Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Czech
Danish
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Mamo, wszystko wyjaśniłam, przepraszałam setki razy.
Przestań. Chcę się pogodzić przed wyjazdem.
W POPRZEDNICH ODCINKACH
Trzeba było pomyśleć wcześniej.
Nico mnie nie kontroluje. Nie zniosę żadnej kontroli.
- Tak to wygląda. - Idź do diabła.
Nic dziwnego, że nikt cię nie lubi.
Co się stało?
Członkowie spółdzielni to przedyskutowali.
Wszyscy są zachwyceni pomysłem,
ale nie chcą wydać tak dużo na maszyny.
Ja to kupię.
Nie wiem, czym sobie na to zasłużyłam.
Dziękuję.
Wiszę komuś pieniądze. Dużo.
Nic mnie już nie łączy z Antónem.
Jakiś Álvarez. Pewnie Antón wisi mu kasę.
POWRÓT DO LAS SABINAS
Gracia.
Gracia.
Gracia.
Słyszałaś, co powiedziałam?
Co? Powtórz, proszę.
Pytałam, czy przywieźli już ciało Antóna.
Chyba tak. Wczoraj opuściło Jamajkę.
- Ile to już trwa? - Jedenaście dni.
Jutro jadę do Madrytu zidentyfikować zwłoki.
Dlaczego ty?
Bo nie byliśmy prawnie rozwiedzeni. Biurokracja.
Przykro mi.
Pojechałabym z tobą, ale mam kupę roboty w El Acebuche i…
Ostatnio codziennie potrzebują cię na gwałt.
Zawalają mnie różnymi zadaniami. Wszystko ma być „na wczoraj”.
Z Pacą wszystko dobrze?
Powiedzmy, że tak.
Może skończę wcześniej, to pojadę z tobą.
Nie, daj spokój.
Chcę to załatwić jak najszybciej.
Okej. Wrócisz na spotkanie spółdzielni?
- Kiedy to jest? - Za dwa dni.
Jeśli szybko załatwię te papiery. Inaczej będę musiała zostać na noc.
Nie powinnaś jechać tam sama.
Może weź Lucasa?
Nie, nie wezmę dzieci. Chcę przejść przez to sama.
Zupełnie nie jestem na to gotowa.
Najchętniej nie pojechałabym w ogóle.
Mam wyrzuty sumienia, że to przeze mnie…
Ej…
To nie twoja wina.
Zabił się, bo rzuciła go kochanka i był spłukany.
Tak twierdzi policja.
Sam do tego doprowadził.
Wiem. Ale mimo to czuję…
że może mogłam mu jakoś pomóc.
Ostatnio, gdy zostawiłam wiadomość, powiedziałam mu straszne rzeczy.
- Że to moje dzieci… - Teraz musisz myśleć o nich.
Będziesz im potrzebna.
Dobrze wiemy, jakie to trudne sprawy.
Oby nigdy nie musieli przechodzić przez coś takiego.
Chciałabym oszczędzić im cierpień.
Wiesz co?
Cudownie jest być mamą.
Ale są też złe strony. Jesteś w ciągłym lęku.
Od dnia ich narodzin bałam się, że będą cierpiały.
Bo ich kochasz.
No i cierpią. A ja nic nie mogę na to poradzić.
Są silniejsze, niż myślisz.
Przekonasz się.
Przyniosłam ci książkę.
Dzięki.
Tylko oddaj. W przyszłym roku będzie mi potrzebna.
Co robisz?
Od godziny męczę się z pracą domową z angielskiego.
To jest ta praca domowa?
Halo?
Nie, nie mogę. Tata wraca z miodowego miesiąca.
Muszę być w domu, gdy przyjedzie.
Na razie.
Pa!
Nico?
Spoko. Jak chcesz, to z nim pogadaj.
Nie, zobaczymy się później.
Tamtego dnia przesadziłem. Dziwię się, że w ogóle przyszłaś.
Przesadziłeś? Nie zauważyłam.
Poważnie.
Dzięki, że mnie nie olałaś.
Wszyscy u mnie są teraz myślami gdzie indziej.
Nic dziwnego… ten wypadek…
I tak daleko…
Problem w tym, że…
tata nie zginął w wypadku.
