All language subtitles for Sirens.S01E03.WEBRip.Netflix.pl

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
nl Dutch
en English
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish Download
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

SYRENY

POTWÓR

Kiki!

Kiki!

Kiki, zaczekaj!

Kiki, przepraszam!

Kiki!

Potwór!

To sen. Śniłaś.

To tylko koszmar, wszystko gra. Jestem przy tobie.

Gdzie ja jestem?

W domku gościnnym. Przynieśliśmy cię tu z Jose.

- Miałaś ciężki napad paniki. - Tak?

No.

Ktoś widział?

Nie.

Byłaś w spiżarni. Powiedziałam, że się czymś zatrułaś.

Czekaj… Która jest godzina?

- Jakaś siódma. - Rano?

- Tak. - Że ra…

Simone.

Ostrożnie. Dałam ci dwa xanaxy. Powoli.

Gdzie mój…

Jaki…

- Co ja zrobię? - W jakiej sprawie?

Nie wiem, co robić.

- O co chodzi? - Nie byłam na joggingu.

No dobra.

Bo my co rano biegamy.

- Gdzie mój telefon? - Oddychaj.

- Zgubiłam go. - Podłączyłam ci go. Jest tam.

Dobra.

Majstrowałaś przy nim?

- Zero wiadomości. - Te, ćpunka.

Zebrałam cię z podłogi i się tobą opiekowałam.

Nie rozumiesz, Dev. Ona mnie zwolni.

Bo nie poszłaś na jogging?

Bo wie o mnie i Ethanie. Wie, że ją okłamywałam.

Boże, ale ze mnie idiotka.

Wszystko…

Wszystko stracę. Wyleje mnie.

- Czy to byłaby katastrofa? - Tak!

Dostajesz tu napadów paniki.

To przez ciebie ich dostaję. Czemu wciąż tu jesteś?

- Mówiłam. Potrzebuję pomocy z tatą. - A ja już odmówiłam.

Nie masz prawa mi odmówić, Simone.

Przeszłam w dzieciństwie to samo, co ty. Nie wszystko kręci się wokół ciebie.

To ja przeszłam to, co zrobiła mama.

A ja na musiałam na to patrzeć. Podpisać dokumenty. Uratować cię.

- I nie nasrało mi to w głowie? - Nie. To ja mam nasrane.

- Obie mamy. - Nie. Tylko ja.

- Mam w ciul nasrane w głowie. - Tak? A ja w cztery ciule.

Ostro ciulowate ciule. Tak mam nasrane w głowie.

Tobie nic nie jest.

- Wcale nie. - Tak!

Mam już dwa mandaty za jazdę pod wpływem.

Jak to dwa?

Jestem pijaczką. Jak tata.

Tonę i macham do ciebie, a ty masz rękę na klamce.

Proszę.

Pozwól się zwolnić.

Kiki!

Kiki!

Kiki!

Kiki!

Kiki.

Kiki!

Cześć, Simone.

Przepraszam za to spóźnienie.

Nie jesteśmy w wojsku. Nie masz obowiązku ćwiczyć.

Jak twój brzuch?

Twoja siostra mówiła, że, cytuję, „sikałaś z dupy”.

Już wszystko gra. Przepraszam, że wczoraj tak zniknęłam.

Nie przejmuj się.

Odpocznij. Pogadamy później.

Kiki, gniewasz się?

Czyli tak?

Chyba tak.

Ale o co?

- Wiem, że wiesz o mnie i Ethanie. - Nie obchodzi mnie, z kim jesteś.

To twoja sprawa.

- Nie gniewasz się? - O letni romans?

Nie. Baw się.

Tylko w gumce. On przeleci wszystko, co się rusza.

- Naprawdę? - Tak. I jest spłukany.

Dawno roztrwonił pieniądze rodziców.

To chyba nic poważnego?

No, zaczynało się robić poważnie.

On…

powiedział, że mnie kocha.

Nie wątpię.

Szkoda mi tylko, że bałaś się mi powiedzieć.

