All language subtitles for Grantchester.S09E02.1080p.WEB.h264-POPPYCOCK

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic Download
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
en English
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French Download
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish Download
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish Download
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

GRANTCHESTER

Wyjeżdżam...

Wyjeżdżam...

Wyjeżdżam...

Moja kolej.

Przepraszam.

Tato.

Jeśli żaby biorą się z żabiego skrzeku,

to ludzie z ludzkiego skrzeku?

W pewnym sensie tak.

- Dzieciak. - Zamknij się.

Nie mówimy tak do innych. To niemiłe.

Zamknij się!

Cholerny telefon ciągle dzwoni.

- Gdzie Geordie? - W salonie.

Dzień dobry, plebania, z kim połączyć?

- Powiedz jej, Will. - Nie.

Wszyscy moi znajomi palą. Ty palisz.

- Rzuciłem. - Kłamczuch.

I to jaki!

Geordie, masz chwilę?

Chyba nie.

- Kto to? - Larry.

Obyś miał dobre wieści. Jem pieczeń.

Będziemy musieli pogadać z Ernie'm o ptaszkach i pszczółkach.

I nie tylko o tym.

Muszę znaleźć dobry moment.

Will, ziemniaki.

Ja się tym zajmę.

Tylko gadasz.

Zamiast obierać.

- Kto idzie do kościoła? - To już?

Cóż za poświęcenie.

Wolę obierać ziemniaki.

Nie zjem pieczeni.

Ciało w hotelu. W niedzielę.

Niczego nie uszanują.

Geordie...

Tak?

Ominie cię świetne kazanie. O zaletach rozmowy z Bogiem.

Potrzebujesz pomocy z ciałem?

Dzieci, do szeregu!

Jeśli jej nie zwolnisz, ja to zrobię.

Nie jest taka zła.

Esme! Ramiona do tyłu. Nie jesteśmy neandertalczykami.

Powiedz mu. To dwa słowa: Wyjeżdżamy.

- Jedno. - Szczególarz.

Mam mdłości, gdy o tym pomyślę.

Jest dorosły. Poradzi sobie.

Chcę znaleźć odpowiedni moment.

Zapalone świece? Zapach róż w powietrzu?

Zdążysz, zanim przyjedzie ciężarówka?

Boże.

- Zamówiłeś? - Zamówię.

- Masz wątpliwości? - Nie...

Czasami.

A teraz?

Trochę.

Dobra. Po pierwsze...

Masz listę?

Duże ryby, mały staw.

- Nie chcesz się nudzić. - Racja.

Po drugie, jeśli mamy to zrobić, to teraz,

zanim dzieci się zadomowią.

- Ile masz punktów? - Siedem.

Osiem... nowe miejsce ma dodatkową sypialnię.

Po co nam ona?

Dwóch chłopców.

Przydałaby się dziewczynka.

Nie lubisz być w mniejszości.

Tutaj?

Dlaczego nie? Bóg jest po naszej stronie.

Szybko działa.

Dzień dobry.

Jaki dobry?

To pan Daniels, kierownik.

Nazywałam go panem Cholernikiem. Wie pan czemu?

Mogę strzelać.

Ciągle przeklinał. Cholera to, cholera tamto.

Co drugie słowo.

Na pewno nie żyje. Szturchnęłam go.

Sztywniejszy niż za życia.

Dziękuję.

Sissy. Od Cecylii.

Ma śmieszny kolor.

Dzięki, Sissy.

Znalazłam go podczas sprzątania.

Proszę to zapisać.

Hotel River View.

Mógł się przewrócić. Sznurówka się rozwiązała.

Pieczeń wołowa, pudding Yorkshire i spokojna drzemka.

Jedna wolna niedziela.

Czy proszę o tak wiele?

- A propos... - Czego?

- Proszenia. - Wątpię, ale mów.

Zgodnie z protokołem policyjnym muszę zapytać przełożonego o ślub.

Wybacz, jestem żonaty.

Potrzebuję pańskiego pozwolenia.

To... panna Scott.

Nasza?

- Zaczyna mnie lubić. - Masz nadzieję.

A co ona myśli o ślubie?

Jeszcze jej nie pytałem.

Wypada powiedzieć przyszłej pannie młodej.

Zdejmij odciski.

Inspektorze? Telefon od księdza Davenporta.

Mówi, że to drobna sprawa niecierpiąca zwłoki.

