Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soran卯)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
PRZYGODY HUCKLEBERRY FINNA * 1939
- Mary Adams. - Obecna, prosz臋 pani.
- John Cooper. - Obecny.
- Ben Donaldson. - Jestem, prosz臋 pani.
Huckleberry Finn.
Huckleberry Finn?
Czy kto艣 widzia艂 Huckleberry Finna?
- Nie! - Nie, prosz臋 pani.
Przypuszczam, 偶e jest nad rzek膮 i zaprzyja藕nia si臋 z flisakami ...
i innymi bezu偶ytecznymi lud藕mi.
Dzieci, chc臋, 偶eby Huckleberry by艂 dla was przyk艂adem.
Chc臋, aby艣cie u艣wiadomili sobie, jak on marnuje sw贸j czas.
S膮d臋, 偶e ...
on nie wie, 偶e Gali臋 podzielono na trzy cz臋艣ci ...
i jestem pewna, i偶 nie wie, 偶e Newton odkry艂 prawo grawitacji.
Ale nie powinni艣my si臋 na niego gniewa膰 ...
raczej powinni艣my mu wsp贸艂czu膰.
Biedny Huckleberry!
To bardzo nieszcz臋艣liwy ch艂opiec.
O m贸j Bo偶e! Ben! Przepraszam.
Zrobi艂e艣 to specjalnie!
Wcale nie, Ben.
Powa偶nie.
Cze艣膰 Joe, Sam, Harry, Elliot!
Hej Huck. Moja mama m贸wi, 偶e woda z Mississippi nie nadaje si臋 do picia.
Oj, to nie tak.
Woda z Missisipi jest znacznie lepsza do picia, ni偶 te czyste wody bez du偶ej ilo艣ci mu艂u.
Powiedzia艂a te偶, 偶e m臋tna woda nie jest zdrowa.
To nie tak, wystarczy spojrze膰 na cmentarze, one wiele m贸wi膮.
Na cmentarzu w Cincinnati drzewa rosn膮 bardzo niezgrabnie ...
ale na cmentarzu w St Louis dorastaj膮 do 800 st贸p wysoko艣ci.
To wszystko dzi臋ki wodzie, kt贸r膮 ludzie pili, zanim je posadzono.
Zw艂oki z Cincinnati w og贸le nie wzbogacaj膮 gleby.
Hej, Huck, daj mi na chwil臋 swoj膮 fajk臋.
Nie, palenie ci zaszkodzi.
Powiedzcie mi, czy jutro naprawd臋 b臋dzie ostatni dzie艅 szko艂y?
Pewnie, 偶e tak!
M贸j Bo偶e, jak ten semestr szybko min膮艂.
Chyba tobie. Nawet nie by艂e艣 w szkole ...
S艂yszeli艣cie co z promocjami?
- Nie! - Powiedz Huckowi, co s艂ysza艂e艣.
S艂ysza艂em, jak nauczycielka m贸wi艂a, 偶e ma do艣膰 wysy艂ania wiadomo艣ci do wdowy Douglas.
Wiedzia艂em, 偶e kiedy艣 jej si臋 to znudzi.
Nie wiesz, 偶e nie wypada czyta膰 cudzych list贸w?
Sk膮d mia艂bym wiedzie膰? Zreszt膮 to przynosi pecha.
Nawiasem m贸wi膮c, nie przeczyta艂em tego, podar艂em i zjad艂em. To usunie kl膮tw臋.
Co jeszcze s艂yszeli艣cie?
Nauczycielka powiedzia艂a, 偶e jutro rano odwiedzi wdow臋 Douglas.
I powiedzia艂a te偶, 偶e nie dostaniesz promocji.
No to 藕le. Czy da艂by艣 mi zaci膮gn膮膰 si臋 fajk膮, Huck?
Tak, to naprawd臋 藕le.
Oczywi艣cie, wdowa by mnie przyj臋艂a, da艂a mi dobre jedzenie, 艂adne ubrania ...
Co mam zrobi膰?
Nie chodz臋 do szko艂y i nie dostaj臋 promocji. To jest to, co robi臋.
Dlaczego nie p贸jdziesz do swojego ojca?
Jego ojciec nie 偶yje, prawda Huck?
Nie, my艣l臋, 偶e on wci膮偶 偶yje.
My艣leli, 偶e go znale藕li p艂ywaj膮cego na plecach w rzece ...
ale wszyscy wiedz膮, 偶e pijak nie p艂ywa na plecach.
My艣l臋, 偶e ojciec jest gdzie艣 nad rzek膮.
Nawet gdybym go znalaz艂, nie chcia艂bym z nim 偶y膰.
Bo偶e, jedyne o czym mog臋 my艣le膰, to jak wdowa us艂yszy, 偶e ja ...
Ale do cholery i tak nie nadaj臋 si臋 do szko艂y.
A je艣li wdowa si臋 na mnie rozgniewa i zacznie mnie karci膰, to tylko zjem kolacj臋 i powiem jej ...
Ale ona wtedy zacznie p艂aka膰, a ja b臋d臋 zawstydzony i smutny.
- M贸wi艂em ci, 偶eby艣 nie pali艂 tej fajki. - Musia艂em zje艣膰 co艣 z艂ego, to dlatego.
Wdowa prze偶yje naprawd臋 ci臋偶kie chwile.
Zaczekajcie, a偶 panna Watson si臋 o tym dowie.
Jim, je艣li Huckleberry'ego nie b臋dzie tutaj, kiedy wypowiem b艂ogos艂awie艅stwo,
nie b臋dzie m贸g艂 zje艣膰 kolacji.
- Tak, panno Watson. - Mo偶esz poda膰 mojej siostrze i mi.
Tak, prosz臋 pani.
- Czekaj膮 na ciebie, Huck! Pospiesz si臋! - Spiesz臋 si臋.
Nie mo偶e wypowiedzie膰 b艂ogos艂awie艅stwa, dop贸ki nie przynios臋 jedzenia. Pomog臋 ci.
Dzi臋ki, Jim.
Zgubi艂em gdzie艣 drug膮 skarpetk臋.
Nie mam teraz czasu szuka膰 ...
Za pokarm, kt贸ry b臋dziemy spo偶ywa膰, dzi臋ki Ci, Panie.
Amen. Huckleberry, gdzie by艂e艣?
To prosz臋 pani, d艂uga historia.
Mamy mn贸stwo czasu, Huckleberry!
- No tak, prosz臋 pani ... - Usi膮d藕 prosto, Huckleberry.
No i co?
Mo偶e musia艂e艣 zosta膰 po lekcjach, co Huck?
Tak, prosz臋 pani. W艂a艣nie to si臋 sta艂o.
Dlaczego musia艂e艣 zosta膰 po lekcjach?
To znowu d艂uga historia, panno Watson ...
Czy to dlatego, 偶e chcia艂e艣 pom贸c nauczycielce wytrze膰 tablic臋?
Tak, prosz臋 pani! W艂a艣nie to zrobi艂em!
Widzia艂am sal臋 lekcyjn膮, Huckleberry. S膮 trzy tablice.
Licz膮c dok艂adnie, oznacza to, 偶e sp臋dzi艂e艣 godzin臋 przy ka偶dej tablicy.
Mo偶e Huck powiedzia艂, 偶e chce zosta膰 i posprz膮ta膰 klas臋.
Ale, panno Douglas! Sk膮d to wszystko wiesz?
Wygl膮da na to, 偶e wiesz wi臋cej o popo艂udniu Huckleberry'ego ni偶 on sam.
Wiem wszystko o Huckleberrym.
Wiem o nim tak du偶o,
偶e przynios艂am mu prezent.
Prezent?
O, to n贸偶 Barlowa! Dzi臋kuj臋 pani.
Powinnam by艂a zachowa膰 go do jutra.
Kupi艂am go z okazji twojej promocji.
O, dzi臋kuj臋 pani, ale ...
przypu艣膰my, 偶e pomy艣l膮, 偶e nie zas艂uguj臋 na promocj臋 ...
Nie b膮d藕 g艂upi, Huck. Wiemy, 偶e przejdziesz dalej, prawda?
Tak, prosz臋 pani. Wiemy.
Miejmy nadziej臋, 偶e mamy racj臋. Proponuj臋, 偶eby艣my co艣 zjedli.
Huckleberry, czy u偶y艂e艣 prawej skarpetki do wytarcia tablicy?
Godzina czytania Biblii przed snem ...
nie zaszkodzi duszy 偶adnego z was.
Przeczytaj mi jeszcze raz ostatni膮 cz臋艣膰, Huck.
Ostatni膮 cz臋艣膰? Dobrze ...
Uwa偶aj na siebie i pami臋taj, 偶e ci臋 kochamy.
Twoja kochaj膮ca 偶ona, Jenny. Wiesz, Jim, ona pisze poprawnie.
Ona tego nie napisa艂a, Huck. Zap艂aci艂a cz艂owiekowi, 偶eby to napisa艂.
Oczywi艣cie to s膮 jej s艂owa i jej uczucia.
Huck, przeczytaj mi jeszcze raz t臋 cz臋艣膰 o ma艂ym Joeyu.
O Joeyu? Dobra.
Joey ma ju偶 za sob膮 gor膮czk臋 偶贸艂ciow膮 ...
i z ka偶dym dniem czuje si臋 lepiej.
Wygl膮da na to, 偶e b臋dzie du偶ym m臋偶czyzn膮, tak jak ty. To wszystko.
Jak d艂ugo jest w tym wolnym stanie, Jim?
Odk膮d ojciec mojej 偶ony zaoszcz臋dzi艂 wystarczaj膮co du偶o pieni臋dzy,
偶eby kupi膰 j膮 od Thatcher贸w, dwa lub trzy lata temu.
Wiesz Huck, nied艂ugo tam pojad臋.
Zaoszcz臋dz臋 do艣膰 pieni臋dzy, aby samemu si臋 wykupi膰.
A gdy tylko zaoszcz臋dz臋 wystarczaj膮co du偶o, 偶eby kupi膰 moj膮 wolno艣膰 ...
udam si臋 prosto do tego starego, wolnego stanu.
I zobacz臋 moj膮 偶on臋 i ma艂ego Joey'a.
A ja po prostu p贸jd臋, wstan臋 i b臋d臋 wolny.
Jak my艣lisz, ile pieni臋dzy by to kosztowa艂o, Jim?
O, to oko艂o pi臋ciuset dolar贸w i to wszystko.
Oczywi艣cie czasami my艣l臋, czy nie by艂oby lepiej po prostu wsta膰 i wyj艣膰?
Nawet o tym nie my艣l. Nale偶ysz do panny Douglas.
Wiem, Huck. Jestem niewolnikiem ...
ale czasami nie mog臋 powstrzyma膰 si臋 od my艣li, 偶e to nie jest w porz膮dku.
Tak m贸wi膮 abolicjoni艣ci!
Bycie niewolnikiem jest jak noszenie but贸w ...
musisz to zaakceptowa膰, czy ci si臋 to podoba, czy nie.
Je艣li B贸g chcia艂, 偶eby艣 nosi艂 buty, dlaczego nie urodzi艂e艣 si臋 w butach?
To jest dok艂adnie to, co m贸wi臋. Urodzi艂e艣 si臋 niewolnikiem, prawda, Jim?
Wiesz o tym, Huck.
B贸g chcia艂, 偶eby艣 by艂 niewolnikiem.
Huckleberry!
Tak, prosz臋 pani!
Ju偶 prawie pora snu, Huckleberry i musisz zacz膮膰 czyta膰 Bibli臋.
