Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Dzwoń do niego.
Wyłączone ma. Napisać mu coś?
Mówiłeś wszystkim, żeby przyjechali?
Komu zdążyłem. Wanda z Tadeuszem nie przyjadą.
To akurat bardzo dobrze. Ale co, obrażeni, tak?
Przepraszam, tutaj nie można palić.
A ty zapłaciłeś za to wszystko? A jak myślisz?
Pięknie.
Z wyjątkiem orkiestry. Orkiestrę to można zwolnić w ogóle.
Trzeba im zapłacić. Z jakiej racji?
Nie no... Ale nie wszystko przecież!
Jasne.
Mają chyba jakąś klauzulę w umowie. Nie wiem, Łukasz ich załatwiał.
Co ty, nie czytałeś umowy? Gośka...
To jest teraz najważniejsze? Klauzula?
Jak pan młody się rozmyśli, zwracają 50%,
a jak panna młoda to 60%?
Ale czemu ty się denerwujesz?
To zapłać i ich zwolnij. Nie będą siedzieć jak idioci.
Co my tu robimy w ogóle?
Powinniśmy być przy naszym dziecku. Wiesz, jak on musi cierpieć?
Jak usiąść do stołu z tymi ludźmi? O czym mam z nimi rozmawiać?
Zostaw wszystko i jedź do niego. Ja tu ogarnę.
No co ty? Mogę, naprawdę? Tak, jedź pocieszać Łukaszka.
Jak możesz coś takiego powiedzieć? Nie widziałeś, jaki był załamany?
Chciał być sam, to go zostaw. To dorosły facet.
Chciałbyś być sam w takiej sytuacji?
Jakbym zrezygnował ze ślubu z tobą? Bardzo!
Ale twoja matka by mnie wykopała spod ziemi.
Co ci konkretnie powiedzieli?
Kto? No, Wanda.
Nic. Odwróciła się i poszła. Tadeusz powiedział, że jadą do domu.
Bardzo kulturalnie, swoją drogą.
Niech Grzesiek go ma na oku. Dzwoń. On wie.
Andrzej! Spokojnie. Nic mu nie będzie.
No, zobaczymy.
Do nich jeszcze rodzina ze Szczecina przyjechała.
Musimy mu wykupić jakiś wyjazd. Od razu w kościele pomyślałam...
Jaki wyjazd? Nie wiem. Do Włoch, Do Grecji.
On musi jakoś odreagować, zapomnieć, wyciszyć się.
Może tam pozna kogoś.
Jak orkiestra coś opuści, kupię mu wyjazd.
Ty byś go dziś wsadziła do samolotu? Wiesz, to nie byłoby takie złe.
Boże...
Przepraszam, że zakłócam... Co z wódką? Stawiamy? Czy nie?
Decyduj. Ale Andrzej, to jest istotne teraz?
Ludzie przyjadą i będą chcieli się napić i zjeść obiad.
No, to stawiaj!
Co pan patrzy? Proszę stawiać.
Ale na wszystkie stoły? Nie! Na razie na połowę.
Stawiamy!
- A obiad co? Normalnie? - Chuj wie!
- Pierwszy raz mi się tak trafiło. - Bo ty młody jesteś.
Co tak stoicie?
Porozmawiaj z orkiestrą. Tak. Już wiedzą na pewno.
Mogę powiedzieć.
Niech już zagrają. Pięć tysięcy w tę czy w tę.
Nie... Dla rozluźnienia atmosfery.
Przecież nie wypada. Dlaczego nie? Umarł ktoś?
To już by było... wiesz... A co to zmieni?
Wandy i Tadeusza nie będzie. Ich gości też. A nasi to nasi.
Muszę się napić. Nalejesz mi?
Proszę bardzo. Wino, wódka? Wszystko jedno. Wódka może być.
Wybrany abonent...
Synku, synku... no włącz ten telefon... no...
Cały czas wyłączony ma.
Dobra wiadomość jest taka, że możemy pić non stop przez miesiąc.
Tak go prosiłam, błagałam.
"Zastanów się jeszcze. Chcesz tego na pewno?"
Widocznie tak miało być.
A ty? Nie pijesz? Ojcowie na weselach nie piją.
Zdrowie państwa młodych. Oj, przestań.
No co? Dawaj. Do dna.
Lepiej teraz niż za 10 lat.
Już chyba bym wolała za 10 lat. I jeszcze żeby dwójkę dzieci mieli?
Albo żeby się pobrali i za miesiąc rozwiedli.
To byłoby przynajmniej normalnie, jak u wszystkich.
Nic do niego nie docierało. Człowiek był największym wrogiem.
Weronika i Weronika.
Ciebie może by posłuchał. Mogłeś z nim porozmawiać.
A, czyli to moja wina.
Andrzej, no przecież zawsze umywasz ręce.
Tak marzyłam, jak szedł do komunii,
w białym garniturku, taki śliczny, pamiętasz?
Tak sobie myślałam, jak to będzie, jak będzie szedł do ślubu.
Że pozna taką fajną, naprawdę fajną dziewczynę, ciepłą,
z poczuciem humoru.
Że będę miała z nią dobry kontakt. Całkowicie hipotetyczna sytuacja.
Bo ja jestem ta najgorsza. Prawda? Prawda.
Moja matka z kim jedzie? Nie wiem, ale zaraz będzie.
My musimy jej pilnować. Nie może mieszać leków z alkoholem.
Mamusia...
Tak to płakałaś, że ślub, a teraz... Powiedz, lubiłaś ją czy nie?
To bez znaczenia. Tak czy nie?
A ona mnie lubiła?
Andrzej, to teraz najmniej ważne. Teściowa nie musi lubić synowej.
Przepraszam... ale naprawdę nie można tutaj palić.
O Jezu!
A ten ksiądz, przypomnij mi, kto to?
Nie wiem. To jest chyba ktoś z rodziny Tadeusza. Sławek?
No taka miła twarz nawet, nie? Ja wiem?
Inteligentna. Ksiądz jak ksiądz.
A jak oni jednak przyjadą?
To co? Trzeba się będzie zachowywać, jakby się nic nie stało.
Nie wiem? Chyba przeprosić wypada. Przeprosić?
A za co mam przepraszać? Za syna, za ciebie, za siebie?
Jeśli chcesz, wezmę mikrofon i powiem:
"Dobry wieczór, chciałem przeprosić za moją rodzinę i życzę smacznego".
Przepraszam...
Szampana na początek to rozumiem, w takiej sytuacji...
W jakiej sytuacji? Podawać!
Oczywiście.
A za ich gości też już zapłaciłeś?
Następne pytanie proszę. Mówiłeś, że się rozliczą.
Po weselu. Miałem im w kościele fakturę wystawić?
Gdyby mieli honor, przynajmniej by spytali.
Jakbym liczył na ich pieniądze, mielibyśmy wino po 12 zł za butelkę.
Whisky nie chciał, mówił: "Kto to będzie pił, Andrzej?".
A ty pamiętasz... ŚMIECH
Jak myśmy ich na kolację zaprosili...
Co Wanda powiedziała,
jak ja chciałam Merlota zamówić?
Że "Mamrota" nie pije. ŚMIECH
Ale to chyba był żart. Gdzie żart.
I stoły chcieli w podkowę ustawić.
Jak im wreszcie przeszło, że muszą być prostokątne,
bo okrągłe nieszczęście przynoszą....
My powinniśmy być przy Łukaszu. Przestań.
Nalej mi jeszcze.
Moja matka przyjechała? Niestety, jeszcze nie.
Nie wiem, czy ona leki wzięła.
Jest tak samo upierdliwa po lekach, jak przed.
Andrzej!
Ale powiem ci...
Patrzyłam na nią.
Była taka blada.
W końcu ma już bliżej niż dalej.
