Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
STARA ZNAJOMA
- W czym mogę pomóc? - Szukam Christine Nash. Jest już?
Tak. Proszę ze mną.
Peter.
Witaj z powrotem w Londynie.
Wspaniale wyglądasz.
- Zresztą jak zawsze. - Dziękuję.
- Jak było w Oslo? - Świetnie.
- Zamówiłam butelkę z '78. Może być? - Pewnie.
Zamawia pani teraz?
Zamówimy za chwilę.
- My się znamy? - Nie przypominam sobie.
Mała zasłona dymna. Wybaczysz mi chyba.
Dostaliśmy cynk, Billy,
że zeszłej nocy było tu ze 30 aut,
w tym dwa porsche i jedno bmw.
I siedzieli do trzeciej dziś rano.
Kto ci to powiedział? Musieli być pijani.
- Picie to straszna rzecz. - Wielkie dzięki, Billy.
Więc ostatnią noc spędziłeś w cnotliwej izolacji?
Tego nie mówię. Może z dwóch kumpli wpadło na piwko,
ale 30 aut?
Co to za kumple?
Normalni.
Nie wysilaj się.
Sprawdźmy, czy posprzątali po sobie.
Podobno masz dla mnie propozycję biznesową.
Zgadza się, Peter. I to bardzo lukratywną.
Pracuję dla Selco International.
Istnieje spora luka na rynku napojów bezalkoholowych.
Czas pijusów się skończył,
czas na zdrowe trunki.
Szukamy kogoś, kto ma już taki wizerunek.
Kogoś, kto sprzeda nasze produkty.
Ale dlaczego ja? Moja sława dawno już przeminęła.
Nadal ludzie cię szanują, Peter.
Nie tylko sportowcy, ale ogół społeczeństwa.
Nie owijasz w bawełnę i jesteś uczciwy.
Jeżeli przyjmiesz naszą ofertę, chcielibyśmy zacząć niebawem.
Nie mam nic przeciwko.
Reklamówki chcielibyśmy zacząć kręcić niemal natychmiast.
Pojutrze, prawdę mówiąc.
Rozumiem.
- A gdzie dokładnie? - Na Bermudach.
- Fajne miesce, te Bermudy. - Owszem.
I strasznie daleko od Kanady.
Selco International to chyba farmaceutyki.
Etykietowanie leków, na przykład.
Magiczny proszek, który poprawi twoje mięśnie,
czasem przeważy szalę,
albo doda ci dodatkowej werwy.
To bardzo hojna oferta, Peter.
Z pewnością. Posłuchaj...
nie podjąłem jeszcze decyzji co do Kanady, ale przekaż szefom,
że takie załatwianie sprawy, to nie ze mną.
Trudno się wyzbyć uprzedzeń, prawda?
Ja nie jestem na posyłki.
Ja nie wykonuję czyichś poleceń.
Świetnie. Zatem oszczędzisz sobie fatygi.
- Co to jest? - To?
- Żeton do gry w pchełki? - Że co?
Moi siostrzeńcy czasami tu w to grają.
Krótkowzroczne chłopaki, co?
Krótkowzroczne płotki i migacze.
Wiesz, co myślę?
Myślę, że to żeton do ruletki.
- Bez jaj! - Szokujące, prawda?
Gdyż hazard u nas jest nielegalny.
Słusznie prawisz. Hazard to straszna rzecz.
- Miałem kiedyś kuzyna... - Billy, proszę.
Nie chcę więcej słyszeć o twojej obrzydliwej rodzinie.
Może źle to rozegraliśmy. Może trzeba było obstawić to miejsce.
To zawodowcy z kontynentu.
Ciągle zmieniają miejsce.
Odnoszę wrażenie, że nie masz serca do tej sprawy.
Nigdy nie pójdziesz wyżej.
- A Barney pójdzie? - Stawiam piątaka, że tak.
Przyjmuję.
- Rozmowa jest po południu? - Tak.
Starszy koordynator? Po co mu coś takiego?
- To jedyny awans na horyzoncie. - Cynik.
DYREKTOR DZIAŁU KADR ROZMOWA W TOKU
- Dziękuję bardzo. - Damy znać, panie Harvey.
