Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Czech
Danish
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Wciąż coś do niej czujesz.
Skąd! Nienawidzę jej.
W POPRZEDNICH ODCINKACH
Nie zniknie z naszego życia, póki nie stanie ci się obojętna.
Zostań. Pouczymy się razem.
Wystawiłaś mnie dla niego?
Ale Paca wie, że pracuję cały tydzień bez wytchnienia.
Ja przekazuję ci tylko jej polecenia.
Jutro ma być głosowanie, a maszyna jeszcze nie przyjechała.
- Wiesz coś o tym? - Tak. Nie kupiłam jej.
Jutro jadę do Madrytu zidentyfikować zwłoki.
Nie chciałem, by jechała sama.
- Zaproponowałem jej pomoc. - Świetny pomysł.
Jesteś super. Wiszę ci kolację.
Julia zachowuje się dziwnie.
To znaczy jak?
Jakby nic się nie stało.
Mówisz tak, bo czujesz złość.
Nie! Cieszę się, że umarł.
Dlaczego moje dzieci muszą przechodzić przez to samo, co ja?
POWRÓT DO LAS SABINAS
Dzień dobry.
Hej.
Która godzina?
Minęła ósma.
Nie wiedziałam, że tu spałeś.
Nawet nie wszedłeś pod kołdrę?
Nie było tak zimno.
O Boże…
Przepraszam.
Za co?
Że nie spałeś w swoim pokoju.
To wszystko?
No tak.
Gracia.
A pocałunek?
Och, Tano…
Nic się nie stało.
Myślę, że lepiej pogadać o tym teraz,
żeby nie czuć się dziwnie, gdy znów się spotkamy.
Nie wiem, co powiedzieć. Nie mam pojęcia, co mnie napadło.
Po prostu. Było ci źle, cierpiałaś i…
stało się. I tyle. Nic więcej.
Nie jesteś na mnie zły?
Dlaczego miałbym być?
O Boże. Pewnie myślisz, że jestem…
Jest ci z tym źle? Czujesz wstręt?
Oczywiście, że nie.
Uff… chwała Bogu.
Byłoby głupio.
Nie.
Przepraszam.
- Jesteś cudowny. - Nie.
- Tak. - Nie.
Przyjechałeś tu ze mną załatwić najgorszą sprawę w życiu.
Zrobiłam scenę, poryczałam się, potem cię pocałowałam…
a ty wciąż tu jesteś, radosny jak zawsze.
Jakby w moim życiu nic się nie stało.
Nie.
Zrobiłem to, bo… jesteś piękna.
- Też jesteś całkiem niezły. - Dzięki.
Dzięki, że wspomniałeś o pocałunku.
Pomyślałem, że lepiej o tym pogadać. Nie uważasz?
Mm-hmm, mm-hmm.
Więc możemy już swobodnie gadać na ten temat.
Wolałbym się całować niż gadać o całowaniu.
- jeśli mam być szczery. - Naprawdę…
Ej, musimy iść do banku.
Tak, masz rację.
Nie chcę być z tobą.
Kocham Antóna.
Myślałam, że jak będziemy razem, to o nim zapomnę. Ale nie mogę.
Umarł mąż Gracii.
Dzień dobry.
Dzień dobry.
A dokąd to? Chodź tu do mnie.
Chciałabym.
Ale muszę napisać setki raportów przed wyjściem do gabinetu.
Musisz poczekać do wieczora.
- Dasz radę? - Nie.
Ale spróbuję.
Dobrze.
Postaraj się. I idź do apteki.
Skończyły się.
A jak nie pójdę do apteki? Kiedyś będziemy musieli spróbować.
No nie?
Co? Powiedziałem coś złego?
Raczej w złym momencie.
Nic nie rozumiem. O ile wiem, chcesz zostać mamą.
No tak, ale czy to musi być akurat teraz?
Chyba nie chcemy czekać do pięćdziesiątki?
Jesteś niesamowity.
Nie rozmawialiśmy o tym w ogóle w miesiącu miodowym,
aż tu nagle to ma być już teraz?
Rozmawialiśmy o tym przed ślubem pod dębem.
Nie pamiętasz?
Nie my, tylko ty. Ty o tym mówiłeś.