Nie my艣l, 偶e zapomnia艂am.
Dlatego piek艂o si臋 rozros艂o.
Huckleberry, nie czujesz, 偶e co艣 si臋 pali?
Nie, prosz臋 pani.
I otworzy艂 usta swoje niesko艅czenie wielkie, a ich chwa艂a i mnogo艣膰 ...
Jestem pewna, czuj臋, 偶e co艣 si臋 pali!
Huckleberry, pali艂e艣?
Nie, prosz臋 pani!
i ich przepych. A kto si臋 raduje, przyjdzie do niego ...
a sk膮piec zostanie zmia偶d偶ony, a pyszny ...
a pyszny zostanie zawstydzony i b臋dzie ...
Au膰! Pal臋 si臋!
Huckleberry!
Tak, prosz臋 pani. Ja ju偶 p贸jd臋.
- Huck. - Tak, prosz臋 pani.
- Moja siostra bardzo si臋 zdenerwowa艂a. - Tak, prosz臋 pani.
Obawiam si臋, 偶e ty i ja nie mamy wym贸wki, prawda?
Nie, prosz臋 pani. Ale ...
- bardzo mi przykro z powodu kurtki. - To nie ma znaczenia, Huck.
Liczy艂o si臋 k艂amstwo.
Powiedzia艂e艣 mojej siostrze, 偶e nie pali艂e艣, a jednak pali艂e艣.
To nie by艂o k艂amstwo, prosz臋 pani.
Widzisz, to nie by艂a moja fajka.
- Czyja ona jest, Huck? - Jima.
Po prostu trzyma艂em ciep艂膮. Przy艂o偶y艂em to do niej i si臋 zapali艂o ...
Przepraszam pani膮, to by艂a moja fajka.
Tak my艣la艂am, Huck.
A teraz usi膮d藕 ...
i powiedz mi, dlaczego sk艂ama艂e艣?
My艣l臋, 偶e g艂贸wnie z powodu but贸w.
But贸w?
Tak. Wiesz, moje buty i moje stopy nie dogaduj膮 si臋 dobrze.
Wydaje mi si臋, 偶e s膮 zbyt ciep艂e i ... i ...
Czy twoje palce u n贸g nigdy si臋 nie przegrzewaj膮?
Wiesz, Huck. Tak! Ale wygl膮da艂abym zabawnie bez moich but贸w, prawda?
Tak, prosz臋 pani.
My艣l臋, 偶e to wyb贸r niekt贸rych ludzi, ale ze mn膮 to jest tak, 偶e ...
ledwo je podnosz臋, a ju偶 moje nogi nie pracuj膮 dobrze.
Docieram mniej wi臋cej do po艂owy drogi do szko艂y i ...
i wiem, 偶e nie p贸jd臋 dalej.
Je艣li je mam na sobie, siadam i zdejmuj臋.
A po ich zdj臋ciu wiem, 偶e nie mog臋 ...
i艣膰 do szko艂y bez nich.
A kiedy je zdejm臋, wiem, 偶e nie b臋d臋 w stanie ich nosi膰 ...
bez sch艂adzania st贸p w rzece.
Zanim sch艂odzi臋 je w rzece ...
wiem, 偶e nie mo偶na nosi膰 but贸w, dop贸ki stopy nie wyschn膮.
Zanim je sch艂odz臋 i zanim moje stopy wyschn膮,
znowu b臋d膮 gor膮ce, a szko艂a si臋 zacz臋艂a i ju偶 si臋 sp贸藕ni艂em.
A jedyna rzecz, kt贸ra odwraca uwag臋 od sp贸藕nienia to dobre palenie fajki.
My艣l臋, 偶e w艂a艣nie dlatego pal臋.
Co to wszystko ma wsp贸lnego z k艂amstwem, Huck?
My艣l臋, 偶e panna Watson mia艂aby straszny napad z艂o艣ci gdyby wiedzia艂a,
偶e pal臋, wi臋c kiedy zapyta艂a mnie czy to robi臋, powiedzia艂em, 偶e nie.
Rozumiem.
Wi臋c buty s膮 tak naprawd臋 powodem wszystkiego.
Tak, prosz臋 pani. Buty.
Za艂贸偶my, 偶e zawsze je nosi艂e艣.
Zawsze? To znaczy w dzie艅 i w nocy?
Zdejmowa艂e艣 je przed p贸j艣ciem spa膰, ale to by艂by jedyny czas bez but贸w.
W贸wczas nie martwi艂by艣 si臋 o nie.
A je艣li nie martwi艂by艣 si臋 o nie, to nie chcia艂by艣 pali膰.
A wtedy nie powiniene艣 k艂ama膰.
- Mo偶e to pomo偶e, prosz臋 pani. - My艣l臋, 偶e tak b臋dzie.
Spr贸bujemy.
Je艣li to nie pomo偶e, spr贸bujemy czego艣 innego.
Tak, prosz臋 pani.
- Dobranoc, Huck. - Dobranoc.
Cze艣膰 tato.
Jakim pachn膮cym ch艂opcem si臋 sta艂e艣!
My艣lisz, 偶e jeste艣 wielkim panem, co?
- Mo偶e i tak a mo偶e i nie. - Nie wa偶 mi si臋 sprzeciwia膰!
M贸wi膮, 偶e jeste艣 wykszta艂cony. Umiesz czyta膰 i pisa膰.
Kto ci kaza艂 zacz膮膰 robi膰 takie bzdury?
Kto ci to powiedzia艂?
- Wdowa, powiedzia艂a ... - Wdowa, co?!
Czy nikt nigdy nie powiedzia艂 wdowie, 偶eby nie wtyka艂a nosa ...
w sprawy, z kt贸rymi nie ma nic wsp贸lnego?
- Zrobi艂a to tylko dlatego, 偶e ... - Jeste艣 jej synem?
Czy ma do ciebie jakie艣 prawa?
No w艂a艣nie! We藕 to.
- Chc臋 us艂ysze膰, jak czytasz. - Tato, co robisz ...
To nie ma znaczenia! Pos艂uchajmy, jak czytasz.
Historia George'a Washingtona ...
s艂u偶y jako przyk艂ad w nauczaniu m艂odych Amerykan贸w ...
warto艣ci prawdy, odwagi i dobrej woli.
To prawda, potrafisz czyta膰.
- Potrzebujemy ca艂y czas ... - Przesta艅 si臋 popisywa膰!
Tato, je艣li nie b臋dziesz cicho, sprowadzisz tu wdow臋!
Mo偶e b臋dzie lepiej, je艣li wdowa tu przyjdzie!
Huckleberry!
Ciesz臋 si臋, 偶e mog臋 pozna膰, zapewniam pani膮.
Niech mnie pani zostawi z nim sam na sam, b臋d臋 ...
Zostaw j膮, Hucky! Za艂贸偶my, 偶e chcia艂a ze mn膮 porozmawia膰.
- O czym, panie Finn? - O Huckym!
O szyciu mu koronek i nauczeniu go czyta膰.
- My艣l臋, 偶e powiniene艣 by膰 za to wdzi臋czny ... - Wdzi臋czny?
Jego matka nie umia艂a czyta膰, nikt w jego rodzinie nie umia艂 czyta膰. Ja te偶 nie!
Nie potrafi臋 nawet przeczyta膰 w艂asnego nazwiska!
I nie podoba mi si臋, 偶e m贸j syn chwyta te wszystkie bzdury.
To pierwszy raz, kiedy widz臋, 偶e przejmujesz si臋 swoim synem.
- Naprawd臋 go lubisz, co? - Tak, lubi臋.
W takim razie by艂aby艣 sk艂onna zap艂aci膰, 偶eby go zatrzyma膰.
Zak艂adam, 偶e ju偶 zdecydowa艂e艣, ile wart jest dla ciebie tw贸j syn.
Pewnie! Jest mi臋czakiem ...
za t臋 cen臋 mo偶na dosta膰 lepszego niewolnika.
Ale musz臋 tolerowa膰 ludzi, kt贸rzy do mnie przychodz膮 i m贸wi膮 ...
"O, s艂ysza艂em, 偶e Huck umie czyta膰 i pisa膰 ..."
My艣l臋, 偶e 800 dolar贸w pomog艂oby mi o tym wszystkim zapomnie膰.
To dla mnie du偶a suma do zebrania.
Kiedy by艣 tego chcia艂?
Dam ci tydzie艅, wiem, 偶e to zbierzesz.
B臋dzie lepiej, je艣li to zrobisz, bo inaczej Huck wr贸ci do ojca.
Jeste艣 przebieg艂膮 star膮 kanciar膮. B臋dziesz mia艂a te pieni膮dze.
- Nie nazywaj jej tak! - Tydzie艅, zaczynaj膮c od dzisiaj.
- Przykro mi, 偶e tu przyszed艂, prosz臋 pani. - Nam wszystkim, Huck.
Niech si臋 pani nie martwi o pieni膮dze.
- Niech mnie zabierze. - Nie, Huck.
Jako艣 to ogarniemy, a wtedy ju偶 nie b臋dzie m贸g艂 nas niepokoi膰.
Ale do cholery, prosz臋 pani, nie jestem wart nawet 800 dolar贸w.
Zawsze robi臋 co艣 藕le.
Co艣 zepsuj臋 ...
k艂ami臋, co艣 podpalam ...
i pal臋.
Te rzeczy nie s膮 wa偶ne, Huck.
Jutro b臋dzie wystarczaj膮co du偶a nagroda, za wszystko,
co mog艂abym dla ciebie zrobi膰.
Jutro, prosz臋 pani?
Nie masz poj臋cia, jak bardzo b臋d臋 z ciebie dumna, m贸j ch艂opcze.
S艂ysz膮c, jak wo艂aj膮 twoje imi臋 i widz膮c, jak idziesz, 偶eby u艣cisn膮膰 d艂o艅 nauczycielowi ...
mog艂abym si臋 zwr贸ci膰 do tych niedowierzaj膮cych Tomasz贸w i rzec:
"Widzicie, nie m贸wi艂am, Huck to potrafi."
Tak, prosz臋 pani.
Wi臋c je艣li b臋dziemy musia艂y dokona膰 ma艂ego po艣wi臋cenia ...
i tak odwdzi臋czysz si臋 z nawi膮zk膮.
- Czy偶 nie tak, siostro? - Tak.
Dobranoc, Huck.
Dobranoc pani.
Dobranoc, Huckleberry.
Dobranoc, panno Watson.
Szanowna pani Douglas.
Nie mog臋 przej艣膰 do wy偶szej klasy poniewa偶 rzuci艂em szko艂臋.
Nie martw si臋 o mnie. Nic mi nie b臋dzie.
Przepraszam, 偶e jestem taki paskudny i pod艂y. Huck.
P.S.: Prosz臋 przekaza膰 pannie Watson moje serdeczne pozdrowienia.
Wsiadaj!
Zacznij wios艂owa膰!
Wstawaj!
Przynie艣 troch臋 drewna do ognia! No dalej, ruszaj si臋!
Gdzie si臋 tak zmoczy艂e艣?
- Wpad艂em do rzeki. - A co ci臋 tak cieszy?
Chod藕! Zjedzmy co艣! Przynie艣 tu patelni臋!
Odwiedz臋 wdow臋.
Nie minie wiele czasu, jak zaczn臋 pi膰 to czarne g贸wno i pali膰 ten kiepski tyto艅.
Nie prosisz mnie, 偶ebym zostawi艂 j膮 w spokoju?
