All language subtitles for Kiler.1997.1080p.WEBRip.x264.AAC-[YTS.MX].pol

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian Download
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified) Download
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
nl Dutch
en English Download
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German Download
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian Download
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish Download
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish Download
es-419 Spanish (Latin American) Download
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish Download
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

Downloaded from YTS.MX

Official YIFY movies site: YTS.MX

I facet wyszedł, nie? Zapalił dymka…

I nagle normalnie wyskoczył z kapci.

No to idźcie go spytać.

Zastrzelony z karabinka snajperskiego Andrzej G.,

znany bardziej jako „Gilotyna”, to już czwarta ofiara,

która w podobny sposób ginie w tym roku.

Panie komisarzu…

Zwracam się do komisarza Ryby z komendy głównej.

Czy jest coś, co łączy te morderstwa?

Czy można już mówić o wojnie gangów?

- Panie komisarzu… - Za 5 minut.

Nie rozumiem. Czy 5 minut coś tu zmieni?

Nie, do kolegi mówiłem. Jakie ma pani pytanie?

Czy można już w tej chwili mówić o wojnie gangów?

Nie, nie ma żadnej wojny gangów.

Mamy raczej do czynienia z zabójcą działającym na zlecenie.

Czy chce pan przez to powiedzieć, że dzisiejsza zbrodnia

również obciąża nieuchwytnego Kilera?

Kiedy go złapiecie?

Proszę pani… policja ma właściwy sobie rytm pracy.

Ile jeszcze osób musi zginąć, zanim złapiecie legendarnego Kilera?

Jakiego legendarnego? Jakiego Kilera?

Oświadczam: nie ma żadnego Kilera!

Kilera wymyśliliście wy, dziennikarze. Dziękuję uprzejmie.

Tajemniczy Kiler nie istnieje. W takim razie – kto strzela?

Mówiła Ewa Szańska, Nasza Telewizja.

Człowiek strzela, proszę pani! Człowiek strzela.

Proszę pana, papieroski.

Z filtrem?

Miały być bez filtra.

W całym mieście nie ma bez filtra.

A co to za miasto?

Las Vegas.

No… to chyba mają awarię prądu.

Jak nie jedziemy do domu, to dokąd pan jedzie?

Jadę do Zygmunta.

Now, I know, Mr. Lipski…

that you think this building is a piece of shit.

But personally I would like to live there.

No i to arcydzieło architektury może być pańskie.

Tak to będzie wyglądać.

Największe kasyno w Europie.

My nadal będziemy właścicielami.

Oficjalnie, tak. Nieoficjalne my będziemy mieli 98% wpływu.

Jak to, my tylko 2% do podziału?

Ponieśliśmy z kolegą spore koszty.

Proszę, Mr. Lipski, proszę mi tego oszczędzić.

Okej.

Budynek jest wasz w momencie, gdy pieniędze

znajdą się na naszych szwajcarskich kontach.

Nie, nie, nie. Nie Swiss accounts.

Cena jest taka ogromna pod jednym warunkiem:

że to będzie cash.

Jak cash? W co oni z nami grają?

Cash, baby!

A jak je odbierzemy?

Za 3 dni zjawi się w Warszawie kontener z dolarami.

Wystarczy podjechać na cargo na Okęcie i jest wasz.

Wydadzą nam kontener brudnych pieniędzy just like that?

Carlos, who is at the airport on friday?

Elviernes? Waldemar.

Ach, Waldek!

Kochany Waldek.

Waldek wyda kontener, jak pokażecie mu…

to.

A druga połowa?

Będzie miał Waldek.

Ale ci panowie mają jakieś wątpliwości?

Nie, no tylko… na co to drzeć pieniądze?

Tak czy owak, nie wracam do Ameryki.

Jadę dalej; tam, gdzie jest więcej takich.

Mają rozmach, skurwysyny.

Aua, moja ręka! O Jezu!

Proszę mnie puścić, no!

Panowie, to jest jakaś pomyłka!

Pomyłka…

Moja żona miała na drugie „Pomyłka”.

Proszę do tyłu.

No i co to ma być?

Przepraszam, że nie rozumiem.

Co ty mi tu kręcisz jakichś gamoniów,

a tego, co trzeba, nie ma!

Przepraszam, że nadal nie rozumiem.

- A czego niby nie ma? - Najważniejszego.

Dla mnie to ty jesteś, Ewuniu, najważniejsza.

Andrzeja G. nie ma. Rozumiesz? Gilotyny nie ma!

A to kto?

Starczy tego, bo wilka dostanę!

To ma być Gilotyna?

Przecież to jest ten kretyn, twój koleżka. Stanisław!

Ale o tym wiesz tylko ty, Ewuniu.

Ja, ten kretyn – mój koleżka, Stanisław…

a w całym kraju miliony widzów będą przekonane,

że jest to Andrzej G., Gilotyna, jak żywy!

No cześć.

Co słychać?

No więc, stary. My z Ewą doszliśmy do wniosku, że…

Zaraz, bo zapomnę. Złapali Kilera.

Jak to? Złapali Kilera?

W radiu mówili.

Co mówili?

Że złapali.

- Tylko tyle? - To mało?

Cześć, Kiler.

Jak tak będziesz drobił jak gejsza, to się kiedyś zabijesz.

No! To mówcie.

Imię, nazwisko, zawód.

Nazywam się Jerzy Kiler i z zawodu jestem taksówkarzem.

Ty się nazywasz Kiler.

I masz ksywę „Kiler”.

I jesteś Kiler!

A jak mi powiesz, że to jest pomyłka,

to dostaniesz w ryj.

To pomyłka.

Podnieście mi go.

Co ty myślisz?

Że po co oni tu są!

Że oni bronią nas przed tobą? Nie!

Oni bronią ciebie przede mną!

Panie komisarzu, to nie wypada!

Co nie wypada?

Nie wypada bić zatrzymanego na pierwszym przesłuchaniu.

Ja go goniłem 3 lata. A on mówi, że pomyłka?!

Jureczku…!

Spokój!

Proszę pana, to jest jakieś tragiczne nieporozumienie.

Co ja mam zrobić, że nazywam się Jerzy Kiler?

I jestem taksówkarzem numer boczny 7775!

Ty długo byłeś dobry, Kiler.

Ale wpadłeś.

Bo ja byłem lepszy.

Jakieś 46 razy lepszy. I dlatego do końca życia

będziesz oglądał świat w kratkę.

Ale najpierw ze wszystkiego musisz się tutaj

panu prokuratorowi wyspowiadać.

Wyspowiadać…? Prokuratorowi?

A co wy sobie, Kiler, myślicie?

Że myśmy wysłali te naszą elitarną brygadę antyterrorystyczną,

żeby zwinęła Bogu ducha winnego taksówkarza?

O świcie?

Myślicie, że ci nasi chłopcy nie mają nic innego do roboty?

Popełniłeś błąd, Kiler.

Zapomniałeś po sobie posprzątać.

To cacko znaleźliśmy w pobliżu miejsca,

gdzie zabiłeś Gilotynę.

A w twojej taksówce karabinek snajperski Steyr.

Z tej broni zginęło 40 osób w całej Europie

i na terenie byłego Związku

Socjalistycznych Republik Radzieckich.

Czapa.

Jest co prawda zawieszona.

Ale dla was zrobimy co? Wyjątek.

A nawet jak się nam nie uda, to wolności i tak nie zobaczycie!

Co ty myślisz, cwaniaczku?

Że z piątego przykazania możesz sobie zrobić spółkę

z ograniczoną odpowiedzialnością?

Nie no, skąd. Co pan!

Zabijałeś kanalie, fakt.

Ale odpowiesz za każdego, jak za niewinnego człowieka.

No, proszę cię…

Zacznij mówić!

Zacznij mówić!

Mówcie, Kiler! Mówcie!

Tak będzie dla was lepiej.

- Niewiele lepiej. - Ale…

Ale lepiej.

Wiesz, co?

