All language subtitles for Sirens.S01E01.WEBRip.Netflix.pl

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
nl Dutch
en English
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian Download
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish Download
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish Download
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

No dobrze, Barnaby.

Mój maleńki.

Czas się pożegnać.

Kocham cię.

Leć.

POLICJA W BUFFALO – REJON B

Cześć, tu Simone.

Nie mogę teraz odebrać, ale zostaw wiadomość…

SYRENY!!!

Jezu.

Za niewiele ponad dwie godziny…

Kurwa.

…z najgroźniejszym wrogiem, jaki stanął na drodze wojsk USA.

- Po raz pierwszy… - Tato.

…miały się one zmierzyć z okopanymi siłami Hitlera.

Teraz weszłaś? Nie słyszałem auta.

Miałam trudną noc. Odholowali mi je.

Znowu?

Jezu, głośniej się nie dało?

Zostaw. Lubię takie towarzystwo.

A to co?

Bukiet owocowy. Leżał na progu.

Że co?

Taki bukiet, tylko z owoców. Można go zjeść.

I kto nam to przysłał?

GŁOWA DO GÓRY! BUZIAKI, SIMONE

Ech, Simone.

Czemu przysłała nam owoce?

Bo to prymitywna, egoistyczna szmata.

Nie mów tak o siostrze.

Miło, że to przysłała.

- O, truskawka. - A, chuj.

Tato, w kuchni masz piwo i mrożoną pizzę.

Będę później.

Dokąd idziesz?

- Devon! - Suka.

Suka.

SYRENY!!!

Ethan.

Muszę lecieć. Spóźnię się do pracy.

- Nie, Simone. - Muszę iść.

- Zaczekaj. - Mam dużo roboty.

- Zostań. - Nie mogę się spóźnić.

Chwileczkę.

Wpadłem na niesamowity pomysł.

Powiedz Michaeli, że jesteśmy razem.

- Zabawne. - Nie będzie miała nic przeciwko.

Oczywiście, że będzie miała.

Jest moją szefową i zabroniła mi tu randkować.

Ale to jakiś absurd.

Nasz wakacyjny romans i tak zaraz się skończy.

No bo patrząc logistycznie…

Tak praktycznie.

W poniedziałek Święto Pracy,

a to kategoryczny koniec wszystkich letnich romansów.

Mów mi dalej o logistyce.

Ależ to seksowne.

Dobra, naprawdę muszę już iść.

Zobaczymy się potem, ukochany.

Chwileczkę.

Powiedziałaś „ukochany”?

W pośpiechu. Ja…

To nie brzmi jak kategoryczny koniec.

- No co? - Idę.

- To pa. - Zaczekaj.

- Chodź. - No dobrze.

Trochę możesz się spóźnić.

- No mogę. - Możesz.

Tak, zostajesz.

SYRENY

WYGNANIE

O Boże.

Jakiś problem, gogusiu?

Dzieci.

Nie wolno tu palić.

Nic nie słyszę.

Jest zakaz palenia. Inaczej nałożymy karę.

To dwugodzinna podróż, Paul.

Coś muszę włożyć do ust.

Wiemy, kiedy będzie?

Ktoś ją widzi?

Za minutę.

W ostatniej chwili.

- Co w tym jest? - Kurkuma, pyłek pszczeli, imbir…

Imbir odstawiła. Zrób nowe.

- Nie wypije? - Zrób nowe.

Fantastycznie. O tym marzyłam.

Zabierz te kwiaty.

Wścieknie się.

- Dzień dobry pani. - Cześć, Kiki.

Zobacz. Ręce wciąż mi drżą.

Trochę się wahał,

ale potem rozpostarł skrzydła i pofrunął ku niebu.

Coś wspaniałego.

Jestem z niego taka dumna.

Gratulacje.

- Hej, hej. - Hej, hej.

Pani smoothie, pani Kell.

Dziękuję ci, Patrice.

Ale nie dziś.

