All language subtitles for Sirens.S01E02.WEBRip.Netflix.pl

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
nl Dutch
en English
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian Download
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish Download
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

SYRENY

SZPONY

Wykryto intruza.

Zeus, włącz widok z monitoringu.

No nie.

Co z tą kobietą nie tak?

Simone.

Simone.

- Devon? - Zamarzam.

Co ty tu robisz? Miałaś wyjechać.

Czemu jesteś mokra?

Zeus, światła.

Płynęłam wpław z łódki Jordana. Nie mógł się zbliżyć za skały.

- Jakiego Jordana? - No tak, to nie jego imię.

Szyper Ethana.

Poznałam go w barze i poszłam z nim na jacht.

Byłaś na Evelinie?

No, z Jordanem.

Masz na myśli Morgana?

Tak ma na imię?

- Nic nie rozumiem. - Też mi z tym dziwnie.

Ale zobaczyłam twoją szefową stojącą w oknie całą we krwi

jak jakiś władca ciemności.

Przyszłam cię uratować.

Chodźmy.

O czym ty mówisz?

Nie wiem, składała jakąś…

jakąś satanistyczną ofiarę zwierzęcą.

Mówisz o oknie jej sypialni?

Devon, to nie była ofiara.

Barnaby wleciał w jej okno i umarł.

- Biedaczek. - Jaki Barnaby?

Jej sokół wędrowny.

Nie pomagasz.

To jest ptak, Devon.

Co ty tu w ogóle nadal robisz?

- Martwię się o ciebie. - Dlaczego?

Bo ta suka wbiła ci szpony w mózg i nawet nie widzisz, że jesteś w sekcie.

Kiki to moja przyjaciółka.

Przyjaciółka by cię nie kontrolowała i nie izolowała.

Nie wywaliłaby twojej siostry jak śmiecia.

Nie mówiłaby ci, z kim możesz się umawiać.

I nie kupiłaby ci takiej garderoby. Serio, to jest twój pokój?

Po pierwsze, ciężko pracowałam z projektantem

nad rozkładem apartamentu.

Po drugie, to był mój pomysł, żeby cię wywalić.

Dobry pomysł.

I wcale nie mówi mi, z kim mogę się umawiać.

Ethan to przyjaciel jej męża.

Podwójne randki mogłyby dla niej być niezręczne.

Bo wiesz, spsikuję jej bieliznę lawendową mgiełką.

Że co robisz?

Nasz związek to nie tajemnica.

Po prostu nie było okazji… Przestań!

…żeby jej o nas powiedzieć.

- Ale nie miałaby nic przeciwko? - Nic.

- Super, bo jej powiedziałam. - Co? Kiedy? Dlaczego?

Devon, nie! Jak mogłaś?

Nie powiedziałam. Ale widzisz, jak ci odbiło?

- Skaranie boskie z tobą. - Rozwiniesz myśl w drodze do Buffalo.

Nigdy tam nie wrócę!

To twój dom.

Tutaj jest mój dom! Zostaw moje rzeczy i posłuchaj.

- Dobra. - Słuchaj, Devon.

Nigdy nie byłam taka szczęśliwa.

Ja kocham tę wyspę.

I to, kim tu jestem.

Chciałaś być prawniczką.

Kiki skończyła prawo i mówi…

Nie obchodzi mnie Kiki. Ty mnie obchodzisz. Kocham cię.

Tak ciężko pracowałyśmy, żebyś mogła pójść na Yale.

Sama na to pracowałam.

Wybacz.

Zdawało mi się, że rzuciłam studia

i harowałam, żebyś mogła skończyć liceum.

Ja o to nie prosiłam.

A kto inny by to zrobił?

Simone, ja jako jedyna zawsze cię wspierałam.

Nieprawda. Kiki też mnie wspiera.

- Co? - Bierzesz leki?

Nie waż się, Devon. Nie!

Nie udawaj, że chodzi o mnie, kiedy chodzi o ciebie.

- Bierzesz czy nie? - Tak, kurwa, biorę.

Jednak umiesz tupnąć nogą!

Pierdol się! Wcale się o mnie nie martwisz.

Nie, Devon. Ty myślisz o sobie. Po prostu nie chcesz wracać.

