Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Umiłowani, przynieśliście tu to dziecko
i modlicie się, aby Pan je przyjął, uwolnił od grzechu
i uświęcił Duchem Świętym.
Czy w Jego imieniu wyrzekacie się szatana?
Wyrzekamy się.
Czy wierzycie w Boga Ojca Wszechmogącego?
Wierzymy niezłomnie.
Czy będziecie przestrzegać przykazań Bożych
przez wszystkie dni swego życia?
Będziemy.
Penny.
Będziemy.
Jamesie Sebastianie Asperze, chrzczę cię...
To nie jest jego imię!
Nazywa się Billy! Billy Connor!
- Zabierzcie go stąd! - To mój syn! Mój syn.
Nie. Nie tutaj.
- Odebrała go nam. - Kto?
- Joan Beaumont. - Coś ci się pomieszało.
Pisali o tym w gazetach. Ludzie mają uwierzyć w te kłamstwa.
- To chrzest rodziny Asperów. - Umiem czytać!
- Wzywam policję! Gdzie telefon? - Wzywaj, kogo chcesz.
Powiedzą ci to samo. Nęka moją rodzinę.
Dosyć!
Spokojnie!
Jeżeli ochrzci ksiądz to dziecko, będzie ich wspólnikiem!
Kompletna bzdura. Wniosę skargę.
Zadamy mu pytania na posterunku.
Jakie pytania?
- Kim jest Joan, o której wspomniał. - Bierzecie jego słowa poważnie?
Nie słyszałem o niej. Miał ksiądz ochrzcić naszego syna.
Pana żona potrzebuje pomocy.
James jest naszym synem i koniec.
Przerywałem bójki na ślubach, ale chrzest? To coś nowego.
Rozmawiałeś z Davym wcześniej?
Kilka dni temu. Wykrzykiwał przekleństwa pod ich domem.
Ktoś sprawdził fakty?
To pijak. Asper jest prawnikiem.
Davy wierzy w to, co mówi. I od kiedy ufasz prawnikom?
Powinniśmy porozmawiać z tą Beaumont.
Joan Beaumont, wrażliwe serduszko.
"Ratuje" dzieci ze slumsów. Znasz ten typ.
"Ratuje" czyli odbiera biednym rodzicom jak Davy
i daje bogatym jak Asperowie?
Według Davy'ego Connora, który nie jest zbyt wiarygodny.
Masz jakąś pracę? Kwalifikacje?
Z dzieckiem przy piersi ich nie zdobędziesz.
Zrób to, co najlepsze dla dziecka.
Oddaj je rodzinie, która o nie zadba.
Stań na nogi, znajdź pracę, wyjdź za mąż
i urodzisz następne. Ślubne.
Mogę o coś spytać?
Czym mogę służyć?
- Joan Beaumont? - Tak.
Mamy kilka pytań o Marcusa i Penny Asperów.
Może przyjdź do mnie później.
Gdybyś chciała pomówić z kimś innym, jestem księdzem w Grantchester.
Nie rozmawiam o poszczególnych przypadkach.
Rodziny mają prawo do anonimowości.
Więc przyznaje pani, że odbiera dzieci rodzicom.
Oczywiście. To agencja adopcyjna.
A jeśli rodzice biologiczni nie chcą oddać dziecka?
Nikt ich nie zmusza.
Może nie zmusza, ale nakłania.
Kobiety, które tu przychodzą, wiedzą, co je czeka.
Mogę im ulżyć w kłopotach, zarówno matkom, jak i dzieciom.
A ojcowie?
Jak Davy Connor. Mają coś do powiedzenia?
Jeśli rodzice nie są małżeństwem, to decyzja matki.
Czerpie pani z tego zyski?
To dobroczynność.
Rodzice adopcyjni mogą wpłacić datek, jeśli chcą.
Wie ksiądz, w jakich warunkach rodzą się niektóre z tych dzieci?
Owszem.
I czym jest piętno panny z dzieckiem?
Chce ksiądz pomóc tej dziewczynie, a ja mam sposób,
żeby ją wesprzeć nie tylko modlitwą.
Nie mam nic przeciwko adopcji, ale słyszałeś, jak z nią rozmawiała?
