Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Agatha Raisin S04E06 Tłumaczenie: YellowDot
"Agatha Raisin i śmierć przed ołtarzem"
Aha!
Poznaj Raisinatora!
O kurka.
Ooch!
Pięknie. Stańcie trochę bliżej.
Tak jest. Teraz w moją stronę.
Tak jest, Jamie. Uściskaj ją.
Gwenu, co? Gwenu!
Co znaczy "gwenu"?
Uśmiechnij się, James.
Tak jest. Teraz w moją stronę.
Dobrze.
Czy to nie przynosi pecha, robienie ślubnych zdjęć
przed ślubem?
Bzdura.
Im szybciej je zrobimy,
tym szybciej trafią na stronę,
i zaczną nas reklamować jako miejsce ślubów.
Zawsze myślę, widzisz?
Cudownie, cudownie.
Twoja córka jest bardzo piękna.
Tak. Zrobiłbym dla niej wszystko.
Później mamy pogawędkę,
prawda, Jimbo?
Nie musisz się martwić o Jamesa.
Dobrze zajmię się Eirwen.
Cieszę się, że w końcu poznał odpowiednią kobietę.
Bóg wie, że wcześniej były niecelne strzały.
Nie.
Trzymaj się mnie.
Trzymam.
Uwierz mi.
Zaczynasz mnie przerażać.
- Ja? - Tak.
To tylko nieszkodliwa zabawa.
Wiesz, nie przypuszczałam, że się wciągnę.
Że to mi się spodoba.
Okazuje się, że tak!
Kto by się spodziewał?
Na pewno nie chłopacy.
Idziemy.
Wybacz, Bill. Musiałem poświęcić się dla drużyny.
- To chyba coś poważnego. - To farba, Charles.
Ścięgno udowe. Zawsze mnie boli.
- Pierwsze słyszę. - Cóż,
zwykle jestem zbyt dzielny, by o tym mówić.
I Agatha ma dobrą passę!
Jakby była opętana.
Czyj to był pomysł, by dać jej broń?
Cóż, Eirwen pomyślała, że to przełamie lody,
na co odpowiedziałeś, "Fantastycznie!"
Co jeszcze? Ach tak.
Że im przyłożymy.
No cóż, jak o tym myślę, to było zbyt pochopne.
Co to do cholery?!
Bardzo miło, że James mnie zaprosił.
Czuję się członkiem rodziny.
Nie przepuściłbym tego.
Mówiłem, że jestem zajęty, ale nalegał.
Zbierał drużynę.
- Na miłość boską! - Nie sądzę,
by któryś z nas był do tego stworzony.
- Możemy się poddać. - Nie, nie, nie!
Zrobimy to.
Nigdy się nie poddawać. Nigdy się nie uginać.
Nigdy nie mówić umrzeć.
Dalej!
Nie sądzisz, że bierzesz to
troszkę zbyt poważnie?
Oczywiście, że nie.
- Biorę? - Tak.
To nie ma nic wspólnego
z nadchodzącymi zaślubinami Jamesa?
To nie ma nic współnego z tymi zaślubinami!
To ma całkowity sens,
że wżenia się wydarzenia na świeżym powietrzu.
Wiesz, z tą jego armią.
Agatho, uważam, że to całkiem zrozumiałe,
gdybyś czuła się z tego powodu dziwnie.
Słuchaj, nie czuję się dziwnie.
Być może był taki czas,
ale teraz już się tak nie czuję, ok?
Dobra, idziemy! Ruszaj!
Pamiętajcie...
trzymamy się razem.
Utrzymać formację.
Mam pole widzenia.
Szkoda, że ja nie mam.
Nie jesteśmy w mniejszej liczbie?
Nie. Wilkes się nie liczy.
Te ręce, są wyszkolone do bitwy,
więc mogą wygiąć łuk lub...
coś. Cokolwiek, jakiś tam psalm.
Ktoś rozmawiał z Sarah.
Tak, dała mi starą dobrą gadkę.
Dobra, idziemy!
Zróbmy to!
Dalej, wchodź!
Dlaczego mnie nie zastrzeliłeś?