Pójdziemy ci na rękę.

Dostajesz pojedynczą celę.

A jak nie…

To zamkniemy was do celi z Kudłatym.

O Jezu!

A wy nie wiecie, kto to jest Kudłaty.

Nic.

Nic nie powiem.

- Kiler! - Kudłaty.

Panowie, kurczę! Kiler mnie poznał.

To dla mnie zaszczyt!

Wypieprzać mi, smarkateria! Już, pięknoduchy zasrane!

No już stąd!

Pan Kiler chce sobie tutaj usiąść i posiedzieć!

On teraz jest tutaj szefem, a ja mu będę pomagał.

No co jest, Wstrętny? Coś nie pasuje?

Pasuje.

Pasuje?

Iks, zabieraj dupę. Siadaj!

Żeśmy się nie spodziewali, że wpadniesz.

Kazałbym tutaj troszkę posprzątać.

Strasznie brudzą te śmierdziele.

Dzięki.

W sumie jest… git.

Kurczę, Kiler. A opowiedz, jakżeś tego Turka rozwalił?

W Monachium.

Czytałem w gazetach.

Jakżeś go dopadł?

Turka?

Normalnie.

Ja wiem. Ale kurczę, jak?

Z daleka.

Karabinek snajperski.

Steyr?

No a jak. Z lunetą na podczerwień.

No ale tam, kurczę, był wybuch.

Wybuch? W Mannheim?

W Monachium, kurczę.

W Monachium to był syntex.

- Co? - Czeski plastik.

Ciekawe, jakżeś podłożył ten plastik,

jak ten samochód był cały czas pilnowany.

Co?

Normalnie, miałem taki ten, no…

Z tym…

Taki samochodzik-zabawkę.

Kierowaną radiem.

Nafaszerowałem ten samochodzik plastikiem,

podjechałem nim pod auto Turka – i bum!

Widzisz, frajerze?

Ty byś sto lat myślał i nie wymyślił.

Głupi jesteś taki od tego czytania…

Ale powiem wam: plastik jest dobry dla dzieci.

Każdy debil może podłożyć bombę.

Mnie pasują takie zlecenia, gdzie mam

bezpośredni kontakt z przeciwnikiem.

I powiem wam…

im grubszy, tym lepszy!

Tylko, że na takiego grubasa potrzebna jest amunicja dum-dum.

Zajebiście skuteczna.

Spadaj!

Widzisz, Iks? Sam wylałeś całą zupę.

A gdzie twoja kiełbasa?

Już zjadłem.

Na drugi raz tak się nie śpiesz.

Nie.

Wykluczone, pani… pani Ewo.

Drogi panie Mieczysławie, ja muszę się z nim zobaczyć.

Od razu pani powiem: z każdym, z KAŻDYM,

pani Ewuniu. Nawet z Uszatym. Tylko nie Kiler.

Kiler jest postacią europejskiego formatu.

My nie mamy tak wielu sławnych Polaków,

nawet wśród polityków.

Panie dyrektorze, nie stać nas na to,

żeby ukrywać Kilera.

Lubię panią, pani Ewo. Cenię za… profesjonalizm.

Ale sama pani rozumie.

No tak. Rozumiem.

Żałuję, ale rozumiem.

Wobec tego może przestawię panu mój drugi projekt.

To jest taki cykl dokumentalny pod tytułem

„Panteon polskiego więziennictwa”.

To brzmi zachęcająco.

Gdyby pan mógł mi pomóc w sporządzeniu listy

8… 12 najlepszych dyrektorów więzień w Polsce.

Aż tylu? Nie wiedziałem, że jest nas aż tylu.

Ale spróbujmy.

Czesiek z Łęczycy.

Tylko, że on jest na emeryturze. Emerytowany może być?

Nie. To muszą być aktywni dyrektorowie w służbie czynnej.

To może… Mirek z Białołęki.

Tylko on zupełnie wyłysiał. Łysy się nadaje?

No skąd! To muszą być ludzie naprawdę wyjątkowi.

Również przystojni, inteligentni, oczytani,

znający języki…

Yes, of course. Naturlich, jawohl. Absolument.

Wiem!

Piotrków. Tam jest Staszek Alkatraz!

Tak jest! Staszek!

Nie.

Gdyby pani przyszła 2 tygodnie temu, to tak…

To tam, gdzie była ta ucieczka, tak?

No właśnie.

600 chłopa poszło w Polskę!

Jak to było zorganizowane?

Autobusy jakieś popodstawiali, czy co?

No i Staszek osiwiał jak gołąb.

Siwy to nie.

Sama pani widzi.

No to może… chociaż jedno nazwisko.

Zrobię duży, poważny reportaż o jednym.

Może nie „Panteon”, a po prostu „Filar”

polskiego więziennictwa. „Opoka”, może.

„Gwiazda” po prostu.

Doskonale!

„Gwiazda penitencjarnej Polski, dyrektor Mieczysław…

Klonisz”.

Ja? Ja bym się nadawał?

Nie jest pan siwy ani łysy, ani na emeryturze…

I nikt mi nigdy nie uciekł!

Spełnia pan wszystkie wymagania.

Ale pan jest pewnie bardzo zajęty.

Ale dla dobra polskiego więziennictwa znalazłoby się trochę czasu.

Bardzo panu dziękuję.

Chłopaki!

Panie dyrektorze…

Dzień dobry.

Nazywam się Ewa Szańska i jestem…

Ja panią znam z telewizji.

Tak? To świetnie.

Przygotowuję program o panu.

Kogo interesuje program o taksówkarzu?

Słuchaj, Kiler. Takie kity to idź wciskać

komisarzowi Rybie i tym innym kodżakom,

ale nie mnie. Ja nie jestem nasłana, Kiler.

Prawdziwy Kiler jest na wolności.

Ja jestem taksówkarzem, numer boczny 7775.

Nigdy nikogo nie zabiłem, a ten gamoń, Ryba,

się po prostu pomylił.

Gamoń…?

No tak. Ja cię mam na taśmie.

Byłeś tam przed pubem, gdzie zabito Gilotynę, wśród gapiów.

To co, gapić się nie można?

Zbieg okoliczności. Do pubu wszedłem po fajki.

Dobra, niech ci będzie. Dlaczego zabijałeś?

Ludzie chcą wiedzieć, dlaczego zabijałem?

To im powiedz, że zabijałem dla kasy.

Co czułeś, kiedy to robiłeś?

Ogromne podniecenie i zapach pieniędzy.

Ludzie będą zadowoleni, póki co.

A pamiętasz swój pierwszy raz?

Tego się nie zapomina. To było w Tatrach.

Podczas wycieczki szkolnej na Rysy, groziła mi lufa z matmy,

to zepchnąłem matematyka w przepaść.

- Serio pytam. - Serio mówię.

Chodzi mi o pierwsze morderstwo na zlecenie.

To było na zlecenie. Samorządu klasowego.

Przestań się wygłupiać.

Chodzi mi o pierwsze zlecenie za pieniądze!

Kijów. 1989 rok.

Piękna ukraińska jesień.

4 urodzonych morderców uzbrojonych po zęby,

a ja sam jeden, z moim wiernym kałachem.

No i co? Udało się?

Niestety – poległem.

Kiler, do cholery! Ty zacznij mówić jak Kiler, co?

Jeżeli ktoś twierdzi, że jest taksówkarzem

i pracuje w nocy, to może i pracuje w nocy,

ale wcale nie musi być taksówkarzem.

Wspomniał pan o zleceniodawcach Kilera.

Podobno słono płacili za jego specyficzne usługi.

Czy policja wie już coś o tych ludziach?

Tak, wiemy. I to sporo.

Chociaż będziemy wiedzieć więcej…

Gówno tam wiecie!

Więcej nie mogę powiedzieć ze względu na dobro śledztwa.

Skoro pan nie chce ujawnić wyników swojego śledztwa,

w takim razie ja podzielę się z państwem wynikami mojego.

