Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Danish
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soran卯)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
movie info: XVID 624x352 23.976fps 746.0 MB /SubEdit b.4072 (http://subedit.com.pl)/
T艂umaczenie ze s艂uchu: cromag418
/M贸j ojciec jest znanym /chirurgie plastycznym w Indianapolis.
/Wi臋c naturalnie wybra艂em dziedzin臋 nauki.
/Ale wybra艂em dziedzin臋, kt贸ra /mo偶e zmieni膰 przysz艂o艣膰 gatunku ludzkiego.
/Gdy przyby艂em na Uniwersytet Amsterdamski...
/my艣lano, 偶e jestem za m艂ody /by by膰 synem Benjamina Landa...
/o kt贸rego badaniach /zacz臋to m贸wi膰 nawet tutaj.
/S膮 one zamierzone.
/70 lat wynosi sta艂a d艂ugo艣ci 偶ycia, /przydzielona rodzajowi ludzkiemu.
/Post臋p w medycynie i technologii /nie zwi臋kszy艂 znacznie tej d艂ugo艣ci 偶ycia,
/ale zaanga偶owa艂 w to, /coraz wi臋ksz膮 liczb臋 ludzi.
/Wraz z wi臋ksz膮 liczb膮 ludzi /do偶ywaj膮c膮 staro艣ci...
/badania nad starzeniem si臋 /wymagaj膮 wi臋kszej uwagi.
/Oczekiwa艂em tej konferencji /i spotkania z moim koleg膮 Paulem Lindenem.
/Ale wi臋kszo艣膰 czasu zastanawia艂em si臋, /dlaczego zachowuje si臋 tak dziwne.
/Wierzymy, 偶e mo偶emy odkry膰...
/dlaczego si臋 starzejemy i /jak przed艂u偶y膰 nasze 偶ycie.
/Starzenie si臋, z czym wi臋kszo艣膰 /si臋 zgodzi to utrata informacji.
/Staremu organizmowi brak 艣rodk贸w...
/by pozosta膰 bez zmian /lub odnowi膰 si臋.
/Czy informacje tracone s膮 w kom贸rce sta艂ej, /w kom贸rce, kt贸ra j膮 reprodukuje...
/czy mo偶e tracone s膮 z powodu losowych /zak艂贸ce艅 w procesach kom贸rkowych.
Czy da si臋 zwolni膰 zegar biologiczny...
zatrzyma膰 go...
lub cofn膮膰.
Wierz臋, 偶e jeste艣my na skraju odnalezienia odpowiedzi na te pytania...
a 偶ycie wielu siedz膮cych tu dzisiaj ludzi...
b臋dzie szcz臋艣liwie przed艂u偶one...
przez nadci膮gaj膮ce odkrycia w tej dziedzinie.
/Nast臋pnym m贸wc膮 /powinien by膰 Paul Linden.
/Zamiast tego sprezentowano nam /akademicki humor prof. van Arpa.
Dzi臋kuj臋 dr Winston.
Jako dziekan tego uniwesytetu mam zaszczyt was przywita膰...
szanowni panie i panowie.
Studiowa艂em biologi臋, wi臋c przynajmnie nale偶ymy do jednej kasty.
Nie mam nic przeciwko wam, gerontologom...
pr贸buj膮cym przed艂u偶y膰 mi 偶ycie...
p贸ki nie za偶膮dacie bym zaprzesta艂 swych z艂ych nawyk贸w.
- Jest staromodnym biologiem. - Ciekawe jak dogaduj臋 si臋 z dr Landem.
- Kto to? - Nie wiesz, kim jest Ben Land?
S膮dzi, 偶e wszyscy b臋dziemy nie艣miertelni.
Naprawd臋 w to wierzy.
Pisa艂em o nim.
Nie on jeden. Widzia艂e艣 dr Lindena na scenie.
M贸wi to samo, tu w Holandii.
A niby do czyjego zespo艂u Land przyjecha艂 do艂膮cza膰.
- Do Lindena? - Tak.
- Zauwa偶y艂e艣 jak dr Linden poblad艂 na scenie? - Nie.
Patrzy艂 na co艣 i nagle zblad艂.
Zastanawiam si臋, dlaczego nie wyg艂osi艂 przem贸wienia.
- Bo albo co艣 ma albo jest na prze艂omie odkrycia. - Ta.
To mo偶liwe.
Mowa o prze艂omie.
Wiesz, co oni przez to rozumiej膮?
Kto艣 doszed艂 do tego samego, co ja po 2 mies膮cach. Wielka mi rzecz.
/By膰 mo偶e Linden mia艂 problemy /z weryfikacj膮 wynik贸w.
/Da艂 mi do zrozumienia, 偶e jest /bliski odkrycia czego艣 niezwyk艂ego.
/Cho膰 z Lindenem /nigdy nic nie wiadomo.
/Jego zlekcewa偶enie naukowemu 偶argonu /uczyni艂y jego listy odrobin臋 niejasne.
/Ale wiedzia艂em, /偶e by艂 powa偶ny, gdy pisa艂...
/偶e ju偶 wkr贸tce wszyscy b臋d膮 mogli 偶y膰 /tak d艂ugo jak miasto Amsterdam.
/Starzej膮c si臋 z wdzi臋kiem...
/odnawiaj膮c si臋 przez setki lat.
/Oczywi艣cie odpisa艂em mu, 偶e zadowoli艂bym si臋 /nie mniej ni偶 nie艣miertelno艣ci膮.
D 艁 U G O 艢 膯 呕 Y C I A
/Nie mia艂em dobrego pocz膮tku.
/Zapomnia艂em przed艂u偶y膰 /rezerwacj臋 hotelow膮,
/a zbli偶a艂 si臋 kolejny zjazd.
/Nagle znalaz艂em si臋 na ulicy /zanim mog艂em znale藕膰 sobie lokum.
Zawsze s膮 z tym trudno艣ci. Holandia to ma艂y kraj.
Uniwersytet posiada system mieszkalny. Pr贸bowa艂 pan tam?
Nie, nie wiedzia艂em o tym.
Dr Winston, wyg艂osi艂 pan wspania艂e przem贸wienie.
Panowie wybacz膮.
Dr Linden doradzi panu.
Mo偶e pan zatrzyma膰 si臋 u mnie. Od jutra.
- Nie chc臋 si臋 panu narzuca膰. - To 偶aden problem.
Kobieta z do艂u jest w艂a艣cicielk膮. Wpu艣ci pana i da panu klucz.
Skoro jest pan pewien. Tylko na kilka dni.
Mo偶e pan zosta膰 na d艂u偶ej, je艣li zechce.
Co pan s膮dzi o konferencji.
Szczerze, nie zwraca艂em du偶o uwagi.
- Co艣 nie tak. - Nie, nie.
W porz膮dku. Do zobaczenia jutro.
Mam przeczucie, 偶e jutro mog臋 by膰 zwi膮zany.
Powodzenia.
/Niemal si臋 rozz艂o艣ci艂em, 偶e nie chcia艂 /rozmawia膰 o tym, co go niepokoi.
/Wtedy zauwa偶y艂em jego 艂ysin臋.
/Paul Linden starza艂 si臋.
/Nigdy nie zapomn臋 dziwi臋czenia /jego but贸w na marmurowej pod艂odze.
/Z czasem te buty b臋d膮 mnie nawiedza膰.
Od chwili, gdy pana zobaczy艂am...
wiedzia艂am, 偶e to o panu mi opowiada艂. - Doprawdy.
- Przyjecha艂 pan pracowa膰 z dr Lindenem? - Tak, zgadza si臋.
Pewnie poszed艂 do laboratorium.
Nie s艂ysza艂am go dzisiaj.
/Ostatni膮 rzecz膮, jak膮 mi powiedzia艂: /"Jutro mog臋 by膰 zwi膮zany".
Musz臋 przyzna膰, 偶e w z艂ym gu艣cie by艂o powieszenie si臋.
By艂 doktorem, m贸g艂 u偶y膰 tabletek.
- Dziwi mnie, 偶e w og贸le to zrobi艂. - Bo chcia艂 by膰 dumny ze swego 偶ycia.
