Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Czech
Danish
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
- Będziesz za mną tęsknił? - Nie, bo nie wyjeżdżam.
W POPRZEDNICH ODCINKACH
Spoufalam się z tymi, których znam.
A pana nie będę miał szansy poznać.
Tata bywa bardzo uparty.
Widziałem gorszych.
Twój sierżant ukrywa przestępstwo.
Ale ja cię kocham.
Ja ciebie też. Ale nie możemy.
- Co się stało? - Poszłam po rozum do głowy.
Tak mi przykro, że cię skrzywdziłem. Wybacz mi, proszę.
Powiedz: „Tak” jeszcze raz.
Gracia rzuciła Miguela przez ciebie?
- Tak. - Jak to zrobiłaś?
- Nie pytaj. - Nie zasługujesz na nią.
Myślisz, że jak się nie zejdziemy, będziesz mieć szansę?
- Chcę być z tobą. - Oszaleję ze szczęścia.
Przyprowadził mnie tu, żebym zgodziła się na ślub.
Czas zostawić pewne rzeczy za sobą i spojrzeć w przyszłość.
POWRÓT DO LAS SABINAS
Trochę za mało tu miejsca.
Niewiele da się zrobić. Kaplica jest taka, jaka jest.
I tak nie chcemy tłumów.
A Ojciec Alberto? Dałby radę przyjechać na próbę?
Ma pod sobą kilka parafii. Dziś jest w San Luis.
Ale odprawi ceremonię?
Tak. Nie martw się.
Załatw to na wczoraj.
Oczywiście.
Po tym, co twój prawnik zrobił mojej siostrze,
powinienem cię odesłać z kwitkiem.
A więc potraktuj to jako akt dobrej woli.
Alejandro.
Przepraszam, jeśli to zabrzmiało lekceważąco.
Jestem perfekcjonistką. Moja jedyna córka bierze ślub.
Dlatego tak naciskam.
Nie ma mowy o wpadce.
Będzie dobrze. Moja w tym głowa.
Szczerze mówiąc, wolelibyśmy ślub cywilny.
W ratuszu?
A co potem? Przyjęcie w miejscowym parku?
Musimy znaleźć kompromis.
Chodzi o ślub mojej córki.
Będzie mieć ślub, na jaki zasługuje. Koszty nie mają znaczenia.
Czyli młoda para nie ma nic do powiedzenia?
To zależy.
Jedziesz do miasta ponad 2000 kilometrów stąd
na kilka dni przed ślubem? Jest jeszcze tyle spraw.
To mój wieczór kawalerski.
To Esther zasugerowała spotkanie
z kolegami ze Szkocji.
Jest za dobra. Nie myśli o sobie.
Dzięki Bogu, że ma mnie.
- Spóźniłaś się. - Przepraszam.
W szpitalu były dwa nagłe przypadki.
Nie mogłam wyjść wcześniej.
A ty? Wyglądasz, jakbyś zobaczył ducha Świętego Januarego.
Tak się cieszę, że tu jesteś.
No dobrze…
Cześć, Álex.
Dzień dobry.
- Zjedliście śniadanie? - Tak.
- A ty? - Nie jestem głodny.
Też nie mogę jeść, gdy się denerwuję.
Nie, po prostu nie jestem głodny.
Ja się trochę denerwuję.
To normalne. Ale chyba się cieszysz?
Tak, że poznam nowe osoby.
Nie chcę nikogo poznawać.
Przy takim nastawieniu nie znajdziesz przyjaciół.
Mam ich w Madrycie.
Wszędzie można znaleźć przyjaciół.
Daj im szansę.
Traktuj to jak nową możliwość, a nie karę.
Pora iść! Jesteście wspaniali. Dacie radę.
Nie spóźnijcie się pierwszego dnia.
Powodzenia!
Dziś pracujesz sam. Będę cały dzień w El Acebuche.
Spoko, dam sobie radę.