Był to szantaż emocjonalny.
Sądziłem, że ci się spodoba. Czyni dobro i jest niebrzydka.
Nie czyni dobra.
Ale jest niebrzydka?
Połowa moich przestępców pochodzi z rodzin, jakie opisała.
Nie zmienimy tego, odbierając rodzicom dzieci.
Wiem.
Ale czy nie lepiej, żeby dorastały w dobrych rodzinach?
To znaczy bogatych, jak Asperowie.
Pieniądze nie gwarantują miłości, wiem coś o tym.
Mam dość roboty i bez twoich interwencji.
Nie popełniono przestępstwa, więc dajmy temu spokój.
Wesołego ranka!
Dzień dobry.
Nie możesz postarać się lepiej? Wesołego ranka!
Będzie nas tak pani witać do przyszłego roku?
Cały rok...
Jack chce jechać na Gwiazdkę do Paryża,
ale chyba nie da się tam zagrać w bingo.
Luwr, Montmartre, Notre-Dame, mais bingo, non!
Uroczo było spędzić razem wakacje.
Pomijając morderstwo. Tak, było miło.
Wesołego ranka!
Masz numer Asperów? Tych od chrztu?
Co się z wami dzieje?
- Leżał na wycieraczce. - Późno.
Nie przyszedł pocztą.
Księga Kapłańska?
- Który werset? - To tylko zadanie z diecezji.
Zadanie?
Leonard?
Wesołego ranka!
Od kiedy diecezja przysyła nam zadania?
List jest do mnie.
Który to werset?
18:22.
"Nie będziesz obcował z mężczyzną..."
"...jak się obcuje z kobietą. To obrzydliwość".
Kto jest autorem?
To anonim.
"Jutro o 14-tej przynieś na łąkę 50 funtów albo ujawnię dowody".
- Jakie dowody? - Nie wiem!
- Kto to napisał? - Nie wiem.
Nie jest pismo mojego ojca, zresztą nie żądałby...
To moja własna wina. Byłem nieostrożny.
Spotkania, spacery... wspólne wakacje!
Bryan Stanford.
Z Wesołości.
Powiedział mi, że widział cię z Danielem.
I nic nie mówiłeś?
Nie sądziłem, że jest o czym. Zepsułbym ci wakacje.
- To przestępstwo. - Ten werset również!
- Chcesz mu zapłacić? - Pisze, że ma dowody.
Skąd weźmiesz 50 funtów?
Nie martw się.
Coś wymyślimy.
Dobranoc!
Niestety, jeszcze nie. Młodziak aktywował Bat-Signal.
Larry?
Byłam tu dziś rano. Widziałam ją wtedy pierwszy raz.
Kazała mi przyjść później. Słyszał pan, jak to mówi.
Drzwi były otwarte i tak ją zastałam.
Powinienem był poprosić cię o radę.
Próbowałem podwoić kościelne pieniądze, ale akcje poszły w dół,
a teraz muszę wpłacić tę sumę na fundusz pomocy.
Kościół może wesprzeć fundusz, dopóki inwestycja się nie zwróci.
Prosząc o to, Will przyznałby, że grał na giełdzie.
Czego, jak sądzę, stara się uniknąć.
Niestety, St. John ma rację.
Powinieneś być zostawić inwestowanie ekspertom.
Ale skoro to tylko 50 funtów...
Tatusiu!
Amelio.
Tamaro.
Will, to twoja przyrodnia siostra.
Przystojniejszy niż mój rodzony brat.
- Nie spotkaliśmy się na ślubie. - Była na wakacjach.
Tatuś w swej hojności je opłacił, choć miał mnóstwo innych wydatków.
- Will. - Mam pocałować twój pierścień?
- Może być uścisk dłoni. - Zależy, gdzie ta dłoń była.
Zachowuj się!
Tatuś wyjął książeczkę czekową.
Pomoc dla parafii Willa.
- Tak się to teraz nazywa? - Co się nazywa?
Wpędziłeś jakąś dziewczynę w kłopoty?
To na fundusz kościelny.
Naprawdę jest taki słodki i niewinny?
Naprawdę jesteś taka zgorzkniała i cyniczna?
