All language subtitles for Lost.in.Space.2018.S01E06.720p.HEVC.x265-MeGusta

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
da Danish
nl Dutch
en English
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

NETFLIX — SERIAL ORYGINALNY

Są gwiazdy podwójne zaćmieniowe, astrometryczne

i spektroskopowo podwójne.

Bez mapy trudno powiedzieć, w którym się znajdujemy.

- Znów to robisz. - Co?

Używasz astrofizyki jako zasłony dymnej. Po prostu przekaż mi złe wieści.

W porządku.

To jest nasza planeta, a to słońce.

Typowa orbita wygląda tak.

Rozumiem, że nasza jest nietypowa.

Zachowanie ekosfery, dłuższe dni i wzrost temperatury...

Nie mogłam tego zrozumieć, aż weszłam na górę i zobaczyłam to.

Kubek z kawą?

Czarną dziurę kryjącą się tuż za naszym słońcem.

Przyciąganie grawitacyjne zmienia orbitę.

Przyciąga nas coraz bliżej, aż gdy wejdziemy w ten zakręt,

na powierzchni planety nie przetrwa zupełnie nic.

Ile mamy czasu?

Aż nie będzie tu warunków do życia?

Tygodnie, może miesiące.

Musiałabym mieć więcej informacji.

Musimy podjąć decyzję.

Powiemy pozostałym?

Mnie pytasz?

Tak, ciebie.

Szczerze mówiąc, nie wiem.

Boże, Maureen.

Gdybyś widziała ich wyraz twarzy,

gdy pytali mnie o maszynę, której nie mam.

Jutro muszę zrobić z tym porządek.

- A to... - W porządku. Coś wymyślę.

Cokolwiek postanowisz, masz moje poparcie.

W zderzeniu zginęło 27 osób. Mężowie, żony, przyjaciele.

Zginęli przez to coś.

A zeszła noc? Bronił nas.

Bronił siebie!

- Kto wie... - Może pomoże nam...

Wystarczy!

Mówcie pojedynczo. Nie pogrążajmy się w chaosie.

Jeśli mogę coś zasugerować.

Może powinniśmy wysłuchać kogoś, kto na własne oczy widział,

do czego to coś jest zdolne.

Zechcesz nam opowiedzieć, Angelo?

Mój mąż był siódmym muzykiem wybranym do relokacji.

Grał na wiolonczeli.

Uwielbiał piłkę nożną i nie znosił deszczu.

Był najlepszym, co mnie w życiu spotkało,

a to coś zamordowało go na moich oczach.

Gdy siedzę i słucham ludzi

zastanawiających się, jak to wykorzystać,

robi mi się niedobrze.

Najlepiej załatwić to tak jak w domu.

Gdyby tych zbrodni dopuścił się człowiek...

Ale to nie jest człowiek.

Czy nie o to chodzi?

Angelo,

przykro mi z powodu tego, co spotkało twojego męża.

Nic, co zrobimy czy powiemy, nie wynagrodzi ci tej straty.

Musimy jednak zrozumieć,

że robot się zmienił.

- Zmienił się? O czym ty... - Pozwól mu mówić.

Wyobraźcie sobie, że to komputer, który został przeprogramowany.

Nie wiem, czym był kiedyś,

ani co tu robi, ale wiem jedno.

Moja córka żyje tylko dlatego,

że ten robot uratował jej życie.

Dbał o bezpieczeństwo mojej rodziny, gdy ja nie mogłem im go zapewnić.

Znajdujemy się w takim miejscu, gdzie chcielibyśmy się czuć bezpieczniej.

A jeśli znów się zmieni?

Kto nas przed nim obroni?

Sam widziałeś, że słucha się mojego syna.

Powierzysz nasze bezpieczeństwo dziecku?

Wczoraj zadziałało.

Z jedną różnicą. Teraz wiecie.

Musimy spróbować się porozumieć.

Zacznijmy od tego,

że nie potrafimy nim sterować ani go zrozumieć.

Możemy znów potrzebować jego pomocy.

Zaczekaj, Angie.

