All language subtitles for Star 80 Le suite

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
nl Dutch
en English
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French Download
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal) Download
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

GWIAZDY LAT 80.

Dziękuję za fantastyczną trasę.

- Wiem, że jesteście skonani... - I my też.

Ale skoro dziś gramy ostatni koncert, jutro zaczyna się...

Laba!

Pół roku bez występów!

Przyjaciele, dziś są urodziny...

Czyje?

Maurice'a! Pokaż się, Maurice!

Nie zapominajmy też o Lou,

zwyciężczyni naszego konkursu "Nostalgia"!

Kto jest najlepszy?

My!

STARS 80. REAKTYWACJA

- Było genialnie, prawda? - Ja świetnie się bawiłem.

Dziś moje urodziny.

Najlepszego, Maurice!

Pojedź z nami do Courchevel. Zamówiłem pokoje dla wszystkich.

Wolne żarty! Mam roboty po uszy! Muszę pilnować interesu!

Kocham was.

Pohulaj trochę. Nie weźmiesz forsy do grobu.

Spokojna głowa, zdążę zaszaleć.

- Gdzie jesteś? - Właśnie wychodzę z domu.

- A ty skąd dzwonisz? - Z biura.

Przyjeżdżaj, mamy problem.

- Spokojnie, adwokat już przyjechał. - Jaki adwokat? Po co?

Nie pytaj, przyjeżdżaj.

Dobrze, jadę.

- Kto to? - Komornik.

- Mecenas Morrell. - Zjawili się o dziewiątej.

Dzwoniłam do Maurice'a, jest niedostępny.

- Antoine jest na górze? - Tak.

- Dałam mu środki uspokajające. - Poluj na Maurice'a.

I?

Co się dzieje? Ktoś mi wyjaśni?

Panie mecenasie?

Wobec Stars 80 wszczęto

- postępowanie upadłościowe. - Niemożliwe.

Jestem dyrektorem spółki.

- Wiedziałbym. - Pan jest dyrektorem?

- Tak. - Zatem to z panem mam rozmawiać.

Państwa spółka...

Maurice nie odprowadził 200000 euro za ubezpieczenie,

200000 za prawa autorskie i 200000 podatku.

- Razem z odsetkami to prawie milion. - Milion?

- No jasne. - Milion euro?

Dzwoń do Maurice'a. To nasz dyrektor finansowy.

Maurice Lombert? Od dwóch miesięcy nie reaguje na wezwania.

- Zniknął. - Zabierając państwa pieniądze.

Urwał się z kasą.

Wezwania do zapłaty z całego roku. Patrz.

Izba skarbowa...

- Czyli ponaglenia dotarły. - Tak.

Która to godzina?

Zapomniałem o najważniejszym: wezwanie do sądu na jutro.

Miłego dnia panom życzę.

- Mogę? - Mecenasie...

- Wyciągnie nas pana z tego? - Oczywiście.

- To też zabieracie? - Jak wszystko to wszystko.

Pamiętasz jego wczorajsze słowa?

Nie pojedzie z nami w góry, bo ktoś musi pilnować interesu.

Sukinsyn jeszcze mnie pocałował!

- Jak mogłeś być tak ślepy? - Za to ty widziałeś wszystko!

Patrz, faktury za oświetlenie stadionu.

- Nieopłacone. - To też musimy uregulować?

- Oczywiście. - Dzwonię do drania!

Nie. Nie potrafiłbyś nad sobą zapanować.

Będę spokojny. Istna oaza spokoju.

Poczta głosowa.

Maurice, nie wiem, gdzie jesteś, ale musimy porozmawiać.

Spotkamy się, pogadamy-

Nie pogadamy. Wydrapię ci cholerne gały!

I wyrwę jęzor, sukinsynu!

Kompletnie nad sobą nie panujesz!

- Byłem bardzo spokojny. - Poniosło cię.

350 tysięcy.

- Dzwonię. - Wiesz, co robisz?

- Oczywiście. - Osobiście odradzam.

Maurice, tu Vincent.

Najpierw chcę przeprosić za Antoine'a. Czasem go ponosi.

Znasz go, w ogóle to fajny gość, trzeba mu wybaczyć.

A teraz do rzeczy. Maurice,

jeśli kiedyś cię spotkam,

rozwalę ci łeb,

rozerwę cię na strzępy, cholerny sukinsynu.

Wciągnęliśmy cię z samego dna, zaufaliśmy ci, daliśmy ci klucze,

upoważnienia, a ty nas obrobiłeś!

- Rozwalę ci łeb! - Łachudro.

- Łachudro. - Gnido.

- Już się rozłączyłem. - Od razu mi lepiej.

- Musimy częściej do niego dzwonić. - Napiłbym się.

- Japońska whisky? - Dobra myśl.

Michael Marciano, producent znanych muzyków

i organizator trasy Hity lat 80-tych,

któremu zarzuca się plagiat trasy Gwiazdy lat 80-tych,

odpowiada na zarzuty.

Mam konkurencję?

To nie przejdzie.

To silniejsze od niego, zawsze będzie nas papugował.

- Podeślijmy mu Maurice'a. - Byłby w swoim żywiole.

John i Nicolas są braćmi syjamskimi.

Dziś po 26-godzinnej operacji

dwuletni chłopcy zrośnięci brzuchem i klatką piersiową

zostali rozdzieleni.

Zadłużenie spółki Stars 80

wynosi na dziś milion 666 euro i 66 eurocentów.

W związku z tym blokujemy jej konta

i wyznaczamy syndyka, który opracuje plan naprawczy.

Jeśli ten nie przyniesie rezultatów

ogłosimy upadłość spółki.

Wysoki Sądzie...

- Można zabrać głos? - Tak.

Prosimy nie wyznaczać syndyka. Poradzimy sobie, obiecuję.

Nie mają państwo "poradzić sobie", tylko spłacić należności.

Spłacimy. Przysięgam.

Prosimy o miesiąc zwłoki.

Niech Wysoki Sąd da nam szansę.

