Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
9-1-1, co się stało?
Halo?
Jest tam ktoś?
Proszę. Potrzebuję pomocy.
Oczywiście. Nazywam się Maddie, a ty?
Możesz mówić do mnie John.
Skąd dzwonisz, John?
Chyba nie powinienem mówić.
Chcę tylko, żeby to się skończyło.
Czy myślisz o zrobieniu sobie krzywdy?
Każdego dnia.
Nienawidzę tego, kim się stałem.
Nie wiem, nie wiem. - Powiadom centrum reagowania kryzysowego.
Mój rozmówca mówi, że nazywa się John.
Chyba to jest nieprawda. Rozważa zrobienie sobie krzywdy.
Czy masz jego lokalizację?
Namierzam jego telefon.
Jednostka będzie w gotowości.
John,
chcę, żebyś wiedział, że jestem tutaj dla ciebie, dobrze?
Nie jesteś sam.
Wiem. W tym problem.
Tym razem nie chciałem jej zabrać.
Nie zamierzałem, ale wyglądała tak słodko, na zagubioną.
Kim ona jest?
Powiedziała, że ma na imię Jayna.
Boję się, że zrobię coś strasznego.
To nie jest próba samobójcza, to porwanie.
- Co? - On ma tam kogoś ze sobą,
prawdopodobnie nieletnią o imieniu Jayna. Słyszę jak krzyczy.
Nie. Myślę, że jest naprawdę dobrą osobą.
- Mam jego lokalizację. - Dobrze, trzymaj go na linii.
John, opowiedz mi o Jaynie.
Do wszystkich jednostek, kod trzy.
Odpowiedź na wezwanie na 121 Blythe Avenue.
Potencjalne przetrzymywanie zakładników.
Podejrzany to niebezpieczny mężczyzna, może być uzbrojony.
727-L-30 w drodze.
Myślałem, że mogę ją uratować,
ale oni nie chcą zostać ocaleni.
Nie chcą, prawda, Maddie?
Każdy chce być ocalony.
Myślę, że ty też chcesz, dlatego do mnie zadzwoniłeś.
Wiem, że nigdy nie trafię do nieba,
ale może powinienem ją tam wysłać.
Zostań ze mną.
Słuchaj mojego głosu.
Dobrze? Jestem tutaj z tobą.
Przejdziemy przez to razem.
Ty, ja i Jayna.
Wiem, że namierzasz to połączenie.
- Nie robię tego. - Kłamiesz.
Policja już jedzie.
- Wiem, że tak. - Nie.
Policja pojedzie tam, gdzie im powiem, a...
jeśli wypuścisz Jaynę,
dopilnuję, żeby nigdy cię nie znaleźli.
Nie wierzę ci. Myślisz, że jestem potworem.
Nie. Nie myślę tak.
Rozumiem cię.
Jak możesz?
Bo wiem, jak to jest...
chcieć ochronić dziecko...
ale jednocześnie wiedzieć, że to ty jesteś zagrożeniem.
Co zrobiłaś?
Uciekłam.
Uciekłam od wszystkiego.
Więc teraz mówię to samo tobie, dobrze?
727-L-30, jak blisko jesteś?
Trzy przecznice od celu. Wyłączam syreny.
Po prostu uciekaj.
Ucieknij, a ja dopilnuję,
że policja nigdy cię nie znajdzie.
Nie byłam potworem.
Ty też nim nie jesteś.
- Co z Jayną? - Zajmę się nią.
Obiecuję.
I nie wyślesz za mną policji?
Dałam ci słowo.
Centralo,
nikogo tutaj nie ma.
Jesteś pewna, że jesteście pod dobrym adresem?
Tak.
Przeszukaliście teren?
Nie ma czego.
To pusta działka.
Skłamałaś.
Powiedziałaś, że nie wyślesz policji. Skłamałaś.
- Obserwuje ich. - Uwaga, podejrzany,
może was obserwować.
Myliłaś się, Maddie.
Jestem potworem.
Hej, John, proszę, posłuchaj mnie.
Nie. Skończyłem słuchać.
9-1-1 08x09
--BlueSquad-- .:StormSubs Team:.
