Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
ROZRÓBA W BLOKU NR 99
Dobry.
Kanapa w tamtym aucie też ma kolor rzygowin.
Mówił, że coś mu stuka w silniku.
Nieśmieszne.
- Skrzynia biegów? - Skrzynia biegów.
Jeśli to przyjęcie-niespodzianka, coś wam się nie udało.
- Brad. - Bradley.
Bradley.
Chodź do biura.
Mów tutaj. Ja nie pracuję w biurze.
Nie muszę się w nim gnieść, by usłyszeć złe wiadomości.
- To ciężki czas dla interesu. - Nie interesuje mnie ekonomia.
Zwalniasz mnie?
Przykro mi.
Opróżnię szafkę.
- Plakaty zostaw! - Nie bój nic!
- James? - No?
- Gdzie są nożyce przegubowe? - W magazynku.
Zakopane badziewiem.
Ekshumuję je.
Dzięki.
Bradley?
- Jak się czujesz? - Gdzieś w okolicach diagnozy o raku.
Kiedy interes znów stanie na nogi, Dean do ciebie zadzwoni.
To samo mówiłem Pete'owi, jak stąd wylatywał.
Dzięki.
Czemu wróciłeś tak wcześnie?
- Zwolnili mnie. - Zwolnili?
Daj komórkę.
Nie.
Oddawaj!
Widywałam się z kimś.
Do domu.
Jazda.
Przepraszam.
- Mam się wynosić? - Porozmawiajmy.
- Tylko założę coś... - Siadaj.
Jak długo?
Od trzech miesięcy.
To coś poważnego?
- Nie. - Dlaczego?
Właściwie to nie wiem.
Było mi smutno.
Oddaliśmy się od siebie, odkąd...
Wiesz.
Myślałam, że do tego wróciłeś. Siedziałeś do późna,
kładłeś się, kiedy ja już spałam.
Nie.
Pracowałem albo ćwiczyłem.
Nie brałem.
Nie wiedziałam.
Mało rozmawialiśmy.
Wróciłaś do ćpania?
Prawie. A ty?
Nie.
Chcesz mnie zostawić?
Nie wiem.
Chcę, żeby coś się zmieniło.
Nasze małżeństwo, my...
Czuję się, jakbym kupował kawę na stacji benzynowej.
Mają tam trzy metalowe pojemniki.
Jeden ze śmietanką, drugi z mlekiem, a trzeci z tym szarym czymś.
Ktoś wiecznie zrywa etykiety i muszę zgadywać, gdzie jest śmietanka.
Za każdym razem wpierw wybieram
mleko lub to odtłuszczone gówno.
Nigdy nie to, czego chcę.
Według zasady prawdopodobieństwa, raz na trzy razy
powinienem trafić na śmietankę, ale tak się nie dzieje.
Może przy tysięcznej próbie,
wszystko by się uśredniło.
Trafiłbym na śmietankę
pięćdziesiąt, sto razy z rzędu, ale...
mam wątpliwości.
Taka uczciwa równowaga nie istnieje.
Na przykład nasza sytuacja.
Powinniśmy zacząć od nowa.
Spróbować jeszcze raz z dzieckiem.
Nie podnieśliśmy się po tym, kiedy zaczęło się psuć...
Po poronieniu, po prostu żyliśmy dalej.
Też o tym myślałam, ale...
Dzwonią po mnie na zastępstwo góra dwa razy w tygodniu.
Ty właśnie straciłeś pracę.
Zadzwonię do Gila.
- Będziesz dilował? - Woził paczki dla kumpla.
Powiedziałeś, że do niego nie wrócisz.
Czyli oboje złamaliśmy dzisiaj obietnice.
Chcę dla nas lepszego domu.
Szczęśliwego, z dziećmi.
Męczy mnie odtłuszczone mleko i nadzieja na śmietankę,
bo to nigdy się nie wydarzy.
To tylko tymczasowe. Obiecuję.
Wytrwasz?
Tak.
Jakiś czas trzymaj się na dystans.
18 MIESIĘCY PÓŹNIEJ
- Hej, Johnny Rebel. - Dobry.
- Mogę teraz liczyć na próbkę? - Gadaj z szefem.
Daj mi od razu.
Mogę zostawić twoje jaja z szerokim uśmiechem.
Spasuję. Wstydzą się aparatu na zęby.
- Prognoza pogody? - Zapowiada się na śnieg.
Podejdź do okienka.
Towar do szuflady.
Zważ.
Ciężki kloc.
Co robisz?
To, co zazwyczaj robi się po zakupach i przed posiłkiem.
Nie chcę, abyś trzymała nóż.
Odłóż go, proszę.
Umiem się nim posługiwać.
A gdybyś się zacięła i zemdlała od krwawienia?
- Oblała się wrzątkiem czy coś? - Czemu przed ciążą
- pozwalałeś mi pracować w kuchni? - Miałaś więcej sił.
Czekają nas cztery miesiące jedzenia po knajpach?
Mogę coś zgrillować.
- Co u Koali? - Dobrze.
- A u mamy Koali? - Też, ale stopy mnie bolą.
Bo nie powinnaś na nich stać.
- Co w pracy? - Jak to w pracy.
Za dużo słońca o tej porze dnia.