Powiedz coś.

Prosimy.

Daję panom miesiąc i ani dnia więcej.

A w ciągu tygodnia proszę dostarczyć program naprawczy.

- To twój plan: zebrać milion? - Masz lepszy?

Trzeba zapełnić stadion.

Taki koncert organizuje się miesiącami.

Musimy zmieścić się w miesiącu.

Jak sfinansujesz swój plan?

Mój? Nasz wspólny.

Już po nas.

Jak można gigantyczny sukces przekształcić w gigantyczne fiasko?

Wyjdziemy z tego. Dostaliśmy miesiąc na spłatę miliona.

Potrzebujemy sześciuset tysięcy na organizację imprezy i po sprawie.

Macie syndyka. Dyrekcja nigdy nie przyzna wam takiego kredytu.

Będziemy mieli komplet, jak zawsze.

- Błyskawicznie wam zwrócimy. - 600 tysięcy to za dużo,

A jeśli wyłożymy 300 tysięcy gotówką?

My połowę, bank połowę. Wszyscy tak robią.

Właśnie

- Ile wyłożysz, Antoine? - Nic. Mam wyłącznie długi.

To prawda. O tym też musimy porozmawiać.

Dyrekcja mnie ściga.

A powiedziałeś: "wyłożymy 300 tysięcy gotówką".

Dobrze,

zostaje moja polisa na życie.

Jednak znaleźliśmy wyjście.

Jeśli macie coś do powiedzenia, mówcie!

Nie poszły wypłaty dla piosenkarzy. Niedługo zgłoszą się agenci.

Trzeba zapłacić.

Wydzwaniają do mnie. Wyjaśnić im sytuację?

Wykluczone. Milczymy.

O niczym nie mogą wiedzieć.

Trzeba kłamać.

Są na wakacjach. Znajdziemy wyjście.

Z czystej ciekawości: jakie?

- Zorganizujemy koncert. - Jeden wystarczy?

Nie jakiś tam, Elise. To będzie koncert stulecia.

Z oświetleniem stulecia.

Dzwoń po najlepszego: Jacques'a Roberolisa.

Scenografia. Też górna półka.

- Ameryka. - Lala Land.

Antoine, wiem, że masz problemy,

ale to nic nowego, a ja muszę wyjechać.

Dlatego...

Zostawiam ci syna. Spędzisz super tydzień z tatusiem.

Walizka jest tam, cześć.

O co chodzi? To tylko mój syn!

Żaden problem.

Zabiorę cię w góry. Zadowolony?

Nathalie, zajmij się tym.

- Jeden problem z głowy. - Do rzeczy.

Kiedy mówimy "koncert stulecia", mamy na myśli "finał stulecia".

- Wielkie pożegnanie. - Celine Dion.

Obawiam się, że psychicznie jeszcze do tego nie dojrzała.

- Michele Sardou. - Nie wszyscy go lubią.

- Nonsens, wszyscy go uwielbiają. - Ja za nim przepadam.

- A Renaud? - Odpada.

Ma prawo go lubić!

To świetny pomysł, ale nie uda nam się go ściągnąć.

Szkoda.

Obdzwoniłam wszystkich. Wszystkie stadiony są już zajęte.

Jean-Michel wspomniało 24 kwietnia,

ale Marciano wstępnie go zarezerwował.

Zero szans.

Spróbujemy. Na którą umówiłaś nas z Jeanem-Michelem?

Na jedenastą.

Dokładnie piętnaście po zadzwoń na jego komórkę.

Stade de France rezerwuje się z dwuletnim wyprzedzeniem,

nie z miesięcznym.

Sędzia dała nam miesiąc.

Milion albo plajta.

- Umów się na wrzesień. - Masz termin?

Jasne, że nie mam. Odmówiłem samej Rihanie.

To Stade de France, nie jakaś tam lokalna sala zabaw!

- Co teraz? - Nie wiem.

Może welodrom?

Przestań.

- Nie odbierasz? - To może być żona.

Jesteś żonaty?

- A wyglądam? - Twój palec cię zdradza.

Może to coś ważnego?

Racja.

Jean-Michel Jaquin? Jestem asystentką Michaela Marciano.

Prosił, żeby przesunąć rezerwację z 24 kwietnia na wrzesień.

- Na pewno? - Tak, jestem pewna.

Super, dziękuję-

Coś się stało?

- Szczęściarze. - Dlaczego?

Marciano przełożył koncert na wrzesień.

- I? - Zwolnił mi się termin.

Serio?

- Kiedy? - 24 kwietnia.

24 kwietnia...

- W sumie, może być. - W czepku urodzeni.

- Robicie wstępną rezerwację? - Nie, podpisujemy od ręku.

- Jesteście przygotowani? - Jutro wylatujemy.

Do Los Angeles.

Gwiazdy światowego formatu.

Kool & The Gang, Bonnie Tyler, Samatha Fox.

Uwielbiam ją. W pokoju miałam jej plakat.

Lubisz Samanthę Fox? Wierna fanka.

A Sabrina? Też będzie?

Przepadam za nią. Jako artystką i osobą.

To nie takie proste.

- Została zakonnicą. - Zakonnicą?

Wstąpiła do zakonu.

To świeża sprawa.

Jeśli chodzi o stawkę... 400 tysięcy.

Nie, Jean-Michel.

Właśnie straciłeś rezerwację. Spadliśmy ci jak z nieba.

- Dwieście. - Lubię was, ale przeginacie.

Zarząd by mnie zabił! 200 tysięcy to jakiś żart.

300 tysięcy i koniec.

Niech wam będzie.

Podpisz.

- Kto robi choreografię? - Ktoś topowy.

- Kto? - Najwyższa półka.

- Powiedzcie. Kto? - Sama góra.

- Zdradźcie. - Jean-Marc Genereux.

Serio? Słyszałaś, kiciu?

- Bierzesz go? - W ciemno!

Jutro się z nim spotkam, to pogadamy!

Wykluczone! Nie życzy sobie tego.