Popełnił samobójstwo.
Mogę wejść?
Jasne. Wejdź.
Nie mogę być jutro na spotkaniu centrum interpretacji.
Mógłbyś wygłosić prezentację dla władz lokalnych?
Nie ma problemu.
Tylko nie przejrzałem ostatnich zmian.
Dlatego przyszłam. Możemy to sprawdzić razem.
- Masz czas? - Jasne.
- Tak. - Okej.
Przepraszam…
Nie chcę się wtrącać, ale…
dobrze się czujesz?
Niezupełnie.
Jadę do Madrytu zidentyfikować zwłoki Antóna.
Przykro mi. To straszne.
Dziękuję.
Tego się nie da opisać. Cały tydzień siedziałam przy telefonie.
Jutro idę do konsulatu z wnioskiem o przewóz zwłok,
akty zgonu z Jamajki i Madrytu, certyfikat balsamacji…
Paloma nie może jechać, bo ma dużo roboty w El Acebuche.
- Spokojnie. - Przepraszam.
Nie przepraszaj. To jest…
straszne, przez co przechodzisz.
Jest jeszcze coś…
nie rozmawiałam z nikim na ten temat…
a jeśli to nie samobójstwo?
Ale przecież się powiesił?
Tak. Ale miał ogromne długi i może ktoś…
Nawet jeśli ci ludzie mu grozili,
wiedzieli, że nic nie dostaną, jak on umrze.
Masz rację. Mam mętlik w głowie.
- Popracujemy nad prezentacją? - Okej.
To do roboty.
- Dobrze. - Tak myślę…
Wpadło mi do głowy…
że może odłóżmy to i pojadę z tobą do Madrytu?
Nie. Masz tu dużo pracy.
To zajmie dzień, góra dwa.
Poza tym pomogę ci załatwić te wszystkie papiery.
- Jesteś pewien? - Tak.
Oczywiście.
POŁĄCZENIE PRZYCHODZĄCE
Mamo!
Jesteście! Jak Nowy Jork?
Cudowny. Zrobiliśmy mnóstwo zdjęć.
Wszystkie ci pokażemy.
Przywieźliśmy ci upominek.
Nie trzeba było.
Mam pokój pełen bukietów, których nie użyliśmy.
Daj spokój. Nie bądź taka. Tęskniłam za tobą.
Nie tak jak na ślubie.
Lucia jest w domu?
Miała być, żeby się z wami przywitać, ale…
ona robi to, co chce. Niedaleko pada jabłko od jabłoni.
A co u was? Wszystko w porządku? Coś się działo?
Tak. Umarł mąż Gracii.
Jak to się stało?
Dokładnie nie wiem. Podobno nagle.
No to pokażcie ten prezent. To nie bukiet?
Hmm… nie.
Piękna sukienka. Chodź, pokażę ci.
Widziałeś gdzieś mój żakiet?
A nie leży tam?
Tak.
Pilnuj dzieci, dobrze?
To one powinny mnie pilnować. Mają lepszy wzrok.
- Tato… - Przypilnuję.
Nie mogę liczyć na Palomę. Utknęła w El Acebuche.
Gdy się obudziłem, już jej nie było.
Też jej rano nie widziałam.
Ciężko pracuje, byśmy utrzymali się na powierzchni.
- Te wszystkie dokumenty… - Tak.
Antón z nas kpi nawet zza grobu.
Nie mów tak.
Dlaczego jego mama nie pojedzie na identyfikację?
Źle się czuje. To był jej jedyny syn.
Tym bardziej powinna go zobaczyć.
Nie wahała się, żeby przyjechać tu i zabrać ci dzieci.
Choć raz powinna się na coś przydać.
No już, dosyć.
Zadzwoń, gdy dojedziesz.
Miłej podróży. Wychodzę.
A śniadanie?
Spotykam się po drodze z koleżankami.
Aha.
- Pa. - Pa, kochanie.
- Też wychodzę. - Też się umówiłeś?
Nie, ale nie jestem głodny.
Aha… no to pa, kochanie.
Pa.
Nie przejmuj się.
Ma trudny okres, ale się pozbiera.
Julia chyba lepiej daje sobie radę?