A mo偶e nie jeste艣 wart tych pieni臋dzy?
My艣l臋 tato, 偶e jestem wart.
Je艣li dostaniesz pieni膮dze, my艣l臋, 偶e na nie zas艂u偶y艂em.
- Jim! - Huck!
Nie wiedzia艂em, 偶e to by艂o twoje ognisko.
Szed艂em po 艣ladach, jak india艅ski zwiadowca.
Co ty tu robisz?
Nie zdradzisz mnie, je艣li ci powiem?
- Uciek艂em. - Jim!
Musia艂em, Huck! Musia艂em!
Nie mo偶esz tego zrobi膰, nale偶ysz do wdowy!
Chcia艂a mnie sprzeda膰, Huck.
S艂ysza艂em, jak m贸wi艂a o tym wczoraj wieczorem.
Powiedzia艂a, 偶e naprawd臋 potrzebuje pieni臋dzy. Musi je da膰 twojemu ojcu.
Je艣li dopadnie mnie 艂owca niewolnik贸w, nigdy nie dostan臋 si臋 do tego wolnego stanu.
Nigdy bym nie zobaczy艂 偶ony ani ma艂ego Joey鈥檃.
Nie sprzedadz膮 ci臋, Jim.
Pomo偶esz mi? I b臋d臋 wolny?
Zabior臋 ci臋 z powrotem do wdowy. Teraz, kiedy mnie nie ma ...
nie musi p艂aci膰 mojemu ojcu 偶adnych pieni臋dzy.
Teraz nie musi ci臋 sprzedawa膰!
A jednak, nie wiem dlaczego ... kocham t臋 wolno艣膰.
Bardzo przyjemnie jest oddycha膰 moim w艂asnym powietrzem moj膮 w艂asn膮 piersi膮.
Czy nie mogliby艣my jako艣 sp艂yn膮膰 w d贸艂, ty i ja, Huck?
- Zrobi艂em bardzo mocn膮 tratw臋. - Nie m贸w tak!
My艣l臋, 偶e wiesz co robi膮 ze zbieg艂ymi niewolnikami, jak ich z艂api膮?
Gdzie s膮 twoje rzeczy, Jim?
Dzi艣 wieczorem zabieram ci臋 z powrotem do miasta.
- Nie musisz mnie ze sob膮 zabiera膰, Huck. - Ale ja lubi臋 chodzi膰 do miasta.
Zakradam si臋 po zmroku, 偶eby zobaczy膰 co robi m贸j ojciec.
Chodz臋 w przebraniu jak ma艂a dziewczynka.
Ale nie m贸w wdowie, 偶e mnie widzia艂e艣.
Bo ona my艣li, 偶e nie 偶yj臋 ...
a je艣li nawet, to i tak nied艂ugo umr臋.
U艂o偶y艂em to tak, jakbym zosta艂 zamordowany.
Musia艂em, to by艂 jedyny spos贸b, 偶eby pozby膰 si臋 ojca.
Pewnie wdowa jest teraz strasznie smutna.
Cholera.
Chcia艂bym m贸c powiedzie膰 wdowie, 偶e nie umar艂em.
Ale wtedy zabra艂aby mnie do siebie a m贸j ojciec zacz膮艂by ca艂膮 spraw臋 od nowa ...
S艂uchaj. Masz pe艂ne prawo wprawi膰 mnie w poczucie winy!
Poczekaj tu pi臋膰 lub dziesi臋膰 minut, nie chcemy, 偶eby widzieli nas razem.
Nie s膮dz臋, 偶eby kto艣 mnie rozpozna艂, prawda?
Nikt, Huck.
I pami臋taj, idziesz prosto do miasta, do wdowy, nie zatrzymuj膮c si臋, s艂yszysz?
- Obiecuj臋, Huck. - Dobrze.
- Id臋, cze艣膰. - Do zobaczenia, Huck.
Pomy艣la艂am, 偶e kto艣 tam jest. Co si臋 dzieje dziecko?
Prosz臋 pani! Grupa m臋偶czyzn idzie ulic膮 i ...
wygl膮daj膮 na w艣ciek艂ych i bucz膮 ...
- i jestem przestraszona. - Tak. Wejd藕, dziecko.
M艂oda dziewczyna nie powinna chodzi膰 sama o tej porze.
- Nie, prosz臋 pani. - Jak masz na imi臋?
- Sara Williams. - No to ...
- usi膮d藕 Saro Williams. - Dzi臋kuj臋 pani.
Gdzie mieszkasz?
Na drugim ko艅cu miasta.
Co ci m臋偶czy藕ni tam robi膮?
Nie s艂ysza艂a艣? Dosz艂o do morderstwa.
Wszyscy s膮 tym bardzo zmartwieni.
- Naprawd臋? - Tak.
Pewnie zna艂a艣 tego ch艂opca. Nazywa si臋 Huck Finn.
Huck Finn.
O tak! Zna艂am go bardzo dobrze.
Wy艣wiadczysz mi przys艂ug臋, dziecko?
Czy mog艂aby艣 wyci膮gn膮膰 z tego ig艂臋 i nawlec j膮 dla mnie?
Nie mam przy sobie okular贸w.
Tak, prosz臋 pani.
Nie wiedz膮 kto to zrobi艂, prawda, prosz臋 pani?
M贸wi膮, 偶e zrobi艂 to zbieg艂y niewolnik imieniem Jim.
Co si臋 sta艂o, dziecko? Co w ciebie wst膮pi艂o? Usi膮d藕.
Musz臋 ju偶 i艣膰, prosz臋 pani.
W艂a艣nie powiedzia艂am tej ma艂ej dziewczynce o morderstwie, Joe.
- Co powiedzia艂a艣, jak si臋 nazywasz? - Mary Williams.
- My艣la艂am, 偶e powiedzia艂a艣 Sara. - Tak, prosz臋 pani. Sara Mary Williams.
Id臋, pewnie p贸藕no wr贸c臋. Szukamy go wzd艂u偶 rzeki ...
p贸藕niej przyjrzymy si臋 wyspom.
Czy trafi do wi臋zienia, je艣li zostanie odnaleziony?
Takich ludzi nie wsadzamy do wi臋zienia.
Lepiej p贸jd臋, prosz臋 pani!
Jak masz naprawd臋 na imi臋? Bill czy Tom lub Bob ... Jak si臋 nazywasz?
Nie wolno 艣mia膰 si臋 z takiej ma艂ej dziewczynki, jak ja, prosz臋 pani.
Musz臋 wraca膰 do domu ...
Dziewczyna! Wiedzia艂am, 偶e jeste艣 ch艂opcem w chwili, gdy z艂apa艂e艣 ten kosz z ni膰mi.
Kiedy dziewczyna pr贸buje co艣 trzyma膰 na kolanach, zawsze ...
sk艂ada kolana. M臋偶czy藕ni nie rozumiej膮 tego, tak jak i ty.
A nast臋pnym razem, gdy zostaniesz poproszony by艣 nawlek艂 ni膰 ...
nie trzymaj nici bez ruchu pr贸buj膮c wci膮gn膮膰 na ni膮 ig艂臋 ...
ale trzymaj ig艂臋 prosto i spr贸buj w艂o偶y膰 w ni膮 ni膰.
Tak, prosz臋 pani ... Tam, za pani膮!
Jim!
Jim!
- Jim! Szukaj膮 ciebie! - Kto, Huck? Co?
Musimy wraca膰 nad rzek臋! Biegiem!
Musimy p艂yn膮膰 na wysp臋, 偶eby dosta膰 si臋 do tratwy!
- Dlaczego chc膮 mnie schwyta膰? - Za morderstwo.
Za morderstwo? Kogo zabi艂em?
My艣l膮, 偶e mnie zabi艂e艣.
Co to jest?
To wrak, ruina, Huck.
Chc臋 to sprawdzi膰. Mo偶e znajd臋 co艣 do jedzenia.
- Nie mamy czasu, Huck. - My艣l臋, 偶e na to mamy czas.
Nikt nas nie znajdzie w tej burzy.
Nie s膮dz臋, 偶eby cokolwiek 偶y艂o na tym statku.
Szukaj, Jim. Zajrz臋 tutaj.
Dobrze, Huck.
Ojciec Hucka ... cholera.
- Znalaz艂e艣 co艣, Jim? - Nic, Huck.
Musimy natychmiast opu艣ci膰 ten statek ...
w 艣rodku znajduje si臋 martwy m臋偶czyzna.
Na twoim miejscu bym tam nie wchodzi艂, to straszne.
Chod藕, wyno艣my si臋 st膮d.
"Nie jestem zm臋czony ...
bo to miasto, kt贸rego szukam".
"Alleluja ... Alleluja".
To bardzo wygodne ma艂e schronienie, Huck.
My艣l臋, 偶e tak.
- Jim, mo偶e zajm臋 si臋 sterem? - Nie. Zostaw to, Huck.
Lubi臋 sterowa膰, to tak jakby pomaga膰 starej rzece ...
- 偶eby si臋 wyzwoli艂a. - Jak sobie 偶yczysz.
Uwa偶am, 偶e dotrzemy do Cairo jutro wieczorem, prawda Huck?
Tak my艣l臋.
Kiedy niebo b臋dzie moje to jestem cz臋艣膰 winien jednemu ...
cz艂owiekowi. A to ty, Huck.
Wiesz dlaczego to robi臋, prawda Jim?
Nie wiem dlaczego to robisz, ale wiem, 偶e i tak to zrobisz.
Nie s膮dz臋, 偶eby abolicjonista wykona艂 lepsz膮 robot臋 ...
ni偶 to co robisz, Huck.
Nie nazywaj mnie tak! Nie jeste艣my jeszcze w wolnym stanie!
Mo偶emy pop艂yn膮膰 omijaj膮c Cairo. Ominiemy je p艂yn膮c.
Ale to w艂a艣nie tam Ohio wpada do Missisipi.
Powinni艣my zobaczy膰, b艂臋kitne wody starego Ohio.
- Mo偶emy to min膮膰 w nocy. - Ale zobaczymy 艣wiat艂a.
Zosta艂o ju偶 tylko dwana艣cie godzin.
Nie pomylimy si臋, bo poczuj臋 ten zapach.
Poczuj臋 zapach wolnego stanu.
Nie zamierzam zmarnowa膰 tej szansy, b臋d臋 wolny.
Nikt nie zabierze Jima z powrotem.
Nie jestem ju偶 niewolnikiem i nie chc臋 ju偶 by膰 niewolnikiem!
Jeste艣my tak blisko Cairo, 偶e nie zrezygnuj臋 z tego.
Pan nie pozwoli mi si臋 zgubi膰.
Prawda, Panie?
Huck, gdzie by艂e艣?
Rozejrza艂em si臋 troch臋.
- Po偶yczy艂em kilka rzeczy. - No widz臋.
Zobaczmy. Mamy ...
- jedno, dwa, trzy ... - Nie licz ich, Jim.
To pech, liczy膰 jedzenie, kt贸re zamierzamy zje艣膰.
To jak strz膮sanie obrusu po zachodzie s艂o艅ca lub dotkni臋cie ...
- sk贸ry grzechotnika. - Nie wiedzia艂em o tym.
Teraz lepiej by膰 ostro偶nym.
- Huck. - Tak, Jim?
Kiedy ci臋 nie by艂o, troch臋 my艣la艂em.
Mo偶e to nie dobrze, 偶e musisz podr贸偶owa膰 ze mn膮 w d贸艂 rzeki.
Robi臋 z ciebie abolicjonist臋.