Prosił, żeby nikomu nie mówić.

To niespodzianka.

Przeginasz. 300 tysięcy za stadion, teraz jeszcze Genereux!

Chcesz zorganizować ten koncert czy nie?

Spokojnie, to nie twoja wina.

Po prostu wybiłaś się w złym momencie.

Jeszcze raz: biegniesz,

wybijasz się, lecisz, a ja cię łapię.

Banalne, robiłem to tysiąc razy.

Producenci Gwiazd lat 80! To przecież wy!

Quebec się w was zakochał!

Wziąć staruszka takiego jak Jean Luc Lahaye

i zrobić z niego Justina Biebera!

Jean-Marc, dołączysz do nas?

Bomba! Zostanę trenerem staruszków!

Jesteś prawdziwą lokomotywą.

Para w ruch! Już nie mogę się doczekać!

Teraz wracam do roboty. Zadzwońcie do mojego agenta.

Czek do ręki i załatwione!

Wenda, już idę!

- Wygląda na zadowolonego. - Istny wulkan energii.

Rozkręci towarzystwo.

Kool & The Gang. Tego nam potrzeba!

Nie w tej sytuacji.

Kiedyś odpowiadałeś: "Trzeba? Będziemy ich mieć".

Co z tobą?

Przepraszam.

Mogliby panowie zrobić głośniej?

Jasne. Tak?

Głośniej!

Chłopaki?

Czy to nie Gilbert?

Chwała Panu!

- Wszyscy w komplecie? - To było niesamowite!

Jak to zrobiłeś?

Ja nic nie zrobiłem! To Pan mnie prowadził, ziom!

Są w siódmym niebie. Chodźcie, czekają w środku.

- Za chwilę, Willy. - Musimy porozmawiać.

Nie wypowiadaj przy nas jego imienia.

Nie po to harowaliśmy przez cztery lata,

- żeby stracić wszystko. - Nie po to.

- Do tego przez tego kretyna! - Kretyna.

Rozumiem, ale co im powiemy?

Czekaj!

Nie będzie łatwo. Obiecaliśmy labę, a teraz każemy wracać do pracy.

Przemówimy im do serca,

- będziemy szczerzy. - Serce, szczerość.

Przyjaźnimy się od 35 lat.

Obiecaj, że będziesz milczał jak grób.

- Przysięgnij. - Przysięgam-

Po pierwsze, rozgościliście się?

Jedno pytanie: jak płacić za wypożyczenie nart?

Chwileczkę. Z tym do Willy'ego.

Muszę powiedzieć, że jestem zachwycony.

- Maurice przyjechał z wami? - Nie ma go. Pojechał na Tahiti.

- Co robi? - Jeździ na nartach.

Nie zajmujmy się nim. Są poważniejsze sprawy.

Trzeba im powiedzieć prawdę. Ja to zrobię.

Opowiemy wam o dwóch chłopcach.

Sachy i Williamie.

To bracia syjamscy.

Daj mi skończyć.

Sacha i William przejdą skomplikowaną operację chirurgiczną.

Pokażę im zdjęcie.

Zaraz znajdę.

Jest

Alec! Zobacz i podaj następnym.

Urocze dzieciaki, prawda?

Ich rodzice są waszymi fanami.

Chłopców trzeba rozdzielić. Wyobraźcie sobie, każdy oddzielnie.

Zdaj się na mnie.

Operacja jest bardzo droga.

Na szczęście możemy pomóc. My, nikt inny.

Jak? Za co?

Policzyliśmy.

I z grubsza wyszło, że jeden koncert wystarczy na sfinansowanie zabiegu.

Zmobilizowaliśmy się z Vincentem

i Skontaktowaliśmy się z gwiazdami największego kalibru.

Wszyscy zgodzili się wystąpić nieodpłatnie.

- Niezupełnie. - Właśnie że tak.

- Kto będzie gwiazdą? - To zdradzi Vincent.

- Earth Wind & Fire. - To za mało.

Będą też inni.

Wystąpią, oby!, Bonnie Tyler, Kool & the Gang...

Gipsy"-

- Imagination. - Racja, zapomniałem.

- Fantastycznie! - A data?

- Jeszcze nie mamy. - Mamy! 24 kwietnia.

Nie zapisałeś? Stade de France.

Na tym nie koniec. Powiedz im, Vincent.

- Najlepsze na koniec. - Co?

- Twój pomysł na choreografię. - Ze względu na skalę przedsięwzięcia

zwróciliśmy się do zawodowego choreografa.

Super. Kto to?

To był twój pomysł.

Jean-Marc Genereux.

Kto?

Jean-Marc Genereux.

Szanuję, bardzo zdolny gość.

- Dobrze rozumiem? Koniec laby! - Skądże.

Oczywiście, będą próby, treningi,

ale poza tym normalny urlop w kurorcie zimowym.

Jak tam moje gwiazdy? Wyspane, w formie?

Kto rano wstaje, temu Pan Bóg daje!

Gdzie nasz Biber Lahaye?

Przygotowałem dla was sympatyczny spacerek.

I co? Biorę to!

W drogę, gwiazdy-

Jennifer Lopez to moje dziecko, zaprowadziłem ją na szczyt.

Chcesz mieć jej pośladki?

Tak!

Łatwo nie będzie.

Do dzieła, gwiazdki.

Te kombinezony to chyba jednak przesada.

Przeciwnie. Warto było się wykosztować.

Jak to, wykosztować? Kiedy zrozumiesz?

- Jesteśmy bez grosza. - Nieźle się prezentujemy, co?

- Wolniej! Litości dla staruszków! - Nie mamy dwudziestu lat!

Zabiję go.

Kiedyś byłeś lżejszy.

Trzeba mu wyjaśnić, że śnieg nie jest naszym żywiołem.

To świr. Wykończy nas.

Ratuję gwiazdy lat 80. Cienko przędą.

- W porządku? - Tak! Dawaj!

- Ja też tak chcę! - Musisz poczekać.

- Kto chce zaśpiewać? - Ja!