Ja mówię o Wandzie. Żart.
Kurwa! Ja pierdolę! BRZĘK
Żal mi jej, powiem ci.
Jako matki.
Tak stała... A Weroniki ci nie żal?
No, to wiadomo. Cieszysz się, przyznaj.
Nie. Przyznaj raz.
Zawsze traktowałam ją jak córkę. Będzie ci lżej, jak przyznasz.
Ty się nie cieszysz?
Mogłam jej nie lubić. Ona mnie też.
Czy uważać, że do siebie nie pasują. Mówiłam, nikt nie słuchał.
Ale nie chciałabym być na jej miejscu.
To jest jednak uraz do końca życia. Co ty nie powiesz?
Proszę cię. Taki wstyd. Wstyd jest najgorszy ze wszystkiego.
Chyba Łukasz powinien się wstydzić. Ty głupi jesteś czy udajesz?
Naprawdę, zawsze byłam wobec niej bardzo serdeczna.
Tu mi nikt nie może nic zarzucić.
Nawet za bardzo czasem. Ale matka wszystko widzi.
Jak tylko weszła do domu, ja mówię: "O, o!".
Ale ty nie!
"Taka ładna, sympatyczna". Jeszcze powiedz, że ci coś zginęło.
Dużo można o niej powiedzieć, ale nie "sympatyczna".
Dla mnie była miła. Bo jest cwana.
Matka zawsze mówiła: "Kury z kurami, gęsi z gęsiami".
Specjalistka od drobiu. Cud, że się na nasz ślub zgodziła.
Przecież ją ubłagałam. Nie, prawda jest taka, że obojga....
Przecież to są cztery lata, no.
TERKOT
A czy ty wiesz, że oni ze sobą w ogóle seksu nie uprawiali?
Nie, no co ty opowiadasz? Pani okulistka nic nie widzi?
Nie, w to nie uwierzę. W dzisiejszych czasach?
Chcesz się założyć?
Łukasz mi mówił jakiś czas temu, że zamierzają czekać do ślubu.
Nie. Weronika zadecydowała tak.
Jeździła na te oazy czy pielgrzymki. Dobra, oazy, ale hormony przecież?
To ci mówię. Łukasz powiedział, że mu się to podoba.
Bo trzeba mieć zasady. O, Chryste na niebie.
Że koleżanki na studiach się puszczają ze wszystkimi.
Kto się nie puszczał na studiach?
O, Boże, Boże, Boże...
O Boże...
Z tego towarzystwa chyba Tadeusz jest najporządniejszy.
A ty pamiętasz, jak on nas przyjął na zaręczynach w kapciach?
Kapcie i krawat. ŚMIECH
Całe życie w skupie mleka pracował. On to nic. Wanda wszystkim kręci.
Bo to żmija jest. Dziury nie zrobi, krew wyssie.
Ty zatrudniłeś jej siostrę w końcu? No, a jak?
No, to co teraz? Nic. Zwolni się ją za parę miesięcy.
Wiesz, co jest najgorsze?
Że ta dziewczyna nie ma żadnych zainteresowań.
To jest coś niebywałego. Żadnej pasji.
Gdzie ją postawisz, tam stoi.
Tyle, że ładna. Wiesz, kwestia gustu.
Obiektywnie ładna. Jednego jej nie zapomnę.
Zamiast się cieszyć, podziękować za mieszkanie....
Łukasza podjudzała, że małe i nieustawne.
Daj spokój.
Jak myślisz? O co poszło? Nie mam pojęcia.
Jak podjechaliśmy pod kościół... to go wzięła na bok.
Mówiłam: "Gdzie ona idzie, sukienkę pobrudzi!".
Może on kogoś ma? Że dziewczynę inną? Nie, no coś ty.
Już ona prędzej. Cwaniara jak mamusia.
Przepraszam.
Goście przyjechali.
Poprawię się i przyjdę. Idź.
Witamy! Witamy serdecznie. Szanowni państwo...
I od razu kierujemy się w stronę holu.
Tam częstujemy się szampanem.
I na tablicy szukamy swojego miejsca przy stoliku. Serdecznie zapraszam.
Andrzejku, Andrzejku... Pomóż.
Spokojnie, mamo. Przecież Ala mamie pomoże.
Siostra, pomożesz prawda?
- On jest moim zięciem. - No dobrze.
Tyle rzeczy mama zapomina, a tego akurat nie może...
Jak tam, stresik jest? Daj spokój. Bawcie się dobrze.
- Będziemy. - Ale nie za dobrze.
Cześć dziewczyny. Dzień dobry.
- Co, gadałaś z tą Werką? - Nie gadałam z nią...
- Nie wiem, co się stało. - Ze mną ona nie gada...
Prosiłem, żeby nie biegać po schodach.
Tylko spróbuj mi się dzisiaj najebać.
Kochanie, przecież tylko z bratem się chciałem napić...
Stary, idziemy pić.
- Weź jeszcze dwa. - Co najmniej.
- Proszę, tutaj są. - To będzie świetne wesele.
A my jesteśmy w izolacji totalnej...
Ale Zosia, proszę cię. Będzie pięknie. Zobaczysz.
Jedynka.
O Boże... Kim są ci ludzie?
- Pani Mario, może szampana? - Tak. Niejednego.
Dobry wieczór państwu.
Chciałem państwa serdecznie powitać
w imieniu rodziców Weroniki i Łukasza.
I na początek... proponuję toast. Nasze zdrowie!
Synku, oddzwoń, jak będziesz mógł. Ja mam telefon cały czas włączony.
Kochanie, nie przejmuj się, no.
Będzie dobrze. Poradzimy sobie ze wszystkim.
Postąpiłeś, jak ci serce dyktowało. Tak widocznie miało być.
Ja tu muszę z tatą zostać chwilę, ogarnąć. Ale ty odpoczywaj.
I może nie odbieraj telefonów od nikogo innego.
Od Weroniki przede wszystkim nie odbieraj. No.
Całuję cię, kochanie. Będzie dobrze.
Pamiętaj, żadnych telefonów od niej.
Andrzejek mówił, żebyśmy tu przyszli.
Tylko nie wiem, czy dobrze wtrafiliśmy?
No pewnie. Świetnie, że jesteście. Wandzia, kochana.
No, Andrzejek zapraszał.
Słuchajcie no, tak mi przykro.
No, ale...
Orkiestra bardzo dobrze gra. No nie wiem, co oni właśnie...
Jakbyś chciała coś na uspokojenie, to mów.
Słuchaj, gości naszych wzięliśmy.
No bardzo dobrze, świetnie. Przecież musimy to jakoś wszystko...
WESTCHNIENIE A Weronika gdzie jest?
W domu.
Beatka ją odwiozła.
Tak bym chciała coś powiedzieć...
Przepraszam, ale też jesteśmy w szoku z Andrzejem.
Jeszcze rano był taki wesoły. Szykował się.
Boże święty... Pieniądze wydane.
Pieniądze są, wiesz, najmniej ważne.
Jak ona się czuje?
No płacze, no. Co ma robić?
Wanda, może ci dam coś jednak?
Wanda, chcesz coś?
Nic nie chce.
Na stołach są zimne zakąski, alkohol.
Będziemy serwować jeszcze do wyboru: trzy rodzaje zup, trzy dania główne
i desery.
Życzę państwu smacznego i wspaniałej zabawy.
A czas nam będzie umilał zespół Kwadryga Dance.
Oj, brawo! Brawo! OKLASKI
Cii! Będziesz biła brawo złodziejom za pieniądze,
które ukradli naszej Weronice.
Brawo.
Weronika wam coś powiedziała?
A wasz Łukaszek? Ani słowa. Nic.
My tu właściwie, żeby się dowiedzieć się czegoś.
No powiedział tylko, że... to jest ponad jego siły.