Nie mogę cię zastrzelić.
To takie słodkie.
O to chodzi w tej grze.
Wiem.
Ciiiii.
W porządku.
Możesz wyjść zza drzewa.
Masz mnie.
Przyłapałeś mnie, gliniarzu.
Mam cię. Dobre.
Taaaak! Gliniarz...
Och! Och! Och!
To nie fair!
Toni.
Mam przetrąconą nogę.
Lepiej będzie cię wytropić!
Pamiętaj o Cyprze! Och!
Nadchodzi Raisinatorrrr!
Żryj moją farbę!
Nie wierzę!
Zabierzmy cię do domu.
Zawsze gdy są kłopoty...
zgadnij, kto jest na miejscu.
Skąd mogłam wiedzieć, że to nie Charles?
Byłam w strefie.
W złej strefie, jak się okazało.
Agatha, to mój pierwszy ślub, i to jest James.
Nie chcę żadnych kłopotów.
Nie chcę, by coś poszło źle.
Kłopoty? Ze mną?
Co mogłoby pójść nie tak?
Poza spryskaniem panny młodej farbą
i strzeleniem do pana młodego.
James jest u ciebie? Jak sobie radzi?
W porządku, póki nie wspomniałem o przemowie.
Co jest zawiłe, oględnie mówiąc.
Nie znamy Eirwen.
Trudno stwierdzić, jak to ugryźć.
Czy w ogóle ma poczucie humoru?
A walijskie żarty?
Oczywiście. Jadą w podróż poślubną do Walii.
- Tak? - Tak.
Zapytałem Jamesa, "Co zamierzasz
robić po ślubie?" a on,
"Jadę do Wal-ii na dwa tygodnie."
To cudownie!
Byliśmy tam z Jezem podczas pdoróży do Llandud...
- Nie. - Nie.
- Nie. - Miejmy nadzieję,
że tym razem dotrze na miesiąc miodowy.
Z tego co pamiętam, tobie było dobrze.
Och?
Iechyd da. Chce mnie.
Och.
- Teraz delikatnie. - Co się stało?
Zanim się ostro wkurzysz,
doszło do małęgo wypadku,
ale już wszystko załatwione.
Jakiego wypadku?
Czy Eirwen nic się nie stało?
Nie. Jest doskonale.
James miał gorzej, więc przestań się pieklić.
Głęboki oddech.
Lepiej?
Poza tymi wybuchami, dodatkowo głowa mi pęka.
Przygotowałam specjalną herbatę.
Upewnij się, że wypijesz ją w ciągu dnia.
Doskonale.
Nie wiem, co bym bez ciebie zrobiła.
Samoistnie spłonęła.
Napoje są tutaj, rozpakowane i ułożone.
Katering jest przeszkolony.
A kwiaty przyjadą później.
Tak samo jak wspaniały wokalista.
Mówił, że chce zostawić swój sprzęt.
Na co odpowiedziałm, "Nie przejmuj się mną,
zostawiaj swój sprzęt kiedy tylko chcesz, kochany."
Nie wiem, jak ty to robisz.
Bez listy i plastra z hormonami.
Mówiłam ci... Nie pozwól, by zmiana cię określiła.
Wiesz, lepiej byś spotkała się z lekarzem,
- żeby mieć pewność. - Nie bądź niemądra.
Jak powiedział Monty... To taki etap.
Zaniosę tę suknię na dół
i uciekam.
Nim zapytasz, wszystko ustalono.
Energia jest zła.
Mam złe przeczucia.
Bzdura.
Teraz potrzebujesz tylko tego fermentowanego napoju.
Za jutro.
- Na zdrowie. - Na zdrowie.
Chyba masz adoratora.
Chyba masz rację.
Nie, nie on.
On.
Pomóż mi Boże, tylko nie on.
Agatho!
Nie żartuję, ale z początku byłam rozsrożona.
- Rozsrożona? - Zła. Bardzo.
Nie będę kłamać. Byłam wściekła.
Ale później pogadałam z sobą
i pomyślałam, "To było zabawne."
Naprawdę?
Umierałam z ciekawości, by cię poznać.