- Jakbym była potworem. - Co?

To okropne czuć, że masz przede mną sekrety.

Nie mam, Kiki.

Umawiasz się z kolegą mojego męża, masz siostrę, o której nie widziałam.

Coś jeszcze?

Nic. Przysięgam.

Twoja mama zginęła w wypadku?

Nie.

Ale to nie było kłamstwo.

Nie…

- Nie zginęła w wypadku. - Dobrze.

Ale zmarła w samochodzie.

Poprowadziła rurkę od…

od rury wydechowej do przedniego fotela…

i popełniła samobójstwo.

- Ile miałaś lat? - Siedem.

Ja…

byłam na tylnej kanapie.

Powiedziała, żebym…

Powiedziała, żebym robiła sobie kolorowankę,

aż usnę.

Mój Boże.

No.

Devon nas znalazła, wyciągnęła mnie i zawiozła do szpitala.

Nic się nie stało.

Od razu mnie ocucili i…

Stało się, kochana.

- Ja i tak… - Stało się.

I tak nie rozumiałam wtedy, co się stało. Nie wiedziałam tego.

Zaopiekuję się tobą.

Od teraz będzie cię spotykała jedynie życzliwość i dobroć.

- Poproszę. Dziękuję. - Dobrze.

Dziękuję ci, Kiki.

Dziękuję.

Jak długo zostaniesz?

Pa.

Hej, kurwa, hej.

Cześć, Jose. Patrice.

Missy.

Kucharze.

Ta sukienka jest na baterie czy coś?

- Spadaj. Widzieliście Simone? - Nie.

Biega z panią Kell.

Super. Mogę sobie zrobić kawę?

Możemy ci ją przynieść do domku.

Nie jestem prawdziwym gościem.

Jesteś pewna? Bo właśnie trafiłaś na listę gości VIP gali.

Serio?

Tylko niech ci sodówa nie uderzy.

Dobra.

To ja tu postoję. Włączę jakoś to chromowane.

- Pomogę ci. - Dzięki.

Co robicie? Szykujecie galę?

Szykujemy koktajle przed galą.

No tak, impreza przed imprezą. Moje klimaty.

Ile już takich gal szykowałaś, Patrice?

Szesnaście.

Szesnaście?

To pewnie znasz Jocelyn Kell, pierwszą żonę, co?

A może raczej „znałaś”?

W czasie przeszłym?

Wydawałoby się, że powinniście słyszeć, co mówię.

Jak daleko one biegają?

Telefon Bruce’a DeWitta. Tu jego córka Devon.

On nienawidzi telefonów, więc zadzwoń do mnie.

Tu telefon Raya.

Siostro!

Na górze!

I tak można zacząć dzień, Gruba Rybo.

Wskakuj, woda jest ciepła.

Podoba mi się ten wystrój.

Taki na zjaranego żeglarza.

Ten jeden kącik wciąż należy do mnie.

A nie cały dom należy?

Dobrze się bawisz na wyspie?

No ma swój klimat.

Fakt.

Jak tu śnisz?

Ja zawsze mam na wyspie kompletnie szalone sny.

Serio?

Ja nie śnię.

Nigdy?

Kiedyś o tym czytałam.

Albo za dużo piję,

albo mam poważne zaburzenie osobowości.

I to, i to pasuje.

Pomieszkaj tu jeszcze trochę, a zaczniesz śnić.

Może nawet to jest sen.

Czyj? Mój czy twój?

Może nasz wspólny.

Wokół niej tak bywa.

„Niej”?

Znaczy tej wyspy.

Wybacz.

To jakie plany na dziś? Plażowanie?

Nie, czekam tylko, aż moja siostra wróci z rekordowej przebieżki z twoją żoną,

którą chyba naprawdę ubóstwia.

No.

Kiki tak działa na ludzi.

Jak się poznaliście?

Nie było to specjalnie romantyczne.

Jej firma reprezentowała moją podczas fuzji.

Ona musiała się wycofać ze sprawy,

a ja z małżeństwa.

