Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
23.976
Nie wygrasz, starając się ratować ludzi takich jak ja.
Musisz iść na całość. Zrozumiałaś mnie, Maya?
- Pani nie rozumie, co oni tam robią. - On żyje?
Tam jest wiertarka!
- Doktor mówi... - Dość! Proszę dzwonić do sędziego.
Mama wróciła!
- Żadnej dziewczyny? - Nie wiem, nie znalazłem tej właściwej.
Tu doktor Elliot. Obawiam się, że mam złe wieści.
Miałem telefon z biura prokuratora generalnego.
Chcą, byś przyszła na rozmowę.
Dlaczego miałabym chcieć zostać dyrektorem prokuratury?
Michael Antwi. Jest nowy świadek.
Minęło 20 lat. Mamy wspólną przeszłość.
- Michael Antwi. - Zbliża się burza idealna.
Chcemy, byś powiedział nam to, o czym myślisz.
- Pamiętasz Cartera. - Witam z powrotem, detektywie śledczy.
tłumaczenie: Brunsiaczek
-=P.O.L.I.S.H. TEAM=-
- Półbuty czy szpilki? - Szpilki.
- Z błyszczykiem czy bez? - Z błyszczykiem.
- Jak wyglądam? - Świetnie.
- Świetnie. - Nie ufam ci, zawsze tak mówisz.
Jeśli dowiesz się, że wyglądasz źle, to nigdy cię nie zatrudnią,
- bo wyglądasz jak stara wiedźma. - Dziękuję.
Kocham cię!
- Dziękuję. - Powodzenia.
- Mamo, idź! - Wychodź!
Powodzenia!
Wiedz, że możesz ze mną pogadać o każdym aspekcie życia.
Którego?
O to chodzi. Dla mnie to jedno i to samo, wiem wszystko.
Możesz porozmawiać na przykład o swoim ojcu.
- Było prosto i bardzo wzruszająco. - Co takiego?
Jego pogrzeb. Pomyśleliśmy, że ktoś powinien cię reprezentować.
Byłeś tam?
Masz.
Prochy twojego ojca.
- Kto był na pogrzebie? - Przyjaciele i sąsiedzi.
I sporo pielęgniarek.
- Śpiewali? - Tak. Był porządnym człowiekiem.
Przykro mi, że twoje dzieci nie poznały swojego dziadka.
Musimy pogadać o Michaelu Antwi.
Ona nie wie kto to. Świadek.
- Gdyby wiedziała, powiedziałaby ci? - Mówimy sobie wszystko.
Mówi mi... wszystko.
Ona nie przestanie.
Nigdy nie ustanie w próbach dojścia sprawiedliwości dla Michaela.
- Czy ktokolwiek wie kto to? - Dlaczego Antwi, po tylu latach?
Skąd to nagłe zainteresowanie?
Boicie się, prawda?
Ona was wszystkich przeraża.
- Chodź ze mną. - Wiem, co powiesz.
- Nie może tego dostać. - Szef adwokatury ją lubi.
- Lubi ten pomysł. - To coś więcej.
Nie słuchasz mnie. Ona nie może dostać tej posady.
- Ja jestem płotką w komisji. - Wdaj się z nią w kłótnię. - Co?
Naduś jej na odcisk - rasa, płeć, klasa społeczna - puści tyradę,
a szef adwokatury zrewiduje, czy to dobry pomysł.
Wróci wieczorem do domu i opowie ci o rozmowie kwalifikacyjnej.
Nic się nie zmieniło.
Będziecie tą samą szczęśliwą rodzinką. Pomyśl o tym.
Przy mnie możesz być sobą.
- Panno Cobbina, dzień dobry. - Dzień dobry.
10 lat temu na godzinę przed tym, nim dowiedziała się prasa, odkryliśmy
że szef adwokatury i dyrektor prokuratury mają oboje romanse pozamałżeńskie.
Dwóch czołowych prawników, doradzający innym, jak się zachować,
stali się w jedną noc podatni na szantaż.
Nie możemy znów do tego dopuścić.
Dyrektor prokuratury musi być nieskorumpowany i niezdolny do tego.
