Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Czech
Danish
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Znaleźli ciało Óscara Egei.
W POPRZEDNIM ODCINKU
- To nam zaszkodzi? - Nie.
Wpadł do studni?
Znał okolicę jak własną kieszeń.
Śmierć Óscara Egei może przyspieszyć nasze plany.
To może być początek czegoś innego.
Powiedziałem, że nic mi nie jest.
Twoja mama była cudowna.
Odroczyła rozbiórkę szopy, więc możemy ją opróżnić.
Pięciu do naprawy czegoś tak wielkiego?
Chcę zbadać próbkę wody.
Jeśli potrzebujesz pomocy przy stawie lub… daj znać.
Wyglądasz jak twoja matka. Dokładnie jak Laura.
Czemu na koncie jest tylko tysiąc euro?
Wiszę komuś pieniądze. Dużo.
Jak widzisz, z tymi ludźmi nie ma żartów.
Nie opróżniasz szopy?
Pozwolisz mi zostać? Tak czy nie?
POWRÓT DO LAS SABINAS
Zostało tylko pięć.
Możesz użyć taczki.
Teraz mi to mówisz?
No cóż,
chciałam ci powiedzieć od razu, ale byłeś pochłonięty pracą.
Słusznie.
Masz ochotę?
Dzięki.
Wiesz, że dziś jest Dzień Wiśni?
Coś ty? Co za zbieg okoliczności.
Kultywujemy tę tradycję do dziś.
Uwielbialiśmy je jako dzieci.
W szkole też.
Dałem ci całą torbę wiśni
podpisaną twoim imieniem.
Pamiętasz?
Chyba tak.
Esther się dopomina. Idź.
Nie, to Lucia.
Moja córka.
O, macie córkę.
Nie, ja mam.
Ona jest tylko moja. Moja i Olgi.
A Olga… Wybacz, nie chciałam być ciekawska.
W porządku, przecież nic nie wiesz.
Olga to matka Lucii.
Poznałem ją, gdy wyjechałaś.
To był przelotny romans. Wtedy nie szukałem poważnego związku.
Naprawdę.
Dopiero co się poznaliśmy.
Wyobraź sobie moją minę, gdy zadzwoniła, mówiąc,
że jest w ciąży i że chce urodzić dziecko.
Z początku nie widywaliśmy się często.
Mieszkały w Madrycie. Czasem je odwiedzałem.
Gdy Olga zaczęła wyjeżdżać służbowo,
wziąłem Lucię do siebie do Manterany.
Miała dziewięć lat.
Pierwsze miesiące to była istna katastrofa.
Byliśmy jak dwoje obcych ludzi. Nawet nie „jak”.
Byliśmy obcymi sobie ludźmi.
Tak jest, gdy ojca nie ma prawie przez całe dzieciństwo.
Nie wyobrażam sobie Miguela Larrei jako złego ojca.
Wiele się zmieniło odkąd wyjechałaś.
Ale dzięki Esther wszystko się ułożyło.
Przyjęła rolę matki, przyjaciółki, no i psychologa.
Pomogła nam się zbliżyć.
Zawdzięczam jej szczęście Lucii.
I moje też.
A ty? Jesteś mężatką? Mieszkasz z kimś?
Tak, mam męża.
Ma na imię Antón.
Poznaliśmy się na studiach. Mamy dwoje dzieci.
Julię i Lucasa. Kocham je do szaleństwa.
Choć czasem myślę jak król Herod.
Nie, poważnie, one są…
Są wspaniałe. To największe osiągnięcie mojego życia.
A Antón?
Jesteś szczęśliwa?
Tak, bardzo.
Cieszę się.
Julia!
Ja ci pokażę! Ty idiotko!
Przestańcie! Co wy wyprawiacie? Co się dzieje?
Niech lepiej pilnuje swoich spraw.
Cały dzień dajesz lajki tej dziewczynie. To żałosne.
Julia, idź do środka. Posiedź trochę z Trini.
Proszę.
A ty chodź ze mną. Pomożesz mi usunąć zniszczenia po burzy.
Masz chęć popracować?
A mam wybór?
Hej, ciociu Palomo.
Mogę cię tak nazywać?
Możesz.
Nie znamy się jeszcze, ale chyba się dogadamy.
Nie podlizuj się.