A teraz mamy szczęśliwe zakończenie.

Wszystko gra?

Tak.

Tak.

Ale jestem umówiony na golfa.

Muszę iść.

Dokończysz za mnie?

Mogłabym. I zrobię to.

Do zobaczenia po przebudzeniu.

- Pani Kell, FedEx… - Cudownie. Dziękuję.

Pani smoothie.

Wygląda przepysznie.

Dziękuję, nie dziś.

Zdjęcia przy ściance.

Co roku mam od nich ciarki.

Dziękuję za ciężką pracę tobie i twojemu zespołowi.

Na pewno będzie wyglądać wspaniale.

- Brawo. - Dziękuję, mi amor.

Brawo.

No dobra, słuchajcie.

Mam uwagi.

Matko boska.

WYBACZ, ŻE TAK ZNIKNĘŁAM. ZATRUŁAM SIĘ OSTRYGĄ.

ZADZWOŃ, JAK BĘDZIESZ MÓGŁ

Patrice, robisz niesamowite smoothie.

Dziękuję panu.

Wyżywam się w nich artystycznie.

- Właśnie w nich, bo… - Simone.

- Momencik. - No dobra.

Jak się czujesz po wczoraj?

Nic mi nie jest. Zatrułam się tylko ostrygą.

Jose mi powiedział.

Też miewam napady paniki.

Ale ty o tym wiesz. Umawiasz nam terapię małżeńską.

Tak, ale… możesz nie mówić Michaeli? Nie chcę, żeby się martwiła.

Nic nie powiem.

Moje napady to jej zdaniem wynik słabej siły woli.

Oszczędzę ci tego.

Upewniam się tylko, że jest okej.

Moje są przerażające.

Faktycznie są.

- Ale nic mi nie jest. - Świetnie.

- Simone? - Tak?

- Zerknij na to. - Dobrze.

Są identyczne.

- Jesteś ślepa? - Nie.

Ta wstążka jest matowa, a ta delikatnie metaliczna.

To przyszło z Tokio, a to z jakiejś meliny.

Czegoś jak Soho House.

Etykiety są takie same. Jeśli nie kupił tego w Japonii,

zadał sobie wiele trudu, żeby tak wyglądało.

Właśnie.

No nie wiem.

Mam jego dziennik lotów.

A w nim: w środę o 13.00 przylot do Tokio.

To jego odrzutowiec. Może tam wpisać, co chce.

Gdzie indziej mógł być?

I z kim?

- Kochanie, jesteś tu? - Tak.

Cześć. Nie poszedłeś na golfa?

Miałem iść, ale Ethan nie odbiera.

Dzień dobry.

Nie wiesz może, gdzie on jest?

Jeszcze dziś nie rozmawialiśmy. Mogę dać znać, że pytałeś.

No tak, możesz dać mu znać.

Ty, jego kochanka.

- Simone? - Przepraszam.

Dostałeś udaru?

Nie wiem…

Nie wiem, co powiedzieć. To jest strasznie niezręczne.

Co ty mu powiedziałaś? Dziwne, że mi nie odpisuje.

- Komu? - Ethanowi.

Kiedy poszłaś z nim na klif.

Nie będzie już nękał Simone.

Co to znaczy?

Wiem, że nie byłeś w Japonii.

Mówiłeś, że byłeś w Tokio. Wiem, że nie byłeś.

Skarbie, ja ledwo co wiem, gdzie teraz jestem.

Mam koszmarny jet lag.

Gdzie byłeś, Pete?

Dobra.

W porządku.

Nie byłem w Japonii.

Rozgryzłaś to.

Może pani być z siebie dumna, pani detektyw.

Dokąd idziesz? Jesteśmy w środku rozmowy.

A może to już koniec?

ETHAN!! JESTEŚ TAM? HALO!

- Jose. - Tak, Peter?

Wyprowadzisz mojego jeepa?

Już się robi.

Chcę na jakiś czas zniknąć bez śladu.

- Mógłbyś…? - Zajmę się tym.

