All language subtitles for The.Resistance.Fighter.2019.23.976

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
nl Dutch
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soran卯)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

Za godzin臋.

Panie oficerze, moja c贸rka ma sze艣膰 lat.

Przychodz臋 do niej po niemiecku.

Mo偶ecie mu co艣 napisze膰.

Szanowni panowie, jeste艣cie rosyjskimi?

Nie.

Studiowa艂am w Wielkiej Malarze.

Cztery lata.

Tylko jedna strona jest prawdziwa.

Masz wyb贸r.

Nie rozumiem.

Czy powinni艣my przej艣膰?

Tylko nazwij.

T臋, albo inn膮.

Czemu?

Ta, czy inna.

Czekam na co艣.

Wybieraj pani, co za r贸偶nica, po艂owa i tak musi.

Nie.

Jedna cz臋艣膰 musi by膰 w og贸le.

Kup jej.

Zajmij si臋 innymi.

Zajmij si臋 innymi.

Dzie艅 dobry.

Dzie艅 dobry.

Dzie艅 dobry.

Problem jest, 偶e m贸j ojciec stworzy艂 mnie jako m臋偶czyzn臋, wi臋c to jest moja

sprawa. Tom, chod藕.

Nie, s艂ysza艂e艣 go.

To nie angielski.

Co powiedzia艂e艣?

My艣l臋, 偶e zrozumia艂e艣 mnie wystarczaj膮co dobrze, lieutenant.

Nie jeste艣 nawet fucking Bryt. Nie jestem, naprawd臋.

Ale jestem kochanym lieutenant -kornelera Davidem Schillingem. I w

swojego insygna艂u, on jest twoim superiorem.

Wi臋c jeste艣 pewien, 偶e chcesz kontynuowa膰? Chod藕, Tom, chod藕my. To nie

Jeszcze tu jeste艣, kochany. Pami臋tasz?

B臋dziesz siedzi艂 tutaj.

Zajmij si臋 jedyn膮 jedyn膮 jedyn膮 jedyn膮 jedyn膮 jedyn膮 jedyn膮 jedyn膮 jedyn膮

jedyn膮

Zostawi臋 sobie szans臋.

Zostawi臋 sobie szans臋.

Zostawi臋 sobie szans臋.

Zostawi臋 sobie szans臋.

Zostawi臋 sobie szans臋. Zostawi臋 sobie szans臋.

Zostawi臋 sobie szans臋.

Mam dobre wspomnienia o imieniu i twarzach.

I oczywi艣cie zauwa偶y艂em zamiary i sygna艂y, kt贸re wydaj膮 si臋 by膰 u偶yteczne.

Przepraszam. Chcia艂bym powiedzie膰 w imieniu ca艂ego sztabu, 偶e jeste艣cie

przyjemni tu, panie.

Dzi臋kuj臋.

Zosta艂e艣 tu w hotelu? Nie, mieszkam na drodze do Berlitz.

Bo nie mam kupon贸w na jajko, musz臋 je艣膰 tutaj.

Ja te偶 nie mam kupon贸w na jajko.

Po prostu przyjecha艂am z Szwecji.

Nie znam nikogo tu jeszcze.

Pan premier?

Nie spodziewa艂em si臋.

Pan wyje偶d偶a?

Tak, do Szkocji, na kurs padochronowy.

A potem skacz臋 do kraju.

Musimy i艣膰 natychmiast.

Prosz臋 za mn膮. Ale ja... I b艂agam pana, zapowi膮zuj臋.

Nikomu, ale to absolutnie nikomu, o tym ani s艂owa. Cho膰by pana kroili na

kawa艂ki. To tajemnica wagi pa艅stwowej. S艂owem, nikomu.

Anglicy skar偶膮 si臋 na pana poruczniku. Za mocno paszarzuje.

Widocznie za s艂abo. Dobi艂em si臋 do Churchilla bezskutecznie od p贸艂 roku.

Ale pan premier sam wie najlepiej, 偶e jako Polak nie mam na to szansy.

Co innego, gdybym by艂 sowieckim kurierem.

Nic nie poradzimy.

Tylko Niemcy sprawiaj膮 mu wi臋cej problem贸w ni偶 my.

Jak pan to do艂atwi艂?

Jestem premierem polskiego rz膮du.

To czyni mnie kim艣 teoretycznie r贸wnym mu stanowiskiem. Co nie zmienia faktu,

przyj膮艂 nas w cudzym domu.

Czy mog臋 ci pom贸c, panie?

Nie, dzi臋kuj臋.

Jestem na drodze do mojej unii. My艣la艂em, 偶e b臋d臋 si臋 odpocz膮艂.

Papiery, prosz臋.

Czy co艣 si臋 nie dzieje?

Jako oficer w USA, mam... Mam tutaj moje papiery.

Tam je mam.

Tak, tak.

Panie Przewodnicz膮cy. Winston, pozw贸lcie mi zaprezentowa膰 si臋 panu lieutenantowi

Johnowi Nowakowi. Przez Warszaw臋. Nowak!

Wi臋c, niesamowicie wyje偶d偶a艂e艣 z Warszawy.

I teraz chcesz wr贸ci膰. Jakim bym by艂, Panie Przewodnicz膮cy, gdybym tylko

poje偶d偶a艂 jedn膮 drog膮?

Prosz臋 powiedzie膰 Warszawom, 偶e jeste艣my i zawsze b臋dziemy przyjaci贸艂mi twojego

kraju. Ale teraz jest to cz臋艣ci膮 teatru wojny sowieckiej. I z tego powodu, 偶adna

akcja wojenna nie jest mo偶liwa bez zalecenia sowieckiego.

Panie ministrze, to nie chodzi o terytorium Polski po wojnie, kt贸re

zmienione do po艂udnia lub do zachodu.

Sowieci chc膮 zmieni膰 Polsk臋 w Republik臋 XVII.

To chodzi o wolno艣膰 mojego kraju.

Kraj, dla kt贸rego rz膮d ma sw贸j szanowny, pod kierunkiem prime minister Neville

Timberland... Nie!

Nie oddam RAS ani Sosborowskiej Brygady do

Warszawy! Musisz dosta膰 swoje armi臋 do kraju, 偶eby zapomnie膰 o tym uprzedzeniu

i czeka膰 na sowieckich.

Niekoniecznie.

Mam dla Stalina pewn膮 propozycj臋.

Tylko bur w kraju mo偶e mi pom贸c. My tutaj w Londynie nie mo偶emy nic.

Bur musi to zrozumie膰. I musi da膰 mi argument do rozmowy ze Stalinem. Jaki

argument?

Walka.

Otwarta walka z Niemcami. Panie poruczniku, o Warszaw臋. To samob贸jstwo.

Nie zrozumia艂 pan premier, co Churchill powiedzia艂. Nie b臋dzie panu o tym

decydowa膰.

Pana zadanie to przekona膰 Bora, 偶eby o wybuchu powstania zdecydowa艂 sam.