- Uch... - Jesteśmy takie same.
Też bywam szalona i trochę gadatliwa.
No cóż, jej gadka jest w porządku.
Tak czy siak, uczciwe zagranie. Przejdziemy się?
Ja stawiam!
Mam dla was te wspaniałe wstęgi do założenia.
Proszę. I dla ciebie.
Dla ciebie.
Imprezujemy!
- Łaaał! - Na zdrowie!
Sylvan Dubois.
- Och. - Przyjaciel Eirwen,
wspólnik jej ojca.
Pracuję z nim nad otwarciem
miejsca imprez na świeżym powietrzu w Nantes.
- Och! - Ach.
Zapoznałem tę dwójkę w Paryżu.
Więc wszystko zawdzięczamy tobie?
Powiedz, to wszystko jest takie nagłe.
Ona nie jest, no wiesz?
On nie robi, no wiesz,
tego co należy zrobić?
- Charles! - Co?
Absolutnie nie.
Wiedziałem, że zakochają się od razu,
i miałem rację.
Kupid we własnej osobie.
Sir Charles Fraith.
Och.
Agatha Raisin. Miło poznać.
Seksowna babka z Carsely.
Charles, naprawdę, tylko na tyle cię stać?
Tak, przepraszam. Zachowuję najlepsze na przemówienie.
A tak, TA Agatha.
Byliście z Jamesem...
Bardzo dawno temu.
L'histoire!
Też lubisz historię?
Eirwen ma z tego doktorat. Dlatego przyjechała do Paryża.
- Ty? - Ja?
Nie. Historia nie.
Raczej tu i teraz, wiesz,
trwanie w danej chwili, tego typu rzeczy.
- Charles? Tak? - Absolutnie.
Cudowna, prawda?
- Tak. - Tak, cudowna.
Kto by pomyślał?
James zdobył wspaniałą kobietę i...
Nie mogłabym być szczęśliwsza.
Mm.
Och, och, och, och.
Nadchodzi na 2:00. Szybko, szybko, szybko.
Napijmy się.
Um...
O mój Boże.
To wszystko.
Nie mogę doczekać się jutra.
Wyobraź sobie... Pani Jamesowa Lacey.
Obiecujesz trwać przy mnie, James?
Bez względu na wszystko? Póki śmierć nas nie rozłączy?
Oczywiście.
Obiecaj mi, James. Cokolwiek się stanie.
Obiecujesz?
Twój ojciec. Nadal chce pogadać.
Och. Usuń.
Teraz obiecaj.
Obiecuję.
O co chodzi?
Nie lubię niespodzianek w dniu ślubu.
Wszystko w porządku?
Powiem ci po ślubie.
Dobra! To jest petarda!
Raz, dwa, trzy.
Słuchaj, jeśli chodzi o tę sprawę z farbą,
przepraszam, ok?
Nie. Chciałem się tylko przywitać.
Och.
Cześć.
Wszystko przygotowane na jutro?
Tak myślę.
Czy ty...
wszystko w porządku?
Wiesz co?
Tak.
Eirwen jest cudowna i wspaniała.
A co do wściekłej Pechowej Mary i mnie,
jak udało ci się ją wyrwać?
Nie wiem.
Chyba miałem szczęście.
Zasługujesz na to.
To twoja szansa, James, na szczęśliwe życie.
Nie spieprz tego jak...
no wiesz.
Nie spieprzę.
Myślę, że jestem gotowy.
Dziękuję.
Nie musisz mi dziękować.
A za co mi dziękujesz?
- Że jesteś sobą. - Och.
Że jesteś tu...
po tym, co razem przeszliśmy.
Że nie było ślubu, "podróż poślubna" na Cyprze.
Im mniej będziemy o tym mówić, tym lepiej.
Sporo razem przeszliśmy, co?
Jakkolwiek na to patrzeć.
Może to przygotowywało mnie na ten moment.
Może wcześniej nie byłem gotowy.
Szczerze, nie wiedziałem, czy kiedykolwiek będę.
I pojawiła się Eirwen.
I zdecydowałes się chwycić ten dzień.
