Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
KRÓL ARTUR WERSJA REŻYSERSKA
Historycy zgadzają się, że klasyczne XV wieczne opowieści
o Królu Arturze i jego Rycerzach mówią o prawdziwym bohaterze,
który żył tysiąc lat wcześniej, w okresie nazywanym Ciemnymi Wiekami
Ostatnie odkrycia archeologiczne rzucają światło na jego prawdziwą tożsamość.
Do 300 roku naszej ery, Imperium Rzymskie rozciągało się od Arabii po Brytanię.
Lecz to nie wystarczało.
Więcej ziemi.
Więcej ludów podległych i lojalnych Rzymowi.
Żaden lud nie był tak ważny jak potężni Sarmaci na wschodzie.
Tysiące poległo na tych terenach.
A kiedy czwartego dnia opadł kurz jedynymi sarmackimi żołnierzami pozostałymi przy życiu
byli członkowie zdziesiątkowanej lecz legendarnej jazdy.
Rzymianie, pod wrażeniem ich odwagi i zdolności jeździeckich, oszczędzili im życie.
452 rok naszej ery
W zamian, wojownicy ci zostali wcieleni do rzymskiej armii.
Byłoby lepiej gdyby tego dnia zginęli.
Ojcze.
Są tutaj.
Co do drugiej części umowy nie dotyczyła on tylko ich samych...
Ten dzień nadszedł.
...lecz także ich synów, wnuków i kolejnych pokoleń,
by służyli Rzymowi jako rycerze.
Byłem takim synem.
Istnieje legenda, która mówi że zabici wojownicy powracają pod postacią koni.
On widział to co na Ciebie czeka, i ochroni Cię.
Lancelot! Lancelot!
Lancelot.
Nie obawiajcie się. Wrócę.
- Jak długo nas nie będzie? - 15 lat,
nie licząc miesięcy jakie zajmie wam dotarcie na wasz posterunek.
Lancelot!
Rus!
Naszym posterunkiem była Brytania - a przynajmniej jej południowa połowa,
gdyż kraj ten podzielony był 73 milowym murem zbudowanym trzy wieki przed nami
by chronić imperium przed miejscowymi wojownikami z północy.
Więc, tak samo jak nasi praojcowie,
Dotarliśmy tam i zameldowaliśmy się u naszego rzymskiego dowódcy w Brytanii,
noszącego po przodkach imię Artorius,
lub Artur.
Mamo, skończyłem!
Jest piękne.
Mamo...
Peliagiusie, to dla ciebie.
Bardzo ładne, Artorius.
Zatrzymaj to... dasz mi gdy przyjedziesz do Rzymu.
Chodź.
Młodzi rycerze.
Jeżeli się zdecydujesz, to pewnego dnia ich poprowadzisz.
Tak jak kiedyś twój ojciec.
- I będę ich dowódcą?
Tak, ale z tą funkcją wiążą się specjalne obowiązki.
Musisz ochraniać,
bronić,
cenić ich życie ponad swoje.
Jeżeli któryś polegnie w walce, musisz żyć tak,
by twoje czyny były godne ich poświęcenia.
- A co z ich wolną wolą?
Zawsze tak jest, że niewielu poświęca się dla dobra większości.
Świat nie jest idealny.
Ale ludzie tacy jak ty, Arturze...
i ja, i oni, możemy próbować to zmienić.
15 LAT PÓŹNIEJ
Ah, jak obiecano, wóz biskupa.
- Nasza wolność, Bors. - Mm. Prawie mogę jej zasmakować.
I twa przepustka do Rzymu, Arturze.
Piktowie!
Gratia plena, Dominus tecum. Benedicta tu in mulieribus et Dominus tecum.
Benedicta tu in mulieribus. Benedictus fructus ventris tui, lesus.
Benedicta tu in mulieribus...
Oszczędź sobie modłów, chłopcze. Twój Bóg tu nie mieszka.
Dlaczego Merlin wysłał was na południe od muru?
Przelej Excaliburem mą krew i...
uczyń tą ziemię świętą.
Podnieś.
Podnieś.
- Bors. - Co za jatka.
To nie biskup.
Boże dopomóż.
- Czym oni są? - Niebieskimi demonami zjadającymi chrześcijan żywcem.
Nie jesteś chrześcijaninem, prawda?
Czy to naprawdę działa?
Nic.
Może źle to robię.
W porządku.
Artur!
Artur Castus. Wizerunek twego ojca.
Nie widziałem cię od dzieciństwa.
Biskup Germanius. Witamy w Brytanii.
Widzę, że twoje umiejętności wojskowe nadal ci się przydają.
Twój podstęp zadziałał.
Starożytne sztuczki, starożytnego psa.
A to ci wielcy sarmaccy rycerze o których słyszy się w Rzymie tak wiele.
Myślałem, że Piktowie kontrolują tereny na północ od muru Hadriana.
Tak jest, lecz czasami zapuszczają się na południe.
Oczekiwane wycofanie się Rzymu z Brytanii tylko podniosło ich morale.
- Piktowie? - Rebelianci Brytanii walczący z Rzymem.
Ludzie, którzy chcą odzyskać swoją ziemię.
- Kto im przewodzi? - Zwą go Merlin.
Czarnoksiężnik jak niektórzy powiadają.
Tristan, jedź przodem i upewnij się, że droga jest wolna.
Proszę się nie obawiać, biskupie. Ochronimy cię.
Co do tego nie mam wątpliwości.
Żadnych wątpliwości.
Tuziny mnie nie przerażają prawie tak samo jak tysiące.
Tysiące?
Nie lubię go, tego Rzymianina.
Jeśli jest tu by nas zwolnić, dlaczego nie da nam już naszych papierów?
- Czy to twoja wesoła twarz?
Galahad, czy nadal nie poznałeś się na Rzymianach?
Nie podrapią się po dupie bez odpowiedniej ceremonii.
Dlaczego go po prostu nie zabijesz, i nie zwolnisz się sam?
