Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hindi
Hmong
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
W domu wszystko dobrze się układało?
Chcesz się napić wody?
Czy przed wypadkiem zauważyłaś coś nietypowego?
Czy w niedzielę rodzice zachowywali się inaczej niż zwykle?
PIĄTEK
Te życzliwe inicjatywy zredukowały obywatelską odpowiedzialność
do hashtagów i mód. A potrzebujemy reformy w szkołach,
by dzieci wcześnie poznawały swoje prawa.
I jeszcze jedno.
Bywa, że pierwszy kontakt dziecka z przemocą ma miejsce w rodzinie.
Jak wielu Francuzów, mam rodzinę multietniczną
i wiem, że o wartości życia człowieka,
niezależnie od jego rasy, klasy społecznej i pochodzenia,
trzeba się nauczyć w domu.
Zmiany w szkole są konieczne, ale to drugi etap.
Pani mecenas Denicourt, bardzo dziękujemy.
Oby udało się doprowadzić do konstruktywnych zmian
- w szkołach, ale i w parlamencie. - Dziękuję.
Dziękuję wszystkim uczestnikom i życzę miłego weekendu.
Znów podkradasz mi przepisy?
Tak.
Jak ci poszło?
Chyba dobrze. A raczej...
było dobrze, póki nie skończyłam.
Bo kiedy się wyłączyłam...
miałam wrażenie, że tego wszystkiego nie było. Poczułam się samotna.
- Dobry koktajl? - Spróbuj.
- Dodaj trochę mięty. - Dobrze.
- I zrób też dla Aslana. - Przecież on nie pije.
Pojutrze wyjeżdża. Wznieśmy razem toast.
Aslan? Aslan?
Tu nie dotykaj. Bob tego nie lubi.
- To zbyt intymne? - Tak.
A jeśli dotknę językiem?
To spuści ci się w usta.
Właśnie się spuszcza na moją rękę.
Ty mały jebako!
Bob je niedużo.
Więc tak: Lily karmię raz dziennie,
Ariel dwa razy,
co trzeci dzień im sprzątam
- i raz w tygodniu je wyciągam, tak? - Oprócz Lily.
Wiem, dlatego jej nie wymieniłam.
Lily to rozrabiara jak ja.
Nie żartuję.
- Dotknie cię i nie żyjesz. - Wiem, wyluzuj.
Lily zostaje w słoiku.
Nie wystawiaj ich na działanie światła.
- Dlaczego? - Są powolne, mogą się poparzyć.
Nie wiedziałam.
Jutro wieczorem wychodzę z Larą.
- Co? - Przedtem się z tobą pożegnam.
Ty tak serio?
No co? Spoko, przecież wracasz za rok.
Co dzień będziemy w kontakcie.
Uważaj na pokrywę.
Zawsze ją domykaj.
Dlaczego się dąsasz?
Lara zerwała z chłopakiem. Wiesz, jaka jest.
Potrzebuje mnie. Naprawdę.
- Dobrze jej tak. - Jesteś wredny.
Wyjdź. Chcę się przebrać.
O! Powoli...
Proszę państwa, oto on,
Aslan, słodki jak rachatłukum.
- Rozwalił się na rowerze. - To był wypadek.
Głupi jesteś? Nie umówiłam się z Larą.
Świnia.
Wyjdź. Muszę się przebrać.
Widziałam cię w gorszych sytuacjach.
Dobrze, dobrze!
Bez ciebie będzie dziwnie.
Dobrze. 6.
Popatrz.
Świetlik.
Świetlik? To moje słowo.
Masz monopol na owady?
- Poszczęściło ci się. - 36.
Bam! 23!
Dla ciebie zero.
"Przyjęcie" przez "ę".
- Szyjęcie, cholera! - Przyjęcie!
Podoba mi się mój akcent.
Znaleźliśmy rozwiązania wszelkich problemów, lecz nie nauczyliśmy się,
jak żyć.
Jean Cocteau.
Jean-Paul Charles Aymard Sartre.
Dobra, przegrałem.