Po prostu jestem rozpieszczona.
Przestanę cię rozpieszczać.
I ciebie też.
Chyba się szarpała. Uderzyła głową o stopień.
Mieszka tu ktoś jeszcze?
Nie sądzę.
- Ta dziewczyna? - Nicola Hart.
W jakim była stanie, gdy przyszedłeś?
W ciąży?
Wypytajcie sąsiadów, czy coś widzieli lub słyszeli.
I dowiedzcie się, czy odwiedzali ją znajomi,
krewni, jakiś wielbiciel...
Jazda.
Co się mogło stać?
Oceni to koroner.
W twoim stanie nie powinnaś się zamartwiać.
Była dobrą kobietą, prawda?
Tak sądzę.
Może ci pomóc ktoś inny.
Pamiętasz księdza Willa?
Odwiozę cię do domu.
Mam w autach mdłości.
Masz w domu wannę?
Dobrze robiła mojej Cathy w jej ciążach.
Gorąca kąpiel. Ale nie za gorąca.
Nie zje się samo.
Jak ci minął wieczór?
Kiepsko.
Może pani odebrać?
Starałem się.
- Spróbuję z nim porozmawiać. - Pójdę z tobą.
- Nie. - Może to być niebezpieczne.
Co mam zrobić? Napisał "o drugiej".
Inspektor Keating!
Nie rób niczego beze mnie.
- Nie żyje kobieta. - Kto?
To nie nasza sprawa, chyba że masz ją pochować.
- Geordie? - Zamordowano Joan Beaumont.
Jeśli Joan szantażowano, bo zrobiła coś złego,
zająłbyś się tą rzeczą czy tylko szantażem?
Zależy, co zrobiła. Bo?
Luźna myśl. Nieważne.
Ann, Peter, do domu!
Jest Davy?
Nie mieszka tu.
Ten adres mi podał.
Molly? Lowden?
Zależy.
Matka Jamesa? Może nazywasz go Billy?
Nijak go nie nazywam.
Na co mi jeszcze jedno? Zwłaszcza Davy'ego.
Ledwo mogę wykarmić tych dwoje.
Powinnam skupić uwagę i środki na nich.
To słowa Joan czy twoje?
Więc znasz Joan?
Jasne. Często tu zagląda. Pomaga.
Nie jak inne wścibinosy.
Spójrzcie, kto przyszedł!
Zostawcie go, to nie wasz tata!
Zastępuję im go.
- Dlaczego mówisz, że tu mieszkasz? - A co mam mówić?
Co z Billym?
Była to legalna adopcja.
- Jestem jego ojcem. - Ojciec łoży na dziecko.
Podłapię parę fuch w ogrodach i stanę na nogi.
- Wiecie, ile razy to mówił? - Z pomocą, wsparciem...
Czyim? Boga?
Gdzie byłeś wczoraj wieczorem?
Był tutaj.
Więc nie zabiłeś Joan Beaumont?
Nie żyje?
Nie cieszysz się?
Nie.
Nie lubiłem jej, ale nie życzyłbym jej śmierci.
Nie lubiło jej wielu ludzi. Odebrała tyle dzieci.
Myślisz, że mogli być w zmowie?
Nie zgadzają się ze sobą w niczym.
W jednym Davy ma rację. Są tu setki aktów urodzenia.
Na tym nawet nie ma nazwiska.
Joan Beaumont nie próżnowała.
Widać miała, jak to nazywacie, "powołanie".
Nie porównuj mnie z Joan Beaumont!
To nie ja. "Wścibinosy", powiedziała Molly.
Nie jestem wści...!
Po prostu słucham i pomagam, kiedy mogę.
Były tu wczoraj?
Mogła je przynieść któraś z matek albo kupiła je sama.
Zdejmiemy z wazonu odciski,
ale wątpię, żeby morderca bawił się w kwiaciarza.
Muszę już iść.
Dokąd? Masz tam "A"?
Zaczynają się od "B". Barnett, Beckett...
Więc gdzie jest "A"?
Jak Asper.
Witaj, wczasowiczu.
To nie jest dobry pomysł, żebyś mnie odwiedzał.
Nie jesteśmy już na wakacjach.
