All language subtitles for tt0060196-pl

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
nl Dutch
en English
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil) Download
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese Download
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

Napisy pobrane z https://kickasssubtitles.com

BRZYDKI

Baker cię przysłał?

Przekaż mu, że powiedziałem wszystko, co wiem.

Chcę żyć w spokoju. Nie ma po co mnie dręczyć.

Nic nie wiem o tej skrzyni z monetami.

Teraz złoto zniknęło tylko dlatego, że Baker mnie nie posłuchał.

W sądzie wojskowym nie było świadków. Niczego się nie dowiedzieli.

Powiedz Bakerowi, że nie wiem, co się stało z tą skrzynią forsy.

Chodzą słuchy, że miałeś gościa.

Baker o tym wie.

Niejaki Jackson.

Albo Jackson tu był,

albo Baker się myli.

Nie myli się.

Może Baker chciałby wiedzieć, co ty i Jackson macie do powiedzenia

na temat tej skrzyni z forsą.

Ale nie po to mnie wynajął.

Interesuje mnie tylko nazwisko, pod jakim obecnie ukrywa się Jackson.

Dlaczego sądzisz, że zmienił nazwisko?

Dawno bym go znalazł.

Kiedy kogoś szukam, zwykle go znajduję.

Za to mi płacą.

Ile Baker ci płaci?

To twoja rodzina?

Tak.

Miła rodzinka.

Ile ci płaci, żeby mnie zabić?

500 dolarów za samo nazwisko.

Nazwisko.

Carson. Bill Carson.

Tak się teraz nazywa.

To wszystko, co mam, tysiąc.

Tysiąc dolarów?

I trochę w złocie. Niezła sumka.

Ale kiedy jestem opłacony, wykonuję robotę do końca.

To ty. Masz jakieś informacje?

Zbyt wiele.

Powiedział coś, co dotyczy ciebie i coś, co zainteresowało mnie.

To znaczy?

Jackson ukrywa się pod nazwiskiem Bill Carson.

To twoja działka.

Mów dalej.

Wspomniał też o skrzyni z forsą, która dziwnym trafem zniknęła.

- Ale to już moja działka. - Coś jeszcze?

Tyle ci nie wystarczy?

Nie martw się. On już nigdy niczego nie powie.

Doskonale.

Proszę.

To dla ciebie. Wykonałeś dobrą robotę.

Wartą 500 dolarów.

Prawie zapomniałbym.

On dał mi tysiąc.

Chyba chciał, żebym cię zabił.

No cóż, przykro mi, ale kiedy jestem opłacony, wykonuję robotę do końca.

- Dobrze o tym wiesz. - Nie! Anielskie Oczko!

ZŁY

Zostaw ten pistolet w spokoju. Nie wyjdzie ci to na dobre.

Jest nas trzech.

Wiesz, że twoja śliczna buźka warta jest 2000 dolarów?

Tak.

Ale nie wyglądasz mi na tego, kto je dostanie.

Dwa kroki w tył.

Dziękuję.

Ile jesteś teraz wart?

Ile?

2000 dolarów.

Zgadza się, 2000 dolarów.

2000 dolarów.

Zapłacisz za to, ty szujo. Obyś skończył na cmentarzu

z cholerą, wścieklizną i dżumą!

Rozwiąż mnie, ty łachudro.

Mam nadzieję, że twoja matka skończy w tanim burdelu!

Masz jeszcze szansę. Jak mnie wypuścisz, wybaczę ci.

Niedobrze mi. Krew spłynęła mi do głowy.

Suszy mnie, Blondasie. Wody...

Ty świnio! Ty sukinsynu!

Teraz takiś odważny, bo jestem związany.

Wracaj tu i walcz! Ty bękarcie.

A to kto, do diabła? Jeden bękart wchodzi, drugi wychodzi.

Zamknij się.

Jestem uczciwym farmerem. Jestem niewinny.

Uczciwym farmerem, co? Poznajesz tego tu?

Tak. To ty.

Kto tak powiedział? Nawet nie umiesz czytać.

Zwiń to. Wiesz, gdzie możesz to sobie włożyć.

Niech was wszyscy diabli! Zakichani szeryfowie.

Patrzcie, daje mu brudne pieniądze.

Judasz! Sprzedałeś mu moją skórę.

Nie nacieszysz się tą forsą.

Jeśli jest jakaś sprawiedliwość, te pieniądze pójdą na twój pogrzeb.

Wiesz, kim jesteś? Wiesz, czyim jesteś synem?

Nie wiesz, ale inni wiedzą.

Jesteś synem tysiąca ojców, też bękartów.

A twoja matka jest...

Ty draniu!

Twoja matka... Lepiej o niej nie wspominać!