Zakładałem, że…
Co zakładałeś? Spróbuj zwracać większą uwagę na to, co mówię.
Robię to.
Nie widać.
Inaczej wiedziałbyś,
że teraz jest dobry moment na awans
na dyrektora szpitala w San Luis.
A nie na zajście w ciążę.
Okej. Przepraszam. Zagalopowałem się.
I przepraszam za głupie pomysły.
Ty wpadasz na pomysły, a ja za to płacę.
Jak ze ślubem. Nie chcę, by znów tak się stało.
Nie w tej sprawie. W żadnej.
W końcu nie było tak trudno zamknąć konto.
Może dlatego, że było puste.
Miejmy nadzieję, że w ewidencji też szybko pójdzie.
- Oby nie było długiej kolejki. - Jak będzie, to poczekamy.
Jesteś nie z tej ziemi.
Czemu nie każesz mi iść do diabła?
To byłby czysty egoizm.
Lubię pomagać tym, których kocham.
Pamiętasz Sergia z Casa Domingo?
Tę Noc Świętojańską?
Jasne. Schlał się jak świnia.
O Boże…
On też mnie pamięta.
Zawsze, gdy mnie spotka, mówi, że uratowałem mu życie.
To prawda. Mam nadzieję, że na ciebie zagłosuje.
Całą noc trzymałem jego głowę
nad muszlą klozetową w jego wielkim garażu.
Mimo że miałem idealny plan.
Jaki plan?
Nie mogę powiedzieć.
Bo plan był nie tylko idealny, ale i tajny.
Nadal będziesz go ukrywał? Powiedz.
Ale nie miej mi tego za złe.
Okej.
Tamtej nocy chciałem…
cię pocałować.
Naprawdę?
Nagrałem CD z miłosnymi piosenkami.
Miałem cię poprosić do tańca.
I w trzeciej piosence,
tej Prince'a, jak ona tam… „Purple Rain”.
Wtedy, gdy on robi…
Ale numer…
Wtedy chciałem cię pocałować.
Właśnie w tym momencie.
Wariat.
Kochałem się w tobie.
Przesadzasz.
Gracia…
Do szaleństwa.
Tak…
To był ten rok, gdy Miguel był w Szkocji.
- Tak? - Tak.
Zajęło nam to 20 lat, ale w końcu się pocałowaliśmy.
Warto było czekać.
Bardzo fajne. Spodobają im się.
Skromny upominek dla dzieciaków.
Może poprawi im humor.
A jak one?
Jakoś się trzymają.
Dużo pracy?
To obłęd.
Nie dorównam twojej mamie, żeby nie wiem co.
Jak ona znajduje na to wszystko czas?
Praca to jej życie.
Czasem opowiada mi historie z dzieciństwa,
jak bawiła się ze mną i ojcem… Chyba je zmyśla.
Twoja mama miała kogoś po ojcu?
Nie.
Nikogo.
Acebuche, Acebuche i jeszcze raz Acebuche. To miłość jej życia.
Rozumiem.
Wracam do pracy. Muszę przekonać ją, że nie płaci mi za darmo.
Daj spokój. Cieszy się, że cię ma. Ale lubi, gdy ktoś jej kadzi.
Gdy ktoś ma jakieś pomysły, lubi pokazać, kto tu rządzi.
Ty ją lepiej znasz.
Tak. Nie przejmuj się. Muszę lecieć.
Będziesz tu później?
Zostało mi mniej więcej 12 godzin.
Serio?
To na razie. Jeszcze pogadamy.
- Nie mogę. Muszę… - Muszę i muszę. Bez sensu.
Nie przejmuj się szefową. Nie taki diabeł straszny, jak go malują.
- Cześć. - Cześć.
No dobrze…
Co się dzieje? Przecież przez 12 dni nie kiwnąłeś palcem.
Zdążymy złożyć wniosek o fundusze na olej napędowy?
Tak, spokojnie.
Zrobię to dziś po południu.
Pospiesz się. Dziś mamy kolację z twoją mamą.
Kurde, masz rację. Zapomniałem.
Co się z tobą dzieje?
Nic. Jestem lekko zmęczony. To chyba jet lag.
Kłótnie kochanków tak się teraz nazywają?
Między nami wszystko okej.
To co było przy śniadaniu?
