Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Czech
Danish
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
- Chodzi o twego ojca. - Co się stało?
Powinnaś przyjechać do Manterany.
W POPRZEDNIM ODCINKU
Nie chcę was tu widzieć. Zwłaszcza w pobliżu Miguela.
To wasza ciocia Paloma.
Jesteś bez grosza. Potrzebujesz nas.
Pogadamy, jak będzie po wszystkim?
Jasne.
Słuchaj, musicie wrócić do Las Sabinas.
Nie, to niemożliwe.
Nie jesteście bezpieczni w domu.
Wyjdziesz za mnie?
Tak, kochanie.
Co ty tu robisz? Nikt cię nie zapraszał.
Uspokój się, Emilio.
Znalazłaś mojego Óscara?
Jeszcze nie. Przykro mi.
Znajdzie się. Jestem tego pewna.
POWRÓT DO LAS SABINAS
Daj mi poszukać w aplikacji Mapy!
Nie potrzebuję Map, żeby znaleźć rzekę.
Słyszysz?
Nie.
Óscar! Czekaj.
Niesiemy.
Manuela.
To wszystko. Chodźmy.
- Uważaj. - Och, przepraszam…
zamyśliłam się.
To ja przepraszam,
że ci tak powiedziałam i nie oddzwoniłam.
Wiem, co zaszło wczoraj. Ester mi powiedziała.
Rozmawiałyśmy przez telefon.
To nie było miłe.
Zostawiłam cię.
- Głupio mi. - Nie mogłaś nic zrobić.
Musimy przekonać tatę, że musi iść do lekarza.
- Przekonać go? Żartujesz? - Wiem, jaki jest.
Ale to poważna sprawa. Gdybyś widziała go wczoraj… nie wiesz…
No ładnie! Obgadujecie mnie za moimi plecami?
Sam robisz z siebie durnia.
Jesteś w tym mistrzem.
Niezłą scenę zrobiłeś na przyjęciu.
Zrobiłem to, co musiałem. Kropka.
Esther i Miguel nie są winni twoich kłótni z Pacą.
Jak możesz żyć w takiej nienawiści?
A jak wy możecie bronić tej gnidy, która chce mi zrujnować życie?
Czy ty siebie słyszysz? Masz paranoję. Wczoraj zrobiłeś z siebie idiotę.
Nie wierzycie mi? Mam to gdzieś.
Powiedziałem całą prawdę.
Ta kobieta to potwór.
A ty jesteś aniołem, który pragnie tylko szczęścia dla innych?
Dość!
Przestańcie i pomóżcie mi nakryć do stołu.
Proszę.
Nie żal mi go.
Emilio Molina zawsze był idiotą.
Nie przeczę, ale widziałaś go wczoraj. Wyglądał żałośnie.
Kto to jest Gretel?
Kochanie? Jesteś tu?
Wiesz, kim jest ta Gretel, którą wołał Molina?
Ale czy to ważne? To zwykłe brednie wariata.
Ten dupek chyba traci zmysły?
Może to początek choroby.
Ma demencję.
Nie przekonamy się o tym bez badań.
Żal mi Gracii i Palomy.
To musi być straszne widzieć ojca w takim stanie.
Cześć, Tomás. Co tam?
Nie mam najlepszych wieści.
Znaleźli ciało Óscara Egei.
Kochanie.
Tak mi przykro. Jak się czujesz?
- Świeżo zaparzona. - Dziękuję.
Wyobrażam sobie, co musi przeżywać Marisol.
Mówiłam jej, że Óscar się znajdzie…
a wczoraj musiałam jej powiedzieć, że znaleźli ciało jej syna.
Co więcej, nie może go pochować póki nie zrobią sekcji.
- To nie był wypadek? - Tak się wydaje.
Ale w takich przypadkach sekcje są obowiązkowe.
Oby sekcja wykazała, że umarł szybko i nie cierpiał.
- Marne pocieszenie. - Ale mogło być odwrotnie.
- Mógł utopić się w studni. - Wiem!
Wybaczcie.
Po prostu nie pojmuję.
Znał okolicę jak własną kieszeń.
Zbytnia wiara w siebie często bywa przyczyną takich tragedii.
Wpadł do studni?