- Czyj utwór? - Veronique Sanson.

- Który? - Drole de vie.

Proszę pana!

Chciałam uprzedzić, że rachunek z baru przekroczył 8 tysięcy.

- Możemy zapłacić za dwa tygodnie? - Nie, teraz.

Proszę, to moja karta.

Co oni sobie wyobrażają?

Płacimy za hotel, narty, obiady i co jeszcze?

Skończyły się czasy Stonesów.

Przykro mi, odmowa.

Niech pani weźmie jego kartę.

To się często zdarza. W górach terminale słabo działają.

Ta też nie przeszła.

Vincent.

Manager Supertramp.

Pani daruje, manager Supertramp.

- Co się stało? - Mamy przekichane.

Firmowa karta też nie działa.

Maurice miał opłacić wszystko z góry.

A nie zapłacił za nic. Dyrektorka wszędzie was szuka.

Co za łachudra.

Mogę wam pożyczyć

- Ze swoich oszczędności. - Świetna myśl. Idziemy!

Willy nie będzie za nas płacił.

- Sam zaproponował. - Nie.

Ile masz na. książeczce?

- Półtora tysiąca. - Sam widzisz.

Skoro nie wy ani ja, to kto?

Może zespół?

Komu go sprzedamy?

Zdaj się na mnie, mam pomysł.

Od kogo zaczniemy?

Powiedz?

Kluby?

Zaufaj mi.

- Z kim zagramy? - Ze szkółką narciarską.

Wy też musicie wyjść na lodowisko.

- To konieczne? - Obowiązkowe.

Dzięki, Centrakor.

Gotowe!

Macie gdzieś lustro?

Centrakor i co?

Biorę to!

- Co to jest Centrakor? - To świetni ludzie.

Dziękuję, poszło znakomicie.

To my dziękujemy-

Tylko dzisiaj, tylko w Courcheville,

Emile Et Images i Jean-Pierre Mader!

Hugo, jak się umawialiśmy?

Anastasia...

Dziękujemy-

- Czego właściwie oczekujecie? - Trzeba rozkręcić imprezę.

Tu dyrektorka hotelu.

Świetnie, zaufam panom. Resztę proszę dopłacić w recepcji.

Zrozumieliście już, kto jest szefem?

Nie oczekuję występu na moim poziomie.

Ale macie zaprezentować się przyzwoicie.

Jak na swój wiek.

W porządku, staruszkowie?

Patrzcie uważnie

i notujcie.

To co? Jean-Marc,

biorę to!

Z drogi, szefie.

Jazda.

Pokażemy, co potrafią stare maszkarony.

Daję słowo, za miesiąc na Stade de France

wszyscy tak zatańczycie.

Dość gadania, wyjmujemy protezy i zaczynamy rozgrzewkę.

Przepraszam za mój angielski. Mówi Willy Burtin.

To Kool & The Gang.

Czy to manager Kool & The Gang?

Tak?

Jesteśmy producentami francuskiego programu Stars 80.

Słyszał pan o nim?

Gwiazdy lat 80.

Organizujemy duży koncert i chcielibyśmy,

żeby wystąpił na nim Kool & The Gang,

bo jesteśmy jego wiernymi fanami.

Nie dzwoń, ja oddzwonię.

Jasne, pan oddzwoni. Dziękujemy.

Nie brzmi to najlepiej.

- Się okaże. - Ja lepiej bym to załatwił.

Nie dzwoń, ja oddzwonię. Co to znaczy?

- Spadaj, nie dzwoń więcej. - To znaczy:

zadzwonię, jak będę chciał.

Nie spławił nas całkiem. Zobaczysz!

- Co chcesz obejrzeć? - Wychodzisz?

- Tak, przecież uprzedzałem. - Przysięgałeś, że dziś zostaniesz.

Muszę. Wiesz, że pracuję.

- Kto zajmie się gwiazdami? - Gwiazdy są ważniejsze niż ja?

Skądże.

Włącz telewizor.

- Jak pani ma na imię? - Sophie.

To Noam.

Dasz buziaka Sophie? Bądź grzeczny, bo wyłączymy telewizor.

Mam go gdzieś!

- Muszę wyjść. - Nie ma sprawy.

Zostawiłem mój numer, na wszelki wypadek.

Noam, daj tacie buzi na do widzenia.

Nie!

W razie czego, proszę dzwonić.

Mogę zostać tylko minutkę.

Co znaczy ten nos na kwintę?

Spróbujcie, to pomoże!

Już nic nie zostało.

Czary-mary i jest!

- Z założenia nie palę. - Spróbuj, nie pożałujesz.

- Nie palę. - Zapal.

Tylko nie podpalcie włosów, to szkodliwe.

Nie działa na mnie.

- To czemu tak się szczerzysz? - Uśmiecham się.

Bo zaczyna działać.

Karaoke!

Nie czuję się gotowy.

Jestem wzruszony, stając dziś przed moją publicznością.

"Je marche seul", Jean-Jacques Goldman.

Czekajcie!

"Battle Imitation"!

Będę naśladował Clerca, choć sam potrafiłbym lepiej.

A to moja ulubiona.

Zdobyłem listę agentów największych amerykańskich gwiazd lat 80.

Barry White, Donna Summer, Whitney Houston.

Oni wszyscy nie Żyją!

- Czyli będą wolni. - Przestań.

Człowiek się stara, a

- Spotykamy się na dole? - Za tobą, wodzu!

Lahaye mówił, że na scenie jesteś demonem,

- ale tu chyba pietrasz. - Nie zadzieraj ze mną,

bo skończysz w sklepie z pamiątkami jako syrop klonowy.

- Gdzie Jean-Marc? - Pokazuje, co potrafi.

Jesteś tam, Cookie? Jestem Jean-Claude Killy.

Mój idol!

Na nartach poruszam się tak samo jak w tańcu!

Skądże, nie przeszkadza pan, panie merze.

Wozy cyrkowe to nie my.

Nasz zespół mieszka w hotelu. Każdy ma swój pokój.