Chcę ci tylko powiedzieć, że nie jesteś sama.

Podczas wypadku straciłam bliską przyjaciółkę.

Własnoręcznie ją pochowałam.

Przykro mi to słyszeć.

Dobrze, że stanęłaś na nogi.

Gdy cię znaleźliśmy, wiedziałam, że będziesz walczyć.

„Znaleźliście”?

Don West nie wspominał, że byłam...

To ja nalegałam...

Nieważne. Niektórzy lubią odgrywać bohaterów.

Cieszę się, że zdrowiejesz.

Dziękuję.

Jeśli ma to jakiekolwiek znaczenie, po traumie, którą przeżyłaś,

rozmowa ze specjalistą mogłaby ci pomóc.

Jestem terapeutką. Z chęcią pomogę.

Doceniam to,

ale chcę się teraz skupić na rehabilitacji fizycznej.

Może kiedy indziej.

Nie ma sprawy.

Miłego spaceru.

Pamiątka?

Badanie.

Gdybym zabrał trochę tego z powrotem, czy byłoby to dla kogoś coś warte?

Gdyby udało ci się uchronić to od zanieczyszczeń.

Nauczysz mnie?

Nie mamy tyle czasu.

Dziękuję.

Dzięki. Trzymaj.

Po co mi to?

Do obrony. Jakbyś nie zauważył, zrobiło się tu trochę niebezpiecznie.

Ostatnio ładna kobieta zaproponowała mi ochronę,

bo mieliśmy...

Lepiej wróćcie do środka.

Mieliśmy pomóc.

Mógłby pomóc nosić ciężkie rzeczy...

Idźcie do środka. Przynajmniej dopóki nie wróci tata.

Dobrze.

Dobrze się bawisz?

Jeśli ciekawi cię, czy gnijące mięso cuchnie jak na Ziemi,

odpowiedź brzmi: tak.

Idę popływać do wodospadu.

- Nie zbadaliśmy jeszcze wody. - No i?

Może cię zabić.

Poza tym obiecałem tacie, że się tym zajmę.

Idę. Możesz dołączyć, jeśli chcesz.

Zaczekaj.

John, powiedz Maureen, że chcę z nią porozmawiać.

O czym?

Skończyło się paliwo, nie mamy kontaktu ze Śmiałkiem.

Może należy rozważyć zasiedlenie tej planety.

Dobrze. Przekażę jej.

- Jak poszło? - Co powiedzieli?

- Robot zostaje! - Hurra!

Pod pewnymi warunkami.

Masz trzymać go z dala od ludzi, zgłaszać wszelkie zmiany w zachowaniu

i stale pilnować, gdzie przebywa.

Nie ma sprawy. Chcę ci coś pokazać.

- Nie zrozumiał. - Daj mu się chwilę pocieszyć.

Victor czeka na dworze. Chce pogadać.

Powiesz mu?

O czym?

O kubku z kawą.

Zrobiłem listę. Jak robot może pomóc.

Gdy zobaczą, jaki jest wspaniały, zaakceptują go.

Myślałem o czymś innym.

- Może byś mi dzisiaj pomógł? - W czym?

Później ci powiem. To sprawa między ojcem a synem.

Właściwie to bardziej sprawa między ojcem, synem i robotem.

Nie zapomniałeś o czymś, John?

Racja. Wyruszamy w drogę.

Ci Robinsonowie to prawdziwe utrapienie.

Wtykają nosy w...

Znamy się?

Don West. Nie oczekuję, że ktoś taki będzie mnie znał.

Wygląda, że umiesz dopiąć swego.

Pogadaj z Peterem Beckertem.

A jeśli ci powiem, że wiem, gdzie jest paliwo rakietowe?

Tyle, żeby wystarczyło, aby zabrać nas z powrotem w kosmos?

Mylisz się.

- Paliwo się skończyło. - Węgorze.

Słyszałem o węgorzach.

Jeśli dobrze rozumiem,

te obślizgłe dranie potrzebują wilgoci, by żyć.

Moja załoga rozbiła się na pustyni.

Nietknięte zbiorniki zapasowe czekają tam

na rozsądnego przywódcę.