Nie, nie robisz mi krzywdy. Ja te偶 p艂yn臋 w d贸艂 rzeki.
Wiem, Huck.
Ale co by艣 zrobi艂, gdyby艣 us艂ysza艂, 偶e tw贸j ojciec ju偶 nikogo nie niepokoi?
Czy by艣 wtedy wr贸ci艂?
Nie, bo wiem, 偶e to nieprawda. M贸j ojciec nigdy nie przesta艂by pr贸bowa膰 ...
przysparza膰 cierpienia innym.
Za艂贸偶my jednak, 偶e nie 偶yje.
Oczywi艣cie, jest inaczej. Powinienem ci臋 zabra膰 z powrotem.
Ale nie m贸w o takich ponurych rzeczach. Minie du偶o czasu, zanim m贸j stary kopnie w ramy.
- Do tego czasu b臋dziesz dziadkiem. - Tak, Huck.
Ale jest co艣, co mnie troch臋 niepokoi, Jim.
- O co chodzi, Huck? - To po偶yczanie.
Troch臋 mi to ci膮偶y na sumieniu.
Oczywi艣cie zamierzamy wszystko sp艂aci膰.
Tak, musz臋 przyzna膰, 偶e mnie te偶 to martwi, Huck.
Mo偶e wybierzemy kilka rzeczy i obiecamy, 偶e nie b臋dziemy ich wi臋cej po偶ycza膰,
- 偶eby艣my mogli po偶yczy膰 inne rzeczy. - To dobry pomys艂, Huck.
Czego nie b臋dzie nam brakowa膰? Melona?
Melony ...
Melon jest do艣膰 smaczny i potrzebny.
To zostawiamy jajka.
Jajka s膮 bardzo smaczne na pusty 偶o艂膮dek!
Powiem ci co zostawiamy, dzikie jab艂ka i persymony.
Tak, i tak d艂ugo si臋 nie zepsuj膮.
Swoj膮 drog膮 ja ich nie znosz臋.
To naprawd臋 jest 'la vie'.
'La vie' to 偶ycie, po francusku. Wdowa mnie tego nauczy艂a.
'La vie'. Nigdy nie s艂ysza艂em tego s艂owa.
Czy Francuzi nie u偶ywaj膮 takiej mowy jak my?
Nie ...
Nie zrozumia艂by艣 ani s艂owa, z tego co powiedzieli. Ani s艂owa, Jim.
Nikt z nich nie m贸wi tak jak my?
Tylko kr贸lowie i wa偶ne osobisto艣ci.
- Ale wi臋kszo艣膰 tego nie robi. - To bardzo g艂upie z ich strony.
Dlaczego wszyscy nie m贸wi膮 tak jak my?
To tak, jakby zapyta膰 kota lub krow臋, dlaczego nie m贸wi膮 tak jak my.
- To jedno i to samo. - O nie, to nie tak.
- Czy kot jest cz艂owiekiem? - Nie.
- Czy krowa jest cz艂owiekiem? - Nie.
- Czy Francuz jest cz艂owiekiem? - Tak.
No to do cholery, dlaczego oni nie m贸wi膮 jak ludzie? Odpowiedz mi.
Widzisz.
Huck ...
Ile pieni臋dzy dostaj膮 kr贸lowie?
Kr贸lowie?
Ka偶dy kr贸l dostaje oko艂o stu dolar贸w miesi臋cznie.
A co maj膮 do roboty?
Nic. Po prostu siedz膮 tu i tam.
- Nie! - Tak.
- Jeste艣 pewien? - Tak.
Po prostu siedz膮, chyba 偶e id膮 na wojn臋.
A czasem id膮 na wojn臋.
A kiedy nie id膮 na wojn臋 ...
po prostu leniuchuj膮.
Poluj膮 ...
wyruszaj膮 na polowanie i ...
Co to jest?
To tylko stary parowiec.
A innym razem, kiedy si臋 nudz膮, pojawiaj膮 si臋 w haremie.
Gdzie?
W haremie, to miejsce gdzie trzymaj膮 swoje 偶ony.
Salomon te偶 mia艂 harem, wiesz, Salomon mia艂 milion 偶on.
Niech mnie diabli.
A jednak ten Salomon by艂 najm膮drzejszym cz艂owiekiem, jaki kiedykolwiek 偶y艂.
By艂 najm膮drzejszym cz艂owiekiem. Wdowa mi to powiedzia艂a.
Nie obchodzi mnie, co ci powiedzia艂a wdowa! Nie by艂 m膮drym cz艂owiekiem.
Czy wiesz o tym dziecku, kt贸re chcia艂 przeci膮膰 na p贸艂?
Czy to nie by艂a najdziwniejsza decyzja na 艣wiecie?
Jaki jest po偶ytek z po艂owy dziecka?
Niech ci臋 diabli, Jim. Nie rozumiesz, kurde, sensu ca艂ej tej cholernej sprawy.
Wiem co wiem! Nie zapominaj, 偶e istota sprawy le偶y g艂臋biej.
To zale偶y od tego, jak Salomon by艂 wychowywany.
Wyobra藕 sobie faceta, kt贸ry ma pi臋膰 milion贸w dzieci ...
biegaj膮cych po domu.
Przecie偶 przeci膮艂by dziecko na p贸艂 jak kota. By艂oby ich o wiele wi臋cej.
Jedno dziecko mniej czy wi臋cej nie ma dla Salomona 偶adnego znaczenia.
Co czyni go m膮drym?
Jim, chyba nie mog臋 niczego ci臋 nauczy膰.
Mo偶e jestem po prostu zwyk艂ym, starym g艂upcem.
Huck!
Obud藕 si臋! Parowiec p艂ynie prosto na nas!
Mo偶e po prostu si臋 wyg艂upiaj膮.
S膮 ju偶 bardzo blisko, je艣li si臋 wyg艂upiaj膮!
W艂a藕 tam, Jim.
Nie wiemy, kto mo偶e by膰 na tym statku.
- Przynie艣 go tutaj! - No dalej! Rzucajcie.
Tratwa po lewej! Skr臋膰 w prawo.
I pozw贸lcie, 偶e zapytam, panowie ...
czy to jest s艂ynna go艣cinno艣膰 Po艂udnia?
- Nie zapomnijcie o moim przyjacielu! - Nie zapomnimy!
Ju偶 schodz臋!
Potrzebujecie pomocy?
- Jeste艣 ranny? - Co? Ranny?
Jedzenie na tym statku po prostu si臋 zepsu艂o.
Nie mog艂em tego wytrzyma膰 ani minuty d艂u偶ej.
M贸j przyjacielu! Prawie o tobie zapomnieli.
Ale nie jestem osob膮, kt贸ra zostawia przyjaciela ...
na tarce do sera.
Wi臋c jak to nazwa膰?
My艣l臋, 偶e zastanawiasz si臋, dlaczego tu jeste艣my.
Pojawili艣cie si臋 troch臋 nagle.
Synu, w miar臋 up艂ywu twojego 偶ycia zobaczysz, 偶e niekt贸rzy ludzie ...
maj膮 poczucie humoru, a inni nie. Kapitan tego statku ...
nale偶y do tej drugiej grupy.
Chcia艂em mu tylko pokaza膰 kilka ma艂ych sztuczek.
Sztuczek karcianych. Zdenerwowa艂 si臋 i oto jeste艣my.
Co to jest, prosz臋 pana?
Nie wiesz?
- To sztabka z艂ota. - Z艂oto!
- Pi臋膰dziesi膮t karat贸w, mam racj臋? - Oczywi艣cie.
Rany, najwi臋ksza, jak膮 kiedykolwiek widzia艂em.
Tak czy inaczej, to czyste peruwia艅skie z艂oto.
Tubylcy przemycaj膮 je mi臋dzy palcami u n贸g obok kopalnianej policji ...
transportuj膮 je do miasta w wydr膮偶onych pude艂kach po cygarach i mo偶esz je zdoby膰 ...
za skromn膮 cen臋 ...
- Podoba ci si臋? - O tak.
W takim razie jest twoja, synu. Twoja.
W zamian prosimy tylko o podwiezienie ...
do Pikesville na twoim statku wodnym. Czy umowa stoi?
To strasznie du偶o z艂ota za tak ma艂膮 wycieczk臋.
- To z艂oto jest warte wi臋cej ni偶 ca艂a tratwa. - Niewa偶ne.
Zgadza si臋, niewa偶ne. W艂a艣ciwie my艣l臋, 偶e ...
odnosimy korzy艣膰.
- Trzymaj Huck. - Dzi臋ki Jim.
Kiedy pomy艣l臋, 偶e musz臋 prowadzi膰 takie 偶ycie,
偶e musz臋 obej艣膰 si臋 bez szacunku, kt贸ry mi si臋 nale偶y.
- Prosz臋, prosz臋! - O, ty by艣 mi nie uwierzy艂.
艢wiat nigdy nie wierzy.
Dlatego tak to zostawi艂em.
A co z tajemnic膮 moich narodzin?
- Chodzi ci o to, 偶e ...? - Nie! Jestem ksi臋ciem.
Moim ojcem by艂 ksi膮偶臋 Bridgewater.
Kiedy by艂em dzieckiem, odebrano mi dziedzictwo.
- M贸j tytu艂 te偶. - To straszne.
Dlatego rzucisz tutaj t臋 patelni臋 i oczywi艣cie od tej chwili ...
musisz najpierw mnie obs艂u偶y膰.
- O tak, Ekselencjo ... - Po prostu zwracaj do mnie ...
- M贸j Panie lub Wasza Ksi膮偶臋ca Mo艣膰. - Tak, Wasza Ksi膮偶臋ca Mo艣膰.
- Jeszcze troch臋 je偶yn, Wasza Ksi膮偶臋ca Mo艣膰? - Dzi臋kuj臋.
- Ma艂膮 rybk臋, Wasza Ksi膮偶臋ca Mo艣膰? - Dzi臋kuj臋.
S艂uchaj Bilgewater. Nie jest przyjemnie o tym wspomina膰,
ale nie jeste艣 jedyn膮 osob膮, kt贸rej narodziny owiane s膮 tajemnic膮.
Nie jeste艣 jedynym, kt贸ry zosta艂 okradziony ze swojej wysokiej rangi.
- O co ci chodzi? - Czy potrafisz dotrzyma膰 tajemnicy, Bilgewater?
- Spr贸buj臋. - Jestem Ludwik XVII.
Syn Ludwika XVI i Marii Antoniny.
Jestem prawowitym kr贸lem Francji.
Mo偶esz m贸wi膰 do mnie Wasza Wysoko艣膰.
Tak, Wasza Wysoko艣膰.
Czy chcia艂by pan jeszcze troch臋 ryb, Wasza Wysoko艣膰?
Tak, synu.
Usi膮d藕 i zjedz z nami.
Czy mog臋, panowie? Czy to wypada?
Oczywiscie, oczywiscie. "E pluribus unum", co znaczy "odetnij sobie troch臋 suma".
Dzi臋kuj臋.
W艂a艣ciwie to z powodu kr贸lowej wyrzucili mnie ze statku.
Kr贸lowej? Jakiej kr贸lowej?
Pi膮tej kr贸lowej.
To niezwykle niewygodne, poza tym pokrzy偶owa艂o ca艂y ...
nasz plan podr贸偶y. Powinni艣my by膰 ju偶 w Pikesville.
Co zamierzacie robi膰 w Pikesville, Wasza Wysoko艣膰?
Odwiedzamy naszego brata i jego dwie opiekunki, nasze siostrzenice.