Kto mówi, że przyjechałem do ciebie?
Odkurzam, Leonard!
Przepraszam panią.
Pan Marlowe.
Powrót do kieratu.
Owszem. Wywołałem w studiu zdjęcia z wakacji i odkryłem to.
Dla mnie?
Dosyć pikantne.
Dlatego uznałem, że powinna pani zobaczyć je pierwsza.
Schowam je w bezpiecznym miejscu.
Zniszcz negatywy.
Naprawdę nie skusisz się na spacer? Nie za rękę.
Nie. Mam zadanie.
Chodzi o pana Connora i chrzest?
Chodzi o Joan Beaumont.
Nie wiem, kto to jest.
- Może trzeba go nakarmić? - Już to zrobiłam.
Panie Asper... rozmawialiśmy z Joan.
Przyrzekła nam pełną dyskrecję.
Nic nie powiedziała.
I adopcja to nic wstydliwego, jeśli leży w interesie dziecka.
Czy James ma wątpić w swoje pochodzenie?
Marcus, nie trzeba.
Czy Penny ma nosić łatkę bezpłodnej?
Co by pan zrobił, żeby to utrzymać w tajemnicy?
Wszystko, w granicach prawa.
"Asper i syn, adwokaci". Ambitne plany.
Ja jestem synem.
To firma mego ojca, a wcześniej dziadka.
Dlaczego James nie miałby pójść w nasze ślady?
Może nie zechcieć.
Gdzie pan był wczoraj wieczorem?
Tutaj. Wyszedłem z Jamesem na spacer, żeby ulżyć Penny,
ale to wszystko.
Możemy się rozejrzeć?
Za czym? Powinniście mieć nakaz.
Skoro na miejscu jest prawnik...
To gazy. Proszę położyć go na brzuszku.
Ma czwórkę i bałagan w domu.
Próbuję zatrzymać marsz małego cesarza.
Był pan na spacerze z dzieckiem?
Teraz przespaceruje się pan na posterunek
i odpowie na pytania związane z zabójstwem Joan Beaumont.
Naprawdę muszę już iść. To ważne.
Ważniejsze niż przesłuchanie mordercy?
Will!
Co tu robisz?
Gosposia z plebanii, powiedziała, że jesteś tutaj.
Gosposia? Pani C.?
Inspektor Keating - Tamara, moja przyrodnia siostra.
Geordie.
Poznałam po akcencie.
Na fundusz kościelny. Jakkolwiek ma na imię.
Tacie trzeba nudzić o swoich problemach,
aż zapłaci, żeby cię spławić.
Dziękuję.
Jesteś moim bratem.
Nie kąpaliśmy się razem, więc chcę cię lepiej poznać.
Zobaczymy się później.
Gdzie są mundurowi?
Szefie. Co zrobił?
Okradł Joan Beaumont. I może ją zabił.
Zadzwonił sąsiad, który wrócił z nocnej zmiany.
Widział kogoś, kto od niej wychodzi, kobietę.
- Nicola Hart? - Nie była w ciąży.
Ściągnij żonę Aspera, Molly i Davy'ego.
Ładna koloratka.
Bryan.
Chcesz mnie onieśmielić? Przypomnieć o swojej pozycji?
- Władzy? - Nie.
- Dlaczego to robisz? - Należy demaskować takich jak ty.
Gdzie moje pieniądze?
Nie mam pięćdziesięciu funtów.
Więc prasa dowie się, kim jesteś. Policję też to zaciekawi.
Proszę cię, Bryan.
Jeśli to zrobisz, stracę pracę, dom.
Nie powiem "rodzinę", bo ojciec już dawno się mnie wyrzekł.
Rozumiesz, jakie to uczucie?
Wiesz, ile ośrodek płaci nam poza sezonem?
Zero. Nie wiem, czy gorsze jest głodowanie zimą
czy spędzanie lata wśród szczęśliwych rodzin i ludzi,
parzących się z kim popadnie, kiedy my musimy szczerzyć zęby.
Przykro mi, że tak się czujesz.
Jeśli mogę ci jakoś pomóc, bez pieniędzy...
Przyznaj się.
Przyznaj, kim jesteś, to może zmienię zamiar.
