Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
25.000
Strzelam do sukinsynów.
Sprawia mi to przyjemność.
DOLINA SAN FERNANDO, 1964 ROK Jak do tego doszło?
Nie jesteś ojcem ani mężem.
Myślisz, że możesz przychodzić, kiedy chcesz?
Daj nam wreszcie spokój!
To również mój syn.
Nie mieszkasz z nami i nie płacisz rachunków.
Raz w miesiącu dajesz mi marne 30 dolarów.
Nie chcę ich. Trzymaj się z dala ode mnie i od Michaela.
Nie odbierzesz mi syna! Nie masz prawa!
Przestań! Odwal się.
Mam prawo widywać się z synem!
Cześć, tatku.
Mów do mnie "papi".
Pamiętam matkę i papiego.
Co robisz?! Zamieniasz go w białasa!
Nie chcę, żeby był taki, jak ty!
- Co to znaczy? - Jesteś...
Kim?
- Powiedz, kim jestem. - Tanim Meksykańcem!
Meksykańcem tak, ale nie tanim.
Chodż, Miguelito. Przejedziesz się z tatusiem.
- Nigdzie go nie zabierzesz! - Ma prawo znać swoje pochodzenie.
Czuję w żyłach ciepło.
Papi!
Już idę!
To dobry towar. W śródmieściu idzie jak woda.
Daj nam jeszcze jedną próbkę.
Robę interesy. To będzie kosztowało.
Nie zmienisz ceny!
Lubię was, chłopaki. Jesteście sprytni. Mam dla was towar.
Zadzieracie z Mannym Vasquezem?
Brak wam rozumu.
Nie widzę światła.
Tylko ciemność.
Mamy pieniądze. Nie przejmuj się krwią. Zmyje się.
Włóż je do kieszeni. Kupisz sobie dużo lizaków.
Papi cię kocha. Jesteś najlepszy.
Mój papi.
Czy wiedział, jak bardzo chciałem być taki jak on?
Miguelito, policzysz do dziesięciu?
Mój syn!
Podaj mi piwo.
Widzisz, Miguelito?
To dla ciebie, bo jesteś moim sercem.
Kocham cię. Chociaż ważysz niewiele więcej niż kilo.
Tak, Kilo. Nie musisz być taki, jak papi.
Sprzedawaj to gówno, ale nie bierz go.
Zimno ci?
Okryję cię. Dobry z ciebie chłopak. Teraz będzie ci ciepło.
Czas spędzony z papim był miły,
lecz krótki.
W porządku.
Stój.
W porządku, mały.
Weż pieniądze.
To mój syn.
Bardzo panu dziękuję.
Jesteś cały?
Boże...
Co to?
Pamiętam wszystko, co zrobiłem.
Całe dobro...
i zło.
Masz natychmiast wrócić, Michael!
Odchodzę! Nie pozwalasz mi rozmawiać z papim. Idę do niego.
- Nie dzwonił od pięciu lat! - Nie szkodzi!
A to co?
- To moje. - Handlujesz?
- Dawaj! - Michael!
Jestem Miguel!
Bo zadzwonię po policję!
Dzwoń!
To moja opowieść.
Opowieść o mnie.
O gangsterze, który handlował prochami.
DOLINA SAN FERNANDO, 1978 ROK
Czego chcesz, białasie?
Chcę kupić narkotyki.
- Dobrze trafiłeś. - Fajnie.
Chodż.
Mamy wszystko: Trawkę, halucynogeny, seconal.
Super.
Białasie, nie wiesz, że narkotyki szkodzą?
Odbierają rozum.
- Widziałem, jak handlujecie na rogu. - Szpiegowałeś nas?
- Nie. - Loco, on nas szpiegował.
Nie!
Myślisz, że tak można? Mylisz się. Widzisz?
To białasy, których rozwaliłem. Uważaj, żebyś nie był następny.
- Wypieprzaj stąd! - Na co czekasz? Zjeżdżaj!
Chcesz jeszcze, białasie?
Proponuję interes.
Można zarobić.
Pogadajmy.
W porządku?
Jasne.
- Mam wielu znajomych. - Mówiłem, żebyś się pilnował.
Chodzę do szkoły w dolinie.
Te dzieciaki nie wiedzą, skąd brać narkotyki, a mają kupę forsy.
Kto cię nauczył gadać po hiszpańsku?
Tata.
Pochodzi stąd. Nazywa się Manny Torrero Vasquez.
Pracował z naszym wujem. Słyszałem, że to kawał skurwysyna.
Właśnie wyszedł z pudła. Widziałem go w Tepei.
Widziałeś?
- Możemy zgarnąć kupę szmalu. - Co za "my"?
Myślisz, że beze mnie sprzedasz coś w białej szkole?
Masz pieniądze?
- Nie wiem, co z nimi robić. - Lepiej, żebyś nie był gliną.
Glina nie dałby się pobić.
Pomyśl, Rudy. To nie glina.
Możemy się dogadać.
Ale pamiętaj, białasie. Nie uważaj się za lepszego od nas.
Nie jesteś i nigdy nie będziesz lepszy od nas.
Jak masz na imię?
Kilo Vasquez.
Tęskniłaś? Wpadniesz do mnie?
Na razie.
Skarbie! Jak ci na imię?
Czas spędzony z papim zrobił swoje.
Jego świat zostawił we mnie trwały ślad.
Pierwszy raz w życiu czułem się jak u siebie.
Loco!
Trzeba to uczcić.
2 lata póżniej
Dni były dobre, a noce jeszcze lepsze.
- Cześć, Kilo! - Loco!
Co słychać, brachu?
Co to za nowa dziwka?
Nazywa się Sabeva Vega. Właśnie przyjechała.
Jest córką kolumbijskiego gangstera, Bernarda.
Ochura kazał go zabić wraz z cała rodziną.
Postrzelili ją pięć razy i zostawili na pewną śmierć.
Sabeva przeżyła. Niezła suka. Ma kontakty w Meksyku.
To jest Kilo.
Cześć, przystojniaku.
Trzeba ją wciągnąć do interesów.
