Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
::PROJECT HAVEN MOVIEZ:: ::PREZENTUJE::
film na podstawie sztuki Wernera Fassbindera
MIEÆ, MIASTO, MIERÆ w przek³adzie titi
re¿yseria Jan Høebejk
Entliczek, pêtliczek, stoliczek ró¿owy
ja ci mózg wyrucham z g³owy.
Entliczek, pêtliczek, emy-bemy
zaraz pizdê odnajdziemy.
Ma takiego ma³ego kutasa,
¿e móg³by babkê pieprzyæ w ucho.
Nic nie szkodzi.
Odpowiednie k³amstwo
jest jak wie¿a rosa na S¹dzie Ostatecznym.
Drodzy pañstwo!
Czym by³aby prawda bez k³amstwa?
Tylko kolejnym k³amstwem.
Bo¿e mój
Ale¿ piêknie by³oby umrzeæ.
Wygl¹da to ca³kiem prawdziwie.
Mog³abym siê w przysz³oci doskonaliæ w umieraniu.
Mój bo¿e, mieræ
mieræ jest najlepsza ze wszystkiego.
Ona jest piêknem piêkna.
Zawsze najchêtniej mylê o mierci.
Umieranie wysokiej jakoci to ma przysz³oæ.
W ostatecznym rozrachunku
nie ma ¿adnej.
Mój bo¿e, mieræ
O mierci cz³owiek ow³adniêty g³upot¹
zawsze w ¿yciu zapomni.
No co?!
Co jest, przeszkadzam ci?
A ty gdzie pracujesz? Za ile?
Praca jak ka¿da inna.
Na ksiê¿yc nie polecê, ale przynajmniej nie wyrywam zasi³ków.
Ka¿dy potrzebuje forsy, nie?
Ja sprzedajê swoje cia³o.
A ono tanie nie jest.
Co sprzedajecie wy, porz¹dni ludzie?
Ca³y czas powiêcacie wkurwiaj¹cej was pracy,
a nie staæ was na g³upie manicure.
Wykorzystuje was byle kretyn,
bo liczycie od lat dziesiêciu, ¿e w koñcu siê rozwiedzie,
a wy nie bêdziecie czu³y siê jak dziwki.
Niektóre zdesperowane laski
wszystko zrobi¹ dla iluzji normalnego zwi¹zku.
Pozwol¹ siê biæ, szanta¿owaæ i wykorzystywaæ za darmo.
Dlaczego?
Nauczcie siê liczyæ.
Nie mam wprawdzie sta³ej pensji,
ale zarabiam wiêcej ni¿ wy w pracy a robiê to dla kasy.
Osiem tysi miesiêcznie a szeædziesi¹t to jednak ró¿nica.
Klient p³aci 2500 za godzinê, na pó³ to 1250.
Plus dodatki:
za ca³owanie, za anal, za oral, bez gumy,
za spuszczenie siê do ust, za l¿ejsze sado-maso
A dodatkami siê nie dzielê.
Wyliczenia bywaj¹ zawodne, przyznajê.
Czasem ca³y dzieñ nie mam nikogo, ale miewam i dziesiêciu w jedn¹ noc.
Czasem czujê siê jak McDonald.
Misjonarz, w dupê, tygodnie japoñskie, ca³a stara Ameryka.
Zale¿y od sezonu.
Zwyk³a, monotonna praca.
Ty³ek rozbiæ jak kawa³ schabu, knura pognaæ lasem, co pomruczeæ,
miejsce pracy wytrzeæ mokr¹ szmatk¹ i za³atwione.
Spadaj, ty chciwy ¿ydowino.
Od razu powiedzia³am matce, co robiê.
Odrzek³a: To twoja walka.
Nie cieszê siê, ale przynajmniej bêdzie ci siê powodziæ.
A ty co? Zabawimy siê?
- Masz ochotê na numerek? - Chcesz haszysz?
Gdyby tak nadaæ imiê desperacji na tym mo¿na by zbiæ fortunê.
Ale mê¿czyzna ogólnie siê nie pieprzy. Siedzi w domu, w ciepe³ku.
Na ³onie rodziny opowiada dzieciom bajki
o czarownicach i z³ych rusa³kach.
Moment, co ja tu w ogóle robiê?
Rozbieram siê, popisujê, pokazujê go³y ty³ek.
A wy mi jeszcze za to p³acicie.
No, to ile?
Ile zap³acisz dzi wieczorem, ¿eby móg³ mnie ogl¹daæ?
Ile mylisz, ¿e na tym zarobiê?
Chcecie ogl¹daæ super cycki tej zajebistej laski,
cierpi¹cej, o ile to mo¿liwe,
brzemiê na swych biodrach dwigaj¹cej Marii Magdaleny.
Dzieci z aspektem duchowym i potencja³em dramatycznym,
têskni¹ce za bohaterem, który zd¹¿y wyrwaæ je ze snu mierci.
I ostatecznie wszystko skoñczy siê dobrze.
Ojciec mawia, ¿e kapita³ to kura znosz¹ca z³ote jaja.
A gdzie jest ten kapita³, pytam?