O której wraca Peter?

Podobno samolot miał w Tokio opóźnienie,

ale spróbuję to ustalić.

Spytaj Liama.

Peter dał mu wolne na weekend.

Ojej, nie powinnam też ci dać?

Przed galą? Nie pozwoliłabym ci.

- Ustalę tę godzinę. - Dziękuję.

Twoja sukienka jest gotowa. Dziś ją przywiozą.

Umówię mierzenie na niedzielę rano.

Doskonale.

Dałam znać, że na powieki wybrałaś złoto.

Nie, wybrałam brąz.

Dobrze, przepraszam.

Brąz na powieki.

Wyślijmy Peterowi coś pikantnego. Niech wie, że czekam na tę noc.

Dobry pomysł.

- Mam. - Dobrze.

Dobra…

Chwila. Więcej cycków. Cycki w górę.

- Dobrze. - Podbródek do góry.

Ale seksowna laska. Serio.

- Po prostu bogini. - Przestań.

Poważnie.

Dodaj coś pikantnego, ale w granicach.

Dobrze.

„Mam ochotę cię dosiąść,

kiedy wrócisz do domu, tatuśku”.

- Dobre. - Prawda?

Po powrocie będzie czekało parę pilnych spraw.

- To znaczy? - Potwierdzenia od gości.

Rozmieszczenie przy stołach.

- Ile ma być osób? - Sto dziesięć.

John Legend zgodził się zaśpiewać parę piosenek.

Cudownie.

- Musimy napisać mój toast. - Już czeka w chmurze.

Co ja bym bez ciebie zrobiła?

Zatrudniła nową asystentkę?

Nie. Nigdy.

Jesteś niezastąpiona.

Nie wyobrażam sobie świata, w którym cię nie mam.

Ja też nie, Kiki.

- Zna pan to miejsce? - Każdy zna Rezydencję nad Urwiskiem.

Za dojazd 75 dolców. Świąteczny taryfikator.

- Kurwa. - Może pani iść na piechotę.

Ostatnia działka na cyplu. Parę kilometrów za latarnią morską.

- Kilometrów? - No.

Cześć, Joel.

Dzień dobry, pani Kell.

- Jak sobie radzi? - Doskonale.

- Mogę go zobaczyć? - Oczywiście. Wejdźmy.

No dobrze.

Wypuściła pani Barnaby’ego tutaj, na Grand Point.

Teraz jest już tutaj.

Złapał prąd powietrzny. Jest bardzo pewny siebie.

Mówiłam, że da sobie radę.

Ty wątpiłeś, ale ja go znam.

Miała pani rację. Niesamowita rehabilitacja.

Większość ptasich azyli pozwoliłaby mu umrzeć.

Nie jesteśmy jak inni. A gdzie nasz nowy gość?

Tutaj.

Cześć.

Cześć.

Cześć, mały.

Jak się nazywasz?

No, jak myślisz?

Cześć.

Grzeczny chłopiec.

Tak.

Och, Winston.

Cieszymy się, że tu jesteś.

O Boże. Kurwa!

Nie obgaduj mnie, Jose.

- Nie obgaduję. - Wiem, co robicie na grupowym chacie.

Jakim chacie?

- Czemu one są niebieskie? - Bo to hortensje.

Miały być białe albo co najwyżej niebieskawe.

Kto to zatwierdził?

Nie wiem.

Jak chcesz.

Uwaga! To weekend przed Świętem Pracy.

Kellowie codziennie mają gości,

a w poniedziałek galę w strojach wieczorowych.

Musimy się ogarnąć, jasne?

Wszystko ma iść przeze mnie.

Tak jest. Simone tu dowodzi.

Zamknij się, Jose.

Zadzwonię po florystów.

- Simone. - Co?

Jakaś bezdomna o ciebie pyta. Przyniosła jakieś śmieci.

Co?

Mówi, że jest twoją siostrą.

O Boże. Tylko nie to.