Jest bystra i ma układy po tamtej stronie granicy.
- Mam wszystko, co trzeba. - Ma przyjaciół w kartelu Guilardo.
Kiki Guilardo?
- Skąd go znasz? - Z dawnych czasów.
Wyobrażam sobie.
W Bogocie, skąd pochodzę, postrzał jest jak szczepionka.
Każdy ma blizny.
- Nie. - Nie?
Żadnych kobiet.
Przez nie wszystko się chrzani.
Lepiej pozostań dziwką.
Hej, dupku!
Mogę być dziwką, ale jestem lojalna. Mam układy.
Sam mówiłeś, że za długo robimy to samo.
- Musimy się rozwinąć. - Tak, Kilo. Trzeba się rozwijać.
Osłaniam cię, Kilo!
Rżnij się, z kim chcesz, ale mnie zostaw w spokoju.
Dobrze.
Nie będę się z tobą rżnęła. Chyba, że poprosisz.
Zgoda.
Bystry z ciebie chłopak, Kilo.
Jeszcze nie skończyłam.
- Możesz zaczekać za drzwiami? - Tak.
Sabeva i jej dziewczyny rozkręciły interes.
Wkrótce opanowaliśmy college'e.
Co robisz?!
Spieprzaj stąd i nigdy nie wracaj!
Myślałem, że śpisz.
Czy wyglądam na śpiącą?
Zamieszkaj ze mną.
Mówisz poważnie? Nie znudzisz się mną?
Wystarczy, że będziesz tak się pieprzyć.
Zamieszkam z tobą, ale musisz mi coś obiecać.
Obiecaj, że kiedyś to rzucisz.
Obiecaj, Miguel.
Zgoda.
Obiecuję.
Teraz mogę ci powiedzieć to, co zamierzałam.
Jestem w ciąży.
Naprawdę?
Będziemy mieli dziecko?
- Jeśli tego chcesz. - Jasne, że chcę.
My nie zabijamy dzieci.
Dobra, Kilo.
Rolando, wpuść następnego.
Michael... To znaczy Kilo...
Masz forsę?
Tak, ale chciałbym dostać tego więcej.
Ile?
Może kilo?
To rozumiem. Nie rozmieniamy się na drobne.
- Kilo to dużo. - Złożyliśmy się z kumplami.
- Dostanę coś? - Tak.
- Dobijmy targu. - Przeszukaj go, Rudy.
On i jego kumple kupują od ośmiu miesięcy.
- Nic z tego. - Miałeś mi sprzedać kokainę!
- Nieprawda! - Przyszedłem po narkotyki.
Czemu mówisz tak głośno?
Bo ma podsłuch!
Zniszczcie towar!
- Cholera! Ty śmieciu! - Zamknij mordę i przestań!
Możecie nas zamknąć tylko za posiadanie. Kapuś!
Wszystkiego nie zniszczył.
Dobra robota.
Powiedziałem, że chcę kupić kilo, a oni się zgodzili.
Zapłaciłem i dostałem narkotyki.
Grozili mi bronią. Powiedzieli, że umrę.
To kłamstwo! On łże!
Sprawdżcie nagranie! Kazali mu tak powiedzieć!
Opanuj się, bo pogarszasz swoją sytuację.
Wyciągnę cię, ale siedż cicho.
Chrzanisz.
Sąd w Los Angeles uznał Miguela "Kilo" Vasqueza za winnego handlu kokainą.
Jego gang sprzedawał narkotyki w szkołach...
To mój syn! Kilo Vasquez!
I co? Powiodło mu się! Bywa w świecie. Spójrzcie, to mój syn!
Kto mi rąbnął ręcznik?
Cisza! Za kogo mnie uważasz, Milo?
Stłukę cię jak pinatę!
Wiem, że ci trzeba chłopczyka!
Loco!
Właż!
W więzieniu Loco i Rudy byli nikim.
Musiałem zdobyć nowych przyjaciół
i pozycję.
To gówno śmierdzi!
Jak stąd wyjdę, skończę z tym.
Malujcie szybciej!
Kilo!
Chodż tu. Mamy sprawę.
Chodż, chłoptasiu.
Spokojnie! Klawisz patrzy. Idż stąd!
Kilo, słyszałem, że się biłeś.
Dałem sobie radę.
Kilo, co robimy?
Wybierzemy najgorszych sukinsynów i zatrudnimy ich.
Już się tym zajęliśmy. Większość z nich znam z ulicy.
Loco, jak się spisuje Sabeva?
Jakbyśmy tam byli.
Co to za pierdzielnik?
Masz towar?
Masz pieniądze?
Będzie niezła zabawa!
Następnym razem chcę dostać dwa razy więcej.
Narkotyków... czy Sabevy?
Wszystkiego. Tak robię interesy.
Słyszałam o tobie jeszcze w Kolumbii.
- To było dawno temu. - To prawda.
Jeszcze chwilę...
Dobrze ruchasz, Bernardo.
Po śmierci jeszcze lepiej.
Co my tu mamy?
A wy co? Stawiacie się?
Spójrz. Piszą o Sabevie na drugiej stronie.
Bez jaj!
Morduje facetów w wyrze. Sam zobacz.
Rozmawiała z Kikim Guilardo. Ubiją interes.
Szykują kanał przerzutowy z Meksyku.
- Jesteśmy gotowi. - Przecież siedzimy.
Nawiążemy układy. O to chodzi, prawda? Przyczaimy się.
Nieżle!
Nie gapić się!
Jeżeli zmienią klasyfikację na posiadanie z zamiarem handlu,
wyjdziemy na wolność.
Prowadzę wiele spraw.
100 tysięcy.
Chcę zobaczyć swoją panią i być przy narodzinach syna.
Fisch, nie jesteś uczciwy, ale sprytu ci nie brak.
Jeżeli nas wyciągniesz, dam ci 100 tysięcy gotówką.
Zastanowię się.
Na pewno.
Loco, będziesz następny.
Co słychać?
Po co nam oni?
Słuchaj, na wolności przychodzimy do was po kokainę, czy nie?
Tu wy musicie przychodzić do nas.