Płot i znaki ostrzegawcze zniknęły. Przykrycie studni też.
Przez tę ulewę?
- Pewnie tak. - Sierżancie, zaczekam na zewnątrz.
Był jej przyjacielem. Niech pan da jej wolny dzień.
Chciałbym.
Ale nie odpuści. Zna ją pani. Koniecznie chce prowadzić tę sprawę.
Tak, znam ją dobrze.
Ma pan rację. Nie weźmie wolnego.
Musimy pozwolić jej uporać się z tym w swoim czasie.
Jak ją znam, powie nam, że czuje się dobrze,
a będzie całkiem rozbita.
Śmierć Óscara Egei może przyśpieszyć nasze plany.
Sama powtarzasz, żeby szukać w złym nowych szans.
Zmarł na rodzinnej ziemi. Nie zdziwiłbym się, gdyby jego matka
chciała szybko się jej pozbyć.
Za dużo wspomnień i tragiczny koniec.
Co sugerujesz?
Mamy zapukać do drzwi, złożyć kondolencje i ofertę biznesową?
Nie, to by było bezduszne.
Po pierwsze,
w Manteranie ziemia jest święta.
Całe życie walczymy, by nasze dzieci mogły ją dziedziczyć.
Gdy nasze dzieci umierają, stają się częścią tej ziemi.
Po drugie,
jesteśmy przyzwoitymi ludźmi, a nie stadem sępów.
Oczywiście.
Sugerujesz sprytne posunięcie.
Więc?
Ale jest drobny szczegół.
Mieszkańcy nigdy nie wybaczą nam, że byliśmy tak małostkowi i nieczuli.
To miasto jest jak chorągiewka na wietrze.
A my jesteśmy wiatrem.
W samą porę.
Musimy postępować ostrożnie.
Ile z tego odzyskamy?
- Nic. - Jesteś pewny, Jiménez?
Tak.
A więc pozostaje nam tylko czekać.
Zdaje się, że znalazł go ktoś, kto wyszedł z psem.
Coś okropnego.
Ledwo to pamiętam. A ty?
Też słabo.
Słyszeliście o Óscarze?
Powiedzieli mi robotnicy wracający z miasta.
Tak, skarbie.
Tak mi przykro. Wiem, że byliście blisko.
Nie mogę w to uwierzyć.
Jacy robotnicy?
Przyszli rozebrać szopę.
Jaką szopę?
Czy ktoś mi wyjaśni, co się tu dzieje?
Don Emilio,
sam powiesz córkom, czy ja mam to zrobić?
To kolejna brudna sztuczka tej żmii.
Stawia płoty, gdzie chce.
Nikt jej nie powstrzyma, no i mamy skutek.
Spór o granice.
Szopa jest dokładnie na linii między parcelami.
Bzdura.
Jest w Las Sabinas.
Nie ma płotu między parcelami, a szopa była dokładnie pośrodku.
Sprawa w końcu trafiła do sądu.
I ona wygrała.
- Wszyscy tu się przed nią czołgają. - Takie jest prawo, tato.
- Nie mamy na to wpływu. - W szopie jest pełno starych gratów.
Ale jest trochę dobrych narzędzi, które powinniśmy zatrzymać.
Czemu jej nie opróżniłeś?
To moja szopa i zabiorę z niej rzeczy wtedy, gdy…
będę chciał.
Wolałam z Monster Zeta, ale może być.
To mój pierwszy koncert.
Beth, muszę iść. Napiszę później, okej?
Twój pierwszy koncert? Dobrze wiedzieć.
Miałam ci powiedzieć, przysięgam.
- Kiedy? - W przyszłym miesiącu.
Mamy dużo czasu. Zobaczymy.
Zaprosiłam już Beth. Mam dwa bilety.
Jak je zdobyłaś?
To prezent od taty.
Jednak pamiętał o urodzinach.
- Rozmawiałaś z nim? Zadzwonił? - Nie, wysłał je przez czat.
Muszę coś ważnego załatwić, pogadamy później, OK?
Pilar! Kopę lat! Nie widziałyśmy się ze 20 lat.
Widziałam cię na zaręczynach, ale to chyba nie był dobry moment.
- Jak się ma tata? - Na szczęście lepiej.
Co się sprowadza do El Acebuche?