I dlatego, obawiam się, że ta rozmowa stanie się osobista.
- Proszę mi opowiedzieć o mężu. - Co chcą państwo wiedzieć?
- Kocha go pani? - Tak.
O co się kłócicie?
- Nie kłócimy się. - Naprawdę? Wcale?
Czy to aby nie jest trochę niezwykłe?
Miał okropne dzieciństwo. Jestem jego spokojną przystanią.
Co go spotkało?
Co pani robi?
Może sama go pani zapyta?
Mówi Nick. Pewnie piszę, chociaż może i nie,
więc zostaw wiadomość, proszę.
Cześć, to ja. Oni chcą poznać twoje nieszczęśliwe dzieciństwo
i jak bardzo mnie kochasz, więc oddzwoń, a przełączę cię na głośnik.
- Nigdy pani nie oskarżała? - Nie. - Dlaczego?
Weszłam do rady adwokackiej, by reprezentować tych bez środków do życia
- i ubogich. - To nie obejmuje ofiar gwałtów.
Lub dzieci, ofiar przemocy. Albo ofiar nienawiści rasowej.
Mam klienta w Luzijanie, w celi śmierci, nazywa się Rudy Jones.
Ostatnie, co do mnie powiedział, zanim przywiązano go
do kozetki i spróbowano zabić, to żebym poszła na całość.
To właśnie to. I dlatego tu jestem.
- To w Ameryce. - I nie z oskarżenia, więc gdzie związek?
Rudy rozumie, jak to jest być ofiarą, a ja pojmuję bycie ofiarą.
- Jak długo go pani reprezentuje? - 20 lat.
Tyle, co reprezentuje pani rodzinę Michaela Antwi.
Tak, to połączone.
- Jak? - Michael nakierował mnie na Rudy'ego.
Państwo zabiło jednego i to samo próbuje zrobić z drugim.
Michaela Antwi zabił Peter Mackie.
Państwo nie miało z tym nic wspólnego. Sprawa jest zamknięta.
- Musi pani obu zostawić. - Nie mogę.
Wycofuje pani swoje podanie?
To będzie mój warunek przed przyjęciem tej pracy,
- że będę nadal reprezentować obu. - Przepraszam, po czyjej jest pani stronie?
No i jest. W jednym zdaniu.
Wszystko, co jest nie tak z życiem publicznym XXI wieku.
Myślenie naraz o dwóch rzeczach, rozważanie, która jest dobra,
a może żadna, to dobra definicja inteligencji.
Myślenie tylko o jednej rzeczy, a wyrzucenie z głowy wszystkiego innego
to definicja polityki.
- Harmonii, to na pewno. - Nie! Przeciwnie.
Harmonia poświęca dążenie do jednej rzeczy,
za którą powinniśmy być wszyscy, do prawdy.
Dziennikarz, który jest nieustraszony w swej pogoni za harmonią?
Dyrektor prokuratury, który chce wszystkich uszczęśliwić? Śmiertelnie niebezpieczny.
Polityka polega na kompromisie, naiwnością jest sądzić inaczej.
Tylko że dyrektor prokuratury jest niezależny od polityki.
Uważam, że to może być ostatni urząd publiczny niezależny od polityki.
Czyż nie tego chcecie?
Odwagi? Niezależności?
A może chcecie harmonii, kompromisu, moralnego tchórzostwa?
- Ktoś przez panią przemawia. - Czyni z pani niebezpieczną kobietę.
- Dziękuję. - Ma na myśli to, co my czujemy.
Ma na myśli, że jeśli tabloidy po panią przyjdą, to panią załatwią.
Zagonią w narożnik i zabiją.
A potem jeszcze raz. Potem zabiją pani rodzinę.
A potem wrócą i zatańczą na pani zwłokach.
- Co chce pan powiedzieć? - Jeśli chce pani narobić tyle hałasu
to lepiej, by nie miała pani w szafie żadnych szkieletów.
Zakładam, że każdy, kogo widzieliście na tym stanowisku,
dawali wam mniej z siebie.