- To twój problem: grasz, żeby wygrać. - Jeszcze raz?
Nie, muszę przygotować grilla. No dobrze.
Adia, podaj krem. Mam suche ręce...
Cholera!
Przegrałeś!
Jasne, śmiej się.
Zostaw mnie! Mam tu telefon.
Wariaci! Mój telefon!
Chodź szybko, uratuję cię!
Jeśli nie działa, to cię zabiję!
- Ciebie też wrzucę! - Akurat!
- Tym razem prawdziwe koktajle. - Jak możesz?
Koktajl taty był dobry.
Skosztuj tego, ekspertko.
Ja wezmę ten.
- Aslan, twój stawiam na stole. - Dobrze.
Nigdy mi się nie znudzą.
Dla Adii jest bez alkoholu. Ciekawe, czy zauważy.
Jak ci idzie?
Nie wiem.
Jedne fragmenty dobrze się czyta, inne są chropowate.
- Co na to Louis? - Jest zachwycony, mówiłem ci.
Mówiłeś, że zaczął czytać, a nie, co o tym myśli.
Mówiłem, ale to nic. Jest zachwycony.
To super.
Po powrocie do Paryża muszę się z nim spotkać.
Klasyczna psychoza poporodowa.
Po prostu...
może nie czytał uważnie.
Moje książki się sprzedają, więc się nie wgryza.
A potem wychodzą recenzje.
Ależ się przejmujesz krytykami!
Ja z takim podejściem byłabym już martwą adwokatką.
- Halo. - Dzień dobry, Delphine.
Dzwonię do pani...
w delikatnej sprawie.
Przepraszam, kto mówi?
Jestem koleżanką Antoine'a.
Pani nazwisko?
Zważywszy, co mam do przekazania, wolę zachować anonimowość.
Proszę posłuchać.
Odpoczywam z rodziną i nie będę rozmawiać z kimś, kto się nie przedstawia.
Nie zajmę pani dużo czasu.
Chcę tylko powiedzieć, że...
we wtorek, gdy poszliśmy grupą na drinka, coś się wydarzyło.
- Antoine mówił o tym wieczorze? - Brigitte, to ty?
Nie, nie Brigitte.
A kto? Bo się rozłączę.
Proszę tylko o minutę.
To naprawdę ważne.
Proszę mówić.
A zatem... spędzałam wieczór z Antoine'em i innymi kolegami.
Antoine bardzo dużo wypił.
Pod koniec imprezy wymiotował w łazience.
Znalazłam go tam, próbowałam pomóc.
Nie wiem, czy to pamięta.
I?
Wtedy coś powiedział.
Też może nie pamiętać.
Był kompletnie pijany, omal nie zemdlał w toalecie.
Leżał na podłodze...
i coś mamrotał.
Nie wiem, czy dobrze zrozumiałam, ale dotyczyło to...
Powiedział, że między nim a jednym z państwa dzieci coś się dzieje.
Coś złego.
I że nie powinien tego robić.
Halo?
Jest pani tam?
Tak.
Może to bzdura.
Ja też wygaduję głupoty, kiedy się upiję.
Pomyślałam jednak, że powinnam pani powiedzieć.
Ale jak to coś złego?
Z jednym z moich dzieci?
Nie rozumiem. Co dokładnie powiedział?
Właśnie to.
Wymamrotał te słowa. Omal się nie rozpłakał.
Proszę się przedstawić.
Bo uznam panią za psychopatkę, która chce zaszkodzić mojej rodzinie.
- Nie brak takich. - Zapewniam, że znam Antoine'a od lat.
Cenię go, podziwiam jego pracę.
Nie chcę pani zaszkodzić, proszę mi wierzyć.
Nie wiem, czy dobrze zrobiłam, mówiąc pani o tym, ale..
nie mogłam inaczej.
Nie zabieram więcej czasu. Do widzenia.
SYNDROM NIEKOŃCZĄCEGO SIĘ LATA
- Julien... - Delphine? Jak tam?