Dokładnie.
Gdybyśmy wszystkiego nie schrzanili,
nie byłoby mnie tu dziś.
Więc dziękuję.
Cała przyjemność...
"Zebraliśmy się tu dziś..."
Och.
Ok.
"Ukochani,
zebraliśmy się tu dziś, by połączyć tego mężczyznę
i tę kobietę w świętym związku małżeńskim."
Och! Aach!
Charles, co do cholery robisz?
Nie mam pojęcia.
Z nikim nie brałem ślubu, prawda?
Głowa mi pęka.
Co to była za noc.
I ty, Charles. Sprawa z obrączkami.
- Jaka sprawa? - Ta sztuczka.
Udawałeś, że ją połknąłeś, a później zręcznie sprawiłeś,
że w ostatniej chwili zniknęła.
To było szalone.
Charles, nie połknąłeś obrączki?
Oczywiście, że nie!
A tak. Było coś jeszcze.
Przypominam sobie, jak tańczyłeś z gołym tyłkiem na trawniku,
co może tłumaczyć brak...
- spodni. - Spodni.
Zasłużyłeś sobie
za całuśną gonitwę z panią Boggle.
Ta-da!
Szczęśliwego dnia ślubu!
Napijmy się dowoli
W te ostatnie chwile swawoli!
Czas pożeganć się z kawalerem Jamesem i przywitać z żoną!
Powiedz, jak się czujesz?
Podekscytowany? Nerwowy?
- Cudownie. - Och.
Dziękuję. Do dna!
Witajcie!
Gotowy, chętny i zdolny, melduję się na służbie.
Dobry boże! Kto cię wykopał?
I gdzie są twoje spodnie?
Nie mam pojęcia, ale to nic, bo...
Mm.
Moją sporą rolą dziś
jest to, by James wyglądał dobrze.
Wygrywasz w cuglach, jeśli o to chodzi.
Obyś tylko miał obrączkę. Tylko to się liczy.
Oczywiście, że mam obrączkę.
Całą noc mnie nie opuściła.
Powinnam przynieść więcej kieliszków.
Powinniśmy zrobić ślub tutaj.
Charles!
Obawiam się, że mam złe wieści.
Tak, wiem.
- Charles dowodzi równa się chaos. - Nie, to...
Bóg wie, jak będzie brzmiało jego przemówienie.
Agatho!
Och.
Tak mi przykro, James.
Doszło do wypadku. Eirwen została zabita.
Tędy.
Jakieś odkrycia?
Wszystko ok?
Staram się.
Musi być.
Och.
- Tak mi przykro. - Och.
To jest... Agatha.
Prywatny detektyw.
Pomaga w rozwiązywaniu morderstw.
Ktokolwiek zrobił to Jamesowi, i oczywiście wam,
musi być pociągnięty do odpowiedzialności.
Zgadzam się. Za wszelką cenę.
Tylko...
Nie rozumiem.
Kto chciałby skrzywdzić Eirwen?
Nie mam pojęcia.
Czy poróżniła się z kimś ostatnio?
Miała jakichś wrogów?
Oczywiście, że nie. Była na wskroś dobra.
A jak ostatnio Eirwen się zachowywała?
Nigdy tak szczęśliwej jej nie widziałam.
Zauważyłaś coś niezwykłego?
Cokolwiek.
Nie.
Chociaż... zauważyłam,
że ktoś wczoraj skradał się przy ogrodzeniu.
Och, tak mi przykro.
To chyba szok.
Nie wspominając o tych wybuchach doprowadzających mnie do szału.
Skradający się człowiek... Możesz go opisać?
Miał jeansy i bluzę z kapturem,
nie przyjrzałam się dobrze.
Dobrze.
Co z nagraniami z kamer?
W domu nie ma żadnych.
Tylko na zewnątrz.
Zaraz. Było coś.
Wczoraj coś mi chciała powiedzieć.
Stwierdziła, że może to poczekać, aż weźmiemy ślub.
Jakiś pomysł, co to mogło być?
Pewnie coś o jej historii.
Kim jesteś?
I o jaką historię chodzi?