Wiem, bo za to płacę.

- Nie wiem, może cyrk? - Przyjechały nasze wozy!

Momencik, to jednak nasze samochody.

To nasi goście.

Nie, to nie imigranci.

Cyganie. Nasze gwiazdy.

Dwadzieścia? To jednak sporo.

Vincent Richer. Antoine Miller.

- Napiją się panowie? - Nie telepałem się tyle, żeby pić.

- Do rzeczy. - Przygotowaliśmy kontrakt.

Jaki kontrakt? Niczego nie podpisujemy.

- Nigdy? - Przenigdy.

- Nie boicie się, że was ocyganią? - Cyganów?

Jak dużo was będzie?

Dużo.

Załatwiłeś pokoje?

Willy, zarezerwowałeś pokoje?

Willy za to odpowiada.

- On zawalił? - To często mu się zdarza.

Spokojnie, ten pokój mi odpowiada.

To twój pokój, Vincent.

- Super. - Jakoś się dogadacie.

Częstuj się.

Może jednak panowie zerkną na warunki...

- Gadaj. - Zwykle zajmuje się tym Antoine.

Czy mają państwo jakieś żądania?

Zacznijmy od podstaw. Żwir.

Żwir?

Panowie!

Niech po prostu wejdą!

Przepraszam, ale dyrekcja hotelu może...

- To rodzina. - Rodzina jest najważniejsza.

Siadajcie na łóżku.

Trzeba coś wymyślić, przyjeżdżają kolejni.

Postawię sprawę jasno, Chico: skromnie,

bez ognisk

i alkoholu.

- Odstawię go do hotelu. - To niebezpieczne.

Zostawiłem rękawiczki w pierwszym wozie.

Byłbym niezwykle zobowiązany, gdyby pan po nie poszedł.

Odpalaj, Cookie!

Nie za szybko?

Skasowaliśmy skuter.

Coś ci pokażę.

Zabiją nas.

To będzie ich słono kosztować.

Skutek śnieżny jest drogi?

Bardzo.

Wiem! Zgłosimy kradzież.

- Nikt go nie ukradł. - Fakt.

Ale rozpadł się na kawałki.

- Racja, zgłaszamy kradzież. - Mam plan!

Uwalimy się!

To twój plan.

Za mną, karibu!

- Cholera, drzwi! - Zatrzasnęły się!

Karibu!

Pij, maleńki.

Jedna szklanka to za mało. Działa dopiero po trzeciej.

Zobaczysz,

nagle świat się przed tobą otworzy.

A skuter? Będziesz miał gdzieś!

Mówił o czterech wozach, spodziewałem się czwórki.

- Pogadaj z nimi. - Jasne.

- Coś nie tak? - Skądże, wszystko gra.

Tylko... nie spodziewaliśmy się tylu wozów.

Rozumiesz, mer się puka.

Chodź, napij się.

- Miałeś z nim pogadać. - Próbowałem.

Zawsze mnie wrabiasz. Co mam zrobić?

Przyjechało dwanaście zamiast czterech!

- "Kapuśniaczek"! - Tak!

Teraz ja!

Od razu poznałem!

"Tajemniczy blondyn w czarnym bucie! Pierre Richard!

Ślepy jesteś? To był "Gamoń"!

Pierre Richard!

Szajbus z ciebie.

Teraz ja! Patrz!

Będę tam!

Tam się schowaliście?

Drzwi!

Ty kretynko!

Nie mów tak o niej. To Sloane.

- Ale jednak trochę kretynka. - To słuchaj, co ci powie kretynka.

Zdobyłeś adres?

Adres Kool & The Gang w Los Angeles.

Możemy przeszkodzić?

- Nasze klucze nie działają. - Nie wiecie?

Chico mówił, że oddaliście im swoje cztery pokoje.

- A nasze rzeczy...? - Spokojnie, są w przechowalni.

Został mi tylko pokój dziecinny. Jest szczyt sezonu.

- Gdzie będziemy spać? - Razem.

Skucha!

Tak?

Powiedz, że zaraz będę. Już idę!

Skarbie, muszę iść.

Nie dokończymy?

Uprzedzałem, że wyjdę.

Włącz sobie telewizję, a ja się przebiorę.

- Co oglądasz? - "Taniec z gwiazdami".

Super, to twój ulubiony program.

- Nie znoszę go! - Dlaczego?

Bo gwiazdy zabierają mi tatę.

Jest rosyjski nowy rok. Hotel ma komplet,

więc zażądali naszych pokoi, a my się zgodziliśmy.

Proste jak drut.

Nocujemy razem. Ty ii ja.

I Willy. I Jean-Luc Lahaye.

Ich łóżka są tam.

- Czyli będzie nas szóstka? - Piątka.

- Zgrana ekipa. - Będzie super.

Gilbert, dostałeś królewski apartament!

Ośnieżone szczyty gór...

Same luksusy.

300 metrów kwadratowych wyłącznie dla ciebie.

- Wszystko w złocie. - W złocie?

- Właściwie w drewnie. - Niesamowite.

A ponieważ był tylko jeden królewski apartament

z ośnieżonymi szczytami,

zaprosiliśmy też Jeana-Marca, Vincenta...

- Są tu? - Tak.

- Cześć, Gilbert. - Nie wiedziałem, że tu jesteście.

Mam gdzieś luksusy, grunt, że jesteśmy razem.

Rozgość się.

Vincent, miałeś trudności z opłaceniem pokoi? Stąd ta zmiana?

Nie, to rosyjski nowy rok.

Odpowiedz.

- Nie ma żadnych problemów. - Gilbert widzi wszystko.

- Prawda, Gilbert? Widzisz wszystko. - Oczywiście.

Jest nawet jacuzzi.

- Proponuję, żebyśmy spali razem. - W drodze wyjątku.

Właśnie.

Będzie super.

Kto tam?

Tata!

- W piżamie? - Ty też.

- Nie musisz zajmować się gwiazdami? - Nie.