Bez naczelnego woza.

I bez wzgl臋du na pogl膮dy pana Churchilla. Zrozumiano?

Tak jest, panie premierze.

Od razu niech pan leci na ten kurs.

I wraca do Warszawy. Jak najszybciej.

Zobaczcie, co zrobi艂em!

Teraz jest m贸j trzeci! Mam nadziej臋, 偶e nie tyle.

Czy jeste艣 w porz膮dku? My艣l臋, 偶e zniszczy艂em si臋.

Nie pozwol臋, 偶eby艣 znowu uciek艂.

Nie do ko艅ca wojny!

Ale panie przewodnicz膮cy, wr贸cili艣cie?

Mo偶na tak powiedzie膰, panie przewodnicz膮cy.

Himmler mnie wysy艂a艂.

Przede wszystkim b臋d臋 u偶ywa艂 twojego budynku.

To nam przys艂a艂 nasz agent z Londynu, z postami dyplomat贸w przez Madryt臋.

Talentyczny, dobrze napisany.

Ale nie m贸g艂 po prostu zrobi膰 zdj臋cie z nim.

M艂ody, m艂ody m臋偶czyzna.

Dlaczego widzimy to?

Ten m艂ody m臋偶czyzna jest panem wiceprzewodnicz膮cym Janem Kwiatkowskim.

oko艂o p贸艂 roku przeszed艂 do Londynu.

Przez kanale organizacji Zaloga.

Jaki艣 z tych... Jarach. Jarach. Jarach informuje, 偶e w tej chwili du偶o os贸b w

tym drodze zosta艂o zablokowane.

Dlaczego ten przypadek jest tak szczeg贸lny?

Kwiatkowski zosta艂 zniszczony dwoma razy.

Dwa razy w sam膮 stron臋. Kurier.

Tak, tak.

Z kim si臋 spotka艂 w Londynie?

Z Miko艂ajczykiem, Anthony Eden i Churchillem.

Tak, z panem Winstonem Churchillem. Z kim mo偶e si臋 spotka膰 teraz w Warszawie?

呕arty.

Z Bohem.

Szanowni Pa艅stwo.

Sturmbandf眉hrer.

Je艣li B贸g naprawd臋 jest na naszej stronie, to mogliby艣my zmieni膰 ci膮g tego

wojny.

I co pan zrobi najlepszego?

A, to nic.

Zrasta si臋 szybko.

Tyle, 偶e nie mog臋 skaka膰.

Wr贸c臋, jak przyp艂yn膮艂em.

Przez Sztokholm. Ile czasu to panu zajmie?

Dzi艣 rano alianci wyl膮dowali w Normandii. W tej sytuacji nawi膮zanie

Sowietami jest dla nas spraw膮 najwa偶niejsz膮. A pan r臋k臋 艂amie? Panie

Sowieci nie dbaj膮 o stosunki z nami. Wejd膮 do nas jak po swoje.

Ja nie wiem, jak pan to zrobi.

Ale natychmiast ma pan dotrze膰 do Bora.

Tak, panie przewodnicz膮cy.

Ten Kwiatkowski jest nasz膮 najlepsz膮 mo偶liwo艣ci膮, by dotrze膰 do Boa.

Tak.

Bardzo dobrze m贸wisz, panie przewodnicz膮cy.

Szybki kurier mo偶e by膰 boatem bog贸w.

Heil Hitler.

To by艂 idiot.

Wasza... ...nowa.

Idiotyzm. S艂ucham?

Czy tak wygl膮da niemiecki szpieg? Nie wiem, nie znam 偶adnego. A pan?

Naczelnego wodza nie ma. Przyjmie pana genera艂 Tatar.

Prosz臋 za mn膮.

Panie generale, ja do naczelnego wodza.

Nie s艂yszeli艣cie ojciec?

Naczelnego nie ma i nie b臋dzie.

Przez kilka miesi臋cy.

Omeldujcie, co tam macie.

Dosta艂em rozkaz natychmiastowego powrotu do Warszawy.

Ch臋tnie by mam ojciec pom贸g艂, ale mam dla was z艂e wie艣ci.

Kom贸rka za艂ogi zosta艂a rozbita przez gestapo. Droga przez Sztokholm i Gdyni臋

jest zamkni臋ta.

Dobrze.

Je艣li to wszystko... Panie generale, s艂ysza艂em, 偶e uruchomiono most

Brindisi do kraju. Do Tarnowa, zdaje si臋.

Uruchomiono most, to prawda.

Ale tylko dla wa偶nych os贸b.

I przez ty艂ek specjalnego znaczenia.

B臋dziemy im dostarczy膰 rakiety V2, kt贸re bombarduj膮 Londyn. A nie was, ojciec.

O艣miel臋 si臋 przypomnie膰, 偶e pan, generale, jako podleg艂y... Wy mi si臋,

nie o艣mielajcie za bardzo.

Ja tu rz膮dz臋. Wam si臋 tylko wydaje, 偶e jeste艣cie tacy wa偶ni.

Ja wam w og贸le niczego nie zabraniam.

P艂y艅cie sobie do tego w rewizji, kiedy tylko chcecie.

A tak jak wszyscy inni, stateczkiem po morzu.

Dzie艅 dobry.

Rozkaz wykonany, panie generale.

Je艣li nie jestem potrzebna, to oddam dziecko siostrze. Dzi臋kuj臋, pani

podchor膮偶y.

To teraz mamy kobiety w podchor膮偶贸wce?

Przyjdzie potrzeba, to i wiecie.

Jak skok?

Bez problemu, chocia偶 prze偶ycie jest niew膮tpliwe.

W艂a艣nie m贸wi艂em, 偶e kurier pana komendanta z Londynu, Nowak, nie

Z艂ama艂 r臋k臋 podczas skoku 膰wiczebnego.

A co to jaki艣 idiot臋? Ja mam 46 lat, a jestem ca艂y. Fakt. Nowak nie jest

skoczkiem. Ale to go nie powstrzyma. W og贸le nic go nie powstrzyma. To jest

charakter. Dotrze do Warszawy cho膰by w p艂ach.

Zanim Pa艅ski Nowak dotrze, Sowieci zajm膮 p贸艂 Polski.

Musimy czeka膰. Nie zaczniemy walki bez brytyjskich gwarantii.

... ... ... ...

...

... ...

Wydaje mi si臋, 偶e ju偶 si臋 pojecha艂em. W ko艅cu dostajesz kup臋?

Dzieciuk Marlborough skorzysta艂 z najwy偶szej decyzji na koniec wojny. A

Pani Jane, wyci膮ga pi艂k臋.

Przepraszam, mam lepsze pomys艂y.

Zacznijmy od pi艂ki.

Jeste艣 w porz膮dku, lieutenant?

B膮d藕 moj膮 dziewczyn膮.

Panie generale, porucznik Jan Nowak, kurier KGK z Warszawy.

S艂ysza艂em, s艂ysza艂em.

