Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soran卯)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Przepraszam.
- To dla ciebie, mamo. - Dzi臋kuj臋.
Brzuch ci ur贸s艂, Rannveig.
Mia艂a艣 mniejszy, prawda?
- Mo偶e. Nie wiem. - Mam racj臋?
O czym wy w og贸le m贸wicie?
Przynajmniej nie masz
- wystaj膮cego podbr贸dka tak jak my. - Tak.
Zgadza si臋.
Do艂ek to cecha rodzinna ze strony Patricka.
Gdzie Agnes?
Moment...
Agnes?
- Jestem w kiblu, mamo. - Ju偶 zaczynamy.
- M贸wi艂am, 偶e nie dam rady. - Trzeba by艂o nie siedzie膰 do 6:00!
Wiedzia艂a艣, 偶e jest rodzinne spotkanie.
- Nie mam skrzypiec. - Przywioz艂am je.
We藕 to.
Czekamy.
Obrzyga艂a艣 si臋 troch臋.
Cicho b膮d藕.
Chyba mam alergi臋 na lukrecjowe drinki.
Albo na sam膮 lukrecj臋.
Jako nast臋pna na scenie pojawi si臋 Agnes,
c贸rka Rannveig, c贸rki Herdis, c贸rki Halldory, c贸rki Sigurlaug.
Agnes, zapraszamy!
Cze艣膰.
Dzie艅 dobry.
Einarze, napraw ten dzwonek.
Doprowadza mnie do sza艂u.
- Id臋! - Dobra...
Mo偶e znajd臋 chwil臋.
MUZYKA
ZDJ臉CIA
SCENARIUSZ
RE呕YSERIA
- Hallurze? - Tak?
- Zabierzesz te palety? - Co?
Mo偶esz zabra膰 st膮d palety?
- Co, prosz臋? - Zabierzesz st膮d palety?
Dopiero na koniec.
- Wcze艣niej nie warto ich uk艂ada膰. - Musz膮 le偶e膰 na 艣rodku?
Nie op艂aca si臋 zwozi膰 po sztuce. To strata czasu.
Chyba, 偶e chcecie p艂aci膰 za nadgodziny.
Agencja pracy tymczasowej to dobry wyb贸r.
Pozbyliby艣my si臋 problem贸w.
Dostaliby艣my pracowitych cudzoziemc贸w.
Nie martwiliby艣my si臋 regulaminowym czasem pracy i odpoczynku.
Ci ludzie 艣pi膮 w samochodach
i szczaj膮 na poboczu drogi.
Nie trzeba si臋 z nimi u偶era膰.
Agencja za艂atwia i obs艂uguje wszystkie umowy.
Czysty zysk dla obu stron.
Dobrze wiecie, co s膮dz臋 o tych agencjach.
Oczywi艣cie.
Ale wiemy r贸wnie偶, 偶e ludziom z tych agencji
p艂aci si臋 mniej ni偶 po艂ow臋 tego, co bior膮 miejscowi.
To jest fakt.
Wszyscy mamy 艣wiadomo艣膰, 偶e nowoczesny biznes
opiera si臋 na outsourcingu.
Owszem,
ale nie zamierzam wchodzi膰 w konflikt ani ze zwi膮zkowcami ani z prawem,
ani te偶 tolerowa膰 wsp贸艂czesnego niewolnictwa.
Nie b臋dziemy zatrudnia膰 ludzi przez agencje po艣rednictwa
tylko po to, by traktowa膰 ich gorzej i mniej im p艂aci膰.
A w艂a艣nie, za pami臋ci...
Na 艢wi臋ta Bo偶ego Narodzenia wyje偶d偶am z rodzin膮 na Filipiny.
Ach, tak.
Mi艂o.
Tak...
Unnur b臋dzie kierowa膰 firm膮 podczas mojej nieobecno艣ci.
Jest zorientowana.
Tak 偶e tak...
Wygl膮dasz 艣wietnie. Le偶y jak ula艂.
Okej.
Nie za obszerna?
- W艂a艣nie taka ma by膰. - Ach, tak.
- Dok膮d w niej p贸jdziesz? - Do szko艂y i do miasta.
To swobodny dodatek.
Do eleganckiego zestawu i na co dzie艅.
Sprawdzi si臋 w ka偶dej sytuacji.
A mo偶e przyda艂by si臋 pasek?
Nie podoba ci si臋 偶aden ch艂opak?
Nie.
To sami prostacy. Interesuj膮 ich tylko piwo i futbol.
- Masz jeszcze czas. - To ty spyta艂a艣.
- Nie martw si臋. - Wcale si臋 nie martwi臋.
Ale chcia艂abym mie膰 kogo艣, z kim mog艂abym pogada膰.
Tu by艂o nasze pierwsze mieszkanie.
Ojciec studiowa艂 sztuk臋.
Pami臋tam ten zapach.
Spojrz臋 i od razu do mnie wraca.
Ojciec ci膮gle stara艂 si臋 ugotowa膰 doskona艂膮 zup臋 gulaszow膮.
Mn贸stwo warzyw i czosnku.
Pyszno艣ci.
Bez przerwy mieli艣my go艣ci.
Urz膮dzali艣my przyj臋cia.
A Saevar? Durzy艂a艣 si臋 w nim kiedy艣.
- W trzeciej klasie. - Sympatyczny ch艂opak.