Rhys jest moim synem.
I podejrzewam, że nawiązuje do faktu,
że Eirwen nie była za dobra w dotarciu do ołtarza.
Została porzucona przed ołtarzem.
Dwa razy.
Naprawdę?
Wiedziałeś o tym, James?
Nie.
Nic.
Nigdy o tym nie mówiła.
O tym chciałem z tobą pomówić.
Upewnić się, że tym razem, to nie żadne gierki.
Więc co się stało?
Tym razem ona kogoś rzuciła?
Została zamordowana.
Ha.
Nie martwi cię to zbytnio, Rhys.
Możesz powiedzieć, gdzie byłeś wczoraj wieczorem
i dziś rano?
Um...
DUPEK
Nie mam pojęcia.
- Co mamy? - Och.
To głowa, i ciało, i ręce.
Teraz zajmę się włosami.
Czy wiemy, co spotkało Eirwen?
A, to. Mm...
Strzał w plecy.
Patrz i ucz się.
Z pozycji, w jakiej upadło ciało,
stwierdzam, że zabójca stał... tutaj.
Zbyt blisko.
Tutaj?
Możliwe, że tutaj?
Albo za tą rośliną.
Mm.
Będziemy potrzebować danych jej byłych.
Dlaczego mi nie powiedziała?
Zgaduję, że nie chciała wkładać pomysłów w twoją głowę,
alby byś o niej źle nie myślał.
Nie, nie jestem taki.
Nigdy bym nie porzucił nikogo...
Mogła mi powiedzieć.
Jak myślisz, dlaczego jej byli się wycofali w ostatniej chwili?
Nie wiemy na pewno.
Nigdy się nie dowiedzieliśmy, prawda, Monty?
Zniknęli szybciej niż szczury z tonącego okrętu.
O co chodzi z Kapitanem Mikołajowe Gatki?
Jakoś nie rozdziera szat z żalu?
Rhys to Rhys. Robi, co chce.
Chce dobrze.
Jest tylko trochę za bardzo wyluzowany.
Opisuje się jako abstrakcyjny artysta.
Nazwałbym to inaczej.
Jak abstrakcyjny artysta dogadywał się z siostrą?
Przyrodnią siostrą.
Monty i Olivia zeszli się
- dopiero pięć lat temu. - Zgadza się.
Rhys jest z mojego pierwszego małżeństwa.
Spiszę dla was te adresy.
Karim Khan jest właścicielem restauracji
a Paul Abbasi pracuje chyba dla banku.
O tak, tak.
Zdecydowanie stąd oddano śmiertelny strzał.
Znaleźliśmy dymiący pistolet.
Tajemniczą, niejasną wskazówkę,
która zaprowadzi mnie nieuchronnie do mordercy?
Nie, narzędzie zbrodni.
To pistolet z sadzą przy wylocie lufy.
Jest w szklarni z tyłu domu.
Aaach!
Wada konstrukcyjna.
Co cię zatrzymało?
Nie zabijaj posłańca, ale brakuje nam jednego. Charles.
Wjechał piekielny kac.
Słuchaj, miałam kace, gdy bolały mnie nawet włosy.
Nie współczuję mu.
Porozmawiaj z tymi ludźmi,
sprawdź, czy ktoś coś widział, słyszał, kto wszedł, kto wyszedł,
- przemieszczanie się. - Robi się.
- Czy ktoś sprawdził jej pamiętnik? - Co?
W pubie miała swój pamiętnik.
- Naprawdę? - Widziała, że na niego spojrzałam,
i nie była zadowolona.
Świetna obserwacja! Musimy się tego trzymać.
Poczekam pięć minut.
Nie. No dalej, ruszaj.
Liczy się czas. Idź, idź, idź.
Dobrze, dobrze.
James.
- Tak mi przykro. - O mój boże!
Kto mógł zrobić coś takiego?!
To niewiarygodne.
Kto to jest i co qu'est-que-ce-que-ça-que-ce
ona robi z Francuzem?
To Jane. Jane Walters.
Jest tu służącą i główne faktotum.
Słucham?
Gospodyni domowa.