- I jak poszło, John? - Chyba oblałem.
Nadinspektor Crozier.
Dziś trochę cieplej, ale i tak czeka nas zimna noc.
Charlie.
Masz swoje mleczko.
Proszę.
Chwileczkę!
- Halo? - Zmądrzej, panie Jason.
Skoro nie chcesz roboty, zrób sobie wakacje.
Długie, przyjemne wakacje.
Dokądkolwiek zawiedzie cię fantazja.
Za wyjątkiem Kanady, rzecz jasna.
Słuchaj no!
Halo?
# Pójść ma w niepamięć stary druh
# Wspomnienie zgasnąć w nas?
# Pójść ma w niepamięć stary druh
# I dawny czas? #
Właśnie wylądował samolot linii European Airways nr JY142 z Dinard.
Dziękuję.
Mój Boże! To ty, prawda?
Nie ma sensu zaprzeczać.
Co panią tu sprowadza? Choć raczej to pytanie retoryczne.
Muszę od czasu do czasu go sprawdzić.
Zobaczyć, czy się dobrze trzyma i czy za mną tęskni.
W końcu to pierwszorzędny ogier,
nie ma co ryzykować.
Mówi pani o tym koniu wyścigowym.
Oczywiście. A coś ty sobie ubzdurał?
Lot GE721 linii Guernsey Airlines z Manchesteru właśnie wylądował.
Peter Jason!
Hej, Peter Jason.
Ten biegacz. Złoty olimpijczyk z 1976 i 1980 roku.
- Przepraszam. Ja... - Nieważne. Przepraszam.
- Do zobaczenia na premierze książki. - Panie Jason!
- Charles Hungerford. Witam na Jersey. - Dziękuję.
Moje nazwisko nic panu nie mówi, ale jestem tu dość wpływowy.
Otwieramy nowe centrum sportowe z basenem, restauracjami...
- Panie Dangerfield... - Hungerford.
Już mówiłem prasie, iż nie jestem tu na wakacjach.
Piszę książkę o lekkoatletach.
W takim razie rozgłos się przyda.
I rzecz jasna, wynagrodzimy to panu finansowo.
Właściwie to może pan coś dla mnie zrobić.
Proszę popilnować mojej torby, kiedy będę w ubikacji.
Jasne.
Poczekam tu na pana, panie Jason.
Hej! Chwileczkę!
Panie Jason!
A co z pana walizką?
Cholera jasna!
- I złapał go pan? - Pewnie, kurwa, że nie!
- Co to za kobieta? - Philippa Vale. A któżby inny?
Dzień dobry.
- Wygrałem zakład? - Jeszcze go nie ma.
Masz ochotę na kolejny zakładzik?
- Co proszę? - To był mój szpicel.
- Barman z Malibu Room. - Ściemniacz.
Kevin Farrance był tam zeszłej nocy.
- Najebany jak zwykle. - Hańba.
Też byś pił, gdyby tatuś zostawił ci spadek.
Żalił się, że stracił 10 tys. poprzedniej nocy.
- Miał o co. - Chwalił się, że się odegra...
- o ile w piątek znów go nie skręcą. - Czyja to sprawa?
Dzień dobry, Barney. A może powinieniem rzec, komisarzu?
Dopiero za miesiąc.
- Udało się! Znakomicie! - Moje gratulacje!
Miło, że ktoś we mnie wierzył.
Zaczekaj no, komisarzu.
Benny dostał cynk, że młody Farrance...
może grywać w ruletkę.
Możemy go śledzić, ale to poważna sprawa?
Prawo jest prawem, Jim. Nielegalna ruletka to nie zabawa.
Wiesz, co mam na myśli.
Potrzebujesz ekipę doświadczonych wuefistów.
Nie chodzi aż tak o doświadczenie.
Bardziej chcemy parę obrotnych dziewcząt...
i chłopaków w doskonałej formie fizycznej.
Współpracuję z wykwalifikowanymi zawodowcami.
A jakież mogą być lepsze kwalifikacje?
Mają zachęcać klientów i wyznaczać im cel.