Wiem, że jednym ze stałych klientów Kilera

był boss polskiego świata przestępczego,

Stefan Siarzewski, bardziej znany jako „Siara”.

I to najprawdopodobniej on stoi za śmiercią

ostatniej ofiary Kilera, Andrzeja G. Gilotyny.

Co pan na to, panie komisarzu?

Zabiję cię, ty telewizyjny kurwiszonie!

Już nie żyjesz!

Jeszcze nie tak dawno mówił pan, że Kiler nie istnieje,

że jest tylko wymysłem dziennikarzy.

Pani daruje, ale to był jeden z moich zawodowych trików.

Kurczę, Kiler…

Ja niedługo wychodzę.

Odłożyłem trochę kasy, na czarną godzinę.

Na takiego Uszata to powinno wystarczyć.

Ja też się dołożę.

Nie rozumiem, o co ci chodzi.

Kiler, kurczę. Taki Uszat to dla ciebie pryszcz.

Że niby co?

Jak już tu jesteś – skasuj go.

Kurczę, damy ci wszystko. Dam ci wszystko, co mam.

Pomyślimy.

To jest Kiler? To jakaś popierdółka, a nie Kiler!

Popierdółka?

Sam byłeś popierdółka!

Podobno już drugiego dnia pobytu Kiler zamordował współwięźnia.

Udusił współwięźnia na stołówce solniczką.

Znaczy nakrętką. Sitkiem.

To znaczy sitkiem czy solniczką?

Denkiem. To znaczy, nakrętką. Z dziurkami.

Gdzie go przenoszą?

Do miejsca odosobnienia.

To znaczy gdzie?

Nie mogę powiedzieć.

Nie może pan czy pan nie wie?

Wiem, ale nie powiem.

Halo?

Stało się coś?

Przepraszam, czemu nie jedziemy?

To chyba pompa paliwowa.

Tak myślisz?

To chyba pompa paliwowa!

Dobrze. W porządku. To pompa.

Czy korzystając z chwili postoju, mógłbym odcedzić kartofelki?

No słuchajcie, bo mi pęcherz pęknie!

Prawdziwy Kiler nie ma pęcherza.

A co ma prawdziwy Kiler?

Prawdziwy Kiler ma pompę.

Ale pompa już pękła.

To co ja mam zrobić?

Lej w gacie, Kiler!

Chce mi się szczać!

Słabo słyszę. To chyba pompa paliwowa.

Nie ruszać się z miejsca. To może być próba odbicia.

Wysyłamy dwóch orłów z UOP-u.

- Rozumiem. - Siku!

Dwóch orłów z UOP-u.

Kto tam chce szczać?

- To tylko Kiler. - To niech szczy w gacie!

To samo mu powiedziałem.

Szczać mi się chce!

Dzień dobry. Który idiota tu dowodzi?

W sumie ja.

Masz pojęcie, kogo wieziesz?

W sumie tak.

Świetnie.

A masz pojęcie, kto napisze raport,

który za kilka godzin przeczyta minister spraw wewnętrznych?

W sumie nie.

Ja.

Ja napiszę ten raport z przyjemnością.

I słowem nie wspomnę o jakiejś pompie paliwowej.

A wiesz, o kim będzie ten raport?

- Ale przecież… - Przejmujemy więźnia!

Już mi się nie chce siku. Dziękuję bardzo.

Mam cię w dupie!

Co powiedziałeś?

W sumie… nic.

Jak Boga kocham!

Inaczej sobie ciebie wyobrażałem!

Zachodź, zachodź, Kiler.

Czym chata bogata!

Wąski, ściąg mu tę blokadę!

Wąski jestem.

Lubię cię, Jurek, wiesz?

Jesteś taki normalny facet z jajami jak ja.

Tylko męczy mnie jedna sprawa.

Czy mogę cię o coś zapytać?

Wal śmiało, Stefan.

Jak to się stało, że dałeś się złapać?

Słuchaj, mordeczko ty moja.

Zawsze się świetnie maskowałeś.

Byłeś przeostrożny. Byłeś superostrożny.

Jak łasica.

Byłeś czujny jak chrabąszcz, jak gajowy.

Tyle zleceń dla mnie zrobiłeś i ani razu cię nie widziałem.

Wszystko na telefon, na faks, ostatnio na e-mail.

Jestem twoim najstarszym klientem, a nie wiedziałem o tobie nic.

Skąd wtedy psy wiedziały?

Też chciałbym to wiedzieć, Stefan.

No co ty, Kiler. Jurek!

Chyba mnie nie podejrzewasz!

Powiedziałem tylko, że też chciałbym to wiedzieć.

Widziałam orła cień! Do góry wzbił się niczym wiatr!

- Tu Ryba. Wzywam cię, Akwarium. - Akwarium zgłasza się.

Jak tam wycieczka?

Jeszcze nie dojechali. Mają problem z pompą paliwową.

Jak to nie dojechali?

Co sobie jaja robisz?

Przecież Kilera przejął UOP 3 godziny temu.

Jakie 3 godziny? To gdzie oni teraz są?

Mogą już być chyba…

Co jest, Stefan?

Co jest z tym płakaniem?

Twardym trzeba być, a nie miętkim!

Bo ja… powiem ci... jestem sam na tym świecie!

Jak palec! Nikogo nie mam.

W koło sami kryminaliści. A ja jestem sam.

Ty jesteś bardzo fajny facet, Jorguś, wiesz?

Jesteś bardzo fajny Kiler.

Zdrowie!

Zdrowie, mój ty seryjny morderco…

na zlecenie jedyny.

Przeżyj to sam!

Nie zamieniaj serca w twardy głaz…

Chcemy być sobą wreszcie!

Cicho.

Nikomu nie ufam, tylko tobie, Jorguś.

Czego?

Co? Może nie jestem u siebie?

Gdzieś była, lafiryndo?

Nie przedstawisz mnie swojemu gościowi?

Z przyjemnością.

To jest moja żona, lafirynda, a to jest mój najlepszy przyjaciel.

Ale nie martw się, przyjacielu, ona już sobie idzie.

Może panu zrobić kanapki albo usmażyć jajka?

Cycki se usmaż. Ty wiesz, kto to jest?

To jest Kiler!

On se może jeść "szato" może se jeść ostrygę,

może se jeść, co chce! A nie twoje rozpaćkane kanapki!

Kiler? Ciao!

Jestem Gabrysia Siarzewska.

Miło mi.

Jurek jestem.

Miło mi pana poznać.

Gabrysia! No i dosyć. Na górę do garów.

My tu jeszcze z panem Kilerem mamy do załatwienia.

Ciao.

Ty!

Ta Gabrysia to twoja żona?

A tam Gabrysia! Rysia! Ma na imię Ryszarda.

To dlaczego mówi Gabrysia?

Bo jest głupia! "Gabrysia". Ryszarda III Waza.

Z baru ją wziąłem, wiesz?

Oświadczam, nie ma żadnego Kilera!

Kilera wymyśliliście wy, dziennikarze. Dziękuję.

Skoro tajemniczy Kiler nie istnieje, to kto strzela?

Mówiła Ewa Szańska, Nasza Telewizja.

Tej francy nie lubię.

Telewizyjny kurwiszon jeden.

Dlaczego tak mówisz?

Ona jest bardzo miła i bardzo ładna.

Ten kurwiszon na ciebie nadaje, a ty mówisz, że jest miła?

Bo jessss!

- Tak uważasz? - Właśnie, że tak uważam.

To mam dla ciebie propozycję. Zlikwiduj ją!

Płacę jak za prezydenta.

Zwariowałeś? Przecież to jest kobieta.

Ja kobiet nie zabijam.

Tym bardziej pięknych.

To jest piękna kobieta?

To ty nie widziałeś pięknych kobiet.

Memory… Fajnd…

Siara. I wszystko jasne.

Poza tym, wie pani, nie dość, że cela 4-osobowa…

to w dodatku sami mężczyźni, a wszyscy tacy!

Kochana, za to możesz se pójść obejrzeć telewizję.