Chodzi o trawę. Nie wąchamy, tylko palimy.
- Mamy najlepszą gandżę. - Jesteś bosem Jamajczyków?
- Tak. - Nie masz jamajskiego akcentu.
O co ci chodzi?
Chwileczkę!
Chcemy zarobić.
To zarabiajmy.
Byle dużo.
Psychiatra więzienny mówi, że boks mnie uspokaja.
Na pewno pomaga utrzymać formę, żebym mógł rozwalać czarnuchów.
O co chodzi, białasie?
Twój gang trzyma środkowy zachód. Chcemy przez was przepuścić kokę.
Myślisz, że jesteś w szkole?
- Ile? - Ile zechcesz.
Skąd tyle weżmiesz, białasie?
Od meksykańskiego kartelu. Z pozdrowieniami od celników.
- Gówno prawda. - Szczera prawda.
- Najlepsze gówno. - Najlepsze?
A ci z China Town? Ich też wciągniesz?
Masz jaja, białasie. Przydają się, kiedy patrzysz na trupa.
D Rock!
Tak?
- Jestem... - Wiem, kim jesteś. Czego chcesz?
Zawiązuję koalicję. Ściągamy kokę z meksykańskiego kartelu.
Kto wchodzi?
Rodzina Guilardo, T-Bone i Jamajczycy.
A Cripsi?
Oni też. Co ty na to?
Mam cię w dupie!
Odezwę się.
Program pracy poza murami więzienia przyśpiesza resocjalizację.
Pomaga osadzonym wrócić do społeczeństwa,
aby mogli wieść produktywne życie jako uczciwi obywatele.
Dzięki temu właśnie programowi oraz pomocy psychologicznej
udało nam się zredukować recydywę w tym stanie o ponad 30%.
Jestem dumny z tych danych. Dowodzą one, że robimy postępy.
Prokurator generalny Novaro: Sędzia Scorsi.
- Femme fatale faszystowskiego reżymu. - Odczep się pan!
Pierdoła o miękkim sercu.
Co ten Richard wyprawia? Sama przeforsowałam jego kandydaturę!
Nie przejmuj się, Margaret. Oni przychodzą i odchodzą.
Lancaster sam się załatwi.
Pewnego ranka zrozumie, że świat jest pełen zła.
Rewelacje gubernatora Lancastera mogą sprawić,
że będzie to pamiętny dzień w historii Kalifornii.
Chodzi o ustawę o posiadaniu broni.
Zdaniem gubernatora obywatele nie będą już skazani na życie w strachu.
Z dumą oznajmiam, że dając przykład innym
pierwszy rezygnuję z posiadania broni.
Oczekuję, że wszyscy obywatele zrobią to samo.
Nigdy nie miałem rodziców.
Dlatego tu jesteś.
Kocham cię.
Muszę iść... do pracy.
Nie będzie koalicji. Prowadzą go do celi śmierci.
Dobrze, że mamy Cripsów.
Bloodsów też potrzebujemy!
Trup idzie! Odwrócić się!
Chodż, D Rock. Jeszcze tylko parę kroków.
Najpierw porozmawiam z Kilo.
Chcę rozmawiać z Kilo!
Nie mam do ciebie zaufania.
Chrzanię ciebie i twoją koalicję.
Moje czarnuchy wchodzą. Skoro Cripsi, to i oni.
- Niech zarobią. - Dobrze.
W porządku.
Śmierć to nic wielkiego.
Skarbie!
Nie jesteś głodny?
Po konferencji zjadłem kanapkę.
Rod, miałeś zostawiać broń przy wejściu.
Obejrzymy mecz Lakersów.
- Tatusiu! Pojeżdzimy na rolkach? - Ja i rolki?
Nie bardzo... O ósmej jest mecz w klubie kobiet.
Dzisiaj?
Musimy iść. Ich poparciu zawdzięczamy ustawę.
Pojeżdzisz z nianią.
Szykuj się!
Jak mogłeś do tego dopuścić?!
Wysuń ręce przez okno!
- Dobry wieczór. - Proszę o prawo jazdy.
Nie ma pan tylnego światła.
Widocznie się popsuło. Nie widziałem.
Skąd pan jedzie o tej porze?
Jestem praktykującym mormonem i wracam z nabożeństwa.
- Tym razem daję panu ostrzeżenie. - Dziękuję.
- Dobranoc, panie Truman. - Naprawię światło.
Stać!
- Przywitaj się z papim. - Spójrz na mnie.
Spójrz, co tu mam.
To dla mojego syna. Spójrz, Miguelito.
Powiedz "cześć".
Chcę go wziąć na ręce.
Chcę cię pocałować.
Brakuje mi ciebie.
- Sabeva daje ci pieniądze? - Tak.
Co dwa tygodnie.
Nie zależy mi na pieniądzach, tylko na tobie.
Chcemy, żebyś wrócił do domu.
Spokój!
Powiedziałam: Spokój!
Larsie Vincencie Truman,
został pan uznany za winnego sześciokrotnego zgwałcenia,
porwania i zabójstwa dzieci.
Gdybym mogła, skazałabym pana na śmierć.
Podlegam jednak przepisom wymiaru sprawiedliwości,
dlatego skazuję pana na dożywocie bez prawa do warunkowego zwolnienia.
Kodeks karny daje mi pewne prawa, na przykład do ostatniego słowa.
Słuchajcie!
Kiedy słońce wzejdzie na wschodzie,
powstaniemy i my z powszechnego upodlenia!
Mistrzowie kontroli umysłów.
Wyrzuceni będą czarni, czerwoni, brązowi i żółci.
Uciszcie go!
Jestem orłem! Mam lewe i prawe skrzydło!
Jestem żołnierzem!
W dniu sądu wymazane zostaną wszystkie rasy poza białą!
Razem z ich obrońcami, bez litości! Jestem wolny i widziałem Gaj Wolnych!
Dzieci spłoną na ołtarzu sprawiedliwości!
Bial patrzy! Wiecie, co się dzieje z dziećmi z pudełek od mleka? Wiecie?