Pro艣ci krewni, to prawda, ale tego od nas oczekuj膮.
Wi臋c ... jeste艣cie bra膰mi, tak?
O tak, tak ...
Ile czasu min臋艂o, odkiedy widzieli艣cie tego drugiego brata?
Zobaczmy ...
To wyja艣nia wszystko.
OCZEKIWANI. Poniewa偶 pan Peter Wilkes jest chory, poprosi艂 swoich braci, Harveya i Williama,
aby przyjechali z Sheffield w Anglii i pomogli mu w prowadzeniu firmy.
Pan Wilkes, kt贸rego jedynymi krewnymi s膮 dwie siostrzenice,
Susan i Mary Jane, nie widzia艂 swoich braci od czterdziestu lat.
- W膮tpi臋, 偶e b臋d膮 w stanie was teraz rozpozna膰. - Mam nadziej臋, 偶e nie.
To znaczy ... mam nadziej臋, 偶e tak.
Wyobra藕 sobie, 偶e nie widzisz swojego brata przez czterdzie艣ci lat,
jak i nasze ma艂e, kuzynki.
Jak偶e oni b臋d膮 szcz臋艣liwi, kiedy nas zobacz膮!
Sk膮d pewno艣膰, 偶e b臋d膮 szcz臋艣liwi? Nie wydaje mi si臋,
偶eby to rzemios艂o zrobi艂o na nich du偶e wra偶enie.
Je艣li tam nie dotrzemy.
A dotrzemy, dot ...
- Zejd藕 z mojego p艂aszcza! - Och, przepraszam.
Parowcem z St Louis.
A jak zamierzasz zap艂aci膰 kapitanowi? 呕etonami do pokera?
Rozumiem o co ci chodzi, Bilgewater,
niestety zostawi艂em na tym statku bardzo pi臋kny portfel.
- Widzia艂e艣 co w nim by艂o? - Widzia艂em?
By艂 w nim taki du偶y zwitek banknot贸w, 偶e ...
No tak ... Chyba ...
musimy troch臋 zarobi膰.
Nie, nie, my艣l臋, 偶e nie.
S艂ynny doktor Armand de Monteveil z Pary偶a wyg艂osi dzi艣 wieczorem wyk艂ad ...
na temat frenologii.
- Co to jest frenologia? - Frenologia to nauka o g艂owie.
Na przyk艂ad: kr贸l mo偶e odczyta膰 tw贸j charakter z wypuk艂o艣ci na twojej g艂owie.
Nawiasem m贸wi膮c, ten ch艂opak nosi bardzo pi臋kny okaz.
Aaa! Jest wiele nier贸wno艣ci!
Pochodz膮 od skok贸w do rzeki przy niskim stanie wody.
A, oto faworyt!
Ob艂udna muza.
Ch艂opcze, wyst臋powa艂e艣 ju偶 na scenie?
- Nie. - Wi臋c jeszcze nie 偶y艂e艣!
O, poczu膰 emocje publiczno艣ci!
Pami臋tam, jak obsypano mnie r贸偶ami w Baltimore.
A czym w ciebie rzucili w Chicago?
Dalej w dole rzeki zauwa偶y艂em ma艂e miasteczko.
Wydrukujemy kilka afiszy i dzi艣 wieczorem zajmiemy ...
nasze miejsce w艣r贸d nie艣miertelnych.
- Kim s膮 nie艣miertelni? - Martwi ludzie.
Wielki aktor tragiczny pan David Garrick ...
i 艣wiatowej s艂awy pi臋kno艣膰 pani Siddons ...
wyst臋puj膮 w nie艣miertelnej tragedii Szekspira "Romeo i Julia".
Jazda st膮d, odejd藕cie, wy ma艂e gnojki!
- Sprzeda艂e艣 wszystkie bilety? - Do ostatniego.
A teraz rzecz ostatnia i najwa偶niejsza.
Kobietom i dzieciom wst臋p wzbroniony.
Je艣li na to si臋 nie z艂api膮, to nie znam Missouri.
Hej, 艣wietnie. Sp贸jrz na to.
Zbieg艂y niewolnik POSZUKIWANY ZA MORDERSTWO
Wzrost 6 st贸p i 2 cale. Waga 200 funt贸w. Nazywa si臋 Jim. NAGRODA 1000 $
Bilgewater, staruszku, by艂by to niez艂y kawa艂ek kapita艂u gotowy ...
na wypadek, gdyby nasi "krewni" byli niech臋tni do przekazania darowizny.
Mojemu sumieniu nie jest 艂atwo podr贸偶owa膰 ze zbieg艂ym i morderczym ...
niewolnikiem.
To prawie tak samo, jak pieni膮dze w banku.
Oczywi艣cie, pod warunkiem, 偶e b臋dziemy pami臋ta膰 o naszym m艂odym przyjacielu.
Ale tymczasem potrzebujemy jego tratwy.
Pozby艂em si臋 wszystkiego, co mia艂em. Wracam teraz na tratw臋.
Nie, nie, nie mamy na to czasu. My艣l臋, 偶e powinni艣my zrobi膰 pr贸b臋.
- Czy偶 nie tak, Bilgewater? - Byliby艣my szaleni, gdyby艣my tego nie zrobili.
Oto, panowie, najwspanialsze widowisko na Ziemi ...
prosto z teatr贸w Europy!
A teraz panowie.
David Garrick i pani Siddons ...
w najwspanialszej historii mi艂osnej wszech czas贸w ...
Romeo i Julia.
Tylko ci, kt贸rzy nie do艣wiadczyli ran,
艣miej膮 si臋 z blizn.
Jak偶e s艂abe ...
艣wiat艂o, kt贸re wpada przez okno?
Co za 艣wiat艂o wpada przez okno?
To wsch贸d ...
a Julia jest s艂o艅cem.
Wstawaj, pi臋kny dniu!
O, moja pani jeste艣 ...
moj膮 mi艂o艣ci膮!
Ach, gdybyby艣 wiedzia艂a ...
Rzek艂, lecz nic nie powiedzia艂.
Sp贸jrz, jak jej policzek opiera si臋 na d艂oni!
Policzek na d艂oni!
Chcia艂bym by膰 r臋kawiczk膮 na tej d艂oni ...
i dotkn膮膰 tego policzka.
Ojej!
Mam tego s艂ucha膰 czy odpowiedzie膰?
O Romeo!
O Romeo!
J臋zyk zwodzi t臋 delikatn膮 dziewczyn臋.
Zrobi臋, co w mojej mocy, aby powiedzie膰 to, co powinna us艂ysze膰.
Lecz wci膮偶 nie ma granic, kt贸re powstrzyma艂yby mi艂o艣膰!
Moja pani!
Moja mi艂o艣膰!
Przysi臋gam pod b艂ogos艂awionym ksi臋偶ycem, ksi臋偶ycem,
kt贸ry delikatnie dotyka ...
- swoimi srebrzystymi promieniami ... - Uwa偶aj, Wasza Wysoko艣膰!
Ach, pozw贸l mi uchwyci膰 biel d艂oni Julii!
I wykra艣膰 z jej ust nie艣miertelne b艂ogos艂awie艅stwo ..,
- Dusisz ... - kt贸re jest nadal czyste!
Dziewicza cnota, kt贸ra si臋 rumieni i ...
my艣li, 偶e nasze poca艂unki s膮 grzechem.
- Ach, by膰 albo nie by膰, oto jest pytanie! - Trzymaj si臋, kr贸lu!
Spadamy!
- To ch艂opiec! - Zostali艣my oszukani!
Rozstanie to s艂odki smutek ...
Biegnij ch艂opcze, uciekaj!
- Bra膰 ich! - Dalej, ch艂opaki!
Zamknij te drzwi!
ZBIEG艁Y NIEWOLNIK POSZUKIWANY ZA MORDERSTWO
Sto trzydzie艣ci sze艣膰 dolar贸w, siedemdziesi膮t dwa centy i ...
o艂owiane pi臋膰 cent贸w od jakiego艣 oszusta.
Nie藕le! Nie藕le!
Uczciwa nagroda za uczciwy wysi艂ek.
A jutro zdob臋dziemy Pikesville.
Wysiadacie w Pikesville, prawda?
Tak, synu. To nasz cel ostateczny.
Koniec naszej podr贸偶y. Czemu?
Jim i ja b臋dziemy za wami t臋skni膰.
Ale p贸jdziesz z nami, synu.
B臋dziesz moim kamerdynerem. Przyb臋dziemy z fasonem.
Nie chcesz tego przegapi膰, prawda?
Obawiam si臋, 偶e b臋d臋 musia艂 to przegapi膰. Co ja zrobi臋 z Jimem?
Cumujemy tratw臋 nieco za miastem ...
on zostaje na tratwie. My p艂yniemy parowcem.
B臋dzie bezpieczny.
Ale Jim i ja musimy pop艂yn膮膰 dalej ni偶 Pikesville ...
- musimy p艂yn膮膰 ... - Zdecydowa艂em!
Idziesz z nami.
Chyba p贸jd臋 spa膰. Co na to powiesz, Bilgewater?
Nic nie mog臋 powiedzie膰, jestem zbyt zm臋czony.
Mo偶e jednak potrzebuj臋 troch臋 snu.
W艂a艣nie wysiad艂em ze statku z St Louis.
Czy mo偶e mi pan powiedzie膰, gdzie mieszka Peter Wilkes?
Przykro mi, ale jedyne, co mog臋 zrobi膰, to powiedzie膰 panu gdzie mieszka艂 ...
a偶 do ostatniej nocy.
M贸j biedny brat!
Zmar艂 ...
Jeste艣 jednym z braci Petera.
Powiedzia艂em do 偶ony: to on, prawda, kochanie?
- Tak, kochanie. - M贸j biedny, biedny przyjacielu.
A to, oczywi艣cie jest tw贸j brat William. Ten, kt贸ry jest niedorozwini臋ty.
Niedorozwini臋ty?
Peter wspomnia艂 o tym, to by艂o tragedi膮 rodziny.
- Ten, kt贸ry nie mo偶e m贸wi膰. - Oczywi艣cie, oczywi艣cie.
Powiem mu, co przydarzy艂o si臋 naszemu biednemu bratu.
Nasz brat zmar艂.
Nazywam si臋 Rocker.
To moja 偶ona. Znali艣my waszego brata bardzo dobrze.
Brat cz臋sto do mnie pisa艂 o tobie i twojej 偶onie.
Peter i ja byli艣my starymi przyjaci贸艂mi.
Je艣li chcesz, poka偶臋 ci drog臋 do waszego domu.
A raczej do domu, kt贸ry do niego nale偶a艂.
Wiem, jak szcz臋艣liwe b臋d膮 twoje siostrzenice, 偶e ci臋 widz膮.
Naturalnie. Prowad藕.
Przynie艣 nasze torby!
Wujek ...!
Biedna, ma艂a dziewczynka.
Wujku, Susan i ja bardzo si臋 cieszymy, 偶e tu jeste艣.
- Wi臋c to ty? - Mary Jane.
A ty jeste艣 Susan.
Mary Jane, Susan - wasz wujek William.
Jakie to smutne, 偶e nie mog艂e艣 tu by膰 wczoraj.
Biedny wujek Peter.
Zak艂adam, 偶e jest tam cia艂o mojego biednego brata?
Tak.
Musimy by膰 dzielni.
Teraz, kiedy si臋 poznali艣cie, b臋dzie lepiej, jak ju偶 p贸jdziemy.
