Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
INCYDENT
Tłumaczenie: SztywnyPatyk & #12jojko
Korekta: NocnyTygrys
To jest na jutro. Wsadź to do spiżarni.
Mogłeś to powiedzieć wcześniej, zanim mi rypło w krzyżu.
- Mówiłem. - Jasne, dupku.
Twoja dziewczyna cię wpienia i zmusza cię do pracy?
Napiłbym się piwa. Rozluźnia mnie przed nagraniem.
- Dzięki niemu lepiej grasz? - Dzięki niemu lepiej śpiewasz.
Bardzo śmieszne.
Co ty odwalasz?
Zrobię to dzisiaj, żeby lepiej przeszło przyprawami.
- Zostaw to do rana. - Chcę, żeby lepiej smakowało.
- Bardzo skaleczyłeś? - Nie aż tak.
Palant.
Max, zrób mały test.
Troszkę głośniej.
- Nie aż tak. - Nie jestem, kurwa, perkusistą!
- Gdzie ten debil? - Chcesz znów po niego dzwonić?
Nie, nie chcę. Ten zespół zmierza donikąd.
Jeszcze raz.
Dobra, wystarczy. Dzięki.
Robby,
ile czasu nam zostało?
45 minut.
Jeśli teraz wyjdziemy, dasz nam małą zniżkę?
Płacicie za umówiony czas.
Finalny efekt mnie nie obchodzi.
Nie jest taniej, gdy się pracuje z debilem, debilu?
Stul ryło.
- Możemy się znów umówić? - W następny czwartek, po północy.
Taka sama stawka.
Nie będziemy mieli kasy, ale zadzwonię.
Sans Asylum w stanie Waszyngton 6 listopada 1989 roku
- Gdzieś ty był? - Nie zaczynaj.
Spóźniłem się. O co ci biega?
O ciebie, fiucie! Gdzie wczoraj byłeś?
- Byłem z Amandą. - Z yeti?
- Ja przynajmniej dymam. - Zerżnąłeś yeti.
- Masz jakiś problem? - Mieliśmy umówione studio!
Spokojnie. Do roboty.
Sorki, zapomniałem.
- "Wybaczcie, pieprzyłem yeti." - Obydwoje, do roboty.
- Pogadaj ze swoją dziewczyną. - Max!
- Serio, po ki chuj? - Zamknij się!
Odpuśćcie sobie.
Szlag!
Kiedy dobrze przykręcą te kurki?!
I jeszcze ten smród w szatni, pachnie jak u niego w tyłku.
Przestałem dzwonić po pomoc. Zarząd woli od nas boiska.
- Pozbędą się tego miejsca? - Chciałbym.
- Witam, panowie. - Cześć, JB.
- Pachnie indyjsko. - Raczej Indianami.
- Co to? - Kurczak w kremowym sosie curry.
- Nie za ostre? - Dość łagodne.
Będzie jutro dostawa mięsa. Macie przyjść wcześniej.
- Na którą? - Siódmą rano.
Mamy próbę dziś wieczorem! Mówiłem!
Wybacz, George.
- Przyjdę. - A ty tam przyjdziesz?
- Jesteście gotowi? - Tak.
Dobra, to ich zawołam.
Ricky, bierzesz talerze.
- Ustawić się przy lewej ścianie. - Słyszeliście go, ustawiać się.
Żwawiej!
Weźcie jedną tacę, plastikowy widelec i łyżkę.
Idzie Śpioszek.
Wsadźcie tacę za okienko. Podziękujcie im za jedzenie.
- Pojedynczo. Stać w kolejce. - Daj więcej.
- Dzięki. - Proszę.
Idzie Wesołek.
- Dzięki. - Proszę.
- Dzięki. - Proszę.
Miłego dnia.
Więcej.
Proszę.
Na koniec.
Przepychałeś się, co?
Zrób tak ponownie, to będziesz się odżywiał przez rurkę.
Na koniec.
W porządku?
Jasne.
Do roboty.
Cześć, Pete.
- Dzięki. - Proszę.
Wpadłeś w oko Harry'emu Greenowi.
Lynn?
- Potrzebuję ręcznika. - Chwilę.
- Mokry jestem! - "Nie pracuje dość ciężko."
- Lynn? - Lecę!
Cholera.
Kurka, zimno jest.
- Denerwujesz się? - Tak.
Zmieniliśmy nasz repertuar, a z moim palcem...
- Obym sobie poradził. - Poradzisz.
- Wybacz, że nie przyjdę. - Spoko, musisz się uczyć.