Pan, panie poruczniku, tutaj nie czekaj膮 w kraju na pa艅ski raport? Genera艂 Tatar

nie chce mnie wpisa膰 na loty do Brindisi, ka偶e mi p艂yn膮膰 statkiem. A

przed wyjazdem chcia艂em koniecznie z panem genera艂em... Pomija pan drog臋

s艂u偶bow膮, panie poruczniku. Tak jest, panie majorze, pomijam.

Dlaczego Tatar odmawia panu lotu? Nie wiem, panie generale. Powiedzia艂 tylko,

ja tu rz膮dz臋.

Ciekawe.

No, nic tu nie pomog臋. Jutro lec臋 do W艂ocha. Inspekcja drugiego korpusu.

Powodzenia. Miko艂ajczyk ka偶e mi nam贸wi膰 Bora, aby dzia艂a艂 bez ogl膮dania si臋 na

Londyn.

Wybacz, moja droga. Musz臋 po艣wi臋ci膰 porusznikowi jedn膮 chwil臋.

A, pu艂kowniku, powierzam panu genera艂u. Tak jest.

Znajd藕my spokojne miejsce.

To jaki艣 absurd.

Powiedzia艂 to panu wprost?

Do tego dopu艣ci膰 nie wolno. W obecnej sytuacji militarnej by艂aby to nie tylko

g艂upota polityczna, ale i zbrodnia.

Niech pan natychmiast wleci do Warszawy i powstrzyma Bora przed szale艅stwem

Miko艂eczek.

I jemu podobnych. Tak jest, panie generale, oczywi艣cie.

Nie anga偶owa膰 si臋 w walk臋 z Niemcami.

Zachowa膰 偶yw膮 substancj臋 narodu.

Chod藕 z ja艂y wycofa膰 na zach贸d.

Jutro zabieram pana ze sob膮 do Blindizji.

A dalej musi pan ju偶 sam.

A Tatarowi niech pan powie, 偶e jednak ja tu rz膮dz臋.

Nie jestem pewna, czy kobiety s膮 pozwalane tutaj.

Znowu si臋 spotkali艣my za p贸藕no.

Musimy od razu odby膰 si臋.

Mo偶e si臋 znowu spotkamy.

Kiedy艣.

Gdziekolwiek w... w dalekiej miasteczce.

Jest pi臋kna ko艣ci贸艂ka, w kt贸rej przed ni膮 jest Jezus, bior膮c 艢wi臋t膮 Kr贸low膮 na

pod艂og臋.

Wygl膮da na to, 偶e pokazuje drog臋 ludziom.

B臋d臋 tam, boj臋 si臋, 偶e znowu si臋 spotkamy po wojnie.

Boj臋 si臋?

Tak.

Czasami chc臋, 偶eby艣 by艂 tak m艂ody.

21 B, 5.

Powinienem by膰?

Jestem, szczerze m贸wi膮c.

Mam nadziej臋, 偶e to nie powstrzyma Ci臋 od wej艣cia.

Teraz, 偶e tu jestem, nic mnie nie powstrzyma.

Dobrej nocy, panie dyrektorze. Musimy porozmawia膰.

I jest to ostro偶ne.

Oczywi艣cie. Po prostu uciek艂am.

Do widzenia.

Do widzenia.

Prosz臋, majorze.

W trzonku p臋tla ukryte s膮 mikrofilmy, kt贸re dostarczy pan do r膮k w艂adnych

Odpowiada pan za nie g艂ow膮.

Wyra藕nie niebezpiecze艅stwa zniszczy膰.

Dopiero potem ratowa膰 siebie. Tak jest.

Wczoraj zako艅czy艂 si臋 l膮dowanie brytyjskim samochodem,

gdzie艣 w pobli偶u Tarnowa.

Zanim wyje偶d偶acie do Tarnowa, wysy艂ajcie samoch贸d do Bremerhaven.

Gdyby nasz angielski agent wyje偶d偶a艂 z powrotem z U -boatem, powinien wyje偶d偶a膰

tutaj. Do Warszawy.

Kwiatkowski poszukiwa krok po kroku. Gdyby Kwiatkowski zako艅czy艂 l膮dowanie w

Polsce, powinien te偶 by膰 tutaj.

Dzie艅 dobry, lieutenant.

Co si臋 dzieje, ch艂opaki?

Uciekaj, lieutenant.

Nie mo偶esz tu by膰.

Teraz? Tak, lieutenant.

Teraz.

Zadzij臋.

Ma pan mo偶e ognia?

Prosz臋. Niemcy masowo uciekaj膮 z Warszawy.

Spotkajmy si臋 na mo艣cie Poniatowskiego.

Panie poruczniku, prosz臋 za mn膮.

Zamach Zachitera mo偶e sp艂oni膰 komend臋 g艂贸wn膮 do rozpocz臋cia walki w Warszawie.

Niech pani powstrzyma. Tak jest.

Niech pani powstrzyma.

Tu s膮 moje prawa.

Chc臋, 偶ebym posz艂a na list do Polski od razu.

Wejd藕cie ka偶dego dnia i zapytajcie o 5 a .m. i 5 p .m. je艣li b臋dzie tam lot.

Jak d艂ugo to b臋dzie?

Mo偶e 24 godziny, mo偶e 24 dni.

Musimy by膰 pacjentami.

Musz臋 i艣膰 teraz. Nawet w 24 godziny, mo偶e by膰 za p贸藕no.

Widzisz, co si臋 tu dzieje?

Musz臋 doj艣膰 do Polski.

Rozumiem, co m贸wisz, ale to wojna, lieutenant.

I prawdziwa wojna.

Chcia艂bym, 偶eby moja nie by艂a prawdziwa, ale jest.

Wszyscy maj膮 swoj膮 w艂asn膮 wojn臋.

Niestety dla Ciebie, reszta 艣wiata nie zale偶y od Ciebie.

Wr贸膰 do nas ka偶dego dnia.

Nad ludzie.

A byd艂o goni膮 jak pastuchy. I kradzione.

To miasto zaraz wybuchnie. Ludzie nie pozwol膮 im si臋 oprapowa膰, a potem po

prostu wyjecha膰. Teraz powinni艣my atakowa膰, zanim si臋 pozbieraj膮 do kupy.

Nie mo偶emy.

Rosjanie s膮 za daleko.

I ranek, 偶eby nie wiem, jak daleko trzeba si臋 bi膰, zanim tu wejd膮.

Sami nie wygramy. Musimy mie膰 pomoc od Anglik贸w.

A w tej kwestii nic nie wiemy.

Wi臋c gdzie jest ten wasz cholerny kurier?

I masz swoje w艂asne 艂agodniki, lieutenant?

Nie potrzebuj臋 艂agodnika.

Nie b臋d臋 偶y艂, a偶 zap艂acisz mnie na lot w Polsce.

Wiesz, to wygl膮da na to, jak niespodzianka w czasach wojny.

Albo nawet rebelia.