Wszystko odwołałem. Miałeś rację, powinienem zostać z synem.

- Naprawdę? Zostajesz ze mną? - Tak.

- Co robimy? - Obejrzymy film.

Film. Doskonały pomysł!

Chłopaki!

Wpadła mi w oko jedna z waszych gwiazd.

Nie zdradzę, kto.

Sloane!

Musisz ją zauroczyć.

Dobra, idziemy spać.

Musisz ją zauroczyć.

Gaszę.

Pomogę ci.

Buziak na dobranoc.

- Pa, Gilbert. - W drodze wyjątku.

Żeby było jasne.

Wkręcił nas.

Patrz!

- O co chodzi? - Ty nam powiedz.

Bliźniaki syjamskie, Pipo i Mario. Zwłaszcza Pipo.

- Nie wiem, o co chodzi. - Masz nas za idiotów?

Biedne bliźniaki syjamskie dawno są po operacji.

Powiedz szczerze: koncert to ściema?

Albo spytamy wprost Antoine'a i Vincenta.

Zabiją mnie, jak się dowiedzą, że puściłem farbę.

- Jaką farbę? - O co chodzi z koncertem?

Dobra, powiem prawdę.

To Antoine ma przejść w Stanach operację.

A potem kurację eksperymentalną w Izraelu.

Nie wiadomo, czy przeżyje.

Dla niego robimy koncert na Stade de France!

Zabronił wam mówić.

Wstydzi się.

Błagam, nikomu nie mówcie.

Wiesz, że możesz na mnie polegać?

Jasne.

Muszę ci coś powiedzieć.

Cholera, w takich chwilach zawsze brakuje słów.

W jakich chwilach, Alec?

Przyniosłem ci coś na pociechę.

Patrz.

Dzięki.

Pamiętaj, zawsze możesz na mnie liczyć.

Serio, uważaj na siebie.

Koniec z paleniem.

Ale to...

nie tytoń.

Chciałem ci powiedzieć, że cię kocham.

Ja też cię kocham.

Kupili moją ściemę.

Jaką?

Jaką ściemę?

Skądże, Jean-Michel,

nie masz powodów do niepokoju.

Bo ja wiem?

Po dwóch godzinach mieszania z błotem przez Marciano,

guzik mnie obchodzi, czy Sabrina poszła do klasztoru.

24 kwietnia ma wystąpić na stadionie narodowym Francji.

Jasne. Dzięki, Jean-Michel.

- Niech go szlag. - Sabrina jest tam.

To ona, na sto procent.

Sabrina, musisz z nami pojechać. Jesteś nam potrzebna.

Bez ciebie Gwiazdy lat 80 się nie liczą.

Jeśli nie pojedziesz, zginiemy.

Przestań, Antoine.

- Pan cię wzywa. - Jak to?

Ratuj nas.

Weź urlop.

Przyjechał z nami Gilbert.

- Sabrina? - We własnej osobie!

Nasza zakonnica!

- Jakaż ona piękna. - Promienna. Boska.

Mówiłem, uda się. Pomyśleć, że siedziała w klasztorze.

Marnowała się.

Mogę prosić o chwilę uwagi?

Chcę tylko powiedzieć słówko mojemu przyjacielowi Antoine'owi

od kogoś, kto przyjechał z daleka.

Gilbert?

Proszę o uwagę!

Ktoś bardzo ważny

chce powiedzieć coś bardzo ważnego.

Wszystkiego najlepszego w dniu urodzin, tato.

Jesteś najlepszym tatą pod słońcem i bardzo cię kocham.

Dziękuję, synku.

Aja chcę ci powiedzieć, że jesteś najwspanialszym synkiem,

jakiego mogli sobie wymarzyć rodzice.

Bardzo cię kocham.

A teraz do wszystkich, wiem, że jestem prawdziwym szczęściarzem.

Cokolwiek mnie czeka, choćbym miał jutro odejść,

niczego nie będę żałował, bo dzięki wam moje życie było cudowne.

Kocham was.

- Musi być naprawdę ciężko chory. - To jego pożegnanie.

Rzadko trzymam mikrofon w ręku, zwykle chowam się po kątach

albo ukrywam za Vincentem.

On wstydził się głośno do tego przyznać, ale ja to zrobię.

Przyjaźnimy się od 35 lat. Jesteś moim najlepszym przyjacielem.

Dziękuję.

Niech żyje życie!

Korzystając z okazji, chciałbym dorzucić dwa słówka.

Wiem, że nic nie znaczę.

Gwiazdy lat 80 to cudowny zespół,

jestem zaszczycony.

Powiem tylko:

I co?

Antoine, to dla ciebie. Postawiłeś mój świat na głowie.

Co to właściwie jest?

Nasza produkcja. Bimber z nutrii.

Powąchaj-

Mocne.

Wypij, przyjacielu! Musisz wypić do dna!

- On też nie wypił. - Nie jestem jubilatem.

Ale przyjacielem jubilata.

Właśnie. Musi wypić.

- Najpierw się przewietrzę. - Wracaj!

- Nie napijesz się z nami? - Już piję.

Do dna!

Doskonale!

Sto lat, przyjacielu!

Co ty wyprawiasz?

Przepraszam, zaskoczyliście mnie.

To obraza!

Teraz wszedłeś do rodziny.

Antoine, powiemy ci jedno.

W Paryżu rzucimy publiczność na kolana.

Gratuluję wam wytrwałości. Bez niej nie osiągnęlibyście niczego.

To będzie fantastyczny występ! A wasza solidarność, lojalność...

To wzrusza.

I co? Biorę to!

Biorę to!

Sukces murowany.

Wysoki Sądzie, załatwione:

24 kwietnia, nasze gwiazdy na Stade de France.

Plus zagraniczni goście. Że nie wspomnę...

- Tego nie możemy ujawniać. - Ale możemy dać dwa bilety.

Wszystko w rękach Wysokiego Sądu.

Uważnie przestudiujemy całą dokumentację,

ale muszę uprzedzić, że otrzymaliśmy plan

przejęcia spółki przez tu obecnego pana Michaela Marciano.