Domy? Co tam domy! Ca³e ulice, to jest to, mówiê!
Harujê, i pieprzê siê, i wci¹¿ siê pieprzê!
I co z tego mam? Sterczê na mrozie i marznê.
Nie skar¿ê siê, taka prawda. Stwierdzam fakt.
Grunt to za du¿o nie myleæ. Kto pyta, nie b³¹dzi.
Tylko debil nie zna w³asnych ograniczeñ.
Nie zawsze konamy ze szczêcia.
Co, chcesz numerek?
Chce w koñcu kto numerek? Mo¿e ty?
Jak leci?
Dok¹d teraz, moje panie?
- Nie bij! - Kto ciê bije?!
Kto kocha, ten bije, nie?
- Niby ¿e mnie kochasz?! - Bijê ciê, bo ciê kocham!
Tak, mogê ciê kochaæ ca³y dzieñ i ca³¹ noc.
I znów ca³y dzieñ. Ile?
S³yszysz? Zada³em ci pytanie! Ile?
I znów nic.
- To ju¿ trzeci raz w tym tygodniu. - Ma³o korzeni tam nie zapuci³am.
- Pusto, jakby wszyscy wymarli. - I jak ja wygl¹dam?!
Jak wygl¹dam? Jak mam siê ludziom pokazaæ?!
Mogê iæ na piwo z czystym sumieniem? Wiesz, co inni powiedz¹?
Od razu widaæ, ¿e goæ to zwyk³y frajer!.
- Przepraszam. - Co?
- Wybacz mi. - Jebaæ wybaczanie.
Potrzebujê wolnoci, Romi, czyli forsy.
Jest sobota, bank zamkniêty. Czekaj¹ wycigi, na mnie!
Strasznie kaszlê, ca³ymi dniami. Wcale to dobrze nie wygl¹da.
A nie mam czasu iæ do lekarza.
Kaszel.
Kaszelek.
Przepraszam.
Chod no tu.
Ja siê z tob¹ targowa³ nie bêdê.
Czekam dwie godziny, a potem przyjdê po siano.
Chcê graæ uczciwie zarobion¹ fors¹, po¿yczona przyniesie mi pecha.
Wiesz o tym, kurwa, a tylko gadasz i tracisz czas.
Zasuwaj do roboty, ale ju¿!
Wiem, ¿e masz racjê. Masz, to ja
Jeste dobry i odpuszczasz mi moje winy, wszystko to wiem.
Nie chc¹ ciê, bo gruba jak winia. Przestañ ¿reæ.
- Nie jestem gruba. - Jeste, spójrz w lustro.
- Tak wygl¹da gruba babka? Jak do mnie mówisz? - Morda!
P³ac¹ wam wed³ug wagi. Mówiê ci to od lat.
Spadaj do roboty, ale ju¿, Romi.
- Ty mnie w ogóle nie s³uchasz! - Pewnie, ¿e s³ucham.
- Nie s³uchasz. - S³ucham, gdy mówisz.
- S³ucham nawet w nocy, gdy pisz. - A jednak prawie mnie nie znasz.
Gdy siê nie boicie, zaraz sobie pozwalacie.
Jestecie bezczelne i leniwe.
- Tylko trupy Romi, dokoñcz. - Nie p³acz¹.
- W³anie. Co trupy? - Nie p³acz¹!
Pewnie, ¿e nie. Grzeczna dziewczynka, id na dwór i daj siê wyruchaæ.
Co siê gapisz? Posz³a!
Nie b¹d zbyt wybredna, bo zostaniesz na lodzie!
Nie b¹d niesprawiedliwa. Mê¿czyni te¿ s¹ tylko ludmi.
Przepraszam, pieszê siê. Mi³e panie, mój szef, Bogaty ¯yd,
chce za pó³ godziny jak¹ z du¿ymi piersiami. Tak powiedzia³.
Wyrazi³ siê, cytujê: Nie mówiê ani cyce, ani bufet, ani balony,
ani mleczarnia wielka jak mediolañska katedra,
nie jak¹ z du¿ymi piersiami. Koniec cytatu.
Chcia³by matkê. Karmi¹c¹.
Matkê, której da³by piêci¹ w ryj,
jednoczenie oblizuj¹c te jej mamucie wymiona
Gdy cz³owiek ma pieni¹dze, szybciutko mu odwali.
Tym siê zawsze sam pocieszam.
Zna pan bajkê o Chiñczyku, co siê krzywi³?
- Nie. - Ja te¿ nie.
Ale jestem pewna, ¿e taka istnieje.
- Wszystko ju¿ tu kiedy by³o. - Pani jest cyniczna.
Drwi pani sobie, w duchu nade mn¹ triumfuj¹c.
Chce pani zwyciê¿aæ? Mylê, ¿e tak.
Te ma³e zwyciêstwa robi¹ pani dobrze.
Przewaga ma pani dodaæ jak¿e potrzebnego ludzkiego ciep³a.
Jak dla mnie, za du¿o pan myli.
- Oskar. - Romi.
Mylenie zabija rozkosz.
Kobiet ba³em siê zawsze.