Sól ziemi i samo dobro.
Ach. Mm. Faktotum.
O mój boże, James.
Och!
Brak mi słów.
Co jest niezwykłe, bo jestem gadułą.
To straszne.
Ty pewnie jesteś Agatha.
Mieliśmy kilka ślubnych falstartów,
- ale to... - Jeśli chodzi o to.
Czy poznałaś któregoś z poprzedników Jamesa?
Nie, nikt z nas nie poznał.
Eirwen nigdy ich nie przyprowadziła.
Chyba Monty ich nie akceptował.
Ale Monty nie akceptuje nikogo.
Czy Eirwen wydawała ci się w porządku?
O tak.
Była całkowicie zadurzona.
Nigdy nie widziałam jej szczęśliwszej.
Elle etait follement amoureuse de toi.
Bardzo miło z twojej strony.
Tak, bardzo miło.
Lepiej wejdę. Nerwy Olivii muszą być w strzępach.
Ostatnio ma ciężko.
Bóg wie, jaki to będzie miało na nią wpływ.
Co powiedział?
Że Eirwen szaleńczo mnie kochała.
Ach.
Katering i florysta
nie byli tu w czasie morderstwa.
Olivia Jones potwierdza,
że Eirwen zabierała wszędzie pamiętnik,
ale nie wie, gdzie jest teraz.
Ten pamiętnik może wyjawić całą prawdę o osobie.
Musimy go znaleźć.
Ale sprawdź u Jane jak jej tam, czy wie, gdzie jest.
Z tym jej Miss Obi-Wan-Faktotum
i w ogóle.
Ok, podejrzani.
Skąd je masz?
Ja... Co?
Kilka kawałków, które złapałam po drodze,
no wiesz, jak każdy.
Zacznijmy od byłych narzeczonych.
Karim Khan.
Paul Abbasi.
Wiemy, gdzie pracują,
więc tam zaczniemy.
To będzie nasz pierwszy przystanek.
Przyrodni brat.
Dziwaczny, napalony, artysta Rhys.
Nie tak bliski Eirwen,
bo ledwo się wzdrygnął na wieść o jej śmierci,
plus jest podejrzliwie podejrzany.
Dobra. Francuz.
Zna Eirwen, i jest zbyt przystojny jak dla mnie.
Zbyt spokojny.
Zbyt czarujący.
Zdecydowanie ma oko na panie.
Mówiąc o paniach... Czy Charles już jest?
Mniejsza o Charlesa. Mówimy o nim.
Kim jest? Co o nim wiemy?
Hmm. Dobrze.
Jane. Najlepszy człowiek, najwidoczniej.
Duża osobowość i...
uważam, że trochę za blisko z Francuzem.
Dobrze, ktoś jeszcze?
Chyba rodzice?
- Rodzice. - Na pewno nie.
James, ktoś zabił kobietę, którą miałeś poślubić.
Nie możemy nikogo wykluczyć.
Jak... jak dobierzemy się do rodziców?
Nie wiem. Sheila się z nimi dogaduje.
Świetny pomysł. Sheila może działać z rodzicami,
bo zachodzi ludziom za skórę,
i gra im na nerwach.
Ok, jeszcze ktoś...
Nie potrzeba nikogo więcej.
Przyszliśmy dokonać aresztowania,
i mam wielką przyjemność
powiedzieć ci, że morderca...
jest w tym pokoju.
"Kto to jest", zapytacie.
A ja odpowiem...
j'accuse!
Zaraz, Jack jaki?
Hej! Poczekaj!
Nawet jak na twoje zdumiewające standardy pracy policyjnej,
to całkowity bezsnes.
Dziękuję bardzo.
Naprawdę, na jakiej podstawie?
Naoczny świadek twierdzi, że widział Jamesa
przy oknie od sypialni Eirwen,
skąd została zastrzelona.
Co ty na to, panie ciasteczko.
Uuuu, dobre. Kto je robił?
Pani Boggle.
Po prostu... wyjdź.
Czy ona...
Według Monty'ego,
koleś, który prowadzi to miejsce, Karim Khan...
Możesz mówić trochę ciszej, Agatho?