Niedojrzały! Wiesz, Wandziu... Niedojrzały...
Znaleźliście Małgosię.
Zobacz. Przyjechali jednak. Fajnie.
Goście są? Prawie wszyscy. Od was też.
Ze Szczecina przyjechali, brat. Są też z Kłodawy, z Łomży.
Z Moniek, z Sokół...
No, z całej Polski się zjechali.
A piesek gdzie? Mirelka?
W samochodzie... Została.
No i dobrze.
Chyba musimy iść na salę. Najgorszy dzień w jej życiu.
Wanda... dla nas wszystkich.
- Gdzie jest Małgosia? - Nie wiem, pani Mario.
Organizacja fatalna.
Jedzonko pyszne.
Noclegi są tu w hotelu, jakby co. Nie trzeba, Andrzej...
U nas się prześpią. Tadeusz, daj spokój. Zapłacone.
Orkiestra jednak gra?
Jakoś sami zaczęli. To mówię właśnie.
O masz, przestali.
Chodźmy do gości, co? Chodźmy!
Matka przyjechała? Leki wzięła? Tak. Nie wiem.
Andrzej, rozliczmy się. Ile? Daj spokój.
Powiedz, ile. Poczekajcie! Wszystko jest do dupy.
Proszę was. Zróbmy... Co?
Napijmy się razem. Wandzia? Ja nie.
Tadeusz? Ja tak.
Skoczę po kieliszki.
Ja już z tych nerwów.
Szanowni państwo...
Andrzejku! Pozwól!
Carpaccio niesłone. To niech sobie mama posoli.
A gdzie jest Małgosia? A czy wyście się może pokłócili?
Nie! Zaraz będzie.
Nie soli!
Może ta posoli. I pieprz od razu.
Może! O!
Niech będzie pochwalony. Na wieki wieków, amen.
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.
A-men.
Wsiadała do samochodu z siostrą Andrzeja.
Twoja matka. A...
Zadowolona była. Tak się uśmiechała, widziałam...
A z czego zadowolona? Wandzia...
Już.
Nalej mi też, dobrze? Wandzia. Może jednak?
Chcesz może? Kapkę może? Powiedziałam: nie.
Ksiądz nawet przyjechał. Sławek? Oj, to będzie po bożemu.
Dziękuję.
Masz jakiś powód do świętowania? Nikt tutaj nie świętuje.
Troszeczkę... Kochanie...
Strasznie nam przykro. Nie wiemy, czemu Łukasz tak zadecydował.
Oczywiście będziemy z nim rozmawiać, pytać. Ale...
Chcielibyśmy, żebyście wiedzieli, że...
bardzo polubiliśmy Weronikę i bardzo polubiliśmy was.
Tak ją chciałam przytulić w kościele...
Wandzia...
nie płacz.
My też żeśmy waszego Łukaszka polubili.
Tak nawet mówiłem Wandzi. "Poszczęściło się naszej Weronce".
Zawsze ją jak córkę traktowałam, Andrzej świadkiem.
Nasze zdrowie!
Przepraszam.
Zupy podawać? Podawaj kochany, podawaj.
Po co tak o nią zabiegał? Ona sobie życia nie ułoży.
Wandzia! Co ty mówisz? Oczywiście, że sobie ułoży.
Zaraz kogoś znajdzie. Śliczna, bystra.
Ona nie z tych. Ma zasady. Łukasz też ma.
Starą panną zostanie.
Ona to chłopaków to nie... Tylko Łukaszek i Łukaszek.
Wpatrzona w niego jak w obraz.
Mój syn, bardzo go kocham, ale ideał to to nie jest.
Nie ma ideałów na świecie.
Wiesz, jak człowiek jest młody...
Wszystko jest pięknie, zakochany, motyle w brzuchu.
Ale oni się tak naprawdę nie znali.
Jak się nie znali? Toż cztery lata ze sobą...
Ale nie mieszkali razem.
A wtedy ludzie się poznają, docierają.
Przed ślubem? Teraz młodzi inaczej żyją. Tadeusz.
A, pogadamy za rok. Przyznasz mi rację.
Wstyd najgorszy.
Cztery lata za nią chodził. Przed ołtarzem zostawił.
Słuchajcie, chodźmy może do tych gości, co?
Ma kogoś, niech powie, no.
Toż najgorsza prawda lepsza... Ja ci powiem, co mój syn ma.
Fioła na punkcie nart i surfingu.
A, to, co się miała teraz Weronka na tym uczyć jeździć.
Toż o, przecież jutro rano... mieli w podróż poślubną jechać.
Ja zapomniałam o tym całkiem.
Na wyspy jakieś. Tak, na Bali.
Wiem, bo płaciłem. Dużo?
Dużo, Tadziu.
O Boże święty. Twoje zdrowie!
Kostium se nowy kąpielowy kupiła. Toż Wandzi pokazywała.
Kostium się zawsze przyda.
No i na nartach bardzo lubiała, jak we Włoszech była...
Rękę se złamała.
To nie wina Łukasza przecież. Uczyła się.
To oddać teraz musicie tę wycieczkę? Dlaczego? Łukasz może pojechać.
Nie pasowali do siebie.
Twoja matka tak powiedziała. Kiedy?
Przed kościołem. Do siostry Andrzeja. Do pani Ali.
Wandziu, no co ty opowiadasz? "Pasuje do niego jak pięść do nosa".
Tak powiedziała? No...
To nie o nich na pewno... Myślisz, że ja głupia jestem?
Czemu telefonów od Weroniki ma nie odbierać?
No to... Czemu jak pięść do nosa? Bo jest za bidna widocznie.
Wanda, ja cię proszę! Ty nas nie obrażaj.
Kochani! Spokojnie!
Wandziu, myślę, że trochę przesadzasz.
Chyba nie daliśmy wam odczuć, że pieniądze są najważniejsze.
Przestań! Tadek!
Zawsze płacimy bez komentarza. Teraz też.
Gośka! Odłóż to.
Rozliczmy się. Powiedz, ile? Czy możemy się teraz nie kłócić?
Dobra. Wanda! Chodźmy do gości. Proszę.
Tadek. Chodź, potańczymy.
Weź mnie pod rękę. Proszę cię.
Tańce są. Już? Młodzi są. Niech się bawią.
Andrzej! Andrzej...
Dobry wieczór. Wszystko państwo macie?
Tak. Cudownie jest. W razie czego wołajcie.
Cudownie. Dupy mu jeszcze daj.
- Właśnie. - Wandzia...
Ma rację.
Dowiedziałaś się czegoś? Zupę jedz!
Ale, Wandzia. No co ty tak? Tam! Zajmij się talerzem.
Andrzejku! Co oni tak nudno grają?
Nie mam... Nie mam pojęcia.
Cześć, wujek.
Genialne wesele, kochanieńki.
Genialne!
Kurwa.
Jak tam, panie Andrzeju?
Co mam księdzu powiedzieć?
Buszka?
No...
Bóg tak chciał.
Niezbadane są wyroki boskie.
- Ona ciągle jeszcze wszędzie jara? - Cały czas. Dwa razy mówiłem...
...myśmy ją zawsze uczyli, że do starszych to z szacunkiem.
Miejsca ustąpić... Ale o czym ty mówisz teraz?
No o czym ja mówię teraz? No...
"Jak pięść do nosa", powiedziała.
Twoja mama to tam se lubi pogadać, o tym, o owym.
Słownictwo ma wykwintne takie, aż...
Nie wiadomo, co powiedzieć. Ale...
A Weronka, ona tak nie ma do ludzi, od razu.
Proszę cię, Tadeusz. Przecież to jest starsza pani.
Ma prawie 80 lat. Coś powiedziała. Wanda się przesłyszała...
To ja wiem. Ale słuchaj, Gosia...