Wiesz, 偶e organizuj臋 tysi膮ce lot贸w z propozycjami dla partizan贸w, kt贸rzy

w Francji, Jugos艂awii i Grecji. Co wi臋cej, jest druga front w Francji. I

pierwsza front w Polsce, majorze.

Tak, to jest wojna sowieckie. Nie mam w tym nic do m贸wienia.

Mog臋 wam opowiedzie膰 sekret?

Nie m贸wcie nikomu, nawet je艣li zniszczyli艣cie si臋 w kawa艂ki.

Teraz, w tym jedynym momencie, przez ca艂e pi臋膰 lat tej cholerniej wojny, w

jedynym momentie, kt贸ry wkr贸tce zostanie zniszczony i zostanie znowu

bezwzgl臋dny, w tym samym momencie, tutaj, teraz, za tylko jedn膮 minut臋,

przysz艂o艣膰 Polski zale偶y od was i mnie.

Zabierzcie cokolwiek po艂膮czonego do Anglii.

Cigaretki, czapki, czapki, czapki, czapki, czapki, czapki, czapki, czapki,

czapki, czapki, czapki, czapki, czapki,

czapki,

czapki.

B膮d藕cie gotowi na l膮dowanie!

M贸wi si臋 go dla bolek. Gdzie ponosi tam partyzanki? Zami膰 kobieto! Ju偶 ci臋 nas

ostrzegali, jak podpisa艂e艣 w Volkswitze.

Zami膰 kobieto, bo nie wytrzymam.

M贸wi, 偶e nam ptaszka zabili?

Cio, b膮d藕!

Do mu sie膰!

Mamy dwie motory Dakota.

Z tym nie b臋d膮 nas bombowali.

Ile m臋偶czyzn macie?

Moje m臋偶czyzny s膮 mechanikami.

Je艣li Dakota chce przyjecha膰 na teren, musz膮 obejrze膰 przynajmniej jednego z

partizan贸w na terenie.

Moich dw贸ch mechanik贸w nie b臋d臋 tam wysy艂a艂.

To jest zbyt du偶a wytrzyma艂o艣膰, panie prezydentie.

Tak, ale to nie jest g艂upot膮.

Pozw贸lcie wzi膮膰 samoch贸d z Tarn贸w, to mo偶emy jecha膰.

Panowie! Kapelu!

M贸j but!

Prosicie.

Ju偶! Ju偶! Ju偶! Ju偶!

Ju偶! Ju偶! Ju偶! Ju偶! Ju偶! Ju偶! Ju偶! Ju偶!

Ju偶!

Nie ma tu nieco, co szare SS s膮 u Tarnowie!

Wcze艣niej, jak za godzin臋, tu nie b臋d膮!

Wyprzyjcie go!

K膮pcie pod ko艂ami!

Nie mamy 艂opa!

To k膮pcie czym macie?

Nie masz 艂opat? Nie wzi臋li艣my, tamten startowa艂 bez problemu.

Ziemia rozmok艂a po deszczu.

Panie dow贸dku, dlaczego nie odje偶d偶amy? S艂ycha膰 nas w ca艂ym powiecie.

Jak nie wystartuje, to furmanka zabierze 艂adunek, kt贸ry mia艂 by膰 wys艂any.

Musicie czeka膰.

To si臋 przyda.

Tak g艂臋boko siedzi. Bez

艂opat nie da rady.

Wyrwijcie deski z losu, ile si臋 da.

Pierdnij mi kopcia, a potem dajcie pod ko艂o.

Mo偶e pan t艂umaczy膰? Musz臋 porozmawia膰 z pilotem.

Panie kapitanie!

Nie mamy 艂opat, 偶eby pana wykopa膰.

Uda si臋 panu ruszy膰 do 艣witu, czy nie?

T艂umacz pan.

Ja mu powiem.

Kapitan m贸wi, 偶e nie ma szans.

Niech wszystko zabieraj膮 z pok艂adu. Spalimy maszyn臋. Co spali膰?

Samolot? To niedoczekanie my nie pozwolimy.

Co ty zrobisz?

Bazurami go wyrwiemy z ziemi.

A nikt nie da.

Ile ma pan ludzi na wartach?

Pi臋tnastu. Pan wo艂a wszystkich.

S艂uchania!

Znale藕cie le膰!

Fajta, fajta!

No ale czy偶 w bia艂y dzie艅?

A tu wyraz b臋dzie aset z Tarnowa. Zbieramy si臋.

Baczno艣膰!

Spocznij. Za tydzie艅 odbieramy nast臋pny lot.

A mo偶e i nie odbieramy.

Nikt nas o tym nie b臋dzie informowa艂, bo jakby kt贸ry艣 pad艂 w 艂apy szkopom, to

m贸g艂by powiedzie膰, 偶e on nie chce.

Zabierz ich do swojej matki budowalczak, a nie zd膮偶ysz. Tak jest.

Kto tu?

Uwa偶aj!

Dajber!

Czy to za co?

Dajber, gdzie?

Ka偶dy ich zabierze.

Najpierw wyko艅czyli艣my syna, a teraz starego.

Niech ta cholerna wojna si臋 wreszcie sko艅czy.

Co pan tu jeszcze robi?

Chyba przylecia艂 pan po wa偶niejsz膮 robot臋.

Jak nas zatrzymaj膮, to si臋 z tego nie wyt艂umaczymy.

Wiemy o latach.

Dziewi臋tna艣cie. Wiem, tu si臋 nie boj臋, ale stras to lalska 艂upy nam pourywa.

godzi艂a si臋, 偶eby m艂ody do nas do lasu w domu zamyka艂a.

Co za 艣wiat!

Bierzemy go.

Musisz si臋.

Nie ka偶cie mi powtarza膰.

Wszelkie prawa zastrze偶one.

Niemcy boj膮 si臋 rusza膰 dup臋 w koszar. Tak silne mamy tu bataliony.

Patrzmy, jak ludzkie wejd膮 i b臋dzie po nich.

Po nich i po nas.

Kazek, bierz ich na furmank臋 i do D膮browy.

A jest kolarska?

S艂yszysz? Starszy w 87, teraz m艂odszy.

Powodzenia, panowie.

Po brod臋 krew z wozu zetrzyjcie.

Przecie偶 tego nie wyt艂umaczycie.

A my na rowery i do S艂otkiny.

Daleko tu?

Za 20.

A poci膮g jest za dwie godziny, zd膮偶ymy.

A pan co?

Nie mo偶emy furbank膮?

Nie mamy.

To zamie艅my si臋 z tamtymi.

Ju偶 pojechali, nie ma czasu.

A ja przed chwil膮 musz臋 przodem i sprawdzi膰 jak na stacji jest. Jak?

Furbank膮? Co艣 nie tak?

We藕miemy rower na furbank臋.

Dla pana. Janek, nie mamy furbanki ani czasu, 偶eby jecha膰 j膮 zawraca膰. O co

chodzi? O nic.

Wi臋c?

R臋k膮 nie peda艂ujesz.