Oby to nie była Devon. Nie.

O nie.

Nie, Devon. Nie.

- Dlaczego? - Pierdol się, suko!

- Owoce mi przesyłasz? - Skąd masz ten adres?

Ja ci mówię, że tata dostał demencji, a ty przysyłasz bukiet owocowy?

Dobra! Widzę, że jesteś w nerwach, ale to naprawdę zły moment.

- Mamy przyjęcie. - Zły czas?

To mi nie przysyłaj owoców, tępa suko!

Witamy serdecznie!

Bufet jest za domem. Dziękuje.

Co to za miejsce? Czemu wszyscy wyglądają jak pisanki?

Devon, nie mogę teraz rozmawiać. Jestem w pracy.

- Ja tu pracuję. - Tak, całodobowo.

Od miesięcy nie odbierasz.

Bo jest szczyt sezonu.

Co to w ogóle znaczy?

Że śmietanka przyjeżdża tu na lato.

Nie poznaję cię.

- Devon. - Poważnie.

Wyglądasz jak serwetka. Gdzie twoje tatuaże?

Usunęłam je.

Nawet nasz do pary?

Był wieśniacki.

Wieśniacki?

Twarz też masz jakąś dziwną. Zrobiłaś coś sobie?

- Nie. - O Boże.

- Zrobiłaś sobie nos? - Nie, ja…

Kiedy?

Dobra, nastawiłam przegrodę. Kiki ma specjalistę.

- Jaka, kurwa, Kiki? - Michaela. Moja szefowa.

Mogę mówić jej „Kiki”. To niesamowity zaszczyt.

Cześć, dziewczyny!

Zapraszam za dom.

- Pisanka, pisanka… - Wystarczy.

Devon.

- Musisz stąd iść. - Niby dokąd?

Nie wiem. Dokądkolwiek indziej.

Spędziłam w podróży 17 godzin, żeby się z tobą spotkać.

Trzeba było zadzwonić.

- Bo ja nie mam dziś czasu. - Że też na to nie wpadłam.

Zrób tak, żebyś miała.

Bo jak nie,

pójdę prosto do bufeciku i do twoich barbie.

Nie zrobiłabyś tego.

No dobrze!

Ukryję cię w domku gościnnym do końca przyjęcia.

Ty! Posprzątaj to.

To nadal ich działka?

Tak, ma kilka budynków.

Mówiłaś, że to bogacze, ale nie że oligarchowie.

- Co to za koleś? - Peter Kell. Z Kell Securities.

Tego funduszu inwestycyjnego. Wartego miliardy.

Dupek.

Nie, jest przemiły. I Kiki też.

- A ona czym się zajmuje? - Była wziętą adwokatką.

Teraz zajmuje się wolontariatem i aktywizmem na rzecz zwierząt.

- Suka. Dziwka. - Devon!

Od bogaczy dostaję tourette’a.

Dobra. Niczego nie dotykaj.

Z nikim nie rozmawiaj.

Nie siadaj na meblach i nie dotykaj pościeli.

Zeus, włącz klimatyzację.

O, fajnie. Georgia O’Keefe. Też mam.

Nie masz. To jest oryginał.

- Wrócę później. - Kiedy?

Jak skończę pracę.

Nalej sobie drinka, tylko nic z górnej półki.

Nie piję.

Co? Od kiedy?

Od pół roku staram się nie tykać alkoholu.

Dlatego napisałaś „syreny”?

Marny ten SOS, jak nie odpisujesz.

Tata ciągle pyta, gdzie mama.

Pamięć mu szwankuje.

Zgubił się po drodze do centrum weterana.

Policja znalazła go na parkingu pod sklepem.

Muszę go wozić po lekarzach.

- Wykupywać mu recepty. - Wyślę ci pieniądze.

- Nie chcę kasy, tylko pomocy. - Ja się nim nie zajmuję.

Nie masz wyjścia.

Ja tam dostaję świra, ogarniając wszystko sama.