Cze艣膰!
Einar? Kupi艂am sushi!
O偶e偶 kurde!
Ale Boeddi wcisn膮艂 bramk臋 Rejkiawikowi!
- Ogl膮dali艣cie mecz? - To ich najlepszy zawodnik.
Nie zgadzam si臋. B枚ddi gra艂 tylko siedem minut.
Dochodzi 23:00. Jeszcze zd膮偶ymy.
Nie pojad臋 do miasta,
偶eby potem martwi膰 si臋 powrotem do domu.
To nie problem.
Zawsze mo偶emy si臋 gdzie艣 przekima膰.
Niby gdzie, Agnes?
Znajdziemy co艣.
- Poka偶esz mi gola? - Pewnie.
Ale bomba!
- Dobrze si臋 bawisz? - O, cze艣膰!
Jest pi膮tek. Chyba wolno zaszale膰?
- Napijesz si臋 bia艂ego wina? - Nie.
- Chod藕! - Lepiej mnie nie namawiaj.
Dobrze, nie dam ci alkoholu.
- Sama w domu? - Tak.
Znaczy nie. Einar ogl膮da Netfliksa czy co艣 tam.
Einar?
Einar?
Einar...
Dobranoc.
Nie rozumiem, czemu si臋 nie rozwiod膮.
M贸wi艂a艣, 偶e nie wr贸cisz na noc?
Nigdy nie ma jak z nimi pogada膰.
Nigdy nie s膮 razem.
Matka pewnie my艣li, 偶e si臋 za艂ami臋, jak wezm膮 rozw贸d.
Musisz jecha膰 ze mn膮.
- Na Filipiny? - Nie, dzi臋ki.
Do Rejkiawiku.
Nie wytrzymam tu ani chwili d艂u偶ej. Dusz臋 si臋.
- Dzie艅 dobry! - Dobry.
- Mia艂a艣 go艣ci? - Pe艂en dom!
Dlaczego 艣pisz w ubraniu?
Nie mog艂a艣 w艂o偶y膰 pi偶amy?
艢mierdzi tu. Cuchniesz alkoholem.
Ca艂y dom za艣miardnie.
Co tam w szkole? Nie zadaj膮 ci do domu?
Nie tykasz podr臋cznik贸w.
Powinna艣 pomy艣le膰 o przysz艂o艣ci.
A mo偶e chcesz ca艂e 偶ycie pracowa膰 w sklepie?
- Rannveig... - Co?
S艂uchaj...
Zachowujesz si臋 niem膮drze.
Przesta艂a艣 czyta膰 ksi膮偶ki, nie 膰wiczysz na skrzypcach.
Zamykasz si臋 w sobie.
Nie wiem, co si臋 z tob膮 dzieje.
Wybacz... To nie mie艣ci si臋 w g艂owie!
- Oboje tylko wzdychacie! - Tak...
M贸wi臋 powa偶nie!
My艣l odpowiedzialnie i ucz si臋, tak jak trzeba!
Powinna艣 aktywniej uczestniczy膰 w 偶yciu rodziny.
- Zupe艂nie serio! - Dobra.
Przytakujesz i od razu wychodzisz!
W lod贸wce masz jogurt kokosowy, kochanie.
Otw贸rz! Jestem w toalecie.
Nie szukaj, chyba 偶e masz pod r臋k膮.
呕aden k艂opot. Wejd藕.
- To moja 偶ona. - Hreinn.
- Rannveig Baldursdottir. - Wynaj膮艂em dom obok.
Ten 偶贸艂ty?
艢wietnie. Nareszcie od偶yje.
- Witamy u nas. - Dzi臋kuj臋. Mi艂o mi.
S膮siad chce po偶yczy膰 przed艂u偶acz.
Ja ci臋 sk膮d艣 znam.
- Masz tu krewnych? - Zgrany tekst!
- Pewnie z telewizji. - Gra艂e艣 prawnika w "Pu艂apce"!
Nie jestem taki z艂y. Tak膮 mia艂em rol臋!
P贸jd臋 po przed艂u偶acz.
- Ogl膮dali艣my co niedziela. - Ja nigdy.
Serio? To by艂 dobry serial.
- A to nasza c贸rka, Agnes. - Hreinn.
- Nasz nowy s膮siad. - Jasne.
Mam nawet dwa.
Kt贸ry艣 pewnie dzia艂a. S膮 ciut zakurzone.
- Upomnijcie si臋, gdybym nie odda艂. - Dobra.
Na pewno si臋 spotkamy, skoro mieszkam tu偶 obok.
- Mi艂o by艂o ci臋 pozna膰. - Musowo do zobaczenia!
Wyj膮tkowo delikatne mi臋so.
- Dzi臋kuj臋. - Bardzo smaczne.
Twoje dania s膮 zwykle doskona艂e, Einarze.
Bo nie ca艂kiem mi odpowiada艂o, gdy Rannveig eksperymentowa艂a.
- To by艂y afryka艅skie przyprawy? - Tak.
- Nie lubi艂a艣 tych smak贸w? - Nie.
Chcia艂am spr贸bowa膰 czego艣 innego,
szuka艂am nowych aromat贸w.
Ju偶 nie mog臋 si臋 doczeka膰 jedzenia podczas naszej podr贸偶y.
Mamo?
- Nie chc臋 z wami jecha膰. - Dok膮d?
