju?
To na pewno tu?
No, coś się tu musiało wydarzyć.
Tak, wygląda na to, że łatwo się do środka nie dostaniemy.
Masz jakiś pomysł?
Jednym ze sposobów skutecznej infiltracji
jest przeniknięcie na teren wroga kanałami otwartymi.
Mówiąc wprost, trzeba sprawić, aby wróg sam cię do ciebie zaprosił.
Rozumiesz?
Daj mi jeszcze jedno.
Nie idzie dzisiaj nic, szczęścia nie mam, czy coś się zawiesiła ta...
To nie zależy od szczęścia.
To przejebane przecież to jest. Chociaż tak naprawdę to nie.
Ja go kurwa, nigdy go nie miałem.
To od czego to zależy?
Od prawdopodobieństwa.
Jeśli prawdopodobieństwo wygrania wynosi na przykład jedną dziesiątą,
to prawdopodobieństwo tego, że przegrasz wynosi 90,
ale już prawdopodobieństwo tego, że przegrasz
dziesięć razy z rzędu jest mniejsze, bo dziewięć dziesiątych
do potęgi dziesiątej równa się około trzydzieści cztery setne.
Zdarzenie przeciwne, że grając dziesięć razy
wygrasz przynajmniej raz, w tym przypadku wynosi jeden
odjąć trzydzieści cztery setne, to jest sześćdziesiąt sześć setnych,
co jest wartością większą niż jedna dziesiąta.
Jednak w praktyce automaty są tak ustawione,
że prawdopodobieństwo wygrania wynosi nie jedną dziesiątą,
a jedną tysięczną, nawet jeszcze mniej.
Poza tym automaty ustawione są indywidualnie,
żeby dać zarobić właścicielowi jak najwięcej.
Zaraz. To znaczy, że właściciel mnie dyma?
No cóż.
Wrzucając pieniądze do automatu właściwie robisz to sobie sam.
Nikt cię nie zmusza.
Powinieneś spróbować...
pokera.
Tu liczą się umiejętności, a nie los.
Masz ci, kurwa... los.
Dzień dobry! Co się stało?
Karmiliśmy z dziadkiem gołębie i nagle zemdlał.
Spokojnie. Dzień dobry, słyszy mnie pan? Halo.
Panowie, to może być coś z krążeniem, zabieramy go.
Chodź. Spokojnie, dziadek jest w dobrych rękach.
A powiedz mi, ktoś powinien po ciebie przyjechać, rodzice?
- Rodzice są w pracy. - No i co teraz?
Mogę z wami?
To nie jest amerykański film, mamy swoje procedury.
Dziadek będzie na SORze. Tam możesz przyjść, dobrze?
Wszystko ok? Możemy?
- A jak ty się tutaj znalazłaś? - Przyjechałam.
- Taksówką? - Tak.
- Tak szybko? - Tak.
- Dziwne. - Tak, dziwne.
No dobra, chodź do środka, tam poczekasz na dziadka.
Rysiu, ale poczekaj, przerwę zrobią czy coś.
Przerwa!
- Panie, co jest? - Skażenie chemiczne jest.
Ale jakie skażenie? Dzieciaki tutaj sprawdzają boisko przed otwarciem.
Skażenie w glebie. Materiał zawiera benzopiren
i pochodne deceptikonów...
O matko... Czekajcie.
- Ale ja niczego nie zauważyłem. - Trzeba będzie podkład wymienić.
- Jak? - Normalnie. Zaorać i nowy zrobić.
Ale przecież za tydzień będzie uroczyste otwarcie.
Burmistrz, kuzyn Roberta Lewandowskiego ma być i proboszcz.
Pojedziecie na wycieczkę do muzeum lotnictwa, bo boiska nie będzie.
Przecież to jest nowe, dopiero zbudowane.
I całe szczęście, że w porę skażenie odkryliśmy.
A teraz jazda stąd!
Bo zaraz wam drugie głowy wyrosną. Już, jazda!
No, także...
decyzją komendy miejskiej policji, boisko idzie do ten tego.
Ten tego?
No ten tego, no.
Do rozbiórki kurwa, no.
Rysiu, ale ty nie możesz sobie tak po prostu boiska zamykać.
Ja nie, ale ty tak.
Ja? Ale przecież ja jestem komendantem a nie geodetą.
Zakopiesz w nocy jakeś kości psa i się powie, że dochodzenia wymaga.
Ale Rysiu, przecież całe miasto nas dojedzie.
Wysadzą mnie ze stanowiska.
A widzisz...
dobrze kombinujesz.
Bo jak się, na ten przykład okaże, że pod orlikiem niewybuch
z czasów wojny znalazłeś i żadnemu dzieciakowi nogi nie urwało,
to mało, że cię nie wysadzą, ale jeszcze bohaterem zostaniesz.