Nie zabijam dla przyjemności, w przeciwieństwie do niektórych.
Cóż, może powinieneś kiedyś spróbować. Może w tym zasmakujesz.
- To jest częścią ciebie. Jest w twojej krwi. - Nie, nie, nie. Nie.
Od jutra to wszystko będzie tylko złym wspomnieniem.
Często myślałem co powrót do domu będzie oznaczał po tym wszystkim. Co będę robił?
Z Galahadem jest inaczej.
Żyłem tym życiem dłużej od innych.
To tyle jeśli chodzi o dom. Już nie wspominam go tak jasno.
Mów za siebie. Tam jest zimno i wszyscy, których znałem są pochowani martwi.
Poza tym, mam, tak myślę, tuzin dzieci.
Jedenaście.
Posłuchajcie. Gdy Rzymianie opuszczą to miejsce, będziemy nim całym rządzić.
Będę gubernatorem mojej własnej osady a Dagonet będzie moim osobistym ochroniarzem
i dupowłazem. Nieprawdaż, Dag?
Pierwszą rzeczą jaką zrobię po powrocie do domu to znajdę przepiękną Sarmacką kobietę i ożenię się z nią.
Piękna Sarmacka kobieta?
A jak sądzisz, czemu przede wszystkim stamtąd odeszliśmy?
A ty, Lancelocie? Jakie są twoje plany?
Więc, jeśli ta kobieta Gawain'a będzie tak piękna jak o niej mówi,
Będę spędzał większość mojego czasu w jego domu.
- Jego żonie przyda się towarzystwo. - Rozumiem. A co ja będę robił?
Zastanawiał się co tak ci sprzyja że wszystkie twoje dzieci są podobne do mnie.
Czy to będzie przed czy po tym jak cię trafię moim toporem?
Gdzie byłeś? Gdzie się podziewałeś?
I co będziesz robił, Arturze, gdy wrócisz do swego ukochanego Rzymu?
Podziękuję Bogu że przeżyłem by móc go zobaczyć.
Ty i twój bóg! Drażnisz mnie.
Pragnę pokoju, Lancelocie. Dla mnie już wystarczy.
- Powinieneś mnie odwiedzić. - Ah!
Rzym jest wspaniałym miejscem.
Uporządkowanym, cywilizowanym, zaawansowanym technicznie.
Miejscem rozrodu aroganckich głupców.
Największe umysły wszystkich krajów przybyły do jednego uświęconego miejsca
by pomóc wyzwolić ludzkość.
A kobiety?
Otworzyć bramę!
- Witaj z powrotem, Arturze. - Jols.
Lancelot.
Biskupie, proszę, moje kwatery zostały ci udostępnione.
O, tak. Muszę wypocząć.
- Gdzieś ty był?
- Czekałam na ciebie. - O, mój kwiatuszku. Tyle... namiętności!
Gdzie mój Gilly? Gilly.
- Walczyłeś? - Tak.
- Wygrywałeś? - Tak.
Mój chłopak. Chodźcie, moje bękarty!
Nie zapominajmy, że mieliśmy szczęście.
Wznieśmy puchar za naszych dzielnych towarzyszy, których utraciliśmy.
Ale pamięć o nich przetrwa na wieki.
- Za wolność. - Wolność.
Pelagius.
Miło ze strony Artura, że odstąpił swój pokój.
Ależ, oczywiście, tak być powinno.
Panie, mam za zadanie eskortować cię do sali obrad.
Gdy mój pan spotka się z twoimi rycerzami, musi usiąść ostatni
a jego miejsce powinno być na szczycie stołu.
Twój pan może usadzić swoje święte dupsko gdziekolwiek zechce.
Jego Wysokość, Biskup Naius Germanius.
Okrągły stół? Cóż za diabelski pomysł?
Artur twierdzi że jeśli ludzie mają być ludźmi najpierw muszą być równi.
Dano mi do zrozumienia że będzie was więcej.
Było. Walczyliśmy tutaj przez 15 lat, biskupie.
O, oczywiście.
Artur i jego rycerze służyli z odwagą
by utrzymać honor rzymskiego imperium na tym ostatnim posterunku jego chwały.
Rzym ma dług wobec was szlachetni rycerze.
Na te ostatnie dni jako sług Rzymu.
Dzień. Nie dni.
Papież osobiście się wami zainteresował.
Zapytuje o każdego z nich,
i jest ciekaw czy twoi rycerze nawrócili się na słowo Naszego Zbawcy czy też...?
Zachowali religię swoich przodków. Nigdy tego nie kwestionowałem.
Oczywiście, oczywiście.
To poganie. Hm?
Z naszej strony, Kościół ogłosił takie wierzenia jako nieszkodliwe,
ale ty, Arturze, twoja droga do Boga wiedzie przez nauki Pelagiusa?
- Widziałem jego wizerunek w twoim pokoju. - Zajął miejsce mojego ojca.
Jego nauki o wolnej woli i równości wywarły ogromny wpływ.
Oczekuję naszego spotkania w Rzymie.
Ah.
Rzym oczekuje twojego przyjazdu ze zniecierpliwieniem.
Jesteś bohaterem.
W Rzymie, dożyjesz starości w bogactwie i chwale.
Jednakże...
Jednakże, jesteśmy tylko pionkami w ciągle zmieniającym się świecie.
Barbarzyńcy ze wszystkich zakątków są prawie u bram Rzymu.
Z tego właśnie powodu, Rzym i Ojciec Święty zdecydowali usunąć się
z posterunków których nie da się obronić, jak Brytania.
Co się stanie z Brytanią nie jest już naszym zmartwieniem.
Przypuszczam że wkrótce zajmą ją Saksoni.
- Saksoni? - Tak.
Na północy rozpoczął się potężny najazd Saksonów.
- Saksoni zajmują tylko to co zabiją. - A zabijają tylko wszystko.
Więc zostawicie ziemię Piktom.
A ja ryzykowałem swoje życie dla niczego.
Hm.