Jesteś niereformowalny.
- Na piątą będziesz miał listę. - Dzięki.
Charlie...
Nie. Nie mam prawa wykorzystywać cię jako spowiednika.
Śmiało. Sprawiasz, że czuję się potrzebny.
Chodzi o ciebie i Jima?
Tak.
A raczej nie o mnie i Jima.
To koniec, Charlie.
On to wie, ja to wiem.
Tyle że żadne z nas nie chce tego powiedzieć.
Tak mi przykro, moja droga.
- Jesteś pewna? - Całkowicie.
Waląc w mur tyle razy, czeka cię jedynie ból głowy.
Skoro tak czujesz, moja rada jest zbyteczna.
Ale cokolwiek uczynisz, zakończ to...
szybko i czysto.
Daj szansę obojgu, by ruszyć dalej, pozbierać się.
Tak.
To chyba nie ma nic wspólnego z Philippą Vale?
Z Philippą Vale?
- A co ona ma tu do rzeczy? - Nic.
Zgadza się, Philippa Vale.
Panno Nash?
Tak, Moxton, wciąż tu jestem.
Próbuję sobie przypomnieć, kto mi cię polecił.
Nadal mogę ich znaleźć, ale czy to ma jakieś znaczenie?
Skoro jest na Jersey,
to nie ma go w Kanadzie.
Wiesz, co Peter Jason zamierza robić na Jersey?
Było to w wiadomościach.
Zamierza napisać książkę...
i wyciagnąć brudy z ostatnich 15 lat.
Próbuje nam coś powiedzieć?
- Ale co ja mogę...? - Trzeba go zniechęcić.
Próżność to straszna rzecz.
Trzeba go przekonać do porzucenia projektu,
dla jego własnego dobra.
Panno Nash, rozwiązania siłowe jakoś mi nie wychodzą.
Chyba się przesłyszałam.
To zrekrutuj kogoś.
Philippa Vale?
Sprawdź ją. Moxton pogubił się.
Miałam poczuć się lepiej po tym wyznaniu.
Tak, sam też nie czuję się z tym dobrze.
Wszędzie przełom.
Ty i ja, Crozier dostaje awans.
Co ty na to?
- Zastąpisz go? - Nie sądzę.
Pozostaniemy...
w kontakcie? Nie chciałabym, żebyśmy...
Tak, oczywiście.
Tak, ty też.
Przynajmniej Philippa Vale będzie miała teraz drogę wolną.
- Dzień dobry, Terry. - Witam, sierżancie.
Wygląda na zadbanego i w formie?
Tak. Panna Vale nie oszczędza go. Ale on to uwielbia.
- Miło, że wróciła na wyspę. - Owszem.
- Gdzie jest? Byliśmy umówieni. - Minęliście się.
- Złapię ją w domu. - Pewnie tak.
- Ładne miejsce. - Bardzo ładne.
- Choć zabawna nazwa. - Valley Farm?
O rany.
O rany.
Sierżancie drogi. Prawdziwy z ciebie detektyw.
Myślałem, że milionerzy...
- pilnują swoich domów przed tobą. - Nonsens.
Istnieje ogromny społeczny prestiż na wynajem domów złodziejom.
Myślę o otworzeniu agencji "Wynajmij złoczyńcę".
Zaprosisz mnie na kawę?
Trochę jesteś nie w porę, James.
Właśnie wyszłam spod prysznica.
Daj spokój. Zanim do ciebie dotrę,
zdążysz się wypacykować.
No dobrze.
O rany.
Proszę do Wydziału ds. Cudzoziemców.
O tak. Skromnie...
- acz gustownie. - Dziewczyna musi gdzieś mieszkać.
- Co jest na górze? - Nie wiem.
Całe jest w prześcieradłach. Na razie robię parter.
Biedactwo.
Kto ci powiedział, gdzie jestem?
Jeśli chcesz być odludkiem, pozbądź się konia.
Powiedzieli mi w stadninie.
- Po co to wszystko? - Ale co?
Cała ta ściema w stylu Grety Garbo: "Chcę być sama".
Właśnie w tym rzecz, James, że chcę być sama.