Poszukiwany w 14 hrabstwach stanu,

oskarżony został uznany winnym zbrodni morderstwa,

napadów z bronią w ręku na obywateli, banki i pocztę,

kradzieży świętych przedmiotów, podpalenia więzienia,

krzywoprzysięstwa, bigamii, porzucenia żony i dzieci,

nakłaniania do prostytucji, porwania, rozboju,

skupu i sprzedaży kradzionych towarów,

używania fałszywych banknotów oraz - niezgodnie z prawem tego stanu -

posługiwania się znaczonymi kartami.

Dlatego, zgodnie z powierzoną nam mocą,

skazujemy oskarżonego, imieniem

Tuco Benedicto Pacífico Juan María Ramírez...

- Zwanego „Szczurem”. - ...oraz innymi przydomkami,

na karę śmierci przez powieszenie. Niech Bóg zmiłuje się nad jego duszą.

Pięć dla ciebie. Jeden, dwa,

trzy, cztery, pięć dla mnie.

Pięć dla ciebie i pięć dla mnie.

Wiesz, ile jesteś teraz warty?

- Ile? - 3000 dolarów.

Na świecie są dwa rodzaje ludzi, przyjacielu.

Ci ze stryczkiem na szyi i ci, co go odcinają.

Szyja na końcu stryczka jest moja. To ja podejmuję ryzyko.

Dlatego następnym razem chcę więcej niż połowę.

Może i ryzykujesz, przyjacielu, ale to ja odcinam sznurek.

Zmniejszenie mojego udziału...

Cygaro?

...mogłoby przesłonić mi cel.

Jeśli masz spudłować, lepiej żebyś to zrobił dobrze.

Ten, kto wystawi mnie do wiatru i waży się zostawić żywego,

nic jeszcze o mnie nie wie.

Nic.

Poszukiwany w 15 hrabstwach stanu,

stojący... Siedzący przed nami oskarżony,

Tuco Benedicto Pacífico Juan María Ramírez,

został uznany winnym następujących zbrodni:

morderstwa, naruszania porządku,

gwałtu dziewicy rasy białej,

stosunku z nieletnią rasy czarnej...

Ej, Anielskie Oczko.

- Czego się dowiedziałeś, Mały? - To materiał na książkę.

Oddział wiozący skrzynię z forsą wpada w jankeską zasadzkę.

Ocalało trzech:

Stevens, Baker i Jackson.

Tylko monet nie udało się uratować.

Podczas wojskowej rozprawy Jackson zostaje uniewinniony.

- Znika i staje się Billem Carsonem. - Znam to nazwisko.

A ja wiem, kogo szukać.

Nie chciałbym być na jego miejscu, kiedy go znajdą.

- Gdzie jest Carson? - Znowu się zaciągnął. Bez oka.

Żyje z młodą dziwką o imieniu Maria.

- Gdzie? - Zaraz, jak się to miasto nazywa?

Santa Ana.

Adiós, pół-żołnierzu.

Dajcie mi whisky.

W końcu go złapali. Ma na sumieniu tyle zbrodni.

- Nie znaczy, że skończy na stryczku. - Jak to?

Nawet łajdacy mają aniołów stróży.

Nad nim czuwa taki jeden złotowłosy anioł.

...oskarżony przyznał się do popełnienia wszystkich zbrodni.

Dlatego zostaje skazany na śmierć przez powieszenie.

Niech Bóg zmiłuje się nad jego duszą.

Wynośmy się stąd.

Każdy może spudłować? Nie może, jeśli stryczek jest na mojej szyi.

Nigdy nie miałeś na szyi stryczka. Coś ci powiem.

Kiedy sznurek się napina, czujesz, jak diabeł łapie cię za gardło.

Masz rację. Jest coraz trudniej.

Moja przyszłość nie wygląda zbyt wesoło z takim włóczęgą jak ty.

Co masz na myśli?

Nie sądzę, że kiedykolwiek będziesz wart więcej niż 3000 dolarów.

O czym ty mówisz?

Nasza spółka jest rozwiązana.

Nie. Ty pozostajesz związany.

Ja zatrzymam pieniądze, a ty możesz zatrzymać sznur.

Ty dwulicowy draniu.

- Spośród tylu świńskich chwytów... - Do miasta jest tylko 100 km.

Jeśli będziesz oszczędzał oddech, myślę, że dasz radę.

Ty gnido! Wracaj tu!

Przetnij ten sznur! Złaź z konia, ty obleśny tchórzu!

Jak cię dopadnę, wyrwę ci serce i potem je zjem!

Żywcem obedrę cię ze skóry! Powieszę cię za język!

Ty świnio!

Zabiję cię!

Co za niewdzięczność. I pomyśleć, że tyle razy uratowałem ci życie.

DOBRY

Gdzie jedziesz?

Powiedz, że to żart. Nie zostawiłbyś mnie tutaj.

Wracaj!