- Chyba nigdy ¿adnej nie dotknê. - Oczywicie, ¿e tak.
Jestem w pracy, mój Franz potrzebuje pieniêdzy, wiêc
- Dobrze. - Tak? - Tak.
Niebawem pogadamy.
Ogromnie siê bojê o los naszego kraju.
Przysiêgam, ¿e czujê potê¿ny, wszechogarniaj¹cy strach,
¿e to jest ostatnia faza naszej wspólnoty,
zwanej narodem.
Ogromnie bojê siê tego roku.
2012.
Bardzo siê bojê tego, co przyjdzie.
Jak powiedzia³ Baa, gdy zbli¿a³ siê kryzys w latach 20.
i zamieni³ siê w tê olbrzymi¹ wojnê, której nikt z nas nie pragn¹³,
a wiêc Baa powiedzia³ wtedy:
To nie jest kryzys ekonomiczny, ale moralny.
Przekaza³ nam równie¿ sposób wydostania siê z kryzysu.
Powiedzia³: Gdyby naród czechos³owacki w³aciwie nie gdyby
naród czechos³owacki mo¿e byæ najbogatszy, najpiêkniejszy,
najbardziej pracowity, ale jest w tym jeden ma³y haczyk:
musia³by ka¿dy z 15 milionów Czechos³owaków
wzi¹æ sobie do serca czêæ tego zadania.
W koñcu jestemy bo¿ymi bojownikami!
Ten, kto bo¿ym jest bojownikiem
i z jego narodu
Bojê siê po prostu, ¿e do Europy zaczn¹ siê zje¿d¿aæ muzu³manie,
a my nie zdo³amy z nimi rywalizowaæ.
A wiêc mia³em widzenie: widzia³em templariuszy,
pi³karzy, bokserów, tenisistów, krótko mówi¹c: co naturalnego,
co bêdzie im tam¹, wa³em obronnym.
Ale nie nienawici¹, a w³asnym ¿yciem.
Jestem ostatnim, kto nawo³ywa³by do przemocy.
A raczej ostatnim, kto pragn¹³by niszczyæ.
Ale z drugiej strony trzeba sobie zdaæ sprawê,
¿e jednak jestemy tu wiêkszoci¹.
I ¿e reszta powinna nas szanowaæ.
My Czesi, Morawianie
jestemy w stanie zasymilowaæ mniejszoci.
Ale nie chcemy, by pokazywali nam rodkowy palec
i w naszej ojczynie przyjmiemy tylko tych,
którzy w naszej w³asnej ojczynie nie bêd¹ nas kopali w jaja.
Przyjmiemy w naszej ojczynie tylko tych,
którzy w naszej w³asnej ojczynie nie bêd¹ nas kopali w jaja.
Szefie, to Romi.
Romi, to jest szef.
- Romi jest nieustannie zimno. - Miasta s¹ noc¹ ch³odne
i ludzie, oczywicie, w nich marzn¹, wiêc po co takie miasta buduj¹?
Dok³adnie!
Jeli nie przestanie chichotaæ, wyrzucê ciê.
Jeli nie przestanie chichotaæ, wyrzuci mnie pan.
Bogaty ¯yd mo¿e chrzecijanina, przez miech terapeutki relaksacyjnej,
spokojnie pos³aæ do diab³a?
Nie jestem zwyk³ym ¯ydem, jakim zwykli ¯ydzi zwykle bywaj¹.
Wie pani, madam, jaki jest najpopularniejszy ¿ydowski sport?
- Nie. - Oskar?
Transport.
Nasz Ma³y Ksi¹¿ê. Wszystko mu zapiszê, gdy bêdzie grzeczny.
Ale gdy nie przestaniesz siê miaæ
- Wywali mnie pan. - Elegancki miech to ¿aden wstyd.
Oczywicie.
ELEGANCKI miech to ¿aden wstyd.
Tak miêdzy nami: myl¹c o mierci nawet ja muszê siê miaæ.
Có¿ innego nam, ¯ydom, pozostaje?
Jarmu³ki z g³ów! To siê panu uda³o.
Nie straæ mojej przychylnoci. Utrzymujê ciê, gdy mam dobry humor.
Gdy mam dobry humor, utrzymujê tego kar³a moralnego, potwora, krasnala.
A mam zawsze dobry humor, niestety nie uskar¿am siê, interesy kwitn¹.
A tak lubiê siê skar¿yæ.
Daj jej chustkê, krasnalu, niech wytrze gile wokó³ gêby.
Buduje domy, stare burzy.
To mu zapewnia bogactwo, st¹d ta arogancja.
Ale nie jest szczêliwy, wiêc da siê go znieæ.
- Wie, czy rodak jest szczêliwy? - Nie wie nic. - Sk¹d wie?
Nie wie, plecie jak zwykle, któ¿ by s³ucha³ kar³a?
Kto wie? A wczorajsz¹ kurw¹-gadu³¹ by³em zawiedziony.
Nie by³a warta forsy, której za¿¹da³a.
Proszê o wybaczenie.
Rozumiem, ¿e piêæ tysiêcy za oferowane przez ni¹ us³ugi rzeczywicie
Piêæ tysiêcy?!