Musimy zamontować lepsze zasłony.
Zielone.
Dobry.
Dobra, już jadę.
Adiós.
Gil?
- Dobry. - Miło cię widzieć.
Wejdź.
Tata wybrał dla ciebie ten strój?
Tak. Podoba ci się?
- Pikantny. - Jest w pokoju ze stołem.
Znaczy się w jadalni czy przy stole bilardowym?
Ze stołem bilardowym. Mówi na to pokój bilardowy.
- Sama nie wiem, gra tam. - Dzięki.
- Que pasa? - Cześć.
W lodówce.
Jill kupiła dla ciebie tę pedalską wodę.
Nie wiedziałem, że H2O ma orientację seksualną.
- Gdzie nasz gość? - W drodze.
- Jak poszła transakcja? - Z Cuzem nigdy nie ma problemów.
Lubię tego czarnucha.
Czy...
Czy czarnego? Które jest grzeczniejsze?
Nie wiem, czy ktoś taki jak ty może to powiedzieć w grzeczny sposób.
- Co u Lauren? - Dobrze.
- Kiedy wysrywa dzieciaka? - Za 98 dni.
- Będziesz z nią na sali? - Oczywiście.
Nie przegapiłbym tego.
Zatkaj nos
i załóż ciemne okulary, żeby nie widzieli, jak zamykasz oczy.
Chcę widzieć, jak nasza córeczka łapie pierwszy oddech.
- To ważna chwila. - Zgadza się.
To Eleazar.
Nowe źródło?
Chcę wejść z nim w spółkę. Ma dojścia w Meksyku
i stabilne źródło dobrej, taniej metamfetaminy.
- Chciałem, żeby cię poznał. - Chyba nie przyjechał sam.
Meksykanie czują się nieswojo w pojedynkę.
Wiesz, jak dorastają. Pięcioro w łóżku.
10 łóżek w lepiance.
Witaj, przyjacielu!
To Bradley. Mój najlepszy dostawca.
Dobry.
Miło poznać.
To jest Pedro. Będzie z tobą przy odbiorze.
A to Roman, jego kolega.
- Nie będę z nim robił odbioru. - Z jakiego powodu?
Wygląda jak klienci.
Roman jest czysty od dwóch lat. Sprawdzam swoich podwładnych.
Można na nim polegać i wie, jak sobie radzić w złej sytuacji.
Wybacz, ale cię nie znam, a zawsze ufam instynktowi.
Bradley.
Daj nam chwilę. Pogadajmy.
Musisz na to przystać.
Chroń moje interesy.
Nasze interesy.
Eleazar ręczy za niego.
Sam też nie jesteś święty w tym temacie.
To było 14 lat temu.
- Wóda robi różnicę. - Nie wmawiaj sobie tego.
Pamiętaj, jak skończył mój brat i twój staruszek.
Wóda prowadzi do tysiąca złych decyzji i tej ostatecznej.
Facet coś brał. Może nie to...
Bradley.
Nie zmuszaj mnie do dawania ci ultimatum.
Wygląda na to, że już mi je dałeś.
Nie mogę tego powierzyć Oscarowi, Tony'emu czy Randolphowi.
Nikt nie popilnuje tych gości przy tak dużej dostawie.
Potrzebuję ciebie.
Pomóż mi dobić targu, a dostaniesz dwa miesiące tacierzyńskiego.
- Trzy. - Zgoda.
W porządku.
Pojadę.
Za to, jak coś się wydarzy, przejmuję wodze.
- Będą cię słuchać. - Roman, spójrz na mnie.
Co robisz na komendę: „Zostaw paczkę”?
Zostawiam.
Poczułem ją.
Poczułem cię.
97 dni.
Zostaw.
Ręce do tylnych kieszeni.
- Pierdol się, nie będziesz... - Stawiaj się, a płyniecie sami po odbiór.
Roman, słuchaj go.
Nie chcę, byś postrzelił niewinną plandekę.
Odwróć się.
Idziemy.
Ta.
LENIWY REKIN
- Twoja, białasie? - Gila.
Wyrzućcie skrzynię.
Dawaj.
Upiększamy Amerykę, co nie?
Luz, białasie.
Spokojnie.
To tylko do obrony.
Odebraliśmy towar.
Spróbuj mi ją zabrać, a złamię ci szczękę.
- Wyrzuć. Później to zabierzemy. - Nie...
Puszczaj, białasie.
Rzucić broń i ręce do góry!
Wezwij wsparcie!
Cholerne tępaki.
- Natychmiast się poddajcie! - Obciągnij mi, psie!
Gotowi na powtórkę z 11 września?
Granat!
Jezu, nie.
Dobranoc.
Bila numer osiem do narożnika.
- Rzuć broń! - Zaraz ci coś rzucę, psie!
- Stój! - Ręce na głowę! Już!
Nie ruszaj się!
Zakuj go.
Chcesz ją spalić?
Chcesz sobie podetrzeć nią dupę?
Chcesz pociąć ją na kawałki i wysłać Putinowi?
Mam flagę przed domem.
Czyli jesteś patriotą?
- Mogę usiąść? - Zakładam, że to retoryczne pytanie.
Wolałbyś, żebym wyszedł?