Lucas! Zaczekaj.
Podwieźć cię?
Nie. Mam mnóstwo czasu.
Rozumiem.
Po co jedziesz do Madrytu?
Zidentyfikować zwłoki ojca.
I załatwić tony papierów.
Czy to nie za wiele?
Tak, ale nie mam wyboru.
Kiedy ostatnio z nim rozmawiałaś?
Z tatą?
Nie pamiętam. Dawno temu.
Zadzwonił do ciebie, a ja chyba byłam w ogrodzie. Pamiętasz?
Tak było, pamiętam.
Kochanie.
Ojciec wybrał takie życie. To nie miało nic wspólnego z nami.
Postąpił z wami fatalnie.
Chcesz, żebym pojechał z tobą?
Lepiej, żebyś znów nie opuszczał szkoły.
To tylko jeden dzień.
Nie przejmuj się. Tano zaoferował mi pomoc. Jedzie ze mną.
Ale bardzo ci dziękuję. Nie martw się. Wszystko będzie dobrze.
Jeśli nie masz nic przeciwko temu,
odłóżmy spotkanie na koniec przyszłego tygodnia.
Dla mnie okej. Ale zobaczmy, co na to inni burmistrzowie.
Też nie będą robić problemu.
Jednej rzeczy nie rozumiem.
Nie możemy spotkać się bez Gracii?
Jej obecność nie jest konieczna.
Tak, sama to zasugerowała, ale… mnie też nie będzie.
Mówiłem ci, że jej mąż zmarł, tak?
Musi jechać zidentyfikować zwłoki i do ambasady…
Nie powinna jechać sama, więc zaoferowałem jej pomoc.
- Świetny pomysł. - Dobrze.
Jedno nieszczęście po drugim. Twoje towarzystwo dobrze jej zrobi.
Dobrze o tobie świadczy, że znajdujesz czas, by jej pomóc.
W weekend przyjadę i wszystko wyklaruję, ale…
Nie przejmuj się spotkaniem. Znajdziemy inny termin.
Dziękuję.
Jesteś super. Wiszę ci kolację.
- I cokolwiek noc przyniesie. - Jasne.
- Jak ci idzie? - Już kończę.
Nie jesteś w biurze?
Jeżdżenie tam i z powrotem to strata czasu. Muszę odpisać na maila.
Jak skończysz, możesz zabrać się za mango.
Mango?
Trzeba przetestować nawozy. NPK, siarczan potasu…
Znam je doskonale. Kilka dni temu wysłałam ci raport.
No tak, a teraz trzeba je przetestować na miejscu.
Czy to nie jest praca dla najemnych robotników?
Od wielu dni haruję jak wół.
Ty to powinnaś zrobić.
Porozmawiam z Pacą. Zobaczymy, czy jest tego samego zdania.
To był jej pomysł.
Ale Paca wie, że pracuję cały tydzień bez wytchnienia.
Ja przekazuję ci tylko jej polecenia.
Ona doskonale wie, co robisz.
Będę jakiś czas w terenie.
- Zadzwoń, jeśli będę potrzebny. - Dobrze.
W porządku.
Hej, Lola.
Jeszcze nie przywieźli? Maszyna powinna być w tym tygodniu.
Czyżby wyprzedali?
Okej, ale nie wiem, co się stało…
Pogadam z Pacą. To ona robiła transakcję. Dam ci znać.
Dobrze.
Pa.
- Cześć. - Cześć. Paca jest w biurze?
Tak, ale lepiej jej nie przeszkadzać. Pracuje nad jakimiś funduszami.
Poczekam.
- Coś nie tak? - Dwie rzeczy.
No to pierwsza.
Jiménez kazał mi testować mango.
I?
To zadanie dla robotników.
Może w Las Sabinas.
Tu ja decyduję, kto ma to zrobić. Padło na ciebie.
Jeszcze nie skończyłam.
Racja, były dwie rzeczy.
Tak.
Przed chwilą rozmawiałam z Lolą.
Ze spółdzielni. Trochę się denerwuje. Jutro zdecydują,
czy wchodzą w branżę spożywczą.
a maszyna jeszcze nie przyjechała.
- Wiesz coś o tym? - Tak.