- Dzięki. - Nie ma za co.

Śledź go.

Co? Tak dosłownie?

- Idź. - Dobrze.

Cześć, Phil. To ja.

Wiem, że jest święto i masz wolne, ale muszę z tobą porozmawiać.

Oddzwonisz?

Podoba się?

Przepraszam. Zdawało mi się, że ktoś śpiewa.

Najpierw ogrodnik, teraz ja.

Nie próżnujesz dziś.

Skąd o tym wiesz?

Znam cię.

Simone wyszła na cały dzień, ma coś do załatwienia.

Prosiła, żebym przekazała, że wróci na kolację.

Na kolację.

Ja… pozwolę ci się ubrać.

Nie, zostań.

Chcę z tobą porozmawiać.

Simone mówiła mi o waszej mamie.

Moja też zmarła, kiedy byłam mała.

To zostawia piętno.

Zawsze potrafię rozpoznać kobietę, która straciła matkę.

Ty nie?

Wróćmy do tego, kiedy się ubierzesz.

Byłaś zazdrosna?

Kiedy wybrała Simone?

Co to za pytanie?

Czasem to gorzej być oszczędzoną.

Człowiek myśli sobie: „Dlaczego nie ja?”.

Moja matka mnie nie oszczędziła.

Zostawiła mnie z chorym mężczyzną i straumatyzowaną dziewczynką.

To zbyt wiele odpowiedzialności w tak młodym wieku.

Tak długo wypruwałaś sobie żyły.

Pod tą zbroją potrzebujesz tylko usłyszeć: „Dobra robota”.

Nie zrobiłam dobrej roboty.

Zrobiłaś.

Uratowałaś ją.

Nie, zostawiłam ją.

Pojechałam na studia.

Została w domu całkiem sama z ojcem z kliniczną depresją,

który jej nie karmił,

nie kąpał

i nie zarabiał na rachunki.

A ja chlałam na uniwersytecie w Ohio.

Ona żyła w piekle.

- Ale wróciłaś. - W siódmej klasie ledwo bywała w szkole.

Kiedy wróciłam, była chorobliwie chuda. Miała myśli samobójcze.

Nie wiedziałaś o tym.

Wiedziałam.

Ale się okłamywałam.

Wmawiałam sobie, że nic jej nie będzie…

bo tak mocno chciałam odejść.

A Devon?

Kto się o nią troszczy?

- Kto jej matkuje? - Nikt.

Widzę cię.

Widzę, jaka jesteś wyjątkowa.

Mogę ci pomóc.

Łączy nas ten sam ból.

Ciebie, mnie i Simone.

Jesteśmy takie same.

Powiedz to.

Takie same.

Hej, hej.

Teraz ty, Dev!

Co?

Przepraszam. Znamy się?

Zabawna jesteś, Devon.

Strasznie!

Poznałyśmy się. Lisa, Astrid i Cloe.

Co ja tu robię?

Michaela kazała cię zabrać na…

Babski dzień!

Co? Nie.

Nie!

Zatrzymajcie się.

Nie!

Podobno mnie wzywałaś, mi amor. Jaka śliczna sukienka.

Przysłać krawca?

Wejdź i usiądź.

Dobrze.

Jose.

Chciałam sprawdzić, kiedy Peter będzie miał czas na kolację,

ale nasze kalendarze nie są połączone.

Hasła i PIN-y zostały zmienione, a udostępnianie lokalizacji wyłączone.

To brzmi jak problem techniczny.

Nie pogrywaj ze mną, Jose.

Słucham?

„Pogrywaj”? Angielski to nie mój język ojczysty.

Przepraszam, ten twój akcent.

Czemu zablokowałeś mi dostęp? Pete cię poprosił?

- Ja nie umiem włączyć komputera. - Ciągle w nich siedzisz.

Jestem tylko zarządcą rezydencji.

No dobrze.

Gdzie był w weekend Peter?

W Japonii.

A tak naprawdę?

- W Japonii. - Jak chcesz. Jesteś zwolniony.