Słuchaj, Blondasie...

Zdaje się, że jesteśmy na miejscu.

Miłych snów. I podziękowania od 7. kawalerii!

Obleśne świnie!

Maria.

To ty, Bill?

Kim jesteś? Czego ode mnie chcesz?

Informacji o Billu Carsonie.

Nie znam go.

Przed chwilą wołałaś go w ciemności.

- Gdzie jest? - Czego od niego chcesz?

Ja zadaję pytania.

Gdzie jest?

Gdzie on jest, ty zdziro?

Wystarczy.

Nie wiem. Dziesięć dni temu spakował rzeczy

i wyjechał ze swoją jednostką.

Z którą jednostką? Dokąd pojechali?

Z trzecią kawalerią pod dowództwem generała Sibleya, w stronę Santa Fe.

To wszystko, co wiem. Przysięgam.

ZAMKNIĘTE

Przykro mi, ale właśnie zamykamy.

- Rewolwery. - Tak, rewolwery.

Rewolwery.

Tutaj trzymam te najlepsze.

Remington, Colt,

Root, Smith-Wesson,

Colt Navy, Joslyn,

jeszcze jeden Remington...

Wystarczy.

Naboje.

- Może pan go wypróbować z tyłu. - Chodźmy.

Ruszaj się.

Nabój.

- Ile? - Dwadzieścia dolarów.

Pięćdziesiąt.

- Ile? - Sto dolarów.

Dwieście. To wszystko, co mam.

Chodź tu.

Powiadają, że pułkownik Canby będzie tu ze swoimi Jankesami

nie później niż jutro.

Dlatego Południowcy wyjeżdżają.

Jak tylko ci tchórze usłyszą o niebieskich mundurach, wieją.

- Rebeliantom brakuje woli walki. - Biedaki.

Kiedy pozbędziemy się tych drani, będziemy zarabiać na Jankesach.

Oni mają złoto, nie papierowe dolary. I zamierzają podbić Południe.

Widzisz tego na wozie, z białą brodą?

To generał Sibley. Wygląda jak trup.

Już nie będzie nam przeszkadzał. Wiwat Południe!

Gdzie jest właściciel tego konia?

- Ależ proszę... Moje serce... - Gdzie?

- Wojna i tak mnie wystraszyła. - Szukam właściciela tego konia.

Wysoki blondyn, pali cygara. Gdzie jest ta świnia?

Nie zna właściciela każdego konia.

Siedź cicho, stara kwoko.

Na górze. Pokój numer cztery.

Słyszeliście?

Przeklęci zbrodniarze. Jak śmiecie...

Twoje ostrogi.

Istnieją dwa rodzaje ostróg, przyjacielu.

Te, co wchodzą drzwiami i te, co przez okno.

Zdejmuj pas.

Jest pusty.

Mój nie jest.

Kiedy Judasz się powiesił, też była burza.

To mogła być armata.

Armata czy burza, dla ciebie to nie ma znaczenia.

Poznajesz to, przyjacielu?

Przerzuć sznur przez belkę.

Tak jest.

Stań na tym.

Doskonale.

Upewnij się, czy sznur mocno trzyma.

Będzie musiał utrzymać ciężar świni.

A teraz załóż pętlę na szyję.

Bardzo dobrze.

Za duża, co?

Zaraz poprawimy. Znam inny sposób.

Nieco inny od twojego.

Nie będę strzelał w sznur, tylko w nogi od stołka.

Uznajemy oskarżonego, Thomasa Larsona, pseudonim „Mały”,

winnym następujących zbrodni:

kradzież konia, kradzież własności wojsk Unii...

A Mały?

...pseudonim „Mały” Larson, na śmierć przez powieszenie.

Niech Bóg zmiłuje się nad jego duszą.

Wybacz, Mały.

Idziemy.

Gdy tylko znajdę się na pustyni, chce mi się pić.

Piecze, co? Mówią, że ludzie z jasną karnacją długo nie wytrzymują.

Teraz nie będziesz musiał tyle nieść.

Dokąd idziemy?

Dokąd? Dokąd ja idę?

Tam.

Przed nami jakieś 150 km gładkiego, gorącego piachu.

Nawet wojsko tędy nie maszeruje.

Ludzie Sibleya wycofują się tamtędy.

Ludzie Canby'ego przejdą tędy.

Ale w tym piekle nikt nogi nie postawi.

Oprócz nas.

150 km. To całkiem ładny spacer.

Co powiedziałeś ostatnim razem?

„Jeśli będziesz oszczędzał oddech, myślę, że dasz radę”.

A jeśli nie będziesz oszczędzał, umrzesz. Tylko powoli.

Bardzo powoli, przyjacielu.

Ty przodem. Ruszaj.

Odpoczywamy?

Dalej, Blondasie. Zostało nam tylko 100 km.