A kim jestem?
Kłamliwym pedziem, który podpuszcza mężczyzn,
po czym wskakuje do łóżka z kimś innym.
On nie jest "kimś innym".
Mężczyzna, z którym mnie widziałeś... Kocham go.
Przykro mi, że poczułeś się odtrącony, ale...
Odtrącony? Nie odtrąciłeś mnie. Sprawdzałem cię!
Wyczuwałem, kim jesteś i co robisz. Kochasz mężczyznę?
To obrzydliwe. Nienaturalne. Cieszę się, że nie masz pieniędzy...
Powiedziałem ci, kim jest. Co robi.
To mój przyjaciel.
Jesteś prymitywnym naciągaczem, który myślał, że znalazł łatwy cel.
Twoje pieniądze. Obyś był z siebie dumny.
Więc masz wszystko.
Przyjaciół... kochanków.
Nie zaplanowałem tej kradzieży.
Spacerowałem z wózkiem i zawędrowałem pod dom Joan.
Drzwi były jak zawsze otwarte, więc wszedłem,
przyznaję, że bezprawnie i wziąłem akta.
Nie widziałem Joan i nie zabiłem jej.
Dlaczego zabrał pan te akta?
Przypuszczałem, że nas sprawdzicie po tej aferze z Connorem.
Nie chciałem, żeby pewne rzeczy wyszły na jaw
i żeby w przyszłości dowiedział się o nich James.
Wzbraniała się pani przed adopcją.
Lubiłam pracę w rodzinnej firmie. Nie byłam zatrudniona formalnie,
ale mogłam zasiadać w zarządach różnych fundacji.
Tak poznaliśmy Joan.
Czułam się... ważna.
James, proszę!
Wezmę go.
Już dobrze.
Już dobrze.
Ma pan rękę do dzieci, inspektorze.
Wiem, że powinniśmy je kochać...
hołubić...
ale nigdy nie widziałam się w roli matki.
Wcale się nie martwiłam, kiedy się nam nie udawało.
Więc skąd adopcja?
Marcus czuł wstyd. Bezdzietność? Zgroza.
I rzecz jasna, chciał mieć dziedzica.
Żeby nazwisko Asperów przetrwało.
Byli z Joan bardzo przekonujący.
Twierdzili, że będę żałować.
Pewnie uważa mnie pan za potwora,
ale nie zabiłam Joan.
Trochę podejrzane. Żeby kobieta nie chciała mieć dzieci?
Zajmij się jakimś przez tydzień. Może zrozumiesz.
Chętnie. Lubię dzieci.
Bo sam jesteś dzieckiem, Larry.
Mówisz, że wczoraj byliście razem w domu.
Co robiliście?
- Graliśmy w wista. - Przestań.
Wiemy, że nie byłeś z Molly.
Po co kłamiesz?
Nie chciałam, żeby miał kłopoty.
Zamordowano kobietę.
Może jest idiotą, ale nie zrobiłby czegoś takiego.
To dobry człowiek.
Tak powiedziała?
Czy skoro Joan nie żyje...
adopcję Billy'ego można cofnąć?
To tak nie działa.
Skoro nie byłaś z Davym, gdzie byłaś?
W domu. I już mówiłam, nie miałam nic do Joan.
Pomogła mi. Dlaczego miałabym ją zabić?
Te dzisiejsze kobiety. Żadna nic chce mieć dzieci.
Nie wierz we wszystko, co mówi.
Myśli pan, że kłamie?
Mówi to, co sama chce usłyszeć.
Jeśli kłamie o dzieciach, może kłamać o morderstwie.
Jak każde z nich, Larry. Jak każde z nich.
- Nie musiałeś przychodzić. - Musiałem. Nie zostawię cię samego.
Doceniam to. Ale to nie twoja walka.
Co ty mówisz? Jesteśmy po tej samej stronie.
Byłem taki jak Bryan.
Nie tak dawno. Zgorzkniały, samotny.
Nienawidziłem świata... i siebie.
Wybacz, wiem, że chciałeś mi pomóc.
Jestem ci winny 50 funtów.
Jakaś dziewczyna do ciebie.
Następna. W ciąży.
Nicola?