Dobrze, dziękuję. Namierzysz dla mnie numer?
Jasne. Do sprawy Souleymane'a?
- Nie, do innej. - Dobrze, przesyłaj.
- Już. - Dzięki.
- To było połączenie bezpośrednie? - Tak. Chyba.
- Prześlij więc też raport. - Oczywiście.
Dziękuję, już wysyłam.
Możesz się tym zająć teraz?
- Oddzwonię za pięć minut. - Super. Dzięki!
- Proszę. - Pa!
Chce mi się jeść.
Za 10 minut coś zrobię.
Co jemy?
Smażone warzywa.
Chcesz mnie utuczyć?
Jak tam koktajl?
Mocno przyprawiony.
Wolę twój.
- Julien? - Nie mam przydatnych informacji.
Jak to?
Dzwoniono z budki telefonicznej w Paryżu.
- Nic więcej nie wiesz? - To budka przy Rue Traversière.
- Blisko placu Bastylii. - Rue Traversière?
- Coś ci to mówi? - Nie.
Mogę spytać o charakter tej rozmowy?
Wyglądało to na typowy przekręt, oszustwo na rodzinę.
To sprawa klienta.
Powiedziałbym więcej na podstawie nagrania.
Jeśli znów zadzwonią, niech klient nagrywa.
Oczywiście.
- Dziękuję, Julien. - Nie ma sprawy. Cześć, Delphine.
Adia?
Adia?
- Tak? - Brudny ręcznik. Nie używaj go.
Dobrze.
- Koktajl smakował? - Pycha.
Ostrożnie ze słońcem. Mocno dziś piecze.
- W porządku, mamo. - Posmarowałaś się?
Tak, a co?
- Masz wysypkę. - Tak?
Taką jak w zeszłym roku.
Nic nie widzę.
Włóż T-shirt, bo ci się pogorszy.
Cholera!
- Podasz mi szklankę z wodą? - Już.
- Nie, nie! - Adia!
- Mam okulary! - Adia, wepchnij go!
- Okulary! - Wepchnij go!
Nie!
Woda jest zimna! Twoja kolej!
- Asi! - Przestraszyłaś mnie.
Fajnie tu.
Będę tęsknił.
- Jak tam Bob? - Już lepiej.
Przyjemnie mu tu. Tak, Bob?
Słodziak z niego.
- Za to Lily... - Zostaw ją w spokoju.
- Gdyby nie była taka toksyczna... - Wszyscy jesteśmy toksyczni.
Nie mylisz się.
Sama trawka czy z tytoniem?
To nie jest mocne. Chcesz?
Jestem w szoku.
Ładnie wyglądasz z papierosem.
- Nie powinnam. - To naprawdę lekkie.
Mój pierwszy joint z Asim.
Adia też pali?
Nie.
- Nigdy? - Nie lubi.
Pozbierana dziewczyna.
- Pozbierana? - Porządna.
To rozrabiara.
Nie mogę się doczekać, aż jakiś biedak się w niej zakocha.
Będzie mu z nią trudno.
- Dobre to twoje zioło. - Wiem.
Ma kogoś?
Nie wiem.
- Akurat. Jesteście sobie bliscy. - Ją zapytaj.
Zrobię to. Myślałam, że wiesz.
Ma 17 lat. Na pewno z kimś kręci.
Czasami wspominam siebie w jej wieku.
Co ja wyprawiałam!
- Cudem z tego wyszłam. - Tak?
Chcę mieć pewność, że jest bezpieczna.
Muszę z nią spędzać więcej czasu.
To od jointa wpadasz w paranoję?
- Mówię jak paranoiczka? - Trochę.
- Odwiedzimy Aslana w Nowym Jorku? - Tak.
- Ty tam byłeś? - Tak.
Z mamą?
Podrapiesz mnie po brodzie?
- Gdzie? - Swędzi mnie na czubku.
- Tutaj? - Tak, dziękuję.
Brzydko wygląda?
- Co? - Moja szyja.
- Nic nie widzę, a co? - Nie ma wysypki?