- Chyba cię… - A ja cię nie winię.

Ale nie masz prawa tu wparowywać i zatruwać mój sukces.

Sukces? Spsikujesz majtki lawendową mgiełką!

Poza tym ja się wyniosłam.

Zrobiłam to pierwsza.

Ale wróciłam, bo jestem dobrą siostrą.

I jestem ci za to wdzięczna.

Naprawdę. Zawsze będę.

Ale minęło siedem lat, odkąd skończyłam liceum.

- Teraz to twój wybór. - Ja nigdy nic nie wybrałam.

Boże, nie! No dobra.

A Raymond?

To mój kumpel.

To żonaty frajer, przez którego masz kompleksy.

Czemu spędzasz z nim czas?

Przepraszam.

Posłuchaj.

Wiem, że jest ci ciężko.

Ale musisz odejść od tego, co ci nie służy.

- Kiki zawsze mówi… - Przestań mówić to imię.

- Kiki! Kiki! - Przestań je wymawiać!

- Co się dzieje? - Jezu, kurwa!

- Czy ona jest mokra? - Przypłynęła tu wpław.

Jesteś po części syreną?

Wiesz co, mamy tu mały kryzys.

Rany, my też.

Simone mówiła, co przeszłyśmy?

Właśnie, jak się trzymasz?

- Dasz radę jeszcze zasnąć? - Nie.

Ciągle widzę jego małe oczka.

Próbował wrócić do domu. Taką mam teorię.

- Nie powinnam go była wypuszczać. - To nie twoja wina.

Mówił, że jest gotów.

- Hej, hej. - Hej, hej.

Nie chcę pośpieszać ptasiej żałoby, ale powinnyśmy skończyć się pakować.

- Wyjeżdżasz gdzieś? - Wracamy razem do Buffalo.

Ja nie wracam.

- Nigdzie nie jadę. - Jedziesz.

Otóż nie.

Otóż tak.

- Otóż nie. - Nie ruszę się stąd bez ciebie.

No to zestarzejesz się tu i umrzesz, bo ja tutaj zostaję.

Fajnie. No to posiedzę tutaj. Tak się będę rozkładać.

- Nawet nie próbuj! - Pupa w dół.

To doprawdy urocza siostrzana sprzeczka przed świtem,

ale muszę odpocząć.

Devon, pójdziesz do domku gościnnego. Będzie ci tam wygodniej.

Jose.

Co?

Proszę za mną, pani DeWitt.

Nie, ja tu zostanę.

Dziękuję, że rozumiesz.

Ale…

Jose, jutro pomówimy o włamaniu, do którego doszło na twojej warcie.

- Oczywiście. - Dziękuję.

Tędy.

Słodkich snów, Devon.

One razem śpią?

To miejsce co chwilę wchodzi na nowe szczyty zjebania.

Miałaś tu nie wracać, głupia.

Niby jak? Moja siostra wyraźnie ma kłopoty.

- Przepraszam. - Za co?

Żartujesz sobie?

Włamałaś się do rezydencji.

Kurwa, ty tak serio?

Pani DeWitt, ma pani prawo zachować milczenie.

- Cokolwiek pani powie… - …będzie użyte w sądzie.

- Ma pani prawo do adwokata. - Jeśli pani…

Simone.

Kiki?

Dlaczego nie mówiłaś, że masz siostrę?

Bo… trudno to wyjaśnić.

Tę całą sytuację.

Rozumiem.

Ale to duże przemilczenie, kiedy ty wiesz o mnie tak wiele.

Ona ma problemy.

Cały czas spędza z moim ojcem alkoholikiem.

Na brzeg wyspy wyrzuciło kolejną zagubioną duszę, co?

- Ile miała lat, gdy zmarła wasza mama? - Dwanaście.

Trudny wiek.

Moja mama chorowała,

więc mogłam to sobie jakoś tłumaczyć.

Ale waszą zabił pijany kierowca. Musiałyście po tym być…

zrozpaczone.

Tak.

To takie… dziwne, że postanowiłaś ją przemilczeć.

Przez nią się smucę, Kiki.

Nie chcę być tutaj smutna.

To wszystko.