Te dwie rzeczy niekoniecznie s膮 ze sob膮 powi膮zane, dr Landa.
Podejrzewam, 偶e niekt贸rzy ludzi zajmuj膮 si臋 t膮 dziedzin膮 z powodu fascynacji 艣mierci膮.
Pragnienie pokonania diab艂a, 偶e si臋 tak wyra偶臋.
Ale obawiam si臋, 偶e diabe艂 zazwyczaj wygrywa t膮 gr臋.
M贸wi pan, 偶e diabe艂 pokona艂 Paula Lindena?
Nie, m贸wi臋 og贸lnikowo.
- Herr Paul mia艂 problemy osobiste. - Rozumiem.
Teraz nie maj膮 ju偶 znaczenia.
Podejrzewam, 偶e wr贸ci pan teraz do Ameryki.
My艣la艂em o tym.
Ale moje dotacje pozwalaj膮 mi robi膰, co zechc臋 przez rok.
Je艣li si臋 pan zgodzi, chcia艂bym zosta膰.
- Przynajmniej przejrze膰 jego dokumenty. - Dobrze.
Do艂膮czy pan do programu gerontologii.
B臋dzie panu potrzebny asystent.
Zmar艂y dr Linden mia艂 swojego przez kilka miesi臋cy.
Za艂atwi臋 panu ch艂opaka z departamentu biologii.
To Pim Henke. Doskonale m贸wi po angielsku.
Obawiam si臋, 偶e moja wiedza o gerontologii jest niewielka.
Nie szkodzi, je艣li pomo偶esz mi w przejrzeniu jego dokument贸w.
Mam nadziej臋, 偶e chodzi o terminy techniczne.
Twoje studia z biologii pomog膮 w tym.
Ale wuju, my艣la艂em...
Powinienem panu powiedzie膰. Pim jest moim siostrze艅cem.
Holandia to ma艂y kraj, dr Land.
Wspomnia艂 pan, 偶e dr Linden mia艂 problemy osobiste.
Pim...
wyjd藕 prosz臋.
Rok temu rozwi贸d艂 si臋 z 偶on膮, a ona wzi臋艂a ze sob膮 dzieci.
Zwi膮za艂 si臋 z kobiet膮 m艂odsz膮 od siebie.
Utrzymywa艂 dwa domy.
Mia艂 nieustanne problemy finansowe.
By艂 r贸wnie偶 konsultantem dla szwajcarskiej firmy farmaceutycznej...
偶eby dorobi膰 na boku.
Ale mia艂 drogie upodobania.
/Jego pogrzeb by艂 skromny.
/Przyby艂o kilkoro 偶a艂obnik贸w.
/Jego rodzina, /jacy艣 ludzie z uniwersytetu.
/Prawie 偶adnych przyjaci贸艂.
/Nikt nie m贸wi艂 o jego motywach...
/ani o li艣cie po偶egnalny, /kt贸rego zapomnia艂 napisa膰.
Ten cz艂owiek by艂 jego asystentem.
- Papierosa? - Nie, dzi臋kuj臋.
Widzi j膮 pan?
To ta dziewczyna.
Dlaczego nie chcesz go pozna膰, Anno?
Musisz go pozna膰. Jest bardzo mi艂y.
/Odk膮d j膮 pozna艂, /nie by艂 ju偶 taki sam.
Przy okazji, czy znalaz艂 pan sobie lokum?
- Tak, zatrzymam si臋 w mieszkaniu dr Lindena. - Naprawd臋.
/Wi臋c teraz by艂em sam /w obcym mie艣cie,
/pr贸buj膮c zasn膮膰 /w 艂贸偶ku nieboszczyka...
/pod tym samym sufitem /gdzie si臋 powiesi艂.
/Podczas gdy on b臋dzie sp臋dza艂 /swoj膮 pierwsz膮 noc pod ziemi膮.
/Czy b臋dzie t臋skni艂 za sto艂em, /przy kt贸rym pisywa艂?
/Albo za buczeniem /tego okropnego zegarka.
/Musz臋 by膰 ostro偶ny,
/bo jego 艣mier膰 /mo偶e sta膰 si臋 moj膮 obsesj膮.
Urz膮dzi艂am te mieszkanie dla Paula...
gdy zostawi艂 偶on臋. - Dobrze go pani zna艂a, prawda.
Jest pan pewien, 偶e chce tu zosta膰?
Ile wynosi czynsz, Lydio?
Prosz臋 si臋 tym nie przejmowa膰. Wynajmuj臋 tylko przyjacio艂om.
Spakuj臋 jego rzeczy.
Nie. Prosz臋 zostawi膰 wszystko tak jak jest.
OK.
Dokumenty dr Lindena wydaj膮 si臋 by膰 kompletne do ko艅ca tego roku.
Dalej s膮 ju偶 tylko raporty o myszach, kt贸re bada艂.
Dziwne. Co to za badania?
Pisze, 偶e bada艂 ponad 200 myszy.
A czy jest napisane, czym je karmi艂?
Nie mia艂em okazji wszystkiego przeczyta膰.
Przypomnia艂o mi si臋, 偶e by艂 tu m臋偶czyzna z wydzia艂u karmienia...
pytaj膮c, co pan chce zrobi膰 z tym myszami.
- Je艣li nie chce pan kontynuowa膰 projektu, zabije je. - Zabije!
Dlaczego?
Wydaje mi si臋 potrzebuje miejsca.
Jest tam.
To dr Land. Powiedzia艂em mu o zabiciu tych myszy.
Ach, myszy dr Lindena.
S膮 tam. Schodami w d贸艂 i na prawo.
Wida膰, 偶e ma pan sporo miejsca.
Trzymam w tym budynku wiele rodzaji zwierz膮t do r贸偶nych bada艅.
Zaczyna nam ju偶 brakowa膰 miejsca na te naukowe eksperymenty.
Pim!
S艂ysza艂em, 偶e bada si臋 starzenie mysz, bo s膮 jak ludzie...
ale ja nie widz臋 偶adnego podobie艅stwa.
Myszy s膮 ssakami jak my.
- My艣la艂em, 偶e u偶ywa si臋 szczur贸w. - Niekt贸rzy ludzie u偶ywaj膮...
ale potrzeba wi臋cej czasu by zdoby膰 wyniki.
U mysz d艂ugo艣膰 偶ycia wynosi 2 lata.
M贸g艂bym przysi膮c, 偶e niekt贸re myszy dr Lindena s膮 tu d艂u偶ej.
Oto one.
To myszy dr Lindena.
Wygl膮daj膮 na m艂ode i zdrowe.
Czy wie pan, czym je karmi艂?
Tylko tym.
Karmi艂 tym wszystkie myszy.
- Dodawa艂 co艣 do wody? - Nie.
Czy karmi艂 je czym艣 specjalnym?
W swoim ostatnim raporcie wspomnia艂 o u偶yciu przeciwutleniacza...
by spowolni膰 proces obumierania kom贸rek.
M贸g艂 go podawa膰 oralnie lub do偶ylnie.
Ma pan na my艣li serum?
By膰 mo偶e.
- Czy dr Linden wspomina艂 panu o tym projekcie? - Nigdy go nie pozna艂em.
- Zawsze wysy艂a艂 swojego asystenta. - Pim, musimy z nim porozmawia膰.
Widzia艂em zdj臋cie w gazecie dr Lindena po tym, jak pope艂ni艂 samob贸jstwo.
Wygl膮da艂 na m艂odego.
Czy w naukowcy m艂odziejecie, czy ja si臋 starzeje.
Wszyscy si臋 starzejemy.
Naprawd臋 chce pan zatrzyma膰 te myszy?
Szko艂a medyczna chce bym znala艂 miejsce dla 150 kr贸lik贸w.
Holandia to ma艂y kraj, dr Land.
Nie chc臋 by zgin臋艂y.
Mo偶emy przenie艣膰 je na ty艂 naszego gabinetu.
Wi臋c b臋dziemy musieli je karmi膰.
Nie mam nic przeciwko, lubi臋 myszy.