- Mogłabym porozmawiać z Pacą? - Jasne.
Zapytam, czy może cię przyjąć.
Wejdź.
- Jak długo tu pracujesz? - Odkąd skończyłam 21 lat.
I wyszłam za Guillerma.
Guillerma Jiméneza.
Jest teraz nadzorcą w El Acebuche.
- Nie wiedziałam. - To się stało, gdy wyjechałaś.
A więc, rzuciłaś szkołę.
Zawsze chciałaś być nauczycielką.
No cóż, wylądowałam tutaj.
Życie pisze własne scenariusze.
Tak. Ja chciałam być archeologiem.
Ty miałaś same sukcesy. Mogłaś osiągnąć wszystko.
Poczekaj tu. Powiem Pace, że jesteś.
Pilar.
Będę tu kilka dni. Może pójdziemy na kawę?
- Co ty na to? - Jasne, znajdziemy chwilkę.
Przyszła Gracia Molina. Czeka na dole. Chce z panią rozmawiać.
Witaj, Gracio. Miło cię widzieć.
Jedyne, co mogę, to przeprosić cię osobiście.
Przywykłam już do zachowania twego ojca.
Niestety, ciągnie się to już od wielu lat. Biedak ma obsesję.
Przykre, że to zaszło tak daleko.
Utknął w przeszłości. Sama widziałaś.
Wiesz, co powiedział na przyjęciu przy gościach?
Że chcę jego śmierci. Że zatrułam jego staw do nawadniania.
Myślisz, że miałabym czas na takie rzeczy?
Nie, to nie ma sensu.
Emilio to trudny człowiek, lecz to nie twoja wina.
Myślę, że ja też powinnam cię przeprosić.
Wczoraj byłam dla ciebie niemiła.
Nie miałam prawa być na twojej posesji.
Pozwól, że wyjaśnię.
Ta absurdalna wojna z twoim ojcem
sprawia, że jestem przewrażliwiona na punkcie Las Sabinas.
Do tego jeszcze to napięcie na przyjęciu,
twój nagły przyjazd do Manterany, no i fakt,
że jestem matką, jak ty…
Esther jest dla mnie najważniejsza.
A jak mówi przysłowie,
„Nie ma dymu bez ognia”.
- Jeśli masz na myśli… - Tak, Miguela.
O ile dobrze pamiętam, wasz relacja była bardzo bliska.
Owszem.
Ale obwiniamy ojca, że tkwi w przeszłości,
a popełniamy te same błędy.
Było, minęło.
Spójrzmy w przyszłość.
Super. Przechodzę zatem do drugiego powodu mojej wizyty.
- Szopa. - Z tym też jest jakiś problem.
- Jak wygląda sytuacja? - Dziś ją rozbierają.
Aha.
W środku są pewne rzeczy, które chcielibyśmy zabrać.
Rozumiem. Ale nie jestem w stanie zmienić nakazu sądowego.
Nie proszę o to.
Ani o wstrzymanie rozbiórki. Tylko o jej odłożenie o dwa dni,
żebyśmy mogli zabrać rzeczy.
Zostaw to mnie. Dwa dni wystarczą?
W zupełności.
Proszę.
Cześć, Esther.
Paloma.
Co za niespodzianka!
Wreszcie!
- Ile lat minęło? - Nie wiem.
- Może 18? - Nic się nie zmieniłaś!
- Piękna, jak zawsze. - Daj spokój.
Masz pacjentów? Mogę poczekać.
Na szczęście dziś jest spokojnie.
Chciałam osobiście przeprosić za zachowanie ojca.
Telefon by nie wystarczył.
- Wybacz mi, Esther. - Zapomnij o tym.
No i chciałam ci pogratulować.
Dzięki.
- Kiedy ślub? - Za kilka tygodni.
Jak tata?
Prawdę mówiąc, jesteśmy z siostrą trochę zaniepokojone.
Rozumiem.
- Był u lekarza? - Nie.
Umówiłyśmy wizytę w San Luis…
Ale ty jesteś tu, tak blisko…
Twój tata nie chce leczyć się u mnie. Wiesz, dlaczego.
Wiem. To świadczy o tym, że jest uparty jak osioł, ale…
Zawsze był uparty.