Czy jest jeszcze coś, czego mi nie powiedziałaś?

Nie będę się gniewać.

Wiesz o mnie wszystko.

Mandolina. Albo Gordita.

Edilina? Jakaś lina.

Ale nieważne, jak się nazywał jacht!

Nie włamałam się do Rezydencji nad Urwiskiem,

bo jestem gościem w Rezydencji nad Urwiskiem.

- Pani Kell temu zaprzecza. - No jasne.

I wie pani, co jeszcze robi? Więzi moją siostrę Simone.

Kocham Simone. Załatwiła mi bilety na Hamiltona.

Raczej nie jest więziona. Wydaje się zadowolona.

Wyprali jej mózg!

Ma pani kartotekę?

Pan Kell! Już pan wstał? Missy mówiła, że pan śpi.

Nie mogłem spać. Jet lag rozregulował mi zegar.

Wyręczę pana.

Nie trzeba.

- Jak się sprawy mają? - Dobrze. Szykujemy się do gali.

Dopinamy ostatnie guziki.

A co u małego Tysona?

Nie jest już taki mały. Niedawno skończył 13 lat.

Niemożliwe. Jest nastolatkiem?

Zgadza się. Ostatnio zdobył fioletowy pas w karate.

Kurczę. Lepiej z nim nie zadzierać.

Zrobić panu śniadanie? A właściwie to kolację?

Nie, dziękuję.

Wystarczą mi kofeina i Times.

Pamiętasz, jak biegały tu moje nastoletnie dzieci?

Tak.

Rory tyle jadł, że nie nadążałam z uzupełnianiem spiżarni.

Sarah całymi dniami puszczała na górze Taylor Swift.

Ależ mnie to wtedy denerwowało.

Doceniaj ten czas z synkiem.

To najlepszy okres w życiu.

Będę doceniała. Doceniam.

- Jak się nazywasz? - Devon.

- Kevin? - Nie, Devon. Przez „D”.

- Za co cię zamknęli? - Za włamanie.

Sztos! A dokąd?

Nie wiem. Do jakiejś willi na klifie.

Rezydencji nad Urwiskiem?

Włamałaś się do Michaeli Kell?

- Znasz ją? - Absolutnie nie.

Wyglądasz, jakbyś znała.

Uważaj, co mówisz. Oni wszędzie mają szpiegów.

No dobra.

Znam dzieci Kellów.

Chodziłam do szkoły z Rorym i Sarah.

Chwila. Peter i Michaela mają dzieci?

Nie. Michaela nie ma.

To dzieci pierwszej żony, Jocelyn Kell.

Ale nikt jej nie widział, odkąd pojawiła się Michaela.

Wyparowała.

I wiesz, Kevin, nie lubię rozsiewać plotek,

ale… mówi się, że ona ją zabiła.

- Że Michaela zabiła pierwszą żonę? - Tak.

Ale nie dosłownie, co nie?

Nie że „Michaela w bibliotece metalową rurą”?

Zrzuciła ją z klifu.

Mówię ci, ta kobieta to potwór.

Obiło ci się może o uszy, że to może być sekta?

Jasne, że to sekta.

Ale ja wszędzie widzę sekty, bo przez chwilę byłam w NXIVM.

- Nie gadaj. - No.

Miałam być w dokumencie, ale dostałam mono.

Dobra.

Jak się wydostałaś z sekty?

Któż to nie śpi?

Cześć. Jak się trzymasz?

Słyszałem o tym ptaku kamikaze.

Żyjesz?

Barnaby. Tak miał na imię.

No tak.

Bardzo mi przykro.

Przyszedłem cię pocieszyć, ale już cię nie było.

Jose mówi, że spałaś z Simone.

Byłam roztrzęsiona, a ciebie nie było.

Wiem, ale czy to mądre tak się z nią spoufalać?

To twoja pracownica.

Dasz nam chwilkę, Patrice?

Tak. Przepraszam, pani Kell.

- Carl. - Dzięki, Patrice. Doceniam, Carl.

Wysłałam ci fotkę.

Zapomniałem odpisać?

Widziałeś ją. Była wyświetlona.

Lewis przez cały lot mi truł.