Nie umiem je藕dzi膰 na rowerze.

Co?

Ka偶dy umie.

Ka偶dy umie?

Bardzo dobrze, bardzo dobrze.

Nie maj mocy.

No.

Kolej, kolej, kolej.

Pedaluj.

Le膰 przez to.

No, jeszcze raz.

Jeszcze raz.

No nie, nie, kre膰 mnie. I teraz prosto kierownic臋.

I pie艅.

Mamy tutaj... Tego nie sz艂o wyjdzie膰. Koczek i nie umie na rowerze.

Nie jestem z Koczkiem.

Pierwsze nie zd膮偶ymy na czas.

W艂odek, zaprz臋gaj m贸j w贸z.

Na艂aduj kur i jajek. Pojedziemy na targ.

B贸g zapas, Pani Stonarska, bo inaczej nie da rady. Na trych. Przyjd藕my.

Jedziemy, W艂odego.

Zawad藕cie na rami臋.

Gdzie wasz najm艂odszy?

Ch艂opak stolarski.

M贸wcie.

Panowie s膮 z SS.

To nie jakie艣 wiejskie wachmany.

Kr臋cili si臋 jakie艣 obcy w waszym obej艣ciu dzi艣 rano?

M贸wcie.

Jak nie wiedzieli艣cie, te偶 m贸wcie.

Powiedz mi, dlaczego p艂aka艂a?

Czemu p艂akali艣cie?

Szkoda, 偶e tak dobrze. Nie jeste艣my rodzinami.

Tak,

to by艂o jeszcze.

Id藕cie, panie prezydentie.

S膮dz臋, 偶e pusty kwiaty wyjdziemy na tajny!

W dw贸ch na targ jedziemy w艂a艣ciwie handlowa膰 jajkami, tak?

Z punktu wygl膮damy na idiot贸w.

Uzgodnijmy jednak inn膮 histori臋.

Mo偶e bardziej, nie wiem, wiarygodn膮?

Dokumenty.

Na targ?

Na targ.

No tak, przecie偶 po kurach wida膰.

Niemcy dzwonili na stacj臋, 偶e szukaj膮 Skoczka, spadochronowego.

Blondyn, 艣redniej budowy cia艂a, wiek oko艂o 35 lat.

No, ty na niego wygl膮dasz.

My nie Skoczkowie, my handlarze.

Handlarze? Znaczy obowi膮zkowo na targ.

Co jest, g艂upka ze mnie robita?

Mieli panowie by膰 z W艂odkiem. We trzech na rowerach. A przyjechali we dw贸ch,

furmank膮. I sk膮d ma wiedzie膰, 偶e to wy?

Tak staj臋 jak ta dupa i patrz臋 i my艣l臋. Wy czy nie wy? Jest nie trzeci.

Tu s膮 wasze bilety.

Lepiej, 偶eby si臋 przy Kasie nie kr臋ci膰.

Jest paru podr贸偶nych, ale Niemc贸w nie ma.

M贸wi艂em, 偶e dzwonili.

Szukaj膮 Blandyna. Trzydzie艣ci pi臋膰. Ju偶 dobrze.

Za艂贸偶 mu jak膮艣 sapk臋.

Nie mam, zgubi艂em.

Strasznie du偶o transport贸w idzie ze wschod贸w. Du偶o sanitarnych. Sur偶e nas

p贸艂 godziny trzymali.

Zostaj膮 艂upnia od ludzkich, to pewne. Du偶o jedzie tam, a ma艂o wraca. Pani

zawiera w to. Trzy kwadrance op贸藕nimy.

Pan si臋 tak nie denerwuje.

Mo偶na wozi膰 co si臋 chce. Niemc贸w w poci膮gach nie by艂o od tygodnia.

Sp贸藕nili si臋 na poci膮g. Teraz b臋d膮 dzwoni膰 na stacj臋 w P艂ot艂臋偶u.

I tam nabyskaltuj膮 偶andarmy.

Do mnie szukaj膮.

Za sze艣膰, siedem kilometr贸w jest ostry zakr臋t. Dam panu zna膰, pan... Nie mog臋,

musz臋 do Warszawy.

Jak musz, to musz, ale pan nie trafisz do Warszawy.

Tylko na Gestapo w Kielcach.

To zale偶y od pana.

Nie wyje偶d偶ajcie!

Nie wyje偶d偶ajcie! Zosta艅cie w poci膮gu!

Zostawiamy kontrol臋.

Nikt nie zostanie w poci膮gu.

Zostawcie

kontrol臋.

Nikt nie zostanie w poci膮gu.

Zwyci臋stwo Zwyci臋stwo Zwyci臋stwo

Zwyci臋stwo

Odpuszczalnie. Odpuszczalnie.

Odpuszczalnie. Odpuszczalnie.

Odpuszczalnie.

Pan poda dalej. Kto dojecha艂 niech wysiada.

Zd膮偶ymy do Warszawy przed godzin膮 policyjn膮?

Zobaczymy, ale powinni艣my. Co z pana za kolejarz, 偶e pan pasa偶er贸w pyta?

Kolejarz w czasie wojny, droga pani.

Wsiada膰, wsiada膰!

Odje偶d偶amy!

Przepraszam. Przepraszam bardzo.

Przepraszam.

Garniwanym miejskim poradzimy sobie sami.

Mo偶e.

A z patograniarzy z dywizji Hermann G枚ring?

Wczoraj przyjechali do 呕erazdowa. Bez brygady Sosowowskiego nie mamy szans.

A co z kurierem? Masz jakie艣 wiadomo艣ci?

W nocy wyl膮dowa艂 samolot z Brindisi.

Ale tepesza Tatara zapowiada tylko Wolskiego i dw贸ch z okr臋gu krakowskiego.

W manifestie lotu nie ma naszego kuriera.

Wolski, ju偶 po godzinie policjant.

Wszystkiego najlepszego, spokojnej nocy.

Zobaczcie. Zobaczcie.

Lisa jest otwarta.

W sprawie korepetycji Soniewskiego.

Panowie wejd膮.

Mo偶na siada膰.

Z godzink臋 mi zejdzie.

Potrzebuj臋 natychmiast.

Ja, panie, nic nie wiem. Co pan potrzebuje?

Jak panowie przyjd膮, mam tylko i艣膰 po pann臋. To id臋.

Kazali czeka膰.

To prosz臋 czeka膰, a jak nie, to droga wolna.

Tym bardziej, 偶e co艣 od was trupem zalatuje.

Bez honoru.

Wezwano sto tysi臋cy ludzi do rob贸t fortyfikacyjnych. Chc膮 nam wywie藕膰

dlatego musimy dzia艂a膰. Og艂osi艂em godzin臋 dw贸ch.

Na jutro, na siedemnastu. Chwa艂a Bogu, zaczynamy.

Co pan zrobi艂? Co panu pozwoli艂?

Niemcy chc膮 nas jutro wy艂apa膰. Nie mo偶emy na to pozwoli膰. Tak jest. To nie

dobry moment.