Ja je nienawidz臋.
- Mam nadziej臋, 偶e im si臋 tu spodoba. - Ta.
Podzi臋kujcie dr Landowi za uratowanie 偶ycia.
To czysty egoizm. Mo偶e one uratuj膮 moje 偶ycie.
My艣li pan, 偶e kt贸rego艣 dnia b臋dziemy mieli tabletk臋 przeciw 艣mierci?
呕artujesz sobie, ale jeste艣my bli偶ej tego, ni偶 ci si臋 zdaje.
My艣li pan, 偶e to mo偶liwe?
Pim, naukowcy z ca艂ego 艣wiata pracuj膮 nad tym.
A Paul Linden by艂 jednym z najlepszych.
Przy okazji, znalaz艂em asystenta dr Lindena.
Nazywa si臋 Felix Dolda.
Prowadzi teraz aptek臋 na przedmie艣ciach.
Felix Dolda. Tak, widzia艂em go na pogrzebie.
Prosz臋 spojrze膰. Ten sam samoch贸d, ten sam kolor.
To m贸g艂bym by膰 ja.
A co z wypadkami?
Ciach i obcina panu g艂ow臋. To koniec.
Tego nie da si臋 zapobiec.
My艣l臋, 偶e mo偶emy zapobiec wszystkiemu, o czym tylko pomy艣limy.
Ale nie nag艂膮 艣mier膰.
Mo偶e potrafimy.
Znajomi z Calltech pracuj膮 nad projektem zwanym elektroniczn膮 reinkarnacj膮.
Co to takiego?
Pr贸buj膮 znale藕膰 spos贸b by umie艣ci膰 osobowo艣膰 do komputera,
nagra膰 do艣wiadczenia 偶yciowe...
bym mie膰 twoj膮 matryc臋.
- A je艣li umrzesz umieszcz膮 ci臋 w inne cia艂o. - W艂a艣nie.
Ale to by艂aby kopia. To nie by艂by艣 ty.
Lepsze to ni偶 nic.
Nie dojdzie do tego za naszego 偶ycia.
To zale偶y, co rozumiesz przez "d艂ugo艣膰 偶ycia".
- Co powiedzia艂? - 呕e znajdziemy go w ko艣ciele.
To moje hobby.
Ciesz臋 si臋, 偶e ma czas na dobre rzeczy.
Panie Dolda chcia艂bym zapyta膰 pana o badania dr Lindena.
Porozmawiajmy o tym na zewn膮trz, nie w Domu Bo偶ym.
Czy praca dr Lindena by艂a obra藕liwa dla Boga?
- By膰 mo偶e obrazi diab艂a. - Ludzie tu do艣膰 cz臋sto wspominaj膮 diab艂a.
My艣li pan, 偶e diabe艂 m贸g艂 zniszczy膰 dokumenty dr Lindena?
Prosz臋 mi m贸wi膰 Felix.
- Felixie, by艂e艣 asystentem dr Lindena. - Nie powiedzia艂bym, 偶e asystentem...
By艂am kim艣 w rodzaju ch艂opca stajennego.
Sprz膮ta艂em po nim ba艂agan.
C贸偶, Felixie to rozczarowuj膮ce.
Liczy艂em 偶e powiesz mi, dlaczego brakuje pewnych jego dokument贸w.
Praca, jak膮 wykonywa艂em dla dr Lindena nie mia艂a nic wsp贸lnego z jego dokumentami.
/- Mimo to, dzi臋kuj臋. /- Do widzenia.
/Zastanawia艂em si臋 czy /aby kto艣 nie bawi艂 si臋 mn膮?
/Zostawiaj膮c mi wystarczaj膮c膮 ilo艣膰 /dowod贸w, by zaspokoi膰 moj膮 ciekawo艣膰.
/W jego mieszkaniu nie by艂o /偶adnych papier贸w naukowych.
/Buszuj膮c w jego mieszkaniu wiedzia艂em, /偶e nie wystarczy pobie偶ne przeszukanie.
/Wszystko, co pozwolono mi wiedzie膰 /o Lindenie to to, 偶e mia艂 myszy...
/i dziewczyn臋.
/Zdj臋cie umieszczono niemal /jak zaproszenie dla mnie.
/艁adna...
/ale czy m贸g艂 si臋 przez ni膮 zabi膰?
/Postanowi艂em j膮 na razie zignorowa膰...
/i dalej rozpytywa膰 ludzi o jego badaniach.
Zazwyczaj by艂 zaanga偶owany w kilka projekt贸w.
Wiem, 偶e przeprowadza艂 badania w domu starc贸w.
Dzi艣 rano dzwoni艂 do mnie dyrektor tego domu.
/Musz臋 tam pojecha膰. /Mo偶e pan do mnie do艂膮czy.
/Je艣li badan pan starzenie si臋 /tylko w laboratorium,
/zapomina pan o rzeczywisto艣ci ludzi.
/Zastanawiam si臋 /czy Linden uko艅czy艂 badania.
/Nie mam poj臋cia. /Dowie si臋 pan tego od dyrektora.
Nie. Obawiam si臋, 偶e badania dr Lindena zosta艂y przerwane...
jak wiele rzeczy tutaj, przez 艣mier膰.
- M贸wi pan, 偶e porzuci艂 badania. - Musia艂.
Mieli艣my tu epidemi臋 grypy.
Wielu z ludzi kt贸rych bada艂 zmar艂o.
- To by艂 prawdziwy chaos. - To nie szpital, dr Land.
To miejsce dla samotnych, kt贸rzy nie mog膮 zadba膰 o siebie.
Staramy si臋 by ich ostatnie dni by艂y spokojne.
Bardzo lubili dr Lindena.
Przychodzi艂 z ma艂ymi klockami by robi膰 im testy.
Dla nich to by艂a gra.
Pewna kobieta przysz艂a do niego m贸wi膮c: "Chc臋 zagra膰 w gr臋".
Rozpozna艂 j膮.
By艂a sprz膮taczk膮 w jego dawnym mieszkaniu, a teraz by艂a tu...
wi臋c wy艂膮czy艂 j膮 do swoich badania.
Dla niej by艂y to odwiedziny przyjaciela.
Czy m贸wi艂 o celu bada艅.
Pr贸bowa艂 je wyja艣ni膰.
Zdaje si臋, 偶e mierzy艂 utrat臋 koordynacji mi臋dzy r臋k膮, a okiem.
/Pami臋tam, 偶e czu艂em podziw /i zazdro艣膰 wobec Paula Lindena.
/Nie m贸g艂bym pracowa膰 w takim miejscu.
/Widok starc贸w /przypomina mi o w艂asnej 艣mierci.
/Z niecierpliwo艣ci膮 chcia艂em /wr贸ci膰 do laboratorium...
/zw艂aszcza, 偶e Pim przet艂umaczy艂 /kilka znalezionych dokument贸w.
Przejrza艂em kilka raport贸w dr Lindena o myszach.
To niesamowite. Maj膮 ponad 4 lata.
Co? Jeste艣 pewien?
Tak.
Prosz臋 zobaczy膰.
Jest napisane, 偶e urodzi艂y si臋 tego samego miesi膮ca.
Ale to dwukrotna d艂ugo艣膰 ich 偶ycia!
Powinny umrze膰 2 lata temu...
A on porzuci艂 ten projekt!
Dlaczego nie opublikowa艂 wynik贸w?
Przeprowad藕my testy na tych myszach.
To czujnik aktywno艣ci, Pim. Za ka偶dym razem, gdy myszy si臋 ruszaj膮, zapisuje to.
/Wyja艣ni艂em Pimowi, /偶e czujnik aktywno艣ci wyka偶e nam...
/czy myszy wykazuj膮 efekty /ich zaawansowanego wieku.
/Urz膮dzenie to rejestruje r贸wnie偶 /ruch zwierz膮t do艣wiadczalnych w nocy,
/kiedy myszy s膮 najbardziej ruchliwe.
/Rano okaza艂o si臋, 偶e Linden by艂 /o wiele dalej ni偶 to sobie wyobra偶a艂em.