Możecie sobie schlebiać, myśleć, że czytacie między wierszami
i że to, co niewypowiedziane ma przez to jakiś głębszy sens
i te inne, wymuskane, angielskie bzdety.
Myślę uporczywie.
Wkładam całą siebie, by wyrazić dokładnie to, co myślę.
Co zawsze i bez wyjątków jest moim najlepszym ujęciem prawdy.
Co jest wszystkim, co każdy może dać.
Bierzcie albo nie.
Tyle, ile się umówiliśmy?
- Jezu Chryste! - O tej sumie mówiliśmy.
- Zaśpiewali więcej, mówiłem wam. - Nie mamy, radź sobie.
To nie wy tam nadstawiacie karku. Co to jest waszym zdaniem?
Mówisz, że sobie nie poradzisz?
Nie możemy pozwolić, by cała operacja upadła.
Włóż to do torby, geniuszu.
Ściągnij to, ściągnij bardziej.
- Tak dobrze? - Bardziej.
- Proszę bardzo. - Tak jest, dobrze.
Ile kosztowało, bym wyglądała tak tandetnie?
Cena nie gra roli.
- Masz szlugi. - Dzięki.
Tak jest, nie ruszaj się.
Z Marks&Spencer. Świeży sok, pomidorki, awokado.
Przepraszam.
- Przepraszam. - To różnica między życiem i śmiercią.
Jak cię obszukają i to znajdą, to nie ważne, jak super ukryję ci podsłuch.
Cholera jasna!
Kończy mi się miejsce.
- Wyglądasz fatalnie. - Dzięki.
Do zobaczenia po drugiej stronie.
Jakie będzie hasło?
- Alleluja. - Zatem Alleluja.
Słuchajcie, bądźcie śmiali. Wejdźcie szybko i z przytupem, dobra?
- Denerwujesz się? - Tak.
- Gdzie byłaś całą dobę? - W szpitalu.
Dlaczego?
Sprawa osobista. Cholera.
- W porządku, dasz radę. - Cholera.
- Dobra, możemy jeszcze raz? - Pewnie.
- Gdzie byłaś całą dobę? - W szpitalu.
- Dlaczego? - Sprawa osobista!
- Gadaj, suko! - Nie jestem twoją suką!
I potnę każdego, kto tak powie.
Nieźle.
Gotowa?
Gdzie byłeś? Nie możemy dać tym ludziom czekać.
Mówiłem, zrób to tydzień temu.
Przyspawam ci łeb do tych drzwi. Chodź no tu!
Nie czujesz? Ciepło ci, kolo?
Jak mówię, że masz coś zrobić, to to robisz.
Wszystko gra, Ricky?
- Gdzie byłaś? - W szpitalu.
Słuchaj, chodziło o osobiste sprawy.
I co jest, chłopiec?
Nie wiem.
Nie mówią ci tego.
Załatw to.
Chodź, dam ci coś przeciwbólowego.
Wydziel jej.
- Nie powinnam, gdy pracuję. - To dobry towar.
Weź macha.
- Machnij się. - Jest czysta.
No dalej.
- Co z tobą? No dalej, bierz. - No już.
Weź.
Powiedz, że mnie kochasz.
Kocham cię.
Musimy iść.
Przyjechał samochód podejrzanych. Czterech pasażerów, powtarzam, czterech.
- To chciałem usłyszeć. - Przywiozłeś przyjaciół, co?
Wiesz, ten interes się rozrasta.
- Policjant pod przykrywką jest z nimi. - O co się martwisz?
Kolejna przykrywka? On o niej wie, prawda?
- Wie, że są dwie przykrywki? - Musi wiedzieć.
- Nie, nie musi, prawda? - Gdzie mój sprzęt?
- Przyniesiemy, jak będziemy zadowoleni. - Co, nie ufasz mi?
A może ja nie ufam wam? Przeszukać ich.
Czekaj, brachu.
- Nie jestem twoim brachem. - Kto mu powiedział?
Jezu, ludzie, co z wami? Czy on ją zna?
- Zna ją? - O kim ma niby wiedzieć?
To jest biznes i ja was obszukuję.
Gdybym nie był zawodowcem, nie robilibyście ze mną interesów, prawda?