Słuchaj, Kiler.

Ja jestem człowiek myślący i wszystko wymyśliłem

i wszystko przewidziałem.

Jaki byłby ze mnie przyjaciel, gdybym cię wyciągnął z pudła,

zrobił ci tak wielką przysługę i nie dał możliwości

odwdzięczenia się.

Siara, dzięki.

Wyglądałoby, że cię nie szanuję.

A ja cię bardzo szanuję i ufam ci.

Bardziej niż rodzinie i wspólnikom.

Co mam dla ciebie za to zrobić, przyjacielu Siara?

Dostaniesz samochód,

ekstra apartament na mieście, giwerę, jaką lubisz…

I trochę kasy na początek.

Dobra. Ale co ja mogę zrobić dla ciebie?

Dwie sprawy. Duża i mała.

Mała to co?

Mała to ta mała z telewizora, Szańska. Strasznie mnie wpienia.

A duża?

Duża jest troszkę trudniejsza, bo masz na nią tylko 2 dni.

Kto jest wybrańcem?

To na później.

Ferdynand Lipski, ulica Podleśna 9?

No. I to powinno wyglądać jak jakiś pospolity wypadek,

najlepiej samochodowy.

To będzie trudne. Ale da się zrobić.

I jeszcze jedno.

Ten Ferdynand, wkrótce poległy w wypadku, Lipski,

ma jedną rzecz, którą powinieneś odzyskać.

Jaką?

To jest banknot 2000 peset, kolumbijski.

A właściwie połowa tego banknotu.

I to jest bardzo ważna połówka dla mnie,

a dla ciebie może jeszcze ważniejsza.

Cześć, Kiler.

Masz chwilę czasu?

Właściwie to nie.

Bardzo się spieszę, jestem spóźniony.

Jedna sekunda, góra 3.

Chodzi o to, że trzeba jednego skurwiela posłać do piachu.

Rany Boskie.

- Tak. Słucham. Kto to ma być? - Mój mąż.

Ja nie rozbijam małżeństw.

Były mąż. Mam odłożone trochę grosza.

Ja zaraz będę wracał, to mi wszystko opowiesz.

Dobra? Wezmę kalendarz i postaram się gdzieś cię wcisnąć.

- W pierwszy wolny termin. - Dzięki, Kiler.

Wiedziałam, że jesteś cool facet.

- No i co? - Zgodził się!

No co ja powiem ministrowi?

Co ja powiem mediom? Ludziom co powiem?

Przecież ludzie się z was śmieją.

Nie nadajecie się nawet, żeby dzieci po pasach przeprowadzić.

Wasza przyszłość w tej firmie jest w waszych zasranych rękach.

A teraz wypieprzać stąd i bez Kilera możecie nie wracać!

- Skończyłem. - Tak jest.

Ryba!

Ty zostajesz.

Wiesz, Ryba, że Kiler to przede wszystkim twój problem?

- Wiem. - Wiesz, co mówi ulica?

Że jak chcesz dać komuś po mordzie,

to najlepiej policjantowi.

Nie odda – bo się boi.

Nie się boi, tylko nie może, bo paragrafy nie pozwalają.

Właśnie.

Od tej pory, Ryba, masz mieć w dupie paragrafy.

Mogę?

Musisz!

Bo Kiler jest nam potrzebny jak sukces.

Nie dlatego, że zabił kilku łajdaków;

to akurat wyszło wszystkim na dobre.

Ale dlatego, bo ilość Kilerów w więzieniu

musi się zgadzać.

Bo ludzie muszą czuć się bezpieczni.

Bo policja musi być szanowana.

Musi, Ryba!

Bo inaczej dupa zbita.

Do dzieła!

Masz być jak bulterier.

Będę.

Jak Wściekły Byk.

Będę!

Jak Tommy Lee Jones w „Ściganym”!

- Będę! - No, to spieprzaj!

…w całym kraju poszukuje się niebezpiecznego przestępcy

zamieszkałego w Warszawie, Jerzego Kilera,

pseudonim „Kiler”, podejrzanego o dokonanie

ponad 40 zabójstw na zlecenie na terenie całej Europy.

Ujęty przed kilkoma dniami, Kiler zbiegł z konwoju policyjnego.

Za pomoc w ujęciu Kilera wyznaczono 300 tys. zł nagrody…

Czy ja dobrze słyszałem?

Ile proponują za tego patafiana, co tam poszedł?

300 tysięcy?

3 stare miliardy. Na nas dwóch.

Yippee ki-yay, motherfucker.

You talking to me?

You talking to me?

Fuck!

Co ty wiesz o zabijaniu. Ty stara dupa jesteś.

Jezus!

Dwa twarde pomidorki. Dwa twarde ogórki.

Pęczek rzodkiewek. Twardych.

Pan Kiler, prawda?

Znam pana z telewizji.

Mam dla pana zlecenie.

Ile płacę?

Pieniądze nie grają roli. Chodzi o mojego starego.

Pomyślimy.

Szybciej, człowieku!

Przecież to nie są zdjęcia od pierwszej komunii,

żeby się do nich modlić!

Mam sygnał z przydrożnego baru, Kiler tam był.

Wyślij tam kogoś, tylko sprytnego!

Jakim samochodem przyjechał, jak wyglądał, skąd?

Już rozmawiałem z właścicielem. Niewiele wie, był śmiertelnie przerażony.

Wszyscy byli. Jednym ruchem ręki załatwił dwóch osiłków.

- Pogadaj z nimi. - Wciąż nie odzyskali przytomności.

Co za naród! Co za ludzie!

To chyba ten.

Przecież to jest Kapiszon.

To jest człowiek Siary Siarzewskiego!

Siara porwał Kilera.

Chce wojny? To będzie ją miał.

Jedziemy!

Tak, słucham?

Tak, a o co chodzi?

Proszę panią, Kiler dostał zlecenie na panią.

Jak to… zlecenie?

Ma panią zabić.

Dobranoc.

Cicho!

Cicho!

Nie krzycz, to ja.

- Co za „ja”? - Kiler!

Uspokój się, nic ci się nie stanie! Nie histeryzuj!

- Czego chcesz? - Porozmawiać.

Daj mi spokój. Wyjdź stąd!

Dostałem na ciebie zlecenie.

No to proszę bardzo.

Na co czekasz?

Strzelaj!

Ewuniu, ja naprawdę nie jestem Kilerem, słyszysz?

No to po co to?

Siara mi dał. On też myśli, że jestem Kilerem.

I Ryba tak myśli.

Wszyscy tak myślą. Rozesłali już listy gończe,

pokazywali cię w telewizji.

Ty wiesz, jaką nagrodę wyznaczyli?

- Uspokoiłaś się? Trochę? - Trochę.

To może zaproponuj, żebyśmy usiedli.

Siadaj.

Ty naprawdę myślisz, że jestem Kilerem?

Skoro wszyscy tak mówią, chyba coś w tym jest.

W życiu nikogo nie zabiłem.

A ten Uszat w więzieniu, to co?

To był nieszczęśliwy wypadek!

Sratatata!

Gdybym był tym, za kogo mnie bierzesz,

to byś już dawno nie żyła.

Wierzysz mi?

Nie.

No dobra. Jestem Kilerem, ale mam tego dość.

Chcę z tym skończyć i przejść na emeryturę.

Wycofać się.

Ale dlaczego?

Powiedzmy… wyrzuty sumienia i nerwy mi puszczają.

Może dojdzie i do tego, że…

zaproponujesz mi drinka?

Czego się napijesz?

Jakiś soczek.

Albo wodę mineralną! Bez gazu!

Bo jestem samochodem. Siara mi dał.

Przepraszam cię za to najście, ale wiesz…

- Musiałem cię ostrzec. - Przed samym sobą?

Dopóki ja jestem Kilerem, nic ci nie grozi.

Musiałem tu przyjść.

A skąd miałeś adres?

Siara mi dał. To właśnie Siara kazał mi ciebie zabić.