Taki człowiek stałby się bohaterem.

Co ty byś z tego miał?

Bogactwo. Chyba możesz to załatwić?

Do zobaczenia.

O czym rozmawialiście?

O przyszłości.

Jakie masz plany na następne 24 godziny?

Chodź.

Co robisz, mamo?

Biorę zapasy, gdybyśmy musieli spędzić...

Chyba nie chcesz jechać?

Oczywiście, że tak.

Musisz odpocząć.

Nie miałaś czasu wydobrzeć.

Leczę się. Wyzdrowieję później.

Chyba nie rozumiesz, jak bardzo potrzebujemy paliwa.

Rozumiem.

Dlatego nie bierzemy ludzi,

których ograniczenia zdrowotne mogą nas opóźnić.

To proste.

Odnajdziemy Jowisza, przelejemy paliwo i zabierzemy je do domu. Damy radę.

Daj wykazać się innym.

- Nie o to chodzi. - A o co?

W porządku. Idź.

Tylko przywieźcie paliwo bezpiecznie.

Uważaj na siebie. Nie wiesz, co tam znajdziesz.

Dobrze.

SŁOWA: BRAMA KU EMOCJOM

Ciekawa lektura?

Chciałabym. To do pracy.

Czy wiele osób rozmawia z tobą w charakterze zawodowym?

Kilka. To niezwykły czas.

Tak.

Chciałabyś ze mną porozmawiać w charakterze zawodowym?

- Nie chcę się narzucać. - Nie ma sprawy.

Rozmawiałaś kiedyś z terapeutą?

Nie.

Ty i John...

To by się nie udało.

Nie wiesz, aż spróbujesz.

Zresztą trochę już na to za późno.

Co ci chodzi po głowie?

Prawdę mówiąc, ty.

Ja?

Zastanawiam się, jak sobie z tym radzisz.

Z tymi wszystkimi sekretami.

Z tym, co mówią ci ludzie.

No cóż...

Taka praca.

Nie czujesz nigdy odpowiedzialności, że musisz komuś powiedzieć?

Nie mogę. Obowiązuje mnie tajemnica.

Gdybyś dowiedziała się czegoś,

co naprawdę miałoby wpływ na cudze życie?

Jak udaje ci się to zachować dla siebie?

Wyjaśnię ci.

Musisz znaleźć w środku miejsce,

małe pudełko.

Zamykasz w nim rzeczy, o których nikt nie może się dowiedzieć.

Pudełko musi być szczelnie zamknięte, żeby nic się z niego nie wydostało.

Gdy coś się w nim znajdzie, zostaje tam,

gdzie nie skrzywdzi ani ciebie, ani nikogo innego.

Tylko tak można przetrwać.

Czemu pytasz?

Czy jest coś, co chciałabyś zamknąć w pudełku?

Doktor Smith, słucham?

Tu Angela. Rozmawiałyśmy wcześniej.

Jak się czujesz?

Jeśli propozycja jest wciąż aktualna...

Wybacz. To pacjentka.

Jasne. Oczywiście. Tak.

Porozmawiamy później.

Przepraszam.

Gdzie jesteś, Angelo?

W Jowiszu Watanabich.

Zaraz przyjdę.

Chodź, Will.

Dziękuję, nie trzeba.

Mamy takie same na Ziemi.

Dzięki.

Will!

Idę!

Uczysz go tego?

Nie, chyba musiał kogoś podpatrzeć.

Chyba się uczy.

- Tato? - Tak?

Właśnie zdałem sobie z czegoś sprawę.

- Nie podziękowałem ci. - Za co?

Że się za nim wstawiłeś.

Za nikim się nie wstawiałem. Przedstawiłem fakty.

Mimo to.

Wyobrażasz sobie, co będzie, gdy dotrzemy na Alfa Centauri?

Będę jedynym dzieciakiem z robotem.

Nie uprzedzajmy faktów.

Penny powtarza, że chce napisać książkę.

- Może napisze o nas. - Will.

Przepraszam. Co właściwie robimy?

Dowiesz się na miejscu.