呕aden nie b臋dzie dobry. Ale mo偶emy wybra膰 najlepszy. Prosz臋 natychmiast

rozkaz. Panie generale.

Monter postawi艂 na nogi czterdzie艣ci tysi臋cy 偶o艂nierzy. Wydawana jest bro艅.

mo偶emy tego odwo艂a膰. Panie pu艂kowniku Monter, prosz臋 natychmiast odwo艂a膰

Tak jest.

Ja jestem z Krakowa.

Jeszcze jeden b艂膮d i musimy sko艅czy膰 operacj臋.

Tak, panie dyrektorze.

Wszyscy chcemy si臋 zmieni膰.

Przebudzili si臋 na to od lat.

艢miej膮 intryg臋, prowadz膮 co艣 w szpitalu. Maj膮 najwi臋ksz膮 armi臋 podziemn膮

europejsk膮.

I to si臋 zdarzy, Witze.

Wkr贸tce. Teraz, mo偶e ju偶 dzisiaj.

Himmler zaprosi艂 mnie do spotkania z Boerem i przekonania go, 偶e Rosjanie s膮

prawdziwymi przeciwnikami.

My jeste艣my tylko najmniejsza cz臋艣膰.

Polacy chcieliby nam i sowiecom rozkracza膰 oczy.

Czy widzieli艣my kogo艣, kto widzia艂 Kwiatkowskiego z w艂asnymi oczami?

Tylko ten Jarach, bo pozosta艂e rzeczy zosta艂y zamkni臋te w gestapo.

Ach, tak.

Ten agent spotka艂 si臋 w nocy.

Z Londynu.

Szlak mi najja艣niejszy trafi.

To oni.

Dzie艅 dobry panu.

Pana Holskiego mam zabra膰. To ja. A mnie?

A c贸偶 panem? O panu nic nie wiem. Jak to o pani nic nie wie? Nie uprzezono was o

moim przybyciu?

No przecie偶 tak powiedzia艂am.

Genera艂 Tatar nie uprze...

Jestem porucznik Jan

Nowak. Musz臋 natychmiast widzie膰 si臋 z komend膮 g艂贸wn膮.

Pierwsze s艂ysz臋. Ja si臋 zabij臋.

Ja wiem, 偶e konspiracja, ale to jest czas nadzwyczajny.

Rozumie pani?

Co wy tu za organizacj臋 macie? Czy panu si臋 wydaje, 偶e ja mam natychmiastowy

dost臋p do kogo tylko chc臋 i prowadz臋 nieznajomych wsz臋dzie, gdzie sobie tego

偶ycz膮?

Panie Wolski, idziemy.

Panno moja, to co mam do przekazania, to s膮 informacje wagi pa艅stwowej.

Komenda g艂贸wna czeka na nie od tygodni. Gdyby to by艂o tak wa偶ne, to chyba by

mnie uprzedzono.

A tak to nie mog臋 nic poradzi膰.

Panie Wolski, idzie pan czy nie?

Jak to idzie? A ten?

Nie mo偶e tu w 偶adnym wypadku zosta膰. Mia艂em tylko panie da膰 zna膰, 偶e s膮. Pan

wie, kto to jest, to ja chyba tym bardziej nie wiem.

I do tego, jaki nachalny. Z komend膮 chce siebie i dzieci akurat. Panie Wojek,

zaraz paln臋 pana w 艂eb. Co on mi tu przychodzi, nie wiadomo kto.

Nikt go nie zna. Mo偶e to kapu艣 jaki艣 albo co gorsze. Spok贸j, panowie.

Dajcie spok贸j.

Z艂amie zasady, ale trudno. A pan g臋ba na k艂贸dk臋, bo wyrok grozi.

Przylecieli艣my z porusznikiem razem.

Z Londynu, gdzie widzia艂em pana Nowaka w towarzystwie naczelnego wodza. Nie

wiem, jakie ma zadanie, ale na pewno nie jest ono b艂ahe.

Dlatego nie mo偶e tutaj zosta膰. U tego pana.

No, jak to chodzi.

Dobrze, mo偶e pan i艣膰 z nami. Ale niczego wi臋cej nie obiecuj臋.

Zatrzymaj膮 si臋 panowie u mojej siostry, Kasi.

Tatar z艂o艣liwie nie wpisa艂 mnie do manifestu pok艂adowego, bo polecia艂em do

Brindisi bez jego zgody. Co za... Cicho, do jasnej cholery. Nie jest pan w

Londynie.

Powiedzia艂am, 偶e postaram si臋 panu pom贸c.

Przepraszam pani膮, ale ju偶 nie ma czasu. Ja tylko czekam i czekam na zabieg, na

pogod臋, na rekonwalescencj臋, na zgod臋, na rozkaz, na samolot, na kontakt...

Niech si臋 panu skorkoi, prosz臋.

Nic si臋 nie sta艂o. Najwy偶ej zaczn膮 powstania bez pana.

Tego si臋 w艂a艣nie obawiam.

Sturmbandfuhrer Steiger?

Sturmbandfuhrer Witze?

Zabierali do mnie samoch贸d transportowy.

My艣la艂am, 偶e to b臋dzie pi臋kna wydarzenie.

Jak wasza podr贸偶?

W smakuj膮cym ubieg艂ym samochodzie czy w zimnym transportowym samochodzie?

Co robi臋 tu w Polsce?

Nie m贸wi臋 po polsku.

Nie chc臋 by膰 nienawidz膮cym, ale powinienem by膰 odzyskany do Niemiec.

Tutaj mnie niech zaskoczy.

Jara da艂a nam adres, gdzie Kwiatkowski zatrzyma艂 si臋 w 1943 roku.

I z nim powinnam szuka膰 kuriera.

Mieli艣my tego kuriera, ale odzyska艂 nas.

Wie, 偶e jest najcz臋艣ciej szukanym osob膮 w Polsce.

Jeste艣 nasz膮 ostatni膮 nadziej膮.

Mam plan.

Zaczn臋 od poszukiwania w Warszawie kilku ko艣ci.

Zastan贸w si臋 tylko.

Pi臋膰 milion贸w wybranych 偶o艂nierzy Armii 艢rodkowej wybrane od nas do nas.

Lepiej czekaj tu.

A偶 pan na Marycie co艣 poradzi艂. Nie mog臋 tak tu siedzie膰.

Pana Grottgera, wr贸膰my za dwie godziny. Nie, ju偶 tu pewnie nie b臋dzie.

I co tam pani m贸wi?

To wszystko

w porz膮dku. Dzi臋kuj臋.

Spokojnie.

Popilnujemy tu pan贸w.

Dzi臋kuj臋.

Dzi臋ki Bogu, 偶e pani膮 widz臋.

Biegam po mie艣cie i szukam kontaktu, ale bez pani nie dam rady.

Sprawdzi艂am raz jeszcze.

Nie otrzymali艣my z Londynu 偶adnej zapowiedzi, 偶e pan ma przylecie膰.