I jeszcze takiego miglanca. Lipskiego.

Ferdynanda Lipskiego?

Ferdynanda.

Tego Lipskiego?

Tego.

Siara kazał ci zabić senatora Lipskiego?

Przecież wszyscy wiedzą, że Lipski kryje Siarę.

To może go kryje tylko do piątku, bo w piątek mam go zabić.

Dziwne.

Jak ja nie zabiję Lipskiego, to Siara mnie zabije.

Chodź tu. Do nogi! Do pani! Chodź tutaj!

Siadaj. Daj łapkę.

Dobry piesek. A teraz leżeć!

Leżeć!

A co ty robisz?

Co robisz? Chodź tu!

Ładnie to tak? Co ty robisz?

Niedobry piesek!

Cześć, Evita.

Cześć.

Dzień dobry, panie komisarzu.

No chodź, Wąski. Noga.

Idziemy na spacerek.

Chodź.

Otwórz.

Wskakuj.

- Ale dlaczego…? - Hop, Wąski! Do budy!

Wyskakuj.

Rozumiesz sytuację, czy mam ci wytłumaczyć?

Ale ja… nic przecież…!

Ja nic…!

Widzisz, jaki głupi jesteś? Mioduch, jak to będzie?

Wąski zaatakował nas. Strzelił 3 razy z własnej,

nielegalnej broni w samochód.

Pan komisarz, po oddaniu 11 ostrzegawczych strzałów,

odpowiedział ogniem.

Mógł zabić, a trafił tylko w kolano.

No, widzisz? Taki będzie raport.

Błagam, niech pan oszczędzi nogę!

Zamknij paszczę, Wąski.

Odpowiem na wszystkie pytania, tylko niech pan nie strzela!

Pytanie pierwsze:

zawsze sikasz przez zapięty rozporek?

Zawsze.

Pytanie drugie…

Dlaczego Siara uwolnił Kilera?

Nie wiem.

Kiler wykonywał dla niego jakieś zlecenia.

- Gdzie jest teraz Kiler? - Nie wiem.

- U Siary? - A skąd.

To co mówisz „Nie wiem”?

Wybieraj kolano. Wybieraj kolano, mówię!

No?! Prawe kolano czy lewe?

Nie wiem, przysięgam!

Kiler był u Siary tylko raz, a potem zniknął!

Siara, nawet jak wie, to mi nie powie.

No widzisz.

To jest bardzo ważny dzień w twoim zasranym życiu, Wąski.

Teraz zaczynasz nowe… zaszczane życie!

Będziesz dalej pracował dla Siary,

ale twoim szefem będę ja.

Masz mi meldować o wszystkim, co usłyszysz.

I pamiętaj:

dowiedz się, gdzie jest Kiler.

Ciao, Kiler. Nie przeszkadzam?

Zapraszam oczywiście, proszę.

- Było otwarte, więc… - Jasne. Normalna sprawa.

Może umyć ci plecy?

Już myłem.

No i jak ci się tu podoba?

- Superos. - Sama urządziłam.

Zamówiłam najlepszych architektów z Włoch.

A ten knur, mój mąż, sprowadza tu sobie,

i kopuluje, z małolatami.

- Z małolatami? - Z tej tu podstawówki.

- Nalej mi kielicha. - Czego sobie życzysz?

Siwuchy.

Żebyś ty wiedział, jakie ja mam okropne życie!

Ty, Rysiu?

No widzisz?

Nawet imię mam jakieś takie nie tego.

Gabrysiu – chciałem powiedzieć.

Nawet w pewnym momencie „Gabrielo”.

Siara to potwór! Zdradza mnie.

Bije, nie daje ani grosza.

Czy ty wiesz, jakich ja kosmetyków używam?

- Jakich? - Najtańszych!

Zobacz, jak ja wyglądam. Nie mam na kosmetyczkę!

Na masaż… na nic.

Nie może być.

A kiedy się upominam, to mówi, że wsadzi mnie

do plastikowego worka i wrzuci do Wisły.

Powiedział, że…

że za dużo wydaję… i że nie da mi ani grosza więcej.

Poczekaj! Ja tam przecież jednak coś mam.

Siara mi dał.

Chcesz trochę? Weź!

Nakupuj sobie kosmetyków.

- Kiler, 300 dolarów? - No.

Ochujałeś? Co ja sobie za to kupię?

Waciki?

Ale wiem, że chciałeś dobrze.

Ty w ogóle Kiler fajny facio jesteś.

Europejczyk…

To Kijów, to Monachium…

Jeździsz po świecie…

Wiesz, jak postępować z kobietami.

No.

Ale nie po to przyszłam, żeby tu ryczeć.

Jest interes do zrobienia.

I tylko ty możesz mi pomóc.

Tylko ja?

Jaki to interes?

Trzeba zabić Siarę, mojego męża.

Co?

Gabrysiu, bardzo chciałbym ci pomóc, ale zrozum mnie.

Siara wyciągnął mnie z więzienia.

Dał mi mieszkanie, pracę. Nie mogę.

Wyciągnął cię z ciupy tylko po to,

żebyś zabił Lipskiego, nie dlatego, że cię lubi.

Siara ma bardzo konkretne plany związane z zabiciem Lipskiego.

I ja…

ja je przypadkowo znam.

Jakie to plany?

Chodzi o dużą kasę…

bardzo dużą.

Słucham dalej.

Pojutrze, w piątek,

Siara i Lipski mają dostać przesyłkę zza oceanu.

Siara zlecił ci zabicie Lipskiego po to, żeby zagarnąć wszystko.

I ty zabijesz Lipskiego, a potem zabijesz Siarę.

Żeby kto wziął to wszystko?

Ty, przebiegła Gabrielo.

Nie, Kiler. My. Pół na pół.

Brzmi zachęcająco. A szczegóły?

Szczegóły następnym razem.

Ciao.

Tak po prostu?

Przyszła tutaj, wypiliście butelkę wódki,

i zleciła ci zabicie Siary, tak?

Ja nie piłem, tylko ona.

Przecież nie mogłem jej wyrzucić.

Oczywiście, że nie.

Jak można wyrzucić pijaną kobietę za drzwi?

Nie była pijana. To bardzo nieszczęśliwa kobieta.

Wiesz, że Siara chciał ją wsadzić do worka i wrzucić do Wisły?

- Ona nawet nie ma na kosmetyki. - Ojej!

I ty mi mówisz, że chcesz skończyć z zabijaniem?

A przyjmujesz następne zlecenie tylko dlatego,

że jakaś nieszczęśliwa kobieta nie ma na kosmetyki!

Nie przyjmuję, tylko rozważam.

Nie wiem, co ja tu w ogóle robię.

Zamiast dzwonić na policję, zaczynam ci pomagać!

Stary, za to jest 5 lat.

Ale dzięki temu, że byłem dżentelmenem,

wiem, dlaczego Siara chce zabić Lipskiego.

Za to, że się narażam,

będziesz musiał mi to wszystko opowiedzieć.

Właśnie do tego zmierzam.

- Przed kamerą. - Powiem ci, jaki mam plan.

Dwie wegetariańskie, pan Ferdynand Lipski. 34,80.

Nie zamawiałam pizzy.

Jestem z policji.

Policji też nie.

Sprawę mam do prezesa Lipskiego.

A od kiedy nosicie takie mundury?

To kamuflaż. Proszę nie przeszkadzać prezesowi

przez najbliższy kwadrans. Dziękuję.

Siara?! Zlecił mnie zabić?

Ten półdebil?! Ta sklonowana owca?!

To gówno w błyszczącym dresie?!

On beze mnie nie istnieje!

Chce pan o tym porozmawiać?

Bardzo, kurwa jego mać, chętnie.

Miałem już kiedyś przyjemność pracować dla pana.

Raz.

I to było dawno.

Ile ci za mnie dał?

Pan wybaczy, tajemnica handlowa.

Ale gdyby dał dużo, leżałbym sobie teraz, o…

tam, na tym dachu…

z karabinkiem snajperskim marki Steyr.