Dziwnie byłoby wymieniać pikantne wiadomości z żoną,

kiedy on ględził o kontraktach terminowych.

Mogę ci to wynagrodzić?

Mam cudownie wolny poranek.

Tak?

Przepraszam.

W porządku, Simone. Wejdź.

- Dzień dobry. - Dzień dobry.

Dziękuję, że pracujesz w świąteczny weekend.

To przyjemność. Witamy w domu.

Wydrukowałam harmonogram na dziś.

- Wiem, że lubisz papier. - Taki jestem analogowy.

Właśnie.

Przychodzi Vanity Fair? Przecież już tu byli.

Udzielaliśmy wywiadu. Dziś sesja zdjęciowa.

Nie dam dziś rady.

Mówiłeś, że masz wolne.

Na rozrywki.

- Zostawię was samych. - Nie, możesz zostać.

Czemu ostatnio taki jesteś?

Nie zależy ci już na ochronie drapieżników?

Wiesz, że mi zależy.

Potrzebujemy tego PR-u. Rezerwat go potrzebuje.

Żądamy od gości gali po 10 000 dolców za miejsce,

więc musisz być na zdjęciu.

Oboje musimy.

Masz pełną rację. Przyjdę.

- Mam coś dla ciebie. - Tak?

Z Magpie.

Jesteś kochany. Zawsze o tym w Tokio pamiętasz.

Z Magpie Chocolate na Cat Street na Harajuku?

Specjalnie pojechałem. Kocham cię.

A ja ciebie.

Tu Simone, telefon pani Kell.

Dzień dobry.

Za ile skończycie?

Instalujemy wielką szybę hartowaną…

- Za ile? - Dwie godziny.

Dobra… Mała zmiana planów.

Pogrzeb Barnaby’ego ma być na plaży po sesji zdjęciowej,

więc musicie przerwać pracę

i rach-ciach go przygotować.

Instalujemy wielką szybę hartowaną…

Tak. Ale potrzebujemy na plaży 30 składanych krzeseł,

kompozycji kwiatowych, świeczek i podium.

Kiki sprowadza obój, harfę…

- Harfę? Wybornie. - Ma być plażowo, sielsko.

- Bezstresowo, ale elegancko. - Harfa na plaży.

Nie pisz o mnie, Jose.

Nie piszę.

Dzień dobry.

Dziękuję, że państwo oddzwaniają.

Zgadza się.

Pani Kell prosi o czekoladę z filii w Tokio.

Na Cat Street na Harajuku.

Nie. Tak.

Tak, wie, że na SoHo też jest Magpie Chocolate,

ale prosi o przywiezienie czekolady z Tokio na rano.

Nie wiem dlaczego.

Ale tego sobie życzy. Proszę policzyć, ile państwo uważają.

Dobrze. Arigato.

Mój tata grywał z Keithem w siatkówkę.

Tu przyjęcie, tu ścina. Z uśmiechem na twarzy.

Nawet wpadał na szalikowe spotkania. Wszyscy myśleli, że serio jest w NXIVM.

Udawał, że wszystko gra, aż tu nagle: puf, wydostał mnie.

Czyli się z nimi zintegrował?

Tak. Dla mnie.

Ciekawe.

DeWitt! Idziemy.

Dokąd?

- Wolisz zostać? - Nie, dzięki.

Powodzenia, Kevin.

Na razie, Lily-Rose.

Muszę zrobić drugą połowę.

Przepraszam!

Teraz wygląda idiotycznie. Żałośnie.

Uwaga na schodek.

- Ręce w górę. - Możesz zostawić kajdanki.

Jasne.

Boże.

Co u taty, kochana?

Jest w remisji. Miło, że pani pyta.

Bardzo go wzruszył ten bukiet owocowy.

Zawsze się za niego modlimy.

- Dziękuję. - Możesz nas zostawić.

Dobrze się znamy.

Zadzwoniła, kiedy system pokazał, że dwa dni temu byłaś aresztowana.

Jazda pod wpływem, stawianie oporu…

Rzuciłaś w policjanta puszką i nazwałaś go małą pizdą?

- Pasowałoby. - Rozumiesz, jak poważna to sprawa?

To drugie takie przewinienie.

W stanie Nowy Jork grozi za to do czterech lat więzienia.