Przychodziłam na każdy występ. A jeśli przynoszę ci szczęście?
To wezmę trochę tego szczęścia.
- Nie, nie, nie. - Tak, tak, tak.
Lecę, nie mam czasu na numerek. Muszę iść.
- Potem naruszę twoją intymność. - Oby.
Powodzenia.
- Beznadzieja. - No.
Jedź, idziesz na rano. My to skończymy.
Serio? Dzięki.
Do jutra.
Chodź, gnoju.
Dzisiejsza prognoza: przelotne opady i burze
z silnym północno-zachodnim wiatrem, w porywach do 80 km/h.
Temperatura osiągnie 15 stopni, wieczorem nastąpi ochłodzenie.
Przelotne opady i burze utrzymają się do jutra.
Temperatura w nocy wyniesie około 10 stopni.
Deszcz minie jutro po południu.
Zgaś tę fajkę.
Hej! Coś ci cieknie.
- Cześć, Wendell. - Witam, szefie.
Oswald, Tim, Jennifer.
Macie jakieś inne problemy poza lekturą Oswalda?
- Nein. - Aż dziewięć?
Nie. Tim bierze lekcje niemieckiego.
Gość od mięsa jest w kuchni. Zamknij usta, kiedy tak robisz.
Jestem wykończony.
Odprowadzę cię.
Odłóż tę książkę i rób swoje. Nie płacę za czytanie.
Zostawili głowy.
Kurczaków.
Co?
- Czemu zostawili głowy? - Tak z nimi teraz robią.
Kurde.
Wendell Stokes, proszę się zgłosić do recepcji.
Co to za szajs?
Cisza!
Siedź i trzymaj gębę na kłódkę!
Ty! Na koniec kolejki!
Nie siedzisz tu. Znajdź własne miejsce.
Weźcie jedną tacę, plastikowy widelec i łyżkę.
Jebana burza. Ledwie widziałem, gdzie jadę.
- Jak było dzisiaj rano? - Bez burzy.
Wiesz, że zostawili głowy kurczaków?
W worku znalazłem coś jak głowę. Nie wiem co to było.
- Przynajmniej wiemy, że to nie debil Ricky. - Z tej głowy możemy zrobić zupę.
Mówisz tak o wszystkim!
"Zróbmy z tych jelit zupę! Zróbmy z tych móżdżków zupę!
Zepsute mięso - zupa!"
- Bogu dzięki, że z wami nie mieszkam. - Nie lubisz naszych przekomarzań?
Masz rację, lepiej zostać w domu z twoją paniusią.
Wystarczy!
Jest na tyle miła, że akceptuje moją wypłatę i toleruje moich kumpli.
- Mówi o tobie. - O tobie! Przestań innych obrażać!
- Dość! Do kurwy! - "Dość! Do kurwy!"
George, uspokój się. Są nerwowi.
- Zabieramy go stąd. - Dość! Do kurwy!
Dość! Do kurwy!
Wybacz.
Powinni takich razić prądem i zamieniać, kurwa, w węgiel.
Chujnia.
Mam nadzieję, że gdybym ja tam był, to byłbyś dla mnie milszy.
W porządku?!
Tak.
Jestem skonany. Nie sypiam dobrze.
Dobra.
- Cześć, Pete. - Jesteś świetny.
Dziś w menu kurczak a'la scarpariello i makaron z bakłażanem?
Ja się tym zajmę. Zdrzemnij się.
- Nie. - Zdrzemnij się.
Zadzwoń.
- Ruszać się. - Nic nie widzę.
Nie musisz nic widzieć. Idź naprzód.
Tylko spokojnie. Nie zmuszajcie mnie.
"Nie zmuszajcie"?
- Zmuszać. - Jakbyś potrzebował powodu.
Cofnąć się.
- Która godzina? - Prąd wysiadł.
Zgasły światła i usłyszeliśmy eksplozję.
- Mamy zapasowy generator. - Nie działa, podobnie jak drzwi
- i każda rzecz w tym budynku. - Jesteśmy zamknięci?
Jezus, kurwa, Maria.
- Która jest? - Szósta. - JB przyprowadził ludzi?
- Paru tam siedzi w ciemności. - Świetnie.
- Dzwonił ktoś po pomoc? - JB kombinuje, co się stało.
Jest w drugim pokoju.
- Co robi? - Sprawdza światło.
Strażniku!
- Jesteśmy w dupie. - Czemu?
Żarnik i kable się usmażyły. Moc wzrosła, zanim rypnęło.