- Annie. - Och, nie, panie Rocker.
Ty i twoja 偶ona powinni艣cie zosta膰 na kolacji. Wujek Peter nie chcia艂by, 偶eby by艂o inaczej.
I niech pan zostanie i twoja 偶ona, panie Shackleton.
Wejd藕my do 艣rodka.
Adolfie, mam na my艣li ciebie. Pod膮偶aj za nami.
M贸j kamerdyner, zatrudni艂em go w St Louis.
Je艣li jeste艣 kamerdynerem mojego wuja, to znaczy, 偶e dobrze dbasz o wszystko?
Tak, prosz臋 pani. My艣l臋, 偶e to znaczy.
B贸g ci b艂ogos艂awi.
C贸偶 za tragiczna sztuczka okoliczno艣ci,
musieli艣my przyby膰 dzie艅 p贸藕niej.
呕a艂uj臋, 偶e nie s艂ysza艂em mojego brata, jak wymawia moje imi臋.
Ach, ju偶 za p贸藕no.
O Susan, przynie艣 tu list, prosz臋. Ten do naszego wujka Harveya.
Tak, siostro.
Wujek Peter napisa艂 do ciebie list, ostatnie 偶yczenia w sprawie maj膮tku.
Chcia艂, 偶eby艣 ty i wujek William przej臋li jego niedoko艅czone sprawy.
Naprawd臋?
Z rado艣ci膮 zrobimy to, o co prosi艂.
Dzi臋kuj臋 ci, m贸ja droga.
- Wybaczysz mi? - Oczywi艣cie.
Susan, kochanie, podstawki dla pani Shackleton i pani Rocker.
Tak, tak. Oczywi艣cie.
Mia艂a艣 racj臋, Mary Jane.
Tak, rzeczywi艣cie chodzi o posiad艂o艣膰 ...
pisze tu co艣 o sejfie.
To wydaje si臋 by膰 kluczem.
O tak, sejf jest w bibliotece.
My艣l臋, 偶e musimy od razu go zobaczy膰 ...
mo偶e zawiera膰 pewne dodatkowe informacje o naszym bracie.
- Oczywi艣cie, wujku. - Panno Wilkes, czy nie s膮dzi pani,
- 偶e lepiej troch臋 poczeka膰 ...? - Adolfie!
Prosz臋. P贸jdziesz teraz ze mn膮.
Pozw贸l, 偶e ci pomog臋, kochanie.
- Jest ci臋偶ki, prawda? - Tak.
Wujek Peter m贸wi艂 co艣, 偶e od艂o偶y艂 2000 dolar贸w w z艂ocie.
Powiedzia艂, 偶e ma to zwr贸ci膰 twoj膮 podr贸偶 i podr贸偶 wuja Williama.
Biedny, wspania艂omy艣lny brat.
Moja droga, czy masz co艣 przeciwko, je艣li William i ja ...?
Oczywi艣cie, 偶e nie, wujku.
- Pozw贸l, 偶e otworz臋! - Otwieram, otwieram!
Wielki Matuzalemie!
Dwa tysi膮ce dolar贸w!
- To z艂oto! - Niesamowite.
- Wyno艣my si臋 st膮d! - Co?
I zostawimy tutaj wszystkie inne skarby?
Ale nie wiemy, kiedy si臋 zorientuj膮!
Wszyscy g艂upcy w mie艣cie s膮 po naszej stronie.
A to do艣膰 zdecydowana wi臋kszo艣膰. B膮d藕my delikatni w tej ...
materii. Zr贸bmy to dobrze.
Moim planem jest zabra膰 te pieni膮dze ...
- i da膰 je naszym siostrzenicom. - Jeste艣 szalony! A czemu nie?
Rozumiem. To rozwieje ich podejrzenia.
- M贸g艂bym ci臋 przytuli膰! - To najpodlejsza i najbrudniejsza sztuczka ...
o jakiej s艂ysza艂em!
Co za ...!
Zagra膰 komedi臋 dla tych s艂odkich dziewczyn.
Komedi臋 ze 艂zami i bzdurami, a potem je okra艣膰!
Jest wiele do zabrania. Ale sprzedawa膰 dom?
Na twoim miejscu by艂bym cicho, przyjacielu!
Ludzie, kt贸rzy pomagaj膮 morderczym niewolnikom unikn膮膰 prawa ...
- To co innego ... - To jest znacznie gorsze!
A teraz p贸jdziesz z nami, zostaniesz i b臋dziesz cicho!
Nie ma ju偶 偶adnej wiadomo艣ci od Petera ...
ale zostawi艂 to.
Tu s膮 dwa tysi膮ce dolar贸w i William i ja podj臋li艣my decyzj臋 ...
co do przeznaczenia tego.
Przeka偶emy to naszym siostrzenicom.
- Wujku! - Jaki jeste艣 opieku艅czy i hojny!
I prawid艂owo! Kochasz swojego starego wujka, co?
- A jak by inaczej? - To dobrze,
bo mamy jeszcze jedn膮 niespodziank臋.
Zabierzemy was ze sob膮 do Anglii.
- Mary Jane, s艂ysza艂a艣 to? - Tak, s艂ysza艂am!
Pomy艣la艂em, 偶e mogliby艣my szybko sprzeda膰 ten dom. Wiesz,
mo偶emy pozwoli膰 sobie na niewielk膮 obni偶k臋 ceny,
poniewa偶 William i ja mamy do艣膰, aby zatroszczy膰 si臋 o nas wszystkich.
- O, kapitan Brandy! - Moje drogie dziewczynki, droga Susie ...
Ben, Edna, Elizabeth, Annie ...
Kapitanie Brandy ...
to rodze艅stwo wujka Petera. Wujek Harvey - kapitan Brandy.
- Ciesz臋 si臋, sir. - Ja te偶 bardzo si臋 ciesz臋.
Kapitan Brandy by艂 najbli偶szym przyjacielem wujka Petera.
Jest w艂a艣cicielem i kapitanem River Queen.
Jest te偶 administratorem maj膮tku Petera Wilkesa.
No, no. Jak si臋 pan ma, sir?
S艂ysza艂e艣 o naszym planie zabrania naszych siostrzenic do Anglii ...
- i sprzeda偶y posiad艂o艣ci? - Tak, s艂ysza艂em.
- I zgadzasz si臋? - No, trudno powiedzie膰 ...
to nag艂a decyzja.
Czy nie by艂oby lepiej najpierw om贸wi膰 t臋 spraw臋?
- Ale nie dzi艣, nie ... - Ale偶 dzi艣 wieczorem. Teraz.
Wybaczycie nam, prawda? To nie potrwa d艂ugo.
B臋dzie lepiej, je艣li przyjdzie tw贸j brat i ...
- Czy ten ch艂opak jest na twojej s艂u偶bie? - M贸j kamerdyner, sir.
Tak. To wejdziemy tutaj, do biblioteki. Wszyscy.
- Pospiesz si臋. Prosz臋, wybaczcie mi. - Oczywi艣cie.
Panowie ...
wszyscy jeste艣my rozs膮dnymi lud藕mi, prawda?
- Oczywi艣cie, bardzo rozs膮dnymi. - W takim razie czemu nie mia艂bym zapyta膰 ...
dlaczego nie korzystacie z okazji do wyj艣cia?
Wyj艣膰? Dlaczego mieliby艣my wyj艣膰?
Mam tylko jeden pow贸d. Chc臋, 偶eby艣cie wyszli.
Robisz z siebie g艂upca, g艂upca!
Mo偶ecie oszuka膰 te mi艂e i s艂odkie dziewczyny ...
ale mnie nie oszukacie, panowie.
Anglicy, ba!
Nie jeste艣 bardziej Anglikiem ni偶 ten tu ch艂opak.
Jeste艣cie najgorszym rodzajem oszust贸w!
My艣la艂em, 偶e powiniene艣 by膰 cicho.
Nie masz 偶adnych uczu膰 do tych biednych dziewczyn?
Dlatego daj臋 ci t臋 szans臋 na odej艣cie.
- Nie chc臋 robi膰 wielkiego zamieszania. - Zamieszania? Nie b臋dzie 偶adnego zamieszania.
Dlaczego mia艂oby by膰?
Mary Jane! Mary Jane!
- Co si臋 sta艂o, wujku? - Ten cz艂owiek, ten tw贸j przyjaciel ...
- kaza艂 mi wyj艣膰 z domu. - Kapitanie Brandy!
- Czy to prawda? - Mary Jane, kochanie, nie widzisz?
- Ci ludzie to oszu艣ci. - To niemo偶liwe!
Jak oni mog膮 by膰 oszustami, Brandy?
Harvey wiedzia艂, 偶e jestem jednym ze starych przyjaci贸艂 Petera.
Dlaczego? Poniewa偶 Peter pisa艂 mu o mnie.
A ten biedak, drugi brat Petera ...
cierpi na cisz臋.
Informacje te mo偶na 艂atwo uzyska膰 z wiejskich plotek i przypadkowych komentarzy.
A co do niego, krzykn膮艂 g艂o艣no w chwili, gdy stan膮艂em na jego stopach.
Ten tu nieuczciwy, dos艂ownie wyrwa艂 okrzyk b贸lu z ...
mojego biednego brata. Pomy艣le膰 tylko, 偶e pierwszy d藕wi臋k ...
jaki mog艂em od niego us艂ysze膰, po czterdziestu latach by艂 spowodowany b贸lem.
Odchodz臋. Wola艂bym odej艣膰, ni偶 zosta膰 okrzykni臋tym z艂oczy艅c膮,
nie chc臋 pozosta膰, gdy w膮tpicie we mnie.
Wujku Harvey! Wujku Harvey! Nie w膮tpimy w ciebie. Prosz臋, nie odchod藕.
Kapitanie Brandy, nie wiem co ci臋 sk艂oni艂o do takiego zachowania.
Wujku Harvey, we藕 to. Zainwestuj je wed艂ug w艂asnego uznania.
Dobrze si臋 spisa艂a艣, Mary Jane. My艣l臋, 偶e b臋dzie lepiej, je艣li ju偶 p贸jdziesz, Brandy.
Susan, moja droga. Mary Jane, uwierzcie mi na s艂owo.
Kapitanie Brandy, lepiej b臋dzie, je艣li ju偶 p贸jdziesz.
- Biedny pan Wilkes. - To nie takie straszne, tylko 偶e ...
- kapitan mnie upokorzy艂. - Nigdy nie s艂ysza艂am czego艣 takiego!
Mi臋kkie, jak skrzyd艂o anio艂a. Dobranoc, moja droga.
Dobranoc, wujku. Mary Jane i ja b臋dziemy spa膰 s艂odko ...
- wiedz膮c, 偶e tu jeste艣. - Wszyscy 艣pimy lepiej teraz,
gdy wci膮偶 tu jestem.
- Dobranoc. - Dobranoc.
- Dobranoc, wujku Williamie. - Powiem o tym wujowi Williamowi.
Dobranoc, Adolfie.
Dobranoc, panienko.
Ten kapitan Brandy omal nie wys艂a艂 nas do wi臋zienia. Mam nadziej臋, 偶e wiesz o tym.
Dlaczego nie we藕miemy tego i nie wyniesiemy si臋 st膮d?
- Cierpliwo艣膰, cierpliwo艣膰 ... - Ten kapitan si臋 nie podda艂,
wr贸ci. Za艂贸偶my, 偶e pojawi si臋 prawdziwy wujek.
Nawiasem m贸wi膮c, sprzeda偶 tego domu zaj臋艂aby troch臋 czasu.