Na Filipiny.
Nie czuj臋 si臋 gotowa.
Wybierali艣my si臋 tam od twojej konfirmacji.
- Rozmawiali艣my o tym. - Tak, mi臋dzy sob膮.
Nie mo偶ecie zmusi膰 mnie do wyjazdu.
- Co si臋 zmieni艂o? - Wy!
Zreszt膮 mam inne plany.
- A to niby jakie? - W艂asne.
P贸jd臋 do pracy. Szko艂臋 uko艅cz臋 zdalnie.
- Jak to? - Musz臋 odetchn膮膰.
- Mam pieni膮dze. - Ciekawe sk膮d?
- Z oszcz臋dno艣ci. - Odk艂adasz na przysz艂o艣膰!
Co ty w og贸le wygadujesz za bzdury? Niedorzeczno艣膰!
Pojedzie z nami
- i doko艅czy nauk臋 normalnie. - W艂a艣nie.
O rany!
Przejdzie jej.
Ale nie zmusimy jej do wyjazdu.
Zw艂aszcza, 偶e te偶 nie chcesz jecha膰.
Ty r贸wnie偶 by艂a艣 taka w jej wieku, Rannveig.
Mia艂a艣 w艂asne zdanie,
ale brakowa艂o ci 艣mia艂o艣ci w dzia艂aniu.
Zapomni o tym.
- Rannveig. - Tu Armann.
- Cze艣膰. - Czyta艂a艣 mail?
Tak. Przepraszam, 偶e nie odpowiedzia艂am.
- Wiesz, co si臋 sta艂o? - Tak.
- Dostawa utkn臋艂a. - Tak nie mo偶e by膰.
- Trzeba co艣 zdzia艂a膰. - Pe艂na zgoda.
To nie pierwszy raz...
Saga o Njalu, Saga o Egilu, Saga o Gislim...
Jak wi臋kszo艣膰 dawnych sag
m贸wi膮 one przede wszystkim o honorze.
Ich j臋zyk jest do艣膰 prosty, natomiast styl wyszukany.
Sk艂adnia jest uproszczona, kolejne ust臋py s膮 kr贸tkie,
a dialogi cytowane wprost.
Bardzo wiele pozostawia si臋 interpretacji czytelnika.
Pos艂uchajcie...
"Gunnar by艂 przystojnym m臋偶czyzn膮 o jasnej cerze..."
- Halo? - Cze艣膰, c贸reczko.
Tak, mamo?
- Nie kupi艂a艣 du艅skiego pasztetu? - Sklep by艂 zamkni臋ty.
- Agnes kupi艂a inny. - Wiesz, 偶e dra偶ni mi 偶o艂膮dek.
- Tak? - M贸wi艂am ci o tym.
- Jad艂a艣 i ten i ci nie szkodzi艂. - Czy偶by?
Jestem zaj臋ta. Musz臋 ko艅czy膰.
Zadzwoni臋 p贸藕niej. Mam prac臋.
- Nie zapomnij o pasztecie. - Dobrze, mamo.
Agnes, kochanie...
W szafce stoi sze艣ciopak.
Pij piwo, zamiast podkrada膰 moje stare trunki, bo ci臋 zemdli.
Dobrze. Przepraszam.
Podg艂o艣nij, prosz臋.
Jak miesi膮czka? Nadal regularna?
Tak, zupe艂nie.
Uderzenia gor膮ca? Pocenie w nocy?
Nie... Mo偶e troch臋.
Czasem budz臋 si臋 spocona. W domu jest ciep艂o.
K艂opoty z trawieniem? Zaparcia? Hemoroidy?
Dzi臋ki Bogu, nie. Tylko b贸le g艂owy.
- Ci臋偶kie nogi? - Nie.
- Kurcze mi臋艣ni, bolesne piersi? - Nie, nie i nie!
Wahania nastroju? Rozdra偶nienie?
Nie mam 偶ylak贸w, zmiennych humor贸w ani niczego takiego.
Odczuwam stres i 藕le sypiam.
- To wszystko. - Rozumiem.
No dobrze...
Kobietom w tym wieku zalecam starannie dba膰 o siebie
i przygotowa膰 si臋 na nieuchronne zmiany.
W tym okresie 偶ycia wa偶ne jest wsparcie partnera.
Jak po偶ycie w zwi膮zku?
Nie mam czasu na babskie pogaduszki.
Mam nadziej臋, 偶e si臋 rozumiemy.
Dajmy temu spok贸j.
A w zwi膮zku wszystko doskonale.
Jasne.
Przepisz臋 tabletki nasenne.
"Firma World Class poszukuje os贸b sprz膮taj膮cych".
"Sprz膮tanie ESS.
Du偶o pracy, nieograniczone mo偶liwo艣ci".
- Ciekawe. - Nie hetuj!
Jestem tylko realist膮.
- Cze艣膰, mamo. - Gdzie jeste艣?
W sklepie u Skariego.
Pojedziesz ze mn膮 i z babci膮 na cmentarz?
Nie mog臋. Id臋 p贸藕niej na crossfit.
Szkoda. Mo偶e nast臋pnym razem.
- Pozdr贸w babci臋. Pa! - Pozdrowi臋.
Jak sko艅czysz, przygotuj grill,
i sprawd藕 frytownic臋, bo nawali艂a podczas lanczu.