Jest gotów kupić firmę.

Za gotówkę. Naturalnie, z gwarancją zatrudnienia.

Na dwa dni.

Miło ze strony pana Marciano,

ale sami sobie poradzimy.

Dziękujemy, panie Marciano.

Następna sprawa!

Dokonaliśmy niemożliwego: mamy stadion narodowy.

Umowy z partnerami.

- Zagraniczne gwiazdy. - Tak.

Kool & The Gang, Bonnie Tyler.

- Madness. - Kto?

Madness! Musisz znać!

- Samantha Fox. - Lionel Richie.

- Wolę Samanthę. - I będziesz ją miał.

Sęk w tym, że amerykańskim gwiazdom trzeba płacić z góry. Gotówką.

Ile?

400 tysięcy-

Lubię was, ale to nie przyjdzie.

Wyłożyliśmy 300 tysięcy z własnej kieszeni!

A konkretnie Vincent.

Mówię wam, to nie przejdzie.

Rozumiemy.

Moje mieszkanie jest warte 800 tysięcy.

Sam przyznałeś mi kredyt. A po przeróbkach nawet więcej.

Dam je jako zabezpieczenie. Dogadaliśmy się?

Nie. Ale mam inny sposób.

Znam notariusza, który ci je sprzeda.

Tylko cena musi być odpowiednia.

- Jak się nazywa? - Kauzyperda. Swietny gość.

- Zgrywasz się? - Tak ma na nazwisko.

Za nic nie sprzedam mieszkania.

- To twoje ostatnie słowo? - Tak.

Oczywiście.

Wartość rynkowa wynosi 800 tysięcy euro.

400 tysięcy, nie jest źle.

Wyluzuj, Vincent.

Jeśli będziesz tak ściskał tę walizkę,

w Los Angeles ją przeszukają i rąbną kasę.

400 tysięcy?

W tej walizce mam dorobek życia! Spłacałem ten kredyt przez 10 lat.

Wiem, ale...

Zechce pan umieścić walizkę w schowku?

- Nie trzeba, nie przeszkadza mi. - Już otwieram...

- Naprawdę, nie przeszkadza mi. - Przykro mi, takie są przepisy.

- Pomogę. - Nie trzeba.

Nie stać nas na limuzynę.

- Mamy forsę. - Ja mam, ty nie.

Nie trzeba, potrzymam.

Nie wypuszczę jej z rąk.

1313 Robert Street! To adres Kool & The Gang.

Na pewno chcecie tam jechać?

To moja dzielnica. Szemrana okolica.

Willy wyjątkowo nie nawalił.

- Serio, chcecie tam jechać? - Jasne!

Ja będę mówił, bo twój angielski...

Ile się należy?

Sto.

160. Dobry napiwek.

Dziękujemy-

Stuknięci Francuzi.

To na pewno tu?

Tak powiedział Willy.

Wygląda dość niepozornie.

A motocykl wygląda niepozornie?

Przybij piątkę-

Zostawię ci tę przyjemność.

Czego?

Kool & The Gang.

Nie jestem cool i nic nie wiem o żadnym gangu.

Jesteśmy francuskimi producentami.

- Mamy spotkanie z Jamesem Taylorem. - To nie jest James Taylor.

To Robert Bell.

Producent Jeana Pierra'a Madera.

Kool & The Gang.

Jasne, jesteśmy cool, a gang już czeka.

Jesteśmy francuskimi producentami... To na pewno tu?

Mogło zajść nieporozumienie.

Nie, potrzymam.

Potrzymam.

Oni chyba nie są cool.

Nie musicie otwierać. Proszę ją zostawić.

Jesteśmy producentami Petera i Sloane.

To nic im nie mówi.

Znacie Desirless?

Proste włosy, popularna we Francji.

Nie jesteście Kool & The Gang.

Stuknięci Francuzi.

Świetnie się bawimy, ale musimy wracać.

Siema, ziom, jestem bratankiem Woofie'ego.

Idziemy!

Jazda!

Masz szczęście, że znam Woofi'ego.

Walizka!

Żabojady! Co to za gówno?

Pusta w środku! Zabieraj!

Dzięki za wizytę, ziom.

Przyznaj, obleciał cię strach.

Co was tak śmieszy?

To był gang! Mogli was zabić.

- Nadstawiłem dla was karku. - To nie nasza wina.

Szukaliśmy Kool & The Gang.

Tych od "Celebration"? Kapeli?

Tak.

Macie szczęście, dziś o ósmej grają w Tropicanie, w Las Vegas.

Kuzyn jest tam ochroniarzem.

Znasz ich?

- Chcecie się z nimi spotkać? - Tak!

To jedziemy do Vegas, żabojady.

Narwani, to lubię!

Jesteśmy umówieni z panem Jamesem Taylorem.

Nie, z Taylorem Jamesem. Robertem Bellem.

Kumple Marcusa?

Spytaj go.

Ile piosenek będzie?

Chodzi o dwa wieczory.

Nie, jeden.

- Francuzi was kochają. - A my ich.

- Duża widownia? - 80 tysięcy.

Więcej!

Stawka musi być wyższa.

To dobry deal.

- Podpisujemy? - Zgoda.

W porządku?

Chcą przybić piątkę.

I prywatny samolot.

Easy Jet.

Nie Easy, prywatny! W obie strony!

Do zobaczenia w Paryżu!

Dziękujemy-

Czekaj.

To Guitera.

Właśnie wyszliśmy z koncertu Kool & The Gang.

Są superfajni.

Genialnie! Brawo!

Podpisaliśmy kontrakt!

Jaka pogoda w Vegas?

- Piękna! - Środek nocy.

Wyciągnąłeś forsę?

Nic nie słyszę, straszny hałas!

Szkoła!

Zrobiłeś przelew?

Zarząd się nie zgodził. Nic z tego.

Jak to?

Tak to. Nie przeszło.

Zgrywasz się?