I osiem i pół godziny do zachodu słońca.

Nie jest tak źle.

Chodź.

A więc, Blondasie...

To do widzenia.

Spokojnie.

Dobry konik.

Wody...

200 000 w złocie. Jest twoje, tylko daj mi wody.

Co powiedziałeś?

- Kim jesteś, do cholery? - Carson.

Teraz nazywam się Bill Carson.

Niespodziewany atak...

Wszyscy nie żyją... Nazywam się Jackson, nie Carson...

Miło mi, Carson.

Jestem dziadkiem Lincolna. Wspomniałeś coś o dolarach?

200 000. Są moje.

Należały do trzeciej kawalerii.

Baker nie ma nic.

W złocie. Ukryłem je. Jest bezpieczne.

Gdzie? Tutaj?

- Gadaj. - Na cmentarzu.

Na którym cmentarzu?

Na Smutnym Wzgórzu.

W grobie.

W którym grobie?

Ma nazwisko? Numer?

Dalej, durniu. Mów!

Nie ma numeru. Nazwisko.

Jest napisane...

Wody...

Najpierw mów. Wody dam ci później.

Na cmentarzu na Smutnym Wzgórzu, w grobie, dobra.

Musi być na nim nazwisko albo numer.

Tam jest pewnie z tysiąc...

Nie umieraj. Przyniosę ci wody.

Zaczekaj tu. Zaraz dam ci wody.

Nie umieraj jeszcze.

Wynocha stamtąd.

Nie żyje.

Zabiję cię.

Jeśli to zrobisz, zawsze będziesz biedny.

Pozostaniesz takim samym łachmytą, jakim jesteś teraz.

Na twoim miejscu utrzymałbym mnie przy życiu.

Co ci powiedział?

Nazwisko.

- Nazwisko na grobie. - Jakie nazwisko?

Blondasie, nie umieraj.

Nie umieraj. Jestem twoim przyjacielem.

Proszę cię, nie umieraj.

Blondasie, pomogę ci. Nie ruszaj się.

Zaraz przyniosę ci wodę. Nie umieraj jak tamta świnia.

Blondasie, proszę, woda.

Nie pij. W twoim stanie to niezdrowe.

Co jest, Blondasie? Proszę, nie umieraj.

- Wiozę bardzo chorego człowieka. - Nie mamy więcej łóżek.

Więc oddaj mu swoje.

- Gdzie jest Pablo Ramírez? - Ojciec Ramírez wyjechał.

Powinien wrócić lada dzień.

Nieważne. Na razie zajmijmy się moim przyjacielem.

Niech będzie pochwalony.

Bóg też jest po naszej stronie, bo sam nienawidzi Jankesów.

Blondie? Ojcze, czy on oddycha?

- Oczywiście. - Ciężki jesteś.

Załóżcie mu świeży opatrunek.

Położymy go w moim pokoju.

Spokojnie.

- Na zewnątrz, żołnierzu. - Zaopiekujcie się nim, proszę.

Jest dla mnie jak brat.

Ojcze...

Ojcze, czy coś powiedział?

Pytał o mnie? Coś mówił?

Jeszcze nie. Nie ma się co martwić.

Jest młody i silny. To go trzyma przy życiu.

Niedługo odzyska siły.

Dziękuję. Nawet ojciec nie wie, ile jego życie jest dla mnie warte.

Blondasie?

Ojciec mówi, że za parę dni staniesz na nogi.

Masz szczęście, że byłem przy tobie. Niewiele brakowało.

Pomyśl tylko co by było, gdybyś był zdany na siebie.

Kiedy jest się chorym,

dobrze mieć przy sobie kogoś bliskiego,

przyjaciela lub krewnego.

Masz rodziców? Matkę?

Nawet matki nie masz.

Nikogo?

Jesteś sam jak palec, co? Tak samo jak ja.

Jesteśmy sami na tym świecie.

Ja mam ciebie, a ty masz mnie.

Tylko na jakiś czas.

To musiało stać się teraz. Los czasem płata paskudne figle.

Forsa mogła być już w naszych rękach.

Będę z tobą szczery.

Na moim miejscu zrobiłbyś to samo.

Nadchodzi twój koniec.

Nikt nie może ci więcej pomóc.

Wybacz mi, Boże. To wszystko moja wina...

Jedno ci powiem.

Gdybym wiedział, że nadchodzi moja ostatnia godzina,

na moim miejscu... to znaczy na twoim, zrobiłbym to samo.

Mówiłbym o złocie. Tak, mówiłbym.

O tym, jakie nazwisko jest na nagrobku.

Pieniędzy do grobu nie zabierzesz.

Wiem, na którym są cmentarzu, ale tam jest bardzo dużo grobów.

Proszę, Blondasie.

Napij się...

Kawy? Podaj nazwisko.

To na grobie.