Wczoraj kleiliście się do siebie, a dziś nie rozmawiacie ze sobą?
- Mam nadzieję, że Gracia nie ma nic… - Nie zaczynaj.
Było, minęło.
To o co chodzi?
Nie odpuścisz, aż się dowiesz?
Odpuściłbyś, gdybyś zobaczył Lucię w takim stanie zaraz po ślubie?
Okej, powiem ci, żebyś nie myślała Bóg wie czego.
Gadaliśmy o posiadaniu dziecka.
No wreszcie! Zostanę babcią.
Taki jest pomysł. A raczej był. Sam już nie wiem.
Dlaczego?
Nie mów mi, że nie chcesz…
Przestań, proszę.
To ona uważa, że to nie jest dobry czas.
Kto? Moja córka?
Też miałem taką minę, gdy mi powiedziała.
Ale proszę, nie męcz jej tym.
Ja działałem bez przemyślenia i widzisz, co z tego wyszło.
Ciekawa jestem…
Jak poznałeś Elenę?
Nie uwierzysz.
Gdy ją poznałem, miałem ochotę ją zabić.
Zabić kogoś? Ty? Nie wierzę.
Nie z jej powodu.
To było pierwsze zgromadzenie regionalne.
Wtedy nienawidziłem jej partii.
Byłem bezlitosny.
I co się stało?
Nic. Zaczęła pokazywać raporty,
statystyki i w końcu to ja dostałem za swoje.
Uwielbiam Elenę.
Wycisnęła ze mnie poty.
Wyszedłem na żółtodzioba.
Czyli tak ci dała w kość, że aż się zakochałeś?
A gdzie tam!
Najpierw chciałem się jej pozbyć. Unikałem jej tygodniami.
To jakim cudem się związaliście?
Zaczęliśmy razem pracować. Widywaliśmy się codziennie.
- Aha. - … i muszę przyznać,
że gdy ochłonąłem,
zacząłem patrzeć na nią inaczej.
Rozumiem.
Jest genialna.
Pracuje jak maszyna.
Przygotowała plan rozwoju miejskiego dla regionu w niecały miesiąc.
Wszystkich nas zatkało.
Kiedyś wejdzie do władz Madrytu.
Nie zdziwiłbym się.
Czasem wydaje się oziębła, ale żebyś zobaczyła, jak pracuje!
Analizuje każdy szczegół, myśli o wszystkim, a w końcu
znajduje najlepsze rozwiązanie.
Chciałabym być chociaż w części taka.
Czemu tak mówisz?
Czego się nie tknę, zawsze wszystko psuję.
Daj spokój…
Całkiem nieźle ci się układało.
Nie masz czego jej zazdrościć.
To Antón był tym, który zawiódł.
Nie wystarczy, że wzięłam sobie takiego drania za męża?
Czasem trudno jest przyznać, że jesteśmy z niewłaściwą osobą.
Ale musimy przez to przejść.
Hej.
Nie obrazisz się, jak porwę Palomę na chwilę?
- Nie. - Dziękuję.
Jasne.
Z mango wszystko okej?
Tak.
Zaczęliśmy testy z siarczanem potasu.
- W przyszłym tygodniu… - Hej.
Przestań gadać o pracy.
- Możemy usiąść? - Czemu nie?
El Acebuche się nie zawali, jak zrobimy pół godziny przerwy.
Prawda, Paloma?
Mam nadzieję, że nie.
Przy takich pracownikach nasza przyszłość jest pewna.
- Lemoniady? - Chętnie.
- Dziękuję. - Proszę.
- A, tu jesteś! - Cześć.
Wpadłam na moment, ale muszę lecieć. Czekają na mnie w urzędzie.
Po co ten pośpiech?
Mój syn nie umrze, jak poczeka na ciebie 10 minut.
Już wrócił z Madrytu?
Nie spędziliście razem nocy?
Nie. Mówił, że zostaje z nią, żeby jej pomóc z tymi papierami.
Jest za dobry.
Ale nie zrozum tego źle.
Nie.
Gracii musi być bardzo ciężko.
Szczerze mówiąc, uważam, że robi to, co powinien.
Tak. Na pewno dużo jej pomaga.
Mamy szczęście, że jest z nami na co dzień.