Naprawiłem ich ze sto, ale nigdy nie miałem okazji prowadzić.

Umiesz nim kierować, tak?

Co to u diabła było?

Pewnie gaz pod powierzchnią.

Taki kosmiczny bąk?

To kriogejzery. Na Marsie wypluwają dwutlenek węgla.

Na Trytonie - azot. Ciepło emitowane...

Mniejsza o to. Czy to bezpieczne?

O ile zostaniemy tu

i nie wjedziemy na wybuchające skały.

Co się dzieje? Zgubiliście się?

Nie, kapitanie. Planujemy trasę.

Nie przyjechaliśmy zwiedzać. W drogę.

To jego najlepszy pomysł.

Jak to?

Ruszajmy.

To nie wycieczka, Don.

Teraz już tak.

Potrafi się rozpędzić!

Nie powinieneś otwierać.

Po co szyberdach, jeśli nie można go otworzyć?

To nie szyberdach, tylko wyjście awaryjne.

Czy po tym wszystkim

nie należy nam się mała odskocznia?

Wiesz, że tego chcesz.

No dalej, pani doktor. Wdrap się i sięgnij nieba.

Poczuj się jak w limuzynie, w drodze na studniówkę.

- Nie poszłam na studniówkę. - Poważnie?

Uczyłam się do egzaminów.

Masz więc sporo do nadrobienia, kujonko.

- Na górę, raz-raz. - Dalej!

No dalej, Judy.

- Dajesz. - Nie daj się prosić.

W końcu się rozluźniła.

To jakieś żarty?

Co ona robi?

Chyba dobrze się bawi. Możemy...

Nie, Diane, nie możesz.

Wciągnij ją do środka.

Wracaj.

Przyjąłem. Mieliśmy problemy z widocznością.

Robale oblepiły nam całą szybę.

Dość tego.

Módl się, by paliwo tam było.

Ponieważ to nasza ostatnia deska ratunku,

lepiej wszyscy się módlmy.

Jesteśmy marną reklamą podróży kosmicznych.

Powinni załączyć ostrzeżenie.

„Wycieczka na Alfa Centauri może powodować lęki i nadciśnienie.

Skutki uboczne: utrata łączności

i węgorze w baku”.

„Roboty z kosmosu”.

Przepraszam. Powinnam była powiedzieć, zwłaszcza tobie.

Rozumiem. To twój wybór.

Jest jednak coś, o czym muszę ci powiedzieć.

Masz tu rodzinę. Zasługujesz na to, by wiedzieć...

Że niedługo przestaną tu być bezpieczni.

Skąd wiesz? Jak to...

Strzelałem, choć są pewne znaki.

Kapryśna pogoda, migracje zwierząt.

Nawet najstarsze drzewa mają tylko jeden pierścień.

Cykl życia tej planety jest niezwykły.

Narodziny, śmierć i tak w kółko.

Czemu nic nie mówiłeś?

To byłoby nierozważne. Wywołałoby panikę.

Widziałaś ich reakcję na robota twojego syna.

Jesteśmy naukowcami.

Nawet jeśli coś wiemy, to nie znaczy, że mamy to rozgłaszać.

Informacje nie istnieją w odosobnieniu.

Są skutki, kontekst.

Jak powiemy o tym dzieciom?

Jeśli wrócą z paliwem, wydostaniemy się stąd.

Wszyscy będą szczęśliwi.

Opatrz rany i odpocznij.

Będziesz potrzebna, gdy wrócą.

Jak daleko idziemy?

Wyluzuj. „Carpe diem”, mówi ci to coś?

„Chwytaj dzień”.

Nie możemy go chwytać z Jowisza? Tam jest bezpiecznie.

Gdzie twój zew przygody?

Jesteśmy na obcej planecie. Jeszcze ci mało?

Tylko trochę.

A jeśli pójdziesz za mną...

- Fajny wodospad. - Cicho.

Gdzie się podział?

Wysechł. Robi się coraz cieplej, może lodowiec się roztopił.

Ta planeta jest do bani.

To nic.