Oni bardzo pasują do siebie. Naprawdę.
O, chcesz? Nie, dziękuję.
A ja mogę? Pij. Tyle tego jest.
Przecież... Do kina przecież chodzili, do teatru.
Ma swoje wady, wiadomo.
Taka skryta właśnie jest, za bardzo... do ludzi.
Rozmawialiśmy z Wandzią, żeby ona bardziej była, wiesz...
Ale to dobra dziewczyna. Problemów z nią nie było żadnych.
Dobrze się uczyła, grzeczna. Papierosów, wódki... Nic.
I przy waszym Łukaszku...
tak odżyła, taka się zrobiła bardziej, no...
Oj, powiem ci, że...
dobrze by z nią miał.
Ojejku... Żal mi jej...
Tadeusz, no wiem. Mi też. Naprawdę.
Nie mogliśmy dać jej tyle, co wy Łukaszowi.
Przecież to nie ma znaczenia. No...
Człowiek próbował wychować najlepiej, jak umiał.
Łatwo nie było.
Ja po zawodówce od razu do roboty.
Beatka się urodziła, potem Justynka, Weronka najmłodsza.
Praca, dom, praca, dom. Żeby tym dzieciom jakoś...
A co ja mogłem w tym skupie mleka? Co ja mogłem?
Za komuny bieda była, potem jeszcze większa, no.
Tak, ci co kombinowali, kradli, tak. Ci to się dorobili, no.
No, wiesz, Tadeusz. Nie każdy, kto się dorobił, kombinował.
Nie... To nie do was, Gosia. Nie do was. Ja was bardzo szanuję.
I Andrzeja... bardzo... Naprawdę.
Gosia! Napijesz się ze mną? Nie, dziękuję.
Chodź, proszę cię. Naprawdę, no...
A ja mogę? No...
Może tak nieelegancko samemu, co?
No, Tadeusz, też musisz odreagować. Ja to rozumiem.
Ale... Już teraz pewnie nie będziecie chcieli nas znać, co?
Co ty, chcesz mnie obrazić?
Ale cieszę się, powiem ci.
Wszystkie się wykształciły córki. Na studia poszły, no.
Justynka w Irlandii, toż ona po angielsku lepiej niż po polsku.
Beatka... Dwoje dzieci. Dyrektorka żłobka w Łomży. No...
Słuchaj... Gosia.
Ty też uważasz, że oni nie pasują do siebie, co?
Nie no, Tadeusz... Szczerze.
Ja bym chciała, żeby oboje byli szczęśliwi.
No. Ale może da się jeszcze, jakoś. Co?
Może Łukasz się rozmyśli. Namyśli... Nie. To raczej nie.
Nie wiem na pewno. Ale nie. Nie sądzę.
Słuchaj. A może on po prostu sobie to na spokojnie przemyśli.
Zatęskni. Zdjęcia poogląda, jak oni tam razem jeździli.
Gosia, słuchaj. Porozmawiaj z nim, Gosia.
Ale, Tadeusz, no ja mam też, naprawdę, dosyć już rozmów.
Ja nigdy swojego dziecka do niczego nie namawiałam...
Nie zniechęcałam też...
Ale wiesz. Delikatnie tylko... Ale co delikatnie?
Co, mam go zmusić, żeby się z Weroniką ożenił?
Nie no, gdzie zmusić? Co zmusić?
Co oni tam grają? Żeby, wiesz, po prostu... Żeby...
Ona w niego jak w obraz!
Zapraszamy na przerwę, ale nigdzie nie uciekajcie.
Bo za chwilę wracamy.
Hej. Hej.
Mamo, wzięłaś leki?
No i co? Co? Nic. Co ma być?
Tylko niech telefonów od niej nie odbiera.
Mamo, nie komentuj.
Weronika nic wam nie mówiła?
My też jesteśmy zszokowane. Na pewno?
Andrzejku!
Wie pan, od pierwszego roku studiów razem w akademiku,
wszystko o sobie wiedziałyśmy.
Andrzejku!
Tadek?
Tadeusz!
No i oczywiście klasyka gatunku, bo pacjenta nam przywieźli.
Lewe oko nic, całe zamazane, on nic nie widział...
A my, słuchajcie, najebane...
Zabawne? Tak? Dobrze się, kurwa, bawisz?
Napij się, napij.
Boże święty.
Ale dzisiaj super ten Andrzej wygląda.
- Jak na kryminalistę. - Nie chcę tego słuchać.
Tadeusz?
Idziemy.
Idziemy, powiedziałam. Boże święty.
Wandzia, takie by było piękne wesele...
Głuchy jesteś? Wracamy do domu.
Po co?
Po gówno! Chcesz tu siedzieć z nimi?
Ale zaczekaj. Na spokojnie, no.
Zjemy... W domu się najesz.
Porozmawiamy z ludźmi. W domu się najesz, powtarzam.
Boże święty. Tyle się wszystkiego pomarnuje.
Nic od nich nie chcę. Niech sami jedzą.
Ich goście też. Niech im w gardle stanie.
Jeszcze tańczyć będą...
Wstawaj! Wstawaj, powiedziałam! Nie...
Nie no, ale co ty masz jakieś pretensje do Gosi i Andrzeja?
Wandzia, no o co, co? A do kogo? To oni go wychowali.
Ja bym trzasnęła po gębie, chodziłby jak w zegarku.
No, to co? To mieli go, nie wiem, siłą do ołtarza przyprowadzić?
No też tam mówisz, no. Niechby! To ślub jest. A nie żarty.
Co Weronika z tą sukienką teraz zrobi?
Tak to najmądrzejszy, wszystkich będzie pouczał.
Jeszcze ci powie, na kogo głosować.
Przestań z tą wódką. Wstyd! Wstyd, wstyd...
Całe życie wstyd. Przestań, powiedziałam.
Wandzia, no coś ty. Zdurniałaś? No toż ty wódkę wylewasz, no?
Wszystko to powylewam zaraz. Oj...
Cwani oboje. Kłamią w żywe oczy.
Na własne uszy słyszałam, co ta starucha mówiła.
Tacy porządni, święci. Zośka mówiła, co w jego firmie się dzieje.
Ludzi jak bydło traktuje. Miesiącami nie płaci. Bałagan w papierach.
Co ty myślisz?
Wszędzie się przecież pieniądz liczy, no.
Biznesmen... Za komuny by siedział. Może się teraz za niego wezmą.
A za spódniczkami pierwszy.
Wiesz, co Zośka mówiła? Ojej, no proszę cię, Wandzia.
Święci to w niebie. Nie wiesz tego?
Będziesz tylko te, plotki roznosić? Ten to, tamta tamto. Proszę cię.
Już tu się do Sławka przypiął, widziałam.
Sławek? A co on do Sławka ma?
Jakąś działkę od kościoła chce kupić.
W takiej chwili nawet. Niech im to wszystko pognije.
Wiesz co? Ty jednak zawzięta jesteś. Moją córkę skrzywdzili.
Beatka dzwoni, że Weronika płacze cały czas.
A ty z nimi siedzisz i pijesz.
Honoru byś trochę miał, w obronie córki stanął.
Powiedz, co ja mam zrobić, Wandzia?
Powiedz mi, nie wiem, pozabijać mam ich? No powiedz mi.
Sama żeś tu przyszła. I wyjdę zaraz.
Przyniosę sukienkę. Niech synowi nad łóżkiem powieszą.
Pieniądze niech oddadzą.
Słuchaj. Gosia powiedziała, że porozmawia z Łukaszkiem,
żeby zastanowił się jeszcze.
Nie wszystko stracone może. Skąd wiesz ty? Powiedziała ci?
Zobaczysz!
Jaki ty głupi jesteś. W cuda wierzysz.
Jej matka zachwycona, ona też.