Czego chcesz?
No dobra.
Spytaj mamę, czy puści mnie na imprezę do Madrytu.
Cała moja paczka jedzie. Muszę tam być.
Paloma!
Tak?
Mówi, że Utrera przysłała swoją ekipę do pomocy. Wiesz coś o tym?
- Dzięki, że przyszliście. - Co?
Zaczekajcie chwilkę.
Nie ma problemu.
Tato, Paca uprzedziła mnie, że przyjdą.
Jak możesz przyjmować pomoc od tej dziwki?
Wytłumaczę ci.
- Chyba upadłaś na głowę. - Spójrz tylko.
Myślisz, że damy sobie z tym radę sami?
Trzeba usunąć wszystkie zmarnowane plony,
stworzyć tymczasowy system nawadniania kropelkowego
tam, gdzie nie da się użyć systemu ze stawu.
Potrzebna nam wszelka pomoc.
- Nieważne, kto jej udziela. - OK. Dam im instrukcje.
- Miałeś jechać do San Luis! - Po co?
- Na tomografię. - Nie jadę.
Zadzwonili i odwołali wizytę.
Ale zrobią ją kiedy indziej?
Tak, mają zadzwonić i zaproponować nowy termin.
Tak czy siak, musisz odpocząć.
Bzdura. Odpocznę po śmierci.
Tylko nadzoruję, nie będę dźwigał kamieni.
No dobra, co przywieźliście?
To dla ciebie.
Dzięki, synku.
Nie ma za co. Podtrzymuję tradycję.
A poza tym jesteś najpiękniejszą kobietą w Manteranie.
A co z tańcami?
W Dniu Wiśni zawsze mamy tańce po południu.
Zostały zawieszone.
Mamy żałobę po Óscarze. To nie jest dobry czas na tańce.
Dobra decyzja.
Coś wiadomo o mojej mamie?
Nie.
Od czterech czy pięciu dni nie przychodzi mi pomagać.
Nie bój się. Na pewno wszystko jest OK. Wiesz, jaka jest.
Od wczoraj piszę do niej, dzwonię i cisza.
To dobrze. Znaczy, że nie jest niewolnicą komórki.
Niech żyje ciocia Nati, najmądrzejsza w rodzinie.
Kochanie. Óscara spotkała tragedia. Ale to nie znaczy,
że teraz mamy się spodziewać samego najgorszego.
To niemożliwe, by coś jej się stało.
Słuchaj swojej ciotki. Jest bardzo mądra.
Nie nabijaj się z matki, ty nicponiu.
Naprawdę, nie żartuję.
No, dobrze.
Piękny uśmiech. Tak trzymaj!
Muszę lecieć.
- Pa, synu. - Pa.
Ja też już pójdę.
- Pa, kochanie. - Daj buziaka.
Tak.
Dzień dobry.
Przyniosłam świeżo zerwane warzywa.
Czyż nie wspaniałe?
Przyniosę ci jeszcze jedną.
Dziś jest degustacja ślubnego menu. Zapraszam.
Dziękuję.
- Coś nie tak? - Myślałaś, że się nie dowiem?
Nie mam pojęcia, o co ci chodzi.
Podobno twoi robotnicy pomagali dziś w Las Sabinas.
A, to.
Tak, to.
- To prawda. Wysłałam ich tam. - Dlaczego to zrobiłaś?
Moliny nie zasługują na niczyją pomoc, a co dopiero twoją.
- Silvio, zmień ton. - To rób to, co trzeba, na Boga.
Nikt mi nie będzie rozkazywał. Nawet Bóg. Dobrze o tym wiesz.
Zrobiłam to, co uważałam za stosowne. Koniec dyskusji.
Czekam o 14:00.
Nie spóźnij się.
Coś ci się stało?
- Co jest? - Nic, OK.
To ma być OK? Przecież ty krwawisz.
To rana z innego dnia.
Zerwałeś szwy.
Drobiazg.
- Zdezynfekuję ci. - Nie, zrobię to sam w domu.
Z tym nie można czekać. Mam w aucie apteczkę.
Zrobione.
Dzięki.
Nie ma za co.
Zostawcie to!
Te rury mają iść tam, nie tu.
Powiedziałam im, gdzie.
Nie masz o tym pojęcia.