Co się dzieje?
- Kto to jest? - Tak czy owak, już po nim.
Spójrzcie.
Bractwo go wita.
To Lars Vincent Truman, seryjny zabójca dziewczynek.
Zabójca dzieci?
Dlaczego wszyscy seryjni zabójcy są biali?
Proszę!
Pan Fisch.
Paul! Dobrze, że jesteś.
Przepraszam za spóżnienie. Zrób coś z tymi korkami.
- Dobrze. Napijesz się? - Trochę na to za wcześnie.
Siadaj.
Dziwne, że Margaret Scorsi darowała Larsowi życie.
Nie mogła go skazać na śmierć, chociaż kiedyś cię popierała.
Oboje byście na tym ucierpieli.
Człowiek cierpi, kiedy mordują mu córkę.
Wiem. Margaret zrobiła to, co musiała. Czuła, że musi tak postąpić.
Wiem, że śmierć Molly nią wstrząsnęła, ale nie jestem głupi.
Zemściła się za mój program wypuszczania więżniów.
- Jest sędzią. - I za ograniczenie posiadania broni.
Scorsi poluje. Ma zdjęcie z Charltonem Hestonem...
Nieważne. Nie mówmy już o niej.
Lars Vincent Truman trafił do więzienia.
- I już tam zostanie. - Łajdak!
Wiesz, że zadzwonił z więzienia do Jessiki?
Powiedział, że Molly miała delikatną skórę.
Jessica jest załamana.
Mogę mu załatwić zakaz korzystania z telefonu.
To nic nie da.
Paul, chcę zamknąć tę sprawę raz na zawsze.
Chyba musiałbyś go zabić.
W czasach studenckich byliśmy dobrymi przyjaciółmi.
To było dawno temu.
Poszliśmy różnymi drogami.
Ty wybrałeś drogę, która wydawała mi się za trudna.
Bronisz bogatych ludzi.
Powszechnie wiadomo, że bywasz obrońcą gangsterów i płatnych zabójców.
Jeżeli obaj myślimy o tym samym, to muszę odmówić.
Za samo słuchanie tego mógłbym wylecieć z palestry.
Wysłuchaj mnie, Paul. Pracujesz dla tych ludzi?
To bez znaczenia. Żaden płatny zabójca nie przyjmie tego zlecenia.
Rozumiesz?
Muszę już iść. Wybacz.
Psiakrew...
Nie powinniśmy o tym rozmawiać.
Tylko rozmawiamy.
Znasz kogoś, kto by się tego podjął?
Kogoś, kto miałby sposobność?
Tak.
Znam kogoś, kto siedzi w tym samym więzieniu, co Lars.
Bardzo chce wyjść na wolność.
- Afroamerykanin? - Meksykanin.
To dobrze. Jestem popularny wśród Latynosów.
- Może na mnie głosował? - Wątpię.
- Podjąłby się? - Zrobi wszystko, żeby wyjść.
Ale nie za darmo.
- Dam mu 50. - 50?
Prowadzi z więzienia handel narkotykami.
Na dużą skalę. 50 tysięcy?
Dla niego to drobna suma. Zaproponuj 250.
To sporo.
Molly była twoją córką.
Pogadaj z nim.
Richard, kiedy raz z nim zaczniesz, nie będziesz miał odwrotu.
Wiem.
Dostałem wiadomość od Sabevy.
Rozumiesz, o co chodzi?
Umowa obejmuje mnie, Loco, Rudiego, C-Note'a i T-Bone'a.
Denerwujesz się?
Nie.
Żadnych pieniędzy?
Nie.
Zgoda.
- To będzie bolesne. - Nie chcę znać szczegółów.
Nieświadomość nie czyni cię niewinnym. Prawnik powinien to wiedzieć.
Uważaj...
Jeśli twój klient nie spełni warunków,
załatwię go na cacy.
Ciebie też, Fisch.
Mam pytanie.
Jak poradzimy sobie z jego skinheadami?
- Białasy trzymają się razem. - Fakt, są lojalni.
Tak myślisz?
Cyrus!
- Dobijemy targu? - Rozwalę go.
Przestań mi grozić.
Na innych klawiszy nie możemy liczyć, więc bierzmy się do roboty.
A forsa?
50 kawałków.
- Lars jest wasz. - Jak to zrobimy?
Pójdzie do izolatki. Resztę sami zrobicie.
Cyrus!
Może byś przyprowadził Larsa i oddał go nam?
Po pierwsze, nie oddaję go wam, bo mi płacicie.
Po drugie, nienawidzę sukinsyna.
Musiałem z nim siedzieć, a to kompletny świr.
Mam córkę w wieku jego ofiar.
Zdobędziemy rozgłos, kiedy się go pozbędziecie.
Bractwo pozwoli Meksykańcom wykonać mokrą robotę...
Cyrus to żydowskie imię?
- Za bardzo pyskuje. - Spokojnie! Zawieramy umowę!
Pomyśl o pieniądzach.
Całe życie walczyłem z czarnuchami, żydłakami i Meksykańcami,
a teraz muszę się z nimi układać.
Trzeba było pozostać przy swoich, Kilo! Cholerny zdrajca!
Z pozdrowieniami od Cyrusa.
- W końcu jestem gwiazdą. - Tak, Frankensteinie.
Co to jest?!
Nie tkniecie mnie! Bractwo mnie chroni!
- Myślisz, że kto cię wystawił? - Strażnik!
Przegrana rasa! Przegrana kultura! Nie ma tu dla was miejsca.
Przyjemnie jest być związanym? Lubisz wiązać dzieci, sukinsynu.
Włączcie muzykę!
Poderżnę ci gardło.
Wiesz, Lars? Coś mi nie daje spokoju.
Wiem, że jestem skundlonym Meksykańcem,
ale w czym taki biały łajdak jak ty jest ode mnie lepszy?
Moja rodzina dbała o czystość krwi!
Endogamia.
Debil.
Następne pytanie.
- Ten twój zakon... - Zakon chaosu!
Jesteś jego wysokim kapłanem?
Najwyższym!
Składasz dzieci w ofierze?