- Co to za kurwa, za dziwka? - I ¿e by³a tego warta, nie?
Za piêæ tysiêcy to panu mogê zrobiæ
- Co? - Wszystko.
Wszystko mi zrobisz?
Sk¹d¿e j¹ wyci¹gn¹³?
Odes³a³ j¹, nie tkn¹wszy nawet. A to ju¿ co oznacza.
Utrzymuje, ¿e jego potencja jest ogromna, a odes³a³ j¹.
Tryska³a wrêcz wodospadem s³ów.
Myla³a, ¿e mam wicher albo gówno w g³owie,
skoro potrzebna mi kurwa.
Kurwie potrzebny mê¿czyzna, który p³aci, a mê¿czynie kurwa.
Najprostszy i najuczciwszy interes wiata.
Pyta³e pani, czy dla Bogatego ¯yda wykroi³aby godzinkê czasu?
Na pewno znajdzie pani dla mnie chwilê, choæ mam obrzezanego ptaka.
To dla higieny, wyt³umacz jej.
Albo nie, zna to niew¹tpliwie z praktyki.
To obrzydliwe, me dziewczê, ale dobrze p³aci.
Tych bajek o rzekomej potencji nie musisz siê obawiaæ.
Doæ ju¿, spadaj.
Spadaj i pobaw siê napletkiem.
Powiedzia³em: spieprzaj.
Raz-dwa!
Widok wrêcz czarowny.
Miasto skazane na zag³adê.
Zobaczysz, bêdzie ci siê op³aca³o.
Wiesz, ¿e czasami siê bojê?
Nie wiesz. Sk¹d mia³by wiedzieæ.
Interes kwitnie a¿ nadto; bojê siê, ¿e poniosê za to karê.
A¿ siê prosi o karê.
Ale to nie mnie spotyka kara; moje przestraszone ego karze innych.
Krzywdzi.
Uwa¿am, ¿e jeste piêkna.
Ale to niewa¿ne, b¹d sobie jaka chcesz, piêkno to za ma³o.
Wykupujê stare domy w tym miecie.
Burzê je i budujê nowe, które sprzedajê z zyskiem.
Miasto mnie chroni musi.
Komendant policji jest moim przyjacielem,
jeli mo¿na nazwaæ to przyjani¹.
Czêsto bywam u burmistrza,
na samorz¹dzie miejskim mogê polegaæ we wszystkim.
Ponadto jestem ¯ydem.
Dop³ata.
Oczywicie nikt z dzia³aczy nie przepada za os³abianiem lojalnoci.
Pierwotny plan nie by³ mój, to tu by³o, nim siê pojawi³em.
Musi mi byæ obojêtny p³acz dzieci i cierpienie chorych i starych.
A wrzeszcz¹cych wciekle nie s³yszê. Có¿ im zreszt¹ pozostaje?
Czy mam przez wyrzuty sumienia zachorowaæ na d¿umê lub wierzb?
Wierzê w boga, madam, ale w sprawiedliwoæ ludzk¹
Czy mam w³asn¹ dusz¹ rêczyæ za czyje decyzje?
Którymi tylko kierujê,
z zyskiem, potrzebnym do zaspokajania swoich potrzeb.
Tego, co potrzebujê. A czego w³aciwie potrzebujê?
Potrzebujê ciekawe, prawda?
S³owo zbyt czêsto powtarzane traci swój pierwotny sens,
który i tak by³ przypadkowy.
Miastu potrzebny jest biznesmen, który umo¿liwi mu zmianê.
Za to powinno go skwapliwie chroniæ.
Przecie¿ trzeba zadbaæ o w³asne bezpieczeñstwo.
Czy to przesada, baæ siê, ZANIM uka¿e siê niebezpieczeñstwo?
Przepraszam godzina minê³a.
Przeci¹gnêlimy te trzy minuty
Za to, ¯ydzie, zap³acisz górê forsy.
A to tylko dla ciebie.
Znów ¿resz?
Patrz, Franz. Pieni¹dze.
Mo¿esz iæ graæ.
Znów bêdziesz kim. Nie bêd¹ ciê ju¿ poni¿aæ.
Nikt ci do piêt nie siêga, jeste najlepszy!
Chwila moment, piêæ tysiêcy?
- Niemo¿liwe; co za to musia³a robiæ? - Nic!
Gadaj, piczko, co robi³a za tyle siana? Nic, tak?
- Z³amiesz mi rêkê, puæ! - Masz mnie za imbecyla?!
Piêæ kafli? Liza³a mu dupê, krowo? Wiesz, czym jeste?
Zwyk³¹, nêdzn¹, brudn¹ kurw¹, ot co!
To jak, liza³a mu tê go³¹ dupê? ¯ar³a jego gówno?
No to ¿ryj, a do syta! Nawpierdalaj siê po uszy, wyrzutku!
¯ryj, kurwa!
Otwórz porz¹dnie tê mordê i gadaj prawdê, bo ciê zabijê!
- Kochalimy siê, zwyczajnie. - Co?