- Nie miałbym żadnych szans? - Żadnych.

Dam ci za Siarę 10 razy tyle.

Chociaż nie jest tego wart.

Ale jeden warunek.

Najpóźniej w piątek rano muszę zobaczyć jego zwłoki.

To mi strasznie komplikuje plan.

Piątek to pojutrze. A do której? Najpóźniej?

O 7 gram w golfa… Powiedzmy, o 8.

- Byle przed śniadaniem. - To będzie bardzo trudne.

Ale da się zrobić.

- Naprawdę tu masz pizzę? - A jacha!

Wegetariańska, duża.

44, 80.

Za dwie.

Dzień dobry.

Gdzie? Czekam na kogoś.

Siądź se pan gdzie indziej.

Co, źle zaparkowałam?

Gabrysiu, to ja. Nie poznajesz mnie?

Kiler! Aleś mnie zażył!

No co ty!

Cicho!

Nie po to się przebieram, żebyś mnie teraz wsypała!

Dobrze. Siadaj i opowiadaj.

Co opowiadaj? Ty miałaś mówić.

Ale chciałam wiedzieć, jak ci się mieszka.

I w ogóle, jak sobie radzisz.

Dziękuję, wszyscy zdrowi. Zawodowo też nie narzekam.

Od czasu jak jestem na wolności, otrzymałem już...

7 zleceń.

Jakie 7 zleceń? O czym ty mówisz?

Najważniejsze to pozbyć się Siary.

A teraz słuchaj.

Jak już ci mówiłam, w piątek na cargo

pojawi się kontener z pieniędzmi.

Z niewyobrażalną ilością pieniędzy.

Ponieważ Siary i Lipskiego już nie będzie,

pojawisz się ty i zabierzesz kontener.

I myślisz, że co? Że dadzą mi go ot, tak?

Tak.

Bo będziesz miał połówkę pewnego banknotu.

No i co?

No i to, że na cargo jest człowiek, który ma drugą połówkę.

I to wystarczy.

Załóżmy, że mam tę połówkę i jestem w piątek na cargo.

Jak ja go rozpoznam?

Wystarczy, że wyjmiesz swoją połówkę,

a on ciebie już ściągnie swoim skorumpowanym wzrokiem.

No nie. Trochę mi trąci amatorką ten cały plan.

Dlatego ciebie wybrałam. Bo ty go podrasujesz.

No dobra. Przekonałaś mnie. Kto ma ten banknot?

Właściwie… no właśnie… tego nie wiem.

Nie no, kobieto! Przecież to niepoważne.

Może masz rację.

Ale te pieniądze są bardzo poważne.

Ewuniu, popatrz. A ten?

Nie, ten nie.

- Ten by się nadał. - Podoba ci się? A kolor?

Gdzie tu jest jakiś dealer.

Kiler, podaj lotkę!

"A proncie bardzo"!

Dzień dobry, Ewa Szańska.

Jestem z telewizji i mam do pana mały interes…

Kurczę, Kiler! O rany.

Kudłaty?

"Kurczę o rany"!

- Kiler! - Iks!

Coście, z więźnia pouciekali czy jak?

Amnestia była.

Przecież mówiłem, że niedługo wyjdę.

Ty, skąd masz taki antsung?

Siara mi dał.

Fajnie, że wpadłeś. Nie wiedziałem, gdzie cię szukać.

Mamy dla ciebie szmal, za Uszata.

Co?

Szmal? Jaki szmal?

Za jakiego Uszata?

O czym ty mówisz?

Słuchaj…

to granatowe to-to tam, to takie to.

Możesz mi pożyczyć na godzinę?

Kiler, kurczę, dla ciebie? Co chcesz, na ile chcesz.

Ale posłuchaj.

Umowa była, kasa ci się należy. Nie ma dwóch zdań.

Nie no, zapomnij. Przecież to był wypadek.

Uzbieraliśmy razem 10 tysięcy.

Chciałem sobie kupić samochód. Ale wyklepię sobie coś tutaj.

Nie wyklepuj coś sobie tutaj, tylko sobie kup!

Zapomnijmy o Uszacie.

Nie! To jest sprawa honorowa.

Dobra, przekonałeś mnie. Zrobimy tak:

Kudłaty, ty dasz mi na godzinę to-to tamto tamto, granatowe,

a od ciebie chcę 2 tysiące.

2 tysiące czego, Kiler? Baniek, dolarów, funtów?

2 tysiące kolumbijskich peset na jutro.

- Tak dobrze stoją? - Stratny nie będziesz.

Masz to jak w banku. Przybij piątkę.

Więcej tego dymu!

- Wiesz, co masz mówić? - Oczywiście.

Jarosław, w jakim masz nas planie?

Piękny mamy plan, Ewuniu, do kolan.

Czyś ty zwariował?

Nie widzisz, że on ma dół od dresów?

O Jezu. Sorry ciebie.

Dzięki. Już.

Ja mam, kurczę, taką jedną uwagę…

Bo on w tym zdaniu mówi jak, kurczę,

policjant z komendy głównej, a on to powinien być

taki prosty posterunkowy, kurczę.

Dobra uwaga. To zaproponuj tam coś swoimi słowami.

A ja mam taką uwagę, Kudłaty:

żebyś przestał się mądrzyć i zaczął kombinować,

skąd wziąć 2 tysiące pesos.

Jasne?

Może zaczekamy na "magic hour"?

- Zaraz będzie idealne światełko. - Dosyć.

Stanisław, kładź się.

Jarosław, do kamery. Proszę bardzo, uwaga!

Ty mi tu, Kiler, nie reżyseruj, tylko też się kładź.

Mają być dwa trupy.

Lipski miał kierowcę, nie?

Gdzie jest Kiler?

Siara dał Kilerowi metę na mieście.

Co to za meta?

Mieszkanie takie.

Eleganckie.

Gdzie, kretynie? Gdzie na mieście?

Siara mi nie mówi takich rzeczy.

Miałeś się dowiedzieć, tak?

Ja cię nie prosiłem, żebyś słuchał, co mówi Siara,

tylko, żebyś sam zadziałał i się dowiedział, tak?

Tak, ale to jest trudne!

Ty chodź no tu.

Chodź, chodź. Bliżej.

My się chyba ostatnio nie zrozumieliśmy, Wąski.

Ależ skąd, ja wszystko rozumiem! Wszystko, co pan chce!

Tak? A czy ty wiesz, że tu chodzi o twoje życie?

- To też rozumiesz? - To też rozumiem!

A ty wiesz, że mogę wrzucić dwójkę,

a potem trójkę?

Niech pan mi tego nie robi, bardzo pana proszę!

To gdzie jest Kiler?

- Przypomniałem sobie! - Gdzie?

Dzika 102. Mieszkania 67!

Chyba dobry, nie?

Chyba tak.

A Iks nie nadchodzi.

To co? To może…

Zaczniemy już ten szczery wywiad.

- Ale ja nie mam kamery. - No to tak na sucho.

Jakoś nic nie przychodzi mi do głowy.

Nie wiem, o co mogłabym cię zapytać.

Cześć, Iksie.

No co, Iks? Masz?

Kiler, czy ja wyglądam na takiego, co nie ma?

Pewnie, że mam.

- 2 tysiące peset. - A co!

- Kolumbijskich? - Pewnie, że kolumbijskich.

A jakich? Kubańskich?

To dawaj!

Dawaj, dawaj. Pewnie, że dam.

Nawet nie wyobrażacie sobie, jak trudno w tym kraju

zdobyć 2 tysiące kolumbijskich pesos.

No ale poradziłeś sobie, Iksie?

- Tak czy nie? - No jak nie, jak tak!

To jak tak, to dawaj, nie?

Najpierw poszedłem na Bazar Różyckiego. Nikt nie miał.

Ktoś powiedział, że jakiś gościu w Suwałkach ma,

ale było podejrzenie, że chilijskie.