Kilka lat życia kosztem innych,
następnie trzy lata ścigana,
zwieńczeniem tego półroczna odsiadka,
wszystko to bardzo ekscytujące, ale niezbyt chwalebne.
Uznałam, że znajdę swoje miejsce
w tej małej rozpieszczonej samotni, poczytam, porozmyślam...
i wypracuję fajny sposób spędzenia swoich schyłkowych lat.
Philippo, jeszcze nie umierasz.
Jesteś przemiły, James, ale nie młodniejemy.
To prawda. No cóż, niech ci będzie.
A swoją drogą, Susan i ja...
rozstaliśmy się.
Serio?
Zdecydowaliśmy zeszłej nocy. Za obopólną zgodą.
A zatem oboje mamy dużo do przemyślenia.
Zgadza się.
Dzięki za kawę.
- Poradzisz sobie tu sama? - A czemu by nie?
Miejsce jest całkiem bezpieczne, ale będziesz sama.
James, ty stary seksistą.
Naprawdę nic mi nie będzie. Tylko ja, zaduma i Marcel Proust.
To pisarz.
Zadzwonię do ciebie za parę dni.
Cholera!
- Dzień dobry. - Doprawdy?
Dzień dobry.
Dzień dobry, Jim. Taki to dzień?
- Proszę. - Dziękuję.
Gdybym wyznał ci, że kobiety powinno się smażyć w oleju,
- nie obraziłabyś się? - Jasne, że nie.
W swoim czasie myślałam podobnie o panach.
- Gdybyś tylko wiedziała. - Nim zaczniesz,
desygnowany komisarz zaprasza cię na kawę.
Jak miło.
Peter Jason? Brał w tym udział?
Nie, doping go nie interesował.
Ale był na topie wśród lekkoatletów przez 12 lat.
Na pewno zna środowisko.
ISC, Międzynarodowa Rada Sportu zajmuje się tym w Toronto.
Pan Logan stamtąd pochodzi.
Pragniemy wyeliminować doping raz na zawsze.
Kilku czołowych biegaczy chce zeznawać.
Peter Jason też?
W tym tkwi sedno tej wizyty.
Skontaktowaliśmy się z nim w Londynie,
był skory do współpracy.
Ale na wczorajsze umówione spotkanie nie przyszedł.
- I tu właśnie wchodzisz ty. - Ja?
Jason przyleciał do nas wczoraj,
ale zapadł się pod ziemię w towarzystwie byłego więźnia.
Twojej starej znajomej.
Jason to zdecydowanie największe nazwisko gotowe zeznawać.
Ktoś musiał go zastraszyć, że zmienił zdanie.
Też tak myślę.
Ja to wiem.
Wielomilionowy biznes stoi na krawędzi.
A niektórym dyrektorom grozi kilka lat w pierdlu.
Oby nie przycisnęli go za mocno.
To ona?
Przyprowadziłeś kolegę.
To jakieś tutejsze atawistyczne zaloty?
Jestem tu służbowo.
To pan Logan z Międzynarodowej Rady Sportu.
Chciałby pomówić z panem Peterem Jasonem.
Jason?
Przykro mi, zagiąłeś mnie.
- Doprawdy, panno Vale? - Absolutnie.
Spodziewasz się oblężenia?
Ty powinieneś wiedzieć, że lubię zdrowe jedzenie.
Słodkie ziemniaki, ignamy.
Na karaibską popijawę?
Dziwne, że nie pamięta pani Jasona.
Powszechnie wiadomo, że byliście blisko swego czasu.
Naprawdę? Wiadomo nie wiadomo,
powtarzam raz jeszcze,
w tym domu nie ma nikogo oprócz mnie.
Jesteś pewna?
Więc mogę sie rozejrzeć?
Pewnie, o ile masz nakaz.
Przecież wiesz, że nie mam.
W takim razie, panowie, lunch czeka.
Wiedziałeś? O niej i Jasonie?
To nie moja sprawa.
To było jakieś pięć lat temu.
- Masz dobre źródła. - Tak.
Chyba uznali, że to całkiem dobra pora
na odnowienie starych znajomości.