Raz możemy podzielić się nim z kimś, kto tyle szczęścia nie ma.
Jesteście dla siebie stworzeni.
- Zajrzę jutro. - Świetnie.
- Pa. - Pa, kochana.
PIWNICE
Piwnica 48. Wszystko, co zostawił nam Antón,
to ciemność i tony starych mebli.
Masz jakiś pomysł, co z tym zrobić?
Zatrzymam kilka rzeczy dla dzieci, a resztę sprzedam.
Mogę pożyczyć vana i zawieźć wszystko do Manterany.
Nie wiem. Nie mam teraz do tego głowy.
Może gdy wrócimy na kremację.
Przepraszam.
Jasne.
Tak, słucham.
Gdzie ty jesteś?
W Madrycie, mówiłem ci.
Dlaczego nie powiedziałeś mi, że spędzasz noc z Gracią?
A co to ma za znaczenie?
Co ty sobie myślisz?
Mamo, przestań. Już kończymy. Za pół godziny wyjeżdżamy.
Nie spodziewaj się po niej niczego dobrego.
Ani w Madrycie, ani w Manteranie.
Zostaw ją w spokoju. Dopiero straciła męża, na Boga.
Wiem i jej współczuję,
ale nie chcę, by skrzywdziła ciebie lub Elenę. Ona jest święta.
A co ma do tego Elena?
Nie jest ślepa.
I wciąż stoi za tobą murem.
A wiesz, dlaczego?
Bo naprawdę cię kocha.
Nie tylko wtedy, gdy jest jej źle.
Żebyś pękł,
nigdy nie zdobędziesz Gracii. Nigdy.
Ona cię używa, tak jak użyła twojego brata!
Jesteś tam?
Tak. Czego chcesz?
Zrób dla niej to, czego potrzebuje dziś, ale od jutra
masz ją wyrzucić ze swojego życia na zawsze.
Cześć.
Jezu.
Przestanę już was zanudzać tym Nowym Jorkiem.
Wszystko się zmienia. Kiedyś nie jeżdżono tak daleko w podróż poślubną.
Masz na myśli siebie, tak?
Mama pojechała w podróż poślubną do Benalmádena.
Do willi kolegi mojego taty.
I bawiłam się świetnie.
Wiem. Ale opowiedz wszystko od początku. Tata chciał zabrać cię do Paryża.
Ale było winobranie i chciałaś być w pobliżu
- w razie, gdyby coś się stało. - Próbowaliśmy potem.
Ale ciągle odkładaliśmy wyjazd, aż w końcu było to niemożliwe.
Wciąż możesz jechać.
No tak. Spacerować sama nad Sekwaną jak jakaś wariatka.
Sama z wyboru. Od śmierci taty
nie spotkałaś nikogo,
z kim mogłabyś pojechać do Paryża?
Nie udław się.
A jak myślisz?
Nie wiem. Nigdy o tym nie mówiłaś. To byłoby ciekawe.
Teraz, gdy znam twoje zdanie, może spróbuję znaleźć księcia z bajki.
Znając ciebie, ten książę musiałby być też przynajmniej agronomem.
Wracam do pracy. Dzięki za lemoniadę.
Cześć.
- Cześć. - Cześć.
Czy można być aż tak podłym?
Sprzedał wszystko. Co za drań!
Przynajmniej miał trochę przyzwoitości i nie wyrzucił rzeczy dzieci.
Przyzwoitości, a może raczej poczucia winy.
Chodź. Pomogę ci zanieść te pudła do samochodu.
On nie był taki.
Był dobrym ojcem. Dzieci go uwielbiały.
A potem zaczął okropnie je traktować.
Wszystko przez tę Rebecę i te głupie pieniądze.
Hej…
Nie myśl o tym. Nie warto.
Jak mogę nie myśleć? Jak?
Jedźmy już. Chcę zobaczyć dzieci.
Co ty tu robisz? Wejdź.
Dlaczego nie byłeś w szkole?
Rozmawiałem z nauczycielką.
Mama była w Madrycie w sprawie ojca. Nie miałem ochoty iść.
Poszedłem na spacer.
Idę się czegoś napić z przyjaciółmi.
Dołączysz?
Przyjaciele i twój chłopak?
Nico też idzie.