- Powiedziałaś o tym Simone? - Nie.

Uznałam, że to zbyt drażliwy temat z uwagi na waszą mamę.

To znaczy?

Zabił ją pijany kierowca.

No tak.

Mogę w czymś pomóc czy wpadłaś tylko poczytać mi kartotekę?

Szczerze mówiąc, Devon,

chciałam dać ci nauczkę i zostawić cię tu na dzień lub dwa,

ale nie chcę, żebyś przeze mnie trafiła do więzienia.

Jak łaskawie.

Oto moje warunki.

Pójdziesz stąd prosto na prom i wrócisz do domu.

Tym razem naprawdę.

- Albo… - Nie.

- Albo… - Nie.

Albo przyjmiesz moje przeprosiny za niewłaściwe zachowanie.

Bardzo niewłaściwe.

I dasz mi drugą szansę w gościnie.

Czemu miałabym to zrobić?

Bo jesteś wspaniałomyślna.

I obie kochamy Simone.

Simone jasno powiedziała, że chce, żebyś wyjechała.

Nie masz siostry, prawda?

Siostry ciągle po sobie jadą i wydrapują sobie oczy,

ale siostra siostrę zna najlepiej i najmocniej kocha.

Uwierz, jesteśmy z Simone blisko.

Tak?

W takim razie dlaczego mi o tobie nie powiedziała?

Właśnie, dlaczego, skoro jesteście tak blisko?

Jedna z nas zna Simone gorzej, niż jej się zdawało.

Konkretnie ty. Powiedziałam tak dla efektu.

Nie jestem potworem, jakim ci się wydaję.

Opiekuję się wszystkim wokół.

Czy jest duże, czy małe.

Czy jest ofiarą, czy drapieżnikiem.

Wiem.

Może i mnie pomożesz.

Pozwól mi zostać na weekend.

Weź mnie pod swoje skrzydła.

Pomóż mi, proszę.

Tak jak pomogłaś Simone.

Naucz mnie tych „hej, hej, hej”.

Dobrze, ale spróbuj coś odstawić

albo jakkolwiek zakłócić galę,

a trafisz tutaj.

Zrozumiano.

- Albo gorzej. - Nie wątpię.

Na zewnątrz czeka Jose.

Przywiezie cię do domu.

Dziękuję, Michaela. Naprawdę.

I mówi się „hej, hej”.

Dobra robota, chłopaki!

Panowie.

Cześć. Świeże wieści.

Michaela martwi się, że na dole jest zbyt słono,

więc chce przenieść pogrzeb pod ptaszarnię.

Trzeba wnieść krzesła.

- Ale my je właśnie… - Dzięki serdeczne.

No to jesteśmy.

Wejdź. Rozgość się.

Pani Kell kazała kupić ci ubrania.

Są na górze, w sypialni.

Twoje trafiły do prania.

- Super. - No.

Prosi, żebyś się przebrała, zanim ktoś cię tu zobaczy.

Rozkaz.

Pewnie chcesz się zdrzemnąć?

Po nocy w dołku?

Potrzebujesz czegoś?

Mój telefon jest u Morgana. Podwładnego Ethana.

Odezwiemy się do niego.

Powiem Simone, że wróciłaś ze zwiedzania latarni morskiej.

Sí?

Dziękuję, Jose.

Nie pakuj się w kłopoty, szyjolizie.

- Pa. - Adiós.

ZAKAZ PALENIA

Wal się, Michaela.

Wal się, Michaela.

Wal się, Michaela.

Wal się, Michaela.

Spóźniłaś się. Biegnij na fotel.

- Gdzie? - Na makijaż.

Nie biorę udział w… tym czymś.

- Szukam tylko Simone. - Jest w strefie VIP.

Na górze.

Simone?

Simone?

Simone!

Cześć!

Jezu!

Boże, Dev.

Cudownie wyglądasz.

Co to, kurwa, za maski?

Do terapii podczerwienią.

Chcesz spróbować? Są niesamowite.

Pomagają na trądzik.

Nie mam…

Co wy robicie?

Pięknimy się przed zdjęciami

do artykułu o Towarzystwie Ochrony Przyrody.