To niesamowite!
Wykazuj膮 poziom aktywno艣ci bardzo m艂odych zwierz膮t.
Umie艣膰my je w labiryncie i sprawd藕my ich zdolno艣ci uczenia si臋.
Gdyby艣 by艂 t膮 mysz膮 m贸g艂by艣 zacz膮膰 uczy膰 si臋 greckiego...
w wieku 140 lat i by艂by艣 pierwszym w klasie.
Jak Lindenowi to si臋 uda艂o?
Nie ma niczego w karmie.
W wodzie te偶.
Sprawdzi艂em wszystkie butelki z wod膮. Brak 艣lad贸w czegokolwiek.
I 艣lad贸w po igle.
Wi臋c niczego nie wstrzykiwa艂.
M贸g艂. 艢lady do tego czasu by znik艂y.
Musia艂 im co艣 podawa膰.
/Szkoda, 偶e te myszy nie mog艂y m贸wi膰.
/By艂em teraz gotowy na kogo艣, /kto m贸g艂...
/Ann臋...
/mroczn膮 kobiet臋 偶ycia Lindena.
/Na szcz臋艣cie stara Lydia /w艂a艣nie mia艂 przyj臋cie urodzinowe na dole.
Specjalnie dla ciebie Ben...
w tym roku nie b臋d臋 k艂ama膰 na temat mojego wieku.
- Wszystkiego najlepszego Lydio. - Dzi臋kuj臋.
Paul mia艂 doskona艂e zdrowie.
By艂em lekarzem rodzinnym Linden贸w.
Bada艂em go tego lata.
Oczywi艣cie gdy go znale藕li, poprosi艂em o zbadanie jego cia艂a.
My艣la艂em, 偶e mogli co艣 przeoczy膰.
Mia艂 bardzo dobre zdrowie.
Ale dlaczego si臋 powiesi艂?
Paul mia艂 kontakt z makabr膮.
Ty go znalaz艂e艣, prawda?
By膰 mo偶e pr贸bowa艂 ci powiedzie膰, jaka jest cena pora偶ki.
Dlaczego zadajesz tyle pyta艅 o Paula?
Je艣li nie masz nic przeciwko, ma jedno do ciebie.
Wiesz gdzie trzyma艂 dokumenty? Niekt贸re z nich brakuj膮.
Nie mo偶ecie bez przerwy m贸wi膰 o Paulu.
Ona nie potrzebuje by jej co chwila o nim przypominano.
Anno, czy znasz opowie艣膰 o Matronie z Efezu?
Nie? Kim by艂a?
By艂a cnotliw膮 kobiet膮 w staro偶ytnym Rzymie.
Gdy zmar艂 jej m膮偶, ca艂y czas go op艂akiwa艂a.
Kt贸rego艣 dnia, gdy szlocha艂a przy jego grobie...
przechodzi艂 tamt臋dy 偶o艂nierz i da艂 jej co艣 do zjedzenia.
I kocha艂a si臋 z nim.
Czemu nikt nie opowiedzia艂 mi tej opowie艣ci, gdy zmar艂 m贸j m膮偶.
...i do ko艅ca tej dekady d艂ugo艣膰 naszego 偶ycia mo偶e wynie艣膰 ponad 100 lat.
Ale czy naprawd臋 chcemy 偶y膰 w niesko艅czono艣膰?
Nie w tym rzecz.
Nie ma wystarczaj膮co miejsca. Jest nas za du偶o.
Bo za du偶o oddychamy.
We藕my na przyk艂ad s艂onia.
Ma d艂ug膮 偶ywotno艣膰 i kilkoro potomstwa.
- A mysz... - Lydia, s艂o艅! Musisz zrobi膰 trik ze s艂oniem.
- Tak, Lidio. S艂onia. - Ludzie z zoo zakazali mi.
- Oh, prosz臋. - No dalej, Lydio.
Niech wam b臋dzie. Zrobi臋 to jeszcze raz.
- Ben, chod藕 tu. - P贸jd臋 otworzy膰 ci drzwi, Lydio.
- Czy to Lydia? - Nie to s艂o艅 odpowiedzia艂.
Ten krzyk godowy by艂 dla s艂oni...
ale zrozumia艂em przekaz.
Anna chcia艂 by膰 ze mn膮 sama.
A skoro wszyscy udawali, 偶e nie widz膮.
Przepraszam.
Chcia艂am znowu zobaczy膰 to mieszkanie.
Robili艣my te sam g艂upi trik tej samy nocy, gdy pozna艂am Paula.
Tak?
Wierzysz w t膮 opowie艣膰 o kobiecie i 偶o艂nierzu?
Czy s膮 ju偶 razem?
Nie!
To moje! To prywatne!
- Przepraszam. - My艣la艂e艣, 偶e co to jest?
Dokumenty Paula.
Nic nie wiem o jego pracy.
Mo偶e nie chcia艂, by kto艣 je mia艂.
Nie chcia艂am by kto艣 je znalaz艂.
Czy Paul zrobi艂 te zdj臋cia?
Tak.
Nazywa艂 to wi膮zaniem podw贸jnej spirali.
Czy nie ma to co艣 wsp贸lnego z tajemnic膮 偶ycia.
Dlaczego lubi臋 to samo, co m臋偶czyzna, z kt贸rym jestem.
/Przeja偶d偶ka na rowerach /by艂a moim pomys艂em.
/Oczywi艣cie widzia艂a ju偶 wiatraki /w innym towarzystwie.
/Tego dnia obiecali艣my sobie, /偶e nie stanie on mi臋dzy nami.
Czy偶 nie s膮 fantastyczni.
Potrafi膮 w ten spos贸b przeskakiwa膰 ca艂e mile.
Paul powiedzia艂 mi, 偶e u偶ywaj膮 tej samej metody od wiek贸w.
My艣la艂em, 偶e nie b臋dziemy wspomina膰 o Paulu Lindenie.
- Trudno go zignorowa膰. - Oczywi艣cie.
Niekt贸rzy m贸wi膮, 偶e zabi艂 si臋...
bo by艂 za stary i obawia艂 si臋, 偶e odejd臋 z m艂odszym m臋偶czyzn膮.
Tak by艂o.
Dam ci zna膰.
/Nie zdawa艂a sobie sprawy, /偶e wykorzystywa艂em j膮.
/Nie przesz艂o mi przez my艣l, /偶e on mog艂a wykorzystywa膰 mnie.
/Och, jestem zm臋czona. /Mo偶e do domu pojedziemy taks贸wk膮.
Czy te zdj臋cia podnieci艂y ci臋?
Tak, ale nie chc臋 tego pr贸bowa膰.
Oczywi艣cie, 偶e chcesz.
Mo偶e gdybym mia艂 lin臋.
Ale zmar艂y dr Linden zu偶y艂 wszystkie liny w domu.
Mo偶e sprawdzisz w szafie pod swoim swetrem.
/M贸g艂bym powiedzie膰, /偶e robi臋 to dla nauki,
/ale to by艂aby tylko p贸艂prawda.
- Co teraz? - Skrzy偶uj z przodu.
- Tak? - Aha.
Cia艣niej.
Cia艣niej.
Cia艣niej.
Tak.
/Od Anny dowiedzia艂em si臋 tylko tego, /sk膮d Linden wzi膮艂 lin臋.
/Je艣li o jego pracy wiedzia艂 tylko /o wi膮zaniu podw贸jnej spirali,
/b臋d臋 musia艂 wr贸ci膰 do jego mysz.
/Nie podoba艂o mi si臋 to, /co musia艂em zrobi膰.
- Musimy j膮 zabi膰? - Mhm.
/Ostatnim krokiem by艂o /zanurzenie pr贸bki w roztworze.
/A wtedy to laboratorium znowu b臋dzie /gospodarzem wielkiego odkrycia naukowego.
Zdaje si臋, 偶e to membrana.
Jakby os艂ona wok贸艂 kom贸rek.
Czekaj, chc臋 si臋 temu przyjrze膰 bli偶ej.
Jest wystarczaj膮co gruba.
Mo偶liwe, 偶e ochrania kom贸rk臋 przed promieniowaniem.