O, Boże.
- Co robimy? - Wycofajcie go, przerwijcie.
- Nie, jest za późno. Oboje są w grze. - Nasz człowiek sobie poradzi.
- Ona ma podsłuch. - Wygląda na to, że chodzi o twoje ego.
- Nieważne. - Zróbcie to.
Ona już jest trupem, właśnie ją zabił.
- Nie dotykaj mnie! - To moja laska, jest w porządku.
Twoja laska?
Zrobię to sam.
Znam cię.
Gdzieś już cię widziałam.
- Nie sądzę. - Posterunek policji w Kentish Town.
Nie byłem aresztowany.
Znam cię.
Już mam, Klub Beaver.
O tak, pamiętam.
Pamiętam.
Jest w porządku. Znam ją.
Znasz ją, czy ją "znasz"?
Uderzała do mnie na parkiecie. Musiałem się bronić.
No weź.
Dobra.
Co sprzedajesz?
To wysokiej jakości towar.
Chodź ze mną na bok.
Dlaczego tu jesteśmy?
- Nie chciałem cię deprecjonować przy twoich. - O co chodzi?
Produkt lekko mnie zawiódł.
Pierwsza dostawa koki była czysta, byłem tam.
Od t3g0 gówn4 dz1ąsł4 drętwieją w pięć sekund.
To nie powinno być wcześniej, niż za godzinę, kapujesz?
Za to badziewie dam poprzednią stawkę.
- Liczbę, o jakiej rozmawialiśmy. - Pójdziemy gdzie indziej.
Dobra, śmiało, ale jeśli jesteś mądry
to jesteś o krok od łatwego życia.
Bo potrzebujesz jedynie jednego kupca, któremu ufasz bezgranicznie.
Kogoś, kto pozbawi cię ryzyka dystrybucji.
Jak przyjdziesz do mnie i tylko do mnie, to możesz już tylko odpoczywać.
Wiesz, co to jest?
To największa chwila twojej zawodowej kariery.
Czujesz się samotny, czyż nie?
Dobra, dzwoń, stary. Mark jest pierwszy na liście.
To ja, słuchaj...
Wiem, że to ty, brachu.
- Znudziłem się, odpadam. - W porządku.
- Dobra. - Gra?
Mam pewien rytuał. Chodzi o przypieczętowanie zaufania.
Mój człowiek z forsą, ty do niego dzwonisz.
Masz styl, bracie.
Przynieś mi kasę.
Masz.
Pasuje.
- Alleluja. - Ruszać!
Policja!
Próbowałeś mnie wrobić?
Gnoju!
Dobra, następny taki. I porto.
Nie zostaliśmy sobie przedstawieni.
Ja uderzałam do ciebie?
- Znów to robisz. - Wyświadczysz mi przysługę?
Prosisz?
Zdrówko.
Wyłaź.
No to Ricky. Oskarżać czy nie oskarżać?
Dowody są słabe.
W czasie przesłuchania powiedział, że po prostu tam przechodził.
Nie jest na prochach, nie ma ich też na nim.
- Nie dostaną nas, synu! - Uspokój się.
Wystarczy! Uspokój się. Zabierzcie go.
To się szybko skończy. Tacy goście się nie szwendają.
Daliśmy im ogon. Będziemy tam, tylko nie zdążymy na czas.
Idę do pubu, jeśli reflektujesz na kufelek.
Ktoś musiał nas wystawić.
Na to wygląda.
Dlaczego cię wypuścili, Ricky?
Na kolana.
Kapuję!
Dwa w cenie jednego.
Jeden trup i jeden w kiciu na zawsze.
- Za dobrą czystą sprawiedliwość. - Za to się napiję.
Zostaliście oskarżeni o spisek w dystrybucji narkotyków
klasy A wbrew sekcji pierwszej Prawa Karnego 1977.
- Czy pan nazywa się Trevor Eastman? - Tak.
- Czy pan to Simon Morton? - Tak.
Czy pan...
- Dobrze się czujesz? - Tak, dobrze.
Zatem zasłona?
I sędzia jest przychylny.
Dobrze.