Panowie,
wasze papiery wraz z zapewnieniem bezpiecznej drogi przez Rzymskie Imperium.
Najpierw jednak, muszę zamienić słowo z waszym dowódcą.
- Na osobności. - Nie mamy tajemnic.
Chodźcie. Zostawmy rzymskie interesy Rzymianom.
Odpuść, Bors.
Rzym wydał ostatni rozkaz dla ciebie i twoich ludzi.
Ostatni rozkaz?
Masz udać się na północ by ocalić rodzinę Mariusa Honoriusa
i powrócić, w szczególności, z jego synem, Alecto.
Alecto jest ulubionym chrześniakiem i uczniem papieża.
Jego przeznaczeniem jest zostać biskupem, może nawet papieżem.
I w ten dzień żądasz tego od moich ludzi.
W ten dzień.
Ryzykowali życiem przez 15 lat dla nie swojej sprawy.
A teraz, w dzień ich wyzwolenia wysyłasz ich na misję
która jest wielokrotnie bardziej niebezpieczna niż jakakolwiek przedsięwzięta do tej pory.
Powiedz mi, Biskupie, jak mogę pójść do moich ludzi i im to przekazać
że zamiast wolności zaoferowano im śmierć?
Jeśli twoi ludzie to legendarni rycerze prawdopodobnie część z nich przeżyje.
Jeśli taka jest wola boska.
Twoi ludzie chcą wrócić do domu,
i by tam dotrzeć muszą pokonać całą rozciągłość Imperium.
Na dezerterów będzie się polować jak na psy.
Sprzeciwisz się papieżowi, Arturze?
Rzymowi? Samemu Bogu?
Wszystko co robiłem było dla Kościoła i Rzymu.
Nie pomyl lojalnego żołnierza z głupcem, Germanius.
Czy zostawisz bezbronnego rzymskiego chłopca, którego przeznaczeniem jest kierować kościołem,
w rękach Saksonów?
Wypełnij misję, a twoi ludzie otrzymają zwolnienie.
Ich papiery będą czekały tutaj na chwilę ich powrotu.
Masz moje słowo.
Pomyśl teraz uważnie nad tą przysięgą, Biskupie, bo dopilnuję jej dotrzymania.
Złam ją, a żaden rzymski legion,
armia papieska,
ani sam Bóg cię nie ochronią.
Daję ci moje słowo.
- Złapałem od niej pchły. - Lepiej uwierz, że to pchły.
Najlepsze z trzech.
Kto chce kolejnego drinka?
- Ahh.
Kiedy odejdziesz od Borsa i wrócisz ze mną do domu?
Mój kochanek się tobie przygląda.
Mmm...
Nie wyglądasz jak on.
Jesteś cały jak Bors.
- Tristan... - Jak ty to robisz?
Celuję w środek.
Chcą więcej!
- Trzymaj. Bądź matką dla swojego syna. - O, chodź tutaj.
Dagonet, gdzie byłeś? Mamy plany do obgadania.
Tutaj, proszę. Śpiewaj.
- Nie. - Tylko tą ostatnią.
- Nie, Próbuję pracować. - Chodź śpiewaj. Zamknąć się!
Vanora będzie śpiewać.
- Nie, nie.
- Zaśpiewaj o domu. - Nie upuść dziecka.
* Kraju niedźwiedzia, kraju orła
* Kraju coś nas zrodził i błogosławił
* Kraju co nas zawsze wzywasz
* Pójdziemy do ciebie wprost przez góry
* Pójdziemy do domu Pójdziemy do domu
* Pójdziemy do domu wprost przez góry
* Będziemy szli z pieśnią na ustach...
*... usłysz naszą pieśń, usłysz naszą tęsknotę
* Wrócimy do domu wprost przez góry
* Pójdziemy do domu Pójdziemy do domu...
Artur!
Artur!
Artur! Jeszcze nie jesteś całkiem Rzymianinem, prawda?
Rus!
Rycerze...
bracia broni...
wasza odwaga była sprawdzana poza wszelkie granice.
Tak.
Ale muszę was prosić o jeszcze jedną próbę.
Pij.
Musimy wyruszyć na ostatnią misję dla Rzymu zanim przyzna się nam naszą wolność.
Za murem, daleko na północy, Rzymska rodzina potrzebuje ratunku.
Są zagrożeni przez Saksonów.
Naszym zadaniem jest zapewnić im bezpieczeństwo.
Pozwólmy Rzymianom zadbać o swoich.
Za murem ziemie należą do Piktów.
Nasza służba Rzymowi, jeśli to kiedykolwiek była służba, dobiegła końca.
Nasze przymierze z Rzymem wygasło.
Każdy rycerz tutaj ryzykował życiem dla ciebie.
Dla Ciebie.
A zamiast wolności pragniesz więcej krwi?
Naszej krwi?
Myślisz więcej o Rzymskiej krwi niż o naszej własnej?
Bors! Takie są nasze rozkazy.
Wyruszamy o brzasku, a gdy wrócimy nasza wolność będzie na nas czekać.
Wolność, którą przyjmiemy z honorem.
Jestem wolnym człowiekiem!
Sam wybiorę swój los!
Tak, tak. Wszyscy kiedyś umrzemy.
Jeśli śmierć z ręki Saksona tak cię przeraża, zostań w domu.
Posłuchaj, jeśli tak spieszno ci do śmierci, Możesz umrzeć już teraz!
- Wystarczy. Wystarczy! - ja mam po co żyć!
Rzymianie złamali słowo.
Mamy słowo Artura. To wystarczy.
Przygotuję się.
Bors?
- Idziesz? - Oczywiście, że idę!
Nie pozwolę wam iść samotnie! Wszyscy dacie się zabić!
Mówię tylko to co wszyscy myślicie!
Vanora mnie zabije.
A ty, Gawain?
Jestem z wami.
Galahad też.
Miłosierny Boże, Tak bardzo potrzebuję teraz Twego miłosierdzia.
Nie dla siebie, lecz dla moich rycerzy,
bo zaprawdę są teraz w potrzebie.