Co ma z tym wsp贸lnego promieniowane?
Nikt w艂a艣ciwie nie wie, dlaczego si臋 starzejemy.
Jedna z teorii m贸wi, 偶e powoduje to promieniowaniem z atmosfery.
Wszystko, co 偶yje posiada wewn膮trz zegar.
Wygl膮da na to, 偶e ten zegar zasilany jest promieniowaniem...
pochodz膮cym ca艂y czas z atmosfery.
Promieniowanie powoli niszczy kom贸rki.
Pozwala je niszczy膰, 偶e si臋 tak wyra偶臋.
Wszyscy jeste艣my zaprogramowani by umrze膰, Pim...
ale mo偶e mo偶emy zmieni膰 ten program lub ochroni膰 si臋 przed nim.
Zdaje si臋, 偶e Linden zrobi艂 to tym myszom.
Gdyby艣my my艣leli o starzeniu si臋 jako o chorobie, znale藕liby艣my lekarstwo.
Musisz pokaza膰 to mojemu wujowi.
Nigdy nie widzia艂em czego艣 podobnego.
To znaczy, 偶e Linden znalaz艂 spos贸b by zapobiec starzeniu si臋.
Mo偶e na sta艂e.
Tylko myszy, dr Land.
Wi臋c dla nas, to ju偶 niedaleka droga.
Oby si臋 pan myli艂.
To by by艂a katastrofa! Przeludnienie, g艂贸d!
- To by艂by koniec tej planety! - Albo pocz膮tek nowej cywilizacji.
Daj pan spok贸j, dr Land.
Pr臋dzej czy p贸藕niej wszyscy musimy odda膰 nasze miejsce innym.
A z im wi臋kszym wdzi臋kiem to zrobimy, tym lepiej.
Nie chc臋 w to wierzy膰!
To niesamowite!
To zbyt wielkie!
Je艣li to prawda...
Co艣 nie tak? Co robisz?
On umiera.
- Nie mo偶e oddycha膰. - Cicho b膮d藕, Pim!
/van Arp by艂 tak rozgniewany nie艣miertelno艣ci膮, /偶e omal go to nie zabi艂o.
/By艂 na mnie tak w艣ciek艂y, /偶e odm贸wi艂 sztucznego oddychania.
Nie mog臋 ruszy膰 nog膮?!
/Musia艂em dzia艂a膰 szybko.
/van Arp nie b臋dzie w szpitalu na wieki.
Anno, to do ciebie.
Zajmiesz si臋 tym.
Halo.
Ach, to ty.
Nie wiem, mo偶e przyjedziesz po mnie.
Wi臋c poprosz臋 o popo艂udnie.
Dobrze.
OK, do zobaczenia. Pa.
/Gdyby tylko Anna wiedzia艂 /ile to dla mnie znaczy.
Ben, co tu robisz?
Anno, czy ok艂ama艂a艣 mnie? Paul musia艂 ci co艣 powiedzie膰 o swojej pracy.
Przyszed艂e艣 tu 偶eby o tym porozmawia膰?! S艂uchaj, on by艂 bliski czego艣 wielkiego.
- Ben, spiesz臋 si臋. - Musimy porozmawia膰. Zobaczymy si臋 p贸藕niej?
Nie. Musz臋 si臋 z kim艣 spotka膰.
Pos艂uchaj, ja te偶 mam swoje 偶ycie.
Nie b膮d藕 jak Paul. Prosz臋.
/Co zrobi艂by Linden?
/艢ledzi艂by by j膮, /偶eby zobaczy膰, z kim si臋 spotka.
/Linden nie chcia艂 by wiedzia艂, /偶e j膮 obserwuj臋.
/Wi臋c ja te偶 poszuka艂em ustronnego miejsca, /偶eby mnie nie zobaczy艂a.
Id臋.
Pan te偶, dr Land.
Pami臋tam jak widzia艂em dr Lindena...
stoj膮cego w tym samym miejscu, wiele razy.
Prosz臋 przyj膮膰 rad臋 od starego lekarza rodzinnego.
Niech pan nie pope艂ni tego samego b艂臋du, co Linden.
Niech pan nie pyta Ann臋 o szwajcara.
/Szwajcara?
/To by艂o co艣 nowego?
/Ka偶dy by艂 pomocny.
/Nie chcieli bym poszed艂 w 艣lady Lindena.
/Ale czy w rzeczywisto艣ci nie prowadzili mnie.
/Pami臋tam, 偶e van Arp wspomnia艂 co艣 o Lindenie /i szwajcarskiej firmie farmaceutycznej.
/A tu sta艂 drogi samoch贸d /ze szwajcarsk膮 rejestracj膮.
OK, Anno. S艂ucham ci臋.
Lubi臋 go.
Powiedz co艣 wi臋cej.
Jest inny.
/S艂uchaj膮c bicia mojego serca wie, /kiedy jego palec robi mi dobrze.
/Oh, dr Land.
- Kim jest szwajcar, Anno? - Szpiegowa艂e艣 mnie.
Paul te偶 mnie szpiegowa艂.
- Z baru szachowego, tak? - Mhm.
P贸ki go nie wyrzucono.
M贸wili, 偶e wygl膮da艂 tak nieszcz臋艣liwie przy oknie, 偶e psu艂 im granie.
Potem zacz膮艂 obserwowa膰 m贸j dom z muzeum Anne Frank.
Muzeum Anne Frank by艂o dok艂adnie naprzeciw domu Anny.
Przepraszam. Przepraszam bardzo.
/Rodzina Anne Frank /mieszka艂a na ma艂ym poddaszu...
a to by艂o ich sekretne wej艣cie.
- Za mn膮 prosz臋. - Przepraszam.
Kolekcja gwiazd filmowych Anne Frank.
- A gdzie Anna Frank? - Jest tutaj.
A tu Ginger Rogers.
Przepraszam.
/- Daj spok贸j tato. /- Sp贸jrz, to zbiorowe szale艅stwo.
/- Hitler by艂 szalony. /- Tak by艂, to proste.
Popatrzcie na to. Nazi艣ci mierzyli nosy.
- Je艣li by艂 za du偶y, by艂e艣 偶ydem. - Naprawd臋?
/Zapomnieli艣my, 偶e nazi艣ci mieli obsesj臋 /na punkcie tysi膮cletniej rzeszy. Rasy wy偶szej...
/Wi臋c usprawiedliwiali wtr膮canie /ludzi do oboz贸w koncentracyjnych.
/Ludziom wycinano m贸zgi, by膰 mo偶e /gdy jeszcze 偶yli do eksperyment贸w medycznych.
/- Tatusiu, te zdj臋cia s膮 na sprzeda偶. /- Chod藕cie ju偶.
Mo偶emy je kupi膰?
/- Mo偶e we藕miemy je ze sob膮. /- B膮d藕cie cicho.
/Bardzo lubili dr Lindena.
/Przychodzi艂 z ma艂ymi klockami /by robi膰 im testy.
/Dla nich to by艂a gra.
/Pewna kobieta przysz艂a do niego m贸wi膮c: /"Chc臋 zagra膰 w gr臋".
/Rozpozna艂 j膮.
/By艂a sprz膮taczk膮 w jego /dawnym mieszkaniu, a teraz by艂a tu...
/wi臋c wy艂膮czy艂 j膮 do swoich badania.
Mia艂em dziwny sen.
O mnie?
艢ni艂em o Paulu Lindenie i ludziach z domu starc贸w.
Ale to nie by艂 ob贸z koncentracyjny.
Jedn膮 z os贸b by艂a jego dawna sprz膮taczka.
Mina Hoekstra. Star Mina?
- Co z ni膮 robi艂? - Przeprowadza艂 badania medyczne.
Robi艂 to z nimi wszystkimi.
To bez sensu.
Nie.
- Oczywi艣cie, 偶e nie. To by艂 sen, prawda. - Mhm.
Chcia艂abym, 偶eby艣 zapomnia艂 o Paulu.
Ja ju偶 zapomnia艂am. O wszystkim.
Zapomnia艂am go ca艂kowicie.