- Tak. - Łajdak!
Dla nas jesteś jak bruja!
Czyli, że rżnę twoją córkę?
Bruja to czarownica.
Wiesz, co z nimi robiono?
Ponieśli i wilka!
Grillowanie zwykle zaczynam od...
kiełbaski.
Długo to nie potrwa.
Nie możecie!
Christina!
Miguelito...
Niespodzianka!
- Nieżle jak na katoliczkę. - Robię to tylko z tobą.
Spokojnie, Kilo!
- Co tak długo trwało? - Fisch dbał o pozory.
Nie mogę się doczekać.
Witaj w domu, miho.
Macie pięć minut.
Słusznie, Christina! Zostaw nas samych.
Mam mu sporo do powiedzenia.
Stęskniłam się.
Jesteś zajebista. Gangsterska dziwka.
Pewnie.
Czego nie załatwię tym,
zrobię tym.
Odłóż broń!
Jestem zajebista!
- Już odkładam! - Świrujesz.
Sam świrujesz.
Kilo, chcę cię o coś zapytać.
Gdzie mój dzieciak? Dajcie mi go!
- Ona ma dziecko? - Carlos! Chodż do mamy!
Boże, dopomóż!
Byłabym zaszczycona, gdybyś został ojcem chrzestnym mojego Carlosa.
A kto jest papim?
Nie potrzebuję mężczyzny.
W ogóle.
Jednak w pewnych sprawach jestem staroświecka.
Jasne.
Będę zaszczycony.
To mój syn chrzestny, Carlos!
Idż, Carlos! Pobij inne dzieci!
Pocałuj padrina!
Daj buzi Sabevie.
Padrino, z języczkiem!
Nagle zrobił się nieśmiały.
Koniec ze szkołą. Koniec z drobnym handlem po college'ach.
T-Bone zapewnił trzykrotnie większe dostawy najmocniejszej koki na rynku.
Cześć! Jak idzie?
Rzuć.
- C-Note! - T-Bone!
Forsa płynie szerokim strumieniem.
Od Compton...
...do Long Beach.
SALTILLO, MEKSYK
Meksyk.
Czułem jego ciepło.
Poruszył mnie do głębi. Coś we mnie zakiełkowało.
Życie było dobre. Naprawdę dobre.
Sabeva skontaktowała nas z Kikim Guilardo,
który przerzucał potężne ilości kokainy z wytwórni na południu.
Zajebisty Meksykaniec.
Posłużyliśmy się urodą Sabevy.
Była potężnym narzędziem.
Narzędziem otwierającym przed nami granice.
TIJUANA, MEKSYK
Dołączyli do nas Tiko Rivera i inni celnicy.
Daj mi swojego gnata.
Daj mi swoje ciało.
- Gdzie ta dziwka, Christina? - To matka mojego syna.
- Bądż grzeczna. - Jestem grzeczna.
T-Bone i C-Note dbali o to, żebyśmy zachowali monopol.
Nie wierzcie telewizji.
Włosi? Większość z nich przeszła na legalny interes.
A tych, którzy pozostali na ulicy, rozwaliliśmy.
Ożeniłem się z moją Christiną.
Rodzinny interes rozrósł się do potężnych rozmiarów.
Kupiłem posiadłość. Nazwałem ją La Raza.
Była duża i hałaśliwa.
Za bardzo rzucała się w oczy.
Byliśmy świetnie zorganizowani.
Nic nie mogło nam przeszkodzić.
Manny?
Dawno cię nie widziałem.
Zbyt dawno.
Jest dziesiąta rano, a cuchniesz jak browar.
Osiem lat cię nie widziałem i tak mnie witasz?
Dlaczego nazywasz mnie Manny? Jestem twoim papim.
- Byłeś nim przez pół roku. - Wtedy wszystkiego się nauczyłeś.
Ty jesteś Christina? Sporo o tobie słyszałem.
- Miło mi się poznać, Manny. - Nie bądż taka jak mąż. Mów mi papi.
- Dobrze, papi. - Tak lepiej. A to kto?
- Miguel junior. A ty? - Papi twojego papiego.
Czas na śniadanie.
- Kto jest tym molem książkowym? - Ja. Kończę ekonomię.
Vasquezom zawsze wystarczała szkoła ulicy.
Christina, mogę prosić o piwo?
Dobrze, Manny.
- Ładny dom. - Dziękuję, papi.
- Antyk? - Tak.
- Służba to Latynosi? - Wyłącznie.
- Tania siła robocza? - Płacę im podwójnie.
Ładnie tu. Mogę z wami zamieszkać?
Christina, mogłabyś zostawić nas samych? Mam sprawę.
- Słucham? - W porządku.
Co to za sprawa, Manny?
Dlaczego tak patrzysz?
Mam propozycję.
Proponuję swoje usługi naszej rodzinnej firmie.
Naszej?
Rodzina to rodzina. Nie proszę o jałmużnę.
Powiodło ci się i nigdy mi nic nie dałeś, ale nie szkodzi.
Mam wiedzę. Znam się na interesach. Pomogę ci w prowadzeniu firmy.
Nie, dziękuję. Moi ludzie znają się na rzeczy.
Zresztą ja i Christina postanowiliśmy,
że za pół roku wycofamy się.
Przechodzę na legalną działalność. Dobrze zainwestowałem pieniądze.
Odbiło ci? Nie porzuca się kwitnącej firmy. Zgłupiałeś.
Nie ograniczaj się, bo zawsze będziesz mały.
Mały? Spójrz na ten dom. Ja jestem jego właścicielem.
- Mógłbyś mieć pałac w Meksyku. - W Meksyku?
Żeby jakiś rządowy ważniak mnie oskubał? Kiepski pomysł.
Nic nie wiesz, Kilo. Ja nadałem ci to imię.
Miguel...
Mam ciężki okres. Nie każ mi błagać.
Jestem Manny Torrero Vasquez. Jestem twoim ojcem.
Jestem z ciebie dumny, synu.
Dobrze, Manny.
Będziesz pracował z Loco.
Zgoda.
Masz go słuchać.