Dobrze.
Przykro patrze膰, jak dzisiejsze dziewcz臋ta
obrastaj膮 t艂uszczem i trac膮 figur臋.
Tak, to naprawd臋 okropne.
A mo偶e w nast臋pn膮 niedziel臋 zjemy u nas?
U was? Ale dlaczego?
Dla odmiany.
Einar ci臋 przywiezie. Tak b臋dzie mi 艂atwiej.
Tobie?
Zamiast gotowa膰 u ciebie, przygotuj臋 i zjemy na miejscu.
"Tobie"?
Czy ty s艂yszysz, co m贸wisz?
Szlag.
- Zwolnij. - Ale...
Nie spiesz si臋 tak.
- Jad臋 20 na godzin臋. - Za szybko!
Johanna zaprosi艂a nas na kaw臋. B臋d膮 zaj臋cia artystyczne...
- Jaka Johanna? - Znasz j膮.
Prowadzi prace r臋czne.
To tylko kawa.
Dobrze wiesz, co o tym my艣l臋.
Nie zaci膮gniesz mnie tam 偶ywej.
To zwyk艂a umieralnia, zawsze ci powtarzam.
Nie chcia艂aby艣 kogo艣 pozna膰?
Przesta艂a艣 prowadzi膰, nigdzie nie bywasz.
A tu mog艂aby艣 wypi膰 kaw臋 i wzi膮膰 udzia艂 w zaj臋ciach...
Nie pozwol臋 si臋 zamkn膮膰 w domu starc贸w.
Nikt ci臋 nigdzie nie zamyka.
Nafaszeruj膮 mnie tylko lekami
i jacy艣 obcy ludzie b臋d膮 podciera膰 mi ty艂ek!
Okej.
Pami臋taj o r臋kach.
Dobrze.
Agnes...
To trudna sztuka. Musisz si臋 skoncentrowa膰.
膯wicz wolniej, ale r贸b to prawid艂owo.
Skari, ka偶臋 ci臋 wyprosi膰,
jak nie przestaniesz!
Napnij brzuch.
Cze艣膰, kochanie.
Hej.
- Halo? - Cze艣膰, witaj.
- Przyszed艂em odda膰. - Dzia艂a艂y?
Nie, ale kupi艂em nowe.
- Pracujesz nad czym艣? Mo偶e pom贸c? - Rozlokowuj臋 si臋. Ale dzi臋ki!
Dasz si臋 zaprosi膰 na grill?
- Pogoda dzi艣 sprzyja. - Najwy偶sza pora go odpali膰.
- Pewnie. O kt贸rej? - Kiedy chcesz.
- O sz贸stej? - 艢wietnie. Przyjd臋.
- Dzi臋ki! - Do zobaczenia.
Nasz grill jeszcze dzia艂a?
- Przecie偶 ju偶 mamy. - Kupi艂em nowy,
- bo tamten by艂 stary i zardzewia艂. - 艢wietnie.
Mamo, spiesz臋 si臋. Przynios艂am sa艂atk臋 z homarem.
Sporo tego. To jaka艣 okazja?
Chcia艂am, 偶eby艣my dobrze zjedli. I ty te偶.
Poradzisz sobie sama?
- Oczywi艣cie. - 艢wietnie.
- Nie zjesz ze mn膮? - Nie mog臋.
Musz臋 i艣膰. Pami臋taj o przycisku bezpiecze艅stwa.
- Zadzwoni臋... - Pa!
- Na d艂ugo zostajesz? - Jestem w ci膮g艂ym ruchu.
Jutro jad臋 do miasta. Wezm臋 udzia艂 w castingu.
Oby mi si臋 powiod艂o, bo rola jest fajna.
Wi臋c ju偶 pijesz w domu?
艁adny sweter.
Chcesz zimne piwo?
W艂a艣ciwie nie pij臋.
Nowy gliniarz zatrzyma艂 mnie po zimowej biesiadzie.
Zwykle nikogo wtedy nie 艂api膮.
W艂adza kaza艂a mi przesta膰 pi膰, wi臋c przesta艂em.
Po co tak 偶artujesz?
- Nie wolno? - To nie jest zabawne.
- Zawsze masz swoje zdanie. - Chcesz o tym podyskutowa膰?
O twojej przemowie, czy o tym, jak spad艂e艣 ze sceny?
Mamo, nie b膮d藕 z艂o艣liwa.
- Chcia艂bym wznie艣膰 toast. - Dobra.
Wypijmy zatem...
za was!
- Zdrowie! - Dzi臋ki za zaproszenie.
I za powitanie.
Zaparzysz kaw臋?
I mo偶e przynie艣 koniak.
- Lubisz? - A jak!
Oczywi艣cie.
Uwielbiam t臋 piosenk臋.
- Pi臋kny tekst. - Wspania艂y.
I dalej...
I refren! Wszyscy razem!
- 艢mia艂o, za艣piewaj! - Nie wyci膮gn臋.
Spr贸buj.
Masz 艣wietny g艂os.
- Jak to nie? Taka prawda! - Gdzie tam?
- Jak si臋 czujesz? - Ca艂kiem dobrze.
Przyjemnie by艂o.
Hreinn to mi艂y facet.
- Cze艣膰. - Siemasz.
- Jak leci? - A dzi臋ki!
- Wzi臋艂o ci臋 na malowanie? - Ano.