Ty masz dyplomy, ale nikt nie zna tej ziemi, jak ja.
W tym roku działka będzie leżeć odłogiem. Nie potrzebuje podlewania.
- Nie mówiłeś mi o tym. - Nie pytałaś.
Róbcie, jak właściciel każe.
A to co?
„Paloma wpadła do rzeki.”
Co cię tak śmieszy?
Mama dała tacie kamerę na urodziny.
Dobrze pamiętam ten dzień.
Miałaś oficjalnie przedstawić mnie rodzinie.
Jak ja się czułem!
Byłeś strasznie spięty.
Jąkałeś się, gdy mama o coś cię pytała.
- Pamiętasz? - Całkiem mnie znielubiła.
Zawsze cię lubiła.
Patrzyła, jak się razem bawimy.
Nazwała cię kiedyś moją bratnią duszą.
Poważnie? Ja od swojej też coś takiego usłyszałem.
To znaczy, że nasze mamy nie miały dobrej intuicji.
Ale się dogadywały.
Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie mój ojciec.
Co on sobie myślał?
A o czym innym mógłby myśleć?
Tylko o tym, żeby przejąć więcej ziemi.
Powiadają, że każdy kryzys stwarza nowe szanse.
Słyszałam, że twój tata zmarł.
Wyrazy współczucia.
Dziękuję.
Przepraszam, nie chciałam o nim mówić.
Nie ma sprawy.
Minęło już wiele lat.
To wszystko było tak dawno.
Moja mama też od lat nie żyje.
Często o niej myślisz?
Codziennie.
- Jedziemy? - Tak.
Co ty wyprawiasz?
Kopiesz bruzdę, a nie basen. Wiesz, co to jest?
Daj mi to. Patrz, to jest bruzda.
Tato! Zostaw to, zrobisz sobie krzywdę.
Nic sobie nie zrobię, do diabła. Widzisz? To jest bruzda.
Rozumiesz?
MUSISZ PRZYJŚĆ NA IMPREZĘ…
- Tak. - To do roboty.
Okej?
Ej! Tato.
Cholera.
- Wstań. Wszystko OK? - Tak. Nie potrzebuję pomocy.
Chcesz wody?
- Nic mi nie jest. - Idź do domu. Jest upał.
Nie, zostaję.
Proszę! Ale ty jesteś uparty.
Wszyscy już wiemy, jak i gdzie robić te cholerne bruzdy.
Cicho.
Idę do domu.
Lucas, idź z nim. Na wszelki wypadek.
OK. Ale pogadasz z moją mamą?
Pójdę z tobą.
Mam coś do zrobienia.
Nie próbuj nawet mnie dotykać.
Odsuń się.
Kiedyś, gdy twój dziadek był w dobrym humorze, powiedział mi,
że dawniej chłopak dawał dziewczynie wiśnie
z okazji pierwszego dnia lata.
A gdy dziewczyna mu się podobała, pisał jej imię na wstążeczce.
Urocze, prawda?
Urocze, jak ty.
Same kaleki i nieudacznicy…
- Już skończyliście? - Nie, ma zawroty głowy.
- Dobrze się czujesz? Jakoś pomóc? - Dobrze, do diabła!
Robią problem z niczego.
Siadaj. Zrobię ziołową herbatę.
Pomogę mamie.
Co robisz?
Patrz. Tu piszą o tym święcie wiśni.
Oliwa truflowa świetnie pasuje do pomidorów, no nie?
Masz doskonały gust. We wszystkim.
Na pewno będzie pyszne.
Hej.
Spóźniłaś się.
Wiem.
Wybacz. Przyjechali goście. Nie mogłam ich zostawić.
Nie ma sprawy.
A gdzie Miguel?
Pewnie w drodze. Siadaj.
Menu.
Dzięki.
Wszystko w porządku?
Jasne.
Silvio, co powiesz na to menu?
Nie wiem. Na pierwszy rzut oka… jest dobre.
Ale chyba musimy spróbować?
Ostatnio zrobiłaś się bardzo nieufna.
W obecnych czasach to chyba normalne?
Wiesz, jak to jest. Mówią, że to krewetki
ze szczyptą tego i odrobiną tamtego,
a okazuje się, że w środku jest tłusty, stary ziemniak.
No i kompromitacja.