Nie powiem panu nic, co chciałby pan usłyszeć.
A w więzieniu napatrzę się na gości pańskiego pokroju.
Co według ciebie chciałbym usłyszeć?
Nazwiska twoich wspólników?
Ludzi, którzy korzystają na twojej harówce, podcierając brudne dupy flagą.
Możesz udawać głuchego, ale widziałem nagranie.
Załatwiłeś tych śmieci, którzy zaatakowali policjantów,
chociaż mogło ci to ujść na sucho.
Od razu wiedziałem, że masz w domu amerykańską flagę.
- Pewnie więcej niż jedną. - Mam dwie.
Dzięki twojej bezinteresowności, nie zginął wtedy żaden policjant,
czyli odróżniasz dobro od zła i posiadasz kompas moralny.
Podaj nam chociaż kilka nazwisk. Albo jedno ważne.
- Dla kogo pracujesz? - Pracuję sam.
- Kto dostarcza ci metę? - Jakiś typ.
- Ma imię? - Zapomniałem.
- A gdybym podał ci listę nazwisk? - Nie lubię czytać. Filmy oglądam z lektorem.
Może ci je przeczytam? Nie musisz nic mówić.
Tylko kiwniesz głową.
- Pomogę panu. Jak się pan nazywa? - Detektyw Lawrence Watkins.
- To nie był pan. - Myślisz, że to zabawne?
Pańskie sztuczki są.
Raz na jakiś czas zasiada tutaj człowiek,
który równie dobrze mógłby siedzieć tu, gdzie ja.
Człowiek zasad,
który miał pecha i obrał złą drogę.
- Nie będę gadał. - Nie byłeś wcześniej karany,
ale grożą ci cztery lata, może pięć.
Wiesz, że handlarze narkotyków faktycznie tyle odsiadują?
Wiem, że system jest surowszy wobec dystrybutorów narkotyków,
niż mężczyzn dokonujących aktów przemocy na kobietach i dzieciach.
Uważa pan to za uczciwe?
Widziałeś usta ćpających metę?
- Widziałeś 14-latkę uzależnioną... - Nie będziemy się kłócić, Larry.
Nic ci nie powiem. Wiem, co zrobiłem
i wiem, jaki dostanę wyrok.
Skończyliśmy.
- Masz inne opcje. - Nie.
Twoja żona powiedziała mi, że urodzi córkę.
Będziesz w więzieniu, kiedy powie pierwsze słowo
i gwarantuję ci, że nie będzie to „tatuś”.
- Trzymajmy się granic dobrego smaku. - Ale to smakowało naprawdę dobrze.
Usiądź.
- Dałam im twoje ciuchy na zmianę. - Dzięki.
Chcę powiedzieć parę rzeczy.
Nie przychodź na proces. Wiem, jak się skończy.
Nie ma sensu, abyś przy tym była.
Nie będę odpierał zarzutów.
Chcę tam być. Chcę cię wspierać.
Nikomu to nie pomoże.
A wręcz utrudni.
Nie ma sensu, abyście ty i Koala
tego doświadczyły.
Nie chcę na to patrzeć, więc...
Proszę.
Dostanę cztery lata, może pięć,
i odsiedzę większość wyroku, jak nie cały.
Wybacz.
Będę odwiedzać cię z małą jak najczęściej.
Nie.
Nie chcę, żeby zobaczyła mnie po raz pierwszy w więzieniu.
Wymyślimy, co jej powiedzieć, jak zacznie wypytywać,
a całą prawdę powiem jej, kiedy będzie w stanie ją pojąć.
Zaczekam na ciebie.
Nieważne, jak długo.
Już nigdy nie popełnię tego samego błędu.
- Obiecuję. - Wiem.
No to ustalone.
Kocham cię.
Biorąc pod uwagę dobrowolne poddanie się karze
oraz poważną naturę zbrodni oskarżonego,
niniejszym skazuję Bradleya Darrela Thomasa
na karę siedmiu lat aresztu
w więzieniu o średnim rygorze, Franklin R. James.
Zamykamy proces prawnym wyrokiem.
Nawet z zewnątrz wygląda chujowo.
Widziałeś zdjęcia tego austriackiego więzienia?
Chciałbym, aby tam nas zawieźli.
Powinieneś mieć ambitniejsze marzenia.
Słuchajcie, panowie!
Idźcie po czerwonej linii do drzwi.
Przy okienku zatrzymacie się i podacie swoje imię strażnikowi z notatnikiem.
Bradley Thomas.
Idź dalej.
Witamy w Lodówie.
Następny.
- Proszę przejść na koniec kolejki. - Byłem następny...
Proszę trzymać się kolejki albo ją pan opuści.
Proszę przejść na koniec.
- To nie fair. Muszę do łazienki. - Nikomu nie ułatwia pan sprawy.
Odejść.
- Gorzej niż w urzędach. - Następny.
Następny.
Bradley Thomas.
Ma pan paragon na ten pierścionek?
- Paragon? Nie. - Proszę włożyć go do środka.
Po co?
Więźniom nie wolno posiadać biżuterii wartej więcej niż 75 $.
- Jest ze stali nierdzewnej... - Nie jestem metalurgiem
ani jubilerem. Nie wycenię jej.