Do艣膰 szybko.
Co za pi臋kne r贸偶e.
Tak, s膮.
S膮 niezwyk艂e. Gdzie je kupi艂a艣?
Oh, w ma艂ym sklepie przy dworcu.
Nie s膮 to przypadkiem szwajcarskie r贸偶e.
Dobra. Szwajcar codziennie przysy艂a mi r贸偶e. I co z tego?
I op艂aca艂 eksperymenty Paula. - Tak! Nie! Nie wiem.
- Robi艂 to. - Nie wiem. Nie wiem.
Ben, nie chc臋 by艣 si臋 w to anga偶owa艂.
/Wi臋c, przy艂apa艂em j膮 na k艂amstwie.
/Pewnie informowa艂a swego szwajcarskiego /przyjaciela, o ka偶dym moim ruchu.
/To mi pasowa艂o.
/Niech wie, co zamierzam.
/Powiedzia艂em Annie, 偶e znowu odwiedz臋 /domu starc贸w, by zada膰 kilka pyta艅.
Oczywi艣cie, 偶e pana pami臋tam. Przyszed艂 tu pan z prof. van Arp.
- Jak mog臋 panu pom贸c, dr Land. - Powiedzia艂 mi pan o eksperymencie dr Lindena.
Czy ma pan list臋 os贸b, kt贸re bra艂y w tym udzia艂?
Oczywi艣cie. S膮 w aktach.
Dziwne.
Nie ma ich tu.
Zastanawiam si臋, kto m贸g艂...
Czy to mo偶liwe, 偶e kto艣 je wzi膮艂?
To mo偶liwe.
Ale, po co?
Macie tu du偶o pogrzeb贸w.
Obawiam si臋, 偶e tak.
Zw艂aszcza podczas tej epidemii grypy.
Kiedy mia艂a miejsce?
Oko艂o trzech miesi臋cy temu.
A co, je艣li rzeczywi艣cie zmarli na gryp臋?
Jak膮 mo偶emy mie膰 pewno艣膰.
Mo偶emy odkopa膰 gr贸b.
Oszala艂 pan?
Musz臋 posprz膮ta膰 te klatki.
Pomog臋 ci.
Potrzeba nam tylko wycinek tkanki z grobu.
Nie dostanie pan na to pozwolenia.
My艣lisz, 偶e w jak spos贸b radzono sobie w dawnych czasach medycyny.
Lekarze musieli ukra艣膰 zw艂oki by studiowa膰 anatomi臋.
Nie prosili o pozwolenie.
Ale kt贸ry gr贸b? Mo偶emy przekopa膰 ca艂y cmentarz.
Sprz膮taczki Lindena.
Bra艂a udzia艂 w jego eksperymencie. Nazywa si臋 Mina Hoekstar.
Podaj skalpel, Pim.
Nie, skalpel.
Nie!
Tak, ten.
/Ba艂em si臋 spojrze膰 艣mierci w twarz.
/Wycinek z nogi mi wystarczy.
/Czu艂em smr贸d nawet przez mask臋.
Podaj wsuwk臋, Pim.
Po tym widoku, nigdy ju偶 nie b臋d臋 taki sam.
W szkole medycznej nie pokazuj膮 zw艂ok.
Podziwiam jego styl.
Zobacz. Ta sama pow艂oka, co u myszy.
Ciekawe, czego u偶y艂.
Profesor testowa艂 leki na starcach.
M贸j wuj b臋dzie wstrz膮艣ni臋ty.
Szanowa艂 Paula Lindena.
Musia艂 my艣le膰, 偶e zadzia艂aj膮.
W przeciwnym razie by tego nie zrobi艂.
To wywo艂a wielki skandal.
Mo偶e pomyli si臋 w dawce.
Ciekawe ilu z nich zgin臋艂o.
Gdzie by艂a艣 zesz艂ej nocy?
- By艂am na szczycie wie偶y ko艣cielnej. - Na wie偶y ko艣cielnej?
Patrzy艂am jak m贸j kochanek robi z siebie b艂azna.
Tak dobrze?
OK.
Dzi臋ki.
Anno, wszystko przemy艣la艂em.
OK, przemy艣la艂e艣.
Wi臋c nie r贸b nic g艂upiego. Nie ma potrzeby robi膰 scen.
- Wsiadaj. Pojedziemy do domu. - Do wozu szwajcara.
- Rudy, pami臋tasz gdzie mieszka dr Land? - Tak, prosz臋 pani.
Ile os贸b zabi艂 Paul?
Chyba 9, a mo偶e 19.
Jeste艣 zszokowany?
Gdyby艣 powiedzia艂a mi o tym wcze艣niej, oszcz臋dzi艂aby艣 mi czasu.
Wiem, kiedy trzyma膰 g臋b臋 na k艂贸dk臋.
Chc臋 pozna膰 szwajcara.
On te偶 chce ci臋 pozna膰.
Ustal臋 spotkanie, je艣li nalegasz.
/Powiedzia艂a, 偶e jutro b臋dzie /w swoim ulubiony sklepie z antykami.
Udzielono mi audiencji.
Ile pan za ni膮 偶膮da?
To najlepsza sztuka w ca艂ym sklepie.
Witaj.
Oh, Nicolas Ulrich, dr Land. Powinni艣my si臋 pozna膰 wcze艣niej.
Max, zostaw nas samych.
- Powiedziano mi, 偶e Linden pracowa艂 dla szwajcarskiej firmy. - Tak.
Za艂o偶onej dawno temu.
Co dla pana testowa艂?
Ma pan na my艣li na myszach?
Nie, na ludziach. Dlaczego to nie zadzia艂a艂o?
- Uwa偶aj, Ben. To potw贸r. - Zamknij si臋, Anna.
Co pan o niej s膮dzi?
Max twierdzi, 偶e tej maski u偶yto w 1937 w sztuce Fausta, wystawionej dla nazist贸w.
Ale wszyscy dealerzy w Amsterdamie to z艂odzieje.
Mo偶emy porozmawia膰 o Lindenie.
呕a艂osny...
g艂upiec, zabi艂 si臋 za szybko.
- Nie dowiedzia艂 si臋, 偶e mu si臋 uda艂o. - Co?
- My艣la艂, 偶e wszyscy umr膮. - Nie by艂o tak?
Niech pan wr贸ci do domu starc贸w i zapyta o Emile van der Lutte.
- Emile van... - Po prostu o Emila, kt贸ry gra na pianinie.
Nie b臋dzie potrzeby panu asystent.
Tym razem nie b臋dzie potrzeby rozkopywa膰 grob贸w.
W Holandii s膮 na tym punkcie wyczuleni.
/Z pocz膮tku ba艂em si臋 wr贸ci膰 /do tego domu prawie umar艂ych.
/Zacz膮艂em zadawa膰 sobie pytanie, /czy ta styczno艣膰 z groz膮 starzenia si臋...
/nie wp艂ynie na m贸j umys艂.
/Ale okaza艂o si臋, /偶e wizyta watra by艂a ryzyka.
Oczywi艣cie, 偶e jest tu Emile van der Lutte...
i jest ca艂kiem 偶ywy.
Lata temu by艂 zawodowym pianist膮,
jednym z najlepszych w Holandii.
Niedawno znowu zacz膮艂 gra膰.
/Wi臋c jeden z nich prze偶y艂.
Jak si臋 pan ma. Jest pan Amerykaninem?
Tak, zgadza si臋.
Chcia艂bym zrobi膰 biopsj臋. Wyt艂umaczy pan dla niego, co to jest.
Oh, Biopsja. Wiem, co to jest.
Ze sk贸ry.
Dr Linden pobiera艂 je wiele razy.
Nie by艂y bolesne.
Czy robi艂 panu zastrzyki?
Tak, podczas epidemii grypy.
Jeden zastrzyk, ale czu艂em si臋 po nim cudownie.
O co w tym wszystkim chodzi, dr Land?
O eksperymenty dr Lindena.
Powinni艣my uda膰 si臋 do mojego gabinetu.
Potem w San Frasico. Gra艂em tam w 1924.