Dopilnuj, żeby robotnicy nie byli za długo na obiedzie.
Mówię poważnie.
Wiem. To jest najgorsze.
Nie przejmuj się, szefowo. Chyba mi ufasz?
Nie.
Zaufaj mi.
Rzadko poranki bywają tak radosne w tym domu.
Radośni i chętni do pracy, prawda, Richi?
I to jak.
- No to zmykaj. - Jasne.
Jak sobie radzi?
Ciężko pracuje.
Nie on jeden.
U ciebie światło paliło się już o 6.
Żeby pogodzić firmę, Las Atenor i farmę, muszę zacząć wcześnie.
Wiem. To nie takie proste.
Zaczęliśmy siać, ale nadal nie ma wody.
Biurokracja, jak zwykle. To tylko kwestia czasu.
Rzecz w tym, że nie mamy czasu. Bez wody nasiona nie wykiełkują.
Robiłam pewne kalkulacje. Niestety, w rolnictwie
trzeba długo czekać na profity.
- Tak. I nie jest pewne, czy będą. - Dokładnie.
Potrzebujemy strategii dotyczącej krótko- i długoterminowych zysków.
Jakieś pomysły?
Wydzierżawić ziemię, która leży odłogiem.
Serio?
- Nie chcę z nikim dzielić ziemi. - To nie jest dzielenie.
Jak to nie? Obcy człowiek obok, który robi dokładnie to, co my?
- Pogadamy o tym później. - Tak będzie lepiej.
- Nie musimy od razu decydować. - Wiem. Przepraszam.
Jestem przemęczona.
Impreza Esther to jest to, czego nam trzeba.
To fajnie, że też idziesz.
Odkąd wróciłyśmy tu, nawet nie poszłyśmy razem na piwo.
Problem w tym, że…
jestem strasznie zajęta…
Nie ma mowy. Tym razem się nie wymigasz.
Dość tej harówy i dołowania się. Dziś pora się zabawić.
Nie wiem, czy będę się tam dobrze czuła.
Esther chce, żebyście w końcu się pogodziły.
Chcesz jej zrobić na złość?
Gracii nie powinno być. To kpiny.
Dla mnie to szok, że przychodzi na wesele.
A co z wieczorem panieńskim?
Jest zaproszona. Nie ma o czym mówić.
Jak to nie ma o czym?
Stukać się z nią kieliszkami, gadać, uśmiechać się…
Chyba nie mam ochoty tam iść.
Nie tylko masz tam być, ale masz się zachować jak trzeba.
- Nawet jeśli to córka Moliny. - Nie potrafię udawać.
Pomyśl o Esther.
Po tym wszystkim, co przeszła, zasługuje na wspaniały ślub.
No właśnie. To jej dzień.
Ma go spędzić z tą zołzą, która uwiodła jej męża?
Sprawa zamknięta. Nie chcę więcej o tym rozmawiać.
Trzeba wypić piwo, którego się nawarzyło.
Nasze dzieci się pobierają.
Będą żyć długo i szczęśliwie, albo nie nazywam się Paca.
- Dlatego nie rozumiem… - Silvia, dość, proszę.
Musiałam pokonać tyle przeszkód, żeby doprowadzić do tego ślubu.
Nie bądź kolejną.
Lotniska w Szkocji strajkują. Wszystkie loty zostały odwołane.
- Żartujesz. - Nie.
- I co teraz? - Nie polecimy do Edynburga.
Jesteś pewien? Nie ma innych połączeń?
Żadnych lotów na północ Anglii?
Żadnych. Gadałem z twoim kumplem.
- Jak mu tam? Archie? - Tak.
Mówi, że nie ma szans. Nie ma żadnej opcji.
- Co z kasą za hotele? - Rezerwacje są bezzwrotne.
Powiedziałem twoim kumplom, żeby je wykorzystali,
ale mój angielski jest okropny. Nie wiem, czy zrozumieli.