To dziecko.

I się wyjaśniło.

Ma ledwie kilka godzin.

Zostawili ją w kościele, w niedzielę.

Żeby ktoś ją znalazł.

Co to jest?

"Wybacz, nie mogłam cię kochać tak, jak na to zasługujesz".

To smutne.

Biedactwo.

Biedactwo? Porzuciła noworodka.

Co?

- Byłeś moim ulubionym wujkiem. - Tak tylko mówię.

- RVH. - Dasz wiarę?

Hotel River View.

Może to przypadek.

Słyszałeś kiedyś o River View?

Nie.

A dziś już dwa razy.

Ostatni wpis i jedyna kobieta, pani Smith. Pokój 5.

Wczoraj o 21.30.

To może być ona.

Choć wątpię, że nazywa się Smith i jest panią.

Larry, sprawdź u operatora, czy ktoś stąd dzwonił.

Nasza pani Smith przychodzi tu i rodzi.

Kierownik odkrywa jej sekret. Widzi dziecko.

Ona boi się, że komuś powie, więc go zabija.

Wyjeżdżam.

Przyjąłem tę pracę w Newcastle.

Zmieniłem zdanie i ją przyjąłem.

Próbowałem znaleźć odpowiedni moment.

Nie było takiego, więc... ten moment nie jest odpowiedni.

Dobrze.

Tak po prostu?

Co jeszcze mam powiedzieć?

Był jeden telefon, wczoraj o 21.56.

Do ośrodka resocjalizacji.

To numer Leonarda.

Mogłem załatwić Reggie'ego.

Ma na koncie napaść. Kiepsko byś na tym wyszedł.

Idiota. Mówię o samochodzie z lodami.

Może chciał czekoladowego.

Witam, panowie. Włączyłem czajnik.

Nie zostaniemy.

Sam jest wspaniały.

Ale nie przyszliście rozmawiać o naszych zaletach.

Gdybym brał pensa,

gdy policja przyjeżdża tu z pochopnymi wnioskami...

Zadzwoniła tylko tutaj. Wnioski nie są pochopne.

Drażnię cię.

Odebrał ktoś telefon przed 22.00?

Nie wiem.

Zapisują tylko wykonane, nie odebrane.

Czy któryś mógł mieć dziewczynę w ciąży?

Chciałem zrobić im pogadankę o zabezpieczeniach.

Wyśmiali mnie.

Wezmę to, jeśli można.

Ktoś wstał lewą nogą.

I jeszcze się przewrócił.

Chcesz o tym porozmawiać?

O czym?

O moim wyjeździe.

Ach, o tym...

Może masz jakieś pytania?

Nie mam.

Wyjeżdżamy w przyszłym tygodniu.

- W przyszłym? - Jak skakać, to na głęboką wodę.

Dobrze.

Dobrze.

Panno Scott!

Mogę pogratulować?

Niby czego?

Bez powodu.

Czasem jest pan dziwny.

Tylko czasem?

Mamy świadka.

Widział kobietę z dzieckiem wchodzącą do kościoła.

Ernie?

A moje dzieci coś widziały?

Nie odziedziczyły po panu bystrego oka.

Bawiłem się z Dorą szklanymi kulkami.

Jak wyglądała?

To pana córka.

Nie Dora. Kobieta, którą widziałeś przy bramie.

Mam informacje o ofierze.

Pan Daniels był spokojny.

Bez rodziny. Bez wrogów.

A przyjaciółki?

Miała marynarkę. Jak ta moja do szkoły.

Mundurek?

Uczennica.

Jaki był kolor mundurka?

Szary. Z żółtą naszywką. To był chyba lew.

To nie lew. To feniks.

I tak jest niezły jak na dziewięciolatka.

Zrobimy z niego gliniarza z Cambridge.

Albo nie z Cambridge.

- Dziękuję, panno... - Bradley. Albo pani dyrektor.

Cóż to za intryga?

Znaleźliśmy porzucone dziecko.

Absolutnie nie.

Możemy porozmawiać z dziewczętami?

Te młode damy pochodzą z dobrych rodzin,

potomków lordów i książąt.

Oni są najgorsi.

Uczymy je życia w czystości.

Zapewniam, że żadna nie jest odpowiedzialna

za ten niefortunny stan rzeczy.

Ten stan rzeczy to martwy mężczyzna.

I porzucone niewinne dziecko.