Proszę ją oddać.
- Przepraszam... - Proszę wziąć swoją własność
i zająć miejsce na końcu kolejki.
Następny.
Następny.
Bradley Thomas.
Pamiętam.
Lepiej. Proszę zachowywać się w cywilizowany sposób, panie Thomas.
Nawet w więzieniu.
Miłego pobytu.
- Bradley Thomas? - Tak.
Stań w kwadracie.
Rozbierz się do bielizny. Ściągniesz ją na mój rozkaz.
- Ciuchy możesz schować do pudła. - Domyśliłem się.
- Trafił nam się kolejny geniusz. - Wypuścimy go, żeby leczył raka?
Pomóc naukowcom zunifikować teorię strun?
Rozstaw nogi.
Ręce na głowę.
Otwórz usta.
Podnieś język.
Zamknij.
A teraz najlepsza część. Opuść bokserki.
Ręce na głowę.
Szóstka z minusem.
Bradley Thomas?
- Tak. - Jestem Lewus.
Pomogę ci się tu zorientować.
Masz haluksa?
Uszkodziłem prawą stopę, a buty są za małe o dwa rozmiary.
Powiemy o tym Denise. Jest twoją opiekunką.
Na razie dasz radę iść?
Mogłeś trafić dużo gorzej niż do Lodówy.
Chociaż nie jest tu tak samo, jak w tym austriackim pudle.
Masz osobną celę.
Mała, ale nie będziesz wąchał czyichś smrodów przez lata,
tłumiąc złość do tej osoby.
Masz też duży wybór pracy,
zależny od opinii twojej opiekunki.
Biura, półki, dżinsy, części do automatów sprzedających.
Robimy tu sporo rzeczy.
Żarcie jest paskudne, ale, kurde, to więzienie.
- Długo tu jesteś? - 28 lat.
Wcześniej byłem w Jackson.
Tam nazywali mnie Prawusem.
Możesz zapytać.
Nie moja sprawa.
Ci, którzy nie pytają, co zrobiłeś, nie chcą gadać o tym, co zrobili.
Chuchrem nie jesteś. Chyba poradzisz sobie z kłopotami,
ale lepiej pytać i odpowiadać.
Nie chcesz, aby ludzie sami coś zakładali.
Widziałem dwa razy większych niż ty zbierających zęby pod prysznicem
i dużo gorsze rzeczy.
A jeśli skrzywdziłeś kobietę, dziecko czy coś w tym stylu,
to lepiej wymyśl sobie jakieś kłamstwo i trzymaj się go.
Handlowałem herą i metą.
Trochę koką.
Zabiłem dwóch mężczyzn podczas napadu.
Jednemu strzeliłem w głowę cztery razy.
Wtedy sam ćpałem.
Na którym piętrze mam celę?
Widokowym.
- To ten do siódemki? - Tak, Bradley Thomas.
Zanim wejdziesz do swojej trumny, powiadomię cię o zasadach.
Pięć razy w tygodniu robię odliczanie.
Słyszysz brzęczek, wychodzisz i czekasz na wywołanie.
Wracasz tylko i wyłącznie, jak znów usłyszysz brzęczek.
Przegapisz odliczanie, zaśpisz, cokolwiek,
reszta więźniów czeka na ciebie.
Słaby sposób na zaprzyjaźnianie się.
Robię także inspekcje. Anonsuję je słowem: „Inspekcja”.
Wychodzisz z celi i czekasz, aż skończę.
- Boksujesz? - Nie.
- Mięśnie masz na pokaz? - Pomagają przy dźwiganiu.
Mamy tutaj niezły program bokserski.
- Jestem jednym z trenerów. - Nie interesuje mnie to.
Wolisz składać biurka czy części do automatów?
Wolałbym dziergać dziecięce buciki różową włóczką
- niż bić ludzi bez powodu. - A próbowałeś boksować?
Za młodu spędziłem trochę czasu na ringu.
Obili cię?
Nie.
Za mało płacili?
Zraniłeś kogoś? Zabiłeś?
Przyczepisz się do niego innym razem.
Drzwi są otwarte, kiedy jesteście w warsztatach,
na spacerniaku albo w klasie.
- Mają tutaj szkołę. - To dobrze.
Twoja cela.
Zostawię cię samego, rozgość się.
- Kolacja o 18:00. - Dzisiaj spasuję.
Sporo gości tak robi pierwszego dnia.
Przyda ci się o 2 czy 3 nad ranem.
- Jutro zaprowadzę cię do opiekunki. - Dzięki.
Siedem jebanych lat.
Kurwa.
Inspekcja!
Ktoś się nie stawił, więc musimy czekać!
Mam nadzieję, że nie macie nic przeciwko.
Śniła mi się kobieta! Puszysta, ale chętna.
Czekamy!
Dziękujemy za dołączenie do nas, panie Thomas.
Cholera, co ci się stało?
- Nadepnąłem na robaka. - Zalewasz.
Był spory.
To konieczne?
Traktuj mnie jak Boga.
Od niego nie jedzie nachos.
Słaby początek, panie Thomas.
Całe piętro stoi tutaj w środku nocy.
Ludzie są zmęczeni, głodni,
czekający na koniec liczenia, a ty sobie żarty stroisz.