Zadzwonię do Archiego, ale wiem, że za nic w świecie nie odpuszczą imprezy.
Wiesz co?
My też możemy zrobić imprezę.
Będziesz miał dwa wieczory kawalerskie. Tam będziesz duchem,
a tutaj ciałem.
Tutaj?
Jak to? Gdzie?
Mama idzie na wieczór Esther.
W Casa Larrea?
Możesz wrócić do domu później.
O, Lucia. Pamiętasz ją?
Tak. Pamiętasz, że jej nie lubię?
- Hej, Lucia. - Zamknij się.
- Po co się do niej odzywasz? - Coś się tak zarumienił?
Idiotka.
Jesteś wnukiem Emilia Moliny?
Buty za stówkę,
- nowy plecak, markowa kurtka. - A co, prowadzisz sklep?
Tak. Chcesz w mordę?
Cześć, Nico. Nowy kumpel?
Ten elegancik chce pokazać, ile ma kasy.
Łatwo jest być bogatym, gdy ktoś inny płaci.
- O co ci chodzi? - Daj spokój.
Nie, niech powie. Masz jakiś problem?
Mój tata pracował wiele lat w Las Sabinas.
Póki twój dziadzio nie przestał mu płacić.
To nie moja sprawa. Wtedy go nie znałem.
- Mieszkałem w Madrycie. - Och, „w Madrycie”.
„W Madrycie”.
Tym też będziesz szpanował?
Ale z ciebie snob.
Bujaj się, stary. Masz problem.
Zgłupiałeś?
Wiesz, jakie to było trudne dla mojej rodziny?
A teraz będę musiał co dzień oglądać tego dupka?
Włóż to do akt…
Dołącz do ostatnich dokumentów…
To powinno być to, prawda?
Sierżancie.
Przypominam. Dziś mam wieczór panieński Esther.
Arana mnie zastąpi.
Nie ma problemu.
Baw się dobrze.
Nie pij za dużo.
Nie będę.
- Załatwię to. - Dobrze.
Wszystko w porządku?
Tak. A co?
Nic. Ostatnio jesteś jakby trochę zestresowany.
Wziąłeś nawet wolne z powodu spraw osobistych.
Tak jak ty dzisiaj.
No tak.
Ale odkąd cię znam, nie brałeś wolnego.
I co z tego?
Nic.
Chciałam się upewnić, że wszystko u ciebie dobrze.
Jak najbardziej.
Bo jakby co, to wiesz, że możesz na mnie liczyć.
Wiem. Jeszcze raz powtarzam.
Nic się nie dzieje.
Chcesz wolne po południu?
- Tak. - To idź.
- Wracam do pracy. - Tak jest.
No idź w końcu.
Podliczenie godzin pracy do wypłaty.
Miguel, to nie ma sensu.
Jak tak dalej pójdzie, ucierpi na tym El Acebuche.
Masz rację. W takiej atmosferze nie da się dalej pracować.
Słuchaj.
Czy się lubimy, czy nie, jesteśmy profesjonalistami.
Zawsze nimi byliśmy.
Masz absolutną rację.
Jeśli o mnie chodzi, zawieszenie broni.
Przynajmniej w czasie pracy.
A tak w ogóle,
jeszcze nie pogratulowałem ci ślubu.
Gratulacje.
Esther wygląda na szczęśliwą.
Dzięki.
Dziś jest wieczór kawalerski.
Jak nie masz nic lepszego do roboty…
Miał być w Szkocji.
Musieliśmy odwołać wyjazd.
Robimy go w Casa Larrea.
Rozumiem.
Jasne, wpadnę.
Jak było na lekcjach?
Ledwo wytrzymałem.
Hej, dziś mam wolną chatę.
Przyjdziesz na noc?
Nie mogę. Jest wieczór panieński Esther.
Wolisz imprezować z babciami, niż być ze mną?