Na to wygląda.
- Halo? - Panno Vale...
tu Charlie Hungerford.
Chciałbym zamienić słówko z panem Jasonem.
Panno Vale?
Widzi pani, ja wciąż mam jego walizkę.
Najpierw Wydział, teraz ty. Cała wyspa...
zdaje się być w jakimś amoku.
Wszyscy myślą, że ukrywam tu faceta.
Coś wam dosypali do wody?
Panno Vale...
chcę złożyć panu Jasonowi ofertę biznesową.
. He is not here.
Mam to gdzieś, co ty chcesz. Jego tu nie ma.
To co mam zrobić z jego walizką?
Mówiłem już, mam sporo pracy. Nie dasz sobie rady?
W porządku. Super.
- Co jest? - Nic, szefie.
Chodzi o tę ruletkę, każę śledzić Farrance'a.
- Doprowadzi nas do reszty. - Pomówimy o tym później.
Nie przejmuj się. Na pewno to tylko platoniczne.
Czy mam postawić szyld? Nie ma tu żadnego...
Petera w tym domu.
W porządku, panno Vale. Niech pani będzie.
Proszę mu powtórzyć, że ma dobę...
na przyjęcie oferty Selco International.
W zamian chcemy jedynie...
rękopis wszystkiego, co do tej pory napisał.
I to wszystko, czego chcecie?
- To wszystko. - A macie też nadzieję...
że dostaniecie rowerek na święta?
- Tak? - Chyba mamy problem.
- Nie mówiłeś mi, że to przesłuchanie. - Naprawdę?
Wszyscy moi ludzie będą mieć świetne kwalifikacje i referencje.
Pomyślałem, że ten cały pokaz to wspaniały chwyt na nasze otwarcie.
Mógłbym ich zatrudnić tylko na jeden dzień?
- Nie, Charlie, nie mógłbyś. - Szkoda.
Liczyłem też na angaż Petera Jasona, ale mieszka teraz u Philippy Vale...
- Co? - To nie wiedziałaś?
To starzy znajomi. Cała wyspa już wie.
- Jim też? - Tak. Biedaczysko.
- Rozumiem. - To nie jest jego tydzień.
Dobranoc, Jim.
Dobranoc, Peggy.
Chcemy ich tylko przestraszyć.
- Jasne? - Spokojnie.
Nikomu nic się nie stanie. Na razie.
- Dobrze idzie. - Cieszy mnie to.
- Wystarczy! Nie! - Dobra!
Zjeżdżajmy!
Nie za wcześnie dla ciebie?
Jim zostawił cię z tą sprawą ruletki?
- Delegacja ci służy. - Tak?
Kto beknie, jak coś spieprzysz?
Barney autoryzuje wszystko.
To świetnie. Nie mamy się czym martwić.
Dziwne, że Jimowi zmieniły się priorytety.
- Ten sam stary problem? - Chciałbym mieć takie problemy.
- To znaczy? - Brylantowa panna wróciła do miasta.
- Ta, która garowała? - Ta sama.
Jakoś nie wyobrażam sobie Jima włóczącego się ze złoczyńcą.
Dajże spokój. Zakazany owoc.
Nigdy nie miałeś ochoty podrzeć swojej legitymacji policyjnej?
- Nie. - Oddany profesjonalista.
- Co w tym złego? - Nic, kiedy pracuję.
Poza służbą oddany jestem tylko sobie.
W tym rzecz. W tej pracy to niemożliwe.
Oszczędź mi tych kazań. Gdzie moja kawa?
W każdym razie, ta Brylantowa panna...
porzuciła stare nawyki?
Czas pokaże, mój synu. Czas pokaże.
Ani słowa o zeszłej nocy.
Dzień dobry. Miała pani udany lot?
Kto zatem obserwuje dom?
- Przepraszam, panno Nash. - "Przepraszam."
Słowu "amatorski" nadajesz nowy wymiar, Moxton.
To nie takie łatwe.
Nie możemy tam po prostu wparować.
Dlaczego nie?
Zakładam, że ty tu robisz za Action Mana?
Przekonaj się.