Ja…

- Nie możesz mnie zwolnić. - Owszem, mogę.

Dowiedziałam się, że wysyłasz personelowi obraźliwe wiadomości na temat Simone.

- Spakuj się i się wynoś. - Nie.

Nie?

Jak to nie? Zwolniłam cię.

Pracuję dla Petera, nie dla ciebie.

Jestem z nim od 19 lat. O wiele dłużej niż ty.

Nie masz prawa mnie zwolnić.

Pierwsza pani Kell też nie miała.

Ale ona nigdy by nie spróbowała, bo widzisz…

ona była dobrą osobą.

Coś jeszcze, mi amor?

- Nie. - Dobrze.

Lepiej, kurwa, uważaj.

Oczywiście.

Przekażę technikowi, że masz problem, sí?

- Sí. - Świetnie.

Dobra. Co teraz robi?

Kupuje zioło w Upalonym Małżu.

Obkupił się. To będzie bardzo luzacki dzień.

- Patrzy na witrynę piekarni. - Ekscytujące.

Waha się co do muffinki.

Zjadłby, ale jest rozdarty.

Muszę odebrać. Oddzwonię.

Wyjść.

Co ustaliłeś?

Macie klauzulę o zdradzie.

Jeśli ma romans, możemy anulować intercyzę,

ale potrzebujemy dowodu.

Co stanowiłoby dowód?

Na pewno nie czekolada.

Wiesz, e-maile, zdjęcia, nagrania, SMS-y.

Mogę je zdobyć.

Aż dziw, że ktoś pozwolił ci to podpisać. Że jako prawniczka sama sobie pozwoliłaś.

Adorował mnie miliarder.

Wolałam rysować serduszka niż wczytywać się w umowę.

Rozumiem.

Dobra, popracuję nad tym i oddzwonię.

Phil, a…

a jeśli on nie ma romansu?

Mówiłaś, że ma.

A jeśli się mylę, a on i tak wniesie o rozwód?

Czy mam jakąkolwiek ochronę finansową?

Umowa miała wiele zapisów.

Głównie związanych z dziećmi.

Tego los nam nie pisał.

Wybacz. Wiem, że to bolesny temat.

Ale bądź w domu przyjazna, żeby cię nie odepchnął.

Po cichu zbieraj dowody.

Zrozumiano. Dzięki, Phil.

Do usłyszenia niedługo.

Cholera.

Simone?

Peter!

Ale dziwny zbieg okoliczności!

Kazała ci mnie śledzić?

Nie, czasami tu przyjeżdżam, żeby się…

Tak, ja… przepraszam.

Naprawdę nie ma wstydu.

No, to postaw tam rower.

Powiem, że cię zgubiłam.

Nie.

Przyłapałem cię.

Za karę idziesz ze mną na wenuski.

Na co?

Na małże.

Jakie…?

- No chodź. - Dobrze.

Kiecka na galę!

Boże. No królowa lansu i baunsu, dziesięć na dziesięć.

Bierzemy!

Nie. Ta sukienka kosztuje 22 tysiące dolarów.

- Kiki płaci. - Nalega.

Prezencik!

Nie. Wyglądam w tej sukience jak Beetlejuice.

Devon, posłuchaj mnie teraz.

- Słuchaj jej, Devon. - Słuchaj.

Jesteś piękna.

Składasz się z mnogości.

Jesteś boginią.

- Bierzemy! - Nie.

Nie.

Nie.

One serio nazywają się „wenuski” czy mnie nabierasz?

Małże Wenus.

To oficjalne małże mojego rodzinnego Rhode Island.

To Kellowie nie są z Nowego Jorku?

Od strony mojej mamy.

Jej ojciec był rybakiem.

Tak jak i jej dziadek.

Dlatego tak mi w tym do twarzy.

No dobra.

Czekolada, prawda?

Michaela w jakiś sposób domyśliła się, że nie kupiłem jej w Tokio.

Tak.

Sprowadziła z Japonii pudełko dla porównania.