Z pewnego punktu widzenia można to nazwać dobrym interesem.
Dla mnie to jest oszustwo.
Podać pierwsze danie?
Catering nie może dłużej czekać.
Po południu jest inna degustacja.
Pięć minut, okej?
Nie zaczniemy bez Miguela. Zaraz powinien być.
Jasne.
Gdzie on może być?
Hej.
Przestraszyłeś mnie.
Przyszedłem pomóc.
Pewnie chcesz coś ode mnie?
- Nie da się ukryć. - No tak.
A więc…
Cześć.
Mój syn, Lucas.
Miguel. Miło cię poznać.
Weź samochód.
- Ja zaniosę to do punktu recyklingu. - OK. Dzięki.
Nie odbiera.
Na pewno wiedział, że to dziś?
Przypominałam mu rano.
Nic nie rozumiem.
Pewnie zatrzymały go sprawy na farmie.
Nie mam pojęcia. Ale mam tego dość.
Znasz go.
Jest oddany swojej pracy.
To jedna z jego zalet.
Ale czasem zapomina o bożym świecie.
To prawda. Taki właśnie jest.
- Zadzwonię do niego. - Nie, nie trzeba.
Dzwoniłam już dwa razy i wysłałam trzy wiadomości.
Najlepiej dać mu spokój.
Powiem Pilar, żeby zaczynali.
Miguel przyjdzie, gdy będzie mógł lub zechce.
W skrócie,
moi przyjaciele robią imprezę i muszę na niej być.
Musisz tylko odwieźć mnie do San Luis.
Na pociąg, a Pedro mnie odbierze.
Przenocuję u niego.
Wrócę do domu na obiad.
Nie.
- Mamo… - Nie ma mowy.
Zostaniesz i pomożesz dziadkowi.
Którego pierwszy raz widzę?
- Zapomnij. Jadę do Madrytu. - Słuchaj.
Nie jedziesz. Koniec dyskusji.
To areszt domowy! Wszystko przez twoje problemy z własnym ojcem.
Ja i siostra nie jesteśmy temu winni. Mam dość! Rozumiesz?
Zrób coś z tym w końcu. Nie każ nam cierpieć.
Lucas, chodź tu. Wracaj!
Mamo, gdzie jesteś?
Dzwoniłam do ciebie z tysiąc razy.
Oddzwoń, proszę.
Cholera.
Dla ciebie.
Wygląda na to, że twój chłopak nie wie, co to Dzień Wiśni.
Dzięki, sierżancie.
Chociaż w tym roku…
jaka szkoda.
Wiem, Manuelo.
Wpłynęła kolejna skarga.
Zdaje się, że kłusownicy wrócili do Lasu Atenor.
Potrzeba tam więcej patroli.
Te dranie mogą nas wyczuć. Ale może złapiemy ich,
gdy zwiększymy czujność.
Czy ty mnie w ogóle słuchasz?
Proszę?
Słyszałaś, co mówiłem?
Nie, przepraszam.
Kłusownicy wrócili do Lasu Atenor.
OK, już tam idę.
- Załatwię coś i pójdę z tobą. - Spokojnie. Pójdę sama.
No tak. Uwielbiasz być sama.
Daniel mówił, że byłaś u studni.
A mówił ci, że nic nie znalazłam?
To dobry dzieciak. Troszczy się o ciebie.
Wiem. To jak, puścisz mnie?
Skąd ten pośpiech? Gadasz jak…
- Rozmawiałaś z matką? - Nie.
No to idź.
Bądźmy w kontakcie.
Tak.
To wszystko.
Dzięki.
Dość chłodne to podziękowanie.
Przepraszam, to wszystko wzbudziło we mnie… pewne emocje.
Mamy z Palomą spotkanie w banku. Jestem rozkojarzona.
Rozumiem.
Niechcący słyszałem waszą rozmowę.
To jedna z trudnych chwil między matką a synem.
A co mówiłam o Herodzie?
Też masz takie chwile z córką.
Codziennie.
No to o czym tu mowa?
Żal, że nie udało ci się małżeństwo.
- Zasługujesz, by być szczęśliwą. - Jestem.
Może jak przesunę to pudło…
Słuchaj, jeśli chcesz ze mną pogadać…
Dzięki, ale nie ma o czym mówić. Potrzymasz?