- Nie, nic. - Na pewno?
Przyjrzyj się.
Nie, nic nie ma.
Dla ciebie. Z całego serca.
- Urocze. - Jak ja.
Wyglądasz trochę lepiej.
Wiesz co? Będę je nosić na sercu.
Powinieneś.
- Potrzebne ci to? - Nie.
Zobaczysz.
Zrobię coś jeszcze lepszego.
Co się stało?
Nic groźnego.
Przypalałam plastikową butelkę i kapnęło.
Już dobrze, przestań jęczeć.
Witamina D?
Smarowałem się nią po oparzeniu.
Ona ma 35 lat mniej niż ty!
- Zdezynfekuję ci to. - Nie widzę związku z wiekiem.
Ma wrażliwą skórę!
- Przestań, to nic takiego. - Nałożę ci maść odkażającą.
Chodź! Chcesz mieć bliznę do końca życia?
Słuchaj mamy.
Zamknij drzwi.
Zimna!
Wytrzyj się.
- Wszystko w porządku? - Tak.
Masz mi coś do powiedzenia?
Co? O co chodzi?
Ukrywasz coś przede mną?
Nie. Co się dzieje?
Myślę, że wiesz.
Po prostu się oparzyłam.
Już wystarczy.
- Sypiasz z kimś? - Nie.
Nie kłam, przecież widzę.
Nie kłamię. Ogłuchłaś?
- A prezerwatywy w pokoju? - Szperałaś tam?
Odpowiedz.
Nie możesz tego robić!
Zrobiłam i znalazłam prezerwatywy. Wyjaśnij mi to.
Kupiłyśmy je z dziewczynami, dla żartu.
- Obiecałyśmy sobie nie kłamać. - Nie kłamię.
- Byłam nastolatką, wiesz? - I matka grzebała w twoich rzeczach?
Żałuję, że nie mogłam z nią porozmawiać.
Nigdy jej nie było.
Musiałam sobie radzić sama.
Trudno było wyczuć, kto jest życzliwy, a kto nie.
Niepokoję się o ciebie.
- Niepotrzebnie. Wszystko gra. - Adia, wróć.
- Adia! - Jestem głodna.
Zrobiłem grzanki, chcesz?
Nie, przecież niedługo kolacja.
Wszystko gra?
Mam krótkie spotkanie w szkole.
Zawieźć cię?
Spacer dobrze mi zrobi.
Masz komórkę?
Bez obawy, nie zabłądzę.
W moim wieku nie będziesz musiał myć zębów.
Dlaczego?
- Bo je stracisz. - Nie martw się o moje zęby.
Mam nadzieję, że w Nowym Jorku z tym skończysz.
Dość już o Nowym Jorku! Jestem tutaj.
Posłuchaj: pewna Japonka...
Zrobisz mi kanapkę?
- Przygotowałem warzywa. - Wolę kanapki.
Proszę.
Dobrze, dobrze. Co was dziś wszystkich ugryzło?
Przestań jeść lód,
- bo nie zrobię kanapek. - Dobra.
Delphine!
Cześć, Brigitte! Jak się masz?
Dobrze.
- Jak tam w Corrèze? - W porządku.
Jest spokojnie. A w Paryżu?
Jak zwykle. Ciągle dokądś biegnę.
Jak tam Coco?
- Niegrzeczny. - Słyszę.
A w biurze?
- Burdel. Nie pytaj. - Antoine mówił, że jesteś zła.
Pamięta, o czym rozmawialiśmy na tamtej imprezie? Szok!
Upił się, co?
Kiedy wychodziłam, był nieźle wstawiony.
Więc...
nie słyszałaś więcej jego opowieści.
Kto jeszcze tam był?
Coco! Chodź tu!
To była wielka impreza. Mnóstwo ludzi.
Nie zostałam długo.
Bardzo rozrabiał?
Nie, przeciwnie. Raczej...
Coco! Zaczekaj chwilę.
Co cię opętało, Coco? To nie jest pora godowa.
Siad!