Skoro tak stawiasz sprawę…
Przestań, mam łaskotki. Wszyscy nas widzą.
Powiedz, że przyjdziesz.
Tak.
Zakolegowałam się z pięcioma osobami.
- A ty? - Nie.
I wcięło mi kurtkę.
Pewnie gdzieś ją zostawiłeś.
- Gdzie była ostatnio? - Nie wiem.
W klasie. Mogłem zostawić na krześle.
To nie ta?
Spadamy.
Totalnie.
- Cześć! - Jak się masz, Trini?
- Cześć. - Dobrze.
Super! Tylko zrobić zdjęcie.
Co to jest?
Pikantna kiełbasa Sobrasada.
- Och! - Pyszne.
Dżem pomidorowy z nutą mięty pieprzowej.
Wygląda nieźle.
Znalazłam go w Internecie.
Pomidory i miętę mamy w Las Sabinas.
Wiem, ale ten jest gotowy.
Ze znakomitego sklepu w Barcelonie.
Niedrogi.
Wysyłka jest bezpłatna.
Co miesiąc przysyłają katalog produktów.
Co ja widzę!?
Niedługo będziesz biegać wokół domu.
Cieszę się, że wróciłem do mojej sypialni na górze.
Spałeś jak sułtan na rozkładanym łożu.
No jasne, jak sułtan! W salonie na oczach wszystkich.
Leżeć, sułtanie!
Skoro masz dobry nastrój…
Wpadłyśmy z Palomą na pewien pomysł. Chcemy poznać twoje zdanie.
A o co chodzi?
- Chcecie mi zepsuć humor? - Nie.
Żeby farma prosperowała, musimy mieć różne źródła dochodu.
Nie tylko uprawiać, ale też produkować.
Co produkować?
To, co chcemy.
Pomidora, zioła aromatyczne, dżemy, przetwory…
Twoja matka robiła tartę z dżemem pomidorowym i pieprzem.
Pamiętam. Była pyszna.
Dżem robiła sama.
My też będziemy robić.
Własne wyroby to świetny pomysł.
Po co dawać innym przetwarzać?
Zupy jarzynowe, kompoty… możemy robić wszystko.
Sam nie wiem. To zbyt ryzykowne.
Inwestycje na start, koszty ogólne, dostawcy… zawracanie głowy.
Gdy wolniej jedziesz, to dalej zajedziesz.
Żyjemy w 21 wieku, a farma utknęła w 19.
Chcesz, żebym biegał? Na razie uczę się chodzić od nowa.
Nie mam teraz głowy do biznesu. Na pierwszym miejscu zdrowie.
Gdy będę lepiej chodził, zwolnimy opiekuna.
Mam go już dość. Duszę się.
No i zaoszczędzimy. On dużo bierze.
Pełni główną rolę w twojej rehabilitacji.
Nie jest taki drogi, przy tym, co musi znosić.
Co musi znosić?
Gotowa. Idziemy?
- Chodźmy. - Tato.
Jak wyglądamy?
Wspaniale, pięknie, bosko.
Szkoda tylko, że idziecie do gniazda żmij.
- Daj spokój. - Tak.
- Chodź. - Trzymaj się, marudo.
Niedługo wrócimy.
- Hej. - Hej.
- Pomóc ? - Oj.
Tak. Nie mogę zapiąć tych cholernych kolczyków.
- Zrobione. - Dzięki.
- Pięknie wyglądasz. - Dziękuję.
Goście niedługo przyjdą.
Miło, że przyszłaś.
Nie obrazisz się, jak nie zostanę?
Czemu? Nie masz ochoty?
Jasne, że mam.
Ale Nora zaprosiła mnie na noc.
To musi być akurat dzisiaj?
Tylko dzisiaj ma wolne. Jest zajęta, ja też.
No, nie wiem. Bez ciebie to już nie będzie to samo.
- Będzie lepiej. - Nie żartuj.