Mam pomys艂, dzi臋ki kt贸remu mo偶emy sprzeda膰 ten dom w dwa dni.
Co ty tu robisz?
- Zastanawia艂em si臋 jak mog臋 pom贸c. - Nie mo偶esz. Wyno艣 si臋!
- Zje偶d偶aj! - Tak, prosz臋 pana.
Z ka偶dym dniem coraz mniej podoba mi si臋 ten ch艂opak. Co my艣lisz szczerze?
Mam pomys艂 ...
Dobra, ju偶 go nie ma.
- No i co? - Sprzedajemy ten dom ...
na aukcji publicznej. To szybkie i 艂atwe.
We藕miemy pieni膮dze i za dwie godziny b臋dziemy ju偶 poza miastem.
M贸j przyjacielu!
- Czy ufasz mojej decyzji? - Czy ufam twojej decyzji?
Ufam tobie.
Mo偶ecie mi powiedzie膰 panowie, gdzie mieszka kapitan Brandy?
Pewnie synu. Prosto do skrzy偶owania, po prawej stronie b臋dzie pierwszy dom.
Dzi臋kuj臋.
Nie s膮dzisz, 偶e by艂oby lepiej gdyby艣 teraz poszed艂 do domu ...
i powiedzia艂 Mary Jane i Susan to, co mi tu powiedzia艂e艣?
O nie, prosz臋 pana. Nie mog臋 tego zrobi膰. Kr贸l i ksi膮偶臋 zdradziliby mojego przyjaciela.
Kto to jest?
Nie mog臋 panu powiedzie膰. Gdybym to zrobi艂, nie uwierzy艂by艣 w to, co powiedzia艂em do tej pory.
Odda艂by艣 mnie w r臋ce szeryfa.
Do tej pory mi ufa艂e艣. Powiedz mi, kim on jest?
Niewolnikiem.
Ma na imi臋 Jim. Pomagam mu dosta膰 si臋 do Cairo, kr贸l i ksi膮偶臋 go znaj膮 ...
i od razu splun臋liby na niego.
Wi臋c martwisz si臋 o swojego przyjaciela Jima?
Tak, sir.
I pewnie my艣lisz, 偶e jestem bardzo z艂膮 postaci膮, prawda?
Bo pomagasz niewolnikowi w ucieczce?
Czy to dobry Murzyn?
- Najlepszy, jakiego kiedykolwiek zna艂em. - Wi臋c co w tym z艂ego?
Wiesz, jest wielu ludzi, kt贸rzy my艣l膮 tak jak ty.
Nie pr贸buj robi膰 ze mnie abolicjonisty.
Nie ma w tym nic z艂ego.
- M贸wisz tak, jakby艣 by艂. - Jestem.
A je艣li poczekasz, a偶 wyja艣ni臋 t臋 spraw臋 z tym twoim kr贸lem i ksi臋ciem,
umieszcz臋 ciebie i Jima na moim parowcu i nie wysi膮dziecie,
- p贸ki nie znajdziecie si臋 w wolnym stanie. - Powa偶nie?
Ale ty te偶 nie jeste艣 z艂ym cz艂owiekiem!
Zawsze mi m贸wiono, 偶e zwolennicy abolicji to podli, brudni ludzie.
Nie, nie, Huck. Chcia艂bym 偶eby艣 pozna艂 niekt贸rych z nich.
Zw艂aszcza t臋 osob臋, kt贸ra mieszka w Illinois i kiedy艣 mi powiedzia艂a:
"Brandy, za艂贸偶my, 偶e to prawda, 偶e Murzyn jest gorszy ...
od bia艂ego cz艂owieka i 偶e B贸g tak chcia艂.
Czy nie jest to przewrotne t艂umaczenie faktu, 偶e biali ...
odbieraj膮 Murzynowi wszystko, co ma?"
Tak, to brzmi rozs膮dnie.
- A czy to porz膮dny cz艂owiek? - Wspania艂y cz艂owiek.
Jest tam prawnikiem.
Nazywa si臋 Lincoln.
Abe Lincoln.
Musz臋 wr贸ci膰 na tratw臋 i powiedzie膰 Jimowi o podr贸偶y ...
do wolnego stanu. Kiedy si臋 spotkamy?
Przyjd藕 tu wcze艣nie rano i podejmiemy decyzj臋.
No nie mog臋 si臋 doczeka膰, a偶 powiem Jimowi. Dzi臋kuj臋 panu.
- Do widzenia, sir. - Do zobaczenia.
Obud藕 si臋, obud藕 si臋!
Okrad艂 nas jaki艣 podst臋pny w膮偶.
- Co ty m贸wisz? - Okradziono nas.
Okradziono?
Jak rozpl膮ta膰 ten syf ...
Okradziono nas.
- Jak to si臋 sta艂o? - Nie da si臋 tu wej艣膰.
- Okradli nas. - Drzwi s膮 zamkni臋te.
- Tak, bo je zamkn膮艂em. - Zatem ktokolwiek to zrobi艂, by艂 ju偶 tutaj.
Ten m艂ody w膮偶.
Prawo jest po naszej stronie, Bilgewater!
Na艣lijmy szeryfa na tego podst臋pnego, ma艂ego, murzy艅skiego z艂odziejaszka.
Tak, a potem znajdziemy przyjaciela i dostaniemy dodatkowy tysi膮c.
Racja!
- Huck! - Jim, 偶ycz臋 ci wszystkiego najlepszego,
- czego tylko chcesz! - Jedziemy do Cairo?
Jest du偶o lepiej! P艂yniemy parowcem przez stare Ohio do wolnego stanu!
Huck, chyba nie 偶artujesz sobie z Jima?
- Nie, nie 偶artuj臋. Jutro wyje偶d偶amy. - Wi臋c jutro b臋d臋 wolny ...
B臋d臋 wolny, Huck!
Do tysi膮ca diab艂贸w, Jim. Potrzebuj臋 zapali膰.
Nie chcia艂am pali膰 w domu Wilkes贸w, bo oni s膮 jak wdowa.
To ludzie, na kt贸rych nie mo偶na si臋 z艂o艣ci膰, bo ci na to nie pozwalaj膮.
Czujesz si臋 jak dra艅, je艣li to robisz.
"Nareszcie jestem prawie wolny ..."
By艂e艣 dla mnie bardzo dobry, Huck.
- I by艂em te偶 z艂o艣liwy. - Ale przede wszystkim by艂e艣 dobry.
I jest co艣, o czym chcia艂em porozmawia膰, zanim si臋 po偶egnamy.
Mamy jeszcze mn贸stwo czasu do jutra albo nast臋pnego dnia po wyl膮dowaniu.
Wiem, Huck. Ale czas biegnie bardzo szybko.
A od pojutrza ju偶 si臋 nie zobaczymy.
I chc臋 to powiedzie膰 przed wyjazdem.
Pr贸bowa艂em ci ju偶 powiedzie膰, ale nie mog艂em.
Sko艅cz t臋 smutn膮 przemow臋, Jim. Nie mo偶e by膰 tak 藕le.
Pami臋tasz ten wrak 艂odzi mieszkalnej,
na kt贸ry si臋 weszli艣my na tej wyspie?
- Tej nocy by艂a wielka burza. - A m贸wi艂em ci,
- 偶e na pok艂adzie by艂a martwa osoba? - Tak.
Tym cz艂owiekiem ...
by艂 tw贸j ojciec, Huck.
- Czy ten cz艂owiek by艂 moim ojcem? - Tak, Huck.
- Dlaczego mi nie powiedzia艂e艣, Jim? - Nie potrafi艂em, Huck.
Wiedzia艂e艣, 偶e m贸j ojciec nie 偶yje i mi nie powiedzia艂e艣?
- My艣la艂em, 偶e jeste艣 moim przyjacielem, Jim. - Jestem!
Nie, nie jeste艣. Nie milcza艂by艣, gdyby艣 by艂 moim przyjacielem.
Powiedzia艂e艣 najwi臋ksze k艂amstwo, po prostu siedz膮c w ciszy,
podczas gdy mog艂e艣 to powiedzie膰, kiedy tylko chcia艂e艣.
- Pr贸bowa艂em ci powiedzie膰, Huck. - Mo偶e dlatego, 偶e ...
my艣la艂e艣, 偶e ci臋 wydam, co?
Mo偶e bym to zrobi艂, mo偶e nie.
Ale nie jeste艣 moim przyjacielem.
Przecie偶 nawet krad艂em dla ciebie i k艂ama艂em dla ciebie, a ty ...
ty ...
- zatai艂e艣 przede mn膮 prawd臋. - Nie odchod藕, Huck.
Nie martw si臋, b臋dziesz wolny. Powiem temu abolicjoni艣cie ...
gdzie ci臋 znale藕膰. Nie zrezygnuj臋 z ciebie.
Cho膰 nie rozumiem, jak ...
kto艣 ...
- m贸g艂by chcie膰 kogo艣 takiego jak ty! - Huck!
Huck!
Huck! Nie zostawiaj mnie, Huck.
- Zostaw mnie w spokoju! - Prosz臋, Huck!
Sp贸jrz, Huck. Patrz!
Tam jest! Biegnij, bierz go!
Nie tam! Nie widzisz ps贸w? T臋dy!
Musimy dosta膰 si臋 do strumienia. Musimy dosta膰 si臋 do strumienia!
Poszli w drug膮 stron臋.
Pozosta艂o nam ju偶 tylko wr贸ci膰 do rzeki na tratw臋.
Huck, oszukali艣my ich. Wygrali艣my.
Huck, wci膮偶 jeste艣 moim przyjacielem.
Au膰! Jim!
- Jim, boj臋 si臋. - Po prostu trzymaj si臋 czego艣.
- Jeste艣 gotowy, Huck? - Tak.
O Jim!
Postaw mnie, Jim. Nic mi nie jest.
- Jim. - Tak?
Czy wi臋kszo艣膰 ludzi uk膮szonych przez grzechotnika umiera?
Nie, Huck.
Gdzie mnie zabierasz?
Musz臋 ci臋 zabra膰 do lekarza, Huck.
Trzymaj si臋 Huck!
Ale oni ci臋 dopadn膮, Jim!
Prosz臋, pu艣膰 mnie.
Musisz by膰 wolny. Musisz wr贸ci膰 do 偶ony i Joeya.
- Zostaw mnie Jim. - Nie, musimy dosta膰 si臋 do lekarza, Huck.
Jim ...
Nie. Nie Jim.
"Zapraszamy wszystkich do pomocy aby ubra膰 w SMO艁臉 I PI脫RA ...
dw贸ch fa艂szywych wujk贸w dzi艣 wieczorem przed Trybuna艂em Sprawiedliwo艣ci."
Panowie! Panowie!
To barbarzy艅stwo!
Powtarzam ... panowie!
To barbarzy艅stwo!
Panowie, chcia艂bym potwierdzi膰 powy偶sze stwierdzenie!
呕al mi ich, kapitanie Brandy.
Wyobra偶am sobie, jak przykro im w tej chwili.
- Jak si臋 miewa Huck? - Lekarz da艂 mu whisky.
Teraz ju偶 b臋dzie dobrze.
My艣l臋, 偶e p贸jd臋 na g贸r臋 i zobacz臋, czy mog臋 pom贸c.
Susan ...
Nie m贸w Huckowi o Jimie.
Nie pomog艂oby mu, gdyby si臋 dowiedzia艂, 偶e musia艂em odes艂a膰 Jima z powrotem do s膮du.