Jeśli zdobędę te 200 000 dolarów,

zawsze będę czcił twoją pamięć.

Przysięgam, zawsze będę cię wspominał.

Zbliż się.

Mów.

Ty cholerny...

Będę spał lepiej wiedząc,

że mój dobry przyjaciel jest blisko,

aby mnie chronić.

„Tuco, wody”. Proszę bardzo.

Dam ci wody, jak dostanę nazwisko.

Dobra, śmierdzielu, zabieraj tyłek z łóżka.

Dalej. Koniec leżakowania. Zaprzęg jest już gotowy.

Wynośmy się stąd, zanim dopadnie nas wojna.

Tuco, ojciec Ramírez wrócił.

Muszę coś załatwić. To mi zajmie tylko chwilę. Zbieraj się.

- Tędy? - Tak.

Nie poznajesz mnie?

To ja, Tuco. Niech no cię uściskam.

Nie znam się na tym.

Przejeżdżałem tędy zastanawiając się, czy własny brat mnie jeszcze pamięta.

Myliłem się?

Nieważne. Tak się cieszę.

Już mnie zobaczyłeś, Tuco.

Cieszę się, że się tu zatrzymałem.

Co, mój mundur?

To długa historia.

Pomówmy o tobie. To jest ważniejsze. Dobrze wyglądasz.

Może ciut za chudo, ale...

Zawsze byłeś chudy. Prawda, Pablito?

Co u rodziców?

Teraz o nich myślisz. Po dziewięciu latach.

Minęło dziewięć lat?

Może i tak. Dziewięć lat.

Matka już dawno nie żyje.

Ojciec zmarł kilka dni temu. Dlatego musiałem wyjechać.

Pytał o ciebie, ale przyjechałem tylko ja.

A ty?

Nadal kierujesz się złem, czy osiągnąłeś coś poza tym?

Zdaje się, że kiedyś miałeś żonę.

Miałem wiele żon.

Jedną tu, drugą tam, gdziekolwiek popadło.

Dalej, wygłoś mi kazanie, Pablo.

Co to da?

Nadal będziesz kroczył swoją ścieżką. Odejdź.

- Niech Bóg zmiłuje się nad tobą. - Już idę.

I wciąż czekam, aż Bóg sobie o mnie przypomni.

A teraz ja, Tuco Ramírez, brat ojca Ramíreza,

coś ci powiem.

Myślisz, że jesteś ode mnie lepszy.

Tam, skąd pochodzimy można było zostać albo księdzem, albo bandytą.

Ty wybrałeś swoją drogę, a ja swoją. Moja była trudniejsza.

Opuściłeś matkę i ojca, żeby wstąpić do zakonu. Ja zostałem.

Miałem jakieś 10, 12 lat, nie pamiętam. Ale zostałem.

Starałem się, ale wszystko było na nic. Wiesz co?

Zostałeś księdzem, bo nie miałeś odwagi, by robić to co ja.

Tuco.

Wybacz mi, bracie.

Ale jestem najedzony.

Miły facet z tego mojego brata.

Nie mówiłem ci, że on tu rządzi?

Wszystkim. Prawie jak papież.

Tyle że papież rządzi w Rzymie. Brat chciał, żebym został dłużej.

„Tak się rzadko widzimy”, mówi.

„Mamy tu jedzenie, picie. Kolegę też zaproś”.

Kiedykolwiek się spotykamy, nie chce się ze mną rozstać.

Przepada za mną.

Mimo, że jestem takim obdartusem, cokolwiek by się nie działo,

wiem, że mam brata, który nigdy nie odmówi mi miski zupy.

Jasne.

Po posiłku nie ma to jak dobre cygaro.

Obudź się.

- Jadą żołnierze. - Niebiescy czy szarzy?

Szarzy, jak my. Przywitajmy się jak należy i w drogę.

Wiwat Konfederacja!

Śmierć generałowi Grantowi!

- Niech żyje generał... Jak mu tam? - Lee.

Bóg jest po naszej stronie, bo sam nienawidzi Jankesów!

Bóg nie jest po naszej stronie, bo idiotów też nienawidzi.

Jeńcy wojenni, naprzód!

Marsz!

Stać!

W lewo zwrot!

Ustawić się w szeregu.

- Robert Clark. - Obecny.

- Sam Richmond. - Obecny.

Bill Carson.

Powiedziałem, Bill Carson.

Blondasie, czy to nie Anielskie Oczko?

A ten co, śpi?

Tak. Lepiej, żebyś był Billem Carsonem.

Bill Carson!

To ja.

Carson,

masz odpowiedzieć „obecny”.

Ogłuchłeś?

Rozumiem, że teraz powiesz „obecny”.

Lubię takich grubasów jak ty. Przy upadku robią dużo hałasu.

A czasem nie mogą się nawet podnieść.