Przed nami trudne decyzje.

Wkrótce będzie niesamodzielny.

- To nie mój problem. - Simone.

Kto to jest?

Kiki! O Boże!

Cześć!

Goście się zjeżdżają.

To moja siostra, Devon.

Zjawiła się tutaj…

bez zapowiedzi.

Wiedziałam, że masz siostrę?

Na pewno o niej wspominałam.

Cześć.

Cześć, Devon.

Jestem Michaela Kell.

Miło mi.

Bardzo…

imponujący dom.

I imponująca siostra.

Nie jesteście podobne, co?

Nie.

Devon przypomina tatę. Ja – mamę.

Przypominałaś. Póki nie majstrowałaś z nosem.

Swoją drogą, zanim kolejny z twoich „specjalistów”

zacznie operować moją siostrę,

daj mi znać.

Znieczulenie ogólne może zabić, a ja o niczym nie wiedziałam.

- Jak ja o twoim istnieniu. - Teraz już wiesz.

Ja…

Nie mogę uwierzyć, że się poznałyście.

Mam w głowie taki error.

Szaleństwo.

Tak, cudownie.

Chcę ci powiedzieć, że ubóstwiam twoją siostrę.

Jest urocza, miła i dobra.

To jest przyjaźń od pierwszego wejrzenia.

- Prawda? - Totalnie.

Czytamy sobie w myślach.

Fajnie. Ja z pracodawcami zwykle się nie przyjaźnię.

Rozumiem.

- Chodźmy na przyjęcie. - Tak.

A siostra niech się rozpakuje.

Ona nie zostaje. Umieściłam ją tu tylko na chwilę.

Dobrze.

Tak, zatrzymam się u Simone.

- Gdzie ty mieszkasz? - Tutaj, głupia.

Mieszkasz w pracy?

Na tym to polega. Mam w domu własny apartament.

No to jednak zostaję.

Dobrze, bardzo się cieszymy.

Gdzie masz bagaże, kochana? Każę je przynieść.

Nic nie wzięłam. Przepiorę majtki w umywalce.

Świetnie.

Dlaczego o niej nie wiedziałam?

Nie mówię o niej, bo robi właśnie takie rzeczy.

Co jakiś czas się pojawia i wciąga mnie w swoje bagno.

Tak cię przepraszam, Kiki.

Kazać jej wyjechać?

Nie no, przyjechała z daleka…

Jutro się jej pozbędę.

Jak myślisz, czego chce?

Tego, co zawsze.

Wyrzucać mi, że wyjechałam z Buffalo.

Mam coś w zębach?

Nic. A ja?

Jest idealnie.

Oddech?

Dziesięć na dziesięć. A mój?

Sześć.

Weź moją gumę.

Rany, Kiki, bosko wyglądasz.

Coś czuję, że zbiórka się uda.

Czuję się pełna życia. I szczęśliwa.

Chodźmy ratować przyrodę, laski.

Tak!

Siema, Ray.

Gdzie jesteś? Miałaś być dwie godziny temu.

Słuchaj, potrzebuję przysługi.

Nie! Powinnaś być w restauracji!

- Klienci czekają. - Kurczę, no nie dotrę.

- Jak to? - Musiałam wyjechać.

Devon, to jest twoja praca. Będę musiał cię zwolnić.

Wiesz, że nie możesz.

Wpadnij do mnie do domu i sprawdź, co u mojego taty.

Że co? Nie ma mowy.

Jego piżama jest w suszarce.

Napij się z nim piwa, pomóż mu z maścią do tyłka.

Ochujałaś? Nie będę ci niańczył ojca.

Ja tu prowadzę restaurację!

- Zadzwonię do twojej żony. - To nie jest śmieszne.

- Powiem, że używam cię jak dilda. - Nie mów tak, to krzywdzące.

Mam jej numer.

Wcale nie.

716-847-1065.

Powiedz ojcu, że wpadnę wieczorem.