Oddal od nich wszelkie przeciwności,
a po tysiąckroć Ci odpłacę jakimkolwiek poświęceniem jakiego ode mnie zażądasz.
I jeśli, w Swej mądrości,
uznasz że poświęceniem tym musi być moje życie za ich,
tak by mogli znowu zakosztować wolności której tak długo im się odmawiało,
Z radością złożę taką ofiarę.
Moja śmierć będzie miała cel. Nie proszę o nic więcej.
Dlaczego zawsze rozmawiasz z Bogiem a nie ze mną?
Módl się do kogokolwiek się modlisz żebyśmy nie natknęli się na Saksonów.
Moja wiara jest tym co mnie chroni, Lancelocie. Dlaczego z tego szydzisz?
Nie lubię niczego co sprawia, że człowiek pada na kolana.
Żaden człowiek nie obawia się klękać przed Bogiem, któremu ufa.
Bez wiary, bez przekonania co do tego, kim jesteśmy?
Próbować przedrzeć się przez Piktów na północy jest szaleństwem.
- Z nimi już wcześniej walczyliśmy. - Nie na północ od muru!
Ilu Saksonów? Hm?
Ilu?!
Powiedz. Wierzysz w tą misję?
Ci ludzie potrzebują naszej pomocy.
- Naszym obowiązkiem jest ich sprowadzić. - Nie obchodzi mnie twoje powołanie,
I nic mnie nie obchodzą Rzymianie, Brytania czy ta wyspa.
Jeśli twoim pragnieniem jest spędzić wieczność na tej wyspie, Arturze, niech tak się stanie,
ale samobójstwa nie można wybrać za kogoś!
- Jednakże wybierasz śmierć dla tej rodziny! - Nie, Wybieram życie!
I wolność dla mnie i ludzi!
Jak wiele razy w bitwie wyrywaliśmy zwycięstwo ze szczęk porażki?
Słabsi liczebnie, otoczeni, jednak zwycięscy.
Z tobą u mego boku, możemy to powtórzyć.
Lancelot, jesteśmy rycerzami.
Jakiemu innemu celowi służymy jeśli nie takiej sprawie?
Arturze, walczysz o świat który nigdy nie będzie istniał.
Nigdy.
zawsze będzie pole bitwy.
Umrę w walce.
Tego jestem pewny.
z nadzieją, że będzie to bitwa, którą sam wybiorę.
Lecz jeśli będzie to właśnie ta,
wyświadcz mi przysługę.
Nie grzeb mnie na naszym małym smutnym cmentarzyku.
Spal mnie.
Spal mnie I ciśnij prochy gdy zawieje silny wschodni wiatr.
Nie dotykaj ich kobiet.
Nie krzyżujemy się z tymi ludźmi.
Jak myślisz jakie potomstwo by to przyniosło?
Słabi ludzie.
Pół ludzie.
Nie pozwolę by nasza krew była rozwodniona przez krzyżowanie się z nimi.
Zgodnie z naszymi prawami, nikt nie ma prawa zabronić mi zdobyczy tej wyprawy!
Mówi prawdę, Ojcze.
Mój panie! O, mój panie!
Dzięki Bogu, mój panie.
Dziękuję.
Dziękuję.
Zabić ją.
Nie! Nie!
Wyzywasz mnie?
Jeśli chcesz mnie wyzwać, to musisz mieć miecz w swojej dłoni.
Tak długo jak me serce bije, rządzę twoim językiem.
Albo go wytnę.
Aby reprezentować Święty Trybunał, mój zaufany sekretarz Horton...
Horton?
...będzie ci towarzyszył w twojej misji.
Jols, znajdź dla niego konia.
Tędy.
Niech cię Bóg strzeże podczas spełniania twych obowiązków wobec Rzymu.
Mam również zobowiązania wobec moich ludzi.
Więc przyprowadź ich z powrotem do domu.
Jesteśmy o trzy dni marszu od wielkiego muru, jeśli będziemy obozować w nocy.
Nie będziemy.
Mur – jakie oddziały tam stacjonują?
Lekka piechota rzymska
I prawdopodobnie sarmaccy rycerze.
Artur Castus jest ich dowódcą.
Artur? Kim jest ten Artur?
Powiadają, że jeszcze nigdy nie przegrał bitwy. Mówią o nim, że jest wielkim wojownikiem.
Dlaczego powinienem ci ufać?
Zdradziłeś własny naród.
Opowiedz mojemu ojcu o rzymskiej posiadłości.
Mów!
Żyje tam bardzo wysoko postawiona rzymska rodzina.
Są dla Rzymu bardzo ważni.
Ojcze, okup za nich mógłby spłacić całą kampanię.
Zaatakuję z północy wraz z głównymi siłami.
Ty sprowadzisz swoich ludzi tutaj. Odetnij im drogę ucieczki od południa.
Palcie każdą wioskę, zabijajcie wszystkich.
Nigdy nie zostawiaj za sobą mężczyzny, kobiety lub dziecka, którzy mogliby dźwignąć miecz.
Saksoni.
Ilu?
Tysiące.
Piktowie. Śledzą nas.
Gdzie?
Wszędzie.
Zawracamy!
Cofnąć się!
Tędy!
Na co czekasz?
Inish.
Złe duchy.
- Czemu nie atakują? - Merlin nie chce nas martwych.
Powinniśmy byli ich zabić, Merlinie.
Może istnieje cel dla Artoriusa I jego rycerzy.
Nie!
Jest naszym wrogiem!
Tak jak i Saksoni!
- Kim jesteś? - Artur Castus,
Dowodzący Sarmackimi Rycerzami, wysłany przez Biskupa Germaniusa z Rzymu.
Otworzyć bramę.
To cud, że przybyliście.
Dobry Jezu. Artur I jego rycerze.
Walczyliście z Piktami. Podłe kreatury.
Mamy za zadanie ewakuować was natychmiast.
Ale to... to niemożliwe.