Był pogrążony w rozmowie.
Nie martw się. To grzeczny chłopiec.
- Co opowiadał? - Coco! Do nogi!
- Przepraszam, co mówiłaś? - Nic, nic.
Chciałam tylko spytać...
Czasami wygaduje takie rzeczy... no, wiesz.
Mówił ciągle o tym samym: o filozofii i literaturze japońskiej.
Wcześnie wyszłam, ale nic się nie działo.
Kiedy wracasz do Paryża?
Pojutrze. Odwozimy Aslana na lotnisko.
A, tak, mówiłaś. Więc niedługo się zobaczymy.
Wybacz, kończę. Muszę się zająć tym potworem.
Jasne. Zadzwonię po powrocie.
Uściskaj dzieci.
- I oczywiście męża. - Oczywiście.
- Na razie. - Pa, kochana.
Co się wydarzyło, Aslan?
Następnego dnia miałem wyjechać.
To był nasz ostatni dzień w Corrèze.
Czy twoja rodzina sprzeciwiała się wyjazdowi?
Tylko Delphine była przeciw.
A twój ojciec?
On to wymyślił.
Chciał, żebym wyjechał.
Aha. A dlaczego?
Bo tam jest najlepszy wydział entomologii.
Czy rodzice ostatnio się o to kłócili?
Albo o coś innego?
Aslan?
Nie wiem.
Posłuchaj.
Liczą się nawet najdrobniejsze szczegóły.
Dlatego tak wypytuję.
Więc...
czy twoja matka spotkała się niedawno z kolegami z pracy,
z przyjaciółmi, ze znajomymi?
Zawsze coś robiła i z kimś się spotykała.
Zawsze była zajęta.
Adia i ja więcej czasu spędzaliśmy z Antoine'em.
Od kiedy masz te ślimaki?
Nie mogę tu dłużej siedzieć i odpowiadać na pytania.
- Chcę wyjść. - Mam jeszcze...
Nie, chcę stąd iść! Jak pan może nam to robić?
Mam jeszcze kilka pytań.
Uspokój się.
Potrzebujemy szczegółów. Wykonujemy naszą pracę. Rozumiesz?
Przykro mi. Wiem, jak ci trudno.
Ostatnie pytanie.
Czy rodzice wiedzieli, że jeden ze ślimaków jest toksyczny?
Jedno jest pewne:
są znacznie smaczniejsze niż w zeszłym tygodniu.
- Skosztujesz? - Nie, dziękuję.
- Jak tam sałatka? - Świetna.
- Faktycznie. Ten sos! - Prawda?
Tylko że jest z czosnkiem. Co powiedzą chłopcy?
Jakbym miała tu wybór.
- Gardzi miejscowymi. - Nie wszystkimi.
Palant.
Jesteś dziś wyjątkowo rozmowna.
Gdy nie masz niczego do powiedzenia, nie mów nic.
Kafka!
Brzmi jak z Kafki.
Hanif Kureishi?
Delphine Denicourt.
No dobrze. Pójdę umyć ręce.
Ja też.
Przepraszam za wtedy.
Przegięłam.
- Przepraszam, mamo. - To nic.
Chciałam ci powiedzieć wcześniej, ale...
jakoś się nie udało.
Pamiętasz Adama? Mówiłam ci o nim jakiś czas temu.
Jesteśmy razem.
Ile ma lat?
Tyle, ile ja. Chodzimy do jednej klasy.
Opowiadałam ci o nim.
Dobrze pływa.
Tak, tak. Adam.
Od dawna jesteście razem?
Znamy się trzy lata,
ale jakieś dwa miesiące temu zrobiło się z tego... coś poważnego.
Poważnego?
Tak. Zresztą... rozumiesz.
Tata wie?
Co sobie obiecaliśmy?
Wiem.
- Szczerość. - Tak, zawsze.
Tak.
Nie udawaj zawstydzonej. Znam cię!
Wredna jesteś.
Muszę widzieć takie rzeczy, jestem adwokatką.
Wredną adwokatką!