Ale wczoraj zdawał się zagubiony.
Prawda?
I trochę zdezorientowany.
- To samo mówi siostra. - Może spróbuję go odwiedzić.
Zobaczę, czy uda mi się go zbadać.
Nie martw się, może to nic groźnego.
Jesteś aniołem. On niszczy ci przyjęcie, a ty…
Daj już spokój, nie ma sprawy.
- Nie wierzę. - Ja też.
Zajmiemy się Marisol i jej córką.
Terapia będzie dostępna całą dobę.
Dzięki, Tano. Będą jej potrzebować.
A wy?
- Potrzebujecie czegoś? - Nie.
Na razie nie. Bądźmy w kontakcie i współpracujmy.
Jasne. To oczywiste.
Głowa do góry… kuzynko.
Dzięki.
Czas leczy rany.
- Do zobaczenia. - Cześć.
- Cześć. - Cześć.
Dani? Co ty tu robisz? Stało się coś?
Nie. Po prostu chciałem cię zobaczyć.
Miałeś być cały tydzień w Madrycie.
Twoja ciocia zadzwoniła. Wiem wszystko. Nie mogłem tam zostać.
Niepotrzebnie przyszedłeś. Pracujemy nad sprawą Óscara.
Ale…
Chyba powinnaś odpocząć.
Nie jadłem śniadania. Możemy wyjść coś zjeść.
Nie jestem głodna.
Manuelo, idź się przejść.
Najlepiej weź dzisiaj wolne.
Nie ma mowy. Mam dużo pracy.
Dziś już wiele nie zrobimy.
Śledczy badają sprawę. Będę tu, jakby coś. Idź.
Idź do domu i odpocznij. Zachowaj energię na jutro.
- Ale nie mogę… - Hej!
To rozkaz.
- Do jutra. - Do jutra.
Idziemy?
Co?
Antón, czemu na wspólnym koncie jest tylko tysiąc?
Gdzie reszta? Muszę zapłacić rachunki.
A bilety na koncert dla Julii? Mówiłeś, że jesteśmy w niebezpieczeństwie.
Nie możemy tak dalej żyć.
Muszę wiedzieć, co nam grozi, żeby chronić dzieci.
Gracia Molina. Witaj w domu.
- Świetnie wyglądasz. - Dzięki.
Pewnie jesteś bardzo zajęta, ale…
może jak znajdziesz chwilę, wyskoczymy na kawę lub piwo?
To prawda. Mam mnóstwo spraw w Las Sabinas. Mój tata, no cóż,
- widziałeś go. - Tak. Jeśli trzeba, mogę pomóc.
Z papierami, procedurami. Jestem burmistrzem, korzystaj.
No to dzięki.
- Nie ma za co. - Dam znać.
- OK. - Trzymaj się.
Ty też.
Tato.
Co ona tu robi?
- Paloma chce, żebyśmy porozmawiali. - O czym?
O tym, co myślę o twojej matce?
Słyszałam to już wczoraj. Nie musisz się powtarzać.
- Przyszłam spytać, jak się czujesz. - A kto pyta?
Teraz pytam jako przyjaciółka twojej córki.
Tato, Esther pofatygowała się aż tutaj. To nic strasznego.
Chodź.
Kiedy ostatnio robiłeś badania?
Nie wiem.
- Nie pamiętasz? - Dokładnej daty nie. To było dawno.
- Jak się ostatnio czujesz? - Dobrze.
Jaki jest dziś dzień tygodnia?
Wtorek.
- Bóle głowy lub… - Nie.
Śpisz dobrze? Czy Pilar budzi cię wcześnie, zmywając naczynia?
Moja gospodyni nazywa się Trini. Koniec z podchwytliwymi pytaniami.
Słuchaj, nie mam demencji.
Prawdopodobnie nie. Ale wczoraj byłeś zdezorientowany.
Podobno zgubiłeś się w lesie.
No to co?
Zalecałabym…
tomografię w szpitalu w San Luis.
Po co?
Powiedziałem, że nic mi nie jest.
Może i tak, ale…
to może być początek czegoś innego. Chcę to sprawdzić.
Emilio, jesteś silnym człowiekiem. Poradzisz sobie z tym.
Niech chowaj głowy w piasek.
To ważne.