- Który to Alecto? - Ja jestem Alecto.
Alecto to mój syn.
I wszystko co mamy jet tutaj nadane nam przez papieża.
- Cóż, Oddacie to Saksonom. - Najeżdżają z północy.
- Więc Rzym wyśle armię. - Wysłali. Nas.
- Wyruszamy jak tylko się spakujecie. - Odmawiam.
Wracać do roboty! Wszyscy!
- Słyszeliście! Ruszać! - Dobrze, dobrze.
- Ruszać się! - Wszyscy wracajcie do pracy!
Cofnąć się!
Jeśli nie sprowadzę ciebie I twojego syna, moi ludzie nigdy nie opuszczą tej wyspy.
Więc jedziecie ze mną,
nawet jeśli miałbym przytroczyć cię do mojego konia i wlec do samego muru Hadriana.
Mój panie.
Pani, moi rycerze są głodni.
Idź.
Chodź!
Chodź. Idziemy, hm?
Panie, jesteś sławny. Jesteś Artur, prawda?
Jestem Ganis. Jestem dobrym I sprytnym wojownikiem. Służyłbym ci z dumą.
Jesteście z Rzymu?
Z piekła.
- Panie. - Kim jest ten człowiek?
Starszym naszej wioski.
Za co jest ta kara?
- Odpowiedz! - Sprzeciwił się naszemu panu, Mariusowi.
Większość jedzenia, które uprawiamy jest wysyłana przez morze na sprzedaż.
Poprosił byśmy mogli zatrzymać trochę więcej dla siebie, to wszystko.
Wlokę tyłek po trawie Tak jestem głodny!
Jesteś z Rzymu. Czy to prawda, że Marius przemawia w imieniu Boga
I grzechem jest sprzeciwiać się mu?
Teraz wam odpowiem.
Marius nie pochodzi od Boga.
A wy, wy wszyscy, byliście wolni wraz z waszym pierwszym oddechem!
Pomóżcie temu człowiekowi.
Pomóżcie mu!
Teraz słuchajcie. Wielka i przerażająca armia zmierza w tym kierunku.
Nie okaże litości, nie oszczędzi nikogo.
Ci z was, którzy są w stanie powinni spakować swoje rzeczy
I wyruszyć na południe do muru Hadriana.
Ci, którzy nie mogą, pojadą z nami.
Ty, teraz służysz mnie. Przygotuj tych ludzi.
Racja, słyszeliście go.
Zbierz wystarczająco dużo jedzenia i wody na podróż.
Pospieszmy się, inaczej wszyscy jesteśmy martwi!
No dalej, pospieszyć się.
Okrążyli nas ze wschodu.
Nadchodzą z południa, próbując odciąć nam drogę ucieczki.
Będą tu przed zapadnięciem zmroku.
- Ilu? - Cała armia.
A jedyna droga to na południe?
Wschód.
Jest taki szlak na wschód prowadzący przez góry.
Oznacza to, że musimy się przedrzeć przez Saksońskie wojska, ale to właśnie powinniśmy wybrać.
Artur, kim są ci ludzie?
Idą z nami.
Więc nigdy nie damy rady.
- Ruszać się, wracać do pracy! - Do roboty!
Z drogi.
Z drogi.
Z drogi!
- Co to jest? - Nie możesz tam wejść.
Nikt tam nie wchodzi. To zakazane miejsce.
Co robicie? Przestańcie!
Artur, nie mamy czasu.
Nie słyszałeś bębnów?
Dagonet.
Agh!
Agh!
- Klucz. - Jest zamknięte.
Od środka.
- Ty, ty... idźcie.
Ruszajcie się!
- Gawain. - Exaudi orationem meam.
Exaudi orationem meam.
In nomine Dei Patris omnipotentis et in virtute Spiritus Sancti.
Kim są ci bezczeszczący świątynię Pana?
Z drogi.
Robota twojego boga.
Czy tak odpowiada na twoje modlitwy?
Sprawdź czy został ktoś przy życiu.
Jak śmiesz wkraczać w to święte miejsce?
- To był sługa Boży. - Nie mojego boga!
- Ten nie żyje. - Po smrodzie, wszyscy nie żyją.
A ty. Tylko się rusz, a dołączysz do niego.
Artur!
Nie obawiaj się mnie.
Wody! Dajcie trochę wody!
Ma złamane ramię.
A jego rodzina?
Jest Piktem.
Jestem rzymskim oficerem.
Jesteś bezpieczna.
- Jesteś bezpieczna. - Nie rób tego!
Cóż to za szaleństwo?
- Wszyscy to poganie! - My też.
Odmawiają zadań jakie Bóg im przygotował!
Ich śmierć posłuży jako przykład!
Masz na myśli, że odmówili być twoimi poddanymi!
Jesteś rzymianinem.
Rozumiesz.
A ty jesteś chrześcijaninem.
Ty! Trzymałeś ją żywą!
- Mój panie! - Nie! Nie, przestańcie!
Kiedy dotrzemy do muru zostaniesz ukarany za tą herezję.
Być może powinienem zabić Cię teraz i przypieczętować mój los.
Chciałem umrzeć z nimi.
Tak, by poprowadzić ich do przynależnego im miejsca.
Takie jest życzenie Boga by poświęcić tych grzeszników.
Tylko wtedy ich dusze byłyby uratowane.
Więc spełnię jego życzenie.
- Zamurować ich. - Artur.
Powiedziałem zamurować!
Czy nie widzisz w tym życzenia Boga by poświęcić tych grzeszników?
- Puść mnie, bezcze... To grzesznicy! - Właź do środka!
Poruszamy się zbyt wolno.
Dziewczyna nie przeżyje, tak samo jak chłopak.
Rodzinę możemy ochronić, ale na tych wszystkich ludzi tracimy czas.
Nie zostawimy ich.
Jeśli Saksoni nas znajdą, będziemy musieli walczyć.
Więc zachowaj swój gniew na nich.
Czy ta wyprawa jest Rzymu, czy Artura?