Serio. Przemyśl to.
Impreza z moją babcią i Pacą?
Ale obciach.
OK. Idź do Nory.
Dzięki. Jesteś najlepsza.
- Cześć. - Pa.
Mówiłam, że nie będzie łatwo.
Masz.
Potrzymaj. Idę do łazienki.
Zagadaj do kogoś.
Jakaś dziwna ta muzyka.
Fajna.
Ciekawie udekorowane wnętrze.
Tano, zorganizowałeś świetną imprezę.
No, dobrze.
Dobra!
To początek. Dopiero się rozkręcamy.
16-letnia whisky single malt.
Prosto z wyspy Skye.
Spektakularna.
- Ilu nas jest? - Siedmiu.
Raz, dwa, trzy, cztery, pięć, sześć, siedem.
Proszę bardzo.
To dla ciebie.
Świetnie.
- Dziękuję. - Proszę.
A największy dla ciebie.
Proponuję toast za najlepszego brata na świecie.
Do tej pory trzymał się dzielnie.
Ale niestety, musisz opuścić nasz ekskluzywny klub
kawalerów z Manterany.
Będzie o jednego mniej. Za Miguela!
- Na zdrowie! - Na zdrowie!
- Za Miguela. - Dzięki.
Cześć.
Hej!
- Uśmiech! - Hej!
Cieszę się, że przyszłaś.
- Ja też. - Dzięki.
Esther!
Wypadek.
Co się stało?
Chyba gałąź drzewa uderzyła go w klatkę piersiową.
Chwileczkę, zbadam go.
Tak jest, pani doktor. Jestem cały…twój.
Dziewczyny pewnie pchają banknoty w slipy jakiegoś przystojniaka.
Na ich imprezie jest striptizer?
To pomysł szefowej.
- Paca go wynajęła. - Poważnie?
Tego mi było trzeba.
60-latka organizuje lepszą imprezkę niż ja.
Tego się nie spodziewałem.
Dziewczyny wariują na punkcie tych mięśniaków.
Esther to nie bierze.
A co? Jest z kamienia?
Nie. Zbyt prostackie, jak dla niej.
Mylisz się, Miguel.
Co ty tam wiesz?
Na twoim miejscu bym uważał.
Esther spędza czas z przystojniakiem.
- Kto wie, co się zdarzy. - Co z tobą?
Spokojnie, chłopie. Żartowałem.
To nie jest śmieszne.
Zostaw Esther w spokoju. Mnie też.
OK. Nie ma tematu.
Biedna Esther. Dziś mogłaby wyrównać rachunki. Ma prawo.
Stop!
To był żart.
- Żartowałem. - Ładny mi żart.
- Jeszcze się śmieje. - Dość.
- OK. - Ignoruj go.
- OK. - Wiesz, jaki jest.
Ale ciacho!
Wow!
Miguel.
Przepraszam. Zachowałem się jak idiota.
Jeśli chcesz, mogę wyjść.
Nie. Daj spokój. Zapomnijmy o tym.
W porządku.
To jest to. Tak trzymać.
No to bawmy się dalej!
Kto umarł?
Jeszcze nikt.
Lokal jest zamknięty. Mamy wieczór kawalerski brata.
To ma być wieczór kawalerski? Wygląda raczej jak stypa.
Kurde. OK, poddaję się. Jakieś pomysły?
No dobra. Wujek Richi was zabawi.
To było…
Gdzie to do diabła jest?
Nie. Może tu?
Nie.
Nie.
Może tu. Nie, tu też nie.
O, jest.
TARTA POMIDOROWA Z PIEPRZEM
Tak.
To jest to.
No to zaczynamy.
Sól.
Jajka?
To…
Zobaczmy…
O, tak.
Kurde…
Jasna cholera!
Co ty wyprawiasz?
Zostaw. Ja to zrobię.
Zostaw mnie. Sam to zrobię.
Co próbowałeś zrobić?