- Jest pewien argument prawny. - Co?
Zamykająca tyły próbowała, niemal skończyła.
Kim jest zamykająca tyły?
Właściwie policja zawierała transakcję narkotykową sama ze sobą.
Jeden z członków gangu został zwolniony bez postawienia zarzutów
i potem zamordowany.
Nie wiem, dlaczego go nie oskarżono, w obliczu dowodów.
Co każe mi myśleć, że był informatorem, wysoki sądzie.
Nie ma innego wyjaśnienia. Ale tego nam nie ujawniono.
Myślę, że był kapusiem i policja wiedziała, że się wygada
i zamiast wydać środki na nową tożsamość i nowe życie,
pozwolili mu wyjść, by spotkała go śmierć.
To z mojej strony domysły, bo musiało tak być.
I w tym leży problem oskarżenia.
Już jaśniej nie mogę powiedzieć, co się tu wyprawia.
Na razie mamy dwóch policjantów, pracujących pod przykrywką
i kapusia.
Zastanawiam się, czy odpowiedzialnych za tę zasadzkę
nie było więcej niż tych, na których się zasadzili.
Czy został jeszcze ktoś, kto naprawdę jest tym, kim mówi?
Szykuje się tu pomyłka sądowa.
Próbuję bronić klienta ze związanymi rękami i zatkanymi ustami, wysoki sądzie.
A system sądowniczy, w jakim pracuję, jest ponad to.
To imponujące, panno Cobbina.
Cholera!
To gówno! I ty to wiesz.
To gówno! Ujdzie im to na sucho?
Wiedzą, jakie tam ponosimy ryzyko? Zobacz tę kobietę, patrz na to.
- Nie... - Nie, spójrz na to.
Patrz na to! Zrobiła to dla was, a wy...
Kim ona jest, do diabła? Ta prawniczka, kto to?
- Nazywa się Maya Cobbina. - Jak ona może w nocy spać?
Tak!
Jedno pytanie: czy są winni? Odpowiedź: tak!
Tak, każdy to wie. Nawet ich gacie to wiedzą.
Przepraszam.
Jestem funkcjonariuszem policji. chcę, by to było coś więcej.
Odpadam? Dlatego tu jestem?
Tak.
- Sprytny jesteś. - Tak...
Więc wracam do pracy przy biurku?
Prochy zawsze będą z nami. Gangi zawsze będą istnieć.
- Przepraszam, co chce pan powiedzieć? - Idź i zbuduj sobie nowe życie.
Chcemy, żebyś działał intensywniej.
Dobra.
- Podstawówka? - Na Wycombe Street.
- Pierwsza nauczycielka? - Panna Hazel.
- Wiek? - 162.
Tak nam mówiła.
- Rodzeństwo? - Żadnego.
- Jakieś znaki rozpoznawcze? - Urok, charyzma.
- Znamię. - Gdzie?
Tutaj.
- Tutaj jest. - Jak to zrobiłeś?
Wytatuowałem. Strasznie piekło.
- Pierwszy rower? - Nie miałem.
Wczesne wspomnienie?
Pamiętam, jak pracownik socjalny dał mi Action Mana,
gdy przyszli mnie zabrać.
Mama stała w drzwiach wejściowych. Wsiadłem na tył samochodu.
Socjalny miło pachniał. A Action Manowi spadł but.
Schyliłem się, by go podnieść i gdy spojrzałem znowu
mama już weszła do środka.
Imię i nazwisko?
Nicholas... Johnson. Jestem Nick Johnson.
Urodzony 3 listopada 1971 roku.
W środę.
Nieźle.
Praca, potrzebujesz czegoś elastycznego, w nieregularnych godzinach
i co możesz robić na własną rękę.
- Jestem pisarzem. - No pewnie.
Michael Antwi, lat 35, aktywista polityczny, niebezpieczny.
Zbliż się, zawiąż przyjaźnie, zdobądź zaufanie.
Dobra, ludzie, oklaski dla mócy.
Byłem w Luizjanie, w USA.
Poznałem mężczyznę, Rudy'ego Jonesa. Jest w więzieniu.