- A my nie mamy dżemu. - Stul dziób.
- Tamte żarówki są takie same? - Nie, to świetlówki bez żarników.
- Sprawdzę te. - Strażniku!
Cicho, albo będziecie się odżywiać przez rurkę!
Nikt nam nie pomoże?
Zadzwonię po pomoc, ale najpierw zajmijmy się tamtymi.
- Nie ma światła i wody! - Bobby, stul mordę!
- Gdzie są strażnicy?! - Po drugiej stronie budynku.
Wendell zaprowadzał dwóch do cel. Pomożecie z pozostałymi.
W życiu!
Im szybciej to zrobimy, tym lepiej. Są naćpani lekami!
- Nie po to tu pracuję. - To nie praca,
- tylko opanowanie kryzysowej sytuacji. - Pomogę.
- Dobrze. - Nie zrobię tego.
George, znają cię, jesteś bezpieczny.
Zajmę się groźniejszymi. Pomożesz?
- Dobra. - To chodźmy.
Mają stać gęsiego. Ty idziesz z przodu, a ty z tyłu.
Przeczytaj nazwiska na drzwiach. Pójdą do cel, a ty je zamkniesz.
Jeżeli ktoś się nie posłucha, powiedzcie mu, że go ukaram.
Okrągły jest do jadłodajni. Kwadratowy do oddziału B.
- Srał to pies. - Słuchać mnie!
Światła wrócą.
- Co robią te kuchciki? - Pomagają was zaprowadzić do cel.
Mają uprawnienia do ukarania.
Zjecie i zażyjecie leki na osobności.
- Ty im dałeś uprawnienia?! - Nie mogą tak!
Powinni przejść jakieś szkolenie! Jak mnie dotkną, to wrzasnę!
Zamknij się i siadaj. Ja się tobą zajmę.
Wszyscy z oddziału B mają stanąć przy drzwiach.
George i William zaprowadzą was do cel.
Chodźmy.
Cicho!
Samo się zamyka.
Pierwszy raz w psychiatryku?
Tak?
Nie.
Pierwszy raz w środku...
Przestań!
- Jak się nazywasz?! - James Harper.
- Trzymasz go? - Tak.
No chodź.
Mam go.
Możesz stanąć?
Jak myślicie, kiedy wróci prąd?
- Myślicie, że opanowali sytuację? - Nie wiem.
- Nie sprawdzimy tego? - Czekaj, aż wróci prąd.
Dlaczego jedynie biały ma paralizator?
To fair. Ty i Wendell potraficie się maskować.
Pocałuj mnie w dupę, białasie.
Pilnuj się.
Jestem gotowy, bambusie.
Teraz!
Bob Kissler.
Martin Howden.
Arthur West.
James Harper. To ty.
Steven Gordon.
Ktoś tam wychodzi.
Co jest?
Kurwa!
W porządku?
Co mu odwaliło?!
Masz iść do swojej celi.
Co oni biorą?!
Cokolwiek to jest, teraz tego nie potrzebuje.
Zabierzmy go stąd.
Chryste.
Krwawię?
Nic ci nie jest.
- Jak się wydostał? - Nie mam pojęcia.
Niech teraz żre własne gówno.
Wynośmy się stąd.
Pośpiesz się.
Cholera.
- Gdzie JB? - Nie wiem.
Weźmy noże.
Kurwa.
Cutter.
Szefie. Smakują ci moje dania?
Drzwi.
Stół.
Ciekawe czy teraz się przedrą.
Spiżarnia.
Max?
To ty Max?
Ricky?
Kurwa, George!
Ale się wystraszyłem.
Co tak długo?
Stary, Ricky'emu odwaliło.
- Co? - Odbiło mu.
Kurwa mać!
- Ricky? - Nie wyjdę stąd. Pieprzę to.
- Co? - Gdzie JB?
Nie wiem.
- Musimy wezwać gliny. - Nie mamy telefonu.
Wyluzuj. Zaryglowaliśmy się.
Nie wejdą tu. Nic nam nie będzie.
Skąd wiesz? Znasz ten budynek?
- Nie, bo gówno wiesz! - Ricky, to logiczne.
Nie wejdzie tu żaden więzień.
To, co tu się dzieje, też jest logiczne?
Żadnej straży. Nic.
Daj spokój. Będzie dobrze.
No dobra.
Wyjdź, gdy będziesz gotowy.
Kurwa.
- Gdzie jest JB? - Nie wiem.
W mordę.
Za drzwiami jest kilku typów.
Kurwa.
Ja pieprzę.