Ugotować coś. A nie mogę?
Zależy co.
To nie są składniki na sałatkę.
Bystrzak z ciebie.
Tylko na tartę, prawda?
Wiesz, że nie możesz jeść ciast.
Nie zamierzałem jej jeść.
Nie oszukasz mnie.
Mówię prawdę.
To po co robisz tartę?
Nie twój interes.
Właśnie, że mój.
Kontrola twojej diety to część mojej pracy.
Odłóż to.
Mam pozwolić ci napchać się słodyczami? Nie ma mowy.
Nie chowaj tego.
Próbowałem zrobić potrawę, która przypomina mi o żonie.
Odkąd są tu córki, nie mogę przestać o niej myśleć.
Okej.
Daj dwa fartuchy i zróbmy tę tartę.
Zobaczmy, co tu mamy.
Nalejesz mi?
Oczywiście.
Dobrze się bawisz?
Tak. A ty?
Ja świetnie. To chyba jasne.
To moja córka.
Ale dla ciebie to kobieta, która wyjdzie za mężczyznę twego życia.
Weź to pod uwagę.
A ty weź pod uwagę,
że wychodzi za kogoś, kto zabił swego ojca.
Nie obchodzi cię to?
Wiedz o tym, że gdyby Miguel nie zrobił tego, co zrobił,
nie byłoby tego przyjęcia.
Wielu rzeczy nie wiesz.
Wszystko w porządku?
- Tak. - Plotkujemy.
Coś w tym rodzaju.
- Ale muszę już iść. - Tak wcześnie?
Jestem padnięta, a jutro tyle spraw.
Trudno, Dzięki, że byłaś.
To ja tobie dziękuję.
- Pa. - Pa.
Cześć, Paca.
Co jej powiedziałaś?
Nic. Gadałyśmy, że tancerz był bardzo przystojny.
Mogę zamienić ten mdły napój na szklankę brandy?
OK, nic nie mówiłem.
Tarta zaczyna pięknie pachnieć.
Tak.
Zapach minionych lat,
gdy żona żyła i rodzina była blisko.
Przynajmniej córki są z tobą.
Jedyne dobro, które wyszło z tej pieprzonej choroby.
Wróciły, bo zachorowałem.
Ja od pięciu lat nie widziałem moich bliskich.
Loty są drogie. Wysyłam im pieniądze. Nic nie da się z tym zrobić.
Musi ci być ciężko.
I jest.
Uważaj się za szczęściarza.
Wiem, że czasem trudno ze mną wytrzymać.
Bywam strasznie upierdliwy.
Domyślasz się, co chcę powiedzieć.
Dalej, dobrze ci idzie.
Chcę ci podziękować, do cholery!
Nie ma za co. Lubię pomagać ludziom.
Tylko nie przesadź.
Musimy kupić mamie nowe kieliszki do wódki.
Biorę to na siebie.
O kurczę.
Przepraszam za to całe zamieszanie. Miało być inaczej.
O czym ty mówisz? Bawiliśmy się świetnie.
No cóż…
przynajmniej spacyfikowaliśmy Tomása.
Hej.
Myślisz, że…
Tomásowi naprawdę podoba się Esther?
Dlatego jest taki wkurzony.
Miłość bez wzajemności jest najgorsza.
To duży chłopiec. Przeżyje.
Na pewno.
Ważne, że my dwaj się dobrze bawiliśmy.
Należało nam się.
A propos…
Chcę, żebyś był ojcem chrzestnym naszego pierwszego syna.
Esther jest w ciąży?
Jeszcze nie, ale będzie. Rozmawialiśmy o tym i…
To dla mnie zaszczyt.
Tak się cieszę.
A co do przyszłej matki moich dzieci…
Jak je znam, pewnie jeszcze imprezują.
Wysyłają zdjęcia.
- Pokaż. - Zobacz.
Co za śmiałość!