I w Filadelfii w Akademii Muzycznej.
Oczywi艣cie by艂o to dawno temu.
Drugi raz by艂em w Ameryce w 1927.
Na Mauretanii.
Ma pan dobr膮 pami臋膰. Co pan gra艂, gdy wszed艂em?
Oh, Satie. Studiowa艂em z nim w Pary偶u, przez jaki艣 czas w 1912.
Dzi臋kuj臋.
Ale nie by艂o tam jego najlepszych uczni贸w.
- Przypomina mi pan dr Lindena. - Naprawd臋.
/Wszystkie kom贸rki by艂y /chronione przed deterioracj膮.
/Tym razem membrana by艂a /doskonale ukszta艂towana.
/Genialny m艂ody fizyk powiedzia艂 mi kiedy艣:
/"Im bardziej zag艂臋biem si臋 w nauk臋, /tym bardziej wierz臋 w magi臋".
/Kr贸tko po tym, oszala艂.
Powiedzia艂em, 偶eby nie 艂膮czy膰 偶adnych rozm贸w!
Straci艂em koncentracj臋.
Nie denerwuj si臋.
Chod藕.
Nie. Powiedz mu, 偶e nalegam. M贸wi dr Ben Land.
Ach, dr Land.
Mamy o czym rozmawia膰, prawda.
Mo偶e pan przyjedzie.
Z dr Land nie p贸jdzie ci tak 艂atwo jak my艣lisz.
Nie jest popychad艂em jak Paul.
Mo偶e ty mi z nim pomo偶esz, Anno.
Nie chcesz chyba sp臋dzi膰 偶ycia w salonie pi臋kno艣ci.
- Ju偶 nie mam nic przeciwko salonowi pi臋kno艣ci. - Zakocha艂a艣 si臋 w nim.
Zakocha艂a艣 si臋 w palcu.
No dalej, po艣ciel 艂贸偶ko.
OK, sam to zrobi臋.
/Gdy szed艂em na spotkanie z Ulrichem /tego wietrznego pa藕dziernikowego popo艂udnia...
/nie mog艂em przesta膰 my艣le膰 /o tych nie艣miertelnych kom贸rkach.
/Co by by艂o gdyby艣my wszyscy /stali si臋 bogami.
To niesamowite, prawda dr Land.
Ju偶 nigdy si臋 pan nie zestarzeje.
Linden tylko raz wytworzy艂 w艂a艣ciw膮 dawk臋.
Dzie艂o jeszcze nie jest sko艅czone.
W艂a艣ciw膮 dawk臋 czego?
Nie spodziewa si臋 pan chyba, 偶e od tak panu powiem.
Prosz臋 pos艂ucha膰...
Musz臋 wybudowa膰 nowe skrzyd艂o w mojej fabryce by to wytworzy膰.
Kosztowa艂o mnie to cz臋艣膰 mojego 偶ycia.
Jestem pewien, 偶e z czasem si臋 zwr贸ci.
Czas jest jedynym, czego nie mam, dr Land.
Nie interesuje mnie bycie starym bogaczem.
Dr Land...
Szukam naukowca z charakterem, kt贸ry przyspieszy te badania.
Ma pan na my艣li badania Lindena. Morderstwo!
Morderstwa z lito艣ci, dr Land.
Morderstwa starc贸w.
S膮dz臋, 偶e jest pan odpowiednim cz艂owiekiem.
A ile wed艂ug pana jestem wart, panie Ulrich.
Porozmawiajmy o tym przy obiedzie.
Zatrzyma艂em si臋 w tym tanim hotelu, bo jedzenie jest dobre.
To Turkmenistan, dr Land.
To zdj臋cia z po艂udnia Rosji...
blisko granicy z Armeni膮.
Niekt贸rzy z tych ludzi byli sprawni seksualne...
w wieku 110 lat.
To dziedziczne, s膮 tuziny bada艅 o tym.
Jest jedno przeprowadzone przez rosyjskiego naukowca o nazwisku Rashinsky.
Nie s艂ysza艂em o nim.
Oczywi艣cie, 偶e nie.
Rashinsky zako艅czy艂 偶ycie w wariatkowie z powod贸w politycznych.
Chcia艂 by wszyscy 偶yli d艂u偶ej, nie tylko cz艂onkowie partii.
Wi臋c teraz bogaci biznesmeni mog膮 偶y膰 d艂u偶ej, w czym to lepsze.
Nie obchodzi mnie ilu ludzi b臋dzie 偶y膰 d艂u偶ej, chc臋 by膰 jednym z nich.
Starzenie si臋 jest okropne.
To choroba.
Wi臋c prosz臋 pom贸c mi udoskonali膰 lekarstwo.
Nie powiedzia艂 mi pan, czym jest to lekarstwo.
/Opowiedzia艂 mi swoj膮 histori臋, /a ja omal mu uwierzy艂em.
/Jak przemyci艂 dokumenty Rashinskiego /z rosyjskiego zak艂adu psychiatrycznego...
/i zatrudni艂 Lindena by doko艅czy艂 dzie艂a.
/W ka偶dym razie obydwoje wiedzieli艣my, /o co mu chodzi.
Ale dawka jest krytyczna.
- Trzeba j膮 przetestowa膰 pod wzgl臋dem bezpiecze艅stwa. - Ale to mo偶e potrwa膰 lata.
OK, ale musimy przetestowa膰 j膮 na ludziach.
Co z testowaniem na ludziach?
Tylko wtedy, gdy uzam, 偶e to bezpieczne. To moja odpowied藕.
Wi臋c ja dam panu swoj膮 odpowied藕.
Trzymaj g臋d臋 na k艂贸dk臋, a b臋dzie mia艂 pan ten sam uk艂ad, co Linden.
Kopia naszego kontraktu jest w jego dokumentach.
Nie mam jego dokument贸w. Pan je wzi膮艂, prawda.
Powiem dla Felix by je zwr贸ci艂.
Ale niech pan nie spodziewa si臋 znale藕膰 tam formu艂y Rashinskiego.
P贸ki nie uzgodnimy warunk贸w naszej umowy.
Zadzwo艅 do mnie jak si臋 namy艣lisz.
Szwajcaria ma bezpo艣rednie po艂膮czenie.
B臋d臋 w mojej fabryce.
/By艂em bliski sekretu, /kt贸rego ludzko艣膰 od zawsze poszukiwa艂a.
/Ale jak wi臋kszo艣膰 skarb贸w, /by艂 on strze偶ony przez potwora.
/Czy to moja wyobra藕nia, czy 艣ledzi艂 mnie...
/drwi膮c sobie ze mnie swoj膮 ofert膮.
/Co z testowaniem na ludziach?
/Wiedzia艂 jak bardzo chcia艂em jego skarbu,
/ale trzyma艂 go zamkni臋tego w fabryce, /wysoko w szwajcarskich Alpach.
Nie r贸b tego Ben.
Pami臋tam jak Paul pierwszy raz pojecha艂 do Szwajcarii.
Powiedzia艂: "Na weekend, 偶eby rzuci膰 okiem"
Ale gdy wr贸ci艂, by艂 ju偶 innym cz艂owiekiem.
- Nie zamierzam zabija膰 starych ludzi, Anno. - B臋dziesz cz臋艣ci膮 jego fabryki, tak jak Paul.
Pr贸bowa艂am ci臋 ostrzec.
Nie rozumiesz. B臋dziesz nowym cz艂owiekiem Ulricha. Wszytko by艂o ustawione.
- Mog臋 go pokona膰 w jego w艂asn膮 gr臋. - Nie, nie mo偶esz.
Jest zbyt sprytny. Uwi臋zi ci臋.
B臋dziesz bezradny.
Ben, nie odbieraj.
- Tak. - Dr Land, tu prof. van Arp.
Oh, prof. van Arp. Jak si臋 pan czuj臋?
Prosz臋 przyjecha膰 do mojego biura, jutro rano.
To bardzo wa偶ne.
- Nie bardzo rozumiem. - Ju偶 za p贸藕no.
Rozumiem.
Oh, 呕egnaj, 偶egnaj, 偶egnaj.