Nawet chciałem jechać, bo dwa razy lepiej stoją,

- ale nie pojechałem. - Dzięki.

W końcu wpadłem na genialny pomysł.

Poszedłem do ambasady i proszę.

Dali bez szemrania.

- Co to jest? - 2 tysiące pesos.

To nie jest 2 tysiące pesos.

To tylko 2 razy po gówno-warte tysiąc pesos!

No tak.

A jaka to różnica jest?

Nic nie mów… Nic nie mów…

Zrobię drinki, usiądziemy i dopiero!

Wiesz, co?

To ja przez ten czas...

włączę telewizor, dobra? Może coś powiedzą.

Stefan, chodź! Właśnie się zaczęło!

I cytrynka…

Oliwka, tomato…

I gotowa!

Mówię ci! Chodź, bo powiedzą,

a ty nie usłyszysz…

...że Lipski odłożył łyżkę.

Kopnął w kalendarz czyli?

Minionej nocy zginął Ferdynand Lipski,

jeden z najbogatszych Polaków.

Właściciel koncernu Lipski Train, były senator.

To jest profesjonalna robota! Zero amatorki!

Wiktora bym ci dał za to.

Policja podejrzewa, że przyczyną wypadku

była awaria układu hamulcowego.

Ale zrobiłeś w jajeczko tych osłów z policji!

- Szkoda, że tego nie nagrywamy! - Spoko.

Stefan, ja to nagrywam.

Mówiła Ewa Szańska, Nasza Telewizja.

- Dziękuję bardzo. - Dziękuję.

Ty jesteś genialny, Kiler.

I powiem ci, Stefan, że inny Kiler jest ci niepotrzebny.

Dla ciebie.

Dzięki.

To dawaj jeszcze ten pieniądz i się luzujemy.

Poznajesz portfel?

No, portfel.

Portfel jak portfel, no co?

A „F.L.” nic ci nie mówi?

„F.L.”?

Że my mamy „PL” na samochodzie, to że „FL”?

FL to jest Księstwo Lichtenstein, mam nawet tam

konto typu „zaskórniak na czarną godzinę”.

Siara. To jest portfel św. pamięci Lipskiego.

FL. Ferdynand Lipski.

No to dawaj tę połówkę.

Mnie chodziło o tę połówkę banknotu kolumbijskiego.

No jacha.

Nie mogłem przyjść przecież w gości z pustymi rękami.

Czekaj, Stefan…

Ty wiesz, co? Coś mi tu nie pasuje.

Wiem!

Bo wiesz, co?

Ja wyłożyłem go na biurko, żeby nie zapomnieć – i zapomniałem.

No. Ale masz.

Mam na biurku. Przygotowany.

Żebyś tylko jutro nie zapomniał.

Jutro? Stefan!

W życiu.

Gazu, Kiler!

- Spierdalaj! - Jakie "spierdalaj"?

Sam spierdalaj z tym bufetem, bo mi tapicerkę zapaćkasz!

O, komisarz Ryba.

Stój, bo strzelam!

Co tu się dzieje, Wąski?!

- Ryba zasadził się na ciebie! - Ale jak?!

Kocioł zrobił w twoim mieszkaniu!

To wiem, ale skąd wiedział, gdzie mieszkam?

A skąd ja mogę wiedzieć?

A te kanapki to dla kogo niesiesz?

Chcesz jedną?

W dupę se wsadź, konfidencie jeden!

Konfidencie? Przecież cię ostrzegłem!

Nie ma cię, kapusiu! Ale już!

Kapusiu? Mogłem powiedzieć Rybie,

że jutro na lotnisku będzie zadyma.

Jaka zadyma?

Już ty wiesz, jaka.

Słyszałeś? Ale już!

Halo!

Panie komisarzu, mówi Wąski.

- Gdzieś ty był? - I czy ma kanapki?

Masz kanapki? Z czym?

Jaka zadyma na lotnisku?

Jak Siara zderzy się z Lipskim? Jaśniej, Wąski!

Jesteś pewien?

No jak się pan czuje?

Wyliżę się.

Na drugi raz niech mi pan nie wchodzi na linię ognia!

Przepraszam.

Przez pana uciekł nam bardzo groźny przestępca.

To się już więcej nie powtórzy. Przepraszam.

Jedziemy!

Ryba odkrył moją kryjówę na Dzikiej 102.

Mieszkania 67.

Jestem ścigany.

Przenocujesz mnie?

Ale gdzie będziesz spał?

Na kanapie.

W takim razie jutro rano nagrywamy nasz wywiad.

Jutro? Ewuniu.

Jak jutro? Przecież jutro jest „ten dzień”.

A to już jutro piątek?

No pewnie, że jutro. A ty myślałaś, że kiedy?

Sama powiedz.

Skoro jutro tak wcześnie wstajemy,

to już musimy iść spać.

No właśnie.

Tylko gdzie ja się położę?

No właśnie.

- Mówiłeś, że na kanapie. - Tak mówiłem?

Taki mam jutro ciężki dzień.

Kiler, masz przecież opracowane wszystko

w najdrobniejszych szczegółach.

Oczywiście, ale pewnie ryzyko jednak istnieje.

Tym bardziej, jak będę niewyspany…

na kanapie.

To co, mam ci odstąpić swoje łóżko?

Skąd, wręcz przeciwnie. Nie o to chodzi.

A o co chodzi?

A jak nie wrócę z akcji?

Szkoda by było nie… no wiesz.

Nie spuentować tak miłej znajomości.

No, Kiler.

Po takiej puencie przestaniesz mnie

interesować jako Kiler.

Może zacznę cię interesować jako Jurek.

Chcę, żebyś wrócił cało z akcji na lotnisku.

Wrócę. Tylko nie każ mi spać na kanapie.

Raz.

Druga na wszelki wypadek… dobra, trzy.

Albo wiesz, co? Po 5 też mu się nic nie stanie.

Dobra. Lewa jego…

Lewa. Lewa jego.

Lewa jego, lewa jego…

Lewa jego.

Kawki?

Nie, dzięki, ja mam nadciśnienie. Serducho by mi wyskoczyło.

- … lewa jego mać. - Co?

- Dwóch nie dam rady. - Masz tę połówkę?

Pewnie, że mam.

W samochodzie. Zaraz przyniosę.

Dawaj.

Idź pan stąd!

Już kończę!

Serdecznie dziękuję.

Gdzie mi z tym sprayem, gamoniu!

Mam!

Po co ta telewizja?

Jaka telewizja? Przecież to zmyła.

Miałem przyjechać karawanem?

No, Kiler.

Rzeczywiście jesteś najlepszy.

Co jest? Co jest?

Bezczeszczenie zwłok? Tego nie było w umowie!

- Już swoje dostał! - Przepraszam.

Moja kasa.

To jest kasa i jednocześnie premia.

Tak się składa, że znam kurs pesety kolumbijskiej

i jest on wysoce niezadowalający.

Chcesz wyglądać tak jak Siara?

Spokojnie, dzieciaki!

To jest Kiler! On mnie nie zrozumiał.

Opuście broń.

Odejdźcie.

Puść mnie.

To nie jest zwyczajny banknot.

To jest banknot „Sezamie, otwórz się”!

A ty będziesz Ali-Babą!

Nie chcę być żadną Ali-Babą.

Chcę swoją kasę, jasne?

Drugą połowę ma pan Waldek na cargo, na Okęciu.

Pokażesz mu to i dostaniesz kontener

z niewyobrażalną ilością pierdolonych zielonych dolarów,

papierów. Będzie się czym dzielić.

Dlaczego ja?

Bo jesteś artystą w swoim fachu.

Dlaczego sam nie pójdziesz?

Zbyt wiele mam do stracenia, gdybym wpadł.

Ale będę cię ubezpieczał.

Przewieziesz ten kontener na parking przed lotniskiem.

Tam się zobaczymy.

Zadowolona?

Jesteś genialny, Kiler!

A jadłeś śniadanie? Bo właśnie jadę na śniadanie.