Stoi przed procesem o morderstwo, którego nie popełnił.
Czy coś takiego dzieje się w Hackney albo Tottenham, albo w Brixton?
Dlaczego Rudy?
Jest czarny...
jest biedny...
i lubi sobie wypić.
Ma także alibi.
Ale wiecie co? Jego świadek, jest czarny.
Jest biedny i lubi sobie wypić.
Byli u niego biali gliniarze.
I powiedzieli mu "Chcemy, by to był Rudy, a jeśli mu pomożesz"
"możemy cię w to też wmieszać i oskarżyć o współudział."
Nic takiego nie dzieje się w Hackney, Tottenham czy Brixton.
Czy powinniśmy znów przemaszerować?
Czy powinniśmy przejść tymi samymi ulicami i zaśpiewać "We shall overcome"
i przekazać listę naszych nazwisk człowiekowi, który jej nie przeczyta?
Człowiekowi, który nigdy nie słuchał naszych pieśni protestacyjnych.
Który nie czuje naszego cierpienia.
Ponieważ po dekadach śpiewania i grzecznego protestowania
zaczynam myśleć, że nadszedł czas, by osądzić tych,
których chcemy zmienić, nie poprzez kolor skóry,
ale przez pryzmat ich charakteru.
Pytam was teraz, bo słyszę dudnienie.
Słyszę przeciągły, niski dźwięk głębokiego gniewu.
Słyszycie to?
Słyszycie to?
To dźwięk powstającej czarnej nacji.
Długo to nadchodziło, ale nadchodzi.
A gdy spoglądam na was, bracia i siostry,
czuję ten ból.
Jednakże w tym bólu wyczuwam także siłę.
Teraz nadchodzi ta chwila w naszej historii, gdy musimy powiedzieć
tak jasno, jak tylko można.
"Jeśli skrzywdzisz mnie, to ja skrzywdzę ciebie."
Jeśli...
Gdy skrzywdzisz któregokolwiek z moich braci, przyjdę po ciebie!
- Dość! - Dość!
- Dość! - Dość!
Mówię dość! Dość snów, dość koszmarów, bo już nie śpimy.
W Luizjanie się przebudziliśmy.
W Hackney,Tottenham i Brixton przebudziła się nasza świadomość,
a tym nowym dniu będziemy działać.
Konsekwencją tych działań będzie władza dla naszych ludzi.
A w tej władzy leży prawdziwa wolność.
Nadszedł czas, byśmy przestali prosić o naszą wolność i ją wzięli.
Weźcie ją!
Niesamowicie imponujące.
- Tak, fantastyczne. Zgadzasz się z nim? - W 100%.
Zatem jesteś niebezpieczny dla społeczeństwa.
To co porabiasz?
- Zagadujesz mnie? - Nie, ja...
- Jestem prawnikiem, w porządku. - W porządku.
- Jakiego rodzaju? - Kryminalnym.
- A ty? - Pisarz, jestem pisarzem.
- Jaki rodzaj kryminalistyki? - Pomoc prawna.
Powinnam słyszeć o czymś, co napisałeś?
- Nie, skąd. Wybacz, Nick, Nick Johnson. - Co piszesz?
Kryminały. No, wiem.
- Maya Cobbina. - Panno Cobbina.
- To jaka jest odpowiedź? - Czy cię zagaduję?
Chcesz zobaczyć moje znamię?
To mój chłopak. Ray, to jest Nick.
- Pójdę porozmawiać z Michaelem. - Czego chcesz?
Chcę przestać budzić się co rano i myśleć sobie "O, jestem czarny".
Nie słuchałeś?
Oni właśnie tego chcą.
Powinniśmy budząc się co rano myśleć dokłądnie na odwrót.
- "Jestem czarny, nie dam się." - Rozumiem cię.
- Szczęściarz z ciebie. - Co?
To dobra jest w tym sądzie?
- Myślę, że jest wkurzony. - Kto?
Nick.
- Na co? - Na policję.
To dobrze. Co zrobisz?
Co?
Wiem, że niełatwo jest być czarną przykrywką.
- Pracuję nad dobrym łącznikiem. - Kim on jest?