Nie rozumiem. Mówisz, że układa ci się z mężem, a to nieprawda.
Miguel, nie muszę ci się tłumaczyć.
Wybacz, śpieszę się.
Twój telefon.
Don Emilio, obiad na stole.
Don Emilio?
Chyba nie jest głodny.
Don Emilio.
Don Emilio.
Don Emilio.
Don Emilio, obudź się!
Wszystko w porządku?
Wszystko…
… jest za mgłą.
O Boże. Gracia!
- Paloma! - Co jest?
Mamy nie ma, a ciocia poszła do banku.
Słabo mu.
Dzwonię do Esther. Mam gdzieś, co pan powie.
Zostań z nim.
Mamo?
Mamo!
Mamo?
Mamo!
Czego tak krzyczysz?
- Dlaczego nie odbierasz? - Cóż…
Ciocia już od pięciu dni nie ma z tobą kontaktu.
Telefony są takie uciążliwe.
Mam to gdzieś.
Chcę móc z tobą porozmawiać, gdy muszę.
Jesteś cała roztrzęsiona. Stosujesz melisę?
Nie jestem roztrzęsiona.
Muszę wiedzieć, czy nic ci nie jest.
Czy nie zostałaś zastrzelona lub zrzucona z klifu.
Kochanie, co ci przychodzi do głowy?
W lasach są kłusownicy.
Będę bardziej uważać, ale tu nic o tym nie słychać.
Coś się stało.
Nie.
Czuję się dobrze.
Nie czujesz się dobrze. Co się dzieje?
On nie żyje, mamo.
Chciałam, by wrócił żywy.
Ale czułam, że coś jest nie tak.
Znaleźli go w studni.
Dlaczego właśnie on?
Uspokój się.
Dlaczego?
No, już dobrze.
Dlaczego?
Dlaczego?
Jak pan widzi, sporządziłyśmy z siostrą
szczegółową analizę wykonalności przedsięwzięcia.
Proszę, Eusebio. Nie możesz odmówić nam pożyczki.
Świetnie, ale już macie kredyt hipoteczny na nieruchomość.
Wiesz o tym, prawda?
Oczywiście.
A wasz ojciec zalega z płatnościami.
Tego nie wiedziałam.
Ale możemy to uregulować. Jestem pewna.
Zobaczmy.
Po modernizacji Las Sabinas zwiększymy produkcję, podniesiemy jakość.
Zyski wzrosną i spłacimy kredyt.
To niezwykła ziemia. Jak dobrze pójdzie,
zamienimy ją w złoto.
Ale z tego, co wiem, nie chcecie tu zostać.
I co z tego?
Myślisz, że Emilio da radę sam zająć się Las Sabinas?
Przecież mój ojciec oddał wszystko tej ziemi.
Dał pracę wielu ludziom.
On pierwszy uwierzył w potencjał Manterany.
Przyczynił się do jej rozwoju.
Zasługuje przynajmniej na kredyt zaufania.
Zobaczę, co mogę zrobić.
Dzięki.
- Przepraszam, myślałam, że zdążę. - Hej.
- Załatwiłaś? - Tak, szybko mnie zbył.
Co powiedział? Jak wrażenia?
Przepraszam.
Tak, słucham. Trini?
No, wreszcie. Co tak późno?
Właśnie zobaczyłem wiadomości. Przepraszam.
A gdzie Esther?
Musiała wyjść. Nagły przypadek.
Nawet nie spróbowała deserów.
Szkoda. Jak degustacja?
Nieźle.
Tak. Ale ponieważ nie przyszedłeś, a Esther wyszła wcześniej,
zostało jeszcze trochę jedzenia.
Mam to wziąć i sprzedać w barze?
Coś podać, Miguel?
Nie jestem głodny. Przynieś dania, które wybrały.
Dzięki, Pilar.
Gdzieś ty się podziewał?
Wymyśl dobrą wymówkę. To było twoje ślubne menu.
Byłem w Las Sabinas.
Zostawiłeś tam coś?
Pomogłem opróżnić szopę na granicy z El Acebuche.
Komu pomogłeś? Czyżby Moliny zostawiły cię tam same ze swoimi rzeczami?
Nie. Gracia tam była.