Hrabini... Patrzą na człowieka jak na gówno.
Pani ordynator! W kopercie nie dasz, to palcem nie kiwnie.
Tylko szczekać umiesz.
Będę mówiła, co mi się podoba. Ty jednak jesteś prosta kobieta.
O, się, kurwa, znalazł, szlachcic z Sochaczewa.
Idź ty. Jeszcze z nimi będziesz pił i dupę lizał.
A żebyś wiedziała.
Żeby... W każdym domu się coś znajdzie.
Co chatka, to zagadka. Nie wiesz tego?
To miała być rodzina Weroniki. I daj Boże, jeszcze będzie.
Żebyś się nie zdziwił. Oj tam.
Szczekasz i szczekasz, i szczekasz. Całe życie tylko ty szczekasz.
Idź, porozmawiaj normalnie. Usiądź. Nie wiem, no.
Zachowuj się jakoś. Proszę cię, Wandzia, no.
Już jakąś dobrą partię synkowi szykują.
Powiedz mi, kobieto, źle u nich miała przez te cztery lata?
No ileż pieniędzy na wesele wydali, no.
To co ty pierdolisz? Przestań już, kurwa, z tą wódką!
Wstawaj! Co wy tu, kochani...
Chodźcie. Goście pytają, czy się obraziliście, czy co?
A gdzie się obraziliśmy? Gdzie? Toż już idziemy. Czekaj.
No, to chodźcie. Wanda!
Wanda chyba jest obrażona. Ja tu najmniej ważna jestem.
Grunt, że inni się bawią. Nikt się nie bawi.
Przepraszam. Podawać już słodkie? Podawać.
Podawajcie lody.
Spoko, spoko, lody się nie roztopią.
Wiesz, kiedyś byłem na takim weselu. Z sześć lat miałem, pamiętam.
Tam to się okazało, że panna młoda jest w ciąży.
- To się często zdarza teraz. - Ale ona była w ciąży ze świadkiem.
Pan młody się dowiedział, wziął nóż i jemu centralnie jeb, jeb, jeb...
Fuck!
Ja pierdolę, co tam się działo. Zima stulecia, zaspy.
Myśmy z matką przez las uciekali.
Ona mnie tak na ten peron wrzucała, przez zaspę, do tego pociągu.
Oj, ja pierdolę. Jebany dziewięćdziesiąty czwarty.
Fuck.
Ślub to jest stres jednak.
Gosia...
Gosieńka...
Napijesz się ze mną?
Tadziu. Co?
Może już wystarczy?
Trochę tak nieelegancko samemu, nie? Nie. Tylko, że chyba... A zresztą.
Słuchaj... Ja was tak szanuję bardzo.
Naprawdę bardzo. My was też, Tadziu.
Słuchajcie... Porozmawiajcie z Łukaszkiem, co? Waszym?
Weronka mu wybaczy. Wandzia, prawda?
Wandzia!
Chciałabym porozmawiać z Weroniką.
W sprawie?
No, porozmawiać.
Chciałabym jej powiedzieć, że jest mi strasznie przykro i...
O...
Pojadę do niej, jeżeli to możliwe.
Daj jej spokój. Dość się wstydu najadła.
Na litość boską! Zawsze traktowałam ją jak córkę.
Przysięgnij. Co przysięgnij?
Chciałaś, żeby była żoną twego syna? Oczywiście.
To przysięgnij.
Nie no, Wanda, naprawdę...
Bo to boisz się?
To są żarty jakieś?
Wandzia, no... Mało mieliście dowodów?
Proszę bardzo. Mogę przysiąc.
Ale to nie my mieliśmy przysięgać. No.
Dlaczego on ma telefonów od Weroniki nie odbierać?
Oj. Powiedziałaś tak?
Po prostu powiedziałam... żeby odpoczął.
Słuchajcie, to wszystko da się jeszcze naprawić...
Nigdy nie lubiłaś mojej córki. A ona się starała.
Przepraszam, co robiła?
Wszystko można o niej powiedzieć, ale nie to.
Gośka. Nie. Czekaj.
Ja się starałam. Zapamiętaj sobie. A jej wszystko ciągle było źle.
Weroniczka może to, może tamto.
A Weroniczka ciągle tylko gówno pod nosem.
Przestań. Nie uciszaj mnie teraz!
Ona się uśmiechała kiedyś, w dzieciństwie?
Człowiek tak się starał, siak... Wszystko nie. To nie. Tamto nie.
Trzypokojowe mieszkanie też nie. Bo na Łukasza chcieliście kupić.
A na kogo mieliśmy? Na nią? Z jakiej racji?
Ale byłoby ich i tak.
Kupione przed ślubem się nie liczy. Wandzia... Ale... To prawda.
A, rozmowy były. Słyszysz to?
Wiesz co?
Masz rację. Nie lubiłam twojej córki.
Bo jej się nie da lubić.
Bo jest małą, cwaną pizdą,
która niczego nie szanuje, nie docenia.
I która nie ma w sobie krzty ciepła. Kurwa...
Ona też od początku mnie nie cierpiała.
Moja matka ma rację, że nasze dzieci pasują do siebie jak pięść do nosa.
Bo mój syn jest ciepłym, radosnym chłopakiem.
I szczerze mówiąc, dziękuję Bogu, że tak się to skończyło. Amen.
Smacznego.
Zamów taksówkę. Wracam do domu.
Przeklinam was!
I waszego syna.
Ja pierdolę...
Taka zawzięta jest, no.
Coś ty powiedziała? Za ten wstyd. I za to upokorzenie.
Odwołaj to. Przeklinam go.
Żeby nigdy w życiu nie był szczęśliwy.
I żeby ta, z którą się ożeni...
upokorzyła go tak,
jak on upokorzył moją córkę.
AMEN!
Przepraszam.
Cicho, Grzesiek dzwoni. Halo?
Co odciąłeś? Czekaj, idę do ciebie.
Coś się stało? Nie ruszaj się...
Co się dzieje? Łukasz chciał się powiesić.
Jak się powiesić? Nie wiem.
Ale żyje? Grzesiek ci zaraz wszystko powie.
Gdzie ty idziesz? Grzesiek przyjechał. Wszystko powie.
Gdzie on jest?
Grześ!
Jezus, Maria, co z Łukaszem?!
Wszystko w porządku... Ale żyje?
Żyje. Śpi. Wieszał się?
Raczej zaplątał. Jak to, kurwa, zaplątał?
No... zrobił pętlę, ale się cały zaplątał.
Jedziemy do niego. Nie, pani Małgoniu.
Błagał, żebyście nie przyjeżdżali, bo skoczy z okna.
Co? Ja pierdolę. Co wyście brali?
Jezus, Maria...
Co za idiota.
Tańczymy! Rączki w górę!
Pijemy! Tańczymy! Pijemy! Tańczymy! Pijemy!
Wandzia... Ale nie chcę tego!
Zaraz ci przejdzie. Nie chcę tego.
Nie chcę tego. Wandzia, no.
Jezu! Co ci się stało? Gówno. Ta kurwa mnie pobiła.
Która kurwa? Daj mi chusteczkę, bo mi leci.
Nie chcę tego.
Zosia! Co?
Zosia, zawieziesz nas? Ja piłem.
Gdzie was zawieźć? Zaraz ci powiem.
Masz, Wandzia! Nałóż to.
Wandzia!
Jezus, Maria, Wandzia.
Rozstaję się z twoim bratem. Dobrze.
Dobrze? Już nie mam siły. Rozumiesz? Tak. Rozumiem to bardzo dobrze.
Gosia! Powiedz im, żeby zagrali coś szybszego.
- Strasznie smęcą. - Jest dobrze!
Andrzej! Chodź na zdjęcie! Dziewczyny, nie teraz...