To zupe艂na niespodzianka. Ja nie mam instrukcji, co z panem zrobi膰.

jak najszybciej do Bora. To oczywiste.

A adres pan zna?

Bo ja nie.

Pan si臋 orientuje, 偶e to nie jest takie proste i musi potrwa膰 kilka dni. W

Warszawie zacznie si臋 walka. Po rozpocz臋ciu boju o miasto b臋dzie ju偶 za

Nie dla mnie.

Dla wszystkich.

Poszukam dla pana kontaktu.

Ale bez wzgl臋du na wag臋 pa艅skich informacji to nie b臋dzie proste.

Bardzo nalega na to spotkanie i wydaje si臋 szczery.

Pu艂kownik Wolski jest pewien, 偶e widzia艂 go w Londynie w towarzystwie naczelnego

wodza.

Na jakim艣 balu.

Sama nie wiem.

A ten nic go艅czy.

Wygl膮da na autentyczny.

Wiemy, 偶e nie przylecia艂 z Londynu, bo wed艂ug manifestu pok艂adowego nie by艂o go

w samolocie.

Nikt go nie zna.

A on chce od razu do Bora.

Co艣 mi tu cuchnie. Co my艣lisz?

List mogli sproporowa膰, to nic trudnego.

Czy mia艂 r臋k臋 w gipsie?

S艂ucham?

Nie.

Nie mia艂 r臋ki w gipsie.

To mo偶e Lutek si臋 nim zajmie, tak na wszelki wypadek, po co ryzykowa膰.

Tak bez s膮du?

Czas jest wojenny.

A mo偶e to jaki艣 wariat? A mo偶e nie.

Przede wszystkim musimy chroni膰 Bora.

I opu艣ci艂y nas w krytycznym momencie prze艂omu.

W trzydziestym dziewi膮tym zwiali do Rumunii ciekawe dok膮d teraz.

Na barzakaszkach.

I 偶e nie zwiali to tylko bolszewicka propaganda.

Sk膮d pan wie?

Bo wiem.

Co widzia艂e艣 pan?

Takie pytanie mo偶na zarobi膰 kulk臋 w 艂eb.

A nie, nie strasznie, pan.

S艂ucha艂em Moskwy, oni to m贸wi膮, 偶eby razem z nimi bi膰 Szwab贸w.

Co robi ze mnie bolszewika, 偶e chce si臋 szkop膮 do dupy dobra膰? Panie, m贸j synu,

zamknij mi na pamiaku. 艁apal mi kulk臋 od trasy.

Czowieku!

My ju偶 wiemy, 偶e s膮 w Warszawie.

Uciekaj.

Chce ta galareta.

Co pan wyprawia?

Nic, tylko si臋 napi膰 chcia艂em.

Wsz臋dzie pana szukam, a pan w knajpie.

Jutro godzina 12 .15, dro偶ka 27, plac Unii. Spotkam si臋 wreszcie, czy tylko

zlikwiduj膮? Jeden 艂azi za mn膮 od rana.

Niech pan nie pije.

Powodzenia. Ma pan broni臋?

Prosz臋 do tego pokoju.

Wczoraj znowu? Nie, ju偶 nie b臋d膮 potrzebne.

Dzi臋ki za

ogl膮danie!

Dzie艅 dobry.

Telefon, prosz臋.

Co pan wyprawia? Wsz臋dzie pana szukam. Musimy natychmiast i艣膰. Uda艂o si臋 pani?

Ja nic nie wiem, mam tylko pana doprowadzi膰.

Do!

Czy wierzy pani w sny?

Powodzenia.

Ma pan broni臋?

Prosz臋 do tego pokoju.

Porucznik Jan Nowak melduje twoje przybycie, panie generale.

Czy przywozi pan jakie艣 rozkazy od naczelnego wodza?

Genera艂 Sosynkowski zaleca unikanie kontaktu z Sowietami i wycofywanie si臋

zach贸d. O ile pojawi si臋 okazja na zaj臋cie jakiego艣 wi臋kszego miasta...

my to wszystko wiemy ju偶 w Depesz.

Kiedy pan widzia艂 naczelnego wodza? 20 lipca w Brindisi.

Dziesi臋膰 dni temu?

W tym czasie Sowieci podchodz膮 pod prawie.

Ma pan jakie艣 wiadomo艣ci, kt贸rych my nie mamy?

W trzonku ukryte s膮 mikrofilmy. Tajne. Do r膮k komendanta Kagiaka.

Dzi臋kuj臋. Niech pan siada.

Na konferencjach w Moskwie i w Teheranie przyw贸dcy mocarstw postanowili, 偶e

strefy okupacyjne powstan膮 bez wzgl臋du na przebieg linii frontu.

To oznacza, 偶e Polska w ca艂o艣ci znajdzie si臋 w... w sowieckiej strefie

okupacyjnej i jakakolwiek obecno艣膰 zachodnich aliant贸w jest tu wykluczona.

Sowieci maj膮 zgod臋 aliant贸w na wprowadzenie u nas swojej administracji.

Alianci nie b臋d膮 oponowa膰.

Weszli dla nas do wojny, a teraz sprzedaj膮 nas Sowietom.

Nie do wiary.

Mam pytanie.

Czy w razie podj臋cia przez nas walki o Warszaw臋,

Mo偶emy liczy膰 na masowe zrzuty broni, przybycie naszej brygady spadochronowej

genera艂a Sosowowskiego i bombardowanie pozycji niemieckich przez polskie

dywizjony RAF -u?

Nie.

Nie mamy 偶adnej brygady spadochronowej, ani tym bardziej dywizjon贸w bombowych.

Brygada jest podporz膮dkowana w ca艂o艣ci Anglikom i przewidziana do dzia艂a艅 na

froncie zachodnim. Polskie dywizjony s膮 w艂膮czone w struktur臋 RAF i nie maj膮

zdolno艣ci samodzielnych dzia艂a艅 operacyjnych.

A Warszawa jest zbyt daleko od Zachodniego Frontu i pozostaje przez to

zainteresowaniem militarnym aliant贸w.

Je艣li chcemy pomocy militarnej, mamy si臋 zwr贸ci膰 do Sowiet贸w.

Bo dzia艂amy w obszarze ich frontu. To mo偶e od razu do eskimos贸w.

Jak pan my艣li?

Nasi alianci w og贸le rozumiej膮, co si臋 tutaj dzieje?

Panowie, przeceniacie poparcie i sympati臋 naszych aliant贸w.

Je艣li akcja burza, czyli de facto powstanie w Warszawie, zosta艂o pomy艣lane

demonstracja polityczno -wojskowa, to nie b臋dzie mia艂o to 偶adnego wp艂ywu na

stanowisko sojusznik贸w w sprawie Polski. 呕adnego.

A co do opinii publicznej na Zachodzie, to b臋dzie to dos艂ownie burza w szklance

wody.

Panie generale, Niemcy majstruj膮 co艣 przy mostach.