Tłumaczenie: Justi, Werusek, Forez, Meg Korekta: Fretka
To trochę dziwne, prawda? Co innego dostać
zaproszenie do znajomych od byłego szefa, ale Gerrard?
Na każdym zdjęciu na jego profilu trzyma rybę, którą złowił.
Spójrz na to.
Czekaj, ciebie też zaprosił?
Szesnaście kilometrów od domu moich rodziców.
Świetna lokalizacja w El Paso. Co sądzisz?
Trochę zaniedbany, nie sądzisz?
To wszystko, na co mnie stać.
Może powinieneś dalej szukać.
Jest do remontu. Mogę go zrobić.
No nie wiem. Remont to zawsze ryzyko.
Obejrzałem wszystkie odcinki programu „Nasz Nowy Dom”.
Ludzie zawsze mają problemy z podłogą.
Wpłaciłem już zaliczkę.
Czekaj, czyli to naprawdę się dzieje?
No tak. Oczywiście.
Rozmawiałeś już z kapitanem?
Nie. I...
proszę, nie mów o tym nikomu.
Dobra? Chcę najpierw wszystko załatwić, zanim złożę wypowiedzenie.
To znaczy, to dość duża sprawa. Co jeszcze?
Podpisałem nową roczną umowę wynajmu tutaj.
Jeśli nie znajdę nikogo, kto przejmie mieszkanie,
stracę dużo pieniędzy, z czym będę musiał
się pogodzić, bo nie chcę być
rodzicem przez kamerę. Muszę tam być.
Więc znajdziemy kogoś na twoje miejsce.
To nie może być takie trudne.
Mogę pomóc.
- Tak? - Tak.
Wiesz, załatwimy to razem.
Jeden, dwa ciosy, jak bracia Scott.
Tak.
Dzięki, stary.
Nie wiem, co ja bez ciebie zrobię.
Hej, kolego.
Mam cię.
9-1-1, co się stało?
Wyślijcie kogoś do pomocy!
Oczywiście. Może mi pani powiedzieć gdzie?
Do pomocy!
Schronisko dla zwierząt Wilshire. Pali się!
Centralo, budynek jest mocno zajęty ogniem od strony Bravo-Charlie.
Proszę o wysłanie dodatkowej jednostki ratunkowej i służby dla zwierząt.
Dwadzieścia osiem jest nadal w środku.
Buck, Eddie, akcja poszukiwawczo- ratunkowa. Weźcie piłę rotacyjną.
Psy są w dwóch pomieszczeniach.
Jak dojdziecie do głównego kojca, skierujcie się
- do pokoju kwarantanny. - Zrozumiano.
Hej, mam tu jednego.
W porządku, kolego. Proszę, mam cię.
Tak, weszliśmy.
Chodź tutaj, wielkoludzie.
Proszę bardzo. Mam cię.
Właśnie tutaj.
Chodź kolego. Wychodzimy.
Dobry chłopiec.
Hej, hej.
W porządku, kolego. Mam cię.
Wszystko dob... Hej!
- Mamy uciekiniera. - Buck!
Hej, kolego. Hej, no dalej, gdzie idziesz?
Nie, nie, nie! Wracaj.
Tutaj, chłopcze. No dalej.
Nie skrzywdzę cię.
- Mają jakieś objawy zatrucia dymem? - Widzę machające ogony.
Podłączyłam tlen,
ale chyba wyciągnęliście ich na czas.
Gdzie jest Buck?
Pobiegł za przybłędą.
Tutaj jesteś.
Chodź kolego. Wszystko dobrze.
Buck, jak sytuacja?
Dach się rusza!
Ty też powinieneś.
Dobra.
Widzisz? Jestem zwykłym człowiekiem.
Buck, odbiór?
No dalej, Buck.
Idzie.
Wszystko dobrze?
Tak. Tak.
Wystraszyłeś nas, chłopaku.
Przepraszam.
Mówiła do psa.
Dziękuję wam bardzo. Zajmiemy się nim.
Dobrze, kolego, teraz z nimi pójdziesz, dobra?
Dobry chłopiec.
- Hej, gdzie go zabieracie? - Do El Segundo.
Nasze siostrzane schronisko nam na razie pomaga.
- I co potem? - To, co zawsze.