Gdybyś się widziała dziś w łazience...
Było naprawdę ciężko.
- Wszystko w porządku? - Tak, dziękuję.
Wypijemy za to?
Chciałabym poznać twojego chłopaka.
"Nigdy nie widziałem tak pięknej dziewczyny jak ty".
Serio! Wyobrażasz sobie?
Uwaga! Jego ojciec to mój klient.
- Chłopak jest miły. - W tym problem.
Nie chcę jechać.
Naprawdę nie chcę wyjeżdżać.
Dlaczego znowu zostaję sam? Mam tego dość.
Rozmawialiśmy już o tym.
Wiem.
I wracam do tematu.
- Nie wyjadę. - Asi! Niedługo cię odwiedzę.
Nie wolno mi mieć rodziny?
My jesteśmy twoją rodziną.
Nie płacz. Jestem przy tobie. Zawsze!
- Opanuj się. - Asi, przestań.
Aslan!
Pomożesz mi z sukienką?
Napijemy się whisky?
Co się dziś z tobą dzieje?
- Co się ze mną dzieje? - Tak.
Byłaś bardzo agresywna.
Więc mnie uspokój.
Dlaczego wcześniej tak zareagowałaś?
Przestań. I tak jest ciężko, po co dokładać?
Mogłaś być dla niego milsza.
To był twój pomysł. Ja od początku byłam przeciw.
On ma 18 lat.
Musi poznać inne środowisko niż nasze.
Pamiętasz, jak wolno dostosowywał się do szkoły?
Potrzebuje tego. Jest od nas za bardzo zależny.
- Od ciebie. - Nie.
Od nas obojga.
Z tobą jest bliżej.
Bo pracuję w domu.
Widujemy się codziennie.
Wystarczy.
Nie możesz się upijać tylko z kolegami z pracy.
Ja też chcę skorzystać.
Nie wstawiłem się tak od liceum.
Chciałabym cię zobaczyć jako licealistę.
Mógłbym ci się nie podobać.
Pamiętasz tę noc w Sarajewie?
- Którą? - Daj spokój.
Gdyby cię tam nie było... Nawet sobie nie wyobrażam.
Gdyby mnie nie było, ktoś by się ucieszył.
Ten niemiecki pisarz, jak mu tam? Günther Splitz?
Mój Boże!
- Ktoś ci pomógł? - Kiedy?
Na tamtej imprezie z ludźmi z pracy.
Nie wiem. Nie pamiętam.
Tamta noc mi się zamazuje.
Nic nie pamiętasz?
Przypuszczam, że ktoś musiał mi pomóc.
Nie przypominasz sobie kto?
Nie bardzo.
Mężczyzna, kobieta?
Chyba kobieta.
Już jej nie pamiętam.
Ale ciebie jutro będę pamiętał.
Daj mi to.
Co tu robisz?
Jem lód.
Nie możesz spać?
Chciałbym.
- Dziwny dzień. - Dlaczego?
Nie wiem.
Delphine.
Trzeba jej powiedzieć.
- Nie zaczynaj. - To by było właściwe.
Zawsze, kiedy z nią rozmawiam,
czuję się źle.
Dłużej tego nie zniosę.
To by ją zabiło.
Mogłeś o tym pomyśleć dwa lata temu.
Za dwa dni będzie po sprawie. Wyjedziesz.
Wszystko zaplanowałeś.
Wcale nie. Zrobiliśmy to razem.
Ty zdecydowałeś:
Aslan się wynosi, reszta zostaje i jest normalnie.
Doskonała rodzina.
Super, nie?
Ja miałbym to zaplanować?
To twój plan, Antoine.
Bardzo wygodny.
Cierpię z powodu twojego wyjazdu.
Jasne. Tak bardzo, że pieprzyliście się całą noc.
Ją też kocham.
Tylko inaczej.
Tak mi ciężko.
Nie zniosę rozstania.
Przestań.
Przestań, proszę.
Proszę.
SOBOTA
Cholera.
Cholera!
Twój problem...