Był zaręczony z Eirwen jakieś 18 miesięcy temu.
Pomysły!
Czy twój zalany ginem mózg nie daje rady?
Z góry nie jestem fanem.
Zbyt dużo sosu w menu. Średnio im wychodzi
- udawanie Michelin. - Daj spokój.
Ach! Pan Khan.
Nie ten kulinarny idiota.
Ja jestem Karim Khan...
a ten darmozjad
powinien być w kuchni, przygotowywać szparagi,
chyba że chce stracić zęby, za które tyle zapłacił!
Marsz! Marsz, marsz, marsz!
To tylko przekomarzanie.
Trzymam rękę na pulsie.
W czym mogę pomóc? Jeśli chodzi o stolik,
obawiam się, że nie mam nic przed 2:30.
Właściwie to nie.
Chodzi... o Eirwen Jones.
Nasza mała dziedziczka.
Jak się ma?
Ona...
Przepraszam. Powiedziałeś "dziedziczka"?
Kiedy ją poznałem, mówiło się
o jej współudziale w firmie.
No więc? Co u niej?
Obawiam się, że nie żyje.
Zamordowana i zastanawiamy się,
czy wiesz coś na ten temat.
Oczywiście, że nie. Skąd miałbym?
Cóż, miała wyjść za mąż
i rozumiemy, że w pewnym momencie
też to planowaliście.
Zastanawiamy się, dlaczego odwołałeś.
Co wam do tego?
Może ma to jakiś związek,
coś w stylu zazdrosnego byłego kochanka.
Z niezłym temperamentem.
Nie widziałem Eirwen odkąd zerwaliśmy.
I nie jestem zachwycony ludźmi,
którzy bujają sie po mojej restauracji, oskarżając mnie o morderstwo.
Więc jeśli możecie, tam są drzwi!
Możecie je zamknąć, wychodząc!
Manager pamięta Eirwen, ale jej były, Paul Abbasi,
zrezygnował nagle pół roku temu
i nie zostawił adresu.
Nikt nie wie, gdzie jest.
- Wszystko ok? - Co?
Tak, tak.
Tylko zaczynasz rozmyślać, wiesz?
Dziś jesteś, jutro cię nie ma.
Jedno z nas w każdej chwili może potrącić autobus.
Albo możemy...
rozważnie przechodzić przez drogę.
Współczuję Jamesowi.
W jednej chwili masz całe życie przed sobą,
a w następnej znika, ot tak.
Chyba musimy żyć chwilą, sprawić, by się liczyła.
Myślę, że dlatego James wykorzystał szansę z Eirwen.
Chyba nie chcesz wziąć ślubu?
Ja?
Nie.
- A ty? - Boże, nie!
Wyobrażasz sobie spędzić resztę życia
z tą samą osobą?
Nie myślałem o tym za wiele.
Ja także.
Zostawmy to staruszkom, co?
To tylko kawałek papieru, nie?
- Tak. - Oczywiście,
wszystko zależy od spotkania tego jedynego.
Tego jedynego?
Kimkolwiek jest.
Chyba tak.
Powinniśmy... wracać.
Tak, tak.
Samochód jest tam.
Nie martw się, Sarah.
Jestem pewna, że będą inne śluby.
Wiem.
Ale nie mogłam się doczekać tego.
Dla Jamesa.
Tak mi przykro.
Rozumiem, że James nie przekonał Wilkesa
o swojej niewinności?
Jeszcze nie, ale zdrowy rozsądek zwycięży.
W końcu.
Nadal jest w centrum zainteresowania
i nasuwa się pytanie...
Co robił przed jej oknem o tak wczesnej porze?
To pewnie nerwy.
Naturalne w świetle poprzednich wydarzeń.
Było minęło, Sheila.
Było minęło.
Długa noc?
- Właściwie to tak. - Mmmm.
Gdzie skończyłaś?
Nigdzie. Mały drink przed snem.
To nie przestępstwo.
Stara ale jara, co?
Brak szczęścia w sprawie Paula Abbasi.
Rzucił pracę pół roku temu,
brak adresu, ale przyglądamy mu się.