Co robilicie? Kochalicie siê!
Kochalicie siê? O nie, wycie siê zwyczajnie, obrzydliwie r¿nêli!
Bo jeste kurw¹! Chcê s³yszeæ, jak to mówisz: co robilicie?
- R¿nêlimy siê. - Dobrze, r¿nêlicie siê.
Kochali siê!
Kto to by³, synek milionera czy jaki golfista?
Kochaæ co takiego! Ty suko! Wbijam w twoj¹ forsê, pizdo.
To by³ ¯yd!
Stary, brzydki ¯yd.
No i? Co z tob¹ robi³?
Bi³ ciê albo kopa³?
- Co tyle kosztowa³o? - Tylko mi³oæ.
Ma takiego wielkiego kutasa, ¿e tyle p³aci?
Podoba³o ci siê? Krzycza³a z rozkoszy?
- Mów! - Mia³ wielkiego kutasa!
No widzisz!
- Jak by³ du¿y? - Ze 20 centymetrów albo i wiêcej.
- Co by³o dalej? - Jest gruby.
- Chuj czy ¯yd? - Franz - Jak gruby?
- Gadaj! - Jak butelka od piwa albo i grubszy.
Wiêc da³a siê wyruchaæ butelk¹?
Kobiety ! Wszystkie jednakowe, wci¹¿ to samo. Co by³o dalej?
- D³ugo mo¿e. Rypa³ mnie z godzinê. - Ty suko!
Nad ranem przyjdzie do mnie na balkon gwiazda,
ptaki siê tu w starym kapeluszu gnie¿d¿¹,
kotki nim wyjd¹, u³o¿¹ m³ode w sypialni,
u mnie jest zawsze liczba osób do pary.
sam, nie umiem byæ sam.
W miecie sam ¿yæ nie chcê, nie umiem byæ sam.
Nie umiem byæ sam.
Romi?
Martin!
S³uchaj no!
Romi! Wyrzygaj to, szybko! Wszystko!
Romi, popatrz na mnie!
Chryste, co przyjdê do domu, to albo wisi, albo siê z niej leje.
Ale to twoja córka.
Bo to nie twój syn.
- Nie zabijamy siê, tak siê nie robi. - Przecie¿ ¿yje.
Niestety. Tylko to mogê powiedzieæ: niestety.
Za to ty miotasz siê, jak lew po klatce. Uspokój siê.
- Jak to zrobiæ w domu, gdzie wci¹¿ siê kto zabija? - Przesadzasz.
Adekwatna przesada w tej rodzinie najlepiej oddaje prawdê.
Mi³oæ czasem bywa odrzucona.
Daj spokój, w wieku 31 lat odrzucona?
- Lekkie przegiêcie. - Chodmy co zjeæ.
- Jeæ? Z szalon¹ córk¹ w domu? - Nie jest szalona, ale chora.
Jedna chora, druga szalona, w sumie to wszystko jedno.
Sprzeda³by siê za kiepski dowcip, nie?
- Sprzedajê siê du¿o taniej. - To prawda.
Jeli to dla ciebie za ma³o, to proszê, nie bêdê ciê zatrzymywaæ.
Ale córkê-wariatkê we z sob¹, bo przysiêgam, wyrzucê j¹ przez okno!
Jeste chamski i operujesz skrajnociami.
Przepraszam.
Przepraszam.
- Masturbowa³a siê w wieku dwóch lat. - Przecie¿ to normalne.
Ja siê w tym wieku nie onanizowa³em.
By³e opóniony w rozwoju.
Gardzisz mn¹, gdy w koñcu ci to mówiê?
Mówisz mi to co dzieñ i nigdy tob¹ nie gardzi³am.
Gdzie moja szminka?
Pilnuj swoich rzeczy, nie mo¿emy tyle wydawaæ.
Bo¿e, doæ mam tych ci¹g³ych skarg!
- Kto j¹ odrzuci³? - Chyba ten jej Polak.
- Co? Polak? - W ka¿dym razie cudzoziemiec.
Polak!
Jaki Polak bezkarnie odrzuca moj¹ córkê?!
- Pewnie jej nie kocha. - Bo ¿re, jest gruba jak winia!
Ale to twoja wina, Lido. Rozpieszczasz j¹.
To nie moja pula genetyczna!
Jeli ci ul¿ê, wezmê na siebie to, co ty uznasz za winê.
I poproszê boga o wybaczenie.
Nie wiem, mo¿e chcieli siê zejæ? O czym my tu, kurwa, rozmawiamy?
Tego s³owa tu nie u¿ywaj. Dogadalimy siê co do tego.
Drwisz ze mnie? To ci jako matce nie przystoi.
Gdzie te moje rajstopy?
Gdzie s¹ schowane przed twoj¹ córk¹, bo kradnie jak sroka!
- Tylko po¿ycza. - I oddaje z zaci¹gniêtym oczkiem!
- To gorsze od kradzie¿y! Wiesz, co to jest? - No, co?
- Zapomnia³em s³owa, i co? - Jakie by to by³o s³owo, to k³amstwo.
- Mo¿e. Zamówi³a taryfê? - Bêdzie tu lada chwila.