Czym mogę służyć?

Staram się wyjść i nie mogę.

Przepraszam. Proszę spróbować teraz.

Swoją drogą, na terenie rezydencji obowiązuje zakaz palenia.

Halo?

Jezu Chryste!

Noż kurwa, ja pierdolę!

Jezu!

Obowiązuje zakaz palenia.

Przecież jestem na zewnątrz.

To jest rezerwat przyrody.

Prawnie chroniony obszar.

Palenie jest nielegalne. Proszę tego nie odpalać.

- Jednego buszka. - Nie rozumie pani.

To ty nie rozumiesz, panie.

Skończyłam podwójną zmianę,

spędziłam noc w areszcie, a potem spałam w autokarze.

Weź mi odpuść, okej?

- Kibicujesz Billsom? - No. A ty?

Dolphinsom.

No.

Jebać Chiefsów?

To dopiero są chuje.

- Jebać Chiefsów. - No.

Mamy miejscówkę. Chodź.

To tutaj.

Widzisz? Zero kamer.

To jest personel.

To Missy, to Eddy.

Poznajcie siostrę Simone, Devon.

Kurwa, Jose, przecież nas wsypie.

Wyluzuj, sprawdziłem ją. Chce tylko zapalić.

Dajcie bajgla.

Głodzą was tu, co?

- Zabronili wnosić węglowodanów. - Padam z głodu.

Kto zabronił? Michaela?

Nie możemy o niej rozmawiać. Mamy klauzule poufności.

Wybaczcie.

Dobra, koniec przerwy. Idziemy.

- Tak, Peter? - Jose.

Uważaj tutaj.

Na co?

- Simone. - Wybaczcie.

Tak?

Popatrz.

Nie polajkował zdjęcia.

Wyświetlił, ale nie odpisał.

Zwykle odpisuje od razu.

- Może nie ma zasięgu w samolocie. - Na pewno teraz leci?

Tak myślę. Skoro tak zamilkł.

Stój.

Tak bez dekoracji?

Miał odlatywać o 21.30 czasu lokalnego, więc…

- Daj znać, gdy to potwierdzisz. - Oczywiście.

Gdzieś na brzegu.

- Nie jestem parkingową. - Przepraszam.

Tak podchodziłaś, ubrana jak… no, parkingowa.

- Tam jest. - No tak.

Przepraszam.

- Odprowadzić cię do kuchni? - Nie idę do kuchni.

To nie jesteś…

Nie jesteś z cateringu?

Jesteś ubrana na czarno i masz fantazyjną fryzurę.

Ta. Nie pracuję tu. Wpadłam tylko do siostry.

- Czyli do kogo? - Do Simone.

Do Simone? Asystentki?

Tak.

Jesteś jej siostrą?

Jaśniej nie potrafię, koleś.

Nie, wybacz.

Dużo rozmawiam z Simone i nie wspominała, że ma siostrę.

A powinna. Praktycznie ją wychowałam w Buffalo.

- W stanie Nowy Jork? - Tam dorastałyśmy.

A przynajmniej ja.

Ona w rodzinach zastępczych, dopóki nie przyznali mi opieki.

A ty kim jesteś?

Ethan Corbin.

Dokładniej Ethan Corbin III.

Mieszkam obok.

No, nie tak tuż obok.

Na końcu tej drogi.

Może Simone o mnie wspominała?

Nie.

To… mogę cię odprowadzić do środka?

Nie.

W porządku.

Więc będę szedł równolegle z tobą, jak w czasach wiktoriańskich.

O nie. Czy wy… się zapoznaliście?

Przed chwilką.

- Dobra. - Niezbyt formalnie, bo…

- Bo… - Wziął mnie za parkingową.

- No nie. - A jednak.

Przyniosę nam drinki.

Co podać, droga pani?

Nic.

- Dla panny DeWitt to, co zwykle? - Tak, dziękuję.

Co za dupek. Koszmarne miejsce.