- Możemy pójść gdzie indziej. - Nie, wszystko zaplanowałam.

Co zaplanowałaś?

To. Tutaj. Ty i ja.

Miałam wpaść i udawać, że się topię,

a ty wskoczyłbyś mnie uratować.

Bylibyśmy cali mokrzy. Wyśmialibyśmy tę sytuację.

A potem nachyliłbyś się i...

- I co? - Nic.

Mów dalej, dochodziłaś do najlepszego.

To nie jest śmieszne. Wszystko przepadło.

Nie mów tak. Może jutro moglibyśmy...

Nie moglibyśmy.

- Mamy czas. - Wcale nie.

Jesteśmy tu uwiązani.

Mamy mnóstwo czasu.

Ta planeta umiera, rozumiesz?

Co?

Nie powinnam nic mówić. Wybacz.

Co?

Co to znaczy?

Mama mówi, że gdzieś tam jest czarna dziura.

Wiem tylko, że nikt ani nic nie przeżyje.

Poważnie?

Musimy powiedzieć innym. Tata...

Nie. Nie miałam nawet tego wiedzieć. Nie możesz nikomu powiedzieć.

Obiecaj, że nie piśniesz słówka.

- Obiecaj mi. - Obiecuję.

Chodźmy.

To bez sensu.

Był tutaj.

W tym miejscu.

Wiedziałem, że to błąd.

Może spadł.

Po to tu nas przywlokłeś?

Zrywam umowę. Wracajmy.

Do wozów. Może wrócimy przed zmrokiem.

O co mu chodziło? Jaka umowa?

Nic. Nieważne.

Nie powiedział wam?

Chciał pieniędzy w zamian za wskazanie, gdzie jest paliwo.

Prawdziwy bohater.

Don?

Na swoją obronę dodam, że to była prywatna sprawa.

Chodzi o nasze przetrwanie.

Życie i śmierć, a ty się chcesz targować?

Gdy lekarzowi płaci się za ratowanie życia, to w porządku,

- ale gdy ja... - To co innego.

Niby jak? Gdybyśmy znaleźli paliwo, wszyscy zostaliby uratowani dzięki mnie.

Ty jedziesz do nowego świata? Co ja z tego mam?

Uścisk dłoni

i bilet powrotny na ginącą planetę bez przyszłości.

Wybacz, księżniczko, jeśli prosiłem o niewielkie wynagrodzenie.

Słyszałaś?

O Boże! Jest tutaj.

Tutaj! Chodźcie! Staliśmy na nim.

Szukajmy włazu.

Wycofajcie się powoli.

Cały czas wiedziałem, że tu jest.

Nie wiemy, czy jest pełny. Nie mów „hop”, póki nie przeskoczysz.

Nic nie mówię. Nie zamierzam skakać.

Kto ma łopatę?

Według licznika zbiornik jest pełny, tak jak mówił West.

Przyjmuję przeprosiny.

Napełnijcie i spadajmy stąd.

Niesamowite.

Tak.

Nie przyszliśmy podziwiać widoków.

Dlaczego się tu wspięliśmy?

Przynieś mi stamtąd duży kamień.

- Po co? - Po prostu to zrób.

Chodź, musimy przynieść duży kamień.

Nie on.

Tylko ty.

Dobrze. Zostań tu.

Większy. Największy, jaki zdołasz unieść.

No dalej, dasz radę.

Gotowe.

Nie do końca. Potrzebujemy jeszcze 26 takich kamieni.

Co? Czy to kara?

Nie.

Chcę, abyś zrozumiał, że ciąży na tobie odpowiedzialność.

Chodzi o niego, prawda?

Po części.

Wiem, co robię, tato.

Sam widziałeś, że umiem nim sterować. Słucha mnie. Robi, co mu każę.

To nie zabawka, Will.

Wiem, jest czymś więcej.

Jest moim przyjacielem. Jest przy mnie, gdy go potrzebuję.

Nie zawsze był twoim przyjacielem, prawda?

Prawda.

Choćbyśmy chcieli zmienić przeszłość,

naprawić swoje błędy, to niemożliwe.