Wiem: gram, żeby wygrać.
Ugnij kolana.
Nie usztywniaj się.
Tak!
Śmiało. Rzuć dla przyjemności.
Za ładny rzut - niespodzianka.
Przygotowałaś się.
- Tak! - Brawo.
Co to za niespodzianka?
Przesunęłam twój wylot na przyszły tydzień.
Wczoraj byłam zbyt surowa. Wybacz, kochanie.
- Serio? - Tak. Mamy jeszcze tydzień z Asim.
Nie cieszysz się?
- Przepraszam za wczoraj. - Nie ma za co.
Przesadziłam. Wiem, że ci ciężko.
- Przebukowałaś? - Tak, na 7 września.
Będzie miał trochę czasu do rozpoczęcia zajęć.
Ekstra, przyjdziesz na mój mecz.
Przejadę się do miasteczka. Adia, ty też?
Nie, ten koleś zrobi mi tatuaż.
Obyś tylko nie żałowała.
Będzie obłędny: ślimaczek tutaj.
Dobry pomysł.
- Asi, chcesz coś? - Nie, dzięki.
- Dla mnie piernik. - Piernik dla pani.
A dla pana?
- Porozmawiamy chwilę? - O co chodzi?
- Jesteś mi winna wyjaśnienie. - O czym mówisz?
- Po co była ta zmiana? - W czym problem?
Mogłaś mnie zapytać.
To był impuls. Wiedziałam, że nie będziesz miał nic przeciwko.
- Nie o to chodzi, tylko... - Wiem.
Powinnam była z tobą pomówić, ale miałam wyrzuty sumienia i...
po prostu to zrobiłam.
Gdybym cię zapytała, zajęłoby to więcej czasu.
No dobrze.
Skoczę do miasteczka, może coś zjem.
Potem trochę popracuję.
- Spałam jak dziecko, a ty? - Też.
Mój telefon...
Kiedy ten twój mecz?
W środę.
Dlaczego Delphine przebukowała mój lot?
Nie wiem.
Jest nieprzewidywalna. Mam to po niej.
Czemu wszystko odnosisz do siebie?
Przepraszam.
- Już kończę. - Cool.
- Przyniesiesz potem robaki dla Lily? - Pogięło cię?
Nie.
Komplikujesz sobie życie.
Przestań.
Pracuję, nie widać?
Co z tobą?
Nie stawiaj nogi na moim rękopisie!
Nie musisz krzyczeć.
Nie krzyczę. Dlaczego zachowujesz się jak dziecko?
Wiem, że teraz wszystkim jest ciężko,
ale nie musisz się wyżywać na mnie. Dziękuję!
Masz rację.
Dobrze, pokaż.
- Myślałem, że nie lubisz ślimaków. - Zmieniło mi się.
Zresztą ten zjadacz lodu nie zrobiłby dobrze
niczego poza ślimakiem.
- Ładnie wygląda. - Też chcesz?
Jeden już mam.
Mogę ci zrobić tatuaż na czole.
Adia! Skoczysz po robaki dla Lily?
- Sklepy są dziś otwarte? - Tak, pojadę do Chloé.
- Poproś Delphine, żeby kupiła. - Chcę zaszpanować tatuażem.
Też coś!
Delphine!
- Zapomniałaś zapłacić. - Przepraszam.
Nadal pracujesz nad książką?
Tak.
Myślałem, że skończyłeś.
Jeszcze trochę zmieniam, zanim pójdzie do druku.
Mogę to przeczytać?
Tak, ale później.
- Kiedy? - Później. Niedługo.
Próbuję się skoncentrować. Idź sobie, proszę.
Dlaczego ci przeszkadza, że zostanę dłużej?
Pomówię z Delphine. Wylecę zgodnie z planem. Bez obawy.
Asi!
- Rozumiesz, co się dzieje? - Co?
Delphine dziwnie się zachowuje.
Dlaczego zawsze mówimy o Delphine, a nie o Aslanie?
Zostaw mnie samego.
Już niedługo. Nie martw się.