Trzeba bejcowa膰 co roku, nim przyjdzie zima.
- M贸g艂by艣 mi pom贸c? - W czym?
Wst膮pisz na chwil臋?
Nie ma sprawy.
Tego, 偶e "Kristmundur i Erlingur wypatruj膮", nie czytam?
- Tylko to, co m贸wi Erlingur. - Jeste艣 nim.
Czytaj kwestie normalnym g艂osem.
A ja jestem Kristmundurem.
"Czy na morzu zawsze jest sztorm?".
- "Tak..." - Tak.
Ale...
- "Ale nie pozwol臋..." - ...by to mi przeszkodzi艂o.
- "By mnie to powstrzyma艂o". - Tak.
Nie pozwol臋, by mnie to powstrzyma艂o.
- "M贸j stary..." - M贸j stary...
- "M贸j stary ojciec..." - Stary ojciec...
- "Dba..." - M贸j stary ojciec dba o mnie...
i pokazuje mi drog臋.
- Ma by膰 tak, jak tu zapisane? - To nie Szekspir.
- A jak jest? - "Wskazuje drog臋".
Aha, wskazuje.
"Inni przeczekaliby sztorm na brzegu".
Ja za艣 偶egluj臋 niezale偶nie od pogody,
- bog贸w i ludzi. - "Jednako...
Kt贸rego czcisz boga, Kristmundurze?".
To by艂o 艣wietne! Doskona艂e!
- Nie gra艂em od czas贸w studenckich. - Powt贸rzmy to.
Zr贸b jeszcze troch臋 g艂臋biej.
Ju偶 zapomnia艂am, jak lubisz.
- Dawno ci臋 nie by艂o. - To prawda.
- Naci膮gnij majtki do tego miejsca. - Dobrze.
- Tutaj. - A偶 tak?
W艂a艣nie.
Dobrze spr贸bowa膰 czego艣 nowego.
- Depilacja bikini. - Tak.
I ty艂u ud.
6900.
- To nowo艣膰. - 艢wietny kolor.
Super.
- Masz go na ustach? - Tak.
Wezm臋.
- 艢wietny wyb贸r. - Wygl膮da 艣licznie.
Cze艣膰.
- Mi艂o by艂o ostatnio. - Tak.
- Nie pojecha艂e艣 do Rejkiawiku? - Jad臋 jutro rano.
S艂uchaj,
jeste艣 aktorem?
Trafi艂e艣.
Halo!
Wyczuwam jakie艣 wibracje. Co jest grane?
Jeste艣 g艂upi!
Weso艂y z ciebie ch艂opak.
Tak...
A jak ci臋 waln臋 z byka,
te偶 ci b臋dzie weso艂o?
呕artuj臋!
Szlag!
- Dzie艅 dobry. - Dobry.
Przyjecha艂a艣 samochodem?
Nie wolno ci prowadzi膰. Stwarzasz zagro偶enie.
Czemu wszystko tu zmieni艂a艣?
M贸wi艂y艣my o tym. Nie siadaj za kierownic臋!
- Czemu si臋 tak umalowa艂a艣? - Przesta艅 grzeba膰 mi w papierach...
To nie jest kolor dla kobiety w twoim wieku.
Oddaj kluczyki.
Hej!
Cze艣膰, Max.
- Jeste艣 ciekawski. - Chod藕 tu! Do nogi!
To tylko ciekawo艣膰.
Dobry psiak...
Pi臋kne r贸偶e. Masz do nich r臋k臋.
Nie moja zas艂uga. Poprzedni w艂a艣ciciel je piel臋gnowa艂.
- Kontynuujesz jego dzie艂o? - Nie mam wyboru.
A to... co za ro艣lina?
- Starzec srebrzysty. - Ach tak?
- W艂a艣nie sadz臋 bukszpan. - To to?
W艂a艣nie.
Jest pi臋kny.
- Lubisz ogrodnictwo? - Pyta艂em z ciekawo艣ci.
Troch臋 si臋 na tym znam.
Lubi臋 grzeba膰 w ziemi, cho膰 si臋 nie przyznaj臋.
- Mi艂o poby膰 na powietrzu. - Prawda.
Odetchn膮膰.
- To na pewno. - Wiadomo.
Mieli艣my zamieszka膰 w Rejkiawiku.
Marzy艂 nam si臋 dom z ogrodem w 艣r贸dmie艣ciu.
Zamierza艂am studiowa膰 za granic膮.
Wtedy nagle zmar艂 ojciec.
Wszystko si臋 zmieni艂o.
Matk臋 dopad艂a staro艣膰.
Nie chcia艂a ju偶 prowadzi膰 firmy.
Wiesz, jak to jest.
Czas ucieka niepostrze偶enie.
Agnes wyros艂a tutaj.
A ja czuj臋, 偶e musz臋 tu by膰 ze wzgl臋du na opiek臋 nad matk膮.
Wsp贸艂uzale偶nienie.
Inni korzystaj膮, ale ty nic z tego nie masz.
Dobrze mi si臋 tu mieszka.
- Mam wok贸艂 znajomych... - Zaczekaj.
Nie zapominaj o sobie i swoich marzeniach.
Pami臋taj, by je piel臋gnowa膰.
Jak r贸偶e.
Tw贸j telefon jednak dzia艂a?