Gdzie po³o¿y³em buty?
Jak sroka!
- Pani M.? - Tak.
To ja.
- Pan jest pani¹ M.? - A jak pan myli?
- Raczej nie. - To po co pytasz?
Fakt. To by³o poniek¹d zbêdne.
Poniek¹d. Na pewno.
Wie pan, to typowe dla mnie.
Lubiê wypowiadaæ siê poniek¹d sztucznie,
nauczy³em siê tego ³atwo, a efekt jest piorunuj¹cy.
Ponadto lubi to mój szef, Bogaty ¯yd,
a ja nie mam zamiaru
- Kto? - Bogaty ¯yd.
Widzê, ¿e ju¿ pan o nim s³ysza³.
Uwa¿am, ¿e to tylko kaprys,
na jaki niektórzy mog¹ sobie pozwoliæ.
S³uchaj, czy to prawda, ¿e ma
d³ugiego kutasa, grubego jak butelka od piwa?
Tego nie mogê potwierdziæ ostatecznie
i ze stuprocentow¹ pewnoci¹.
Widzia³em go tylko raz, gdy oddawa³ mocz.
Nawet ¯ydzi czasem musz¹ siê wylaæ.
A to, co widzia³em, zrobi³o na mnie wra¿enie poniek¹d skromniejsze.
A wiêc skromniejszy?
Choæ, jak na pewno pan wie,
z kutasem w pewnych okolicznociach dziej¹ siê wrêcz cuda.
Pani, zupe³nie przypadkiem, tu nie ma?
Zupe³nie przypadkiem raczej nie.
Ale jest tu.
Nie chcê byæ niegrzeczny,
ale chêtnie bym z ni¹ ewentualnie zamieni³ s³ów kilka.
- Wiêc chce jej znowu? - Jest poniek¹d skryty.
Nawet najbli¿szych wspó³pracowników nie w pe³ni wtajemnicza w swe dzia³ania.
Poniek¹d skryty?
Romi!
Ale nie jestem jeszcze przygotowana.
Nie szkodzi. Przyjmie pani¹ tak, jak teraz.
Mogê rzuciæ okiem?
Ja pierdolê!
Zmykaj! Raz-dwa!
Posz³a do ¯yda.
Do ¯yda, który jej p³aci.
Kto by przypuszcza³, ¿e w jedn¹ noc zamieni siê w celebrytkê.
Celebrytkê?
To jasne, ¿e ten adres jeszcze dzi pojawi siê w najwy¿szych krêgach.
Sk¹d ten pomys³?
Tak bêdzie.
Kobiety mnie raczej nie interesuj¹, przyznam siê panu bez bicia.
Cz³owiek robi, co mo¿e.
Kobiety ciê nie interesuj¹?
Niby ¿e jeste z tamtych?
Z których, gdzie?
To takie inne, ta zamszowa marynareczka,
ta muszka, co nie?
Ma pan na myli tamtych?
Ja pierdolê, fantastyczne.
- Owszem, fantastyczne. - Tak? Wiem.
- Wie pan? - Wiem, ¿e to ci siê podoba.
Wygl¹dasz na takiego.
Wie pan to kwestia wyboru.
Robiê to, co mi daje satysfakcjê
i to, co muszê, ¿eby unikn¹æ plotek.
Mam kontakty biznesowe z ¯ydem, ¯yd ze mn¹
i oboje musimy wznieæ siê ponad swe ograniczenia.
Tego to ja nigdy nie spróbowa³em.
- Wyjæ poza ograniczenia? - Nie, tego drugiego.
Tego, co ci daje tê satysfakcjê.
- Niech wiêc pan spróbuje. - Przestañ. Hamuj piêt¹, stary.
Co to panu szkodzi?
Nie by³em nigdy specjalnie wybredny.
¯ycie jest krótkie.
Mo¿na?
Chodzê po miecie.
Jakby nie by³o chaotyczne i jak ksiê¿yc nienadaj¹ce siê do zamieszkania,
ale jakby by³o otwarte, uczciwe, prostolinijne.
I pêkam wrêcz ze miechu.
Müller. Pozwoli pani, bym zaprosi³ go do sto³u?
Panno Romi, Müller. Müllerze, panna Romi.
Dwójka mi³ych ludzi.
Ten mê¿czyzna jest pani ojcem, prawda?
£atwo by³o to odkryæ, bywa pani klientem, nieprawda¿?
- Panie, ja ! - Usi¹d, Müller. Siad!
Nie by³ to aby pani pierwszy klient? Proszê te¿ usi¹æ.
Nie jestem wiêtoszkiem, wrêcz przeciwnie.
Przydaje to wam obojgu jakiego makabrycznego powabu.
A za to powinni wam zap³aciæ. Ja ka¿ê sobie p³aciæ za wszystko.
Za byle pierdniêcie wybaczcie wywiechtane porównanie.
Nawiasem mówi¹c, dzi znów by³ pan doskona³y.
Dziêkujê.
Bywa, ¿e cz³ek siê wyj¹tkowo stara.