Wallace.

Wystarczy.

Sierżancie...

Kapitan chce pana natychmiast widzieć.

Dopilnuj, by tych dwóch dobrze traktowano.

Słyszałeś? Mają nas dobrze traktować.

Powtarzam po raz ostatni, sierżancie.

Więźniowie mają być traktowani jak więźniowie.

Bez brutalności.

Mamy tu setki więźniów i tylko kilku ludzi do ich pilnowania.

Muszę jakoś zdobyć ich szacunek.

Szanowaliby pana, gdyby ich pan lepiej traktował.

A naszych traktują lepiej w Andersonville?

Nie obchodzi mnie, co robią w Andersonville.

Tam gdzie ja dowodzę, więźniowie nie będą torturowani ani mordowani.

Czy to oskarżenie?

Sierżancie, gangrena zżera mi nogę, nie wzrok.

Dobrze wiem, że więźniowie są systematycznie okradani.

Wiem, że niedaleko obozu jakieś męty czekają tylko

na dostarczenie im łupu.

Dopóki jestem komendantem, nie życzę sobie takich machlojek. Czy to jasne?

Tak jest.

Dopóki jest pan komendantem.

Tak, sierżancie.

Wiem, że przez tę nogę długo nie pociągnę,

ale modlę się, by zgromadzić wystarczające dowody

i oddać pod sąd wojenny każdego,

kto zniesławia mundur Unii.

Życzę powodzenia.

Na parę dni spuśćcie trochę z tonu.

Zatrzymam to. Idź już. Wallace cię powiadomi.

Przyprowadź mi Carsona.

Anielskie Oczko kazał nam spuścić z tonu na parę dni,

ale będziemy mieć wszystko na oku. Siodłajcie konie.

Wejść.

Wejdź, Tuco. Nie krępuj się.

To wizyta bez formalności.

Minęło sporo czasu.

Jesteś głodny. Siadaj. Jedz.

Od razu wiedziałem.

Jak tylko cię zobaczyłem, pomyślałem sobie:

„Przecież to ten łajdak, Anielskie Oczko.

„Założę się, że załapał ciepłą posadkę.

„I nie zapomniał o przyjacielu”.

Nigdy nie zapominam starych przyjaciół, Tuco.

Dobrze się po latach spotkać.

Szczególnie, gdy przyjaciel przybywa z daleka

i ma tyle do opowiedzenia.

Masz wiele do opowiedzenia, prawda?

Zostałeś schwytany niedaleko Fort Craig?

Jeśli byłeś z Sibleyem, to znaczy, że jechałeś z Santa Fe.

- Ciężko było przebyć pustynię? - Bardzo ciężko.

Szczególnie, jeśli nie ma się niczego do picia.

Dlaczego używasz nazwiska Carson?

Nazwisko jak każde inne.

Lepsze to niż własne.

Założę się, że ciebie też nie nazywają Anielskim Oczkiem.

„Sierżant Anielskie Oczko”.

Lubisz słuchać muzyki przy jedzeniu?

Muzyki? Tak, dobrze robi na trawienie.

Więc...

Bill Carson to fałszywe nazwisko, tak?

To też jest fałszywe?

Jest podpisane imieniem i nazwiskiem Billa Carsona.

Poczęstuj się. To tytoń Billa Carsona.

Czy Carson żył, kiedy go znalazłeś?

Co ci powiedział o pieniądzach?

Nie wiem, o czym mówisz.

Więcej uczucia.

Trafiłeś dużo lepiej niż kumpel.

Wallace będzie go lał, dopóki trwa ta pieśń.

Wielu z nas miało tam sesję.

Jak trawienie?

- Radzę ci mówić. - Nie mam ci nic do powiedzenia.

Graj na tych skrzypcach, ty...

Przestań. Będę mówił.

Co ci powiedział o pieniądzach?

Są zakopane w grobie.

- Gdzie? - Smutne Wzgórze...

Cmentarz na Smutnym Wzgórzu.

W którym grobie?

Nie wiem, naprawdę.

Spytaj Blondasa.

Wie, jakie nazwisko jest na grobie.

Dla ciebie wojna się skończyła.

Przebieraj się.

- Dlaczego? - Jedziemy na wycieczkę.

- Dokąd? - Znaleźć 200 000 dolarów.

Wiem, na jakim są cmentarzu,

a ty wiesz, w którym grobie.

Zamierzasz potraktować mnie tak samo?

A będziesz mówił?

Prawdopodobnie nie.

Tak myślałem.

Nie sądzę, że jesteś twardszy, ale wiesz, że gadanie cię nie ocali.

Czy Tuco...

Jeszcze nie.

Ale jest w dobrych rękach.

Zmieniłeś partnerów, ale umowa pozostaje ta sama.

Nie jestem chciwy. Biorę tylko połowę.