Jedna wstążka była matowa, druga metaliczna.

Szkolny błąd.

Myśli, że masz romans.

A ty tak myślisz?

Nie byłeś tam, gdzie mówiłeś.

Pierwszą żonę zdradzałeś. Logiki jej nie odmówię.

Ktoś tu pokazuje pazurki.

Ktoś tu pracuje dla Kiki.

Myślisz, że moja żona uspokoiłaby się, wiedząc, że nie mam romansu?

Że byłem na chrzcie mojego wnuka?

Potajemnie? Dostałaby piany.

Właśnie.

Wiesz, jaki to dla niej trudny temat. A twoje dzieci były dla niej okropne.

Winią ją za moje rozstanie z ich mamą.

A powinny?

Źle to świadczy o kobiecie, jeśli chce, żebym zerwał kontakt z dziećmi.

Od dekady nie widziałem syna,

a teraz został tatą.

Trzyma własnego syna.

To była…

najpiękniejsza chwila w moim życiu.

Spotkanie z tym dzieckiem.

I nigdy nie odzyskam tych lat.

Masz zdjęcie?

- Tak, mam. - Tak?

- Mogę zobaczyć? - Tak.

Jak się nazywa?

Jonathan Joseph Kell. Po moim ojcu.

Johnny Joe.

Podobny do ciebie.

- Tak sądzisz? - Tak, naprawdę.

- Dzięki, że mnie wysłuchałaś. - Nie ma sprawy.

Z nikim innym nie mogę o tym porozmawiać.

Fajnie. No dobra.

- Wracamy do wenusków. - Wenuski!

Bierzemy.

Ja… nie mogę jej przyjąć.

Możesz.

Kiki nazywa to „radykalną hojnością”.

To nie byle co, że zaprosiła cię na galę.

Widać dostrzega w tobie potencjał.

Potencjał do czego? Marnowania dnia na zakupy?

Zajmę się tym.

To nie są zakupy. Manifestujemy życie, na jakie zasługujemy.

Przy użyciu pieniędzy.

Ja jestem kasjerką w fast foodzie w Buffalo.

- Ja byłam nauczycielką wspomagającą. - Ja byłam manikiurzystką.

Ja jestem Strzelcem.

Kiki dostrzegła w nas potencjał.

- Do wyjścia za bogaczy? - Zajmę się tym.

Nie zabiegałyśmy o nich, Devon. To oni przyszli do nas.

Mamy moce.

Każda z nas.

Kiedy kochasz siebie i roztaczasz aurę siły i pewności siebie,

matka natura ulega twojej woli.

- Twojej grawitacji. - Mężczyźni będą ci padać do stóp.

- Nie wydaje mi się… - Devon?

To ty?

Przechodziłem obok i cię zauważyłem.

Wyglądasz pięknie.

Widzisz?

Michaela nie poznałaby wenuska, choćby ją ugryzł w tyłek.

Co z nimi zrobisz?

Chyba ugotuję moją słynną zupę.

Lubisz zupę z owoców morza?

Nowoangielską lubię.

O nie.

Nie mówię o tej podróbce.

Ja używam przepisu z Rhode Island.

- Bez śmietany. - Fuj!

Zmarzłaś?

Trochę.

- Nie trze… - Gdzie tam.

- Trzeba? No dobra. - Proszę bardzo.

Posłuchaj.

Co do Ethana.

- Nie musimy o tym rozmawiać. - Wiem.

Naprawdę gościa kocham. Znam go, odkąd biegał w pieluchach.

Ale on tak ma.

Jak?

Porzuca bez słowa piękne kobiety, za którymi uganiał się całe lato.

A kiedy przychodzi Święto Pracy – puf!

Wybywa do Londynu.

Ethan mnie nie porzucił.

Bardzo by mnie ucieszyło, gdybym się mylił.

Przepraszam.

- Po prostu… - Zepsułem dzień.

Nie. Doceniam, że mi powiedziałeś.

Tak.

To piękne miejsce. Dziękuję za wspólne łowienie małży.