Pozostaje modlić się, że znajdzie dom.
Dziękuję, że to zorganizowałaś, szczególnie, że wiem,
że to, co tam powiem może wydawać się szalone.
Cóż, policjanci są przyzwyczajeni do słuchania szalonych rzeczy.
Opowiedz mi o tej detektyw zajmującej się zaginionymi osobami.
Detektyw Amber Braeburn.
Znam ją tylko z opowieści, ale jest tropicielką.
Twarda, bezpośrednia i nie znosi głupców.
Wcale nie sprawiasz, że mniej się denerwuję.
Nie, jesteśmy w dobrych rękach.
Odnalazła więcej zaginionych dzieci niż ktokolwiek inny w ciągu 15 lat
i była pierwszą osobą w swoim departamencie,
która podniosła rękę, gdy powiedziałam,
że to może być coś więcej niż oszustwo.
- Sierżant Grant. - Detektyw Braeburn.
Amber. Legendę o Athenie Grant słyszałam od lat.
- Miło wreszcie cię poznać. - Wzajemnie.
A to jest Maddie Han, dyspozytorka, która przyjęła zgłoszenie.
Ciebie również miło poznać.
Jesteś świetna w tym, co robisz.
- Słuchałaś zgłoszenia? - Wielokrotnie.
Sposób, w jaki nawiązałaś kontakt z porywaczem,
zdobyłaś jego zaufanie... mistrzostwo.
Zdobyłam, a potem straciłam.
Popełniłam wielki błąd.
Okłamałam go.
Posłuchaj. Namierzyłem twój telefon i wysłałem policję na twój adres.
Jeśli tkniesz tę dziewczynę, przysięgam, zapłacisz za to.
Wiem, że nie możesz mi pomóc.
Osądzasz mnie. To nie ma sensu.
Przepraszam, Holly. Przepra...
I jesteś pewna, że to ten sam głos?
Nie mam wątpliwości.
Ale to zgłoszenie wpłynęło do dyspozytorni w LA dziesięć lat temu.
Policja przybyła na miejsce i dom był opuszczony.
Holly Martinez.
Znaleziono ją pięć dni później w Griffith Park.
Pamiętam. Blisko karuzeli.
Brak śladów gwałtu i tortur, po prostu zabita i porzucona.
Dwa telefony w ciągu dziesięciu lat. Jeśli jest tym, za kogo go uważamy,
to jest to dość długi okres ciszy.
Tak, też o tym myślałam, sprawdziłam Reddita dla dyspozytorów
i zapytałam, czy ktoś kiedyś odebrał podobne połączenie
od osoby, która mówiła płaczliwym głosem.
No i?
Dyspozytor z Portland.
Trzy lata temu, z fałszywego numeru.
Powiedział, że porwał kogoś o imieniu Angie.
Tydzień później ciało Angie Bixby znaleziono porzucone w lesie.
Tydzień po tym, jak zadzwonił pod 911.
On chyba nie chce robić tego, co robi.
Albo chociaż jakaś część jego.
Może dlatego trzyma je tak długo.
Próbuje ich nie zabijać.
Myślisz, że Jayna może jeszcze żyć?
Muszę w to wierzyć.
Nie zgłoszono w okolicy zaginięcia żadnej Jayny.
Nie w okolicy.
Jaynę Whitlock widziano po raz ostatni dziewięć dni temu
na przystanku autobusowym w Bakersfield.
Zabierzesz mi tę robotę.
- Nie, to nie może być takie proste. - Co?
Richard Bullock.
Częsty podróżnik samolotowy i zarejestrowany przestępca seksualny.
Mieszka w hotelu dla przechodniów,
tuż przy dworcu autobusowym w centrum miasta.
Powiązałam go z trzema innymi uciekinierkami, które zaginęły.
A hotel był ostatnim znanym adresem dla wszystkich z nich.
Od dawna poluję na tego gościa.
Nie wiem.
Może chcę, żeby to był on.
Wygląda na to, że będziemy musiały wezwać go na przesłuchanie.
- Zgadzam się. Niestety nie mogę. - Co? Dlaczego nie?
Ponieważ wielokrotnie próbowałam go dopaść i nie znalazłam nic,
a on wniósł przeciwko mnie skargę.