Nie mo偶e pan powiedzie膰, o co chodzi.
Oh, to takie niesprawiedliwe. Diabe艂 zawsze wygrywa.
Tak.
呕egnaj Ben.
Tak, o 11-stej u pana w biurze.
Anna!
/Uk艂adanka Fabryki.
/Fabryki Ulricha w Alpach.
/Ta uk艂adanka nie by艂a tu przypadkowo...
/Ale wydarzenia znacznie mnie wyprzedza艂y.
To dr Land, panowie.
Jak m贸g艂 pan to zrobi膰?
Rozkopywa膰 gr贸b w 艣rodku nocy.
Ci panowie s膮 z policji.
Ty im powiedzia艂e艣, Pim?
Ben, m贸j wuj powiedzia艂, 偶e pomylili艣my si臋, co do dr Lindena.
Mia艂 absurdalny pomys艂, 偶e cz艂onek naszej uczelni, dr Paul Linden...
by艂 masowym morderc膮. - Nie s膮dzi pan, 偶e mia艂em ku temu powody...
- i czy powiedzia艂 pan o jego eksperymentach? - Nie musia艂em.
- Ci panowie ju偶 o tym wiedzieli. - Jestem z ministerstwa nauki, dr Land.
Zapewniam pana, 偶e dok艂adnie 艣ledzili艣my, co testowa艂 dr Linden.
Dotyczy艂o to nowej metody procesu kolorowania szczepionki przeciw grypie,
by mo偶na by艂o sprawdzi膰 skuteczno艣膰 szczepionki.
Ludzi bardziej interesuje lekarstwo na zwyk艂e przezi臋bienie...
ni偶 pa艅skie przypiecz臋towanie nie艣miertelno艣ci.
Proces jest zupe艂nie bezpieczny.
Przy okazji, wytwarza on efekt pow艂oki widziany z mikroskopu.
- By膰 mo偶e zmyli艂o to pana. - Oskarzy艂 go pan bezpodstawnie...
ale niczego pan nie udowodni艂.
Nigdy niczego nie chcia艂em udowodni膰. Chcia艂em zrozumie膰 dlaczego Linden si臋 zabi艂!
Mo偶e nich pan go wykopie i go o to zapyta!
To moja wina, Ben.
To ja ci powiedzia艂em, 偶e myszy maj膮 ponad 4 lata.
One nie mia艂y nawet dw贸ch.
M贸j wuj mi pokaza艂.
- Pomyli艂em si臋 czytaj膮c dokumenty. - Nie!
Tak, Ben. Naprawd臋 si臋 pomyli艂em.
Wi臋c kto艣 podmieni艂 dokumenty. To nie mo偶liwe!
Co?
To mo偶liwe, Ben. Przemy艣l to.
Wszystko si臋 nam pomiesza艂o.
Dr Land...
wiedzia艂em, 偶e jest pan odrobin臋 szalony...
ale teraz sta艂 si臋 pan niebezpiecznym szale艅cem.
Poszed艂 pan do domu starc贸w i zrobi艂 pan biopsj臋 staremu cz艂owiekowi.
- Tak, zrobi艂em. - Nie zaprzecza pan.
Wiedzia艂em, 偶e nie powinien panu tego robi膰!
- Emile van der Lutte nie 偶yje. - Co?
To niemo偶liwe.
Infekcja zacz臋艂a si臋 od ramienia, tam gdzie zrobi艂 pan biopsj臋.
Zabi艂 go pan!
- Nie mog艂em go zabi膰! - Ludzie maj膮 s艂ab膮 odporno艣膰 w tym wieku.
Dr Land, czy wysterylizowa艂 pan instrumenty po tym, jak d藕ga艂 pan nimi na cmentarzu?
Oczywi艣cie, 偶e tak. /Czy na pewno?
/Bardzo si臋 spieszy艂em.
Niekt贸rzy mog膮 nazwa膰 pana morderc膮!
Nie wierz臋 panu! Pr贸bujecie mnie wrobi膰!
On nie mo偶e nie偶y膰! Nie wierz臋 panu!
Pan oszala艂. Zupe艂nie oszala艂!
Potrzebny panu lekarz, dr Land.
/Zadzwonili po karetk臋...
/i pod silnym 艣rodkiem uspokajaj膮cym /zwieziono mnie do czystego szpitala.
/Wci膮偶 my艣l臋 o starym piani艣cie.
/Co je艣li naprawd臋 nie 偶yje.
/I wtedy m贸wi臋 do siebie:
/Nie, nie mo偶e nie偶y膰...
/bo go s艂ysz臋.
Paul?
Jakie to uczucie?
Zabi膰 pierwszy raz.
To by艂 wypadek.
M贸j te偶 by艂.
Da艂em z艂膮 tabletk臋 jednemu z pacjent贸w.
Martwi艂o mnie to przez kilka dni.
Przyzwyczaisz si臋.
Wi臋c dlaczego si臋 zabi艂e艣?
Nie przejmuj si臋 tym.
Paul, je艣li nie zale偶a艂o ci na tych ludziach to, dlaczego si臋 zabi艂e艣?
Paul, musz臋 wiedzie膰!
Odpowiedz mi, Paul!
Te fantazje o dr Lindenie musia艂y zacz膮膰 si臋 przez 艣mierci膮 tego starca.
Ben wiem, 偶e nie chcia艂e艣 go zabi膰. Jestem psychiatr膮, chc臋 ci pom贸c.
Dlaczego mi ju偶 nie odpowiadasz?
Jestem prawdziwa, moje kroki s膮 prawdziwe. Ch艂opak na drugim 艂贸偶ku jest prawdziwy.
Ten szpital jest prawdziwy...
ale martwy dr Linden chodz膮cy i m贸wi膮cy do ciebie jest twoj膮 fantazj膮.
I widzisz Ben, wielkim niebezpiecze艅stwem fantazji jest to, 偶e mog膮 ci臋 uwi臋zi膰.
Widzimy si臋 jutro, Ben.
/Zadzwo艅 do mnie jak si臋 namy艣lisz. /B臋d臋 w swojej fabryce.
/Wreszcie zadzwoni艂em do Ulricha po wytyczne.
/Powiedzia艂: We藕 ekspres do Genewy.
/Potem wsi膮d藕 do czerwonego poci膮gu alpejskiego, /kt贸ry zawiezie ci臋 prawie do fabryki.
/Powiedzia艂em Ulrichowi by /nie odbiera艂 mnie ze stacji.
/Mia艂em spotka膰 si臋 z diab艂em na szczycie g贸ry /i chcia艂em mie膰 troch臋 czasu dla siebie.
/Zmusi艂 Lindena by zaprzeda艂 mu dusz臋, /a teraz przysz艂a kolej na mnie.
/Ale wiedzia艂em jak go pokona膰 /w jego w艂asn膮 gr臋.
/B臋d臋 pracowa艂 dzie艅 i noc p贸ki /nie b臋d臋 pewien odpowiedniej dawki.
/A wtedy wypr贸buj臋 j膮 na sobie, /w tym laboratorium ze snu, wysoko w Alpach.
/A je艣li zadzia艂a na mnie, to pan Ulrich /b臋dzie pierwszy w kolejce do leczenie.
/Tylko mo偶e nie b臋d臋 tak ostro偶ny /odmierzaj膮c jego dawk臋.
/Chyba, 偶e do tego czasu /zapomn臋 o zem艣cie...
/bo b臋d臋 nie艣miertelny.
/Dla mnie to b艂ogos艂awie艅stwo, /nie przekle艅stwo.
/By膰 mo偶e b臋dziemy musieli opu艣ci膰 /t膮 starzej膮c膮 si臋 planet臋 by prze偶y膰.
/Ale kt贸rego艣 dnia spojrzymy wstecz /i zastanowimy si臋 jak mogli艣my tolerowa膰...
/偶ycie ze 艣mierci膮.
/Ostatecznie, jak mo偶na by膰 usatysfakcjonowanym /czym艣, co musi dobiec ko艅ca.
T艂umaczenie ze s艂uchu: cromag418
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.