Jeszcze jakieś mądre uwagi?
Słyszysz brzęczek, wychodzisz i zostajesz odliczony.
Bez opóźnień.
Jak dzwonek na początku meczu bokserskiego.
Mogłeś mu powiedzieć o robaku.
Jezu...
Proszę...
Wynocha!
Poranne odliczanie!
Osiem dni.
Dzień dobry.
Ciężko to wypowiedzieć budząc się tu po raz tysięczny.
Nie wątpię.
- Dzięki za baton. - Mówiłem.
Twój przydział, twoje wizyty. Wszystko to załatwia Denise.
Lepiej dla ciebie, by cię polubiła, więc okaż jej szacunek.
Nie patrz jej w dekolt i niczego nie sugeruj.
Kobiety tutaj są przewrażliwione na tym punkcie.
Przeszmuglowałem dwa kilo południowego uroku.
Ma niezłą parkę.
Proszę.
Nazywam się Denise Pawther.
Wątpię, aby chciała pani uścisnąć mi dłoń.
Następnym razem.
- Pan to Bradley Thomas? - Niestety.
- Proszę usiąść. - Dziękuję.
- Jak pierwsza noc w Lodówie? - Mam powody do narzekań,
ale nie jestem tutaj w nagrodę.
- Wyspał się pan? - Trochę.
- Jadł pan? - Lewus dał mi baton.
Zwyczajowo przejrzelibyśmy akta i omówili pański przydział.
Ale 20 minut temu odebrałam priorytetowy telefon.
- Od kogo? - Od doktora Pelmana.
Położnika pańskiej żony.
Mówił, że nastąpiły powikłania ciąży
i chciałby to omówić z panem na osobności.
- Czy to coś poważnego? - Nie podał mi szczegółów.
- Przyjedzie tutaj? - Tak.
Umówiliśmy spotkanie na 10:00.
Gdzie jest Lauren? W szpitalu?
Nie wiem.
Jutro dokończymy nasze spotkanie.
Niech pan zje śniadanie i proszę wrócić do celi.
Jak tylko pojawi się doktor Pelman, przyjdzie po pana strażnik.
Mieliście jakieś problemy?
Z pierwszą ciążą, ale nie z tą.
Dziękuję za powiadomienie.
Mam nadzieję, że to nic poważnego.
Musisz być popularny.
Wizyta drugiego dnia.
Może przyszli zrobić wywiad z legendą boksu?
Przechodź powoli.
- Przenosimy Bradleya Thomasa. - Przyjąłem.
Gość czeka przy okienku nr 10.
Miłej zabawy.
Tutaj, panie Thomas.
Kim jesteś?
Proszę usiąść, panie Thomas.
- Gdzie jest doktor Pelman? - Proszę usiąść.
Słuchawka.
Zachowaj spokój. Odejdę, jeśli ściągniesz na nas uwagę.
I będziesz żałował tego do końca życia.
Skiń głową, że zrozumiałeś.
Mój pracodawca pozdrawia.
Pracujesz dla Eleazara.
Co tu robisz?
Twoja zdrada kosztowała mojego pracodawcę 3,2 miliona.
Przyszedłem rozwiązać tę kwestię.
Jest taki jeden aborter z Korei.
Mój pracodawca go opłaca.
Twierdzi, że może obciąć płodowi kończyny,
jednocześnie pozostawiając go w takim stanie,
że się urodzi.
Dopuścimy się tego zabiegu,
jeśli nie spłaci pan długu wobec mojego pracodawcy.
Jak?
Mój pracodawca chce śmierci jednego z więźniów.
Odsiaduje dożywocie w Zakładzie Karnym Redleaf.
Dostałem siedem lat w Lodówie.
Jakim cudem mam załatwić gościa w Redleaf?
To więzienie o maksymalnym rygorze.
Pokaż tutejszym strażnikom, że trzeba cię przenieść.
Jeśli załatwię tego gościa,
Eleazar wypuści moją żonę całą i zdrową?
Tak.
- Możesz mi to zagwarantować? - Naturalnie.
Jeśli nie zrobisz tego, co chce mój pracodawca,
gwarantuję ci, że otrzymasz pakunek
z dwiema kończynami twego nienarodzonego dziecka.
Niestety nie mogę zagwarantować przetrwania dziecka
ani tego, jaki los spotka twoją żonę.
Kogo mam załatwić?
Christophera Bridge'a.
Jest w Redleaf w bloku 99.
1,93 metra.
Góra 1,88.
1,93.
1,95.
Może.
Wszystko gra?
Chcesz o czymś pogadać?
Słuchaj, wybacz, że tak się wtedy przyczepiłem.
Nie miałem nic złego na myśli.
Miałem nadzieję, że zgłosisz się do programu bokserskiego.
- Co ty robisz? - Stopa mnie boli.
Zaczekaj, aż wrócisz do celi. Mówię ci...
Nie chcesz tego.
Natychmiast przestań.
Masz przejebane!
Odjebało mu!
- Jasny gwint. - Ręce na głowę! Już!
- Andre, żyjesz? - Co tak długo?
- Nie wcisnąłeś alarmu. - Przeszkodziłem mu w tym,
- ale krzyk ma donośny. - Stul pysk.