S³usznie, wszak wietnie wie, dlaczego, czy¿ nie?
Tak.
Jak siê wiedzie szanownej ma³¿once?
Czyta, jak zwykle.
Lenina czy Marksa?
Bywa³y ju¿ gorsze ideologie, wiadomo.
- S³uchaj no pan - Siadaj, Müller. Ju¿!
- O czym wiemy, nie? - Tak, wiemy.
Ale ¿ony ju¿ pan nie bije, prawda?
Wiedzy nigdy za du¿o.
Nowe prawdy wci¹¿ zastêpuj¹ stare,
z wrogów staj¹ siê przyjaciele,
a odwrotnie, gdy trzeba:
mijaj¹ dni, up³ywa czas;
m¹dry da sobie poradziæ i tak dalej.
- Mo¿e nie? - Oczywicie.
Dziêkujê.
Proszê piewaæ dalej.
- Ale najpierw stawiam panu drinka. - Jemu nie wolno piæ.
- Jednego. Z nostalgii. - Nie napije siê. Martin?
- Panie Müller. - Martin ?
Ja stawiam, panie Müller.
Mo¿e dwa? Skoro zdrowie pozwala
Uroczy cz³owiek.
O ma³y w³os zapomnia³bym, ¿e nazywa siê Müller.
Muzyka!
Tutaj siê mê¿czyni nie ca³uj¹!
Kurwa!
Co robi³a za te pieni¹dze?
Co robi³a za tê forsê, znów mu liza³a dupê, suko?
S³ysza³a? Pytam ciê o
Na zdrowie.
W koñcu ¿ycie!
Spadaj, Oskar.
Spadaj.
Spadaj!
- To nic takiego. - ¯yd na nas ¿eruje.
Pije nasz¹ krew.
A my jestemy ci winni!
K³uje mnie z lewej strony.
Serce.
To te¿ wina tego ¯yda,
bo budzi w nas wyrzuty sumienia sam¹ swoj¹ obecnoci¹.
Jest tu!
Zawsze o krok przed nami,
a my mo¿emy jedynie zbieraæ resztki.
Czy¿ da siê uciec z nieruchomociami w walizce?
¯yd da³by radê.
Mo¿emy po stokroæ przeklinaæ system,
przez który niedomagamy, który nas krzywdzi,
gdy tylko siê nañ natkniemy.
I co nam z tego?
Dlaczego nienawidzimy ¯ydów?
Bo ich nienawidzimy. Bo istniej¹!
Wszelkie potrzebne wam powody znajdziecie w trzech literach:
¯-Y-D.
Powiedz to na g³os.
- Powiedz! - ¯yd.
Jeszcze raz.
- ¯yd. - Jeszcze raz!
- ¯yd. - Jeszcze! Nie staæ ciê na wiêcej?
¯yd, ¯yd!
¯YD!
Oto jedyne s³owo, które nigdy nie straci znaczenia.
Do domu!
Twoja córka, Luizo. Wci¹¿ j¹ pamiêtasz?
Powodzi siê jej, jest bogata.
Bêdzie mi wiêc ³atwiej jej nienawidziæ.
Czemu moja matka nienawidzi swego dziecka?
Bo gruncie rzeczy nienawidzi siebie.
Gadasz i gadasz i mylisz, ¿e co wiesz.
A robisz rzeczy niemaj¹ce nic wspólnego z rzeczywistoci¹.
Okaleczy³e mnie. To przez niego jestem kalek¹.
A czemu? Bo chla³. A czemu chla³? Bo siê kurwisz.
Mimo to nie upadamy na duchu i walczymy o swe szczêcie.
A rodzina podstawow¹ komórk¹ spo³eczn¹.
Mi³osierdzie.
Oto miasto ratuje siê swymi pojednawczymi gestami.
Wszystko znów siê wyg³adzi i u³o¿y.
To gra. Zasady s¹ znane z góry.
Znam zwyciêzcê przed rozpoczêciem gry.
Kto ma tekst, piewa. Kto nie ma, tylko patrzy.
A kto chce zarobiæ na utrzymanie s³u¿y miastu
i w³asnymi rêkami buduje kolejne domy.
Z pogardy, panie Müller, ma siê pieni¹dze,
czyste sumienie w nocy i spokojny sen.
- Tymi rêkami - Tak? - Tymi rêkami!
Innymi s³owami
Dziêkujemy.
Miasto ju¿ nie zapewnia równych szans, jak zreszt¹ nigdy.
Ale ró¿nice nie by³y nigdy tak alarmuj¹ce, jak teraz.
Oczywicie czy¿ mam siê zrzec w³asnych szans?
Czy kto inny by tak post¹pi³?
Wykorzystujê tylko w³asne mo¿liwoci. Gustownie, wdziêcznie, z dystansem.
Ale potrafiê te¿ inaczej, innymi s³owy
Panie Müller: innymi S£OWY.
Potrafiê te¿ inaczej, innymi s³owy: mniej gustownie.
Chcia³em pokazaæ wam prawdziwe oblicze tego miasta, ale
mój cel siê zrelatywizowa³;
uruchomi³em co, a to trwa nadal,
napêdzane w³asn¹ si³¹ inercji.