Czy oddanie dziecka jest grzechem?
Skądże.
Ale panna Beaumont nie powinna mnie do tego namawiać?
Zbyt szybko popychała cię tym kierunku,
kiedy istniały inne możliwości.
Więc dlaczego to robiła?
Zajmowała się adopcjami od dawna i przywykła tak postępować.
Na pewno uważała, że to najlepsze dla dziecka.
Skąd mogła to wiedzieć?
Rozmawiała z dziećmi, które oddała?
- Wiem, że to dla ciebie trudne. - Czyżby?
Skąd ksiądz wie? Nie ma ksiądz pojęcia, co czuję?
Niania go uśpiła i po godzinie zadzwoniła do nas.
Porwali go! Dranie go porwali!
Co tu robimy? Powinniśmy go szukać!
Mamy podejrzanego i moi ludzie go znajdą.
- Jeśli mogę jakoś pomóc... - Znajdź naszego syna!
- Pan Connor nie skrzywdzi dziecka. - A wiemy, że to nie on zabił Joan?
Chcę z tobą pogadać. Gdzie jest twój durny chłopak?
- Nie jestem jego stróżem. - Nie zależało ci na nim.
Jaka kobieta oddaje własne dziecko?
Marcus, dosyć!
Bo czujesz to samo? Myślałem, że z czasem się przekonasz,
a w ogóle się nie martwisz! Dlaczego się na to zgodziłaś?
Bo chciałam, żebyś był szczęśliwy.
Bo czułam, że sama ci nie wystarczam.
Że nie wystarcza ci nasz związek.
Mnie wystarczał.
Panie Asper.
Wybacz mu. Jest zdenerwowany.
Mylił się, prawda? Nadal zależy ci na dziecku.
Joan mówiła, że muszę zapomnieć, bo inaczej będzie mnie to nękać.
- Nie we wszystkim miała rację. - A kto ją ma? Ksiądz?
- Nie. - Jakie ma to znaczenie?
Nie mam pieniędzy, nie wykarmię trójki dzieci.
Będzie mu lepiej z nią.
Proszę księdza? Dzwoni pani Chapman.
Chyba to zrozumiałe?
Chcieć dziecka, które pójdzie w nasze ślady.
Jeśli tego pan chce, lepiej przygarnąć psa.
Mam trzy córki.
Chodzą za mną tylko do sklepów w dniu wypłaty.
A mój chłopak? Chcę, żeby został piłkarzem,
ale jak jego matka ma dwie lewe nogi.
Kocham swoje dzieci.
Ale patrząc wstecz, nie wiem, jak przetrwaliśmy pierwsze lata.
Nie wiem, jak przetrwaliśmy zeszły tydzień.
To znaczy wiem.
Bo chcieliśmy je mieć. Oboje.
Nade wszystko.
Dzieci nie są dla nas,
to my jesteśmy dla nich, więc mogą zostać, kim zechcą.
Oby kimś lepszym niż my.
Czy nie o to chodzi? Jamesowi będzie lepiej u nas.
Będzie mu lepiej z tymi, którzy go kochają.
Panie Connor?
- Davy. - Wystarczy.
- Nie zrobisz mu krzywdy. - Zobaczymy.
Dlaczego miałbym go im oddać?
- Wiem, że to bolesne... - Przyszedłem tu po pomoc.
- Czujesz się usprawiedliwiony... - Ksiądz powinien słuchać!
Masz rację.
Wiem, że postąpiłem źle.
Ale to mój syn i zrobiłbym dla niego wszystko.
Przysięgam... nie zabiłem Joan.
Ale zrobiłbym to, gdybym miał go odzyskać.
Musi być jakiś sposób.
Nigdy nie byłem ojcem.
A mój ojciec nie sprawdził się w tej roli.
Chciałbym, żeby kochał mnie tak, jak ty kochasz Billy'ego.
Pewnych rzeczy nie zmienimy.
Musimy się nauczyć z nimi żyć.
Mój mały. Prawdziwy z ciebie przystojniak.
Przepraszam.
Wygląda zdrowo. Dba pani o niego.
Ty też byś mogła.
Mając pomoc. Finansową... i inną.