Daj mi powód, dla którego nie miałbym ci rozwalić łba.
Nie strasz mnie tak,
bo zwinę się na podłodze jak wasz kumpel.
Znam dobry żart.
Chcesz usłyszeć puentę?
- Zakuj go. - Ręce.
Andre, chcesz się zemścić, zanim go zgarniemy?
Tylko niech używa prawej ręki.
Pilnuj go.
Zaprowadź wieśniaka na dół do czasu transferu.
Idź.
- Dlaczego to zrobiłeś? - Nie podobały mu się moje buty.
Przestań!
Cholera!
Leżeć.
- Nathan. - Co?
Chcesz mu wymierzyć sprawiedliwość?
Jasne.
Cholerny psychol.
Może w Redleaf ci się spodoba.
- Longman. - No?
- Jak stare jest Redleaf? - Starsze od ciebie.
Z lat 60.?
Kiedy zaczęli przejmować się humanitarnym traktowaniem więźniów?
Pod koniec lat 50.
Redleaf założono wcześniej.
Do pionu.
- Nazwisko? - Sean Waterford.
- A nazwisko więźnia? - Bradley Thomas.
- Otrzymaliście papiery. - Nie pouczaj mnie.
Wolę bezpośredniość. Mam własny system.
Przepraszam.
To on pobił strażników?
Tak.
Ilu waszych ludzi załatwił?
Dwóch posłał do szpitala, trzeci odniósł niegroźne rany.
Pobił trzech?
Próbowaliśmy...
Panie Thomas.
Proszę na mnie patrzeć.
Więzienie Redleaf jest placówką o maksymalnym rygorze.
Ale wolę inne określenie.
Nakreśli ono jaśniejszy obraz.
Minimalna wolność.
Jeśli zaczniesz rozrabiać,
twoja minimalna wolność się zmniejszy.
Zmaleje tak bardzo, że stanie się
mikroskopijna.
Zrozumiano?
- Tak. - Dodaj jeszcze „proszę pana”.
Tak, proszę pana.
Opróżnij to.
Tutejsi strażnicy nie są takimi pedałami, jak ci z Lodówy.
Jak chcesz, możesz nas sprawdzić.
Więźniowie to wydatki, a my z nieukrywaną chęcią
pomagamy państwu zbalansować budżet pozbywając się taniego ołowiu.
Rozkuć pana Thomasa, żeby mógł się przebrać.
Złe wieści, panie Thomas.
Remontujemy nasz pokój badań.
Musi się pan przebrać tutaj.
Wilson.
Przeprowadź na panu Thomasie pełną, dogłębną inspekcję.
Co z moimi rzeczami?
Obrączką?
Jutro ich poszukam.
Jeśli znajdę czas.
Więzień z Lodówy. Bradley Thomas.
Blok nr 12, cela 44.
Chyba 56.
Racja. Źle przeczytałem. Cela 56.
Zabierzcie go.
Cela jest po prawej.
Toaleta nie działa, ale mimo to ludzie z niej korzystają.
Stój.
Wchodzisz albo cię zaciągamy. Wybieraj.
Daj ręce.
Zachowuj się przez dwa tygodnie, a dostaniesz inną celę.
Jeśli będziesz szalał jak w Lodówie,
zostaniesz tutaj latami.
Obiad!
Tutaj nie da się jeść.
Toaleta jest pełna gówna.
James, zanotuj.
Więzień Thomas z 56 odmówił jedzenia.
Thomas!
Tak?
Załóż podkoszulek, jeśli chcesz wyjść na spacerniak.
Wyjdź i zamknij drzwi.
Masz godzinę. Zachowuj się, a dostaniesz więcej.
Nabrój, a będziesz siedział w celi całą dobę.
Jestem Derrick.
Bradley.
Poćwiczę.
Lepiej się do nich nie zbliżać.
Mam parę pytań.
- Pytaj. - Znasz Christophera Bridge'a?
- Ponoć tu siedzi. - Pierwsze słyszę.
Który z nich jest z bloku 99?
Żaden.
A gdzie oni są?
Odizolowani od reszty.
Kogo tam trzymają?
Pedofilów, gwałcicieli,
gości z wyrokiem śmierci, psychopatów.
Dokąd idziesz?
- Brad, co z tobą? - Bradley.
- I jestem psychopatą. - Hej, po prostu...
Chcę skorzystać.
- My z tego korzystamy, gringo. - Nie nazywaj mnie obcokrajowcem.
Ostatnio, gdy sprawdzałem flagę, nie była biało-czerwona w burrito.
Chcesz coś zacząć?
Wolę kończyć.
- Loco en la cabeza. - Tak jest, jestem loco.
A teraz wypierdalaj.
Rzucić sztangi!
Następna kulka trafi w czyjąś czaszkę!
Ręce do góry i odsunąć się od siebie!
- Podejdźcie do ściany! - Maurizio? Nic ci nie jest?
Natychmiast podejdź od ściany!
Maurizio potrzebuje pomocy!
Co zrobiłeś?
Thomas.
Pokaż 10 palców albo strzelamy.
Właśnie straciłeś minimum wolności.
Idziesz do bloku 99.
Otwórz.
Zamknij za nami.
Uważaj, żeby nie potknął się o łańcuchy.