To ona, prawniczka.
- Lubisz ją? - Nie. - A ona ciebie?
Zatem będzie chciała ci zaufać.
Tak.
To dobry łącznik.
No dobrze. Dziękuję.
Jakieś inne pytania?
Proszę pana?
Jaki ma pan samochód?
BMW.
Ile razy zatrzymano pana do kontroli?
Jestem policjantem.
Tak, ale jaka jest odpowiedź na moje pytanie?
Siedmiokrotnie. W tym roku.
Przepraszam, panie władzo. A pan?
- Nie zatrzymywano mnie. - W tym roku?
Nigdy.
Czy kiedyś do zatrzymania były jakieś podstawy?
- Nie. - Czy aresztowano pana kiedyś w wyniku tego zatrzymania?
- Nie. - No to jest pan dilerem? Czy ukradł pan swoje BMW?
Jak do cholery może cię być stać na takie auto, czarnuchu?
- Dobra, niezły kawał. - A więc to jest zabawne?
Coś w tym śmiesznego? Jakiego rodzaju to kawał?
Słuchaj pan, nie wiem, jak możesz z tym żyć.
Chcę to od pana usłyszeć, tu i teraz.
Proszę przyznać, że policja Metropolitan to rasiści.
Dalej, może pan to zrobić?
Bo jeśli pan może, to być może damy radę coś zacząć.
No proszę.
Dziękujemy, bardzo dziękujemy.
- Napijesz się? - Tak.
Dorwałeś go. Przyszpiliłeś go do stołu,
a twarz miał na wysokości twojego tyłka.
- Gdzie nauczyłeś się tak gadać z glinami? - Piszę powieści kryminalne.
- Bohater jest czarny? - Czasami.
- Czarny policjant? - Tak, czasami.
Nie znoszę tego.
- Czego? - Kiedy brat wkłada mundur.
To zdrada. To niewybaczalne.
No to Nick, kim jesteś?
Co masz na myśli?
Gdzie chodziłeś do szkoły?
- Tufnell Park. - Tak?
Znam Tufnell Park. Moja mama pracowała tam w podstawówce.
Nie u mnie, nie w moich czasach.
- Pij, zostajesz z tyłu. - Wy...
Ktoś sprawdzał dane Nicka Johnsona.
To nie problem, nie musimy panikować.
Organizacja monitorująca akcje policyjne bywa paranoiczna przy infiltracji.
To im poszło dobrze.
Wiedziałeś, że każdy więzień w Stockie jest czarny?
Co o tym myślisz?
Jeśli popełniłeś błąd, możemy cię wycofać.
Ja nie popełniam błędów.
Teraz, w Luizjanie nadal można zobaczyć
czarnych w łańcuchach, pracujących na plantacji trzciny.
- Pilnują ich uzbrojeni biali na koniach. - Jezu.
Wiesz, jak wybierają przysięgłych?
Pytają, czy jesteś przeciwko wyrokowi śmierci.
Jeśli potwierdzisz - wylatujesz. Nie pozwolą ci być przysięgłym.
- To okropne. - Rudy Jones.
Bronił go pijany idiota, który nie miał doświadczenia w sprawie niewolnictwa.
Jest w celi śmierci?
Nie ma nikogo, kto założył by dla niego apelację, więc co z tym zrobisz?
- Nie wiem. Co próbujesz mi powiedzieć? - Ponoć jesteś bardzo dobrym adwokatem.
Już czas.
Dobrze, na razie.
Będziesz potrzebował na jutrzejszym marszu ochroniarza.
- Tak myślisz? - Tak.
Policja raczej nie kwapi się, by ochraniać wyszczekanego czarnego.
Oferujesz swoje usługi?
- To będzie zaszczyt. - Dziękuję.
Zostań...
Halo?
Wszystko w porządku?
Tak... tak, wiem gdzie to jest, wiem.
Nie mogę przestać.
Nie wiem jak przestać.
Nie chcę przestać. To jest dla mnie wszystkim.
- Boję się, że góra się dowie. - Tak.
Jest tak ciężko.
Udaję, że jestem trzema osobami na raz.