Wandzia pojechała na obdukcję. Ta wariatka ją pobiła.
Jedno zdjęcie. Jedno zdjęcie.
Zrobiliśmy błąd. Trzeba było od razu jechać do niego.
Nie odzywaj się do mnie!
Co my tu robimy w ogóle?
Powinniśmy być przy Łukaszku.
Grzesiek z nim jest. Nic mu nie będzie.
Jak możesz być taki spokojny?
Ostatnie, co teraz można o mnie powiedzieć, to że jestem spokojny.
Ale pewne rzeczy trzeba wyjaśnić od razu.
Tobie powinno na tym szczególnie zależeć.
W dupie to mam. Moje dziecko jest najważniejsze.
Twojemu dziecku nic się nie stało. On myślał o samobójstwie!
Założył sznur na szyję i chodził po domu, żeby go Grzesiek zobaczył.
Chryste. Zawsze reagował nademocjonalnie.
Co ty pierdolisz? Nie krzycz!
Dziewczyna, z którą był tyle czasu...
Nie wiem, czy ona jest teraz najważniejsza.
Nie poznaję ciebie. Ja ciebie też. Ja pierdolę...
Jak pani pięknie wygląda!
Tadeusz napisał.
Czekają w szpitalu. Przyjadą jak najszybciej.
Musiałam zareagować.
Szczuła na naszego syna. Jestem matką.
Złamałaś jej nos.
Jaka delikatna. Niech tu przyjdzie, to jej poprawię.
Jak jest złamany, będziesz mieć kłopoty.
Mogę iść do więzienia.
Przekląć kogoś. Wyobrażasz to sobie? Wielkie mi halo.
Jeszcze tego pieska ich zabiję. Co mnie ugryzł prawie.
Kto w ogóle takiego psa kupuje?
Do czarownicy pasuje. Pół-wiewiórka, pół-nietoperz, chuj wie co.
Zamówię odczynianie.
Co zamówisz? Odczynianie.
Zadzwonię do tego bioenergoterapeuty...
Będzie biegał z różdżką po domu...
On zajmuje się tym zawodowo. Odblokowuje czakry, harmonizuje...
Rozum też odblokowuje? No co?
Co ty chcesz w ogóle im powiedzieć? Ja? Myślałem, że my.
Co? Konkretnie?
Na przykład, że nie z winy Łukasza nie doszło do ślubu.
To wiadome od początku. Nie dla nich.
Wątpię, żeby Weronika coś mówiła. A poza tym.
I to jest ważniejsze.
Ona cię w tym liście właściwie, w pewien sposób, szkaluje.
Wiesz, gdzie ja to mam? Gówna tykać nie będę.
Ta dziewczyna dla mnie nie istnieje. Koniec.
Tak to zostawisz?
Mogłabym tylko napluć w twarz. A nie zniżę się do takiego poziomu.
Kurwa mać.
O! tu jesteście... A ładnie to się tak chować?
Panie Andrzeju, zapraszam do zabawy!
Nie, bawcie się!
Mamo! Ty jesteś po bajpasach!
Ty nie możesz tak szaleć! Nie możesz pić alkoholu!
Cudowna jest.
Małgosiu, a to będzie twój drugi tata.
Jedziemy do Las Vegas wziąć ślub.
GWAR
Przepraszam, nie. Chodź tańczyć.
Przepraszam, co pan robi? Chodź.
Proszę mnie puścić! Chodź, na minutkę.
Ale proszę nie... Nie, fuj! Proszę mnie puścić...
Proszę, chcę zobaczyć, jak tańczysz. Puszczaj mnie, prostaku!
Gardzicie nami?! Inteligenty posrane!
Zaraz przyjdę.
Pedały! Bawcie się. Bawcie się.
Boże! Co to za wiocha jest...
Pomyśleć, że to mogła być rodzina Łukaszka.
Może dobrze, że powiedziała prawdę. W jakim sensie prawdę?
Równie dobrze latami mogła ukrywać, że jest lesbijką.
Nie powiedziała mu, że jest lesbijką,
tylko że obawia się, że może być lesbijką.
Pizda, kłamczucha. Żałuję, że jej cztery lata temu nie dotknęłam.
Masz odpowiedź, skąd ta czystość przedmałżeńska.
Wtedy mogła nie wiedzieć.
Takie rzeczy się wie od urodzenia. Właśnie podobno niekoniecznie.
Musisz odwołać wyjazd do Norwegii.
Dlaczego? Przecież to dopiero za miesiąc.
Bilety wykupione, łódź zarezerwowana.
Co roku tam jeżdżę.
Co roku twój syn nie próbuje popełnić samobójstwa.
Wezmę go ze sobą. Zawsze chciałem. On nie chciał.
No bo nie lubi łowienia ryb. To polubi! Dobrze mu to zrobi.
Jakie dla ciebie jest proste wszystko.
Dostał, musi się wziąć w garść. Życie. Każdy popełnia błędy.
Ty o błędach wiesz... Trzeba się umieć przyznać.
Nie każdy jest takim zimnym skurwysynem jak ty!
Przepraszam.
Chociaż my się nie kłóćmy. Daj kluczyki, jadę do domu.
Jesteś mi potrzebna. Przecież sam to załatwisz.
Nie zostawisz mnie z tym. Daj kluczyki.
Nie dostaniesz. Piłaś.
To wezmę taksówkę.
- Ej, Wituś, a twoja dziewczyna? - Kto?
Chcę wiedzieć, co się wydarzyło na Krecie.
Nic. Mówiłam ci.
Dobrze. W takim razie przeczytajmy to sobie jeszcze raz.
Na głos.
"Mamo, tato...
Nie mogę dłużej żyć z tym, co się wydarzyło na Krecie
między mamą a Weroniką".
Zamierzasz im to pokazać? "Między mamą a Weroniką"!
To jest list... naszego dziecka pisany do nas.
W chwili... Najbardziej intymna rzecz...
Co tam się, kurwa, wydarzyło? Nic!
Dlaczego mi nie wierzysz? Przecież tam byłeś.
Raz Weronika prosiła, żebym posmarowała ją kremem do opalania.
O to ci chodzi?
Ona cię poprosiła? Tak.
Posmarowałaś ją? Tak.
Co było dalej? Nic. To wszystko.
Jak ją smarowałaś? Normalnie, kurwa. Rękami.
Była wtedy naga przy tobie?
Odwróciła się tyłem, odpięła górę od kostiumu.
Zwyczajna sytuacja. Wiele razy mnie tak smarowałeś.
Jestem twoim mężem. A dlaczego mnie dręczysz teraz?
Bo to trochę dziwna sytuacja, że cię o to poprosiła.
A kogo miała poprosić? Kobieta prosi kobietę.
Twierdziłaś, że nie miałaś z nią kontaktu.
Że była nieprzystępna. Tak.
Dlatego mi się miło zrobiło.
Miło? Tak.
Bo pomyślałam, że może mnie jednak lubi.
Że ma do mnie zaufanie, że... może między nami się ułoży.
Bo posmarowałaś ją kremem?
Bo to jest w pewnym sensie sytuacja intymna.
No jest.
Intymność to nie jest synonim seksu.
Jakbyś nie był taki gruboskórny, to byś wiedział.
Dlaczego nie powiedziałaś? Nie było o czym.
Piersi też jej smarowałaś?
Ty chamie. Skoro zdjęła górę od kostiumu.
Puść mnie! Dlaczego nie chcesz odpowiedzieć?
Nie będziesz mnie przesłuchiwał. To upokarzające.
Dla mnie cała sytuacja jest upokarzająca!
Chcę wyjść.
Całowałaś ją?
A może to ty miałeś na nią ochotę? Dlatego jesteś taki wkurwiony!
Przecież lubisz młodsze.
To było poniżej pasa.