Urodzone z nieprawego łoża w obskurnym pokoju.

To nie jest niewinne.

Mimo to chcielibyśmy porozmawiać.

Panno Shirley, zaprowadź panów do sali

i wezwij piąto- i szóstoklasistki.

Tak, pani dyrektor.

Zachowajcie się przyzwoicie.

Proszę za mną.

Chyba dała nam szlaban.

Dziecko jest bezpieczne, ale martwimy się o matkę.

Jeśli macie informacje o niej lub śmierci pana Danielsa,

zapewniamy najwyższą dyskrecję.

Jakieś pytania?

Holly.

Skąd się biorą dzieci?

Nie zawstydzaj naszych gości.

Słyszałam, że z tego, co robi mężczyzna z kobietą,

gdy się kochają.

Holly! Dość.

Lola. Tylko przyzwoite pytania.

To chłopiec czy dziewczynka?

Dziewczynka.

Mam pytanie do pastora.

Oczywiście.

Czy ma pastor grzeszne myśli?

Bo ja mam je teraz.

Chcesz zostać po zajęciach?

A on też zostanie?

Proszę.

Wystarczy!

Skończyliśmy.

Jest w szoku.

Chyba go to nie obchodzi.

Obchodzi.

- Na jego szorstki... - Nieczuły.

małomówny sposób.

Zostawię was, a wy sobie porozmawiajcie,

o czym tam chcecie.

Rozmawiacie w ogóle o samochodach?

Lola McCallum. Piąta klasa.

Ostatnio wycofana. Nie je.

Trudno uwierzyć,

że mogłaby zepchnąć faceta ze schodów.

Nie zdziwiłbym się, gdyby to były dziewczyny z Fidelis.

Uwielbiam to miejsce.

Uwielbiam mieć tu rodzinę i ciebie. Zwłaszcza ciebie.

Ale nie chcę tu skończyć po 30 latach,

czując, że zmarnowałem swoją szansę.

W nowej parafii naprawdę mogę pomóc ludziom.

Rozbujać łódź.

Tutaj nie rozbujam żadnej.

Mam nadzieję, że dasz mi błogosławieństwo.

Nie ma dla mnie nic ważniejszego niż twoje zrozumienie.

Nie...

nie rozumiem, Will.

- Dobrze. - Jesteś samolubny.

Stawiasz siebie na pierwszym miejscu, jak zawsze.

Nie obchodzi cię los tych, których zostawiasz.

Co z Cathy?

Uwielbia, gdy Bonnie jest blisko. Zabierasz Erniego ze szkoły.

Kuzynom, ludziom, których kocha. Tak się nie robi.

Dlatego nie!

Nie dam ci błogosławieństwa.

Geordie... daj spokój.

Bonnie i Will wyjeżdżają.

Do Newcastle, już w przyszłym tygodniu.

Na zawsze. Wznieśmy toast za ich przyszłość.

Zostawiacie nas?

Nie rozumiem.

W przyszłym tygodniu? Czemu nie powiedzieliście?

Czekaliśmy na odpowiedni moment.

Gratulacje. Wspaniała wiadomość.

Ty go namówiłaś?

Co?

- To był jej pomysł? - Nasz wspólny.

To był ten odpowiedni moment?

Przykro mi.

Geordie. Co to miało być?

Szczerość.

Sam czasem spróbuj.

Czemu mi nie powiedziałeś, że zmieniłeś zdanie?

Wiedziałem, że się wkurzysz. Ale nie aż tak.

- Jak? - Jak mój tata.

- Nie zważa na nic. - Nie jestem twoim tatą.

Dzięki Bogu.

Larry!

Gdzie ta notatka?

Ta znaleziona przy dziecku.

Jeden z gości twierdzi,

że jakiś facet walił w drzwi dziewczyny,

powodując zamieszanie.

Widział go?

Nie. Słyszał przez ścianę, cienką jak papier.

Pismo w dzienniku piątej klasy.

To samo.

I...

tutaj tak samo.

Pani Smith nie jest jedną z uczennic.

To nauczycielka.

Panno Shirley?

Dzwoń po karetkę.

Nie chcę zamieszania. Nic mi nie jest.

Trzeba cię zbadać.

Nikt nie może wiedzieć.

Nikt nie może wiedzieć o dziecku.

Wyniki sekcji zwłok.

Złamany kark w dwóch miejscach, straszne.

Wszystko dobrze? To kolano?