Myślisz, że nas widzieli?
Ricky.
Cholera...
Ricky!
Chuja widzę.
Jebać to!
Chodźcie.
Max.
Dajesz!
Nie przebiją się, co nie?
Kurwa mać!
Boże.
Darmowe żarcie, panowie.
Szlag.
Za mną.
Ożeż kurwa!
- Nie patrz na niego! - To JB?
Idziemy.
Kurwa.
Chodźmy.
Spójrz.
To ich leki?
Harry Green, widziałem go.
- Co? - Ruszcie się.
Kazał innemu więźniowi je wypluć.
- Jesteś pewien? - Nie wiem. Chuja było widać.
Czemu szepczecie? To śmieszne!
- Świecimy latarką. Zauważą nas. - Mamy łazić po omacku?
Nie możemy tu zostać. Idziemy!
- Co robisz? - Sprawdzam, czy działa.
Nie ma prądu!
Zgaś latarkę, nie pomagasz.
Dalej!
Niech to szlag!
- A co z Rickym? - Co mamy zrobić?
Dobra, słuchajcie.
Załóżmy, że nikt nie wezwał glin.
Gdzie mają telefony?
Chyba w biurze JB jest jakiś.
- W pokoju przyjęć też powinien być. - Musimy iść do biura JB?
Potrzebne nam jego klucze. Dacie radę?
A mamy wybór?
Nie wiem.
Co...
Co jest?
Nic. Chodźmy.
Pomożecie? Zbieram kupony.
Kupony?
Na wypadek, gdybym stąd wyszedł. Nie mam oszczędności, więc...
- Wrócimy. - Spoko.
Jak je zdobędziecie, przynieście mi.
- Zamykaj. - Cicho!
Zamykają się z zewnątrz.
Karmią pacjentów środkami uspokajającymi.
- Normalnie są jak zombie. - Teraz są jak zombie na dopalaczach.
- Właśnie. - Co masz na myśli?
Nie wpadliby na ten sam pomysł.
Może ktoś im kazał pozbyć się leków.
Harry Green?
- Tak, widziałem go. - Odpuść już! Po prostu korzystają z okazji.
Widziałem jak sukinkot, kazał innemu więźniowi je wypluć!
Więc chcesz go dorwać?
Zabierajmy się stąd.
Wiejmy, nim skończą robić to, co robią.
Kiedy będziemy jeść?
Wkrótce.
- O której? - Za 15 minut.
Co cię tak bawi?
To jego pierwszy raz po tej stronie.
- Po co im jego ciało? - Nie wiem.
Kurwa.
Musimy dostać się do jego biura.
Chodźcie.
Szybciej.
Kurwa.
Co?
Ja pierdolę.
Biuro JB jest na końcu korytarza,
a ta brama powinna być zamknięta.
- Czyli oni mają klucz. - Boże.
Ktoś tam jest. Chyba pielęgniarz.
Nie kojarzę go.
Dzwoniłeś na policję?
Oddzwonię.
Zabili JB, panuje chaos! Dzwoniłeś...
Dzwoniłeś na gliny?
Wywaliło zasilanie. Dzwoniłeś, aby to naprawili?
- Po co? - Bo jesteśmy zamknięci w psychiatryku z przestępcami!
Nie krzycz na mnie.
W porządku.
- Pozwól mi zadzwonić. - Pierdol się!
Trafiony!
Kurwa.
Pieprzony świr!
Wystarczy. Załatwiłeś go.
Dobra.
Dzwoń.
Kurwa.
Kurwa.
Max, sprawdź czy ma klucze, żeby można było zamknąć drzwi.
Dalej.
Halo?
Dzwonię z Sans Asylum. Nazywam się George Marshall.
Sans Asylum.
Wywaliło nam zasilanie, a więźniowie wszczęli bunt.
Zabili przynajmniej jednego strażnika, a inni...
Zamki są automatyczne.
Próbowaliśmy!
Ja i moi współpracownicy.
W dupie to mam!
Na korytarzu leży facet pozbawiony głowy! Odcięli mu ją!
Policję, straż, pogotowie, nawet dozorcę, jeśli chcesz!
Przyślijcie tu kogoś, szybko!
Nie da się szybciej?
Dobra!
I? Za ile będą?
Za godzinę.
Może.
Super.
Max?
Nic mi nie jest.
George.
Naprawdę myślisz, że to wina Harry'ego Greena?
- Sam nie wiem. - Sranie w banie!
Harry Green to tylko jeden z nich.
- Że niby jest ich liderem? - Musi być jakiś powód.