To ja rezygnuję. Nie chcę, żeby zrobił aferę z mojego powodu.
Gadałam z nim. Wyjaśniliśmy sobie wszystko.
Nico czuje się trochę niepewnie, ale to dobry chłopak.
No to niezły z niego aktor.
Chodź.
Nie chcę, żebyś siedział cały czas sam.
Zwłaszcza teraz.
Okej. Wezmę kurtkę. Ale jak będzie arogancki, to wyjdę.
To są te słynne taśmy, na których jest mój ojciec?
Tak. Na jednej nagrał urodziny dziadka.
Nie wierzę, że nasi rodzice chodzili ze sobą.
Skoro się lubili, to nic dziwnego. Robiłbym to samo.
Ale mój tata to straszna gaduła. Dziwne, że nic mi nie powiedział.
Moja mama też nigdy o nim nie mówiła.
Było tak niezręcznie, gdy przyszliście na tę kolację.
Esther zachowywała się dziwnie.
A mój tata… jeszcze gorzej.
Może to był tylko letni romans i dlatego nic nie pamiętają.
Kto wie?
Idziemy?
A potem jego matka
zabroniła mu jechać na festiwal, więc Lucas wziął wspaniały motor ciotki
bez jej zgody i pojechał do Madrytu.
Twoi kumple musieli być zszokowani, gdy przyjechałeś.
Nie dotarłem nawet na stację. Straż mnie zgarnęła.
Co za przegryw.
- Musisz mnie przewieźć. - Nie. Ja pierwsza.
Mogę tylko na rowerze. Jeszcze spłacam mandat.
Rowery są całkiem fajne.
Hej.
Pójdziemy na spacer?
Idź sam. Mi tu dobrze.
Chcesz już iść? Tak bardzo nas nie lubisz?
Nie was. Nie lubię tego snoba.
- Nie chcesz, bym cię zabrał na rower? - Palant.
Nico, przestań.
- To on zaczął. To dup… - A propos.
Jak twoja siostra?
Moja jest w jej klasie. Podobno Julia dziwnie się zachowuje.
Czemu?
Co się stało?
Carolina mówi, że zachowuje się tak, jakby nic się nie stało z…
waszym ojcem.
Nie powiedziała nikomu, nawet koleżankom?
Wiedzą od nauczycielki.
Julia mówi o nim tak, jakby żył,
a dziewczyny nie chcą wyprowadzać jej z błędu.
Brat rozpuszczony bachor. Siostra wariatka.
Nico.
- Przepraszam. - Gdzie idziesz?
Mam iść z tobą?
Kazałam Jiménezowi trzymać to w nowym magazynie.
Ma lepszą izolację. A wiesz, gdzie to trzyma? W starym hangarze.
Gwarancja wygasła.
Zabiję go.
Pięćset kilogramów substratu na marne.
Mimo to użyłabym go.
Nie widziałaś warstwy pleśni? Do tego śmierdzi chlewem.
Brzydki zapach się ulotni, gdy tylko zaczniemy nawadniać.
Pleśń nie jest taka zła dla upraw.
Daj mi spróbować.
Okej. Na twoją odpowiedzialność.
Dobrze.
Paca…
Czego chcesz?
Oczyścić atmosferę.
Może myślisz, że mam coś wspólnego z naszą wcześniejszą rozmową.
Powiedziałam ci, że to wina Jiméneza.
Jak znów nawali, utnę mu nogi kosiarką.
Nie chodzi mi o tę… rozmowę.
O wcześniejszą…
o twoim życiu miłosnym.
Nie wiem, skąd to wypłynęło,
ale słowo daję, że nic nie powiedziałam Esther.
O czym?
O tym, co stało się przy kolacji.
O pocałunku.
Myślę, że nie ma o czym mówić.
Może źle to zrozumiałam, ale…
Jasne, że źle.
To był normalny, przyjacielski pocałunek.
Na drugi raz nie pij tyle wina.
Masz słabą głowę.
Coś jeszcze?
Cześć.
Przeszkadzam?
Nie, Tomás. Wejdź.
Już wychodzę.
No to do roboty!
Rzuć na to okiem.
- Na razie. - Pa.
Już idziesz?
Odprowadzę cię.
O, jak miło.