- Wielkie dzięki. - Nie ma za co.
Jak oceniasz jego stan?
Wygląda nieźle.
Esther.
Nie spodziewałam się ciebie tu, zwłaszcza po wczorajszym. Przepraszam.
- Przyszłam do twojego taty. - Jako lekarz.
Świetnie sobie z nim poradziła.
Najważniejsze, że zgodził się na badania i kontrolę stanu zdrowia.
Brak mi słów. Dzięki, to dobry początek.
To moja praca.
Szczerze mówiąc, to rani moją dumę, że miejscowy jedzie do lekarza w San Luis.
Jak go oceniasz?
O wiele lepiej niż się spodziewałam.
Na pewno lepiej niż wczoraj wieczorem.
Zobaczymy, co wykaże jutro tomografia.
Jutro? Tak szybko?
Zgłosiłam to jako sprawę pilną.
Nie przeszkadza mu, że jesteś córką Utrery?
Poważne problemy zmieniają ludzi.
Oby tak było. Ale mój tata łatwo nie zapomina.
Zwłaszcza dawnych kłótni.
Przy odrobinie szczęścia to może być pierwszy krok do pojednania.
Albo drugi. Byłam w El Acebuche.
Twoja mama była kochana.
Odroczyła rozbiórkę szopy, więc możemy ją opróżnić.
Aha.
Mama ma opinię dyktatorki. I nią jest. Ale ma miękkie serce.
Muszę iść. Pacjenci czekają. Będziemy w kontakcie.
Wielkie dzięki. No i gratulacje z powodu zaręczyn.
- Miła dziewczyna, no nie? - Zawsze taka była.
Nawet nie wiesz, jak bardzo za nią tęskniłam.
Marisol, Carla.
Tak mi przykro.
Wyrazy współczucia.
Przyniosłam trochę jedzenia, żeby…
Dzięki, Silvio. Miło z twojej strony.
Był wspaniałym człowiekiem.
Straszny cios dla całej Manterany. Miasto jest w żałobie.
Tak mi przykro.
Biedna Marisol. Jest zdruzgotana.
Nie wyobrażam sobie, jak bym się czuła,
gdybym straciła Esther.
A Carla?
- Biedactwo. - To tylko dziecko.
Mamo, muszę iść. Podwieźć cię do San Luis?
Tak. Zamówię słówko z Carlą i już idę.
Okej.
Poczekam na zewnątrz.
- Hej. - Hej.
Przyszliśmy w tym samym celu.
- Jak one się mają? - Możesz sobie wyobrazić.
Wiadomo.
Gratuluję zaręczyn. Widziałam się z Esther w Las Sabinas.
Jakim cudem?
Przyszła do ojca. Przekonała go, że musi się leczyć.
Esther jest urocza, ale silna. Trzeba się z nią liczyć.
Szczęściarz ze mnie.
Jak długo zostajesz?
Nie wiem. Jest tyle do załatwienia w związku z ojcem i majątkiem.
- Chcę wyjechać jak najszybciej. - Rozumiem.
- Masz swoje życie. - Tak.
Pracuję w firmie konsultingowej. Mamy gorący okres.
- Wiesz, że życie na wsi to nie dla mnie. - Absolutnie nie.
Jestem wdzięczna tobie i Pace za załatwienie sprawy szopy.
Opróżnię ją jutro.
Nic się nie zmieniłaś.
Ten sam wyraz oczu.
Dzień dobry.
Zaczekam w samochodzie.
Nie przeciągaj. Spieszy mi się.
No to…
-… do zobaczenia w mieście. - Może.
- Na razie. - Na razie.
Dzień dobry. Mówi Paloma Molina. Jestem agronomem.
Tak, pracowaliśmy kiedyś razem.
Nie. Chodzi o coś innego. Chcę zbadać próbkę wody.
Rozumiem.
Jeśli wyślę ją dziś, jak długo to zajmie?
Mam!
Gdybym dorwała tego łajdaka…
Mniejsza o kłusownika.
Ważne, że znaleźliśmy to na czas.
Chodźmy.
Nie złość się, ale nie sądzę, że szef dał ci wolne w tym celu.
Wolny dzień znaczy, że mogę robić, co chcę.
- Racja. - Mówiłam,
że nie musisz iść ze mną.