Czego?

- Zapomniałam. - Wenusków.

- Nie masz na myśli wenusków? - We…

- Powiedz. - Dobra.

- Wenusków. - Wenusków.

Wenusków. Nic trudnego.

- Wenusków. - Wenusków.

Przepraszam. Ja…

Myślałem, że…

Nie wiem, co myślałem.

Dobra.

- To ja już… - Zaczekaj.

- Simone? - Nie.

Simone, zaczekaj.

Czołem, tu Ethan. Zostaw wiadomość po sygnale.

Cześć. Ja…

Oddzwoń, proszę. Bardzo się o ciebie martwię.

Nie wiem, gdzie jesteś ani czy nic ci nie jest.

Więc jakbyś mógł do mnie napisać, byłoby super.

Dobra. Pa.

ETHAN, SERIO, GDZIE JESTEŚ? ZADZWOŃ, ZADZWOŃ, ZADZWOŃ

Co teraz robi?

Szmaragdy miałam rok temu.

Nie ma o czym opowiadać. Łowi małże na Hughes Point.

Kurwa, znowu będzie gotował tę cholerną zupę z owoców morza?

Nie wiem.

To za mało.

Nie założę żółtego kamienia do żółtej sukienki.

Mogę przestać go śledzić?

Wszystko gra?

- To zostaw na Met. - Tak.

Po prostu Peter nie robi nic podejrzanego, a ja potrzebuję przerwy.

Pewnie się zmęczyłaś i masz niski cukier.

Przegryź coś.

Przymierzę te. Dobrze.

Kiki, nie wiesz, gdzie jest Ethan?

Nie wiem. A co?

Martwię się. Nie odzywa się od rana.

Jakby zaginął.

Na pewno nic mu nie jest.

Mam złe przeczucie.

Na to jestem zbyt drobna.

Zadzwoń do Rebekki z Freda Leightona,

wyślij jej zdjęcie mojej sukienki i poproś o większy wybór na galę.

- Robi się. - Jesteś najlepsza.

Drzwi frontowe otwarte.

Ethan!

Halo!

Ethan?

Trafiony!

Co?

Siedzi przed tobą mistrz.

Jak idzie infiltracja?

Świetnie.

Kiedy mówiłaś, że to morderczyni, miałaś na myśli pierwszą żonę Petera?

- A co, wiesz coś? - Popytałem.

Martwiłem się o ciebie. Ludzie wierzą, że to zabójstwo.

Jednego dnia była w klubie, drugiego wyparowała.

Rodzina o tym nie mówi.

Jej szkuner przez dziesięć lat gnił w marinie.

Suka to diabeł wcielony.

Widziałam to w jej oczach. Śpiewała mi nago z wanny.

Dobra, muszę lecieć.

Czekaj. Muszę o coś zapytać.

O nie. Co jest?

Na koniec każdego sezonu

Ethan każe mi odstawić jacht na zimę do Palm Beach.

- Brzmi fajnie. - Piękne miejsce.

Nie śpieszę się, robię przystanek na plaży…

Zastanawiałem się, czy nie popłynęłabyś ze mną.

Czemu nie?

Choćby dlatego, że w domu opiekuję się tatą na pełny etat.

Nie możesz się urwać?

Ile trwa ten rejs?

Jakiś miesiąc.

Nie ma zasięgu.

Tylko ja i gwiazdy

pośród błękitnego bezkresu.

Pomyśl o tym.

Wypływam dzień po Święcie Pracy.

Cholera.

Dziwne. Twoja siostra.

Simone, wszystko gra?

- Patrz. - To jego walizki.

Właśnie. Wszystkie pięć.

I co w tym ciekawego?

Nie spakował się. Nie wyjechał przed czasem.

Nie ruszyłby się stąd bez bagażu. Bez zegarków!

- Powiedziałby mi. - A kto mówi, że wyjechał?

Według Petera zlał mnie i pojechał do Londynu,

bo w każde Święto Pracy robi tak dziewczynie.