Zdaje mi się, że zakolegowałaś się z synem Gracii.
Tak. Esther chce, żebym pomogła mu się zadomowić.
Tak. Całkiem nieźle to idzie.
Pójdę już.
Oj… chyba ktoś tu za bardzo nie przepada za tym nowym.
Nie zwracaj uwagi. Nico czasem zachowuje się jak palant.
To chyba jasne, że choć Lucas jest z Molinów,
całkiem nieźle się dogadujecie.
I ty też? Przestań. To tylko przyjaźń.
Nie rozumiem, skąd taka nienawiść do tej rodziny.
Dawne zaszłości.
Czy Gracia i mój tata chodzili ze sobą?
Kto ci to powiedział?
Lucas? Jaka matka, taki syn.
Czemu tak mówisz? Gracia jest bardzo fajna.
Judasz też był fajny.
Twój tata stracił rozum i wpadł w jej sidła.
Czyli było to coś poważnego?
Aha. Dopóki go nie rzuciła.
Wiesz co? Gdy wyjechała z Manterany, wszystkim nam ulżyło.
To źle, że wróciła.
Jasne. Dlatego tata tak się miotał z tym ślubem.
Bo Gracia wróciła.
Sama to powiedziałaś.
No dobrze, leć. Twój chłopak czeka.
No już.
Hej.
Co robisz?
Pracę z matmy.
Rozmawiałaś dziś z mamą?
Nie.
Wiesz, że jest w Madrycie?
Tak, załatwia jakieś papiery.
Papiery taty.
Słuchasz mnie?
Tak.
Czemu nie powiedziałaś w szkole, że tata nie żyje?
- Julia. - Co?
Oni wiedzą, że tata nie żyje.
Od nauczycielki.
Udają, że nie, bo nie chcą cię ranić.
Zaczekaj. Pogadajmy.
- Nie. - To ci pomoże.
Nie potrzebuję cię.
Potrzebujesz. Przyjaciół też.
Co się z tobą dzieje?
- Nic. - Chodź tu.
Jesteśmy o wiele bardziej do siebie podobni, niż myślisz.
- Nie chcę teraz rozmawiać. - Ale ja chcę.
Duszenie żalu w sobie nie pomaga. Przeciwnie. Tylko wzmaga cierpienie.
Mam dość twoich rad. Daj mi spokój.
Będziemy tak szli i szli?
- Jak? - Nie lubię się z tobą kłócić.
Zachowałeś się jak burak.
Flirtowałaś z nim na moich oczach!
Znów to samo.
Nie jestem ślepy. Lucas na ciebie leci.
To jasne, jak słońce. A ciebie to rajcuje.
Mnie to rajcuje?
Co on do diabła robił dziś z nami? Czemu go zaprosiłaś?
Stracił ojca. Chciałam, żeby trochę się rozerwał.
Co w tym złego?
Daj już spokój z tym ojcem.
Jak możesz tak mówić?
Jak śmiesz obrażać jego siostrę? Grubo przesadziłeś.
Odkąd ten snob przyjechał, zmieniłaś się. Olewasz mnie.
Masz na myśli tamten dzień, tak?
Ja też tego chcę, Nico.
Proszę cię tylko o trochę czasu.
Brawo.
Daj znać, gdy będziesz gotowa być ze mną, a nie z tym dupkiem.
Nie, Nico, nie odchodź!
Na pewno nie chcesz, żebym cię odwiózł do domu?
Nie. Zrobiłeś już wystarczająco dużo dla mnie i moich dzieci.
Gdybyś czegoś potrzebowała, jestem.
Dzięki. Bez ciebie nie dałabym sobie rady z tym wszystkim.
Bez całowania dziś?
Żartuję.
- Och, Tano. - Żartuję.
- Dzięki. - Okej.
- Cześć, Gracia. - Cześć.
Hej.
Przykro mi z powodu Antóna.
Wyrazy współczucia.
Jeśli czegoś potrzebujesz…
Było ciężko.
Dobrze, że nie byłam sama.
Przepraszam. Jadę do dzieci.
Jasne.
Dzięki. Cześć.
Cześć.
Daruj sobie, mamo.
Czekam w samochodzie.
Nie mogłem puścić jej samej. Musiała zidentyfikować zwłoki.