Masz patykowate kolana.

- Panno Scott... Jennifer... - Boże!

- Uczynisz mi ten zaszczyt... - Nie kończ.

Chciałem cię poprosić o rękę.

- Niby dlaczego? - Bo cię lubię.

Nie lubisz.

- Lubię. - Nieprawda.

Takiej faktycznie nie lubię.

To był tylko seks.

Więc nie chcesz za mnie wyjść?

Raczej ty tego nie chcesz.

- Nie chcę? - Nie!

Geordie Keating. Co za tuman!

- Mocne słowa. - Ale prawdziwe.

Wszedłem sam.

Panna Shirley czuje się dużo lepiej.

- Jeśli... - Pewnie.

Miałeś się tylko cieszyć jego szczęściem.

Sam nie jestem szczęśliwy.

Mam ochotę przyłożyć ci w ten durny łeb.

- Ty go tam ciągniesz. - Nie!

Ty go powstrzymujesz.

Daj mi skończyć.

Zostałby, żeby cię zadowolić.

Żyłby niespełniony, by cię zadowolić.

Ale to nie fair.

Gotowy.

To nie fair.

Zostawili ją tutaj. Prosiłam, by tego nie robili.

Myślą, że ją polubię.

Świadek słyszał mężczyznę pod drzwiami pokoju.

To był ojciec?

Rose?

Co się stało?

Pojechałam tam i... urodziłam dziecko.

A potem?

Poszłam do kościoła.

Więc nie było sprzeczki z kierownikiem hotelu?

Nic z tych rzeczy.

Rose.

Przepraszam.

Nie bądź na mnie zła.

Dlaczego mi nie powiedziałaś?

Obiecałam siostrze, że ją przypilnuję.

Rose jest pani siostrzenicą?

Pomogłabym jej, gdybym wiedziała.

Kto jest ojcem dziecka?

Był pewien mężczyzna.

Rozmawiali co sobotę przez jakiś czas.

- Zna pani jego imię? - Przykro mi.

Dlaczego nie przyszła do mnie?

Zrozumiałabym. Przynajmniej bym spróbowała.

Tak się robi, kiedy się kogoś kocha.

A co z billingami z ośrodka?

Panna Bradley mówiła, że Rose i chłopak rozmawiali...

Głównie w soboty.

Jeśli to ktoś stamtąd, będzie w książce.

Jak się macie?

Wstrzymam się z wypożyczeniem garnituru na ślub.

Powiedziałeś Geordiemu? Masz klasę!

Geordie...

posłuchaj, to było najtrudniejsze.

Myśl o tym, że cię opuszczam.

Zmieniałem zdanie kilkanaście razy.

Więc zostań.

Zmieniłeś zdanie tyle razy, zmień je znowu.

Zostań.

Nie ułatwiasz mi tego.

Dobrze.

W każdy sobotni wieczór...

Tu...

i znowu.

I tam. SW...

Sam White.

Rose przychodziła czasem na moje wykłady.

Zawsze sama.

Wyglądała... na nieszczęśliwą.

- To twoje dziecko? - Geordie!

Nie szkodzi. Odpowiem.

Nie.

Ale powiedziała mi o dziecku.

A o ojcu?

Tylko to, że go nie chce.

Dałem jej numer znajomego.

- Od aborcji? - Lekarza.

Miły. Obiektywny.

Zadzwoniła do ciebie, kiedy rodziła.

Byłem zaskoczony. Minęło trochę czasu.

Wydawała się przestraszona. Ktoś tam był.

Powiedziała kto?

Tylko: "oni tu są".

To wszystko.

Może poszedłeś do hotelu po jej telefonie.

Nie.

Kierownik chciał cię wyrzucić, więc go pchnąłeś.

Skoro mówi, że nie poszedł, to nie poszedł.

Nic więcej nie mów.

Jeśli gość chciał wyważyć drzwi, dlaczego o tym nie wspomniała?

- Kto? - Sissy.

Od Cecylii.

Odkurzałam, gdy znalazłam pana Cholernika.

Wiecie, czemu go tak nazywam?

Widziałaś, kto chciał się dostać do pokoju numer pięć w sobotę?

Sissy?

Czy to on zepchnął pana Cholernika...

cholera...

pana Danielsa ze schodów?

Wiem tylko, że jakiś facet wrzeszczał:

"Rose, wpuść mnie!".

Wystraszył cię?