Najprawdopodobniej minuj膮 je do wysadzenia.

Dzi臋kuj臋.

Obserwowa膰 i meldowa膰.

Zdj臋cia i monta偶

Ja nie mam z艂udze艅, co z nami b臋dzie po wej艣ciu Sowiet贸w i ujawnieniu si臋.

Ale cho膰by to by艂o to najgorsze, to ja wol臋 to od rezygnacji ze wszystkiego bez

walki.

Musimy spe艂ni膰 nasz obowi膮zek.

Do ko艅ca.

A pan, panie poruczniku?

Jaka jest pa艅ska opinia?

Trzeba si臋 bi膰.

Trzeba si臋 bi膰 z nadziej膮 na pomoc Sowiec贸w i zwyci臋stwo.

A jak Sowieci zawiod膮, a Niemcy oka偶膮 si臋 za silni, to... to przyjdzie nam

z honorem.

Bo nic innego nam nie zostaje, skoro i tak przegrali艣my t臋 wojn臋.

Pa艅ko, opinia jest sprzeczna z rozkazem Naczelnego Wodza.

Rozkaz Naczelnego Wodza przekaza艂em, panie generale.

A moja opinia?

Od kilkunastu dni podr贸偶uj臋 po Polsce i cho膰 wiem, 偶e bez pomocy Orient贸w...

Czasy mamy marne, to wiem te偶, 偶e inaczej post膮pi膰 nie mo偶emy.

Po prostu to widz臋.

Podejmuj膮c walk臋, nie wiemy, co nas czeka. Natomiast zaniechuj膮c jej,

si臋 po raz pierwszy w naszej historii bez walki, mo偶emy za艂o偶y膰 ze

pewno艣ci膮, 偶e z艂amiemy ducha tego narodu.

Sami zrobimy sobie co艣, co nie uda艂o si臋 Niemcom.

W przysz艂o艣ci pewnie nie uda si臋 Sowietom.

Nie przegramy, lecz poddamy si臋 i odt膮d b臋dziemy si臋 ju偶 poddawa膰 do ko艅ca.

Do bydl臋cej sowietyzacji zupe艂nej.

Pewnie cen臋 zap艂acimy ogromn膮. My.

Na korzy艣膰 odnios膮 dopiero nasze dzieci albo i wnuki.

Zapalmy wi臋c te pochodnie.

To raczej, panie generale. To.

To tam.

Niemcy zgarn臋li wszystkie kamienicy na Krasi艅skiego 12.

Panowie, musimy si臋 ewakuowa膰.

Pan wybaczy poruczniku, doko艅czy mi pan jutro.

Z tej sytuacji zatrzyma si臋 pan u nas, na Grottgera.

Musimy chwil臋 poczeka膰.

... ... ... ... ...

...

Ty? Nie, nie, nie, nie, nie, nie!

Jedyn膮 powodem, 偶eby艣 by艂 w Wolfe 'u teraz, jest to, 偶e

jeste艣 agentem MI6.

Wiesz bardzo dobrze, 偶e nie mog臋 to przekona膰.

Co za niesamowita okazja.

Gdyby to nie by艂o dla zniszczenia, to by艣my si臋 znale藕li.

Masz broni臋? Nie.

Papersy? Mieszkaniowy paszport.

艁atwo.

Godzina W. Jutro o 17.

Masz przedzia艂 do BIP -u. Zbi贸rka u ciebie. Przykro mi z powodu twojej

Teraz jest szansa jej odbi膰.

Mo偶e.

Musz臋 powiadomi膰 innych. Zaczekaj, mam piln膮 pro艣b臋 dotycz膮c膮 mojej

z Londynu.

Wiesz, co to oznacza?

Teraz, w przededniu? Wiem.

Nie ma innego wyj艣cia.

To tylko m贸j kontakt.

Czy to by艂o wa偶ne?

Przewodnicz膮cy Armii 艢rodkowej spotkaj膮 si臋 tu jutro.

Przemys艂owo.

B臋d臋 przygotowywa艂a 艣niadanie dla Ciebie.

Nie mog臋 tu zosta膰. Musisz.

Pi臋膰 minut do konfusji.

Przewodnicz膮ca posz艂a do kraju. By艂a obawiona, 偶e spotkamy si臋 w miar臋.

Znajd臋 co艣 dla Ciebie.

Daj mi chwil臋.

Spotkamy si臋 w miar臋?

Nie boisz si臋?

Boj臋 si臋 czego?

Opracowania? Tak.

Nie boj臋 si臋 偶adnych rzeczy.

Mog臋 zaakceptowa膰 to, co jest niemo偶liwe bez martwych.

W Londynie my艣la艂em, 偶e nasi so艂tysi b臋d膮 pracowa膰 dla nas, ale nikt nie

Musimy zrobi膰 wszystko, co nas zainteresuje, Polsk臋 i nasz膮 rodzin臋.

Naprawd臋 musz臋 i艣膰.

Mam dziadka.

Przychodzili艣my do pi艂ki w Londynie.

Nigdy nie mia艂em szansy na 艣mier膰.

Tylko jedno.

I ja umr臋.

W 5 minut jest godzina policji.

Wiem, musz臋 tu by膰.

Wiesz o czym my艣la艂em? To mo偶e by膰 inna sprawa

dla Ciebie, Dean Wilson.

Jeste艣 prezydentem Gestapo.

Wr贸c臋 do Ciebie jutro.

Masz gdzie艣 tam siedzie膰, wi臋c...

Ale nie b臋dziesz mnie tu strzeli膰, prawda?

Nigdy nie zabi艂e艣 kogo艣.

Ale jest jeszcze inny spos贸b.

M贸j szef chce zobaczy膰 Boa.

M贸g艂by nas, a jednocze艣nie was.

Twoich ludzi ju偶 nie ma.

Idziesz teraz z nimi.

Szkoda. Znowu si臋 spotkamy.

Niestety.

Mo偶esz mi pom贸c?

Tak, zawsze tak robi臋.

To jest on. To jest Kwiatkowski.

Nie my艣la艂em, 偶e on zostanie tutaj.

Dlaczego?

Doris zniszczy艂 si臋.

I cztery z naszych ludzi, kt贸rzy obserwowali mieszkanie, te偶.

Je艣li Boa do 17 .00 nie pojawi si臋 osobno, wchodzimy i zniszczymy

Mo偶e Doris jeszcze jest.

W porz膮dku.

Zaczynamy.

Wchodzimy.

KONIEC!

Tam, bo...

Mam klucz do prekretnych drzwi, ciemne korytarze,

wsz臋dzie lustra i dym. Ty i ja, nie b臋dzie z tego

nic. Ja nie upam tobie, a ty nie ufasz mi, wi臋c nie m贸w mi.

GOSPODZIEJ!

By膰 mo偶e ostatni, za ma艂o kul by mnie trafi膰.

Mam taki sen, jeszcze pogoda przyjdzie

pi臋kna jak pocz膮tek sierpnia.

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.