Dobrze się bawią, ale nie tak jak my.
W żadnym wypadku.
Nigdzie nie widzę striptizera.
No i dobrze. Nie chcę go oglądać.
Pięknie wygląda.
- Mam na myśli Esther. - Tak.
Kogo my tu widzimy…?
Tarta i whisky. Śniadanie mistrzów.
To ta, którą robiła mama.
Dokładnie.
Z dżemem pomidorowym i nutą pieprzową.
To było tak dawno… kto ją zrobił?
Nie mam pojęcia. Stała tu, gdy wróciłem z imprezki.
Wyglądała tak zachęcająco.
Nie mogłem się oprzeć. Chcecie trochę?
Ja poproszę. Nie najadłam się zbytnio przekąskami na imprezie.
Ja idę spać. Jestem zmęczona.
- OK. Dobranoc. - Dobranoc.
Mówisz i masz. 600 kalorii.
Palant…
I do tego whisky.
Idealnie pasuje. Chcesz trochę?
Hmm… tak.
Tak.
Troszkę.
Jedni się żenią, inni dobierają.
Dobierają się w pary.
Parują się.
Jakie to…
Wyszłam z wprawy.
Ale Miguel…
Chcę żyć w domu daleko stąd, z tobą i naszymi dziećmi.
Zacząć od nowa.
Nigdy cię nie opuszczę.
Powiedz, czego chcesz.
Chcę, by ten dom był przestronny i pełen światła.
Chcę budzić się obok ciebie co dzień
i zasypiać z tobą co noc.
A więc zróbmy to.
- Dziś w nocy. Jutro. - Ale…
Wyjedziemy w przyszłym tygodniu. Ty, Julia, Lucas, Lucia i ja.
Tak nagle?
Czy już nie dość czasu straciliśmy?
Wczoraj to nie dziś.
Esther, Lucia, Lucas, Julia…
czekają, byśmy się obudzili.
Jak długo jeszcze każemy im cierpieć?
Nie wierzę ci.
Co się stało?
- Poszłam po rozum do głowy. - Bzdura.
Wiem, że coś się stało. Mów.
Po prostu spojrzałam na to wszystko jak osoba dorosła.
Powinieneś zrobić to samo.
- Gracia…
Wybacz, ale nie kocham cię w ten sposób.
Co ty tu robisz? Jest późno.
Chciałem cię zobaczyć.
Piłeś.
Tak. Wiem, co robiłem.
Powiedz, co chcesz powiedzieć i idę spać.
Siadaj.
Myślałem.
Dużo. Nie mogę ożenić się z Esther…
póki nie zamknę sprawy z tobą.
Już wszystko zamknęliśmy. Idź spać i weź ślub.
Nie.
Chyba oszaleję. Nie mogę zrozumieć, co stało się w domku.
- Wciąż to wałkujesz? - Nie wierzę w powody, które podałaś.
Nie musisz wierzyć. Musisz je zaakceptować.
Wiem, że coś ukrywasz.
Przyjmij to w końcu do wiadomości.
Nie ma ukrytego motywu. Po prostu, nie kocham cię.
Tego właśnie nie kupuję.
To nie urażona duma ani upór. Byłem tam.
Obejmowałaś mnie, przytulałaś, mówiłaś, że mnie kochasz.
To nie było udawane.
Ja też nie udawałem.
Gdzie to się podziało? Znikło, tak po prostu?
To było prawdziwe.
Jak nigdy dotąd. Wiem, że czułaś to samo.
Ani ty, ani nikt inny nie zmieni mojego zdania.
Błagam cię. Nie mogę ciągnąć tego wiecznie.
Gracia.
Spójrz mi w oczy.
Powiedz, że nic nie czułaś i zostawię cię na zawsze.
Przysięgam.
Więc powiedz prawdę.
Co się stało?
Dlaczego mnie zostawiłaś?
Napisy: Lidia Lewandowska-Nayar
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.