Nie kupiłam jej.
Co takiego?
Przedyskutowaliśmy to.
Na razie nie mamy ochoty w to inwestować.
Ale liczyliśmy na to, że…
Kup sama, jeśli myślisz, że to dobra inwestycja.
Naszym zdaniem nie jest.
Przy tym całym nawale pracy, który mamy.
Masz za dużo wolnego czasu?
Nie…
Czy to ma coś wspólnego z…
Możemy chwilę porozmawiać? Same.
Nie mam teraz czasu.
Do zobaczenia.
Cześć.
Dobrze się czujesz?
Tak, przepraszam.
To tylko…
Nie tak dawno byliśmy szczęśliwą rodziną.
Nagle ni stąd ni zowąd wszystko runęło i…
Co się z nami stało?
W życiu bym nie pomyślała, że spotka mnie coś takiego.
Chcesz wyjść na zewnątrz?
Nie.
Nie.
Przepraszam…
Jestem gotowa.
To on.
Dużo ci zadali do domu?
Nauczycielka kazała mi poprawić pracę z zeszłego tygodnia.
Miło z jej strony.
Ona jest w porządku. Problemem jest to, że nie cierpię matmy.
Czy żeby zostać influencerką, potrzebne są pochodne funkcji?
Chcesz być influencerką?
Nie. Tylko sobie pomyślałam, że one radzą sobie świetnie bez tego.
To jest totalnie nie fair.
Nie znam nikogo, komu przydałyby się pochodne funkcji.
Znam kogoś takiego. To ja.
Jak obleję matmę, będę mieć szlaban do 2030.
Co ja powiedziałam? To takie śmieszne?
Nie chodzi o to co, tylko jak powiedziałaś.
No dobra, spadam. Do jutra.
Jak pomożesz mi z angielskim, ja ci pomogę z matmą.
Przecież ty masz angielski w małym palcu! Studiowałeś rok w Londynie.
Nie rok, tylko trzy miesiące.
Poza tym w ogóle nie gadałem po angielsku. Tam jest pełno Hiszpanów.
Ale przynajmniej dobrze się bawiłeś.
Mnie raz wysłali latem do Szkocji. Do jeszcze większej dziury niż tu.
Najmłodsza osoba poza mną miała prawie 30 lat.
To co? Pouczymy się razem?
Okej. Idź, dogonię cię. Muszę dać im znać.
Nico, nie mogę się z tobą spotkać.
Mam dużo pracy domowej.
Dam ci znać, jak skończę, okej?
Buziaki.
Dobrze, że dzieci nie widziały go w takim stanie.
Nie darowałabym sobie, gdyby to było ich ostatnie wspomnienie o nim.
Widziałaś raporty.
Wygląda na samobójstwo.
Nie wiem, czy czuję przez to ulgę, czy wściekłość.
Chwileczkę…
- Mama Antóna. - Odbierz.
Cześć, Amparo.
Widziałam go przed chwilą.
Zadzwonię później. Teraz nie mogę rozmawiać.
Oczywiście. Też bardzo mi przykro.
Okej. Na razie.
Chodźmy. Gdzieś, gdzie nie śmierdzi formaliną.
Trzeba być skończonym egoistą, żeby to zrobić.
Nie zdawał sobie sprawy, że krzywdzi swoje dzieci?
Gdy ktoś podejmuje taką decyzję,
to coś z nim jest nie w porządku.
To go nie usprawiedliwia.
Uważam, że taki człowiek nie ma instynktu samozachowawczego.
Jeśli nawet ten instynkt zawodzi, nie można oczekiwać
od takiego człowieka racjonalnego myślenia.
Można, jeśli ten człowiek ma dzieci.
Na szczęście Julia i Lucas mają ciebie.
I nic więcej.
W spadku mieli tylko mieszkanie, które przepadło.
Co im zostało? Trauma.
Mają jeszcze Las Sabinas.
Na ich nieszczęście.
Nie chcą tam mieszkać. Źle się tam czują.
No cóż…
Wiem, że to co teraz powiem,
trudno ci będzie przyjąć.
Jeśli chcesz pójść do przodu, musisz mu wybaczyć.
Nie mogę mu wybaczyć.