Jesteśmy w strefie glamouru.

To Cloe, Lisa i Astrid.

Cześć.

Dobra, cześć.

Jak było w miasteczku? Podobno zwiedzałaś latarnię.

Wiesz, jak kocham latarnie morskie.

Możemy do tego wrócić?

Mogłyby być odrobinę bardziej rozczochrane?

Wyglądają trochę nienaturalnie.

Oczywiście.

Pewnie umierasz z głodu. Śmiało, idź do bufetu.

Chętnie.

Ale nie mogę go znaleźć. Zaprowadzisz mnie, Simone?

- Masz coś przeciwko? - Znajdę cię przed spotkaniem.

Pa, Devon!

Pa!

Cloe, Lisa i Astrid.

Pycha, co?

- Tak. Słuchaj… - Spróbuj kawy.

Kiki sprowadza peruwiańską kawę fair trade.

Zyski idą na…

Muszę ci coś powiedzieć. To ważne.

Dobrze.

Ja…

nie bardzo wiem, od czego zacząć.

Naprawdę ładnie wyglądasz.

Nie o to…

Jedyną osobą, która nie wie, jaka jesteś piękna, jesteś ty.

Rzygłam.

No dobra. Ja…

Słucham.

Chciałam powiedzieć, że…

zaczynam rozumieć, ci widzisz w tej Michaeli.

Świetnie wyglądasz i chyba ci tu dobrze, więc…

ona ci służy.

I przepraszam.

To jakiś podstęp?

Nie. Twoi przyjaciele to moi przyjaciele.

Chcę poznać Michaelę i Ethana i spędzić razem miły weekend.

Dobra.

Drastyczna zmiana zdania.

Ma wielkie serce.

Jestem jej wdzięczna, że mnie zaprosiła.

Przepraszam, muszę ją podkraść.

Chwileczkę.

Masz normalne ciuchy. Jesteś z Vanity Fair?

Czasem dla nich robię.

- To serek wiejski? - Nie wiem. Jesteś reporterem?

Fotografem. A co?

Gdybym chciała zostać tak jakby sygnalistką…

To znaczy?

Mam świetny temat.

Chodzi o…

sekciarstwo i możliwe zabójstwo.

Spasuję.

Dlaczego?

To źli ludzie. Nie obchodzi cię to?

Jasne, że są źli. Widziałaś ten dom?

Nie rusza cię, że pracujesz dla takich ludzi?

Dziecko potrzebuje ortodonty, żona chce nową kuchnię.

Cóż, przegapiłeś temat życia.

Życia!

Co ty masz na sobie? Nie.

Styliści przygotowali ci zestaw.

- Jeszcze się nie przebrałem. - Fotograf już tu jest.

Załatwmy to szybko.

Wolałbym to omówić tylko z wami dwojgiem.

Dlaczego?

Przeprosimy cię na chwilkę.

Napiłbym się flat white’a. Mogłabyś mi przynieść?

Wszystko gra, Simone?

- I do tego ciasteczko, dobrze? - Oczywiście.

Jeden flat white i jedno ciasteczko. Robi się.

- Użyj chudego mleka. - Dobrze.

Czy to są crocsy?

Tak jak mówiłem, jeszcze się nie przebrałem.

Miejmy to z głowy. O co chodzi, Jose?

Po wczorajszym włamaniu

przeglądałem nagrania z kamer.

Zauważyłem coś, co was zainteresuje.

To nagranie z przedwczoraj, z godziny 00.23.

- Idzie na spacer. - Może.

Ale dlaczego wyłączyła kamerę?

Nie wiedziała, że mam tam drugą.

O 5.16 wróciła i włączyła kamerę.

Może zasnęła na plaży?

Sytuacja się powtarzała.

To było dzień wcześniej.

Wyłącza kamerę o północy

i włącza nad ranem.

W zeszłym tygodniu zrobiła to cztery razy.

W poprzednim – trzy.

Nie rozumiem. Gdzie ona się wymyka?

Tam jest tylko ocean.

I dom Ethana.

Po co miałaby tam iść?

Peter.

Nie. Chyba by tego nie zrobił?

Zrobiłby. To 25-latka w jego typie, która jest tu tylko na lato.