To ciężkie przeżycie.
Pojechałem z nią. Gdzie idziesz?
Na kolację z Esther i jej mamą. Przyjdź z Eleną.
Nie wiem. Pomyślę.
Czemu nie? Mama się ucieszy, bo…
Wiem. Zastanowię się.
To wszystko?
Tak.
Chodźcie tu.
Załatwiłaś wszystko?
Chyba tak.
Zadzwonią w sprawie kremacji.
- Mogę otworzyć? - Jasne.
A ty? Nie chcesz otworzyć swojego?
- Nie. Wiem, co tam jest. - Ale Ju…
Co się z nią dzieje?
Nie wiem.
Wiecie coś?
Nie powiedziała w szkole, że tata zmarł.
Mówi tak, jakby wciąż żył.
O Boże.
Tak mi przykro.
Powinnam była bardziej uważać na dzieci. Byłam…
Tak.
Nie zasługują na takie przejścia. To nie jest ich miejsce.
- Musimy dać im czas. - I dużo miłości.
Po wypadku mamy nie rozmawiałam z nikim tygodniami.
Chciałam tylko umrzeć, by być z nią.
To było piekło.
Nie. Moje dzieci nie będą przez to przechodzić.
Trzeba znaleźć dobrego psychologa.
Kogoś, kto pomoże jej wyjść z tej traumy.
Miałeś rację, tato.
Antón nie próżnuje, nawet martwy.
Gracia.
To prawda. Wykiwał nas wszystkich.
A to jest widok z Mostu Brooklińskiego.
Coś pięknego! Aż dech zapiera.
- Dziękuję. - Proszę.
Zadzwonisz do Lucii? Umieram z głodu.
Zaraz będzie.
Nie sprawiała kłopotów, gdy nas nie było?
Rzadko ją widywałam. A w weekend prawie w ogóle.
To dobra dziewczyna, ale przechodzi okres buntu.
A kiedy ma go przechodzić, jak nie teraz?
Cieszcie się nią, drogie babcie.
Tylko patrzeć, jak wyjedzie na studia.
A co z wami?
Kiedy wreszcie będziemy mieć wnuki?
Teraz już nie macie żadnych wymówek.
Dziękuję.
Przepraszam was, ale tylko ja będę decydować, kiedy zajdę w ciążę.
Dobrze. No to poczekamy. Będziemy świętować
tego samego dnia chrzciny i przejście Miguela na emeryturę.
Możecie przestać mnie naciskać?
Gdy przyjdzie czas, dam wam znać.
Póki co dajcie mi spokój.
Burmistrzu.
Wróciłeś.
Tak… przed chwilą.
Jak poszło? Jak Gracia?
Możesz sobie wyobrazić.
Dobrze zrobiłeś, że pojechałeś z nią. Będzie ci wdzięczna do śmierci.
No to co robimy?
Jeśli jesteś zmęczony, możemy iść do domu, kupić coś na obiad…
Elena…
Elena, co?
Jesteś…
- wspaniałą kobietą i… - Proszę cię.
Tylko nie tak.
Zrywasz ze mną, tak?
Zgadza się?
Posłuchaj. To nie twoja wina.
Jesteś wspaniała, ale zasługujesz na kogoś, kto bardziej cię doceni.
Proszę cię.
Jeśli mnie zostawiasz, powiedz mi całą prawdę.
Dość tego mydlenia oczu.
Okej. Masz całkowitą rację.
Od dzieciństwa…
byłem do szaleństwa zakochany w Gracii.
Zawsze ją kochałem. Próbuję przestać o niej myśleć, ale nie mogę.
Powiedz mi coś.
Czy coś zaszło między wami w Madrycie?
- Spaliście ze sobą? - Nie.
Nie.
Ale ja bardzo chciałem.
Te dwa ostatnie dni
uświadomiły mi, że wcześniej czy później
i tak będziemy razem.
Wow.
Przepraszam.
Wybacz mi.
No ładnie.
Wybacz, że tak zareagowałam.
Nie ma sprawy.
Doskonale cię rozumiem.
Macierzyństwo to jedna
z najpiękniejszych rzeczy w życiu.
Ale jak raz to zrobisz, nie ma odwrotu.
Zdaję sobie z tego sprawę. Ale nie o to chodzi.