We dwóch powinno być łatwiej niż w pojedynkę.

Tak trzymać. Tak jest. Nie ruszać się.

Nie oddychać. Tak jest.

Jest. Dziękuję.

Obawia się pan, że się zgubi? Dokąd ten rebeliant się wybiera?

Do piekła, ze stryczkiem na szyi i ustaloną ceną za głowę.

3000 dolarów, przyjacielu. To dużo pieniędzy za jedną głowę.

Założę się, że ty nie dostałeś ani grosza za to ramię.

Już raz mówiłem. Jak ci kiedyś przyłożę, to więcej nie wstaniesz.

Miałeś więcej szczęścia niż ten tam. Założysz stryczek i po tobie.

Ale tym razem nie będzie partnera, który przestrzeliłby sznur.

Won z tymi obleśnymi łapami.

Chciałbym się wysikać. Jedziemy już jakieś dziesięć godzin.

I tak cuchniesz jak świnia.

Nie pogarszajmy sytuacji.

Chodź.

Nie mogę, kiedy patrzysz.

Narobiłeś sporo hałasu, co, przyjacielu?

Nie chcesz przerwać naszej przyjaźni? Więc pozwól, że ja to zrobię.

Stać.

Zająć pozycje.

Przygotować się.

Do celu. Ognia!

Clem, zajmij się końmi.

Szukam cię od ośmiu miesięcy.

Zawsze, gdy trzymałem pistolet w prawej ręce, myślałem o tobie.

A teraz znajduję cię w pozycji, jaka mi bardzo odpowiada.

Miałem dużo czasu, by nauczyć się strzelać z lewej.

Jak masz strzelać, to strzelaj, zamiast gadać.

Każdy pistolet ma swój własny dźwięk.

W samą porę, gruby.

Clem, idź za nim.

Chwila. Zaraz tam będę.

Tylko się ubiorę i już otwieram.

Zakładaj kalesony i odłóż broń.

Blondasie, w jaki sposób udało ci się wydostać z tego chlewu?

To moja sprawa. Jestem tu z twoim starym znajomym, Anielskim Oczkiem.

Ty zdrajco, wygadałeś się.

Nic nie powiedziałem. Jeśli bym to zrobił, pewnie by mnie tu nie było.

Ty... ja...

Więc tylko ty znasz drugą połowę sekretu?

Cieszę się, że jesteś po mojej stronie.

I że znowu jesteśmy razem. Ubiorę się, zabiję go i zaraz wracam.

Aha... Zapomniałem o czymś.

Nie jest sam. Ma pięciu ludzi.

- Pięciu? - Tak, pięciu.

Więc dlatego przyszedłeś do Tuco.

Nieważne. Zabiję ich wszystkich.

Strzelili do niego z bliska.

- Patrzcie, kogo tu mamy. - Drugi jest pewnie za nim.

Przyjdą po nas.

Uważajcie.

Jest ich dwóch.

Blondyna chcę dostać żywego.

Ty zostań. Idziemy.

Chcesz umrzeć samotnie?

- Anielskie Oczko jest mój, dobra? - Dobra.

„Do zobaczenie wkrótce...”

„Idioci”.

To do ciebie.

Jak tu spokojnie i cicho.

Prawie jak na cmentarzu, co?

Na tej rzece powinien być most.

- Lepiej zaczekajmy do zmroku. - Zaufaj mi.

Dobrze wiem, dokąd idę.

Tuco doprowadził cię aż tu, i doprowadzi cię...

Powiadom kapitana.

Proszę za mną.

Znaleźliśmy ich na obrzeżach.

- Skąd jesteście? - Z Illinois.

- A ty? - Jestem z nim.

Co tu robicie?

Chcemy się zaciągnąć, generale.

Najpierw naucz się stopni wojskowych. Jestem kapitanem.

Wynoście się stąd.

Dzisiaj może tu być niezłe piekło. Lepiej idźcie pisać testament.

Chcecie się zaciągnąć, co?

Najpierw musicie zdać test.

Dalej, pokaż, co umiesz.

Zrobisz karierę. Zostaniesz co najmniej pułkownikiem.

- Naprawdę? - Jasne.

Tak mówi podręcznik.

Masz wszelkie kwalifikacje, by stać się ekspertem w sprawach broni.

To najpotężniejsza broń na wojnie.

W tej butelce znajduje się prawdziwy duch walki.

Ochotnicy.

Chcecie się zaciągnąć? Chodźcie.

Tędy.

Strzelanina jeszcze się nie zaczęła. Macie czas.

Wkrótce dołączycie do listy dzielnych bohaterów mostu Branston.

- Mamy dwa ataki dziennie. - Dwa ataki dziennie?

Pewnie. Rebelianci zdecydowali, że ten most

jest kluczowym punktem strategicznym.

Głupi, bezużyteczny most.