Nie zostawię cię teraz samej, Manuelo.
Ale przyznaję, że zejście do tej studni trochę mnie przeraża.
- Jak myślisz, co tam jest? - Nie mam pojęcia.
- Coś mi się tu nie zgadza. - Na przykład?
- Nie miał przy sobie telefonu. - Nie znaleźliście go?
Śledziliśmy go po zniknięciu. Ostatni sygnał był z domu Óscara.
Ale tam go nie było.
- Może go zgubił? - To nie trzyma się kupy.
Nie wiem, to tylko przeczucie.
Nic nie poradzę.
Sekcja pewnie to potwierdzi.
Núñez chce zamknąć sprawę.
- Co zrobić. - Idziemy?
- Tak. - To już niedaleko.
Zgadnij, gdzie byłam.
W Las Sabinas, badałaś Emilia.
Wiem od Gracii. Spotkałem ją u Egeów.
Biedactwa. Muszę do nich iść.
A co u Gracii?
Ma się dobrze. Widziałaś.
- Kiedy ostatnio się widzieliście? - Dawno temu.
- I? - I co?
Jak było?
Nic nadzwyczajnego.
To nie był wakacyjny romans. To twoja pierwsza miłość.
Byliście idealną parą w mieście. Każdy chciał być jak wy.
- O czym ty mówisz? - Naprawdę.
Myśleliśmy, że będzie ślub.
Tak w ogóle, to czemu zerwaliście? Nigdy mi o tym nie mówiłeś.
Nie ma o czym mówić.
Chyba musiał być jakiś powód.
Stare dzieje. Nie pamiętam.
No dobrze.
Skoro nie chcesz mówić o miłości swego życia,
ja powiem o swojej. Nie jest tak romantyczna i burzliwa jak twoja.
Wybacz, ale muszę to skończyć.
Daj buziaka.
Na razie.
Co robisz na mojej ziemi?
Paloma.
O ile wiem, to drzewo wyznacza granicę
między El Acebuche i Las Sabinas.
W zasadzie to moja ziemia.
Miło cię widzieć.
O Boże.
Może nikt ci tego nie mówił, ale…
wyglądasz jak twoja matka.
- Dokładnie jak Laura. - Masz rację.
Wszyscy to mówią.
Spotkałam dziś Esther. Była tak miła, że przyszła do ojca.
Ty dałaś nam czas na opróżnienie szopy.
Wielkie dzięki.
Naprawdę.
Jesteśmy z siostrą trochę…
przybite tymi problemami z posiadłością.
Staw do nawadniania, nawałnica…
Co jest nie tak ze stawem?
Woda nie nadaje się do irygacji.
A tym bardziej do picia.
Mam nadzieję, że nie kupiłaś tej szalonej teorii ojca.
„Paca-trucicielka.”
Nie.
Nie, uważam, że…
jest coś znacznie prostszego, na co on nie zwracał dotąd uwagi.
Jeśli potrzebujesz pomocy w oczyszczeniu stawu lub…
No wiesz…
…w Manteranie pomagamy sobie nawzajem.
Cóż, nie dotyczy to wszystkich, ale…
na szczęście niektórych tak.
Powiedz Esther, że…
byłam pod naszym drzewem z dzieciństwa.
Pewnie pamięta te wszystkie nasze zabawy.
Nie mogłam wymagać, aby huśtawka przetrwała nienaruszona.
Za to my przetrwałyśmy.
Do zobaczenia.
A gdzie „dobranoc”?
- Dobranoc. - Dobranoc.
Richi, musimy zaplanować pracę na jutro.
Na ilu ludzi możemy liczyć?
Pięciu, którzy zostali ze mną. Są warci dwa razy tyle.
Przepraszam, jestem zajęta. Jutro na pewno opróżnię szopę.
- Świetnie. Potem idziemy do banku. - OK.
Pięciu do naprawy czegoś tak wielkiego? Mój Boże.
Plus ja i ty.
Pięciu, sześciu czy siedmiu. To nie robi różnicy.
Oczywiście, że robi.
- To stal wysokiej jakości - Richi…
- Ja też jeszcze żyję. - Wiem, tato.
Ale jutro masz wizytę w San Luis.