Myślisz, że oni potrzebują powodu?
Jesteśmy w psychiatryku, którego są więźniami.
Oto twój powód.
Max, przepraszam, że wziąłem cię do tej roboty.
Żałuję, że się zgodziłem.
Jeśli wyjdę stąd żywy, zostanę przy gitarze.
Zostanę przy muzyce i nigdy jej nie porzucę.
Święte słowa.
- Trzeba skończyć album. - Przestań pieprzyć.
Pierwsze co zrobisz, to wrócisz do Lynn.
Taka prawda.
Wolę grać w metrze, niż marnować życie na...
Nieważne.
Odbierz.
Lynn?
To ja.
Tak, w pracy.
Macie prąd?
U nas też nie ma.
Nie martw się.
Nic nam nie grozi.
Chciałem tylko zapytać, czy u ciebie wszytko dobrze.
U nas też.
Dobrze.
Do zobaczenia.
Kocham cię.
Pa.
Nie! Nie!
Pomocy!
Na pomoc!
Pomocy!
To Ricky.
Przestańcie!
Czego chcecie? Przestańcie!
Przestańcie!
Chcecie stąd wyjść?
Zostawcie go!
Nie!
Przestańcie!
Ricky!
- Żyje? - Chyba się...
Pokaż się!
Kurwa.
George!
Daj ręcznik.
Szlag.
Cholera.
Połóżmy go na bok, żeby nie zadławił się krwią.
Idziemy.
Chryste.
Szybciej.
Trzymam go.
- Idziemy. - Szybko.
Co robisz, George?
Pomóżcie!
Pomóżcie mi wyważyć drzwi!
Co ty robisz?!
Brać go! Łapać kucharza!
Skurwiel!
Widzę kucharza.
Gliny będą tu lada chwila.
Już po tobie, dupku.
Wiem, że to ty, Harry Green.
Wiem.
Nie!
Max.
Obudź się!
Obudź się!
Przestańcie! Max, obudź się!
Obudź się!
Przestańcie!
Max, wstawaj! Przestańcie!
Ups, nie ten.
Max!
Nie!
Pete, co robisz?
Co robisz?
Kurwa. Daj spokój.
Nie! Pete!
- Nie ruszaj się! - Pete, przestań.
Nie...
Pete, spójrz na mnie.
Czemu to robisz? Nie rób tego.
Co on chce ze mną zrobić?
To Green, mam rację?
Max i Ricky nie żyją! Przestań!
JB też.
Zawsze byli dla ciebie mili.
Ja tak samo.
- Wiem! - Więc pomóż mi.
Proszę, pomóż mi.
Wiem, że to Green zmusza cię do tego.
Pomóż mi, Pete.
Proszę.
Przepraszam.
Naprawdę.
Znajdź dla mnie Harry'ego Greena.
Zrobisz to?
Znajdziesz go dla mnie?
Dzięki.
Boże.
- Uwolnił się. - Hej!
Walcie się!
Czuję gaz.
Dlaczego?
Dlaczego?
Wszyscy zginiemy.
Harry, możesz nas ocalić. Tylko...
Zakręć gaz.
Jezu.
Wróć.
Wracaj!
- Wracaj, skurwielu! - George!
- Natychmiast! - To on!
- George! - Szybciej.
Zabierzmy go na świerze powietrze.
Już dobrze, George.
Ty jesteś George Marshall?
Nie, nie znam go.
Chodźmy stąd, George.
- Harry Green. - Chodź.
Mój przyjaciel Max, jest nadal w środku.
Proszę się położyć.
Cześć, rockmanie.
Jak się czujesz?
Trzymasz się?
Wszystko dobrze?
Tak, kochanie?
Jak się czujesz?
Lepiej?
Wszystko będzie dobrze.
Pomogę ci.
Tak bardzo cię kocham.
To, co się stało, to był wypadek.
To mogło się przydarzyć każdemu.
To nie twoja wina.
Ani trochę.
Przepraszam, że nie mogłam tam być.
Wszystko będzie dobrze.
Co ty odwalasz?
Zrobię to dzisiaj, żeby lepiej przeszło przyprawami.
Zostaw to do rana.
Kiedy coś robię, robię to dobrze.
To, co robisz, jest...
bezsensowne.
Wszystko ma sens, Max.
Wracaj do pracy.
Na małe kawałki.
Przestań.
Chłopaki?
Weszli.
Są w środku.
Tłumaczenie: SztywnyPatyk & #12jojko
Korekta: NocnyTygrys
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.