Musisz być ostrożniejszy.
Podejrzewam, że Amnesty International
nie spodobałaby się zawartość tego pomieszczenia.
Blok 99 to więzienie wewnątrz więzienia.
Zostaniesz tutaj, dopóki cię nie naprostujemy.
Albo wyniesiemy.
Podnieście go.
Będziesz to nosił przez miesiąc.
Przekręć.
Za każde złe zachowanie dostajesz 5 punktów.
Za każdy punkt otrzymujesz to.
W tej chwili masz 25 punktów.
Rozdamy ci je w ciągu tygodnia.
Kiedy będziesz jadł, spał,
szczał
i srał.
Panie Thomas.
Proszę uważać na potłuczone szkło.
Kto tam?
Mój pracodawca poprosił mnie o zrobienie kilku zdjęć.
To on?
To aborter.
Przeprowadzi wstępne badania.
Nie.
Nie możecie.
Nie możecie.
Mówicie o nienarodzonej dziewczynce.
Godne pożałowania,
że nie miała mądrzejszych rodziców.
Christopher Bridge?
Christopher Bridge!
Kto?
Christopher Bridge?
- Nie znam. - Szukam Chrisa Bridge'a.
Nie ma tutaj żadnego Christophera Bridge'a!
I nigdy nie było! A teraz morda w kubeł!
Na pewno...
Tutaj.
Wstawać, panie Thomas.
Na korytarz.
Spójrz na mnie.
Wolę rażenie prądem.
Spójrz na mnie.
Nie mrugaj, dopóki ci nie pozwolę.
Zabawne.
Przycisk można łatwo wcisnąć.
I mamy szafkę pełną baterii.
Spójrz na mnie.
Nie mrugaj, dopóki ci nie pozwolę.
Dobrze.
Paru więźniów poprosiło o widzenie z tobą.
A wiem, że lubisz towarzystwo.
- Kto? - Twoi przyjaciele.
Idź wzdłuż korytarza.
Powoli.
Jeśli to przyjęcie-niespodzianka, coś wam się nie udało.
Nie zabijcie go.
- Naczelnik się do mnie dobierze. - Nigdzie nam się nie śpieszy.
Twój heroizm kosztował mnie 3,2 mln oraz ograniczenie wolności
przez nieokreślony czas.
I przez ciebie moja siostra owdowiała.
Jej mężem był Pedro, któremu strzeliłeś w plecy.
Wypuść moją żonę.
Załatwimy to między sobą.
Patrz, białasie.
Parę godzin temu otrzymałem to zdjęcie.
Może ci się spodoba.
Urwę...
ci...
łeb.
Słuchaj mnie uważnie.
Jeśli zrobisz coś mnie lub moim wspólnikom,
aborter odejmie twojej córce kończyny.
To będzie długa, powolna zemsta, białasie.
Chyba musi się przespać.
Wielkolud.
Cholerny wieśniak.
Przepraszam.
Blok 99, wyżerka!
Masz.
To cuchnie jak złotówa!
Proszę.
- Jadłem gorsze rzeczy. - I to jest nastawienie.
Chcesz coś zjeść?
Jak ci nie zasmakuje, wyrzuć do sracza.
A jak napaskudzisz, to będziesz w tym żył.
Macie sztućce? Plastikowe? Cokolwiek?
Wielkoludzie.
Wszystko w porządku?
- Nie powiedziałbym. - Majaczyłeś jakiś czas.
- Masz gorączkę? - Miałem.
Czemu strażnicy tak się ciebie uwzięli?
Złamałem jednemu rękę.
Jak tu trafiłeś?
Zrobiłem parę rzeczy, z których nie jestem dumny.
Skąd jesteś? Z południa?
Tak.
Ładnie tam jest?
Dla większości.
Ja nie mam stamtąd wspaniałych wspomnień.
- Są pomocne. - Co?
Wspomnienia.
Dzięki nim nie oszalejesz w takim miejscu.
Spędzam sporo czasu na odtwarzaniu dobrych wspomnień.
Długo tutaj jesteś?
- Osiem lat. - Masakra.
- Pozwalają ci na odwiedziny? - Ludzie nie chcą mnie odwiedzać.
- A co z tobą? - To znaczy?
Masz na zewnątrz kogoś, komu na tobie zależy?
Parę osób.
- Dwie bardzo ważne. - Masz żonę?
Będzie na ciebie czekać?
Czekałaby.
Pobudka, panie Thomas.
Twoi kumple pragną towarzystwa.
Na korytarz.
Zamknij.
Niech się przewietrzy.
Śmierdzi tam gównem i jedzeniem.
To nie była prośba.
Jak złożę ci podpis na tym gipsie,
mam zadedykować go panu czy pani Suce?
Twoje nerki pewnie mają dość tych żartów.
Bierz strzelbę!
- Klucze. - Uciekaj!
Sprowadź pomoc! Nie dogoni cię w łańcuchach!
Udusi się, zanim wrócisz.
Umrze z twojej winy.
Dawaj klucze.
- Nie... - Milcz.
- Wypuść go. - Ni chuja.
- Daj mi klucze. - Nie uciekniesz z Redleaf.
Podejdź z nimi.
Cholerny tępaku.