Musimy żyć z przeszłością.

Aby to uczcić, ułożymy tu 27 kamieni.

Kopiec.

Pomnik ku czci tych, którzy stracili życie

podczas ataku na Śmiałka.

Rozmawiałem dziś z pewną kobietą. Nazywa się Angela.

Straciła męża podczas ataku.

Pierwszy kamień jest dla niego.

Aby uwolnić się od bólu, musisz pogodzić się z jego źródłem.

Dobrze.

Jak to zrobić?

Słowa są bramą ku emocjom.

Zacznij od tego, co pamiętasz z tamtego dnia.

Kiedy wybuchł alarm,

nie mieliśmy pojęcia, co się stało.

Josh wygłupiał się, żebym się nie martwiła.

Opowiedz, kiedy pierwszy raz zobaczyłaś robota.

Przed hangarem wybuchła panika, ludzie biegali, przepychali się.

Z początku myśleliśmy, że ludzie po prostu tak się zachowują.

Każdy chciał pierwszy dostać się do swojego Jowisza.

Potem zrozumieliśmy,

że nie biegli w kierunku czegoś.

Oni uciekali.

To coś było tam.

Zabijał każdego, kto wszedł mu w drogę.

Świetnie ci idzie, Angelo.

Musimy uruchomić teraz twoją pamięć sensoryczną.

Połóż się

i zamknij oczy.

Skup się na dźwiękach...

i zapachach.

Słyszę dziwne, metaliczne brzęczenie.

Jak coś bliskiego, tyle że jest wszędzie.

Potem czuję spaleniznę.

Palące się ciała ludzi.

Co widzisz?

Czerwone światło alarmowe.

Nie mogliśmy się zorientować, gdzie jesteśmy.

Josh trzymał mnie za rękę.

Próbowaliśmy obejść dookoła i dostać się do naszego Jowisza.

Był tak blisko.

Nagle...

zatrzymał się.

Jego ciało było sztywne.

Był jak gorący, palący biały żar.

Nie mogłam puścić jego dłoni.

Stopiła się z moją.

Przepraszam. Czy możemy przestać?

Oczywiście.

Jak na jedną sesję zaszłyśmy dość daleko.

Myślałam, że gdy o tym opowiem, poczuję się lepiej, ale czuję się gorzej.

To trwa.

A jeśli nie mamy czasu?

Rozumiem twoją złość, Angelo.

Że robot,

który zrobił to twojemu mężowi, został przez nas przyjęty.

To, co nie pozwala ludziom otrząsnąć się po tragedii

to poczucie,

że mogą zrobić coś, by to zmienić.

Ale nie mogą.

Możemy tylko mieć nadzieję, modlić się,

że to nie spotka nikogo innego.

A jeśli jest coś, co mogłabym zrobić?

Coś więcej niż nadzieja i modlitwa.

Przykro mi, muszę cię poprosić,

abyś nie mówiła nic więcej na ten temat.

Powinnam sobie pójść.

- Co? - Dokończymy jutro.

Nie możesz kazać mi przeżywać tego wszystkiego, by...

Przykro mi. Dokończymy jutro.

Nie możesz mnie tak zostawić!

Doktor Smith?

Ostatni.

Pomogę ci.

Nie.

Powinienem to zrobić sam.

Obyśmy nie musieli dokładać więcej kamieni.

Gotowe!

Wszystko gra?

- Mówisz o naszej umowie? - Tak.

Gdy dowieziemy paliwo bezpiecznie.

Co to ma znaczyć?

Że masz przestać się obijać i zacząć pomagać.

Jak długo jeszcze?

Około trzech godzin od rozpoczęcia transferu.

Postarajmy się wyrobić w dwie.

Mam zmienić prawa fizyki czy cię okłamać?

Posłuchajcie.

Za trzy godziny będziemy mieć

zbiornik pełen ciekłego metanu gotowy do transportu...

O co chodzi?

Ja? Zastanawiałem się tylko, co zrobimy,

jeśli Jowisz spadnie w przepaść razem z paliwem?

Mamy nadzieję, że to się nie stanie.