Nie mogę się do niego zbliżać bez twardych dowodów,
w przeciwnym razie zostanie to uznane za nękanie.
Ktoś inny musi z nim pogadać.
Nigdy nie odmówię odrobiny nękania.
Dobra, co myślisz?
Kwieciście.
Kwieciste „Przejmij umowę najmu” czy „Przykro mi, że twoja mama umarła”?
Pierwsze.
- Dobra, poradzisz sobie. - Do dzieła.
- Cześć, jestem Eddie. - Cześć, Kayla.
Woda i internet są wliczone w cenę?
Parking też.
- Przyda się na imprezę. - To nie będzie konieczne.
- Nie masz auta? - Przyjaciół.
Uwielbiam ten łukowaty otwór drzwiowy.
Jest nawet miejsce na fortepian, kochanie.
- Grasz? - Ona gra, ja słucham.
Nie stawiajcie tylko w tamtym rogu.
Podłoga trochę skrzypi.
Dla nas najważniejsza jest społeczność.
- Rozumiem. - W okolicy jest wiele
dzieci w podobnym wieku.
Najlepsza szkoła podstawowa tuż przy ulicy.
A niedaleko znajduje się plac zabaw.
Tak. Jesteśmy teraz w fazie wielkich drabinek.
Co? Ja też.
- Spoko. - Co z kuchnią?
Kuchnia jest tutaj.
- Spodoba ci się. - Naturalne światło.
Nie jest to kuchnia dla szefa kuchni, ale spełni swoje zadanie.
Czym się pan zajmuje?
Jestem szefem kuchni.
Fajnie, że to bezpośrednia droga do LAX. Dużo podróżuję służbowo.
To jest świetne. Wiesz, jeśli posłuchasz,
możesz nawet usłyszeć samolot nad głową.
Poczekaj, jest na trasie lotu?
- Nie na. - Tylko pod.
Jesteście blisko z sąsiadami?
Znam prawie wszystkich.
Albo przynajmniej tak ci się wydaje?
Co to znaczy?
Tak, był taki jeden sąsiad, Jim.
Ale mieszkał na samym końcu ulicy, więc...
Posłuchajcie. Reagujemy na pożar w domu tego gościa.
Jesteśmy strażakami.
Facet prowadzi laboratorium metamfetaminy w swoim garażu.
Jest szefem stowarzyszenia sąsiedzkiego.
- Szaleństwo, prawda? - Owszem.
To się nie uda.
Powiedz pa. Chodź Teddy.
- Mogę pomalować jeszcze raz. - Nie trzeba.
W porządku, idziemy.
- Dziękuję, za... - Dobra, pa.
- Chłopie, co ty robisz? - Myślałem, że ją mamy.
Co masz na myśli?
Sabotowałeś każdy z pokazów domu.
- Sabotowałem? - Meth Lab Jim?
Daj spokój, to zabawna historia. Pokazuje, że sąsiedztwo ma charakter.
Ostatni. A ty wychodzisz.
Nie. Daj spokój, pomogę.
Idź, proszę. Poradzę sobie sam.
- Hej, zapraszam. - Cześć.
- Jestem Nick. Moja żona Kelly. - Witajcie.
- Co jest z nim nie tak? - Nie tak?
Mój mąż miał na myśli to,
że skoro dom jest świetny, to po co chcesz go podnająć?
- Przenoszę się do Teksasu. - Za pracą?
Za rodziną.
To do LA przyjechałem za pracą.
Ale nic mnie tu już nie trzyma.
Wszystko, co ma znaczenie jest w Teksasie.
Pokażę wam kuchnię.
- Tak, jesteś uroczy. - Hej, znam tego pieska.
Dalej śmierdzi dymem. Co tu robi?
Buck go uratował.
- Wiem, byłem tam. - Nie, ze schroniska.
Adoptowałeś go?
- Buck to dumny psi tata. - Serio?
- Tak, wydajesz się zaskoczony. - Nie, tylko
nie wspominałeś, że o tym myślisz.
Muszę ci się ze wszystkiego tłumaczyć?
Ale mnie by wypadało.
Zwłaszcza, jeśli chcesz go tu przyprowadzać.