Ty wiesz, że to całkiem dobrze brzmi.
A co potem z tym zrobimy?
Tym ja się już zajmę.
Idź do samochodu, obserwuj wyjście i notuj wszystko.
Tak jest. A ty co zrobisz?
Gdy nie wiesz, jak dotrzeć do celu, infiltruj rdzennego mieszkańca.
Ile ci to zajmie?
Ile trzeba.
Słucham pana?
Do toalety.
Tam.
Pan woli w damskiej?
Do męskiej nie wpuszczają. Policja zatrzymuje.
Proszę pana, cały szpital na głowie stoi.
A ile roboty dodatkowej.
I jeszcze legitymują za każdym razem.
A co się stało?
Zabili policjanta.
Naszą kochaną Kasię, pielęgniarkę, no i pacjenta.
Pacjenta?
Wjechał na niego pijak quadem
i los go oszczędził po to, żeby dwa dni później kaput.
A co tu policjant robił?
Jakiegoś... Kogoś tu pilnowali.
Rannego z wypadku przywieźli, czy coś.
A pan co taki zainteresowany?
No nic. Chciałem wiedzieć dlaczego w damskiej muszę.
Nam to nigdy nic nie powiedzą. Do widzenia!
A pan w której sali?
Sto pięćdziesiąt.
Panowie, jakiś mężczyzna w bordowym szlafroku...
- Pacjent? Ten z kibla? - Tak.
Daj, daj, zrobię ci.
- Co taka mina? Nie wygodnie? - Nie. Nie, tak, znaczy wygodnie.
No, to uśmiech.
A teraz wypierdalaj z mojego fotela.
Co więźniarki robią całymi dniami?
Nic. A co mają robić?
No właśnie. Trzeba im znaleźć jakieś społecznie użyteczne zajęcie.
Pani Grażynka się nie zgodzi. Porządek musi być.
Nie zgodzi się? Dawaj mi ją tu. Na jednej nodze.
Tak jest.
O, pani Grażynko! Dobrze, że panią widzę. Pan Dyrektor panią prosi.
- Apel trzeba zwołać. - Apele są rano.
Od dzisiaj są wtedy, kiedy ja chcę, żeby były.
A teraz mi się właśnie zachciało.
Strażnicy nie są gotowi. To trochę potrwa.
Piętnaście minut.
A ty mi przynieś wszystkie papiery dotyczące remontu.
Martwiłem się o pana... Tak pan dziwnie brzmiał przez telefon.
Znaczy dobrze. Nie ważne.
Uwaga, uwaga, teraz przemówi pan dyrektor.
Cisza, cisza!
Witam drogie więźniarki.
Jak zapewne wiecie w więzieniu odbywa się remont,
ale środki na niego są niestety za małe.
Wiadomo też, że jak to mówią: na kaca najlepsza jest praca,
a na resocjalizację najlepiej iść w zawodową aktywizację.
Dlatego to wy przystąpicie do pracy.
I dostaniecie szansę odkupienia swoich win wobec społeczeństwa.
Tak ograniczymy zbędne koszty,
a wasz drugi dom rozkwitnie i stanie się jeszcze piękniejszy.
Dzięki wam.
Taka decyzja wymaga zgody komisji penitencjarnej.
- Czyli kogo? - Pana, pani Grażynki i mnie.
Rozumiem, że mamy zgodę przez aklamację.
Chętne zgłoszą się do mojego zastępcy, czyli chorążego Amadeusza.
Będę potrzebował też specjalnego oddziału
do drobnych prac na zewnątrz zakładu,
ale ten zostanie sformułowany w specjalnym trybie naboru.
Pytania?
Może ja się przydam? Tylko na murarce się nie znam.
A na czym się znasz?
Przypierdolić potrafię.
To też się przyda.
Pytania? Nie widzę. Spocznij. Rozejść się.
Gdzieś ty zniknęła?
Szkoda gadać.
Martwiłem się.
Zgubiłam telefon, tam... Byłam u rodziny.
Dawaj. Nie mam dużo czasu.
O, widzę, że przypomniał się szyfr, którego się nie znało.
Zatrudnianie więźniarek to zły pomysł.
Decyzja zapadła.
Zatrudnianie więźniarek podniesie koszty.
Po pierwsze jakość wykonania byłoby wątpliwa.
Trzeba by było natychmiast robić poprawki.
Po drugie, trzeba by było robić dotrudnienie wykwalifikowanego,
przeszkolonego personelu do pilnowania ich,
a nas na to nie stać.
Tym bardziej, że pieniądze na remont jakoś dziwnie wyparowały.