Nie. Roz艂膮cza si臋, gdy tylko odbior臋.
To zajmie tylko chwil臋. Obiecuj臋.
Dobra.
Skoro podwo偶臋 ci臋 do serwisu,
pom贸偶 mi prze膰wiczy膰 rol臋 do castingu.
- Mam by膰 Dis膮? - Ten fragment ju偶 znam. Spr贸bujmy.
Ty jeste艣 Disa, ja - Kristmundur.
- "Zostawi艂e艣 mnie z brzuchem!". - Mniej ekspresji. Spokojnie.
Przepraszam.
- Gdzie jest toaleta? - Tam, po prawej.
Id臋 odebra膰 kilka rzeczy. Zaczekaj.
Uwin臋 si臋.
Ostatnia.
Twoje ciuchy z szafy
- posz艂y prosto na przemia艂. - Wyrzuci艂a艣 je?
Kilka starych koszulek. Odda艂am je dla biednych.
- Emma w domu? - Ogl膮da telewizj臋.
Mo偶e m贸g艂bym j膮 jako艣 wkr贸tce zabra膰 na lody?
To dla niej trudna sytuacja.
Ma swojego ojca, to jej wystarczy.
Nie chc臋 sk艂ada膰 jej obietnic, 偶e p贸jdzie tob膮 na lody,
bo i tak p贸藕niej z艂amiesz dane s艂owo.
Cze艣膰, kochanie!
- Jak si臋 masz? - Dobrze.
- Ogl膮dasz "Psi patrol"? - Tak.
- I co si臋 tam dzieje? - Skye je藕dzi rowerem.
Ile ona ma lat? Pi臋tna艣cie?
To c贸rka s膮siad贸w. Podwioz艂em j膮 do miasta.
- Po偶egnaj si臋. - M贸wi臋 ci!
Pa, kochanie!
Do zobaczenia.
Naprawd臋.
- Cze艣膰, Hreinn. - Zawsze to samo...
Cze艣膰. W艂a艣nie dzwoni艂 Dori. Nie wyrobi si臋.
- Co艣 si臋 sta艂o? - Nie wiem.
Um贸wimy si臋 na inny termin?
- Mam napi臋ty harmonogram. - Tak?
Mo偶e spr贸buje ze mn膮 moja kole偶anka Agnes?
- Jasne. Nie ma problemu. - 艢wietnie.
Do roboty.
Co mam powiedzie膰?
Mog臋 tylko prosi膰, by艣 mi przebaczy艂a.
Dlaczego nie da艂e艣 znaku, nie napisa艂e艣 listu?
- S膮dzi艂am, 偶e nie 偶yjesz. - Ba艂em si臋, Diso.
Czego?
Mnie? Naszego dziecka?
Ba艂em si臋 mi艂o艣ci.
Diso...
Strasznie si臋 ba艂em...
tego, 偶e nie b臋d臋 dobrym ojcem, ale musisz wiedzie膰...
偶e nie by艂o ani dnia, ani minuty...
bym nie my艣la艂 o tobie...
o was.
Kocham ci臋.
Zawsze kocha艂em.
Dzi臋kuj臋. Mocne to by艂o.
Wystarczy. 艢wietnie.
Spokojnie, to nic wielkiego. Ma ju偶 19 lat.
Egzamin zda w drugim terminie.
Musi sama do tego dojrze膰.
Nie wierz臋, 偶e b臋dzie si臋 uczy膰 zdalnie.
Raczej b臋dzie ca艂y dzie艅 przesiadywa膰 w sklepie.
- Nie pozwol臋! - Nie pozwolisz?
M贸wisz jak o firmie. Rodzina to nie tabelka w Excelu.
Einarze, dlaczego mnie w tym nie wspierasz?
Jestem osamotniona.
Mam ci臋 wspiera膰 w zanudzaniu jej na 艣mier膰?
- Czy 偶ycie nie powinno by膰 przygod膮? - By艂oby wspaniale.
Ale co to za sztuka,
je艣li wszystko za艂atwiaj膮 za ciebie inni?
Niby po kim Agnes jest taka nieodpowiedzialna?
B臋dziesz zgrywa艂 dalajlam臋, a twoja c贸rka obleje egzamin ko艅cowy!
Irytujesz mnie.
- Cze艣膰. - Witaj.
Jak posz艂o na castingu?
Rewelacyjnie, m贸wi臋 ci.
Decyzji jeszcze nie ma, ale rola jest moja.
Nie inaczej. A ty by艂a艣 po prostu 艣wietna!
- Co dla ciebie? - Piwo.
Dla niej piwo, dla mnie to, co zawsze.
- Ale nie na kresk臋? - Nie.
- Ten Kristmundur to zwyk艂y fiut. - Co?
- Kawa艂 wa艂a. - Serio?
- Dlaczego? - Po prostu.
Czy dlatego...
偶e si臋 boi, tak po ludzku, czy 偶e okazuje uczucia?
- To zabronione? - Tego nie powiedzia艂am.
- Fiut to fiut. - Aha...
- Nie wolno mi tak m贸wi膰? - Wolno, ale to nie takie proste.
Nic nie jest tylko czarne albo bia艂e.
To nie tak.
Pracujemy nad tym, co pomi臋dzy, w strefie szaro艣ci.
- A 偶ycie... - ...p艂ynie!
Napijmy si臋.