Kapitanie, spójrz na niego.
Każda remiza potrzebuje psa.
Gdyby to był dalmatyńczyk i gdyby to był początek XX wieku, być może.
Dlaczego we wszystkich remizach były dalmatyńczyki?
Uspokajały konie ciągnące pojazdy.
- No to ten pies uspokoi Bucka. - Dokładnie.
To mój najlepszy przyjaciel. Prawda, Płomień?
- Prawda? - Płomień?
Tak, Płomień. Ze względu na sposób, w jaki się poznaliśmy.
Kapitanie, nie będę go przyprowadzał codziennie.
Nie chcę go chwilowo zostawiać samego.
Nie chcę, żeby pomyślał, że go porzucam.
Myślałem, że twój gospodarz nie pozwala na trzymanie zwierząt.
- Owszem. - Więc to nie problem?
Jeśli będzie - to się przeprowadzę.
Przeprowadzisz się? Dla psa?
- Tak, Eddie. Przeprowadzę się. - Spoko.
Nie tylko ty możesz to zrobić.
- Czegoś tu nie ogarniamy? - Przeprowadzasz się?
Tak. Nie byłem jeszcze gotowy, żeby cokolwiek powiedzieć,
ale czas i tak lepszy chyba nie będzie.
Kapitanie, muszę złożyć wypowiedzenie.
- Co? - Nie.
Wracam do Teksasu.
Christopher jest tam tylko ze względu na mnie.
I dobrze mu się wiedzie.
Nie chcę go stamtąd wyrywać.
Muszę wychować mojego syna.
Oczywiście.
Tak.
To dobra decyzja. Jesteś dobrym ojcem.
- Będziemy tęsknić. - To prawda.
Dzięki. I to raczej trzy tygodnie. Muszę jeszcze wynająć mieszkanie.
- Nie spiesz się. - Spadł ze mnie ogromny ciężar.
Dzięki, Buck.
Richard Bullock, jesteś w środku?
Policja, otwórz.
Richie już tu nie mieszka.
Wiesz, gdzie się przeniósł?
Liczę, że gnije w piekle. Ty też możesz tam iść.
Odejdź! Nie gadam z glinami!
Mogę zapewnić ci coś, czego pragniesz.
- Niby co? - Zemstę.
Wejdź.
Napije się pani kawy?
O ile nie jest zatruta. I mów mi Athena.
Jestem Isabelle.
- Jak długo go nie ma? - Richiego?
- Wyrzuciłam go dwa tygodnie temu. - Co się stało?
Przyłapałam go, jak podrywał jakieś dziewczyny.
Wyglądały na 15 lat, więc miarka się przebrała.
Kontaktował się potem?
Dzwonił kilka razy w weekend.
Płakał i błagał, żebym go przyjęła z powrotem.
- Ale go zablokowałam. - Dziękuję.
Płakał?
O tak. Szlochał jak mały bachor.
Kiedyś mnie ruszało, ale teraz to żałosne.
- Masz nagranie z poczty głosowej? - O co tu chodzi, Atheno?
Rozpoznajesz tę dziewczynę? Może widziałaś ją w motelu.
Nie. Może? Nie wiem.
Tyle dzieciaków tu się przewija, a ja pracuję na nockach.
Ten zboczeniec zaczepiał tę uroczą dziewczynę?
Mógł zrobić coś gorszego. Zaginęła dziesięć dni temu.
Myślisz, że ją porwał?
Gorzej?
Musimy go znaleźć.
Więc jeśli wiesz, gdzie jest, musisz mi powiedzieć.
Wchodzimy. Karetki w gotowości?
Tak, dwie. Jeśli potrzeba więcej, dajcie znać.
Oby nie były potrzebne.
- Policja! - Richard Bullock, pokaż się.
Czysto.
Czysto.
Chyba się spieszył.
Spójrzcie.
Nie skończył jeść. Zapomniał leków.
- Może jego była go ostrzegła? - Możliwe.
Mam coś!
Krew.
Krew Jayny.
To jej portfel.
Obiekt zabezpieczony. Funkcjonariusze bezpieczni.
Bullock uciekł i zabrał Jaynę ze sobą.
911, co się stało?