Pani ma swoje obowiązki a ja mam swoje.
Posłuchaj pajacu.
Przeżyłam w tym więzieniu pięciu dyrektorów
i jesteś przy nich naprawdę... harcerzykiem.
Mam cię na oku. Widzę, że kręcisz, dlatego umówimy się tak.
To ja podejmuję tutaj decyzje. Jak zawsze.
Dlatego żadnego zatrudniania więźniarek nie będzie,
albo złożę na ciebie szczegółowy raport do zarządu...
O, widzę, że lubisz ofensywnie.
Słucham?
Ile chcesz?
- Co? - Pytam ile.
Będziesz miał kłopoty. Uważaj.
Panie dyrektorze.
Ta lista, co mi pan ją dał z rzeczami do tego remontu, to...
To co?
Nie bardzo rozumiem... 30 taśm pakowych,
43 sita, folia cynkowa...
Ale ty nie masz rozumieć, ty masz to zorganizować na już.
Tak jest.
Czekaj, stój. Przypomnij mi jak się nazywa ta, co przypierdolić potrafi.
Andżela. Ona ciągle powtarza, że pan obiecał jej półotworek.
Że co?
Dobra, nie ważne. Gdzie ona siedzi?
- Cela 41. - Prowadź.
Otwierać. 41. Więźniarki wyprowadzić.
Osadzone wyjść.
Ty zostajesz.
Mam dla ciebie zadanie specjalne. Jak się dobrze spiszesz,
wystąpię o skrócenie twojego wyroku.
I półotworek?
I półotworek. Z piętnastki zejdziesz o połowę.
Co mam zrobić?
Wybierzesz więźniarki do pracy przy remoncie. Pokierujesz zespołem.
Spoko. A to zadanie specjalne?
Tak serio, to gdzie ty byłaś?
Mój ojciec miał wypadek samochodowy.
Poważnie?
Nic mu nie jest.
Ma wstrząs mózgu i jest trochę poobijany. Tyle.
To mogłaś zadzwonić, to bym przyjechał, czy coś.
Wszystko ogarnięte.
Nie no, bo ty chyba nie traktujesz mnie serio, nie?
Dlaczego?
Bo w takich sytuacjach się dzwoni do chłopaka?
Przepraszam.
Bo ja cię traktuję serio.
Przepraszam.
O, proszę. Kajetan.
A co to za fura?
Porwali go. Płyń za nimi!
No szybko!
- Znasz to miejsce? - Nie.
- Trzeba do niego zadzwonić. - Nie mam telefonu. Daj mi swój.
- Chociaż Kajetan też nie ma, ale... - Co? W XXI wieku?
Halo, ja chciałam zgłosić włamanie.
Mały Zgon, Leśna 1.
Potrzebuję pomocy, bo ja nie wiem, co tam się dzieje w środku.
Proszę pani, halo, proszę pani.
Prawy.
A więc kim pan jest?
Nie pamiętam.
Nasza baza danych zaraz panu przypomni.
Pacjentem jestem. Przyparło mnie, musiałem do kibelka.
Czyli tak... przyjmują pana kompletnie nieprzytomnego,
a pół godziny później biega pan po szpitalu rozpytując o szczegóły
wczorajszego zabójstwa? Czy coś pominąłem?
Jako pacjent mam prawo wiedzieć co się dzieje.
A ja jako komisarz prowadzący dochodzenie też,
więc niech pan odpowiada na pytania.
Zrobiło mi się lepiej po kroplówce.
Po tej, którą pan sobie sam odłączył, tak?
Boję się igieł.
Wie pan, może trochę zbyt obcesowo zacząłem.
Jeszcze raz.
Drogi panie pacjencie, kim pan, do cholery, jest?
Co, czysty jest?
Czysty? Lepiej. Facet nie żyje.
Co ty, Zbyniu, pierdolisz?
Ty, a co on wtedy robił w Iraku?
Piszą, że był inżynierem sanitarnym.
- Na wojnie, kurwa. - No właśnie.
Wiesz co, wezwij lepiej chłopaków, co?
Kurwa.
Ja pierdolę.
Odpalaj.
- Co się stało? - Dekonspiracja.
- Mamy kłopot? - Nie, ale jedź.
Policja. Nie ruszać się!
Policja. Odsuń się. Odsuń się od stołu. Góra, góra!
Nie szarp się, bo będzie bolało. Nie szarp się.
Macie jakieś dokumenty?
Pilnuj go.
Gdziekolwiek panowie się wybieraliście,
radzę odwołać rezerwację.
Bierzemy ich.
Bierz go!
Pani porucznik!
Pani porucznik?
Żyje?
Ja pierdolę. Co to, kurwa się stało?
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.