- Kończysz już? - Mówiłam, że jestem w pracy.

Przyjechałam z tobą pogadać, a nie siedzieć w domku.

Co to, jakaś ceremonia?

Devon, proszę cię, wracaj do domku.

Przycupnę sobie z tyłu. Nikt mnie nawet nie zauważy.

Już cię zauważyli. Wyglądasz jak wieśniara.

Wyluzuj. Nic nie zrobię.

Zgromadźmy się.

Cześć. Dzięki.

Słuchaj, nie wiedziałem, że jesteś z Buffalo.

Mówiłam. Ze stanu Nowy Jork.

Ale brzmiało, jakbyś chodziło ci o coś w stylu Westchester

czy Darien w Connecticut.

Nikt nie wie, gdzie jest Buffalo, więc łatwiej podać stan.

No tak. I myślałem, że jesteś po Yale.

Bo jestem.

Nie tylko dzieci bogaczy mogą chodzić na Yale, wiesz?

No tak.

I byłaś w rodzinach zastępczych?

To jest… naprawdę trudne dzieciństwo.

Przykro mi, że cię to spotkało.

Zaczniemy tak, jak zawsze.

Czy ona trzyma berło? Dlaczego?

„W każdym wysuniętym cyplu, w każdym łuku plaży”…

…„w każdym ziarnku piasku kryje się historia ziemi”.

- Co to jest? - „Jest coś nieskończenie”…

Wiersz naszej patronki, Rachel Carson. Zawsze od niego zaczynamy.

…„zapewnienie, że po nocy nastaje dzień,

a po zimie – wiosna”.

Zmiana jest wieczna.

Zmiana to życie.

Hej, hej.

Hej, hej.

Hej, hej.

Oficjalnie macie tu sektę.

- To sekta. - Przestań.

Z wielką dumą ogłaszam, że dziś rano udało się…

Źle ci?

…wypuścić sokoła Barnaby’ego.

Przestań!

Mówiłaś o mnie Ethanowi?

- No i co? - Wszystko!

To moja przeszłość. Ja decyduję, komu ją zdradzam.

Wybacz, nie wiedziałam, że ukrywasz to przed bucami.

On nie jest bucem. To…

To mój chłopak.

Weź, to okrutne.

On ma 400 lat.

Nikomu o tym nie mów,

ale od czerwca jesteśmy parą.

- Obiecaj, że nas nie wydasz. - Ty nie żartujesz?

Nie.

- On ma marynarkę w kaczuszki! - Mnie się podobają.

Podoba ci się jego rolex.

W poniedziałek organizujemy największą zbiórkę w roku.

Nie masz pojęcia o naszym związku.

Wiem za to, że mnie olewasz, bo posługujesz bogaczce

i dajesz dupy panu kaczuszce.

To są moi przyjaciele.

Weź dorośnij. Jesteś służącą!

Co ja mówiłam?

- Zyski przeznaczymy… - Nie ruszaj się stąd.

…na rehabilitację naszego nowego gościa, młodego myszołowa rdzawosternego Winstona.

Usłyszę „hej, hej”?

Hej, hej!

Hej, hej!

Cześć.

Przejdźmy się razem.

Jak ci się podoba widok?

Gdzie poszła Simone?

Uwielbiam tu stać i patrzeć.

Czuję się jak w czasach Moby Dicka.

Super.

Żeglarze, statki rozbite na skałach.

Krew.

Czasem zdaje mi się, że wciąż słyszę, jak wieloryby śpiewają swą żałobną pieśń.

- Słyszysz je? - Żałobne pieśni wielorybów? Jasne.

Wiesz, muszę znaleźć Simone.

Tutaj jest. Dziękuję.

To dla ciebie.

Co to?

Popatrz.

Co to jest? Czemu dajesz mi 10 000 dolarów?

To prezent.

Ja…

nie chcę pieniędzy.

Opieka nad starszymi rodzicami jest bardzo kosztowna.