- Dobrze. Ty jesteś szefem. - Loco jest twoim szefem.
Dobrze.
Miguel...
Mnie też cię brakowało.
Dostanę zaliczkę?
Razem dokonamy wielkich rzeczy.
Manny Torrero Vasquez cię nie zawiedzie.
Tu nigdy nam nie zabraknie jedzenia.
Wejdziemy do środka?
Jessica nie znosi dymu.
Lubię relaks w towarzystwie przyjaciół.
To ściskanie rąk i całowanie tyłków.
Od dawna chciałam cię o coś prosić.
To dlaczego nie poprosiłaś?
Nie chciałam rozdrapywać starych ran, ale minęło już sporo czasu.
- Chodzi o Larsa Vincenta Trumana. - Daj spokój, Margaret!
Widziałeś, co z nim zrobili? Nie mogę o tym zapomnieć.
Mam zdjęcie.
Pedofile nie są lubiani wśród więżniów.
To wyglądało na odwet... osobisty.
W więzieniu wszystko jest osobiste.
Pójdę już.
Szybko się męczę.
Paul, twój klient, Kilo Vasquez,
jest największym handlarzem narkotyków w południowej Kalifornii.
Nic nie wiem o jego postępkach.
Co za bajzel...
Czemu się zgrywa na porucznika Columbo?
Margaret zawsze węszy.
- Co zrobimy z tym Kilo? - O co ci chodzi?
Wiesz, o co.
Nie mówimy o drobnym handlarzu.
To zorganizowany przemyt narkotyków na dużą skalę.
Ludzie wiedzą, że badałem tę sprawę i że go wypuściłem!
To mnie stawia w złym świetle! Zaczynam mieć poważne obawy.
Nie możemy nic zrobić. On w końcu wpadnie.
Co z tego?
Uwolniłem go, a on zaopatruje w prochy młodzież w całym kraju.
Wielu ludzi będzie chciało go dopaść. Mogą go złapać!
Co z tego? Nie ma dowodów.
A jeśli zacznie mówić?
Myślałem, że jak dostanie 250 tysięcy, to będę miał go z głowy.
Tak myślałeś?
Muszę iść.
- Wszystko się jakoś ułoży. - Pewnie masz rację.
Pomóc ci?
Linda! Wiedziałaś, kiedy przyjść.
Nietrudno było się domyślić. Narozrabiałeś, Richard.
Proszę?
Wygląda to następująco. Zamordowano ci córkę.
Wynająłeś zbirów, żeby zabili sprawcę i w zamian wypuściłeś ich na wolność.
Byłam zszokowana, gdy znalazłam na biurku
podpisaną przez ciebie decyzję o zwolnieniu Kilo Vasqueza.
Od razu cię przejrzałam.
Nie wiem, o czym mówisz.
Nie przyszłam cię aresztować, więc nie musisz się bronić.
Skoro myślisz, że mam coś na sumieniu, to czemu nic nie zrobiłaś?
Nie mogłam w to uwierzyć. Dlaczego to zrobiłeś?
Gdybyś była przy mnie, kiedy patrzyłem na zwłoki jedynego dziecka,
nie zadawałabyś takich pytań.
Związałeś się z tym typem na dobre i złe.
- Ogłosisz to publicznie? - Oszalałeś?
Nie chcę się mieszać do tego bagna.
- Proponuję ci wyjście z sytuacji. - Nie ma wyjścia.
Skoro Kilo jest hersztem bandy, to potraktuj go jak bandytę.
Kurt!
Panie gubernatorze...
Kurt Meyers to antyterrorysta.
Prowadził operacje specjalne w Niemczech.
Od lat jest konsultantem FBI, ATF i tajnych służb.
Chcę utworzyć oddział specjalny.
Będziemy współpracować z władzami stanowymi.
Proszę się nie bać, dochowamy tajemnicy.
To cholerny najemnik!
Chcemy uniknąć masakry. Tajniacy przyciągnęliby ich uwagę.
Możesz wyjść z tego cało.
Czego żądasz w zamian?
Poparcia.
I decyzji.
- Jamajczycy są gotowi. - W samą porę!
Gdzie białas?
Zawsze się spóżnia.
Zróbcie sobie przerwę.
Jak się czujecie? Dobrze nam idzie, co?
- Nikomu nie dzieje się krzywda? - Nie.
- Idzie jak po maśle. - To dobrze.
Słuchajcie.
Ostatnio zaczęła się nagonka na kokę.
Może powinniśmy się z niej wycofać?
Znowu zaczynasz!
Jaki jest powód upadku każdego imperium? Jaki?
Chciwość. Pieprzona chciwość!
Moglibyśmy rzucić kokę i zacząć rozprowadzać gandżę T-Bone'a.
Chrzanić to! Koka przyniosła nam fortunę!
- Myślę o przyszłości. - Chrzanić przyszłość!
Właśnie!
Może jestem szalony, ale nie tępy.
Wcale nie chcesz nas chronić. Myślisz o sobie.
Może masz rację.
Na początku na niczym nam nie zależało,
bo nic nie mieliśmy.
Byliśmy wolni i szaleni. Byliśmy loco.
Dorobiliśmy się, bo byliśmy szaleni i sprytni.
Teraz musimy być jeszcze sprytniejsi.
Gadasz jak polityk!
Niektórzy z nas mają rodziny. Sporo się zmieniło.
Myślisz, że jesteś cywilizowanym człowiekiem?
Mylisz się.
Jesteś takim samym dzikusem jak ja.
Sam siebie okłamujesz. Widziałem twoją minę, kiedy zabijaliśmy Larsa.
Wtedy nie byłeś cywilizowany.
- Zrobiłem, co było trzeba! - Bzdura!
Loco! Musimy się trzymać razem.
Za pięć lat marihuana będzie legalna, a za kokainę zawsze będą nas ścigać.
Co z tego?
To białe gówno zabija naszych. Nic cię to nie obchodzi?
Gadacie jak cipy!
Gandża jest dobra, a krak to świństwo.
Pierdoły!
Nie wiem, co na to Guilardo.