A o co?
Nieważne. Może to obsesja. Nie chcę cię zanudzać.
Nie czuję się znudzona.
Ale… rozumiem, że możesz nie mieć chęci na rozmowę.
Nie cierpię tego, że kobiety zawsze muszą się w tej sprawie usprawiedliwiać.
Czuję, że cokolwiek bym nie zrobiła, ta kobieta zawsze będzie w naszym życiu.
Nie mogę konkurować z Gracią.
- Co tym razem zrobiła? - Nic.
To Miguel. Miałby dziecko od zaraz, gdyby to od niego zależało.
To znaczy, że chce się zaangażować.
Albo musi mieć dziecko,
by zapomnieć o niej. Ja mu nie wystarczam.
Nie, skarbie.
Nie mów tak.
Co mam zrobić, żeby na dobre znikła z naszego życia?
- Hej. - Cześć.
Jak Julia?
Zaniosłam jej jedzenie.
Była cała w skowronkach.
„Cześć, mamo. Dzięki. Pyszne. Pa, mamo”.
- Chcesz trochę? - Tak.
Nalej po brzegi.
O rany…
Co?
Dużo roboty, tak?
Nie wytrzymam dłużej. Nie daję rady.
Paca płaci bardzo dobrze, ale nie odpuszcza.
Nie mów mi o tej wariatce.
Coś podobnego! Wycofała się z projektu.
Żeby tylko to.
A co? Znów coś narozrabiała?
Nieważne. To wszystko jest jak zły sen.
Nie, powiedz mi.
Nie wyjdę, póki nie powiesz. Tam stoi jeszcze jedna butelka.
Paca mnie pocałowała.
Jak to pocałowała?
Po prostu. Pocałowała mnie.
Ale to był… pocałunek w pełnym tego słowa znaczeniu?
Tak.
Jak to?
- Lubi kobiety? - Chyba tak. Nie wiem.
Po kolacji poszłyśmy do salonu
i gadałyśmy.
Fajnie nam się gadało.
Dziękowałam za to, co dla mnie zrobiła…
i nagle pocałowała mnie.
I co zrobiłaś?
Spanikowałam.
Ale potem powiedziała, że jest zmęczona i kazała mi iść.
- To niedobrze. - Wiem.
Od tamtej pory mnie unika.
I spławia mnie.
Odmowa kupna tej maszyny
na pewno ma z tym związek.
Niewątpliwie.
Ale numer, Paloma!
Dziś próbowałam oczyścić atmosferę.
I co?
Potraktowała mnie jak wariatkę.
Jej zdaniem źle to zrozumiałam, bo byłam pijana.
Mówisz poważnie?
Lecieć na kogoś to nie zbrodnia.
W jej przypadku może być. Zależy, na kogo się leci.
Naprawdę? W 21 wieku?
Przecież to Paca. Nie jestem zbyt zaskoczona.
Uciekaj od tej kobiety. Rzuć tę pracę.
Nie mogę. Bez tej pensji Las Sabinas w trzy miesiące popadnie w ruinę.
To co zamierzasz zrobić?
To, co zawsze.
Stawić temu czoła.
To co, kolejna kolacyjka?
Czego znowu chcesz?
Raz na zawsze wyjaśnić sprawę.
Zaraz przychodzi rodzina na kolację.
Zajmę tylko chwilkę. Nie lubię, gdy ludzie mnie unikają.
W dodatku tacy, których cenię.
Cenię czy potrzebuję?
Nie zamierzam cię zwalniać, jeśli o to ci chodzi.
Więc mnie wysłuchaj.
Nie ukrywam, że przyjęłam tę pracę, bo potrzebowałam pieniędzy.
Ale też po to, by uczcić pamięć matki.
- Nie mam czasu. Wyjdź. - Nie. Wysłuchaj mnie.
Podziwiam cię tak, jak matkę.
Budzisz tak wiele dobrych wspomnień o niej.
Być może pomyliłaś mój podziw z innym rodzajem uczuć.
Jeśli tak, to bardzo przepraszam.
Przykro mi. A Esther, która jest…
Zamknij się!
- Wynoś się. - Co?
No już!
Wynoś się.
Napisy: Lidia Lewandowska-Nayar
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.