Tak się nią zachwycałeś. Ładna, zgrabna...
Nie mówiłem, że jest zgrabna.
Widziałam, jak na nią patrzysz. Nie zmieniaj tematu.
Nie przeze mnie Łukasz chciał się wieszać.
Pytam cię jeszcze raz! Całowałaś ją?
Podziękowała mi, że wzięliśmy ich na wakacje.
Powiedziała, że nigdy w życiu nie była w takim pięknym miejscu,
i że jesteśmy wspaniali.
Kurwa, jeden jedyny raz się zachowała normalnie.
Pocałowałam ją.
W czoło. I przytuliłam jak córkę, kretynie.
Miała wtedy zapięty kostium?
Tak czy nie?
Chyba miała. Nie pamiętasz?
Byłam zaskoczona. A może podniecona?
Żałuję, że się z tobą nie rozwiodłam,
jak był na to moment.
Nie sypiamy ze sobą od miesięcy.
Nie sypiamy ze sobą od lat, Andrzej.
Ponieważ wolisz młodsze.
W sumie żałuję, że nie zrobiłam tego z kimkolwiek,
kto okazałby mi odrobinę czułości.
Bo ty przestałeś mnie kochać.
Bawimy się w kółeczku!
I ale będzie! Chodźcie, chodźcie, wszyscy!
Proszę państwa! Bawimy się dalej! Nie przestajemy się bawić!
Tańcujemy! Tańcujemy!
Słuchajcie! Mamy tutaj naszego pierwszego przystojniaka,
który dla nas...
Zdrowie mam!
I uwaga, zabawa! Zdejmujemy kołnierzyk...
Na trzy zdejmujemy!
Ale... Ale na trzy!
Na trzy! Trzy!
Trzy! Dwa! Jeden!
Trzymamy się razem! Trzymamy się razem!
Ej, no, oddaj.
Trzymajcie się mocno!
Andrzejku. Pogadać trzeba.
Jak się czujesz, Wandzia? No, na szczęście nie ma złamania.
To dobrze. Wanda miała obdukcję.
O, Małgosia, u... u ciebie w szpitalu.
Twoja koleżanka robiła jej prześwietlenie.
Macie od niej pozdrowienia. Kazała przekazać.
Małgosi jest bardzo przykro. Była zdenerwowana.
Nieprawda. Nie jest mi przykro. Ani trochę.
Chcecie mnie pozwać? Dam wam namiary na mojego adwokata.
A jak się czuje Łukaszek? Śpi.
Poza tym, że próbował popełnić samobójstwo, świetnie.
Samobójstwo?
No. Kto chce się napić?
Ja poproszę.
A ty przyszłaś oddać czy przeprosić?
Tadeusz? Nie, ja nic.
Przyszłam bronić honoru córki.
Co?
Czytajcie.
Co to?
Idź, Mirelka, pobiegaj troszeczkę.
Co?
To jest list, który napisał Łukasz. Więc widzicie, że to nie jego wina.
A, że kto jest lesbijką niby? Nasza Weronka?
Powiedziała wam kiedyś o tym? To trzeba z dzieckiem rozmawiać...
Mówiłam. Odwracają kota ogonem.
Nie, no już w to to... Gdzie, gdzie? Sami to napisali, żeby winę zrzucić.
Przecież to trzeba wstydu nie mieć. Czekaj, Wandzia.
Ale... tu jest wyraźnie napisane...
O, "między mamą a Weroniką".
Znaczy się Małgosią.
No to... kto tu w końcu jest winien?
Pamiętam, Weronika kiedyś mówiła... Co mówiła?
Że ją teściowa przyszła zaczepiała. Tak, tak, faktycznie, faktycznie.
Jak zaczepiała? No u was. W domu.
I kazała jej się...
Nie, to nawet wstyd mówić. No, powiedz im wszystko!
Rozbierać.
Tak? A kiedy?
I w coś tam przebierać. Przebierać. A to owszem, tak.
Chciałam dać jej sukienkę. To się przebierała, tak.
No i proponowała, że wyjadą razem we dwie.
Gdzie wyjadą? Kiedy?
Zaproponowałam jej, że... możemy wyjechać na weekend do spa.
We dwie. Jak zechce. Do sanatorium może jeszcze.
To pizda mała, kłamczucha.
Nie przezywaj się! Nikt się twoich krzyków nie boi.
Nie pomyślałaś, że ona nie chciała tego ślubu?
Nie mówiła wam, że nie współżyła z Łukaszem?
Bo jest dobrze wychowana. Gdzie? Takie rzeczy to po ślubie...
Mirelka...
Mam tego dosyć. Dzwonię do adwokata. Zaraz! Gdzie?
A SMS-y? Właśnie.
Jakie SMS-y? Do Weroniki.
Nie pisałam do niej SMS-ów.
To było dwa tygodnie przed ślubem.
Oglądaliśmy telewizję. Irena przyszła.
Właśnie wtedy.
I Weronka nagle: "O, SMS-a od teściowej dostałam".
Ktoś widział te SMS-y?
Proszę. Możecie sprawdzić. Ja nie mam nic do ukrycia.
Proszę! Zobacz. Co to jest za problem skasować?
Dobrze. Musimy jechać do was. Po co?
Zobaczyć telefon Weroniki.
Jak córka mówi, że były, to były. Nie! To zaszło za daleko.
Weronka by nie kłamała.
Raz w życiu napisałam do niej SMS-a.
Dwa tygodnie temu. Umówiłyśmy się na zakupy.
Byłyście na zakupach? Tak.
Prosiła, żeby jej dobrać biżuterię do sukienki.
Nie powiedziałaś mi? Nie było o czym. Co miałam mówić?
Umówiłyśmy się w galerii. Spóźniała się. I wysłałam jej SMS-a.
"Za ile będziesz, kochanie?"
Tak? I odpowiedź od niej: "Jestem za pięć minut".
Wszystko.
Może się zastanów, dlaczego nie poprosiła ciebie.
Albo swojej siostry.
Bo trzeba było zapłacić. A tak przyszła teściowa kupiła.
Łańcuszek, bransoletkę, kolczyki. Tysiąc w tę, tysiąc we w tę.
A co tam! Przecież oni bogaci. Piniądze mają.
Dobrze wymawiam, tak? Piniądze?
Masz rację, Wanda.
Wstydu trzeba nie mieć.
Trzeba zrobić konfrontację. Wiem, że jest późno, ale trudno.
Nie będziecie jej mieszać w głowie. Lesbijka? Też coś.
Naskoczycie na nią, ona się w sobie zamknie.
Powiem ci jedno. Pozwę twoją córkę o naruszenie dóbr osobistych.
Bardzo dobrze!
Sądem mnie nie strasz, sama się wstydu najesz.
Trzeba to wyjaśnić. Są bilingi. Będzie czarno na białym.
Mówiłam, jedno warte drugiego.
Słuchajcie. Trzeba to jakoś załatwić.
Nasza córka została poszkodowana. Poszkodowana?
Łukasz samobójstwo próbował popełnić.
Ma zboczoną matkę, to co się dziwić.
Co za dno.
A dlaczego żeś braciszka Łukasza na ślub nie zaprosiła?
Wandzia...
Mirelka, chodź tu. Mirelka.
Na zdrowie. Tak. No, no, no... Na razie.
Zatkało?
Innych pouczać łatwo.
A na...
Tak. A na własnym podwórku gównem śmierdzi. Czekaj, zaraz. Co?
Jak się wystraszyli...
Wszystkie pieniądze warte, żeby te miny zobaczyć.
Łukaszek wie, że rodzeństwo ma? To nie jest twoja sprawa.
No, przecież my prawie rodzina.
Ile on teraz ma? Dwanaście?
Pewnie by chciał ojca poznać.
Ludzie wszystko widzą. Wszystko wyciągną.