Nie.

To nie jest okej, Michaela. Nie jestem tu po pieniądze.

Przyjechałam tu, bo chcę, żeby moja siostra…

mi pomogła.

I voilà.

Jose.

- Sí, mi amor? - Zawieź Devon do Whaler Inn.

Zarezerwowaliśmy ci apartament. Wylatujesz z samego rana.

Biznesklasą.

Że co?

Wyrzucasz mnie?

- To bardzo intensywny weekend. - Tak.

Możemy porozmawiać?

Najlepiej już idź, Devon.

Halo!

Serio pozwolisz tej suce przekupić mnie, żebym wyjechała?

- Tędy, proszę. - Co…?

Wspaniale było cię poznać.

Simone!

Bezpiecznej podróży.

Chodźmy już.

Chcesz zobaczyć latarnię morską?

Najlepszy widok na zachód słońca. Mogę zajechać.

Nie.

Dzięki.

No weź, to nic osobistego.

Ile ci dali?

- Dziesięć tysięcy. - Dziesięć tysięcy?

Całkiem okrągła sumka.

A Whaler Inn to ładny hotel.

Przepraszam, ale jakbyś mogła jeszcze to podpisać, dobrze?

- Nie podpiszę klauzuli poufności. - Jeśli odmówisz, będzie afera.

Podpisz i zapomnij o tym miejscu.

Super.

Chcesz się przesiąść do przodu?

Pozwolę ci zapalić.

Odszczekasz swoje słowa, jak Dolphinsi wygrają Super Bowl.

Nie, otworzę ci. Dobra.

- Czekaj. - Nie musisz.

O ósmej zjawi się kierowca i zawiezie cię na lotnisko.

Dzięki.

Nie ma sprawy.

O nie.

Co ty robisz?

- Mam żonę i syna. - Tak, przepraszam.

Boże.

Ja tak… mam.

- Tak, że liżesz ludzi? - Nieumyślnie. Po prostu…

Nie robię tego umyślnie.

Piszę z kimś o tym.

Piszesz?

Mam terapię przez chat.

Na żywo jest za drogo.

Dobra, wariatko.

Pokój jest na ciebie.

Podpięła kartę na opłaty dodatkowe, więc możesz zaszaleć.

- Jose. - Tak?

Naprawdę przepraszam.

W porządku.

Dobra.

Tylko nikogo tam nie liż, dobra?

Obiecuję.

No dobra.

Cholera.

Wszystko gra, tato?

Nie. Ktoś się włamuje.

Nie, pisałam ci o tym. To mój kolega Raymond.

Pamiętasz Raya z liceum?

- To nie licealista. Jest stary. - Mam 32 lata.

Poprosiłam, żeby wpadł.

Ogląda sobie filmy. Pójdę już.

Nie, zostań. Zrób mu pizzę i pokrój na kawałeczki.

Kiedy wrócisz?

Jutro.

A Ray rano przyniesie ci leki.

Co zrobię?

Gdzie jesteś, kochana? Tęsknię.

Dzięki, tato.

Jestem… z Simone.

Z Simone?

Dlaczego nie mówiłaś?

Jak się miewa?

Świetnie.

Bardzo dobrze. Ucieszyła się na mój widok.

Spędzamy sobie trochę czasu jak siostra z siostrą.

Naprawdę u niej dobrze?

W ogóle się nie odzywa. Dostaje moje maile?

Nie wiem, tato.

Powiesz jej, że ją kocham?

A gdyby chciała kiedyś wpaść do domu,

byłoby cudownie ją zobaczyć.

Wiem, że nie zasługuję.

Muszę lecieć, wiesz?

- Do usłyszenia! - Czekaj!

Mogę w czymś pomóc?

Tak. Doliczysz do rachunku za pokój 19?

Dzięki.

Podać coś?

Wodę gazowaną i to, co on pije.

Stawiasz mi drinka?

Mam kartę firmową.

- Dziękuję. - Proszę.