Zdrowie!
- Dzi臋ki. - To ja dzi臋kuj臋.
- Agnes? - Tak?
S艂uchaj...
To powinno pozosta膰 mi臋dzy nami.
Co?
- Do zobaczenia. - Pa!
Nie obchodzi mnie, co my艣l膮 inni.
M贸wi艂am, 偶e nie podejd臋 do egzaminu.
Zdasz go. B臋dziesz musia艂a.
- I pojedziesz z nami za granic臋. - Nie ma szans!
Gdzie by艂a艣 przez ca艂膮 noc? Bo nie ze Skarim.
- Pojecha艂am do miasta do serwisu. - Jak?
- Kto艣 mnie podwi贸z艂. - Kto?
- Mamo... - Tobie ufam, ale innym nie!
Ty mi ufasz?! Wcale nie!
Wytykasz tylko,
- gdy co艣 mi si臋 nie uda. - Bzdura!
- Agnes... - Nie jad臋 z wami na 偶adn膮 wycieczk臋!
Nie znosicie si臋 wzajemnie. Przynajcie!
- Przesta艅. - Obchodzi was tylko, co my艣l膮 inni.
Dobrana para z urocz膮 adoptowan膮 c贸rk膮,
kt贸ra zawsze mia艂a by膰 malutka i s艂odka!
- Co ty m贸wisz? - Tylko przeze mnie
jeszcze si臋 nie rozwiedli艣cie. Mam tego do艣膰!
- Spr贸bujmy zachowa膰 spok贸j... - Spok贸j?!
- Tyle masz do powiedzenia? - Jeste艣my doro艣li.
Jak mam si臋 zachowa膰?
Co to za brednie?! Tu chodzi o ni膮!
- Agnes! - Brawo.
- Co brawo? - Id藕 siedzie膰 przed komputerem!
Dla ciebie zawsze kto艣 inny zawini艂!
Tobie nie mo偶na dogodzi膰, ju偶 nie pr贸buj臋.
Wszystkimi chcesz rz膮dzi膰, tak jak twoja matka!
Cze艣膰.
Cze艣膰.
W porz膮dku?
Wysz艂am zaczerpn膮膰 艣wie偶ego powietrza.
Nie mog臋 spa膰.
Ca艂y dzie艅 siedzia艂 w domu.
- Te偶 musia艂 si臋 przewietrzy膰. - Jasne.
Pobiega膰.
- Nie jest ci zimno? - Bardzo.
Okryj si臋.
Mi艂o z twojej strony. Dzi臋ki.
Wracaj do domu.
A ja nie chc臋 wraca膰.
Co艣 ci臋 martwi?
Wszystko.
Zawsze martwi艂am si臋 o Agnes, odk膮d by艂a zupe艂nie ma艂a.
Dawniej dr臋czy艂y mnie przez to koszmary.
呕e jej d艂o艅 wysun臋艂a si臋 z mojej i 偶e spad艂a ze schod贸w...
Do dzi艣 jest tak samo.
Jedzie na basen, a ja si臋 denerwuj臋, czy wr贸ci,
cho膰 ma 19 lat!
Wiem...
to tylko l臋ki.
Ale czasem wydaje mi si臋, 偶e moje 偶ycie jest sko艅czone.
Czym ja si臋 zajmuj臋? Pieleniem grz膮dek w ogr贸dku!
Pr贸buj臋 znale藕膰 w tym rado艣膰.
Chodz臋 do biura...
Pracuj臋 z lud藕mi, kt贸rych nie cierpi臋.
Wszystko jest tak cholernie nudne!
Czuj臋, 偶e zawodz臋 Agnes.
Matk臋 i Einara tak偶e.
Ale o nich te偶 ci膮gle si臋 boj臋...
dzie艅 w dzie艅...
i mimo wszystko odpycham ich od siebie.
Czuj臋 si臋 samotna.
Pewnie masz mnie do艣膰.
Hej...
Gdzie by艂a艣?
Przepraszam.
Cze艣膰.
Gdzie by艂a艣? Czemu nie odbiera艂a艣?
Pojecha艂am do Rejkiawiku, wymieni膰 kart臋 SIM.
Agnes, nie k艂am, prosz臋.
By艂am z Hreinnem.
Odwali艂o ci czy co?
Bibu艂ki Rizla, prosz臋.
Ej偶e? Czy ty nie jeste艣 aktorem?
Owszem.
Jak ci si臋 gra艂o rol臋
tego szurni臋tego prawnika z telewizji?
- To tylko praca. - Jasne.
Witaj, Kristmundurze.
Jak si臋 masz?
- Dobrze, a ty? - Doskonale.
Ciesz臋 si臋.
Musz臋 i艣膰. Pogadamy p贸藕niej.
Czekaj... Ju偶 idziesz?
No tak...
Spiesz臋 si臋.
Zaczekaj!
Agnes.
Hreinn!
Einar?
Jestem zaj臋ta.
Nie odbierasz telefonu! Wydzwaniam od wczoraj.
- Brakuje mi mleka i kawy. - Zadzwoni臋 p贸藕niej.
Zjesz zup臋?
Dzi臋kuj臋.
Widzieli艣cie Agnes?
- Widzia艂e艣 j膮? - Nie.
Wiesz, gdzie mo偶e by膰? Musz臋 j膮 znale藕膰.