- Artur. - Co z nim?
jest rozpalony.
Dzielny chłopak.
Masz poprzestawiane niektóre palce.
Muszę je nastawić.
Jeśli tego nie zrobię, istnieje szansa, żę już nigdy ich nie użyjesz.
Torturowali mnie.
Maszynami.
By zmusić mnie do mówienia... rzeczy, o których nie miałam pojęcia.
A potem...
Usłyszałam twój głos w ciemności.
Jestem Ginewra.
A ty Artur...
Rycerzy z Wielkiego Muru.
To ja.
Sławny Bryton zabijający własnych ludzi.
Znalazłem ślady prowadzące z południa, ale żadnych powrotnych.
Jeźdźcy podróżujący szybko i bez obciążenia.
Być może rzymska jazda.
Może rycerze.
Wiedzą, że ich ścigamy.
Teraz ruszą na wschód, przez góry.
Zbezczeszczono świętą pracę Boga. Jestem sługą Bożym!
Nie, proszę, Ja... Agh!
Mówi, że zamurowali go w budynku i zabrali rodzinę.
Ktoś kogo zwą imieniem Artorius.
To on.
To Artur.
Ruszaj na wschód. Wytrop ich.
Ja z główną armią ruszam na mur. Sprowadź tam rodzinę.
- A mnisi? - Wsadź ich tam gdzie ich znalazłeś.
Jestem sługą Bożym!
Proszę, Jestem... jestem Bożym sługą!
Puść mnie, niewierny!
Spalić wszystko.
Ojciec opowiadał mi historie o tobie.
Naprawdę?
I co słyszałaś?
Baśnie.
Te w których mówi się o ludziach tak odważnych, tak bezinteresownych, że nie mogą być prawdziwe.
Artur i jego rycerze.
Dowódca Bryton i Rzymianin.
A jednak wybrałeś podległość Rzymowi.
Tym, którzy biorą co do nich nie należy.
Temu samemu Rzymowi który zabrał twoich ludzi z ich ojczyzny.
Posłuchaj, pani, nie udawaj że wiesz cokolwiek o mnie czy moich ludziach.
Ilu Brytonów już zabiłeś?
Tak wielu jak wielu próbowało zabić mnie. Naturalnym stanem każdego człowieka jest chcieć żyć.
Zwierzęta żyją! Naturalnym stanem każdego człowieka jest chcieć żyć wolnym... w jego własnym kraju.
Należę do tej ziemi.
Gdzie ty należysz, Arturze?
Jak twoja ręka?
Będę żyć, obiecuję.
Czy w mojej ziemi nie ma nic co przemawia do twego serca?
Twój ojciec ożenił się z Brytonką.
Nawet on musiał znaleźć coś co mu się spodobało.
Saksoni.
Śpimy tutaj. Schrońcie się w tych drzewach.
- Tristan. - Chcesz znowu polatać? Taa.
To piękny kraj.
Skoro tak twierdzisz.
A skąd ty pochodzisz?
Znad Morza Czarnego?
To dla mnie niebo.
Ja nie wierzę w niebo.
Żyję w tym piekle tutaj,
ale jeśli ty pochodzisz z nieba,
to z chęcią się z tobą zabiorę.
Deszcz i śnieg jednocześnie...
...to zły znak.
Jak wyglądał?
Twój dom.
Składaliśmy ofiary z kozłów,
piliśmy ich krew,
tańczyliśmy nago wokół ognisk.
To co pamiętam...
dom...
Oceany traw,
aż po sam horyzont.
Można tak jechać cały dzień.
Niebo... większe niż można sobie wyobrazić.
Żadnych granic.
Tak właśnie niektórzy wyobrażają sobie wolność.
O to właśnie walczymy.
Nasza ziemia, nasi ludzie.
Prawo do wyboru naszego przeznaczenia.
Widzisz Lancelocie, mamy ze sobą wiele wspólnego.
I gdy wrócisz do domu, weźmiesz żonę...
będziesz miał synów.
Zabiłem zbyt wielu synów...
nie mam prawa by mieć własnych.
Żadnej rodziny, żadnej religii.
Czy ty w cokolwiek wierzysz?
Zostawiłbym ciebie i tego chłopca abyście zginęli.
Zdradziłaś mnie.
Nie zamierza cię skrzywdzić.
Pokój między nami tej nocy, Artur Castus.
Więc Rzym odchodzi. Saksoni nadchodzą.
Świat, który znaliśmy, i o który walczyliśmy odchodzi.
Musimy teraz zbudować nowy.
Twój, Merlinie, nie mój. Ja będę w Rzymie.
By znaleźć pokój? Saksoni przyjdą i tam.
Moi rycerze mi ufają że nie wydam ich mojemu wrogowi.
Rzym był moim wrogiem, nie Artur.
Nie mamy miedzy nami zatargów.
Powiedz to rycerzom których zabiłeś na moich oczach,
czy ich kości są pogrzebane w tej ziemi.
Wszyscy straciliśmy braci.
Nie masz pojęcia o stracie o jakiej ja mówię!
Odświeżyć ci pamięć?
Szturm na wioskę. Krzyki niewinnej kobiety.
Matko!
Artorius!
Matko!
Matko!
Pobiegłem na kurhan mego ojca by ją uwolnić.
By cię zabić.
Ojcze, proszę puść swój miecz.
Czuję gorąc tego ognia na mojej twarzy nawet teraz.
Nie chciałem żeby zginęła.
Była z naszej krwi, Tak jak ty.
Jeśli byłeś tak zdecydowany zostawić nas na rzeź, dlaczego ratujesz tak wielu?
Moi ludzie są silni, ale potrzebują prawdziwego przywódcy.
Wierzą, że jesteś w stanie zrobić wszystko.
By pokonać Saksonów potrzebujemy mistrza wojny.
Jak myślisz, dlaczego oszczędziłem cię w lesie?
Miecz, który nosisz jest wykonany z żelaza z tej ziemi, wykuty w ogniu Brytanii.