- Zapomniałeś? - Nie. Przestań mi ciągle przypominać.
Tak czy siak…
siedem par rąk.
Dużo roboty, ale damy radę.
Jak się przyłożymy, uwiniemy się z tym rano.
Richi, pomyślałam,
że Gracia będzie potrzebować pomocy. Nie powinna zostać sama w szopie.
- Okej. Możecie na mnie liczyć. - Pogadaj z nią.
POSIADACZE KONTA - SALDO
OPCJE - PRZELEWY MIĘDZY KONTAMI
WYBIERZ KONTO ŹRÓDŁOWE KONTO 2
WYBIERZ KONTO DOCELOWE KONTO 3
PRZELEW WYKONANY
Nic się nie zmieniłaś.
Ten sam wyraz oczu.
Cudownie, że mamy…
całe życie przed sobą.
To i następne.
Wszystkie nasze życia.
Antón.
- No wreszcie! Nie wyobrażasz sobie… - Oszalałaś?
Coś ty zrobiła? Jak mogłaś wyczyścić konto?
To porozmawiajmy, do cholery!
Gdzie jesteś?
- Czemu nie odbierasz telefonów? - Nieważne!
Potrzebuję tej kasy, słyszysz mnie?
Muszę ją mieć z powrotem! Natychmiast!
- Słucham? Twoje pieniądze? - Tak.
A co ze mną? A dzieci?
Twoja rodzina musi jeść. Pomyślałeś o tym?
Słuchaj, Gracia…
Ja…
Naprawdę przepraszam. Wybacz…
Antón. Halo?
Halo?
O nie.
O Boże.
Co się stało? Kto ci to zrobił?
Przepraszam za te ostre słowa.
Nie chciałem, byś mnie zobaczyła w takim stanie…
Musisz zrozumieć, sprawa jest bardzo poważna.
No to wytłumacz mi, o co chodzi. Nie mogę tak dalej.
Jestem winien pieniądze.
Dużo.
Jak widzisz…
z tymi ludźmi nie ma żartów.
Nie przestaną, zanim nie oddam.
Ale kim są ci ludzie?
- Ile jesteś im winny? - Nieważne.
Dlatego poprosiłem, żebyś została tam z dziećmi.
Co mam im powiedzieć? Pytają o ciebie. Lucas coś podejrzewa.
Nic. Nic im nie mów.
Im mniej wiedzą, tym lepiej.
Będą bezpieczniejsze, ty też.
Antón, musisz zadzwonić na policję.
Nie ma mowy.
To nie wchodzi w grę, słyszysz?
- Jak nie, to ja zadzwonię. - Posłuchaj, na miłość boską!
Jeśli ty zawiadomisz policję, wyląduję w więzieniu.
A jak ja, to oni na pewno mnie zabiją.
Na Boga, co ty zrobiłeś?
Powiedz mi. Musi być jakieś wyjście.
Słuchaj.
Jedynym wyjściem jest mi zaufać.
Chcę tylko ochronić ciebie i dzieci.
Załatwię to.
Na pewno, ale…
Musisz mi zwrócić pieniądze. Proszę.
OK, wyślę ci część.
Antón?
Antón! Nie.
Nie, proszę!
Nie!
O Boże.
- Podrzucisz mnie? - Dokąd?
Żebym mógł ci pomóc.
Nie opróżniasz szopy?
Nie przejmuj się, zrobię to sama.
- Widziałaś, co jest w środku? - Nie.
Jak zobaczysz, zdecydujesz, czy mnie potrzebujesz.
Dzieci mogły tam rzucić puste puszki lub skórki od bananów.
Nie ma sprawy.
- Droga na lewo. - A skrót przez Miravalle?
Nie ma go już.
Aha.
- Co? - Nic.
Nie jest tak źle.
Chyba ci się przydam.
Dzięki, ale mam mnóstwo czasu.
Nie spieszy ci się do Madrytu?
Mój ostatni argument.
W ten sposób pomogę zakopać topór wojenny między Las Sabinas i El Acebuche.
No, odbierz.
POŁĄCZENIE PRZYCHODZĄCE
Jak musisz, to idź. Zrobię to sama.
Pozwolisz mi zostać?
Tak czy nie?
Napisy: Lidia Lewandowska-Nayar
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.