- Nie mog艂e艣 dla niego nic zrobi膰, kapitanie? - Nic.
Nie by艂o w膮tpliwo艣ci, 偶e szukali go z powodu morderstwa. Wygl膮da na to,
偶e nie powiedzia艂 Huckowi prawdy.
Huck b臋dzie strasznie zdenerwowany, kiedy si臋 dowie.
Dlatego przez jaki艣 czas nie mo偶emy mu o tym m贸wi膰.
Dobrze.
Nie zabi艂em Hucka.
Kocham go!
I w tej chwili on 偶yje.
Pom贸g艂 mi uciec w d贸艂 rzeki do Pikesville, a potem ...
Ale reszt臋 ju偶 opowiedzia艂em!
Wysoki S膮dzie, historia tego cz艂owieka to sfabrykowane k艂amstwo.
S艂yszeli艣my zeznania 艣wiadk贸w na temat postaci granej przez Huckleberry'ego Finna.
Wszyscy ci 艣wiadkowie zeznawali, 偶e w ich opinii ...
jest ma艂o prawdopodobne, a nawet niemo偶liwe, aby ...
Huckleberry Finn pomaga艂 mu i podburzy艂 zbieg艂ego niewolnika.
Opinie nie maj膮 znaczenia w tym s膮dzie, panie Bartlett.
Opowie艣膰 tego cz艂owieka jest 偶a艂osn膮 pr贸b膮 zapobie偶enia ...
temu, co nieuniknione. Wysoki S膮dzie, uwa偶am, 偶e mo偶emy wyda膰 tylko jeden wyrok.
S臋dzio Logan.
Tak, pani Douglas?
My艣l臋, i偶 przypadek sprawi艂, 偶e moj膮 siostr臋 i mnie dotyka to bardziej ni偶 kogokolwiek innego.
Postanowi艂y艣my da膰 Jimowi ostatni膮 szans臋.
Prosz臋 o wyznaczenie kogo艣, kto pojedzie do Pikesville ...
i zbada histori臋 Jima.
Dzi臋kuj臋, pani Douglas. Czuj臋 to samo, co ty.
Ostro偶no艣膰 nie zaszkodzi.
Dzi臋kuj臋, s臋dzio Logan.
Wysoki S膮dzie ...
jako szef Komitetu ds. Cywilnego Porz膮dku Publicznego ...
czuj臋 si臋 w obowi膮zku ostrzec ten s膮d, 偶e je艣li w tym dniu ...
nie zostanie wydany wyrok, jest w tym mie艣cie grupa obywateli,
kt贸rzy czuj膮, 偶e musz膮 wzi膮膰 prawo we w艂asne r臋ce.
Panie Bartlett, obrazi艂 pan s膮d, a pa艅skie post臋powanie jest haniebne.
Prosz臋 o spok贸j!
Zobaczmy ...
raz, dwa ... trzy dni jestem tu chory.
My艣l臋, 偶e Jim powinien ju偶 by膰 ze swoj膮 rodzin膮, nie s膮dzisz?
Tak, my艣l臋, 偶e tam jest.
Tak, stary Jim jest ju偶 w wolnym stanie.
Odda艂bym wszystko, 偶eby zobaczy膰, jak wita si臋 ze swoj膮 偶on膮 i Joeyem.
Joey jest jego synem.
Powiedz mi, jaki by艂 wyraz jego twarzy, kiedy kapitan Brandy powiedzia艂 mu,
偶e b臋dzie wolny? Za艂o偶臋 si臋, 偶e ca艂a jego twarz by艂a wielkim u艣miechem.
Tak.
- By艂 bardzo szcz臋艣liwy. - Stary, dobry Jim.
Najlepszy przyjaciel, jaki mo偶e by膰.
- Nie m贸w tak! - Dlaczego?
- Dlaczego nie mia艂bym tak m贸wi膰? - Mo偶e to nie by艂o dobre ...
wybra膰 go na tak bliskiego przyjaciela. Mo偶e to nie by艂o dobre.
Dlaczego m贸wisz takie rzeczy?
Nie mo偶e by膰 twoim przyjacielem, kto艣 poszukiwany za morderstwo.
Za morderstwo? Sk膮d ty to wiesz?
- Kapitan Brandy powiedzia艂. - Kiedy? Jak?
Kiedy musia艂 go odes艂a膰. Musia艂 to zrobi膰, gdy si臋 dowiedzia艂,
偶e go szukaj膮. Musia艂 go odes艂a膰.
- Odes艂a膰 go? Musz臋 dosta膰 si臋 do Jima. - Nie mo偶esz wyj艣膰.
- Nie mo偶esz mnie tu zatrzyma膰! - Zawo艂am kapitana Brandy'ego.
Wody ...
Wody ...
- Wody ... - Trzymaj.
- Chcia艂bym zimnej wody. - Le偶 spokojnie, Huck.
Zaraz ci przynios臋.
Huck!
Huck!
Huck, czekaj!
Zatrzymaj si臋, Huck.
- Wr贸膰 ze mn膮. - Pu艣膰 mnie, kapitanie.
Nie, Huck. 艁amiesz mi serce. Nie r贸b tego dla Jima, nie jest tego wart.
Jest s膮dzony za morderstwo.
Za zabicie mnie jest s膮dzony, ale ja przecie偶 偶yj臋, prawda?
Jim nie m贸g艂 nikogo zabi膰!
Dadz膮 mu szans臋 udowodnienia tego, je艣li jest niewinny, zostanie zwolniony.
Ale on jest tylko niewolnikiem, chc膮 go zabi膰!
Chcieli go zabi膰 ju偶 wcze艣niej. Prosz臋, pozw贸l mi odej艣膰!
Nie mo偶esz tego zrobi膰. Droga jest pod wod膮 w g贸rnym biegu rzeki.
Dostan臋 si臋 do nigo, pow贸d藕 czy nie!
Czekaj! Wr贸膰 ze mn膮.
Zabior臋 ci臋 na pok艂ad River Queen.
Zrobi艂by艣 to, kapitanie? Dzi臋kuje!
- Statek jest pod pe艂nym ci艣nieniem, kapitanie. - Tak trzymaj.
Tak jest.
- Zrobimy wszystko, co w naszej mocy, Huck. - Tak, sir.
Co ci ludzie tam robi膮?
Pewnie s膮 po prostu ciekawi.
Nie podoba mi si臋, 偶e tam stoj膮.
- Nie by艂o ich tu wcze艣niej. - To nic nie znaczy.
A nawet gdyby tak by艂o, zaopiekujemy si臋 tob膮.
Zabierzmy go stamt膮d!
- Prosz臋, zjedz co艣, Huck. - Dzi臋kuj臋 panu.
- Jak tam, panie Brown? - Rzeka wylewa ...
nie mo偶emy porusza膰 si臋 prawid艂owo.
Biedny dziciak.
Pami臋tasz Jima?
Wiem, 偶e go pami臋tasz, bo pomog艂a艣 mu ju偶 wcze艣niej.
A dzi艣 wieczorem znowu musisz mu pom贸c.
Tylko dlatego, 偶e jeste艣 du偶膮 rzek膮, nie masz prawa by膰 z艂o艣liwa.
Musisz mu pom贸c.
Je艣li tego nie zrobisz ...
nigdy wi臋cej nad tob膮 nie usi膮d臋,
nigdy wi臋cej nie b臋d臋 w tobie p艂ywa膰,
nigdy wi臋cej ci臋 nie zobacz臋,
je艣li nie pomo偶esz Jimowi.
Tam jest!
Ogrzejcie si臋, ch艂opcy!
Statek musi przyspieszy膰.
Dobrze p艂yniemy, Huck.
Tak, ju偶 min臋li艣my plantacj臋 Barkera.
Mogliby艣my p艂yn膮膰 bli偶ej wybrze偶a, by艂oby szybciej. Nie ma tam pr膮d贸w ...
- i jest g艂臋boko. - Zr贸b to.
Jeste艣my ju偶 zbyt blisko.
Cisza!
Ludzie, kiedy przyj膮艂em ten urz膮d, przysi臋ga艂em spe艂ni膰 sw贸j obowi膮zek.
Prosz臋 was o przerwanie tego!
Martw si臋 o siebie, szeryfie!
Huck ch艂opcze, gdzie jeste艣?
Nie bior臋 odpowiedzialno艣ci za statek, kapitanie.
- Jeste艣my za blisko. - Tak trzymaj, osi膮gamy lepszy czas.
Uderzyli艣my w co艣!
Ta mierzeja znajduje si臋 10 st贸p pod wod膮, statek b臋dzie m贸g艂 p艂yn膮膰.
Dno statku zaraz p臋knie, kapitanie.
Mo偶na p艂yn膮膰 dalej.
Ca艂a naprz贸d.
Nie utrzymmam tutaj statku, wyci膮gam go na 艣rodek.
St贸j!
- Co robisz? - Wyprowadzam statek na g艂臋bok膮 wod臋.
Wi臋c walczysz z tym pr膮dem? Nie, nie musisz.
- Znasz to przej艣cie, Huck? - By艂em tam wiele razy.
Wi臋c we藕 to.
Dlaczego nikt nie przyjdzie i mi nie pomo偶e?
B臋d臋 strzela艂! S艂owo daj臋, b臋d臋 strzela艂!
- Strza艂 ostrzegawczy! Strza艂y ostrzegawcze! - Wtedy dostaniesz to, co on!
Daj mi te klucze!
- Pu艣膰 mnie! - Patrz, Huck Finn!
- To Huck! - To ja, Huck Finn.
Zaraz, czekajcie! Czekajcie!
- To Huck Finn! - Prosz臋, zaczekajcie chwil臋!
Jim!
Jim! Jim! Ja 偶yj臋! On mnie nie zabi艂!
Jim!
Huck!
Wybacz, Jim.
Mimo to uciek艂, Huck.
Tak, prosz臋 pani.
Jest co艣, co musz臋 ci powiedzie膰, je艣li pozwolisz ...
chodzi o ucieczk臋 Jima.
Wiem, 偶e znienawidzisz mnie, kiedy ci powiem, ale ...
przeszed艂em bardzo d艂ug膮 drog臋, odk膮d widzia艂em pani膮 po raz ostatni.
Im dalej dociera艂em, tym wi臋cej ludzi spotyka艂em ...
i coraz bardziej czu艂em, 偶e 偶aden cz艂owiek nie ma prawa ...
posiada膰 drugiego cz艂owieka.
On i ja mo偶emy, r贸wnie dobrze, 偶y膰 w艂asnym 偶yciem,
nie niszcz膮c przy tym innych ludzi.
Dlatego prosz臋 ci臋, aby艣 uczyni艂a Jima wolnym cz艂owiekiem.
Zrobi臋 o co prosisz, Huck.
Ale ...
tylko pod kilkoma warunkami.
Tak, prosz臋 pani.
Musisz i艣膰 do szko艂y.
Przyjdziesz tutaj i zamieszkasz ze mn膮.
Nosisz buty ...
i rzucasz palenie.
Ale ...
Tak, prosz臋 pani. Obiecuj臋 to wszystko.
Cze艣膰 Jim!
呕egnaj, Huck!
Do zobaczenia!
Chyba ju偶 ci臋 nie widzi, Huck.
Nie, prosz臋 pani.
Z pewno艣ci膮, prosz臋 pani, to jest co艣, o czym zapomnia艂em.
Subtitles: Harangoz贸 Csaba (c)2019 csabah@gmail.com
t艂umaczenie: stensikora 2024
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.