Skoro tylko ja tutaj mam mózg, stajesz się zbędny, Moxton.
Zabierz mnie do hotelu. Musimy pogadać.
Podrzucisz Pięknisia po drodze.
Dokąd?
No, nie wierzę.
- Panna Young? - Panna Vale.
Chce pani czegoś?
Zaleca pan jeden samochód?
Pewnie. Będziemy mniej widoczni.
Ustawię kilka radiowozów w gotowości na wszelki wypadek.
Świetnie.
- Tego będzie mi brakować. - Słucham?
Tam, gdzie toczy się akcja.
- Drinka? - Nie, dziękuję.
- No więc? - Wiesz, że Jim i ja się rozstaliśmy?
- Tak, mówił mi. - I że częścią przyczyny
był jego dwuznaczny stosunek do ciebie?
- Tego nie wiedziałam. - Pamiętasz naszą ostatnią rozmowę,
gdy poleciłam mi się zdecydować?
- Nie, nie zapomniałam. - No więc się zdecydowałam.
Po wielkim bólu i głębokiej zadumie z obu stron rozstaliśmy się.
A ty co?
- Susan... - Wpadasz tutaj.
Wynajmujesz tę małą fortecę i żyjesz na kocią łapę z...
- ''Na kocią łapę''? - Tak, na kocią łapę.
Zabawiasz się ze swoim znajomym, a Jima spławiasz.
To nie do końca tak. Ale skoro już nie jesteście razem...
To nie znaczy, że mi na nim nie zależy.
Pewnie tak wszyscy myślą.
Ale wiesz, co mnie wkurza?
Co doprowadza mnie do szału?
Zmieniłam o tobie opinię.
Powiedziałam: "Susan, nie jesteś fair.
To nie tylko te jej gierki, na swój własny...
specyficzny sposób naprawdę jej na nim zależy.
Nie jest zimnokrwistą przebiegłą suką, za jaką ją uważam."
Jedź! Ani słowa. Jedź!
O mój Boże!
Tak? Co takiego?
Co?
Dałem mu dobę.
- Jeśli nie zagra... - Możesz zostać bez pracy.
- Mówiłem, że to łatwizna. - Nie jestem Philippą Vale.
Nie jestem cholerną Philippą Vale!
Morda w kubeł!
- Ciągle to powtarza. - Doprawdy?
Ciekawe, dlaczego?
- Dlaczego mieliby chcieć ciebie? - By uzyskać rękopis od Jasona.
To lepiej niech im go odda.
Czas przestać się chować za spódnicą kobiety
i zacząć rozwiązywać swoje problemy.
- Miałaś rację, przystojniak. - Pan nie jest...
- Gdzie Jason? - W Kanadzie od dwóch dni.
To kto to jest?
- To jest Winston Julian. - Kto?
Seksowny, acz analfabeta.
Powieściopisarz. Spisuje Petera notatki.
Ale Jason był widziany na lotnisku.
Zrobiliśmy podmiankę w toalecie i odleciał czarterem.
Chcieliśmy tylko zyskać na czasie, by Jason mógł zeznawać przed komisją.
Skąd miałem wiedzieć? Mówiłeś, że jest tam jedna laska.
- Była w aucie Vale. - Auto Vale jest niebieskie.
A jej jest czerwone. Jesteś daltonistą?
Tak. I co z tego? Jestem zabójcą, a nie krawcem.
Zamknąć się!
Po coś ją tu przywlekł?
- Susan Young. - Do domu miałem ją zabrać?
Tak. Susan Young. Tak się nazywa.
I bez wątpienia to przyjaciółka Philippy Vale.
Więc czyj to był pomysł?
Zrealizowali go Kanadyjczycy, ale pomysł był mój.
Oczywiście. Kurtka na krześle, dodatkowe jedzenie.
Mały striptiz przed kolegą Winstonem.
Sierżancie, czaiłeś się w krzakach.
- Bergerac do bazy. Odbiór. - Tak dla porządku,
wdzięki Philippy nie robią na mnie wrażenia.
- Bez obrazy. - Słucham, sierżancie.
Dobrze ci tak, podglądaczu.