Kim jestem?
Będzie dobrze.
Pomogę ci.
- Dobra? Pomogę ci. - Tak.
W porządku.
- Kto to jest? - Nie, nie zrobię tego.
Ale przyszedłeś do mnie, więc wiesz, że musisz.
Musisz nam powiedzieć dla bezpieczeństwa wszystkich.
Dobra ale...
Nie mówcie jej, że to ja.
Nasze prawa! Prawa czarnych!
Czarnuchy do domu!
Nasze prawa! Prawa czarnych!
Zabić czarnuchów!
Przepraszam. Czemu ich nie aresztujecie? Po prostu sobie stoicie.
Dlaczego nikogo nie aresztujecie?
Groźba morderstwa albo sekcja piąta lub czwarta Prawa Porządku Publicznego.
Nasze prawa!
Słyszycie mnie?
Michael!
Słuchaj, jestem funkcjonariuszem pod przykrywką.
No pewnie, koleś.
Walnij mnie i mnie puść. Zrób to!
Rasistowskie świnie!
- Przepraszam, szukam Michaela Antwi. - Kim pani jest?
- Szukam Michaela Antwi. - Nie mam pojęcia kto to.
- Jest pani radcą prawnym? - Nie, obserwatorem prawnym na marszu.
- Nie liczy się pani tutaj. - Przywieźli go?
Jak pani nie wyjdzie, każę panią usunąć. Wynocha!
- Michael! Nic ci nie jest? Na pewno. - Nie, wszystko gra.
- Wypad! - Zadzwoń do mnie do domu!
Cofnąć się!
Nic ci nie jest?
- To powinno być zimne. - Dzięki ci.
Kto to?
- To mój tata. Był nauczycielem. - Wygląda na mądrego.
Gdy miałam 12 lat uciekłam ze szkoły, by iść na marsz przeciw apartheidowi.
Wszyscy ci 16 latkowie i ja, tamtego roku smarkula,
jak koza w stadzie. Ale nie czułam się tak. Czułam się świetnie.
Co ważniejsze, czułam się dorosła.
Policja trzymała nas w ślepym zaułku przez sześć godzin.
Żadnej wody, zero sikania, lodowate zimno.
- Brzmi skandalicznie. - Ogromnie mi się podobało.
Byłam tak zadowolona z mojej martyrologii, że mnie to rozgrzewało.
Gdy 10 minut później się zlałam w gacie to już wcale nie było mi tak zimno.
- Wybacz, to zbyt wiele informacji. - A gdzie tam.
Dobry z ciebie słuchacz.
Wybacz, ale co to ma wspólnego z twoim tatą?
A tak! Gdy wróciłam, czekał na mnie
i powiedział "Popieram, że nie poszłaś do szkoły,"
"nawet przedyskutuję z twoim wychowawcą kwestię ucieczki, pod jednym warunkiem."
"Powiesz mi, czym jest apartheid."
A ja na to: "Cóż, to było okropne dla czarnych"
"Nie, wcale nie", odpowiedział.
I w zapadłej ciszy złożyłam przysięgę.
Nie wyskakiwać jak Filip z konopi, wiedzieć o czym się mówi.
- Co robili twoi rodzice? - Kokainę.
Czasem hasz.
- Nie... - Tak.
Brali sporo prochów. Oboje już dawno nie żyją.
Przykro mi.
Chcesz się wykąpać?
Tak.
- Maya? - Tak?
Mogę cię o coś prosić?
Tak.
Mogę dostać ręcznik?
Tak.
- Proszę. - Dzięki.
Poszłam się położyć.
- Przepraszam. - W porządku.
Jezu Chryste!
Czekajcie! Czekać!
Tam nie jest bezpiecznie. Zaczekamy na tarcze i hełmy.
Wchodźcie tam! Wyciągnijcie go!
Przestań się szarpać! Leż bez ruchu!
Halo?
Tak. Tak.
Pewnie. Dziękuję.
Dziękuję, do widzenia.
Idę na całość.
Zapraszamy na: www.facebook.com/polishteam.web
.:: Napisy24.pl - Wprost od tłumaczy ::.
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.