Albo Bloodsi i Cripsi.
W tym jest kupa pieprzonego szmalu! Zgadzam się z Loco.
Nie bądż taka twarda, Sabeva i usiądż na tej swojej pupci.
Wiem, jak skończyła matka.
Chcesz wiedzieć, dlaczego tu jestem? Dzięki dupie!
Czy przez to jestem kurwą?
Mężczyżni są głupi.
Moja dupa i ja stawiamy warunki! Ja załatwiłam kokę.
Wszystko mi zawdzięczacie. Mam prawo głosu.
Co ty pieprzysz?!
Chrzanić gliny!
Nie tylko mężczyżni mają między nogami coś długiego i twardego.
Kończymy z koką.
Póżniej pomyślimy, co zrobić z Kikim Guilardo. Muszę iść.
Do żony i dziecka?
Do domu, który kupiłeś za prochy?
Za póżno na wyrzuty sumienia.
Dla ciebie to proste.
- Co? - Uczciwe życie.
W społeczeństwie.
Wszyscy i tak uważają cię za białasa.
My nie jesteśmy tacy biali jak ty.
Nie mamy pojęcia o inwestycjach i giełdzie.
Poczytaj o tym.
Spokojnie!
Nie rozumiesz, Kilo?
Jesteśmy handlarzami narkotyków!
Wszystko się pochrzani, kiedy zaczniesz udawać kogoś innego!
Tacy jak my kończą w jednym z dwóch miejsc.
W pudle albo w kostnicy.
Pamiętasz, co ci kiedyś powiedziałem?
Nie jesteś lepszy od nas.
Jesteś jednym z nas.
Kilo może mieć rację.
Zawsze miał. Uspokój się. Postawię ci drinka.
Po co bierzesz to śródmiejskie świństwo?
Koka z przedmieścia jest lepsza.
Po tej będą na ciebie mówili "Śpiący Loco".
Nie przejmuj się moim synem.
Kilo jest w połowie biały, ale brązowa strona przeważy.
W tym gangu ufamy zbyt wielu ludziom.
Muszę to naprawić.
- Lepiej zapytać Kilo. - Zapytać?
Wykończmy pierwszych paru pracowników, którzy podbierają towar.
- Potem nikt już nie będzie kradł. - To nie będzie trudne.
Zajrzyjmy do przemytników.
Na pewno nie mogą się oprzeć pokusie.
Meksykanom nie można ufać.
- Muszę iść. - A przemytnicy?
Jestem umówiony z pewną cipką.
Sam się tym zajmij. Mam do ciebie zaufanie.
Kutas...
Nie wiesz, jak to trzeba palić?
Cześć, chłopaki! Co słychać?
Wszystko w porządku.
Zrobiliśmy sobie przerwę. Zaraz wracamy do roboty.
To dobrze.
Przyszedłem was sprawdzić.
Jesteście grzeczni?
Jasne, Loco. W życiu nie miałem lepszej pracy.
- Naprawdę? - Ta jest najlepsza.
- To dlaczego podkradacie towar? - Ciebie nie okradamy. Przysięgam.
- Na życie matki? - Tak.
A ty dokąd? Przede mną się nie schowasz.
Mam tu twojego kumpla. Wyjdż, bo go rozwalę.
- Przyjaciel cię porzucił. - Nie zabijaj mnie!
Skurwysyn! Obryzgał mi spodnie!
Do mnie strzelasz, fiucie?
Proszę...
Kilo jest ojcem chrzestnym mojego syna.
Ojcem chrzestnym?
- Nie zabijaj mnie. - Dla kilku dolarów?
To się nie powtórzy. Zrobię wszystko, co każesz.
Na pewno?
Nie zabiję cię.
Już jest Halloween?
Spójrz na siebie, Loco. Kretyn. Nagraliśmy cię.
Jesteś załatwiony. Mój szef ma adres twojej matki.
Indiana 647.
Zabiję cię!
To uczciwy układ. Dasz nam braciszka, a my nie przerżniemy twojej matki.
- Zabrać go! - Mam was gdzieś!
Co się dzieje?
Dwóch przemytników się naćpało,
a potem gliny przejęły trzy partie towaru.
Na północy straciliśmy cały przerzut.
Jesteśmy ostrożni, ale policja wie, gdzie i kiedy towar się pojawi.
Mają u nas wtyczkę.
To twoja wina, Loco! Twoja.
- Oskarżasz mnie? - Jak mogłeś usłuchać mojego ojca?
Kiedyś były dwie dostawy co dwa tygodnie,
a teraz dwa miesiące czekamy na jedną.
Odbiło ci? Jak mogłeś ulec staremu? Nic dziwnego, że gliny się wycwaniły.
Żałuję, że go przyjąłem.
Jeszcze nie jesteś gotowy? Twój syn gra.
- Miałeś to zostawić! - Nie teraz, Christina.
Dlaczego?
Ukrywasz przed kolesiami, że chcesz się wycofać?
Nie mówmy o tym teraz.
A kiedy, Miguel? Jutro? Mam dość czekania na jutro!
- Pogadamy póżniej. Zjeżdżaj! - Obiecałeś, że się wycofasz!
Oto i ona! Twoja kurewka.
- Może ją przelecisz? - Idż już.
Jest dla ciebie ważniejsza niż własny syn!
- Mamy kłopoty. - Następne?
Kiki, bratanek Antonia Guilardo, wpadł na granicy z całą dostawą.
Przypadkiem federalni wiedzieli, gdzie szukać.
Meksykańscy przyjaciele obwiniają nas.
Mówią, że po ich stronie wszyscy są czyści i kapuś musi być u nas.
Bzdury!
Być może, ale tak mówią. Wstrzymali dostawy.
Nie mogą! Zapłaciłem im za następną! Zabiję Kikiego, jeśli ze mną zadrze.
Mężczyżni zawsze są chętni do wojny.
Lubią odstrzeliwać sobie nawzajem fiuty.
Ja załatwiłam kokę i ja nas z tego wyciągnę.
- Tak jak zawsze. - Z Kikim się nie zadziera.