- Zabiłeś go. - Wiem.
Właź.
Nie karm go. Niech żywi się swoim martwym kumplem,
aby przeżyć.
Naczelnik Tuggs zabije cię za to.
On albo ktoś inny.
- Weź jego broń. - Zniszczona.
Weź paralizator. Jest tam.
Nie będę ich raził.
A podasz mi go?
Przydałby mi się tu.
Dzięki i powodzenia.
Johnny.
Sprawdź, co u Wilsona.
Mogę iść z nim.
Róbcie, co mówię albo go zabiję.
Kurwa mać!
Za zabicie pana Thomasa podwoję wasze stawki.
Zaproś ich na swój pogrzeb.
Pierdol się, gringo.
Białasie.
To prawdziwa tragedia, gdy rodzice tracą dziecko.
Współczuję.
Jeśli nie odezwę się za 10 minut, daj rozkaz aborterowi.
A jeśli nie odezwę się w ciągu godziny,
rozczłonkuj matkę i spuść ją w toalecie.
Jeśli chcesz, aby twoja rodzina przetrwała,
lepiej mnie posłuchaj.
Odwołaj ich.
Wracaj do celi albo dziecko zginie.
Nie masz wyboru.
Mylisz się.
- Nie posłuchają ciebie. - Nie szkodzi.
To ty będziesz jęczał.
Odwołaj go.
- Wróć do celi. - Załatwimy to inaczej.
Nie zadzwonię.
Podaj kod albo załatwię drugą nogę.
7-7-7.
Dobry.
Jesteś tym cudakiem, który odwiedził mnie w Lodówie?
Posłuchaj czegoś.
Poważnie zraniłem Eleazara.
Teraz zaciągam go do gości, którzy wyjebią go, aż zakrwawi.
Nie chcę tego, ale to zrobię.
Chyba już wiesz, że potrafię być zły.
Brad.
- Bradley. - Bradley.
Rozkażę im wypuścić twoją żonę.
Mają ją zawieźć do Gila,
abym mógł potwierdzić, że nic jej nie jest.
Mów co trzeba albo będziesz zgwałcony.
Zmiana planów.
- Nie ujdzie ci to na sucho. - Siedź cicho albo złamię ci kark.
Naczelnik Tuggs?
Panie Thomas.
- Gdzie Wilson? - W mojej celi.
Mam też dwóch innych zakładników,
Eleazara i waszego Jeremy'ego.
Spróbujcie otworzyć bramę albo mnie zagazować,
- a zabiję ich obu. - On to zrobi!
Skutecznie!
Co chcesz tym osiągnąć?
Czekam na telefon.
Jak już się rozłączę, poddam się wam.
Przysięgam na Jezusa Chrystusa i Królestwo Niebieskie.
Wilson.
Nie odpowie panu.
Jeremy?
Tak?
- Jesteś cały? - Nie jestem martwy.
Kiedy do ciebie zadzwonią?
Niedługo.
- Zdążę wypalić cygaro? - Połowę.
Mam cygaretkę, która szybko się pali.
Wypuść ją.
Nie podchodź do samochodu.
Lauren?
Lauren?
Co za bajzel.
Jestem bardzo rozczarowany.
Daj.
Zawsze mówiłem, że Bradley wybrał mistrzynię.
- Gil? - Mam ją.
Jak się czuje?
Dobrze.
Dzięki Bogu.
- Zająłeś się wszystkim? - Tak, załatwione.
Dobrze.
- Daj mi ją. - Trzymaj.
Panie Thomas, kończy pan?
Za chwilę.
- Nic ci... - Nie. Co tam się dzieje?
Nie przejmuj się tym.
Wszystko gra.
Dzwonię, żeby sprawdzić, co u ciebie i Koali.
Upewnić się, że jesteś bezpieczna.
Usłyszeć cię.
To jest nierealne, porwanie i to, co chcieli zrobić.
Chyba już po wszystkim.
Chcesz powiedzieć coś Koali?
Pewnie.
Chętnie coś jej powiem.
Słucha cię.
Chciałbym być przy tobie i mamie, ale...
Wiem, że czeka cię wspaniałe życie.
Dorośniesz...
będziesz zdrowa i mądra.
Poruszyła się.
Nie wiem, co powiedziałeś.
Dziękuję...
że pozwoliłaś mi z nią pogadać.
Nie ma za co.
- Kiedy możemy cię odwiedzić? - Nie wiem,
kiedy będziecie mogły przyjechać, ale spróbuję się dowiedzieć.
- Muszę kończyć. - Strażnicy cię pospieszają?
Wybacz.
Zadzwoń, kiedy będziesz mógł.
Kocham cię.
Ja ciebie też.
Pa.
Gotowy, panie Thomas?
Wciąż została mi minuta.
Nie.
- Dam pieniądze twojej żonie. - Nie dasz.
Co tam się dzieje?
- Wykonuję egzekucję na Eleazarze. - Panie Thomas, wchodzimy.
Wciąż mam...
25 sekund.
Podobno głowa żyje jakiś czas
po jej ścięciu.
Oby.
Ręce na głowę i obróć się.
78 dni.
Tłumaczenie - Altair87 Korekta - Goku193
ROZRÓBA W BLOKU NR 99
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.