Miłość twojej matki uwolniła miecz a nie nienawiść do mnie.
Miłość, Arturze.
- To twoje przeznaczenie. - Nie ma przeznaczenia.
Jest tylko wolna wola.
A co z wolną wolą twoich rycerzy?
Umierają na próżno?
Pojmać go!
Nie!
Nie...
Mam chłopaka!
- Zabić go! - Nie! Pozwólcie mu odejść!
Zabijcie go teraz!
Na ziemię! Hah!
Twoje ręce wydają się być w lepszym stanie.
Artorius!
Czy mamy problem?
Huh?
Masz wybór.
Pomożesz lub zginiesz.
Rzućcie broń.
- Teraz! - Taak!
- Ilu zabiłeś? - Czterech.
Nieźle jak na początek dnia!
Przebijające pancerz. Są blisko. Nie mamy czasu.
Jedź z przodu.
Przykro mi z powodu twojej straty.
Mój ojciec zgubił drogę.
Zwykł mówić, że Kościół jest po to, by pomóc nam trzymać się dobrej drogi.
Później to się zmieniło.
Droga, którą wybrał, była poza zasięgiem Kościoła, Alekto.
Ale nie Rzymu.
Mój ojciec wierzył w to, w co wierzy Rzym.
Że niby niektórzy ludzie rodzą się by być niewolnikami? Nie, to nie prawda.
Tak jest! Tak mi powiedział.
Pelagius, człowiek mi bliski, jest tam teraz,
nauczając, że wszyscy są równi i wolni.
I, że każdy z nas ma prawo wybrać swoje przeznaczenie.
Naucza? Jak?
Pelagiusa zabito w zeszłym roku.
Germanius i inni byli potępiani w jego naukach.
Ekskomunikowali go i zabili.
Rzym, o którym mówisz nie istnieje,
chyba, że w twoich snach.
- Nie ma innej drogi? - Nie. Musimy iść po lodzie.
Wysadź ich z wozów. Powiedz żeby się rozproszyli.
- Rycerze... - Cóż, zmęczyła mnie ucieczka.
A ci Saksoni są tak blisko za nami, że aż tyłek mnie boli.
Nigdy nie lubiłem oglądać się przez ramię.
- Przyjemnością będzie zakończyć tą wrzawę. - I wreszcie zobaczyć bękartów.
Tutaj. Teraz.
Jols!
Wy dwaj, bierzcie konie.
Ganis, poprowadzisz ludzi.
Główne siły Saksońskie są w głębi lądu,
więc jeśli będziesz trzymał się wybrzeża aż dotrzesz daleko na południe od muru, będziesz bezpieczny.
- Ale was jest siedmiu przeciwko 200? - Ośmiu.
Przyda wam się kolejny łuk.
- Wolałbym zostać i walczyć. - Wkrótce będziesz miał swoją szansę.
Ten człowiek jest teraz waszym kapitanem. Róbcie co wam mówi. Rozumiecie?
- Tak, panie. - Idź. Idź!
Dobrze. Ruszajmy więc! Ruszać się!
Jestem zdolny. Potrafię walczyć.
Nie. Musisz zaświadczyć o tym co tu widziałeś.
Musisz zrobić jedną rzecz, a jest nią powrót do Rzymu.
Czekajcie aż wydam rozkaz.
Wyglądasz na przerażoną.
Jest tam duża liczba samotnych mężczyzn.
Nie martw się, nie pozwolę by cię zgwałcili.
Łucznik!
- Jesteśmy poza zasięgiem. - Widzę!
Myślę, że czekają na zaproszenie. Bors, Tristan.
Są daleko poza zasięgiem.
Celujcie w brzegi szeregu. niech się stłoczą.
- Utrzymać szereg! - Utrzymać szereg! Utrzymać szereg!
- Utrzymać szereg! - Utrzymać szereg!
Utrzymać szereg! Utrzymać szereg, albo sam was zabiję!
Pęknie. Cofnąć się.
Cofnąć się!
Przygotować się.
- Dag! - Osłaniaj go.
- Łucznicy ruszać się! Ruchy! - Naprzód!
Ruszać się! Ruszać! Zabić go!
Lód pęka!
Zabić go!
Dag!
Do tyłu! Do tyłu!
Dag!
Wycofać się! Artur!
Zabić go!
Pomóż nam!
Zostań przy mnie.
Dagonet! Zostań przy mnie!
Boże!
Chrystus niech będzie błogosławiony. Wbrew wszelkim przeciwnościom jakie Szatan przygotował.
Alecto, niech cię zobaczę.
- Zejdźcie mi z drogi! - Zwyciężyliście!
Młody Alecto, niech cię zobaczę.
Jesteś tu.
- Lucan! - Chłopcze! stój!
Nasi wielcy rycerze.
teraz jesteście wolni!
Daj mi papiery. Chodźcie, chodźcie.
Wasze papiery na bezpieczną drogę przez Rzymskie Imperium.
Weź je, Arturze.
Biskup Germanius.
Przyjaciel mego ojca.
Jesteście teraz wolni.
Możecie odejść.
Bors.
Bors!
Dla Dagoneta.
To nie uczyni go wolnym.
On już jest wolny.
Nie żyje!
Żegnaj przyjacielu.
Wkrótce się spotkamy.
Mogiła bez miecza.
Życzeniem mego ojca było że jeśli umrze na tej wyspie,
zostanie pochowany z jego rycerzami.
Zginął w walce?
Tradycja rodzinna.
Teraz widzę czemu wierzysz że nic ci już tutaj nie pozostało.
Poza tym co zrobiłeś wraz ze swymi rycerzami.
Masz swoje zasługi.
Zasługi same w sobie są bez znaczenia chyba że służą wyższym celom.
prowadziliśmy wojnę w obronie Rzymu, który nie istnieje.
Czy za taką zasługę będę osądzony?
Zostałeś i walczyłeś kiedy nie musiałeś.
Zabijałeś złych ludzi kiedy mogłeś uciec.