Nawet nie pożegnał się z dziećmi.
- Nie rozumiesz. - Jasne, że rozumiem.
Nie.
Bo jesteś dobrym człowiekiem i dbasz o innych.
A Antón taki nie był.
Był podły i myślał tylko o sobie.
Być może. Ale pomyśl o dzieciach.
W końcu był ich ojcem.
Nie mogą wiecznie żyć z poczuciem krzywdy.
Będą musiały mu wybaczyć.
Nie zrobią tego, póki ty mu nie wybaczysz.
Hej.
Co masz taką smutną minę?
Co ty sobie myślisz?
Wczoraj się widzieliśmy, a dziś wystawiasz mnie dla niego?
Nie wystawiłam cię, tylko spotkaliśmy się później.
I nie dlatego, że byłam z kimś umówiona.
Musiałam odrobić lekcje.
Więc masz gdzieś, czy się widzimy, czy nie. No ładnie.
Nie mam gdzieś. Przecież jestem.
Gdybym nie naciskał, to byś nie przyszła, do cholery.
Chyba ci odbiło.
- Nawet mi nie odpisywałaś. - Odrabiałam lekcje.
Komórka była wyciszona.
Wow! Szczęściarz z tego Lucasa.
Gdy jesteś ze mną, nie wyciszasz.
Po co te sceny zazdrości?
Nie wiem, czemu wolisz spędzić popołudnie z nim.
A muszę wybierać?
Nie mogę robić tego i tego?
Co mam robić? Olewać go?
Tata mu umarł. Nie ma przyjaciół.
Nie bez powodu.
Bo jest tu nowy?
Może w tej rodzinie karma wraca.
Co ty gadasz?
To, co jego dziadek zrobił twojej rodzinie, to nie jego wina.
No nie, mówię tylko, że…
zawsze go tłumaczysz.
- A dla mnie… - To wszystko…
dlatego, że wtedy nie chciałam iść z tobą do łóżka?
Dlatego, że nie wierzysz w nasz związek tak, jak ja.
Nico, nie jestem na to gotowa.
To nie znaczy, że nie chcę z tobą być.
To pokaż mi to, zamiast łazić z nim.
Skoro tak w nas wierzysz, to co za problem dać mi trochę czasu.
Lola, bardzo przepraszam.
Paca chciała kupić tę maszynę, ale widać się wycofała.
Tak. Zastanowię się i coś wymyślę.
Wiem, Lola, ale…
Rozumiem.
Tak. Najlepiej odwołać spotkanie.
Nie ma co głosować, skoro wszyscy będą na „nie”.
Naprawdę przepraszam.
Dobrze. Pa.
Hej!
- Hej! - Powiedzieli, że tu jesteś.
Och…
Jak podróż? Wróciliście wczoraj?
Tak, wszystko dobrze.
Szukałam cię, bo mama powiedziała nam o mężu Gracii.
Jak ona się czuje?
Jest przybita.
A dzieci?
Próbują się z tym pogodzić. Tak, jak ona.
To stało się tak nagle. Muszą to przetrawić.
Ciężko jest stracić rodzica w tak młodym wieku.
Jakoś przez to przejdą.
Tak, jak my. Nie mają wyboru.
Ale coś takiego na zawsze pozostawia ślad.
Ostatnio myślałam dużo o ojcu.
Byłam młodsza niż dzieci Gracii, gdy zmarł.
A ty nie byłaś wiele starsza.
Nie.
No dobra, opowiadaj o podróży.
- Dobrze się bawiliście? - Tak.
Było fajnie. Ale…
Powiem ci innym razem. Jesteś zajęta, a ja idę spotkać się z mamą.
Już rozmawiacie?
Tak. A co?
No wiesz…
Była wściekła na ciebie, gdy wyjeżdżałaś.
Tak, ale chyba powoli o tym zapomina.
Dobra wiadomość.
W końcu wszystko przemija.
A co u ciebie?
Wszystko w porządku? Wyglądasz na zmartwioną.
To tylko…
Dobrze się czujesz?
Tak.
Tylko mamy problemy w domu.
Z dnia na dzień coraz gorzej.
Jak nie jedno, to drugie.
Rozumiem.