Rodzina była zajęta na farmie. A więc, zadanie wykonane, szopa pusta,
gotowa do rozbiórki.
Myślałam, że już ją rozebrali.
Nie. Dałam Gracii jeszcze kilka dni.
Masz bardzo niskie ciśnienie.
A co to znaczy? Nie. Dobrze wiem, co to znaczy.
To dlatego zemdlał?
Objawy na to wskazują.
Ciśnienie spadło i wywołało lekkie omdlenie.
Musisz więcej solić jedzenie.
OK? Pić kawę lub napoje z kofeiną.
To pomoże podnieść ciśnienie.
Skoro lekarz tak zaleca.
Przyniosę coś.
„Łagodne” nie brzmi tak źle?
Zaczekajmy na wyniki tomografii.
To nie potrwa długo.
Może potrwać.
Nie było tomografii.
Co się stało?
Dobrze się czujesz?
Spokojnie, nic się nie dzieje. Czemu nie miałeś tomografii?
Przełożyli ją.
Niemożliwe. Zrobiłam wszystko, żeby zrobili w trybie pilnym.
Co się stało, tato?
Nie chcę iść do szpitala.
Co takiego?
Musiałem pilnować tych, co dorwali się do mojej ziemi!
Żarty sobie robisz ze swojego zdrowia?
My stajemy na głowie, a ty masz to wszystko gdzieś.
Zachowujesz się jak dziecko.
- Odpuść. Pogadamy potem. - OK.
Idę. Mam dużo roboty.
Możesz umówić kolejną wizytę? Jeśli to nie problem.
Dzwonię do szpitala.
Zero wymówek tym razem.
Bzdura.
Nie wiem, jak ci dziękować.
Nie ma sprawy.
Nie wiesz, co ja muszę znosić! Mama jest równie uparta.
Chyba nie aż tak. Pomogła mi z szopą.
Bardzo to doceniam. Podziękuj jej ode mnie.
Miguelowi też. Harował jak wół, by mi pomóc.
Przekażę.
Jak leci?
Świetnie. Jak szopa?
- Hmm… dobrze. - Skończyliście?
Tak jakby. Coś w tym stylu. Ale…
Nie byłeś tam z Gracią.
Nie. Ale nie myśl, że jestem leniwy, po prostu…
Nieważne. Idź do domu.
Mój ojciec zemdlał. Mama pewnie cię potrzebuje.
Już idę.
Przepraszam za wszystko. Przykro mi z powodu Emilia.
W porządku.
Prace posuwają się naprzód.
Tak.
To dzięki twoim robotnikom. Dzięki po raz kolejny.
Nie ma za co. Wszystko dla dobra ziemi, która nas żywi.
Tej ziemi.
A to? Używałaś tego dziś?
Stosujemy to.
To nawóz organiczny. Używaliśmy go w Afryce.
Tata używał latami tanich nawozów, które zniszczyły ziemię.
To technika ponownego wykorzystania odpadów.
Nie tylko tańsza i bardziej ekologiczna, ale i efektywniejsza.
Przepraszam.
- Pewnie cię wkurzam? - Ani trochę.
Jesteś kobietą z inicjatywą, a do tego bardzo inteligentną.
Właśnie tego nam tu trzeba.
Jakie masz plany? Zostajesz w Manteranie?
Próbuję przywrócić dawną świetność Las Sabinas.
Oby tylko bank dał nam pożyczkę.
Wykapana córka swojej matki.
Laura też kochała tę ziemię.
Walczyła o nią jak lwica.
Gdyby nie zmarła,
farma nie byłaby w takim stanie.
A ja i siostra nie wyjechałybyśmy.
Nigdy nie zapomnę tej kobiety.
Z opieki społecznej.
Ojca jakby nie było, snuł się jak cień.
Tato! Nie pozwól im mnie zabrać!
Tatusiu! Chcę zostać z tobą!
Tato!
Gracia miała wybór, ale…
ja nie miałam wyboru.
Tatusiu!
Tatusiu!
A po tym wszystkim…
jaki był sens wracać tu do niego?
Hej.
Pogadamy?
Puścisz mnie na imprezę?
Nie.
No to koniec rozmowy.
Lucas, kochanie.
Nie robię tego, by marnować ci życie.
Nie, robisz to dla siebie.
Co tu jest grane?