Nadzieja nie pomoże, jeśli grawitacja postanowi inaczej.

Zachodnia część Jowisza wisi nad przepaścią.

Zbiornik zapasowy znajduje się po wschodniej stronie.

Wypompowanie paliwa sprawi, że wschodnia strona stanie się lżejsza.

Ciężar przeniesie się na drugą stronę, a statek spadnie w przepaść.

Rura jest podłączona do cysterny...

Masz lepszy pomysł czy to też będzie kosztować?

Użyjmy rydwanów jako kotwicy.

Dokopiemy się i przyczepimy liny do Jowisza.

Dzięki mocy silników wyrównamy zmianę ciężaru.

Czy to się uda?

Może. Potrzeba tylko właściwego gościa za kierownicą.

Albo dziewczyny.

Bez obrazy, ale kto miałby się tym zająć?

Ten, kto ratuje życie, czy ten, kto z nim igra?

Bez obrazy? To ma nie być obraźliwe?

Nie zawiedź nas, Robinson.

Przepraszam za ten wybuch. Trochę mi wstyd.

Niemal zapomniałam. Wszyscy wiedzą o robocie,

więc już mi to niepotrzebne.

Dzięki.

Nie przejmuj się tym, co się tam stało.

W obliczu śmierci każdy robi dziwne rzeczy.

Nie takie jak ja.

Wiesz, czemu nie chciałem, żebyś to przeczytała?

Napisałem to,

gdy nasz Jowisz spadał i myślałem, że nie przeżyjemy.

Przeczytaj.

Naprawdę.

To wiersz.

To świadectwo, w razie gdyby ktoś odnalazł nasze ciała.

„Nie roń łez, czytając tę depeszę.

Nie byłem dziwakiem, z czego się cieszę.

Nie lubiłem książek, lecz gitarę kochałem.

W kosmiczną podróż swą muzykę zabrałem”.

Okropne.

Spróbuj rymować, stojąc oko w oko ze śmiercią.

„Jestem Vijay Dhar, piszę szesnastoletnią ręką.

Kochałem wspinaczkę i stawiałem czoła lękom.

Bałem się wysokości, lecz strach pokonałem.

Na prośbę mamy stanowy dyplom w ramkę oprawiałem”.

Prosto z serca.

„Nigdy nie kochałem, nie złamano serca tego.

Nim się zaczęło, nadszedł kres życia mego.

Lecz nie roń łez czytając tę depeszę,

Jestem gwiezdnym pyłem i ku gwiazdom spieszę”.

Chciałem zakończyć jakąś mocną puentą...

Zamknij się.

Gdzie leży Jowisz Robinsonów?

Niecały kilometr stąd, na północ.

Dzięki.

- Idziesz na piechotę? - Tak.

Masz coś do obrony?

Tak. Mam.

Jak noga? Zmęczyła się już?

Nie dość, by powstrzymać mnie od skopania ci tyłka.

Możemy to sobie darować

i znów być przyjaciółmi?

West, nie wiem, ile to wytrzyma.

Idź tam i powiedz Aiko, że powinniśmy odłączyć,

póki jeszcze możemy.

Tak jest, kapitanie.

Jeszcze nie skończyliśmy.

Raczej tak.

Chodźmy, West!

W porządku?

Tak, a ty?

Nie wiem, ile jeszcze wytrzyma.

Silnik na wysokich obrotach.

Wytrzymaj. Don poszedł wszystkich wyprowadzić.

- Kończycie? Musimy iść. - Zakręcamy.

- Macie wszystko? - Co do kropelki.

Super. Do zobaczenia na górze.

Jasne.

DOKTOR SMITH ZAMKNIJ

Niech to szlag.

Zwijamy się.

Zrzucamy Jowisza. Przygotujcie się do odłączenia.

- Musimy to zrobić naraz. - Co?

Nie uwierzysz, co znalazłem.

- Gdzie jesteś, Don? - Właśnie wychodzę.

Szybciej! Dłużej cię nie utrzymamy!

Odłączamy na trzy. Raz, dwa...

Nie!

...trzy! Odłączajcie!