- Nie pilnuj臋 jej! - Oskar...
- Posz艂a na crossfit. - Dzi臋kuj臋.
艢wietnie.
Na jednej r臋ce!
Super!
O to chodzi!
Co to ma by膰?!
- Co ty wyrabiasz, dziecko? - Mamo...
- Przepraszam, ale... - Nie wtr膮caj si臋!
Co ty wyrabiasz?!
- Odpowiadaj natychmiast! - Prosz臋...
Chcesz zosta膰 striptizerk膮?
Wygina膰 si臋 na rurce w bia艂y dzie艅?
Przed takimi obrzydliwymi typami? Czy艣 ty zwariowa艂a?!
- Ona ma 19 lat! - Mamo!
Jest dzieckiem! Powinni艣cie si臋 wstydzi膰!
Ohyda!
Agnes!
- Cze艣膰. - Co dla ciebie?
Du偶e piwo prosz臋.
- Nie pu艣ci go z nami na konie. - Czemu?
- Bo to wariatka! - Serio?
- Miesi膮c temu dosta艂a fio艂a. - Albo dawniej...
To nasz coroczny wyjazd. Wiedzia艂a o nim, zanim z nim zasz艂a.
Niespodzianka!
- Ty tu? - Przyjecha艂am na piwo.
Fajnie.
Witaj.
- To moja kole偶anka, Agnes. - Siemasz.
- Dobrze m贸wisz po islandzku. - Dzi臋ki.
Masz.
Zdrowie!
Przenocujesz mnie?
To naprawd臋 nie jest dobry pomys艂.
Chod藕.
Nara!
Dozo.
Agnes?
Nie mog臋 gada膰, nie mam czasu, nie nagrywaj si臋, jestem zaj臋ta.
Ej, oddawaj!
Nie rozumiem...
M贸wi艂am jej tyle razy, 偶e nie mo偶e prowadzi膰.
Wiedzia艂a o tym. Przecie偶 powtarza艂am...
Tak, twoja matka zawsze robi艂a po swojemu.
Moje kondolencje.
- Czy chorowa艂a? - Nie.
C贸偶...
Mo偶e to lepiej.
Dobrze tak po prostu i niespodziewanie... odej艣膰.
- Id藕 sobie. - Chcesz si臋 wysika膰?
Chcesz na dw贸r?
Kochanie, wystawienie zw艂ok b臋dzie w przysz艂ym tygodniu.
Zabierzemy ci臋, je艣li tylko chcesz.
Najlepiej by by艂o, gdyby艣 pojecha艂a z nami od razu.
Hreinn mnie tam zawiezie.
To nie najlepszy pomys艂.
- Zbiera si臋 tylko rodzina. - Mamo!
Nie mo偶esz mi zabroni膰. Ju偶 nie mam 15 lat.
Chc臋, by Hreinn pojecha艂 tam ze mn膮.
Dobrze. Niech tak b臋dzie.
Agnes...
Twoja matka ma racj臋.
Powinni艣cie by膰 teraz razem jako rodzina.
- Ona zawsze si臋 rz膮dzi! - Prawda, kochanie...
Wiem, dobrze ci臋 rozumiem.
Mimo tego my艣l臋, 偶e...
Wracam tam. Nie zostawi臋 jej.
- Nie chce z nami jecha膰. - Ale pojedzie!
Nie zostawi臋 jej z tym zbocze艅cem.
Przelecia艂 moj膮 偶on臋,
a teraz posuwa moj膮 c贸rk臋.
Taki stary chuj jak ja!
Czuj臋, 偶e rozk艂ada mnie grypa.
殴le si臋 czuj臋.
Jasne.
Co to ma by膰?!
Pozwoli艂em ci pomieszka膰 tu przez kilka dni.
Nie spodziewa艂em si臋 ciebie.
Dobra!
My艣la艂em, 偶e wracasz dopiero jutro.
- Kwiaty nie usch艂y. Nie p艂acz! - A to kto?
- Wpad艂a do mnie kole偶anka. - Kurwy mi tu sprowadzasz?!
Ile ona ma lat?!
- Zwariowa艂e艣?! - We藕 nie pierdol.
Wyno艣 si臋 st膮d, ale ju偶!
I zabieraj st膮d t臋 swoj膮 kurewk臋!
O przepraszam! Nie jestem kurw膮.
Nazywam si臋 Agnes Joy Einarsdottir. Pochodz臋 z Akranes.
呕egnam.
Po rozmowie z najbli偶szymi wsp贸艂pracownikami
ustalili艣my, 偶e moja praca tutaj dobiega ko艅ca.
Niezw艂ocznie, jeszcze dzi艣.
Szczerze m贸wi膮c,
trudno by艂oby mi tu wysiedzie膰 cho膰by chwil臋 d艂u偶ej.
Pragn臋 podzi臋kowa膰 wszystkim
za sp臋dzony tutaj wsp贸lnie czas.
呕ycz臋 wam powodzenia.
- I wzajemnie. - Dzi臋kuj臋.
- Szcz臋艣cia. - Dzi臋ki.
Ostatnia sprawa:
Nie b臋dzie tu miejsca na us艂ugi agencji po艣rednictwa pracy.
Dopilnowa艂am tego.
WYST膭PILI
Wersja polska na zlecenie HBO HIVENTY POLAND
Tekst: Tomasz Tworkowski
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.