- On? Przewróciłby go lekki podmuch. - Kogo?

Dał mi pięć funtów za milczenie.

Kto?

To nie moje dziecko.

Jakiś dowód?

Wróciłem z Dublina trzy miesiące temu.

Rose ukryła ciążę.

Tego wieczoru była przerażona.

Nie chciała, by ktokolwiek wiedział, że rodzi.

- A ciotka? - Zwłaszcza ona.

- Więc pomógł jej pan z hotelem? - Zameldowałem ją. I tyle.

Panie Warne, widziano,

jak próbował pan dostać się do jej pokoju.

Chciałem wiedzieć, czy wszystko w porządku.

- I nie było szamotaniny? - Z Rose? Nie.

A z kierownikiem?

Nie.

Rose mnie tam nie chciała, więc poszedłem.

Po drodze przekupując pokojówkę.

Zależało mi na dyskrecji.

Dajcie mi Biblię, przysięgnę na nią.

Zostawiłem Rose i nikogo nie skrzywdziłem.

Kupiłeś pierścionek?

Należał do mojej mamy.

Wolałaby, żebyś dał go komuś, kto na to zasługuje.

Nie wyszłoby nam, prawda?

Zabilibyśmy się przed dotarciem do ołtarza.

Gdzieś tam jest pani Peters.

Piękna, mądra i nie tak uparta jak ja.

Nie jesteś uparta.

- Jestem. - Nie jesteś.

Wyobraź sobie ich w małżeństwie. Piekło na ziemi.

Załóżmy, że Sam mówi prawdę.

Rose dzwoni i mówi: "oni tu są".

Jacy oni?

Kierownik?

Z kimś jeszcze.

Bez sensu.

Sam powiedział, że Rose nie chciała dziecka.

- Dlaczego zmieniła zdanie? - Nie zmieniła. Nadal go nie chce.

Miesiące ukrywania się, okłamywania innych.

I nikt nie zauważył.

Nie daj Bóg, by Esme zaszła w ciążę. Cathy wiedziałaby w mig.

Urodzone z nieprawego łoża w obskurnym pokoju.

To nie jest niewinne.

Wiedziała.

Jej ciotka.

Powiedziała: "obskurny pokój".

Nie mówiliśmy o hotelu.

- Panna Bradley wyjechała. - Dokąd?

Wzięła roczny urlop. Na wsi ukoi nerwy.

Nerwy, akurat.

Tylko z jednego powodu kobieta jedzie nagle na wieś.

- Znaleźliście ją? - Jeszcze nie. Znajdziemy.

- To moja wina. - Nie.

Modliłam się, by wszystko zniknęło.

Taki był plan? Żeby ciotka podała dziecko za swoje?

To nie mój plan.

Zmusiła cię, żebyś je zatrzymała?

Taka już jest.

Dręczy.

Naciska tak długo, że człowiek nie wie, co ma myśleć.

Dokąd pojechała?

Tam, gdzie jest on.

Kto?

Pan Warne.

Są w związku?

W pewnym sensie.

Ona go prześladuje. Tak jak wszystkich.

Mówił, że pomógł ci z hotelem.

Nie pomógł. Wysłała go, żeby mnie szukał.

- Sam? - Rose?

O co chodzi?

Boże, oni tu są.

Rose! Otwórz drzwi.

Otwórz te cholerne drzwi!

Wiedziałam, że jeśli go wpuszczę, zabierze nas do niej.

Nie chciałam, żeby zrujnowała życie także dziecku.

Panno Bradley.

Jedź!

Nigdzie nie pojedziecie.

Rób, co mówię, durniu.

Ty idioto!

To jedyna rozsądna rzecz, jaką zrobił.

Przywykła pani, że ludzie robią, co im pani każe.

Nawet pani siostrzenica.

- Wiem, co jest dla niej najlepsze. - Raczej dla pani.

Nie chciała dziecka.

Mam swój wiek.

Chciałam mieć dziecko, ale los nie.

Bzdury. Nie chce pani tego dziecka.

Chodzi tylko o kontrolowanie. O trzymanie Rose pod butem.

Nie jestem aż tak wyrachowana.

Zmusiła ją pani do urodzenia dziecka.

- Zgodziła się. - Bała się nie zgodzić.

Nie uważam, żebym zrobiła coś złego.

Poza zabiciem człowieka.

Pan Warne powiedział pani, że Rose uciekła.