Nie!

Odłączaj!

- Co robisz, Judy? - Robinson!

West jest w środku.

Nie utrzymam go, Don!

- Odłączaj się, Judy! - Nie!

Zrobię to za ciebie.

Nie, Don!

Nie!

Sam go odłączył.

Poświęcił się dla wszystkich.

Oszaleliście? Nawet was nie lubię.

West?

Wiedziałem, że sama tego nie zrobi.

Miałem już dość waszych krzyków i obwiniania mnie o wszystko.

Nie chcę być odpowiedzialny za utratę rydwanu.

Więc...

Ale ty... Jak...

Bo jestem kozakiem, księżniczko.

Jesteś kozakiem-księżniczką?

Co?

Nie. Z przecinkiem.

„Jestem kozakiem, przecinek, księżniczko”.

Skoro tak mówisz.

Nie ma za co, tak w ogóle.

Dziękuję.

Cześć, mamo.

Cześć. Gdzie byłaś?

Kręciłam się po okolicy.

Penny...

Wydaje się miły.

Słyszysz mnie, mamo?

Tak, Judy. Słucham.

Mamy paliwo, mamo. Co do kropli.

Dobrze się czujesz, mamo?

Tak.

Dobrze, a nawet wspaniale.

Victor mówi, że za późno, by wracać, więc zostaniemy tu na noc.

Chciałam cię uprzedzić.

Wracajcie bezpiecznie.

Jasne. Kocham cię.

Ja ciebie też, kochanie.

Świetna robota, Judy.

Dzięki, mamo.

Wszystko w porządku?

Co się stało?

Będzie dobrze.

Cztery.

Pięć.

Chodzi o to, żeby zebrać pary.

Musisz spytać innych graczy, czy mają kartę, której potrzebujesz.

Czy ty kiedykolwiek grasz uczciwie?

Wybacz, że mam doskonałe widzenie peryferyjne.

Grasz z nami, Smith?

Nie, dziękuję.

Masz ósemkę?

Masz...

Will.

Spytaj mamy, czy nie chciałaby zagrać.

Jest zajęta. Musi coś obliczyć.

Paliwo przywiozą dopiero jutro po południu.

Czy kiedykolwiek ma czas, żeby posiedzieć i pograć z wami?

Pójdę spytać.

Nie martw się. Wróci.

Nigdy nie widziałam tej twarzy.

Jakby się uśmiechał.

Jak mogę ci pomóc, Angelo?

Może porozmawiamy na zewnątrz?

Nie mam nic do pana.

Chcesz zrobić wszystko, by chronić rodzinę.

Chętnie o tym porozmawiam, ale nie przy mojej córce.

Nie, tato.

Angelo...

Pozbądź się broni.

Właśnie po to tu przyszłam.

Żeby pozbyć się broni.

Robocie, opuść statek.

Mamo.

Gramy w karty. Zagrasz z nami?

Chciałabym, ale muszę...

Wiesz co? Chętnie.

Świetnie. Rozdam karty.

Nie idź tam, Will!

Will!

Nie!

Jedną z zalet waszego taty jest twarda głowa.

Nic mu nie będzie.

Judy go zbada, kiedy wróci.

Potrzebuje tylko odpoczynku.

Chodźmy.

Nie wiem, kto to, ale na pewno nie doktor Smith.

SZPITAL IM. COOPERA

Miałem w ręku więcej dowodów.

Dyplomy, zdjęcia tego mężczyzny z rodziną. Z medalikiem św. Krzysztofa na szyi.

- Dlaczego... - Nie wiem.

Ale jednego jestem pewien.

Nie zadajesz sobie tyle trudu, nie mając nic do ukrycia.

Nie martw się, Angelo.

Nikt nie będzie cię o to obwiniał.

Wszystko się ułoży.

Cześć.

Co się stało?

Wszystko w porządku.

Gdzie Will?

Nigdy nie miałem lepszego przyjaciela.

Wiesz to...

Prawda?

Muszę za ciebie odpowiadać.

Krok do przodu.

Napisy: Gabriela Deryło

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.