To ty, Maddie?
Tak.
Dzięki Bogu. Cztery razy próbowałem.
Jesteś Richard.
Naprawdę się starałem. Trzymałem ją przy życiu dłużej niż inne.
Zrobiłeś jej krzywdę?
Jeszcze nie, ale nie mogę dłużej czekać.
GPS wskazuje na 1504 St. George.
Opuszczony dom jednorodzinny. Adres może być fałszywy.
I tak wysyłam wszystkich.
Do wszystkich jednostek, kod trzy. 1504 St. George, bez syren.
Richard, rozmawiaj ze mną. Mamy dużo czasu.
Nie dam się znowu nabrać. Wiem, że rozmawiałaś z Isabelle.
Wiesz, że jest narkomanką?
Co ci nakłamała? To samo, co mi?
Za ile będzie najbliższy patrol?
Dwanaście minut. Jeśli to właściwy adres.
Duże założenie.
Wszystko w twoich rękach.
Richard?
- Wysyłasz policję, prawda? - Tak.
Ale oboje wiemy, że niczego nie znajdą.
Może coś znajdą.
Nie okłamuję cię już więcej.
Przepraszam, jeśli cię zraniłam.
Zraniłaś. Zadzwoniłem po pomoc.
Uwierzyłem ci, a ty mnie zdradziłaś.
Nie chciałam abyś cierpiał.
Chciałam tego samego, co ty: uratować Jaynę.
Powiedziałeś, że nie chcesz jej skrzywdzić.
Wiesz, że przy przecięciu tętnicy szyjnej,
może minąć dziesięć minut, zanim się wykrwawisz?
To straszne. Nie chcę, żeby to ją spotkało.
Oczywiście, że nie chcesz.
Wyobrażasz sobie, że twoja córka przez to przechodzi? Jee-Yun.
Nie potrafię.
Tym razem mam broń. To będzie szybkie i bezbolesne.
Ciii, ciii. Wszystko będzie dobrze.
Poczekaj. Richard, posłuchaj mnie.
- Co innego mam zrobić? - Chciałeś znaleźć z tego wyjście.
Dużo o tym myślałam.
Mogę pomóc ci to zakończyć.
- Nie mogę iść do więzienia. - Nie mówię o więzieniu.
Jest tylko jeden sposób na ten ból.
- Jaki? - Wiesz jaki.
Odpowiedź trzymasz w ręce. Będzie szybko i bezboleśnie.
Dlaczego nakłaniasz mnie do czegoś takiego?
- Mówiłaś, że nie jestem potworem. - Jest w tobie dobry człowiek,
który nie chce nikogo skrzywdzić. Dlatego do mnie zadzwoniłeś.
Ale to grzech. Nie trafię do nieba.
Bóg zrozumie.
Musisz być odważny. Musisz pokonać potwora.
Zrób to dla Jayny. I dla innych dziewczyn.
Szybko i bezboleśnie.
- Nie mogę tego zrobić. - Możesz, Richardzie.
Koniec łez.
Tylko spokój.
Pokonaj potwora, Richardzie.
Jesteś tam?
Powiedz coś!
- Maddie. - Athena?
Policja jest na miejscu.
A Bullock?
Nie żyje. Postrzał.
Wygląda na samobójstwo.
A Jayna?
Dam ci znać.
Funkcjonariuszu.
Już dobrze, Jayna.
Jesteś bezpieczna.
Chcę do mamy!
Mam Jaynę Whitlock, żyje.
Karetka jest w drodze.
Mogli go powstrzymać.
Nie musieli.
Bo ty to zrobiłaś.
Co ja zrobiłam?
To, co robisz zawsze.
Uratowałaś życie.
Dobrze. Dzięki za informację.
Lekarze wciąż badają Jaynę, ale nie znaleźli poważnych obrażeń.
Więc...
- Bullock jej nie skrzywdził? - Nie fizycznie. Dzięki Bogu.
Będzie potrzebowała czasu, ale rany emocjonalne się zagoją.
To najlepszy scenariusz, na jaki mogliśmy liczyć.
Może.
Powinnam być kołem ratunkowym dla dzwoniących ludzi.
Zamiast tego, przekonałam go...