- Jak wam poszło? - Pokłóciliśmy się
z porywczym Karimem.
Charles rozmawiał z jego kumplem,
który prowadzi U Skrzypka i powiedział, że jest bla, bla, bla.
Dużo mówi, mało robi.
Ale powiedział,
że Eirwen miała przejąć część rodzinnego biznesu.
Hmm. Ciekawe, co przyrodni brat o tym myślał.
Zapewne nie za dużo.
Rhys i Monty nie są blisko.
Monty z pewnością nie chce go w pobliżu interesów.
I skąd to wiesz?
Instynkt.
Hmm.
Cóż, wolę "wścibstwo", ale...
Jeśli Monty miał wprowadzić Eirwen...
W końcu to jego córka... To daje Rhysowi motyw.
Dobra, muszę pogadać z Rhysem.
Jeszcze jakieś perełki
na temat Jonesów, którymi chcesz się z nami podzielić?
Nie bardzo.
Tylko to, że poznali się pięć lat temu,
w zeszłym roku przeprowadzili się tu z Walii i otwarli "Zaszalej".
Odniosłam wrażenie, że to nie interesowało Eirwen.
Nie?
Chyba nie lubi zabaw na zewnątrz.
Ale wiem, że jest typem,
który zapisuje wszystko w dzienniku.
Musimy znaleźć ten pamiętnik.
Tak, musimy!
Udaj się do dworku,
powęsz trochę, sprawdź, czy go znajdziesz.
I czy możesz zająć Olivię i Monty'ego?
Oczywiście, że tak, jeśli to ma pomóc mojemu bratu.
Pojadę z tobą.
Nie mam nic do roboty, skoro nie ma ślubu.
Och...
Niech zrozumiem to dobrze.
Twoi rodzice mieszkają w wielkim starym domu,
a ty tutaj, na małej łódce.
Wolę towarzystwo karaluchów.
Są ich tu setki.
- Uspokajają mnie. - Bardzo poetyckie.
Podoba ci się życie ubogiego artysty?
Podoba mi się cisza i spokój.
Zgodziłem się zostać wczoraj w dworku
z powodu ślubu, którego nie było.
Gdzie byłeś dziś rano,
kiedy zastrzelono Eirwen?
Oczywiście w łóżku.
Oczywiście.
I ktoś to potwierdzi?
Nie.
Zaraz. Może.
Chyba ktoś był.
Nie pamiętam, mówiąc szczerze.
Bardzo wygodne.
Powiedz, znacie się z Eirwen
od pięciu lat?
Nie tak długo.
Nie było jej na początku.
Podróżowała, kiedy Monty i mama się zeszli.
Pojawiła się pół roku później,
kilka miesięcy po ich ślubie.
Oczko w głowie ojca.
Dlatego chciał jej przekazać
udziały w firmie?
Nie wiedziałem, że chciał.
Na pewno?
Tak. Musisz go zapytać.
Pytam ciebie.
Nie mogło cię cieszyć
oddanie dużego kawałka
firmy przyrodniej siostrze.
Nigdy mnie to nie interesowało.
To nie dla mnie.
Wolę zatracić się w sztuce i wędkowaniu.
Idę po piwo, chcesz jedno?
Nie, dziękuję.
Spodziewasz się kogoś?
Raczej podejrzanie wyglądająca osoba
skrada się na 12:00.
Albo 10 po 12:00.
Zależy od tego, jak stoisz.
Nad twoim lewym ramieniem. Tam. Spójrz, spójrz.
Jeansy i bluza z kapturem.
Jakiś pomysł, kto to może być?
Żadnego.
Można się dowiedzieć tylko w jeden spoób.
- Jeansy i kaptur... - Cześć!
Czekaj! Hej!
Hej!
Przepraszam, przepraszam. Och.
Czekaj, czekaj!
- Co ty robisz?! - Spójrz.
Mam go! Mam!
Dobra, ty...
Lepiej zacznij mówić. Nazwisko!
Paul. Paul Abbasi.
Drugi narzeczony.
Miło cię poznać.
Agatha Raisin.
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.