Kropka na mapach w sztabie.

I sztab zdecydował, że musimy tę kropkę zdobyć.

Nawet jeśli wszyscy zginiemy.

Inaczej kropka na mapie przestanie mieć jakiekolwiek znaczenie.

To nie wszystko. Obie strony chcą, by most pozostał nietknięty.

Południe nie zamierza go tknąć i my nie zamierzamy go tknąć.

Choć wszyscy obrócimy się w proch, chłopcy, jedno jest pewne:

most Branston pozostanie nietknięty.

Może nie powinienem rozmawiać o tym z ochotnikami?

Zrobiłem coś dużo gorszego.

Tak. Wysadziłem go.

W marzeniach zniszczyłem go całkiem.

Nawet za to grozi sąd wojenny.

Nawet sama myśl o zniszczeniu tego mostu...

Dlaczego nie wysadzić go naprawdę, kapitanie?

Tak, to by im dopiero napytało strachu.

Śniłem o tym.

Nawet opracowałem plan.

Najlepszy czas jest po ataku.

Wtedy jest rozejm, by pozbierać rannych.

Jeśli bym to zrobił, ocalałoby tysiące ludzi.

Ale brak mi odwagi.

Dzisiejsza rzeź zaczyna się punktualnie.

Kapitanie, oddziały oczekują pana rozkazów.

Zaraz tam będę.

W drogę.

No, moi drodzy.

Życzę udanego widowiska.

Kompanie, meldować się!

Kompania B - gotowa!

Kompania E - gotowa!

Kompania D - gotowa!

Do ataku, naprzód!

Wygląda na to, że kapitan chce dostać kulę w brzuch.

Nigdy nie widziałem tylu zmarnowanych istnień ludzkich.

Mam przeczucie, że to będzie długa bitwa.

Blondasie...

Forsa jest po drugiej stronie mostu.

Gdzie?

Po drugiej stronie, to wystarczy.

Dopóki są tam konfederaci, nie możemy przejść na drugi brzeg.

A gdyby tak ktoś wysadził most w powietrze?

Wtedy ci idioci poszliby walczyć gdzie indziej.

Może.

Lekarz, szybko. Kapitan jest ranny.

Szybko, nosze.

Powoli.

Przygotuj przybory.

Łyk tego powinien pomóc.

Niech się pan napije, kapitanie. I niech pan natęży słuch.

Co robicie? Zostawcie mnie w spokoju.

Zdajesz sobie sprawę, że ryzykujemy własnym życiem?

Tak. Jeśli zginę, nigdy nie znajdziesz tej kasy.

Tak, Tuco.

To byłaby szkoda.

Doktorze, niech mi pan pozwoli jeszcze chwilę pożyć.

Spodziewam się dobrych wieści.

Może powinniśmy zdradzić sobie swoją część sekretu?

- Może i tak. - Ty mów pierwszy.

Lepiej, żebyś...

ty zaczął.

Zgoda.

Cmentarz znajduje się na...

Smutnym Wzgórzu. Twoja kolej.

Imię i nazwisko na nagrobku to...

Arch Stanton.

Arch Stanton? Pewny jesteś?

Pewnie, że jestem pewny.

Z tym będzie dużo łatwiej.

We dwóch kopie się szybciej niż w pojedynkę.

Kopać.

Nie kopiesz.

Jeśli mnie zastrzelisz, nigdy nie zobaczysz tych pieniędzy.

Dlaczego?

Powiem ci, dlaczego.

Bo ich tu nie ma.

- Ty sukin... - Myślałeś, że ci zaufam?

200 000 dolarów to kupa forsy.

Będzie trzeba na nie zapracować.

Jak?

Napiszę nazwisko na tym kamieniu.

Pistolet?

Ty świnio! Chcesz, żeby mnie ktoś zabił? Kiedy go rozładowałeś?

Wczoraj w nocy.

Widzisz, na tym świecie są dwa rodzaje ludzi, przyjacielu.

Ci, co mają naładowane pistolety i ci, co kopią doły.

- Ty kopiesz. - Gdzie?

Tutaj.

NIEZNANY

Nie ma na nim nazwiska.

Na tym też nie.

Tak powiedział Bill Carson.

Chodziło o bezimienny grób obok mogiły Archa Stantona.

Dalej, kop.

Pieniądze. Są nasze.

To jakiś żart. Nie wywinąłbyś mi takiego numeru.

To nie żart. To sznur, Tuco.

Wejdź na to i załóż pętlę na szyję.

Prawie jak za dawnych czasów.

Cztery dla ciebie.

I cztery...

Cztery dla mnie.

BRZYDKI

ZŁY

I DOBRY

Ej, Blondasie!

Wiesz, kim jesteś?

Cholernym sukin...

Napisy dla Visiontext: Agata Baranowska-Orr

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.