Kulturalne rodowisko wch³ania mnie.
Zapominam powoli o wartoci pieni¹dza.
Mi³ej reszty wieczora ¿yczê.
To mu siê uda³o. Jarmu³ki z g³ów!
Nie straæ mojej przychylnoci.
Bêdzie ¿y³, Romi.
Czemu ¯yd poni¿a ciê moim kosztem?
- Co mu zrobi³am? - Sk¹d mam wiedzieæ?
Myli, ¿e tacy jak ja s¹ winni mierci niektórych ich przodków.
Ale to prawda.
To dla mnie zbyt filozoficzna refleksja.
A to poni¿anie i ca³a reszta? To ci nie przeszkadza?!
To nie by³o do mnie skierowane! Nie rozumiesz?
Choæ warto siê nad tym zastanowiæ.
Jakie pañstwo dopuszcza do tego, co siê tu codziennie wyrabia?
Nie zaczynaj. Zatkaj gêbê.
Liberalizm, poprawnoæ polityczna to hipokryzja!
To totalitaryzm gorszy od komunizmu!
Emigranci, mniejszoci
Ja bym to raz na zawsze wyrzuci³ z Europy!
Globalizm rozpuszcza i poch³ania nacje europejskie!
Musimy wznieæ sztandar!
- Ja jestem Czechem! - Wiêc zachowuj siê jak Czech.
- Co? - Co co? No, chod!
Co?!
A ty czego?
Te twoje mniejszoci niele mi p³ac¹!
Mogê sobie pozwoliæ na wszystko, czego zapragnê.
No to wykorzystaj to! Proszê bardzo!
Nie licz siê z tatuñciem!
Daj siê przer¿n¹æ tym swoim mniejszociom!
Wszêdzie i porz¹dnie!
- Ty gno - Idziemy do domu.
Do domu!
Idziemy.
Idziemy!
Oskar?
Romi.
Strasznie siê bojê.
Czego?
Tego, co mi siê wymyka.
- Mnie ju¿ nie kochasz, wiêc - Kocha³em ciê, gdy by³a na dnie.
- Na luksus moje uczucie nie starczy. - Ale to nie ma sensu!
Mo¿e.
Co jest w tobie takiego, ¿e siê nagle wzbogaci³a?
Co w tobie znajduj¹ tak niezbêdnego?
Kochasz go?
Có¿ mam ci odpowiedzieæ?
Wszystko, byle nie prawdê.
Gardzi pani nami?
Nie.
Powiedz co.
Nigdy ciê nie zapomnê.
Franz
- We sobie te pieni¹dze. - Naprawdê? - Tak.
Nic dodaæ, nic uj¹æ.
¯egnam.
Na ile¿ to cz³owiek siê godzi:
ból,
nienasycone têsknoty i tyle innych.
Kim jestem?
Czym jestem?
Rzecz¹, która ulepsza miejskie rodowisko.
Ale tylko rzecz¹.
Tym jest cz³owiek.
Czym s³u¿¹cym do zaspokajania potrzeb.
Cz³owiek musi byæ taki, jak siê od niego wymaga,
inaczej przepad³ z kretesem.
Oddajê panu swoj¹ rolê.
Nie jestem z niej zadowolona.
Swoj¹ funkcjê i tak ju¿ spe³ni³a.
Powiedz mi pan co, czego nie wiem.
Nie, chwila.
Ja spróbujê.
- Przebaczy³am panu. - Nie.
Nie masz prawa mi wybaczaæ. Nie wolno ci.
Ja wiem, co mi wolno.
Jeste zdesperowana, ale desperacj¹ bezsensown¹,
ten rodzaj desperacji nie jest nic wart.
Ale¿ nie mam zamiaru nim handlowaæ
¯ydzie.
Jeli naprawdê chcesz mnie uraziæ, to ci siê nie uda.
To pan sam wie najlepiej.
Ale jeli chcesz, mogê wybaczyæ tobie.
W nosie mam pañskie wybaczenie.
Jeste tego pewna?
Nie.
Mo¿e ma pan racjê.
Mo¿e w³anie pana potrzebujê.
Potrzebujê potrzebujê.
Potrzebujê.
Ciekawe.
Gdy jakie s³owo czêsto powtarzamy, traci ono swe pierwotne znaczenie.
- Ju¿ siê nad tym zastanawia³a? - No.
Chcia³abym w koñcu umrzeæ.
Jest to jakie rozwi¹zanie.
Mam podobnie.
Ale brak mi na to si³y.
- Masz jaki plan? - Nie.
A potem?
Zrobi to pan dla mnie?
Nie, chwila!
Mo¿e pan przy tym bêdzie czu³ satysfakcjê.
Zrobiê to po prostu dla ciebie.
Serio?
Niech mi pan nie ka¿e d³ugo czekaæ.
Ostro¿nie!
Pan siê nie obawia.
W umieraniu siê doskonalê od wielu lat.
przek³ad: titi®
Project Haven facebook.com/ProHaven
.:: Napisy24.pl - Wprost od t³umaczy ::.
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.