Penny jest w zarządzie wielu fundacji.
Agencji adopcyjnej Joan Beaumont przyda się nowy patronat.
Musimy dowieść, że żadne z nich nie było zamieszane w śmierć Joan.
Nie mam dowodów, ale Davy jest niewinny.
Asperowie również.
Na wazonie były odciski palców nie należące do nikogo z nich.
Co powiedziałeś Asperowi?
Że z dziećmi są same kłopoty i będzie mu lepiej bez małego.
Co powiedziałeś Connorowi?
Że chciałbym mieć takiego ojca jak on albo jak ty. Ale nie miałem.
Sądziłem, że się z tym uporałeś.
Ja również. Ale rzuca to dłuższy cień niż sądziłem.
Jak to przeszłość.
Co?
Jak ma na nazwisko Nicola?
Hart. Bo?
Znajdźmy formularz, który wypełniła u Joan.
Te kwiaty w wazonie.
Co z nimi?
Różowe goździki.
- I? - Wyrosły ponoć...
z łez Dziewicy Maryi po śmierci Jezusa.
Są symbolem matczynej miłości.
Akt urodzenia bez nazwiska sprzed 19-tu lat.
I formularz Nicoli Hart. Ta sama data urodzin.
Nicola?
Nicola?
Chwileczkę!
Co się dzieje?
Tylko w ten sposób mogłam się z nią spotkać.
Pisałam do niej, ale nie odpowiadała.
Wiemy.
Twój akt urodzenia.
Zatrzymała go?
Brak nazwiska, data urodzin, jaką podałaś w formularzu.
Dlatego założyła tę agencję.
Żeby pomagać kobietom w podobnej sytuacji.
Była bardzo młoda.
Dlaczego ją zabiłaś?
Byłaś na nią zła?
Nie. Byłam jej wdzięczna.
Mam tu wspaniałe życie.
Rodziców, których kocham.
To oni powiedzieli mi prawdę.
Chciałam się tylko z nią spotkać.
Chciałam ją przytulić. Żeby ona przytuliła mnie.
Mamo.
Nie.
To nie ty.
Nie.
- Kłamiesz. - Nie.
Ktoś ci powiedział.
Chcesz mnie podejść. Nie możesz być moją córką!
Odejdź!
Nie chciałam zrobić jej krzywdy.
Ale przytroczyłaś sobie tę poduszkę.
Nie wiedziałam, co zrobić.
Czułaś się winna. Dlatego wróciłaś.
Przytroczyłaś sobie poduszkę i wezwałaś policję.
Dlatego włożyłaś kwiaty do wazonu. Bo było ci przykro.
Była moją matką.
Nie chciałam jej śmierci.
To dla ciebie.
Pierwsza rata.
Daj spokój! To pieniądze mojego ojczyma.
Niech zatrzyma je szantażysta.
Odezwał się do ciebie?
To dobrze.
- Wesołego ranka! - Wesołego ranka.
Może być. Zrobiłam dżem.
Z malin.
Po jednym dla każdego. Psuje nas pani.
Jeden dla was dwóch. Daj drugi panu Marlowowi.
Danielowi?
- Nie lubi malin? Dam mu inny. - Nie!
Uwielbia maliny.
Do Salomona przyszły dwie kobiety z dzieckiem
i każda twierdziła, że to jej.
Gdy się kłóciły, Salomon poprosił o miecz.
"Rozetnijcie to dziecko na dwoje! Niech każda z nich ma połowę".
Jedna z kobiet zawołała:
"Dobrze, niech nie będzie moje ani twoje".
Druga kobieta odparła: "Bardzo je kocham,
więc dajcie go jej, tylko go nie zabijajcie".
Salomon wskazał ją i rzekł: "To ona jest matką.
Dajcie jej dziecko".
Nie mówię, że jestem mądrzejszy od Salomona, ale myślę,
że miał łatwiejsze zadanie.
Trudno jest przyznać, że czegoś się nie wie.
Wymaga to odwagi.
Williamie Jamesie Connorze, chrzczę cię w imię Ojca...
...i Syna...
...i Ducha Świętego.
Amen.
Proszę ze mną.
Tekst: Zuzanna Naczyńska
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.