Pan Bóg nierychliwy, ale sprawiedliwość jest na świecie.
Jesteś podła. Jestem podła?
A ty jesteś kurwa. I co?
Ojcu zabronić się widzieć z dzieckiem? Słyszał to kto?
Ma zabezpieczoną przyszłość, jeśli cię to tak ciekawi.
Pieniądze to nie wszystko.
Jakbyś ty miał dzieciaka na boku? O Boże...
Zabiłabyś mnie. No, to co innego.
Mógłbyś go tak latami nie widzieć?
Przecież co dziecko winne?
To wstyd. Już? Skończyłaś?
Fajny chłopaczek musi być. Mama ładna podobno.
A na imię jak ma? Wandzia...
Taki wygadany, taki mądry.
A żonka nogą tupnęła, i ogon pod siebie.
Chodźmy do domu. Zaraz! Gdzie?
Córka została pokrzywdzona. Należy się zadośćuczynienie.
Jakie zadośćuczynienie?
No...
W tym wypadku to chyba finansowe. No tylko.
Ślub się nie odbył. Wyszło, co wyszło.
Wiadomo, z czyjej winy. Tośmy już ustalili...
Co ona teraz z tą sukienką zrobi? Oddamy wam za sukienkę.
A straty moralne?
30 tysięcy i sprawa załatwiona.
Wyście powariowali?
To Weronika zrezygnowała ze ślubu. Świństw się naoglądała u teściowej.
Andrzej, czy ty widzisz...
z czym myśmy mieli do czynienia przez tyle czasu?
Wielkie państwo. Kto nie zna, może uwierzy.
Tak po ludzku, Gosia. Jest krzywda. Musi być zapłata.
Co to dla was 30 tysięcy? Gosia...
Jak wyście to wyliczyli?
Dlaczego 30 tysięcy, a nie 20 albo 40?
Po prostu. 50 by było mało.
Tak tanio wyceniacie swoją córkę? A ty syna drugiego na ile wyceniłeś?
Ile święty spokój kosztuje? Dosyć tego!
Nic nie dostaniecie. Ani złotówki. Nawet za tą pierdoloną sukienkę.
Dotarło?
Nic! Do domu możecie iść.
Bogu dziękuję, że do tego ślubu nie doszło.
Gosia, tak nie można. Zabierz psa. Wkurwia mnie.
Chodź Mirelka. Tak nie można.
To jest poniżej naszej godności.
Ale będą mieli ubaw! O, z pani ordynator! Ale będą.
Twój bękart też się pewnie chętnie dowie, gdzie tatuś mieszka.
Życzliwych nie brakuje.
Prawda zawsze zwycięży. Toż nawet nasz papież mówił.
Wy nas szantażujecie.
Andrzej. Płacicie odszkodowanie i sprawa załatwiona.
Rozchodzimy się. Wszyscy zadowoleni. Rzygać się chce.
Sukienki nie pobrudź, bo droga chyba.
Jaką mamy gwarancję, że za pół roku nie przyjdziecie po więcej?
Andrzej, znasz mnie. Jaką dajesz gwarancję?!
Boże święty. Za kogo ty nas uważasz?
Przekażecie pieniądze Weronice? Znajcie nasz gest. Zapłacimy.
Ale spróbujcie jeszcze kiedyś... Nie strasz, bo się zesrasz.
No.
Widzicie? I można się dogadać.
To nie wszystko. To nie wszystko jeszcze!
Odwołaj klątwę, którą na Łukasza rzuciłaś.
E tam... To tak tylko.
Odwołuj. Najpierw pieniądze.
Odwołuj, albo nie będzie pieniędzy. Kiedy płacicie?
Chyba nie teraz. W poniedziałek. Bo jak nie...
W poniedziałek pójdzie przelew. Nie przelew. Tylko do ręki. Gotówka!
HUK
Żeby tak można było zrobić,
żeby tego wszystkiego nie było.
Jakby tak można, jak to się mówi...
cofnąć czas. Zrobić takie... Zostaw mnie!
Zrobić takie... I z powrotem jest wczoraj.
Chodź. Zostaw.
Proszę cię, Wanda, daj mi powiedzieć.
Daj mi powiedzieć.
I z powrotem jest wczoraj. Wy byście porozmawiali z waszym Łukaszkiem.
My z Weroniką porozmawiamy.
Oni się kochają. A miłość jest najważniejsza.
Kurczę, ludzie, nie róbmy sobie tego.
Jak się wszyscy dogadamy, nawet za tydzień można ślub zrobić.
Jedzenie do lodówy. Wóda też. Źle myślę?
Przecież teraz się wszyscy kłócą. Po co się w niezgodzie rozstawać?
W rodzinie różnie bywa. Ludzie się kłócą, potem się godzą.
Boże święty, ta Weronka, ona się głupot naczytała w internetach.
Porozmawiamy z nią. Małgosia, ona cię przeprosi.
Za parę lat będziemy się z tego śmiać.
I wnuki bawić. Co?
Andrzej!
Gosia!
Matka.
Małgosiu!
No, to co robimy z naszym cudeńkiem?
Może pan wyrzucić.
Do kosza? Ale co? Wyrzucić taki tort?
Piękny.
Szkoda, że go Weronka nie skosztuje.
A, to proszę spakować dla tych państwa. Cały.
Jak to "dla tych państwa"?
Andrzejku.
Dobrze, ja to mamusi pokroję.
Halo.
Halo.
Widzę, że Łukasz. Co chcesz?
Ale za co ty konkretnie przepraszasz?
No super. Tak. Świetnie. Nic. Tort jemy. A bo co?
Tobie się nie wydaje zabawne,
że po wszystkim tak sobie dzwonisz do mnie?
Na co mi twoje "przepraszam"? Co się stało, to się nie odstanie.
Nie byłaś psychicznie gotowa na ślub? No, no masz fantazję.
Ślub nie najważniejszy? Wiesz, co ona przez ciebie przeszła?
To trzeba powiedzieć: "Nie jestem gotowa, boję się".
Nie bzdury opowiadać.
Jesteś z Weroniką? Gdzie? Co? Gdzie jesteś?
Na jakim lotnisku? Jak to na Bali?
Żartujesz. Mam gdzieś, że jesteście szczęśliwi.
Jak ty sobie to wyobrażasz teraz? Że...
Zabraniam! Rozumiesz? Zabraniam!
Halo! Halo! Halo! Halo! Halo! Halo!
SPOKOJNA PIOSENKA
Na Bali lecą...
Bez ślubu?
Łukasz powiedział, że ślub nie jest najważniejszy.
Weronika też tak powiedziała. To wasze wychowanie.
Nasze wychowanie?
"Nie jestem gotowa. Przestraszyłam się".
Nafaszerował ją narkotykami. Jeszcze ją na tym Bali sprzeda...
On ją porwał, mówię ci! Kto?
Kto? Łukasz! Co ty mówisz, Wandzia? Proszę cię!
Co ty pierdolisz? Jeszcze zajdzie w ciążę.
Będziesz tak stał teraz?
Andrzejku.
KURWA!!!
Andrzej. Co: Andrzej?!
Co: Andrzej?!
Wypierdalać wszyscy! Ale już!
Koniec wesela!
Wypierdalaj i twoja mama też!
Tak nie można. My jesteśmy rodziną.
Jaka rodzina, gnomie jebany?! Proszę cię...
Trzydzieści tysięcy...
Ty kurwo!
Zabiję cię!
Proszę, Gosia! Puszczaj!
Andrzejku! Andrzejku!
Andrzejku!
Hej! Wszystko jest dobrze.
- Kochamy was. Nie gniewajcie się. - Niedługo wracamy.
- Do zobaczenia. - Buziaki. Hej.
Napisy: Elżbieta Zegardło
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.