Nie bój się o mnie, Rudy. Jest stary i łatwo go nabrać.
Zresztą wspólnik chce przejąć jego interes.
Zgoda.
Załatw Kikiego.
Dobrze.
Sabeva!
Bądż ostrożna.
Nie bój się.
Jeżeli chcesz mnie przelecieć, to powiedz.
Pięknie wyglądasz. Masz śliczne usta. Potnij sukinsyna.
Kilo ma czelność żądać zwrotu pieniędzy?
Nie chcę o nim rozmawiać.
W ogóle nie chcę rozmawiać.
- Brakowało mi ciebie. - Pewnie. Wszyscy za mną tęsknią.
Lubisz mnie rżnąć?
Sabeva rżnie się najlepiej.
To na pożegnanie.
Tak.
Na pożegnanie.
Tym razem nie będziesz miała orgazmu.
Nie!
Nie zastrzelę cię.
Guado!
Zrób Sabevie masaż.
Nie!
Voreno! Vamanos!
Teraz możecie ją przelecieć.
Kartel narkotykowy Guilardo prowadzi przemyt na dużą skalę.
Z Meksyku, przez San Diego do Los Angeles.
Kanał przerzutu zorganizował gang Miguela "Kilo" Vasqueza.
Sukinsyn!
Twoja żona przyszła.
Nie musisz mnie przedstawiać.
Co ty sobie wyobrażasz, Miguel?
Nasz syn ogląda telewizję i widzi twoje zdjęcie zamiast kreskówki.
Co teraz zrobimy? Co zrobimy, padrino?!
Gdzie jest mój syn?
Z twoim ojcem! Nawet nie wiem, czy wróci do domu żywy!
Dopiero drugi raz FBI działa na podstawie
ustawy o przestępczości zorganizowanej.
Co to za ustawa?
Trzeba było oglądać więcej seriali sądowych.
Jesteśmy załatwieni.
Rudy, zadzwoń do Manny'ego.
Niech jedzie razem z moim synem na lotnisko.
Zabierz gotówkę z La Raza. Bierzemy, co się da!
Poddadzą się?
- Trzymam forsę w banku! - Musimy uciekać!
- Chrzanić forsę! Rozwalmy ich! - Szybko!
Zróbmy to!
Na miejsca.
O co chodzi?
Ognia!
Na ziemię!
Loco, strzelaj!
Strzelaj!
- Przepraszam, Kilo. - Za co?
Jedżmy, Kilo!
Wszystko będzie dobrze.
Wybacz, kochanie.
Podjedż w prawo.
Sukinsyn!
Strzelaj!
Schyl się!
Jezu!
Strzelaj!
- Rozwal go! - To ślepa uliczka! Zawracaj!
Mamy ich.
Co robisz?!
Celuj w opony.
Strzelaj!
Chcesz mi wlepić mandat?
- Chcę rozmawiać z panią Novaro. - Jest na zebraniu.
Mówi Kurt Meyers. To pilne.
Kurt! Dopadłeś go?
Trochę się to opóżni.
Opóżni? Nie pozwolę, żeby jakiś śmieć pozbawił mnie drugiej kadencji.
Masz go dopaść! Załatw łajdaka!
Chodż, kochanie.
Czeka nas podróż samolotem.
- O, Boże! - Nie, kochanie!
Kilo! Gliny!
- Wszystko w porządku? - Tak.
Boże! Kurwa!
Weż się w garść! Musimy uciekać!
- Co się dzieje? - Ty sukinsynu!
- O co chodzi? - Wszystko przez ciebie!
Co się stało?
- Zabili Christinę. - Tak mi przykro.
- Musisz coś dla mnie zrobić! - Co tylko zechcesz!
- Chodż, Kilo! - Synku!
Słuchaj. Idż z dziadkiem.
Chodż, synku. Zabierz go daleko stąd.
- Zabiorę. - Lećcie na Kubę. Leć, tato.
Synku...
Polecisz z dziadkiem. Polecisz samolotem.
A mamusia?
- Póżniej do was dołączy. - Kilo, leć z nami.
Leć, papi!
Nie polecę. Za duży smród.
- Masz wystartować! Słyszysz? - Dobrze.
Tu są dwa miliony. Połowa dla ciebie. Lećcie!
- Chodż z nami! - Nie!
Wsiadaj!
Ty pierwszy!
Zostanę z tobą!
- Co słychać? - Dobry wieczór. Jest strzelanina.
- Gdzie? - Tu.
Gdzie twój mąż?
Wyjechał.
Ani słowa.
Idż.
Posadż ją na kanapie.
Siadaj!
- Nie ma go? - Nie. Przysięgam.
Przysięgasz?
Kurwa mać!
Wiesz, kim jestem?
Człowiekiem, którego twój mąż kazał zabić.
Zamiast mnie zabili moją żonę.
Czy on cię kocha?
Myślę, że tak.
To dobrze.
Daj większego gnata!
Marnie to wygląda.
Bez jaj!
Dupki!
T, ilu ich zabiłeś?
Trzech, może czterech. A ty?
- Pięciu. - Super!
Kilo... słuchaj... nie wrócimy do pudła.
Nie dam cię złapać.
Jak możesz to pić?
Meksykańcy są twardzi.
Kurwa mać...
- Kocham cię, bracie. - Ja ciebie też, T.
Zobaczymy się na Kubie.
Lećmy na Kubę.
Tak kończy się moja opowieść. Opowieść o gangsterze.
O ludziach, którzy go kochali i w niego wierzyli.
O tym, jaką zapłacili za to cenę.
KUBA, CZASY OBECNE
Miguelito, w życiu jest jak w szachach.
W odpowiednim momencie musisz wykonać właściwy ruch.
Tak, dziadku. Wiem, jaki ruch wykonać.
Szach mat, dziadku.
Bardzo dobrze. Jesteś najlepszy, bo uczysz się od najlepszych.
Miguel Torrero Vasquez jest najlepszy!
Mam gorące serce!
Chodż, wyrwiemy jakieś laski.
- Która ci się podoba? - Wszystkie.
Są twoje!
autor: Lucys
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.