Czemu przyjaźnisz się z takimi oblechami?

To też twój przyjaciel.

Nie wierzę. Kłamała mi w oczy i wymykała się do tego playboya.

- Może się zakochali. - Co?

Jest inteligentniejsza niż modelki, które przerabia co lato.

I bardziej urocza.

Czemu się nie gniewasz?

Gniewaj się.

Bardzo się gniewam.

Ona tu pracuje. Postąpił bardzo nierozsądnie.

Ale staram się na to spojrzeć z jego perspektywy.

Dobrze. Ja się tym zajmę.

- Co zamierzasz? - Zająć się tym.

Cześć, jestem Devon. Jeszcze się nie znamy.

Patrice. Cześć.

Miło mi. Widziałaś może Simone?

- Nie widziałam. - Dobra.

Simone? Jesteś tam?

Simone?

Simone!

Patrice, gdzie Simone?

Nie widziałam jej, pani Kell.

Cześć.

Cześć, Devon.

Mogę o coś zapytać?

Co to są za ludzie? Jesteście z Michaelą w jakiejś… grupie?

W Towarzystwie Ochrony Przyrody Folger Glen.

Wykonujemy arcyważną pracę.

- Jestem Astrid. - Tak.

A co konkretnie chronicie?

Ptaki, tak?

Głównie ptaki drapieżne.

Kiki przekształciła małe kółko ogrodnicze w tytana fundraisingu.

Praca Kiki i Petera jest wyjątkowa.

Wyjątkowa i arcyważna.

No dobra.

Cześć, Missy.

Widziałaś Simone?

No hablo inglés.

Jestem Devon. Poznałyśmy się.

- Ale pastelowa. - No.

Nie widziałam Simone.

- Szprycera? - Nie piję.

Po tej stronie są bezalkoholowe.

Spasuję. Ale dzięki.

Gotowe? Dziękuję. Doceniam.

Mic, ale wyglądasz!

Bosko.

Mickey, bosko wyglądasz Aż się w głowie nie mieści

Hej, Mickey

Powiedziałem Vanity Fair parę miłych słów na twój temat.

- Pete się ubiera? - Tak. Peter się ubiera.

Dobra.

Wszystko gra, Mickeroo?

Jak najbardziej.

A co u ciebie? Jak mija lato?

Wprost fantastycznie. Nauczyłem się windsurfingu.

Super sprawa.

Szkoda, że to już koniec.

Wszystko ma swój koniec.

Okej.

U ciebie szklanka w połowie pusta, co? Przyniosę ci drinka.

Simone?

Ładnie tu pachnie.

Myślałam, że nie wolno palić.

Mnie obowiązują inne zasady.

- Peter. - Peter Kell?

O w mordę. Gruba ryba.

Obiecujesz zwracać się do mnie wyłącznie per „Gruba Rybo”?

Jak chcesz, Gruba Rybo.

- Jestem Devon. - Wiem.

Zrobiłaś w nocy niezłe zamieszanie.

Najpierw ptak, potem ty.

Przepraszam.

- Chciałam zobaczyć się z siostrą. - Na przyszłość polecam dzwonek.

Swoją drogą, naprawdę uwielbiamy Simone.

Jej obecność służy Michaeli.

Bardzo jej pomogła.

Co masz na myśli?

Moja żona wiele przeszła.

Co jej się stało?

Chcę tylko powiedzieć, że twoja siostra to świetna asystentka.

No tak.

Niezłą macie tu willę.

Mnóstwo miejsca dla dzieci.

Masz dzieci, Gruba Rybo?

Na przykład z poprzedniego małżeństwa.

Nie chciałam być wścibska.

Nic się nie stało.

Tak, mam dwoje dzieci z poprzedniego małżeństwa.

Ale są już dorosłe.

Fajnie.

A ona gdzie jest? Twoja eks?

Nie widujemy się.

Szkoda.

Ale żyje, tak?

Dlaczego o to wszystko pytasz?

Nie wiem. Tak tylko zagaduję.

Mam ochotę pogadać.

I coś przegryźć.

Nie, ty dokończ.

Dobra, proszę spojrzeć tutaj.

Cudownie.

Wyglądacie świetnie.

Simone, jesteś tutaj?