Na zdrowie.

No więc… skąd jesteś?

Może od razu pójdziemy? Czy musisz trochę pogadać?

Chyba wolałbym pogadać.

Urocze. Dobra.

Jestem Christina.

Grey. Ze Seattle.

Jestem milionerką z branży IT.

- Nieźle. - No.

Chyba to zmyśliłaś.

- Twoja kolej. - Dobra.

Jestem Jordan St. Clair z Los Angeles.

Robię w nieruchomościach i luksusowych trampkach,

a na zewnątrz jest mój jacht.

Miałam zaproponować mój pokój, ale jacht…?

To o wiele lepiej.

To co, nagadałeś się już?

- Tak sądzę. - Okej.

Mogę dopić drinka?

A będziesz sączył jak dziecko?

Na marinę tędy.

- Serio masz jacht? - Tak.

I kluczyki.

CZEKAM NA CIEBIE

Mam coś dla ciebie.

Skąd to masz?

Kanapki Anderson’s? To bluza mojej siostry.

- Kanapki? - To mojej siostry.

Skąd znasz Simone?

Jesteś siostrą Simone?

O Boże.

- Też jesteś jej chłopakiem? - Nie.

To dziewczyna mojego szefa, Ethana. To jego jacht.

- Co? Myślałam, że twój. - Ja jestem kapitanem.

Wybacz. Tak sobie kłamaliśmy.

Przeleciałam szypra chłopaka mojej siostry w łóżku chłopaka mojej siostry.

Przepraszam.

Ale nie kłamałem, że mi się podobasz.

Na dole było nam fajnie, co nie?

No błagam, masz na imię Christina?

- Devon. - Właśnie.

I przeleciałam dziś już innego gościa na łódce.

Dobra.

Chyba wolałem nasze kłamstwa.

- Nie mów tego. - Muszę iść.

- Nie. - No wiem.

Lot Petera ciągle się opóźnia i Kiki się niepokoi.

Możemy… o czymś porozmawiać?

- O czym? No? - Spokojnie.

Rano tylko zahaczyliśmy o ten temat, ale…

naprawdę cię kocham, Simone.

Zakochałem się.

Chcę wiedzieć o tobie wszystko. Nawet o twoim dzieciństwie.

Jeśli mnie kochasz, nie zmuszaj mnie, żebym o tym mówiła.

Wymienisz chociaż swoją rodzinę?

Miałam mamę, ale zmarła.

Mam tatę.

Nie rozmawiamy ze sobą.

Mam siostrę.

- Mówisz? - Ją już znasz.

A reszta? Control-alt-delete.

Czemu miałaś rodziny zastępcze?

Proszę, możemy…?

- Dobrze. - Dziękuję.

Dobrze.

Ale dosłyszałaś też, że powiedziałem, że cię kocham?

Ja ciebie też.

To Rezydencja nad Urwiskiem?

Ciężko ją przeoczyć.

Gdyby co, tam masz teleskop.

Co to za miejsce?

- Wygląda jak jakaś sekta. - No.

Nie powiedz tak przy Michaeli.

I o co chodzi z tymi kamerami?

Do tego podobno kontroluje dietę całego personelu.

Tak, słyszałem.

Na Simone mówią „mini-Michaela”, wiesz?

Ona tak ma.

Zatraca się w innych ludziach.

Gubi siebie.

Tylko ja znam prawdziwą Simone.

Jaka ona jest?

To dziewczynka z traumą, która ucieka od przeszłości.

Naprawdę nie była dziś sobą.

Jej oczy były jakby… puste.

- Wiesz? - Rozumiem.

Była jak zombie.

Sama nie wiem.

Czuję, że nie powinnam zostawiać jej tam samej.

Barnaby!

O nie!

Nie!

Barnaby, nie!

NA PODSTAWIE SZTUKI ELEMENO PEA MOLLY SMITH METZLER

Napisy: Juliusz P. Braun

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.