Podglądaczu? Wiesz, co tam zaszło?
Sierżancie, jest pan tam?
Tak.
Odwołaj to.
Kanadyjczycy siedzieli w tym od początku?
Tak.
Mogę pożyczyć twoje auto?
Może nikt nie wie, że zaginęła.
Może.
Zatrzymamy ją tu, póki nie skontaktujesz się z Jasonem.
Jeśli to zawiedzie...
sprawę załatwi ktoś inny.
Porwanie?
Nie sądziłem, że posuną się aż tak daleko.
Biedactwo.
Odbijemy ją. Bez obaw.
Zrozumiesz na pewno, że twoja komisja sportowa
nie jest już naszym priorytetem.
Jasne. Nie widzę tego inaczej.
Rozmawiałem z Jasonem. Cała ta sprawa trochę go przerosła.
Chce przeczekać.
Chyba możesz zapomnieć o tym jego zeznaniu.
Takie życie.
Jednak nie poddał się całkowicie...
i ma coś dla ciebie na osłodę.
- Co to jest? - Rękopis Jasona.
Jeszcze nieukończony.
Są tam rzeczy, które mogą ci się przydać.
- No i? - No i zobaczymy.
Tak, będzie mi tego brakować.
To on. To Farrance.
Ruszajmy.
Nie za blisko. Nie chcemy w niego przydzwonić.
Przepraszam, szefie.
Nie za daleko, James. Nie chcemy go zgubić.
Bardzo dziękuję, Philippo. Już to robiłem.
- Co się stało? - Przepraszam. - Zgubisz go.
Hej, to jest...
Wygląda na to, że zawsze zmieniają miejsce.
Dzień dobry, panowie.
Chcecie się przyłączyć?
Poszedł na górę. Do panny Christine Nash.
Na co czekasz, James?
No, nie wiem.
Coś za łatwo poszło.
- Za łatwo? - Zawodowa zazdrość, Alec.
Więc naprawdę nie chce zeznawać.
Tak powiedział ten facet.
Zatem to koniec.
Możemy wrócić do domu.
To jeszcze nie koniec.
Znalazłem ich. Trzech mężczyzn i kobieta.
Jeden z mężczyzn ma broń.
Na miłość boską. Mnie też się to nie podoba.
Ale widziała ciebie, widziała mnie.
Może nas wszystkich wsadzić na lata.
Nie martw się, nic nie musisz robić.
Twój mały kolega ślini się na samą myśl.
Wedle umowy, plus 500. Wyjeżdżamy.
- Liczyłem na więcej. - Za co?
- O nic cię nie prosiłam. - Co się dzieje?
- Halo? Kto tam? - Paczka dla panny Nash.
Przepraszam, ale badamy przypadek fałszywej tożsamości.
Mamy powody przypuszczać, że jest tu pewna oszustka.
Świetnie.
Zajmij się nimi.
Władczy jest, nieprawdaż?
Co się dzieje?
Skąd on się wziął?
- Co to za jeden? - Nie wiem.
Jeżeli to jakaś twoja sztuczka...
- Co się tu dzieje? - Zepsuł stół.
O Boże!
- Kto to jest? - Nie mam pojęcia.
Gdzie telefon? Dzwoń po karetkę.
No dobra.
Wszyscy jesteście aresztowani.
- O Boże. - No wspaniale.
Sierżancie, wyprostujesz się w końcu,
czy mam się zniżyć do ciebie?
James?
Oto i on. Ostatni mały dowód.
Serio? Cieszy mnie to.
Peter Jason dobrze wypadł wczoraj w telewizji.
Tak, dobrze się spisaliśmy.
Polecisz tam? A może on wróci tutaj?
Nie ma powrotu, sierżancie. Koniec to koniec.
Masz rację.
Mówiłam o Peterze, idioto.
My nigdy, tak naprawdę, nie zaczęliśmy.
Chyba tak.
Wynajmuję to miejsce do końca tygodnia.
Jak twoje plecy, James?
- Nie za dobrze. - Szkoda. Jest tu siedem sypialni.
Przydałoby mi się trochę ćwiczeń.
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.