Gdybym utrzymała z nim rozmowę jeszcze przez dwie minuty,
weszlibyście przez drzwi.
Tylko, że nie było powodu, żebyś myślała, że wejdę przez te drzwi.
Sfałszował inne wezwania.
- Czemu więc teraz nie? - Może z tego samego powodu,
dla którego nadal dzwonił pod 911.
Chciał zostać zatrzymany.
W każdym wypadku to byłby jego koniec.
Wiem, że nie był złym gościem.
Ale ta odraza w jego głosie... była surowa.
Była taka prawdziwa...
Już na zawsze będę miała jego głos w głowie.
Pokaż jej.
Nie upublicznialiśmy tego, ale..
powinnaś coś zobaczyć.
Znaleźliśmy wodoodporny worek
w spłuczce toaletowej Richard Bullocka po napadzie.
W środku były trofea.
Szkolna legitymacja Holly Martinez.
Prawo jazdy Angie Bixby.
Dziewczyna z Portland.
Nie wiemy, do kogo należały te włosy
czy ten breloczek, ale technicy nad tym pracują.
Są inne ofiary.
Pomogłaś zatrzymać potwora, Maddie.
Dzięki tobie,
żadne zagubione dziecko już więcej nie ucierpi z jego rąk.
Idź do domu, Maddie.
Przytul mocno córeczkę.
Wypij sobie dużą szkocką.
Przybij piątkę, brawo.
Dobry piesek, Płomień. Dajesz radę, trzymaj.
Kto by pomyślał, że jesteś taki mądry?
Uczysz go wszystkiego, co wiesz?
Wie, jak zostać.
W przeciwieństwie do niektórych.
Masz mi coś do powiedzenia, Buck?
Nie. Nie całkiem.
Mówisz głośniej, gdy kapitan jest w pobliżu. O to chodzi?
Lubisz obgadywać mnie za moimi plecami.
Słyszałem, co mówiłeś tym wynajmującym, Eddie.
O czym mówisz?
„L.A. było szansą na pracę.
Nie mam tu żadnych więzi.
Wszystko, co się liczy, jest w Teksasie”.
Twoje słowa, prawda?
Boże.
Szpiegowałeś mnie.
Nie szpiegowałem.
Wiesz co? Wszystko w porządku.
Też cię nie potrzebuję.
Bo mam Płomienia. Mam go.
Hej, hej! Płomień!
Płomień! Hej, hej, hej!
Bingo, chodź.
Bingo!
To naprawdę ty.
Bardzo za tobą tęskniłam, piesku.
Nazwałem go Płomień.
To też mu pasuje.
Przestraszył się fajerwerków wystrzeliwanych przez sąsiadów.
Przecisnął się przez płot.
Dużo zwierząt ucieka od swoich ludzi przez fajerwerki.
Skąd wiedzieliście, gdzie go znaleźć?
Sprawdzaliśmy każde schronisko po tej stronie miasta.
To spalone też.
Rozpoznali go, powiedzieli nam, gdzie go przenieśli,
ale pan nas wyprzedził.
Ma ogromne szczęście mając ludzi, którzy go tak kochają.
Kochamy.
Hej, czy to w porządku, gdyby...
pożegnał się z nim?
Jasne.
Dziękuję.
Hej, kolego.
To chyba koniec.
Spędziliśmy ze sobą mało czasu,
ale nigdy cię nie zapomnę.
Nie uciekaj więcej od swoich ludzi, jasne?
Nie masz pojęcia, jakie to dla nich trudne.
- Proszę pana, musi się pan odsunąć. - Oczywiście.
Cieszę się, że odzyskałaś psa.
118, chodźmy.
Chwila.
Hej...
Nie mam na to czasu, jasne?
Mam pokaz domu. Facet zaraz
- będzie, więc... - To zajmie
tylko chwilę, obiecuję.
Naprawdę zawsze chodzi o ciebie, co?
Posłuchaj, wiem, że to tak wygląda.
„To nie to, co myślisz”. Zawsze to tak przekręcasz.
Za każdym razem.
Próbowałem cię wspierać, jasne? Naprawdę.
Do teraz, z sukcesem.
Nie chciałem cię wydać przed kapitanem i innymi.