Nie martw się.
Jak sama powiedziałaś, w końcu wszystko przemija.
No tak.
Spójrz.
Na literę W… Wszechświat.
Mama?
Cześć, kochanie. Jak tam u was?
Dobrze. Już po identyfikacji?
Tak.
Jak było?
Dziwnie. Ciężko.
Wprowadzają cię na salę. Ciało jest przykryte prześcieradłem.
- Jak wyglądał? - Dobrze.
Tak jakby spał.
Załatwię jutro ostatnią sprawę
i wracam, okej? Co robicie?
Nic takiego. Czytam komiks.
- Nie masz lekcji do odrobienia? - Dużo. Ale już skończyłem.
Lucia mi pomogła. Właśnie wyszła.
Jest tam Julia?
Tak.
Namówiła dziadka, żeby jej pomógł z krzyżówką.
Coś na temat Ziemi, wszechświata. Strasznie się tym ekscytują.
Daj mi ją.
- Dobrze. - Wolno ci idzie.
Mama.
Powiedz jej, że teraz nie mogę. Pogadamy jutro.
Porozmawiaj z matką.
Poczekam.
Nie, mam jeszcze kupę ćwiczeń.
Nie może teraz.
Słyszałam ją. Całuję was mocno.
Czekaj.
Nie, wszechświat. Tak?
Julia zachowuje się dziwnie.
To znaczy jak?
Jakby nic się nie stało.
Wiesz, to jest… trudny czas.
Nie każdy okazuje emocje.
Ale ona taka nie jest.
A może jest.
Pierwszy raz spotkało ją coś takiego.
Skoro tak mówisz.
Muszę iść.
Do zobaczenia jutro. Bardzo cię kocham.
Ja ciebie też. Pa.
Patrzcie, jakie oryginalne! Z Nowego Jorku.
Nie. To jest właściwy prezent. Od Miguela.
O, jak miło!
Jaki piękny! Po co ten kłopot?
Taki drobny upominek, żebyś wiedziała, że myśleliśmy o tobie.
Przynajmniej w Nowym Jorku.
Jak długo będziesz wypominać nam ten ślub?
Musicie dać twojej mamie i mnie trochę czasu.
Przepiękny. Dziękuję.
Jak wam się podobał Nowy Jork?
Zawsze chciałam tam pojechać.
My też. Dużo podróżujemy, ale tego jeszcze nie odhaczyliśmy.
Baliśmy się, że nas rozczaruje. Ale nie.
Wprost przeciwnie. Chodzić po tych ulicach, to tak jakby grać w filmie.
Widzieliście Most Kingsburg? Czy jak mu tam?
Hmm… nie kojarzę. Byliśmy tam?
Nie znam tego mostu.
To ten z filmu Manhattan.
Woody'ego Allena. Gdy oboje siedzą na ławce.
- Aha! Nie. - No tak…
Nie byliśmy tam.
Nie widzieliśmy go. Musimy tam wrócić.
Następnym razem z tobą.
To o wiele lepsze, niż zaproszenie na ślub.
A jeśli mowa o zaproszeniach…
Chcemy zaprosić was dwie na kolację. Na przeprosiny.
Dobry pomysł?
Nie będę musiała gotować?
Już lecę.
Dzięki, mamo.
Słyszeliście o mężu Gracii?
Tak.
Mama nam powiedziała. Biedna Gracia.
Molinowie naprawdę mają pecha.
Najpierw wypadek mamy, potem ziemia, potem…
Tano do mnie nie dzwonił.
Co takiego?
Pojechał do Madrytu, miał zadzwonić, jak dotrze i cisza.
Do Madrytu? Po co?
Gracia namówiła go, żeby pojechał z nią zidentyfikować zwłoki.
Wyjechali dziś rano.
Zostawił urząd i całą swoją robotę?
Dziwi cię to? To straszna manipulatorka.
Okazuje się, że potrzebuje Tana. by zidentyfikować męża.
Nie mogła wziąć kogoś z rodziny?
No i oczywiście twój brat, który jest chodzącym aniołem,
zaoferował, że pojedzie z nią.
Wykorzystują cię.
Tym razem się z tobą zgadzam.
Usiądź na chwilę.
Okej.