- Sprzedałem dom! - I głupio zrobiłeś!

Jak to? Sam mi kazałeś!

Dzwoniła Nathalie.

Straciliśmy arenę. Zabrali nam Stade de France.

Antoine właśnie powiedział, że nie mamy stadionu.

Pomagam wam od 20 lat.

Stawałem dla was na głowie, ale mam dość!

Przebrała się miarka! Koniec!

Rozłączył Się-

A nam zostały tylko dwa dni.

Przepadliśmy.

Wszystko skończone.

Mam pomysł.

Zabrali nam stadion, mamy dwa dni.

- Przepadliśmy. - Mylisz się, mam wyjście.

Jakie?

KASYNO

Nie.

Wykluczone, Antoine.

- Wszystko na czerwone. - Nie.

Masz lepszy pomysł?

Nie.

Ile tam jest?

113 tysięcy.

Fatalnie, trzynastka przynosi pecha.

- Zostało nam coś? - Nie wiem.

- Ja nie mam nic. - Nic?

Dwa tysiące, ale wszystkiego nie postawię.

Właśnie że tak. 115.

- Dziękuję. - Bardzo dziękujemy.

Wszystko na czerwone?

Pamiętaj!

Czerwone!

Zostanę, nie chcę na to patrzeć.

Wszystko na czerwone!

Przyjmujemy zakład.

Czerwone!

Czarne! Wszystko na czarne!

Proszę! Czarne!

Czerwona trójka!

Czerwone! Wygraliśmy!

Wygraliśmy:

Co znowu? Chyba tego nie zrobiłeś?

Czarne. Postawiłem na czarne.

- Dlaczego? Umawialiśmy się! - Jestem czarny. Jestem czarny.

Kto cię prosił?

Wszystko musiałeś zepsuć?

Dla nas przygoda ze Stars 80 dobiegła końca.

Ale nie martwcie się: koncert się odbędzie.

Marciano spłaci długi.

Oczywiście, musieliśmy oddać swoje udziały,

ale poza tym nic się nie zmieni.

Willy wciąż będzie wam matkował.

Z waszego punktu widzenia będzie jak dawniej.

Nieprawda! Was już nie będzie.

- Przydadzą nam się wakacje. - Co masz na myśli?

- Przecież wiesz. - Nie.

Czemu wcześniej nie powiedzieliście?

- Spytajcie Antoine'a. - To nie w porządku!

Po tylu latach chyba zasłużyliśmy na odrobinę zaufania!

Najpierw ukrywacie chorobę Antoine'a,

potem sprzedajecie firmę za naszymi plecami.

Jaką chorobę? Antoine, jesteś chory?

Powiedz.

Skądże.

Nie wypieraj się. O wszystkim wiemy.

- Co znów naściemniałeś? - Nic! Bracia syjamscy.

- Przyznaję, to ja, ale nic poza tym. - Pięknie.

On to wymyślił. Nie miałem z tym nic wspólnego.

Przestańcie, Willy wszystko nam wyjaśnił.

- Co im powiedziałeś? - [Gadaj.

Co im powiedziałeś?

Choroba Antoine'a to kolejna ściema?

- Pięknie! - Co jeszcze wymyśliliście?

Nie wiem! To on!

Nie miałem z tym nic wspólnego! Choroba?

Nie masz wstydu!

Najwyraźniej jednak wam na nas nie zależy.

Sprzedaliście nas Marciano, będziemy z nim pracować.

Tchórze i oszuści. Nie ma po kim płakać.

Jean ma rację. Żałosne złodziejaszki.

Zawsze możesz na mnie liczyć.

Panie mecenasie, potwierdza pan,

że pańscy klienci rezygnują z planu spłaty długów spółki Stars 80?

Tak, Wysoki Sądzie.

A pan Marciano jest jedynym chętnym do jej przejęcia?

Nie, Wysoki Sądzie. Mecenas Magneron,

przedstawiciel innego kandydata do przejęcia długów spółki.

Wykluczone, sprawa jest już zamknięta.

Nie, jest otwarta do dziś do południa.

Można wiedzieć, kim jest ów kandydat?

Tak, Wysoki Sądzie. Tu obecny pan Willy Burtin.

Dzień dobry, Wysoki Sądzie. Willy Burtin, reflektant.

Zgromadziłem środki na spłatę długów spółki Star 80

i ręczę, że nikogo nie zwolnię.

Nawet ich.

I co z tego? Podpisaliśmy umowę!

Sąd przeanalizuje obie oferty

i podejmie decyzję.

Ośmieszyliście mnie,

ale nie powiedziałem ostatniego słowa!

Jeszcze się spotkamy!

To wasi nowi akcjonariusze.

Wypadałoby poinformować Antoine'a i Vincenta,

że wybraliście mnie na prezesa. Teraz ja tu rządzę.

TRIUMF

Jestem gotów.

Pięknie wyglądasz.

L Jak? W porządku?

- Duża widownia? - 50 tysięcy.

Serio. Fantastyczny wynik.

Do zobaczenia.

- Podobno przyszło trzy tysiące osób. - 50 tysięcy.

Genialnie!

- A wy jak się czujecie? - Znakomicie.

Wszystko w porządku?

Świetnie wyglądasz.

Dajcie dzisiaj czadu. Liczę na was.

Gotowy?

- Brawa dla niego! To jego zasługa! - Nieprawda.

Ładny.

Nie ma Bonnie Tyler.

Nie ma jej. To kto na finał?

Niech pani ściągnie Willy'ego.

- Kogo? - Producenta.

- Pana Burkina? - Tak. Proszę zawołać pana Burkina.

Szukaliście mnie.

Co z finałem, Willy? Nie ma?

Nie, to nie koniec, to apoteoza.

To nie koniec, to apoteoza.

Dziękuję.

Dziękuję, dzieciaki.

Bardzo was kocham.

Wszystkich.

Dziękuję, Stade de France.

Dziękuję, Stars 80.

Wersja polska: platforma nc + Tekst: Anna Maria Nowak

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.