Zawsze trzeba jej szukać.

Simone?

Mogę w czymś pomóc?

Dzień dobry.

Cześć.

Widziałaś asystentkę Simone?

Chyba ma na imię Simone.

Nie.

Cóż, dzięki.

KLONAZEPAM

Cholera, Simone.

Morgan!

Morgan!

- Cześć! - Cześć.

Mam twój telefon.

- Co ci się stało? - Wyglądam paskudnie.

Naładowałem ci.

Jesteś cudowny.

Kimkolwiek jest Raymond, dużo do ciebie dzwonił.

Kto to?

Mój szef.

Świetnie się wczoraj bawiłem.

- No. - No.

O co chodzi z tą sukienką? Jednak się do nich przyłączyłaś?

Nie, ja…

ja ich infiltruję.

Powinienem szeptać?

Ta suka to morderczyni.

Udaję, że mnie przekabaciła, żeby wydostać stąd siostrę.

- Czyli na parę dni zostaniesz? - Noż cholera.

Powinnam to odebrać.

Jasne.

- Zjemy razem kolację? - To mój szef.

Cześć, dildo.

Jose, gdzie jest Simone?

Ma na telefonie moją mowę.

- Znajdź ją. - Proszę i dziękuję, Jose.

Z przyjemnością.

Dziękuję, że zgromadziliście się, aby wspomnieć Barnaby’ego.

- Te falafle smakują jak karton. - Moje falafle są fantastyczne.

Devon.

- Devon, ty mnie słuchasz? - Tak.

Gdzie się wszyscy podziali?

- Devon. - Wybacz. Powtórz.

Ni chuja!

Tylko na weekend, Ray. Wrócę we wtorek. Obiecuję.

- Nie będę… - Dupek kupił wodniste piwo!

Nie będę go niańczył do wtorku.

- Wodniste! - Mam życie!

Nie on…

- Nie! - To woda, nie piwo!

W dzień sobie radzi. Wpadaj tylko rano i wieczorem.

Nie! Nie, Devon.

Nie będę się opiekował tym zrzędą,

kiedy ty przymierzasz sukienki na rajskiej wyspie.

I nie mów, że zadzwonisz do Allie, bo nie zniszczyłabyś mi tak życia.

- Musiałabyś być wariatką. - Ty wariata nie widziałeś.

Widziałem. Jeden nawet przede mną stoi.

- Bruce, odłóż to. - Nie.

Twój tata grozi mi pogrzebaczem.

Pomyliło mu się, kim jesteś. Tato, to Ray. Pamiętasz?

Koleś, znasz mnie!

- Król balu na koniec liceum! - Szlag.

„Gdyby coś schwyciło dziś moje życie,

gdyby nagle przeszył mnie wiatr i wszystko odmienił,

nie stawiałabym oporu.

Jestem gotowa na wszystko, co może nadejść.

Ale myślę, że to będzie coś małego.

Zwierzę wyłaniające się z cienia

albo słowo wypowiedziane tak cicho, że usłyszę je w środku.

Jest tu ciemno i zimno.

Księżyc jest niczym kamień.

Jestem sama z moją tęsknotą.

Nic nie nadchodzi,

tylko kolejny oddech”.

Hej, hej.

Hej, hej.

Trzymasz się?

Dziękuję, że jesteś.

- Wzruszająca ceremonia. - Dziękuję.

To piękne, że mówiłaś od serca.

Naprawdę piękne.

Bardzo mnie to poruszyło.

Muszę to rozchodzić.

Ethan, przejdziesz się ze mną na klif?

Jasne. To dla mnie zaszczyt, Mickeroo.

- Mogę wziąć ciastko? - Oczywiście.

Jezu.

Chryste, nie rób mi tak więcej.

Chodź ze mną. Już. Szybko.

- Co się stało? - Tak leżała. Wezwać karetkę?

Nie, poradzę sobie. Dziękuję.

Simone, to ja. Jestem przy tobie.

Już dobrze.

Chodź. Już dobrze.

Jestem przy tobie. Już dobrze.

NA PODSTAWIE SZTUKI ELEMENO PEA MOLLY SMITH METZLER

Napisy: Juliusz P. Braun

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.