Ale obiecaj, że nie będziesz mnie namawiał, bym rzuciła El Acebuche.
Obiecuję.
Mów.
Co się stało?
- Samo życie. - No cóż…
Od 7. jestem na nogach.
Ale chyba jest coś jeszcze?
Mój projekt żywnościowy poszedł do kosza.
Było już głosowanie?
Nie było potrzebne.
Odwołałyśmy spotkanie, bo wszyscy głosowaliby przeciw.
Myślałem, że w spółdzielni są zachwyceni tym pomysłem.
I byli. Ale się wycofali.
Wiesz, że aż tak bardzo nie popierałem tego projektu.
Tchórz ze mnie, a to była wielka inwestycja.
Ale bardzo mi przykro.
Wiem, że byłaś do tego bardzo zapalona.
To był dobry pomysł.
To jest świetny pomysł.
Ale zdaje się, że tutaj to nie wystarczy.
To przez Pacę.
Obiecała, że kupi maszynę…
- I nie kupiła. - Dokładnie.
Mówiłem ci. Z nią jest zawsze to samo.
Domyślam się, że bez jej wsparcia
spółdzielnia przestała ci ufać.
Wolę o tym nie myśleć.
Widuję ją co dzień. Nie chcę żadnych problemów.
- Widujesz ją, bo tak chcesz. - Obiecałeś nic nie mówić.
Okej. Nic nie powiedziałem.
To dla mnie dobre.
Nie tylko ze względu na pieniądze.
Nawiązuję kontakty dla dobra Las Sabinas.
Zrobiłaś to, co musiałaś.
Nie wystarczyło, że powiedziałem, że nie można jej ufać.
Musiałaś sama się przekonać.
Dałam się jej podejść. Czuję się jak idiotka.
Każdy z nas kiedyś dał się jej nabrać.
Mami nas. Dopóki jesteśmy jej potrzebni.
A potem odsłania swoje prawdziwe oblicze.
Przyjaciół trzymaj blisko, ale wrogów bliżej, tak?
Ja tam wolę być bezlitosny dla wrogów. Ale rób, jak chcesz.
Myślisz, że naprawdę chciała
kupić tę maszynę, a potem zmieniła zdanie, czy…
No coś ty? Nawet nie miała zamiaru.
Masz rację.
Dałam się zmanipulować.
Dla niej cała ta ziemia jest jak szachownica.
A my jesteśmy tylko pionkami.
Bez mrugnięcia okiem poświęci nas, by wygrać.
Tak?
To ja.
Proszę.
Jak się czujesz?
Dobrze.
Nie byłaś na kolacji. Przyszedłem sprawdzić, co się dzieje.
Nic, tylko… jestem zmęczona i nie chce mi się jeść.
Wysłałam ci wiadomość. Widziałeś?
Tak. Ale…
Co się dzieje? Dobrze się czujesz?
Hej… Gracia…
Nie zniosę tego dłużej.
Nie dam rady.
Nigdy nie wybaczę Antónowi, bo jestem złą osobą.
Jestem taka, jak on.
Co? To nieprawda.
Prawda. Zobaczyłam go i wcale nie było mi przykro.
Wcale mu nie współczuję, że tak umarł, samotnie…
Wiesz, co myślę?
Wiesz, co czuję w głębi duszy?
Że zasłużył na to.
Za to, co nam zrobił, że nas porzucił i…
Mówisz tak, bo czujesz złość.
Nie! Cieszę się, że umarł.
Nie mów tak.
Nie mów tak. To nieprawda.
Dlaczego musiał umrzeć?
Dlaczego moje dzieci muszą przechodzić przez to samo, co ja?
- Nie… - Czemu zostały bez ojca?
Karzesz samą siebie.
Przestań się obwiniać.
Czemu moja matka umarła?
Tak bardzo ją kochałam…
Dlaczego wszyscy umierają z mojego powodu?
- Nie mów tak. - Tak…
Uspokój się.
Nie…
Przepraszam.
Przepraszam.
- Nie. - Wybacz mi. Przepraszam.
Nic się nie stało.
Spokojnie.
Spokojnie.
Już dobrze.
Napisy: Lidia Lewandowska-Nayar
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.