To prawda?

No cóż, w przeszłości nie był…

najbardziej godny zaufania.

Ale ty naprawdę go urzekłaś.

Okej. Kontaktował się dziś z tobą?

Nie. Ostatnio wczoraj.

Coś się stało. Kiedy ostatnio go widziałeś?

Po tym pogrzebie ptaka. Szedł w stronę klifu z…

z Michaelą.

- Co? - Też to widziałam.

- Boże. - Prowadziła go nad urwisko.

- Nie. - Ja pierdolę.

Nie mów tego. Przestraszysz ją.

Chyba nie sądzisz, że ona go ten teges, tak jak wcześniej tę tamtą pierwszą ?

Dobra, dosyć.

Michaela nie zamordowała Jocelyn. To plotki.

Lily-Rose w to wierzy.

- Jaka niby Lily-Rose? - Moja kumpela z celi.

A, właśnie.

- Twoja szefowa mnie zamknęła. - O czym ty mówisz?

Próbowałam powiedzieć, ale ona cię omamiła.

To diaboliczna suka, która dosłownie morduje ludzi.

Jocelyn żyje.

- Widziałaś ją kiedyś? - Nie. Zerwali z Peterem kontakt.

Bo nie żyje!

Tak jak Ethan. Dowiedziała się o was i zrzuciła go z klifu.

Wyluzujcie. To jakieś szaleństwo.

Moja szefowa nie zabiła mojego chłopaka.

Ja cię rozumiem, Simone.

Ona ma jakąś dziwną moc.

Mnie też wbiła szpony w mózg. Wywnętrzałam się, kupowałam kiecki…

Ty siebie słyszysz?

Jest gorzej, niż myślałam.

Musimy stąd spierdalać!

- Szyper, kiedy następny prom? - Możemy zdążyć na 18.40.

- Spierdalamy. - Czekaj, Devon!

- Przestań! - Zatrzymaj się!

- Muszę to przetrawić. - Przetrawisz na promie.

Nie mogę porzucić Kiki.

Zanim się zorientuje, będziesz daleko stąd.

To ona.

Nie odbieraj.

Dobra.

Niby dokąd pójdziemy?

Wymyślimy na promie.

Namierza cię?

Robi tak, kiedy nie odbieram.

Nie, to głupie. Nie lubię uciekać od problemów.

A ja mam dobre przeczucie.

Simone.

Simone. Wiem, że jesteś w domu Ethana.

- Co, kurwa? - Chyba mam włączoną lokalizację.

Ma dostęp do jego systemu.

- Zaczekaj tam. Już idę. - Szybko. Wyjdźmy tyłem.

Dobra.

Szlag!

A ta to co, Flash? Jak tu tak szybko przyszła?

Drzwi frontowe otwarte.

Gdzie sracz?

Trzecie drzwi po lewej.

Brzmi jak Ethan.

- Masz jakieś piwo? - Ethan! Hej!

- Boże! - Spokojnie.

Co wy robicie?

Tak się martwiłam! Czemu się nie odzywałeś?

Wyszedłem rano w pośpiechu i zapomniałem ładowarki.

A właściwie wziąłem ładowarkę.

Tylko stare iPhone’y miały tę inną…

- Przestraszyłeś mnie. Gdzie byłeś? - Mój Boże.

To ty, Simone?

Taka duża.

Popatrz tylko.

Ethan, czemu przywiozłeś tu naszego ojca?

Ja… poleciałem do Buffalo, żeby zamienić z nim słówko,

no i on i jego pielęgniarz chcieli ze mną wrócić.

Nie jestem pielęgniarzem.

- A ten to kto? - Kapitan Morgan.

Ten od rumu? Spoko. Siemka, Simone.

Chwila, nic nie rozumiem. Co wy tu robicie?

No dobra.

Chciałem z tym poczekać do jutra rana,

ale teraz też może być.

NA PODSTAWIE SZTUKI ELEMENO PEA MOLLY SMITH METZLER

Napisy: Juliusz P. Braun

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.