Zdecydowanie chciałeś.
Wkurzyłeś się i narobiłeś szkód, jak zawsze.
Chcesz coś wiedzieć, Buck?
Jeśli chcesz być na mnie wkurzony,
aby sobie to ułatwić,
- bądź wkurzony. - Nie jestem wkurzony.
- Jasne. - Dobra, byłem.
No nie wiem...
Myślę, że mam większy problem
z myślą, że nie będziesz blisko...
niż chcę przyznać.
Nie podoba mi się to, tak samo, jak tobie.
Jeśli będę musiał wybrać między tobą, a moim synem...
- zawsze przegrasz. - Nie, daj spokój,
to nie podlega dyskusji.
Już jest.
- Powinieneś wyjść. - Obiecuję,
tego nie będę sabotował.
Słowo harcerza.
Nazywa się Freddy.
Super. Freddy.
W porządku.
Hej...
- Hejo! - Hej!
- Co się dzieje? - Dzieje się to,
- że porywamy cię. - Na co?
Na świętowanie. Pożegnalna kolacja. Tradycja 118.
Zakładaj imprezowe buty,
bo mamy najlepszego kierowcę w biznesie.
Rezerwacja jest za 20 minut. Musimy się spieszyć.
Słuchajcie, przepraszam, teraz nie mogę.
Za kilka minut przyjdzie potencjalny wynajmujący.
- Jeszcze mu nie powiedziałeś? - Czego?
Nie, żeby wszystko kręciło się wokół mnie, ale...
to ja.
Jestem twoim wynajmującym.
Odpowiedziałem na twoje ogłoszenie fałszywym nazwiskiem.
- Jesteś Freddy? - Tak.
Jestem Freddy Udawany.
- Freddy Udawany? - Freddy Udawany!
Nie wydało ci się to podejrzane?
Bardziej oczywiste, gdy powiesz to na głos, jasne? Ale co z twoim mieszkaniem?
Już nie jest moje.
Rano wypowiedziałem umowę.
Teraz nie musisz się martwić.
- Naprawdę to dla mnie zrobiłeś? - Tak.
Tak, dla ciebie i Christophera.
Choć mam kilka warunków.
Wysłuchajmy ich.
Będziesz musiał odwrócić wzrok, jeśli chodzi o moją zdolność kredytową.
- Coś jeszcze? - No cóż,
mogę chcieć adoptować zwierzaka.
Naprawdę związałeś się z tym psem przez te 10 sekund.
Taki właśnie jestem.
Przykro mi, że musiałeś go oddać.
O nie, mi nie jest.
Kiedy Płomień wskoczył w jej ramiona,
nie byłem smutny. Byłem szczęśliwy.
Wracał tam, gdzie jego miejsce.
Dlatego cieszę się razem z tobą.
Bo wracasz tam, gdzie twoje miejsce.
Do Christophera.
Po prostu się przytulcie.
Jasne.
Dobra, ruszajmy. Eddie,nie zapomnij portfela.
Czemu?
Bo ty płacisz.
Za moją pożegnalną kolację?
To tradycja 118.
- Wezmę kurtkę. - Jasne.
Hej, co myślisz o wyburzeniu tej ściany?
Idź już, Buckley.
„Gdzie byłeś? - zapytał tatuś Benjiego.
Zgubiłem się - wyszeptał Benji.
Najpierw zauważyłem stado triceratopsów,
potem byłem ścigany przez welociraptora.
Ale pamiętałem, co mówiłeś -
podążałem za zachodem słońca całą drogę do domu”.
Koniec.
Hej. Gdziekolwiek pójdziesz,
obiecuję cię chronić.
Kocham cię, mamo.
Kocham cię.
Hej. Jesteś wcześniej. Chcę posłuchać o kolacji Eddiego.
Najpierw jednak pocałuj córkę na dobranoc.
Nie chciałam tego robić.
Przysięgam. Ale zmusiłaś mnie do tego.
Zmusiłaś mnie do tego!
Czyż nie?
Zmusiłaś mnie do tego.
Wściekniesz się na mnie.
Dobra dziewczynka. Dobra dziewczynka.
facebook.com/BlueSquadSeries facebook.com/StormSubsTeam
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.