Bał się przyznać.

Zwlekał przez kilka godzin.

Po raz pierwszy wszyscy się pani sprzeciwili. Rose. Pan Warne.

I to panią rozzłościło.

Otwórz drzwi!

Jakiś problem?

I wyładowała się pani na tym, kto stanął pani na drodze.

Nie rób mi tego.

Porozmawiajmy na dole.

Proszę dać mi klucze!

- Nie mogę. - Dawaj!

Ale Rose już nie było.

Pomyślała pani kiedykolwiek, czego chce Rose?

Zapytała ją pani?

Oczywiście, że nie.

Jest młoda, podjęła decyzje, z którymi się pani nie zgadza.

Ale to jej decyzje. Jej życie.

Może z nim robić, co chce.

Kocham ją. I wiem, co dla niej najlepsze.

To nie jest miłość.

Proszę dać nam chwilę.

Przyszła kobieta od adopcji.

Znajdą jej dobrą rodzinę, prawda?

Będą się o nią bić.

Chrzanić to, czego chce twoja ciotka i inni.

Czego ty chcesz, Rose?

Nie mogę wychowywać dziecka sama.

- A co z ojcem? - Nie chciał o tym wiedzieć.

To wszystko wydaje się niemożliwe.

Kiedy byłem w twoim wieku, pokłóciłem się z ojcem.

Wyszedłem z domu i nawet się nie obejrzałem.

Też bałem się być sam.

Ale któregoś dnia odkrywasz, że masz wokół siebie przyjaciół.

Nową rodzinę,

którą kochasz bardziej, niż mogłaś sobie wyobrazić.

Więc jeśli ja, stary, zrzędliwy dureń dałem radę,

ty też dasz.

Gdy stoję tu dzisiaj,

myślę o swoich pierwszych tygodniach tutaj,

lata temu.

Teraz rozumiem, że byłem jeszcze dzieckiem.

W oczach Boga czekało mnie jeszcze dorastanie.

Ale nikt z nas nie może dorosnąć.

Nikt z nas nie osiągnie swojego prawdziwego potencjału

bez przewodnictwa.

Bez miłości.

A po drodze otrzymałem wiele jednego i drugiego.

Od mojej żony...

dzieci...

i przyjaciół.

Przepraszam.

Będę dbać o przyjaźnie, które tu zawarłem,

przez resztę życia.

Pora iść, Isabel.

PASTOR GRANTCHESTER

Dobry chłopiec. Zaopiekuj się następnym kolegą.

Will!

Chodź ze mną.

Mamy niespodziankę.

Wielki, błyszczący samochód!

No to po niespodziance.

Nie musieliście.

Ależ tak, byleś tylko zostawił ten okropny motocykl.

- Obiecaj mi jedno. - Dobrze.

Nie martw się o nas. Naprawdę.

Tu się urodziłam i tutaj umrę.

Ale ty możesz zrobić wiele wspaniałych rzeczy.

Będziemy za wami tęsknić.

Nie sądziłam, że tego dożyję.

Mój siódmy pastor przyszedł i odszedł.

Do ośmiu razy sztuka.

Siódmy był cudowny.

- Zaopiekuj się nim. - Oczywiście.

Dzięki tobie jestem lepszy.

Sam tego dokonałeś.

Codziennie dziękuję Bogu za ciebie.

Pa.

Będziemy tęsknić!

Przykro mi, że Geordie nie dotarł.

Śmiało.

Idź go poszukaj.

Zmienianie świata może poczekać.

Dziękuję.

Nie stęskniłem się.

Nie stęskniłeś.

Daj mi powiedzieć.

Spotkanie ciebie...

to był dar od Boga.

Jesteś darem od Boga, Will.

Uratowałeś mnie. Naprawdę.

Kiedy miałem problemy, byłem na dnie...

uratowałeś mnie.

I jestem ci wdzięczny.

Tak cholernie wdzięczny.

Masz moje błogosławieństwo. To chcę powiedzieć.

Cokolwiek chcesz zrobić ze swoim życiem...

masz moje błogosławieństwo.

Kocham cię.

Ja też cię kocham.

No... ruszaj.

Zbrodnie same się nie rozwiążą.

Geordie.

Tak?

Mam nadzieję, że jesteś ze mnie dumny.

Każdego dnia, synu.

Każdego dnia.

Tekst: Piotr Gos

Napisy: Robert Buczkowski

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.