Może w końcu powiesz nam prawdę?
Przywiozłaś nas tu i wciągasz w swoje bagno?
Uspokój się.
Masz problem z tatą?
To bardziej skomplikowane, niż myślisz.
Nie, to proste. Tata nie może z tobą wytrzymać. Nie dziwię się.
Cześć. O co chodzi?
Cześć.
Co tam? Coś nie tak?
Jak się czujesz?
Fatalnie. Antón, nie zniosę tego dłużej.
Nie mogę teraz rozmawiać.
Oddzwonię, OK?
- Kiedy? - Gdy będę mógł.
Nie martw się. Załatwię to. Wszystko jest na dobrej drodze.
Poważnie?
Obiecuję.
Wkrótce zadzwonię i wyjaśnię.
Gracia.
Co?
Przepraszam.
Dzięki za wszystko, co dla mnie robisz.
Jak pan widzi, mieszkanie jest jasne i przewiewne.
To bardzo modna okolica.
To wspaniała inwestycja.
Jeśli trzeba, dorzucę też meble.
No, nie wiem. Pokoik z widokiem na podwórko jest malutki.
Opuści pan 20 procent?
Raczej nie. Na rynku nie ma wielu takich mieszkań.
Jeśli obniży pan cenę o 20 procent, wpłacę zadatek.
A w przyszłym tygodniu sformalizujemy sprzedaż.
Co pan na to?
Przepraszam.
No, nie wiem. 20 to dość dużo.
Nie ma problemu.
Zaraz oglądam dwa inne mieszkania.
OK, umowa stoi.
Moim zdaniem to seksistowskie i staromodne,
że tylko chłopcy mogli dawać dziewczętom wiśnie.
Dzięki, miło z twojej strony.
Jakieś wieści dla mnie?
Nie myślałem, że tak szybko zadzwonisz.
Mam tu pewne możliwości inwestycyjne, które mogą cię zainteresować.
Nie wiesz, jak jestem ci wdzięczna za doradztwo finansowe.
Wiem, że osiągasz spore zyski.
Twoi szefowie są z ciebie zadowoleni.
Dzięki mnie co roku osiągasz więcej niż chciałeś.
Nie zaprzeczam.
Wszyscy chcemy, by tak zostało.
Oczywiście.
Wiem, że Moliny złożyły wniosek o pożyczkę na Las Sabinas.
Podejmując decyzję, weź pod uwagę,
że nie jest w naszym interesie, by Emilio został na farmie.
Nie ma sensu przedłużać tej agonii.
Czemu mnie o to prosisz?
Nie mogę zdradzać szczegółów, ale wchodzę w bardzo dochodowy biznes.
Jeśli ja na tym skorzystam, ty też.
Ale żeby to wypaliło, Las Sabinas musi być moja.
Sam wiesz, co dla nas najlepsze.
Mam pozwolenia od rady miasta.
Ale nie odmówię sobie tych deserów.
Mama mówiła, że są boskie.
Powiedziała ci?
Co, że spieprzyłeś sprawę?
Bracie, coś ci powiem.
Przeproś Esther.
Nie znajdziesz lepszej od niej.
Kochanie, wybacz mi, proszę.
Zapytam Pilar, czy mogę spróbować innych deserów.
Wybrałaś wspaniałe menu.
Ty to masz tupet.
Naprawdę, przepraszam.
Nie wiem, czy bardziej boli mnie to, że nie przyszedłeś,
czy to, że nie odpowiedziałeś na milion telefonów i wiadomości.
Nie słyszałem ich.
No tak. Bo byłeś z Gracią.
Wezwali mnie nagle do Emilia. Wiem wszystko od Gracii.
Mam ci podziękować, że jej pomogłeś.
Ktoś musiał.
No jasne. I musiałeś to być właśnie ty?
Akurat w tym czasie?
Straciłem poczucie czasu. Nie wyciągaj pochopnych wniosków.
Nie dodajesz mi otuchy.
Co gorsze, czuję, że…
- to wszystko, ten ślub… - Proszę cię.
Ślub, który nie był moim pomysłem. Dobrze wiesz.
- Może to wszystko na nic. - Esther.
Jestem zmęczona. Nie chcę już o tym rozmawiać.
Napisy: Lidia Lewandowska-Nayar
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.