Słuchaj… nie jadłem. Spływaj!

Ale przecież będziesz głodny.

Nie jadam przed akcją.

Ewentualny postrzał w brzuch – wiesz, co to znaczy?

Tragedia.

Nie pomyślałam.

Ale przywiozę ci kanapki na lotnisko.

Ciao, amore mio!

Chłopaki, gazu!

Spoko.

Szybciej, bo się obudzi!

Zostało ci trochę kawy w termosie?

Żadnej kawy!

Na miejsca!

Nie poganiaj, bo będzie wolniej.

Gotowe.

Wyłącz kamerę.

Banknot!

Dobrze się spisałeś.

Ty to jesteś fachura.

Teraz słuchaj. To nie jest zwykła połówka banknotu.

Wiem, wiem.

Znaczy...

Domyślam się, że to jest coś w rodzaju…

Sezamie otwórz się.

Teraz tak:

drugą połówkę ma Waldek na cargo na Okęciu.

Jak mu pokażesz tą, to on ci pokaże tamtą

i wyda kontener napakowany sałatą.

Dlaczego sam nie idziesz?

Mnie by zaraz zwinęli. A ty sobie dasz radę.

Czekam na ciebie przed lotniskiem na parkingu.

Dobra. Co będę z tego miał?

Tu już jesteś spalony. Wybierzesz sobie jakiś kraj

z dobrym klimatem, ja cię tam bezpiecznie dostarczę

i urządzę. Do końca życia będziesz miał tak.

I twoja kobieta też.

Dzięki, Stefan. I "go to the work", jak to mówią.

Czyli do roboty.

- Co jest? - Ależ mnie nera szarpie!

Za dużo gorzały.

Może to i prawda… ale to jest ból taki,

jakby ci ktoś kijem zajechał.

O kurna! Przecież to są miglance Lipskiego!

To nie są wieśniacy od Siary?

- Tak jest, szefie! - To na co czekacie?

Przepraszam bardzo, a co tu się dzieje?

Film kręcą.

To dlaczego ja nie gram?

Spierdalaj, ale już!

Ale, Ewka, będziesz miała reportaż.

Wszyscy będą ci zazdrościć operatora.

Ale dźwięk mamy do bani.

Trzeba będzie potem dograć te strzały,

bo mam tutaj jakieś takie bzyknięcia.

Nie pchaj się, cholera!

Trzeba to przerwać, bo się pozabijają!

Siedź.

Nie będziemy im przeszkadzać.

Wstajemy czy leżymy?

Czekamy, kto zwycięży. Leż.

- Walczymy czy się poddajemy? - Leż! Zobaczymy, jak będzie!

Teraz uważam za stosowne interweniować.

Policja!

Jesteście zatrzymani.

Puść go!

Mioduch, kujesz pana i pana.

Wszystko, co powiesz od tej chwili, może być użyte przeciwko tobie.

I tobie.

Zabieraj ich i przyślij kogoś do posprzątania.

Ujrzałam orła cień…

Pani po męża? Trochę za późno.

Wiem, to straszne. Dowiedziałam się dziś rano.

Niech się pani nie martwi. Posiedzi parę lat, wyjdzie…

Jak pan może? Przecież mój mąż nie żyje!

A tam kto?

Ja nie wątpię, że pani mąż zabezpieczył się

na taką ewentualność. Zawsze był znany z hojności.

Ojoj…

Ewa!

Kiler!

Ostro!

Cofaj, cofaj… i…

Nie ruszaj się. Nie odwracaj się.

Przecież się nie odwracam.

Ręce do góry. Rzuć broń.

Powoli!

Ja pana już gdzieś widziałem.

No.

No racja.

Ja pana wiozłem wtedy przez Las Vegas,

jak zabili Gilotynę.

Tego wieczoru, kiedy zabiłem Gilotynę,

pomyślałem sobie, że mam dość.

Że pora się wycofać.

Ponieważ mnie nikt nigdy nie widział,

wystarczyło więc podrzucić broń i dać cynk Rybie.

Dlaczego mi nie powiedziałeś, że nie jesteś Kilerem?

Ewuś, mówiłem ci przecież wielokrotnie.

Ale ten pan mówi, że jesteś!

Ten pan raz mówi tak, a raz mówi tak, wiadomo!

Ja jestem prawdziwym Kilerem.

A ty pożyłeś sobie trochę na moje konto, co?

Muszę powiedzieć, że nieźle ci szło.

No, ale to już…

historia.

Panie prawdziwy Kiler, niech pan zaczeka!

W tym kontenerze jest z pół tony dolarów.

To tyle, co dochód narodowy Arabii Saudyjskiej.

Nie zabijaj nas, to damy ci…

ile chcesz.

A jak was zabiję, to mi nie dacie?

Nie zabijaj nas, to damy ci… wszystko!

Kudłaty!

Czy mógłbyś nie dysponować moimi pieniędzmi?

Które nie bez wysiłku zdobyłem?

Uchyl no to pudło, koleś.

Gdzie kasa?

Kurczę, nie wiem! Miała być.

Gdzie są moje pieniądze?!

Złodzieje!

Odłóż to.

Tym razem już nie uciekniesz, Kiler.

Ryba.

Został pan niewinnie aresztowany i osadzony.

Czy będzie pan domagał się od policji odszkodowania

za ich pomyłkę?

Przepraszam bardzo.

Pojmanie pana Jerzego to była rutynowa akcja policji.

Przeprowadzona z godnością lustrującą z honorem policjantów.

Ale może nie z honorem zatrzymanego?

Proszę państwa, tu nie ma mowy o żadnej pomyłce.

To była mistyfikacja policji

w celu wyciągnięcia z kryjówki prawdziwego Kilera.

Polskiego przestępcy tysiąclecia!

Czy to prawda, że był pan poniżany w trakcie zatrzymania?

Czy poniżany…?

Co pan zrobi z tak wysoką nagrodą?

No właśnie nie wiem.

Wydaje mi się, że te pieniądze

bardziej przydadzą się policji.

Czyś ty zgłupiał?!

Przecież ta nagroda się panu należy!

Proszę państwa, muszę już kończyć. Bardzo się spieszę.

Myślę, że kupicie za te pieniądze dobry sprzęt.

Bardzo szlachetny gest.

To chociaż powiedz, żeby dali go sierotom!

To może tak:

połowa na sieroty, połowa dla policji.

- Dziękuję bardzo. - Dziękuję.

Lecimy.

A ja zapoznam teraz państwa ze szczegółami całej operacji.

Kiler! Panie Kiler!

Panie Kiler!

Ja też mieszkam na Dzikiej.

Mamy tam bardzo nieprzyjemnego sąsiada.

Gdyby pan łaskawie mógł coś z nim zrobić…

Zebraliśmy nawet trochę pieniążków.

Dobra, pomyślimy.

Niech pan pamięta!

O emerytach!

Wie pan, która godzina?

Cały dzień tu sterczę jak samotny biały żagiel.

- Pan Waldek? - Waldek.

Ja pracuję tylko do 16.

Myśli pan, że ja nie mam domu? Życia prywatnego?

Najmocniej pana przepraszam.

Nie miałem pojęcia, że się tak zejdzie.

Taaaa…

Żeby mi to było ostatni raz.

Zdrówka życzę!

Co to wszystko znaczy?

Celowo zamieniłeś kontenery, tak?

A jacha.

A co w tym jest?

Chodź, pomóż mi.

Trzymaj.

Dużo tam tego jest?

Jakieś pół…

tony?

Dolarów?

Po sto.

Wiesz, jakie mam teraz wrażenie?

Że mi się to wszystko śni i zaraz się obudzę.

To obudź się.

Nie śpię.

O Boże.

I co my z tym teraz zrobimy?

Nie martw się. Jakoś to będzie.

Coś wymyślimy.

JERZY KILER PRZEKAZAŁ CAŁĄ KASĘ

NA POLSKĄ PRODUKCJĘ FILMOWĄ

POTEM ŻAŁOWAŁ…

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.