Nie. To ja odejdę.
Pewnego dnia znajdę właściwe słowa i wszystko będzie proste.
I wszystko będzie prostsze.
Jack Kerouac.
Czemu zawsze musisz mnie poprawiać?
Czemu ty musisz mieć rację, a ja muszę się mylić?
Jeśli pozwolisz mi mówić,
to wiesz, co powiem. I to cię przeraża.
Bo sam byś to powiedział.
Co bym powiedział?
Co chcesz powiedzieć?
Będzie dobrze, Asi.
Będzie dobrze.
Czy ktoś może mi to wyjaśnić?
Mówcie, kurwa!
Nie rozumiesz, co zrobiłeś.
Zniszczę cię.
Jesteś potworem.
Jak mogłeś to zrobić mojemu synowi?
Kochamy się.
Nie jest tak, jak myślisz.
Zakochałem się w Antoinie.
Nigdy mną nie manipulował. Nie molestował mnie.
Przysięgam.
Kochamy się.
"Kochamy się"?
Nie chcę was widzieć.
Spierdalaj!
Wezmę klucze do mieszkania.
Znajdź Adię.
Jedźcie pociągiem do Paryża.
Natychmiast.
Już!
W aktach jest informacja o jej próbie samobójczej w wieku 19 lat.
Co było przyczyną?
Śmierć naszego syna.
Miał kilka tygodni.
Czy po tym pańska małżonka...
nie mogła już zajść w ciążę?
Nie.
Kiedy doszło do adopcji?
Po dwóch latach adoptowaliśmy Adię.
Siedem lat później...
Aslana.
Czy w ostatnich dniach zauważył pan coś,
co mogłoby nam pomóc...
zrozumieć, co się wydarzyło?
Jakiś drobiazg,
może coś w domu, w związku z panem czy dziećmi?
Nie.
- Chodź. - Co się dzieje?
- Jedziemy do Paryża. - Co?
- Wyjaśnię później. - Nie jadę. Co się dzieje?
- Trzeba jechać. - Czekaj. Co się stało?
- Delphine nas zobaczyła. - Co?
- Co powiedziała? - A jak myślisz?
Nie możemy jej zostawić.
On chce być z nią sam.
Adia!
Aslan!
Adia, do samochodu. Ty też!
- Gdzie tata? - Nie!
- Do auta! - Nie!
To dotyczy tylko nas dwojga.
To dotyczy wszystkich.
Adia nie ma z tym związku.
Nie ty decydujesz. Do samochodu!
Wiem o wszystkim.
Od początku.
Widziała nas.
NIEDZIELA
Nie wiedziałam, że jesteś gejem.
Nie jestem.
Pociąga mnie tylko Aslan.
Ja też jestem zdezorientowany.
Jak długo to trwa?
Dwa lata.
Może powinieneś z nim zamieszkać.
Nigdy nie przestałem cię kochać.
Tak dłużej być nie może.
Wszystko zniszczyłeś.
Jedno z nas trojga musi odejść.
Dlatego próbowałem wysłać Aslana do Stanów.
Tracę rozum.
Aslan poleci jutro.
Nie skończyłam z tobą.
Udawajmy, że wciąż jesteśmy...
rodziną.
Przez jeden dzień.
Do jego wyjazdu.
Żałuję, że cię poznałam.
Aslan, lecisz jutro. Spakuj się.
Dziś jest pięknie. Spędźmy miły dzień.
Włóżcie stroje kąpielowe.
Posmarowałaś się?
Wystarczy, mamo.
Chcesz koktajl?
Nie, dziękuję.
To cię nie zabije.
Źle się czuję.
Więc nie wleję ci alkoholu.
Koktajl?
Koktajl dla Aslana...
A dla ciebie?
Dla ciebie też.
Zaraz przyniosę.
Dziękuję.
SYNDROM NIEKOŃCZĄCEGO SIĘ LATA
Wersja polska na zlecenie HBO TRANSPERFECT MEDIA POLAND
Tekst: Karolina Bober
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.