Wszystko to było bez powodu?
Pelagius kiedyś mi powiedział
nie ma gorszej śmierci,
niż kiedy umrze nadzieja.
Ty i ja nie jesteśmy delikatnymi ludźmi, którzy żyją w wierszach.
Ciąży na nas przekleństwo i błogosławieństwo czasów, w których żyjemy.
Klątwa to chyba nasza własna wina,
a błogosławieństwo...
Czego się obawiasz, Arturze?
Kochasz tą ziemię.
Bryton z Rzymskiego ojca.
Rzym jest martwy.
To miejsce, ta ziemia, twój dom,
to ostatni bastion wolności,
wszystkiego o co walczysz.
To twoi ludzie.
Ojcze. Zawiodłem.
Straciłeś respekt dla przeciwnika.
Ofiaruję ci moje życie, za moją hańbę.
Nie.
Nie, synu.
Raewald.
Teraz ty jesteś moim zastępcą.
Jesteś teraz dla mnie jak syn.
To co przyniesie jutro...
tego nie wiemy.
Artur, chodź pod mur.
- Saksoni są tutaj. - Zróbcie przejście! Zróbcie przejście!
Rycerze, moja podróż z wami musi się tutaj zakończyć.
Niech Bóg ma cię w opiece.
Artur, to nie jest rzymska walka.
To nie twoja walka.
Stać równo!
Wszystkie te długie lata byliśmy razem,
próby jakie przeszliśmy, krew którą rozlaliśmy.
Na co to było, jeśli nie dla nagrody jaką jest wolność?
A teraz kiedy jest tak blisko, kiedy jest prawie w zasięgu ręki...
Patrz na mnie!
- Czy to wszystko nic nie znaczy? - Pytasz mnie o to?
Ty, który znasz mnie najlepiej?
Więc nie rób tego. Czeka cię tu tylko pewna śmierć.
Artur, błagam cię! Przez wzgląd na naszą przyjaźń, błagam cię!
Bądź mym przyjacielem i nie przekonuj mnie.
Odbierz wolność na jaką zasłużyłeś i żyj nią za nas dwoje.
Nie mogę za tobą podążyć, Lancelocie.
Teraz wiem, że krew jaką przelałem, wszystkie życia jakie odebrałem,
prowadziły mnie do tej chwili.
Artorius!
Rus!
Rus!
Rzymskie oddziały wspierające opuściły mur.
- A jazda? - prowadzi karawanę z dala od twierdzy.
Uciekają na południe... z podwiniętymi ogonami.
- Więc nie będzie oporu. - Kilka tuzinów wieśniaków.
Zarżniemy twoich ludzi.
Myślę że powinieneś popatrzeć.
To drzewo może być dobrym miejscem.
Tam na wzgórzu!
Jeden rycerz.
Czy nie powiedziałeś przed chwilą że odeszli? co to jest, duch?
Jeden człowiek. Maleńka mucha na plecach... twojej wielkiej armii.
Kim on jest?
Artur.
Artur.
Artur.
Arthur.
Hm.
Gdziekolwiek pójdę na tej przeklętej wyspie słyszę twoje imię.
Zawsze na poły szeptane, jakbyś był...
bogiem.
Wszystko co widzę to ciało i krew.
Nie więcej niż bóg jak to stworzenie, na którym siedzisz.
Wygłoś swoje warunki, Saksonie.
Rzymianie cię opuścili.
Dla kogo walczysz?
Walczę o sprawę, która jest poza zdolnością pojmowania zarówno twojego jak i Rzymu.
Przyszedłeś wybłagać sojusz. Powinieneś być na kolanach.
Przyszedłem zobaczyć twoją twarz, tak żebym mógł znaleźć cię na polu bitwy.
Dobrze by było dla ciebie Saksonie, zapamiętać moją,
bo gdy ją ujrzysz następnym razem, będzie ostatnią rzeczą jaką zobaczysz na tej ziemi.
Nareszcie.
Człowiek, którego warto zabić.
Przygotuj ludzi na bitwę.
Hej. Spokojnie.
Hej.
Jesteś wolny.
Ten rzymianin ma plan.
Wyślij niedobitki twojej piechoty.
- Chcesz zabić moich ludzi? - To moi ludzie!
Nie. Ty zostań tutaj ze mną.
Rycerze, dar wolności jest prawnie wasz.
Lecz dom, którego szukamy nie znajduje się w odległym kraju.
Jest w nas i w naszych czynach tego dnia.
Jeśli takie jest nasze przeznaczenie, niech tak będzie.
Lecz niech historia zapamięta, że tego wyboru dokonaliśmy jako wolni ludzie.
Rus!
Tam! Na wzgórzu!
Raewald.
Lewa flanka.
- idź z nim. - Ruszamy!
Podnieść tarcze!
Ciągnąć!
Artur...
To moje życie miałeś zabrać!
Nie to!
Nigdy to!
Moi dzielni rycerze, zawiodłem was.
Ani nie zabrałem was z tej wyspy,
ani nie podzieliłem waszego losu.
Przez 200 lat, rycerze walczyli za nie swoją ziemię.
Lecz tego dnia na Badon Hill,
wszyscy walczący położyli swe życie na szali dla znacznie ważniejszej sprawy.
Wolności.
Arturze. Ginewro.
Nasz lud się zjednoczył.
Tak jak i wy.
Teraz naprawdę będę musiał ożenić się z waszą matką.
A kto powiedział, że ja muszę?
Król Artur!
Hail, Artur!
Niech każdy mężczyzna, kobieta, dziecko będą świadkami,
że od tego dnia wszyscy Brytoni zjednoczą się w jednej wspólnej sprawie.
Artur! Artur!
Artorius!
A co do rycerzy, którzy oddali swoje życie,
ich śmierć nie była powodem, ani dla żałoby, ani dla smutku.
Bo będą żyć wiecznie,
ich imiona i czyny przekazywane z pokolenia na pokolenie,
w legendach o Królu Arturze i jego Rycerzach.
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.